Niezawisłość, czy „wara ode mnie!”?

Głośnym echem odbiła się (i nadal odbija) sprawa warszawskiego podpalacza samochodów, a ściślej rzecz biorąc uchylenie wobec niego tymczasowego aresztu.

„Sąd zdecydował, że nie zachodzi obawa matactwa a podejrzany nie stanowi zagrożenia”, czy jakoś tak podobnie to szło, z ust rzecznika warszawskiego sądu. A po kilku sekundach, z tych samych ust: „Sąd stosując środek zapobiegawczy, musi powiedzieć podejrzanemu, na jakich dowodach się opiera”. A ja, dureń myślałem, że jak musi powiedzieć, to może powiedzieć: „Bo jest świadek, który cie rozpoznał”.

Nie pierwszy to już raz, kiedy sędzia bez zmrużenia oka wali oskarżonemu, czy tam podejrzanemu, dane personalne (nawet z adresem, a co) tego, co przyczynił się do uziemienia go. Prokuratura może co prawda zarządać utajnienia tych danych, ale jakoś rzadko z tego korzysta. To taki durny szczegół, a że roboty kupa, kto by sobie tam pierdołami głowę zawracał. A potem…, a potem jest dorabianie filozofii, bo każdy „szanujący się” sędzia, czy inny prokurator nie przyzna się do błędu, czy „niezwrócenia uwagi” na taki, byle jaki szczególik, czyli do niedbalstwa.

I tylko się zastanawiam, po co ten cały cyrk z weneckim lustrem i innymi pierdołami na komendzie policji. Nie lepiej i uczciwiej postawić w jednej sali świadka a naprzeciwko kilku gości wraz z oprychem i poprosić go ładnie o wskazanie tego co trzeba?   

Sędzina, która owe dane ujawniła nie chce zabierać głosu publicznie. I właśnie: Wolno sądziemu! Ma do tego prawo! Sędzia jest niezawisły!!!  Niezawisły, czyli bezstronny w stosunku do uczestników postępowania. Niezawisły, czyli wewnętrznie niezależny. To tylko dwa z pięciu elementów niezawisłości (nie wiem, bo taki aż mądry nie jestem, ale przeczytałem w Wikipedii). A ja się tak zastanawiam, czy dwa elementy nie zostały naruszone. Pierwszy w szczególności, bo drugi, jak najbardziej może być „niezależny wewnętrznie” dla sędziego. Nikt we wnętrzu sędziego nie siedzi i nie wie, jakie to wnętrze jest. Wracając jednak do pierwszego elementu, samo tylko przekazanie podejrzanemu danych personalnych świadka już jest naruszeniem bezstronności, tak mi się przynajmniej wydaje.

Sędzia jest też nieusuwalny z urzędu. To znaczy, teoretycznie jest usuwalny, ale tylko przez orzeczenie sądu. Ale przyznam, nie słyszałem, żeby ktoś usunął sędziego z urzędu za idiotyczne a nawet podejrzane orzeczenia. Praktycznie rzecz biorąc, jest nietykalny.

Właściwie wszystko to ma ręce i nogi, ale tylko teoretycznie. Niezawisłość i nieusuwalność sędziego sprawiają, że ten czuje się kompletnie bezkarny. Ileż to razy słyszeliśmy o gwałcicielach, których nie zatrzymano do rozprawy i… gwałcili, czy niewinnych siedzących w aresztach po dwa lata, bo sąd tak postanowił… prewencyjnie. Jeśli wsadza się prewencyjnie (tymczasowo) potencjalnego recydywistę (np. na trzy miesiące), nie ma w tym nic złego, oczyści się go w wyniku dochodzenia i już, ale jeśli człowieka, który nigdy nie siedział zamyka się prewencyjnie, bo wskazał go jakiś bandyta, o coś tu nie gra. Żadnemu sędziemu jednak włos z głowy, z powodu podjęcia takich haniebnych, nierzetelnie przemyślanych decyzji, nie spadł.

W żadnym innym zawodzie nie ma tak nieograniczonej, bezkarnej wolności w podejmowaniu decyzji. A takie właśnie decyzje sędziów idą w setki, jeśli nie w tysiące, bo jest ich coraz więcej.

Oczywiście nikt (chodzi o opinię publiczną) jeszcze nie wie, czy ten kibol podpalił te samochody, czy nie podpalił, wiadomo jednak, że podpalił wcześniej i to już samo w sobie powinno usunąć z głowy sędziego wszelkie dylematy. Bo wcześniej podpalił, więc i tak teraz powinien siedzieć. Musi zostać skazany w przyszłości (przyznał się), więc jeśli jest niewinny, odliczy mu się odsiadkę tymczasową od przyszłego wyroku. Tym bardziej, że dziennikarze dotarli do kilku podobnych przypadków, w których sędziowie nie mieli najmniejszych wątpliwości – podejrzani siedzą (nie recydywiści w dodatku). Co ja mam myśleć, kiedy w jednym przypadku podejrzany gwałciciel poszedł siedzieć, a w innym przypadku odpowiada z wolnej stopy? „Ten to ma szczęście”, czy „Tamten to ma pecha”?

Dlaczego ja jestem przekonany, że nie bez znaczenia dla takiej a nie innej decyzji pani sędzi jest fakt, iż ojcem podejrzanego jest znany adwokat? I dlaczego w związku z tym niezawisłość i bezstronność sędziego w obecnym kształcie uważam za marzenie ściętej głowy? A nieusuwalność, za bezkarność niemal absolutną?

Póki co, sędzia może wszystko i wara Wam (czyli nam) od tego, jakie orzeczenia wydaje!

andy lighter

Published in: on Luty 24, 2012 at 2:18 pm  Dodaj komentarz  
Tags: , , ,

Pan Prezydent się myli

Tzn. Pan Prezydent Wałęsa. Darzę Pana Wałęsę należnym, najwyższym szacunkiem. Niezwykle go cenię i bardzo lubię, chylę czoła przed jego niezwykłym „instynktem politycznym”, którego pozazdrościć mu powinni niemal wszyscy politycy w tym kraju. Z reguły też zgadzam się z jego poglądami i wygłaszanymi tezami, opiniami i analizą naszej (i nie tylko naszej) rzeczywistości. Jednak w kwestii wydłużenia wieku emerytalnego mam pogląd odmienny niż Pan Prezydent. Uważam, że w swojej argumentacji poszedł On trochę (sporo „trochę”) na skróty.

Otóż Pan Prezydent nie jest zwolennikiem wydłużania wieku emerytalnego, jeśli dobrze rozumiem. I ma dla poparcia swojego zdania prostą argumentację. Oto przytacza przykład koparki, której zastosowanie, spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi, których to ludzi wysłaliśmy na renty (emerytury) i wystarczyło. Otóż, to nie całkiem tak, Panie Prezydencie.

Zastosowanie koparki, rzeczywiście spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi. Ale wcale nie wysłaliśmy ich na renty (emerytury), tylko daliśmy im inną pracę. Kaparka nie tylko zastąpiła tych pięćdziesięciu ludzi, ale też znacznie przyspieszyła pracę. I polepszyła, stwarzając nowe możliwości. Koparki zaczęły kopać, aby tych pięćdziesięciu ludzi, zamiast kopać, budowało na tych wykopanych dziurach drogi, fabryki i domy. Koparka pracowała tak szybko, że tych pięćdziesięciu ludzi musiało „budować” równie ciężko, jak przy kopaniu. Koparka więc przesunęła tych ludzi na inne „fronty robót”.

Pan Prezydent Wałęsa stawia na automatyzację, robotyzację, które to nowoczesne technologie będą pracować na nasze emerytury. Ma rację Pan Wałęsa, tyle tylko, że w przeciwieństwie do jego oczekiwać, moim zdaniem nie stanie się to w najbliższych dwudziestu, czy nawet czterdziestu latach. To jeszcze dość daleka przyszłość, chociaż oczywiście rozumiem, że postęp technologiczny dokonuje się w zawrotnym tempie.

Można by pomyśleć, że „kombinacje” Pana Prezydenta mają sens. Jednak ja uważam, że roboty nie powinny pracować na nasze emerytury jako takie, ale powinny stanowić możliwość podwyższania niskich, ale w miarę przyzwoitych, wypracowanych emerytur.

Wbrew pozorom informatyzacja, automatyzacja i robotyzacja wcale nie będzie domeną ludzi specjalnie wykształconych i ludzie wykształceni zupełnie przeciętnie (mniemam, ze wyższe wykształcenie będzie zdecydowanie powszechne) będą mogli się tym zajmować. Już dziś ludzie niewykształceni ale pasjonaci robią na komputerach takie rzeczy, że przeciętny zjadacz chleba dostałby od tego zawrotu głowy. Są hakerami, „nie znają” żadnych barier w przestrzeni Internetu i tajnikach możliwości komputera, czy najbardziej nawet skomplikowanych programów. Przewiduję więc, że zarobki w tych branżach będą nie najwyższe, również dlatego, że chętnych do tej pracy będzie bardzo wielu (choć pracy brakować nie będzie. O wiele wyższe będą zarobki tzw. pracowników fizycznych, z jednego, bardzo prostego powodu: nie będzie chętnych do wykonywania tych prac. Jeśli każdy (zdecydowana większość) będzie mogła pracować przy komputerze, automacie, itp., to komu będzie się chciało pracować fizycznie. Np. w sklepie, czy w magazynie. A przecież ci ludzie już dzisiaj też muszą znać się na nowoczesnych wagach, kasach, komputerach, i innych sprzętach pomagających w pracy. Już dziś praca sprzątaczek np. coraz częściej wymaga niezłej umiejętności rozumienia i obsługi sprzętów tzw. AGD

Pracy dla ludzi naprawdę „nieczytanych, niepisanych z różnych powodów” będzie naprawdę niewiele. I dlatego istnienie ośrodków pomocy społecznej jest niezagrożone, niezagrożone więc musi być ich finansowanie. Nie może to jednak stanowić normalnego zastąpienia emerytury, bo to po prostu nie fair.

Jestem więc zwolennikiem podwyższenia wieku emerytalnego. Wszelkie dane i prognozy, będące raczej pewnym, oczywistym i logicznym spojrzeniem w przyszłość, pokazują jasno, że rąk do pracy będzie ubywać, ludzie będą coraz starsi i będą żyć coraz dłużej. Prędzej czy później trzeba będzie to zrobić a im później, tym „drastyczniej”, czyli boleśniej.

I nie ma tu co dyskutować, spierać się, słuchać tych, którzy albo chcą ten system maksymalnie podziurawić, albo pozostawić obecne status quo, bo ich argumenty są absurdalne, tylko tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć, że inaczej się nie da.  

andy lighter

Stadionowy cyrk

To, co się ostatnio dzieje w związku z odwołaniem meczu o Superpuchar Polski na Stadionie Narodowym, wywołuje u mnie naprzemian odruchy wymiotne i pukanie się w czoło. Do jednego worka wrzucona została kwestia odbioru technicznego stadionu i kwestia meczu pucharowego.

W rozmowie dziennikarza z byłym już prezesem Narodowego Centrum Sportu Rafałem Kaplerem usłyszałem to, co od dobrych kilku dni chodziło mi po głowie. Jest dla mnie jasne, że media i politycy, jak to zresztą mają w zwyczaju, odwrócli kota ogonem i wylewają cysterny pomyj na budowniczych stadionu. Za to, że stadion został wadliwie zbudowany. To nieprawda! Stadion jest piękny, zbudowany (prawdopodobnie) prawidłowo, zgodnie ze sztuką.

Przy okazji meczu, nie obyło się bez kilku idiotycznych wpadek, spowodowanych jeszcze bardziej idiotycznymi decyzjami. Np. decyzją o rozegraniu meczu o Superpuchar Polski w dniu 11. lutego. Trzeba być naprawdę skończonym baranem, aby wyznaczyć taki termin meczu. Chociaż w naszych władzach piłkarskich wszelakich, to akurat nie dziwi, przecież to są mistrzowie „radosnej twórczości”. Ma oczywistą rację były minister Drzewiecki, stwierdzając, że jeśli zima oszczędziła nas w grudniu, to zaznaczy swoją obecność później. Powiem więcej, zawsze jest w Polsce tak, że bez względu na to, czy zima jest łaskawa, czy mroźna, swoje apogeum przechodzi w styczniu i lutym właśnie.

Jedyne co spowodowało owo ustalenie terminu, to niebotyczne pieniądze, jak się okazało niepotrzebnie, wyrzucono w błoto, a właściwie w murawę, która, co oczywiste, nie chciała rosnąć. Oszczędzono kibicom, na bank żałosnego widowiska, no bo jak można „normalnie” grać w piłkę w temperaturze minus kilkanaście stopni?

Wracając do stadionu jednak, jego odbioru i odwrócenia kota ogonem. Kto ma problem ze stadionem, budowniczowie, organizatorzy widowiska, czy Policja? Oczywiście, że Policja!!! Od jakiegoś czasu widzę Policję, która stara się jak może zaznaczyć swoją doskonałą pracę i nic nie umyka jej znakomitym działaniom i rzetelnie wykonywanym obowiązkom. Nie podpisali więc odbioru z powodu braku łączności na najniższym poziomie.  Tutaj przykład ze strażakami przytoczony przez Kaplera jest doskonały, cisnął się na światło dzienne od początku kłopotów policyjnych z łącznością.

Oto strażacy, wezwani do pożaru jakiegoś wieżowca stwierdzają: „Ten budynek nie nadaje się do gaszenia pożaru, bo nasze drabiny nie dosięgają tak wysoko. Został źle zbudowany”. Przecież to są jaja na pogrzebie! „To sobie kupcie kurwa dłuższe drabiny!”. Analogicznie jest z policją: „To sobie kupcie lepsze środki łączności!”. Że co? Że nie mają pieniędzy? A co to obchodzi budowlańca, że spytam? Wyszło więc na to, że nikt nie zająknie się nawet o wyposażeniu Policji, bo po co? Przecież mamy winnego!

Osobną sprawą są nagrody dla władz NCP. 570 tys. złotych dla prezesa Keplera to moim zdaniem cokolwiek za dużo, jednak ktoś taki kontrakt stworzył, ktoś podpisał i tym kimś, jak wiemy, nie była min. Mucha. A umów w końcu dotrzymywać trzeba. O pomstę do nieba woja tutaj krzyk posłów PiS-u, których guru, Lech Kaczyński przyjął na szefa swojej kancelarii człowieka, który przechodząc do niego z Orlenu wziął za to odejście coś koło 2 mln złotych.

Min. Mucha za to, że mecz na Narodowym się nie odbył, musiała przebiec stadion dookoła. Okazuje się, że przebiegła go za brak dobrego wyposażenia Policji. Może pan Komendant Główny, po ujawnieniu rzeczywistych przyczyn odwołania meczu, jako człowiek honoru powinien przebiec stadion dookoła trzy razy z min. Muchą na plecach? Zawsze później mógłby się domagać od innych ludzi honoru, czy to min. Spraw Wewnętrznych, czy to Rostowskiego, czy jeszcze kogoś innego, miejsca na plecach podczas ich pątniczych kółek dookoła stadionu.

A swoją drogą, pasjonowanie się polską piłka nożną budzi u mnie… uśmiech politowania. Jak można pasjonować się grą “zawodowych amatorów”?    

andy lighter

Published in: on Luty 14, 2012 at 12:51 pm  Komentarze (19)  
Tags: , , , ,

Festiwal populiznu, czyli referendum

Nie chodzi mi bynajmniej o referendum w sprawie ACTA, ale o referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. Chociaż oba pomysły uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i niepotrzebne. Opozycja (w kwestii emerytur jest to SLD) jednak jest innego zdania i próbując stroić miny bardzo zatroskanych o los swoich wyborców, polityków, rozwodzi się nad potrzebą sięgnięcia po tę formę demokracji bezpośredniej.

Powołują się przy tym na sondaże, które pokazują, że aż 85% naszego społeczeństwa jest przeciwnych podwyższeniu wieku emerytalnego i szukają „zamienników”, alternatywnych rozwiązań dla utrzymania obecnego wieku przechodzenia na emeryturę. SLD chce, aby o przejściu na emeryturę decydował nie wiek, ale staż pracy: 40 lat dla mężczyzn i 35 dla kobiet. To nia ma dzisiaj najmniejszego sensu. Dość wspomnieć, że wg statystyków, długość życia w naszym kraju, od roku 1988 do 2011 wydłużyła się o 5 lat. W związku z tym, gdzieś wyczytałem komentarz, że być może, co drugi dzisiejszy noworodek dożyje stu lat, albo bardzo niewiele mu zabraknie. Może być więc tak, że stuletnie emerytka w przyszłości, będzie musiała żyć ze składek gromadzonych jedynie przez 1/3 życia. Nie ma takiej fizycznej możliwości, żeby to się zrównoważyło, nawet przez odsetki. Oczywiście zrównoważone nie będzie nigdy, ale przepaść w wychodach i przychodach ZUS-u będzie coraz większa.

PSL ma pomysł, aby skracać wiek emerytalny kobiet o 3 lata za każde urodzone dziecko. Skracanie wieku za każde urodzenie dziecka też jest „dziwne”, bo matka trójki dzieci przechodziłaby na emeryturę wcześniej niż dziś. A wydłużenie okresu pracy ma na celu wydłużenie okresu płacenia składek, a a co za tym idzie wyższych świadczeń. Jak znam życie, kryją się pewnie za tym jakieś tajemnicze logarytmy, przeliczniki i inne „czary mary”, których nie znamy, aby to obniżenie świadczenia zniwelować. Czyli znów inni składkowicze płaciliby na rzecz jakiejś grupy. Idzie o to (a przynajmniej powinno o to chodzić), aby dopłacanie jednych na drugich ograniczać, a nie jeszcze powiększać rzeszę tych „drugich”. Jednym z powodów niedopinania się ZUS-u jest przecież właśnie ogromna rzesza niepłacących składki, lub uprzywilejowanych np. w kwestii wczesnego przechodzenia na emeryturę, którym jednak ZUS świadczenia musi wypłacać.

Spodobał mi się wpis na temat obaw przed wydłużeniem wieku emerytalnego, blogera Kominka, sprzed paru miesięcy. Było tam, m.in.: „(…) jeśli ktoś, będąc jeszcze młodym wiekiem, przejmuje się tym, ile lat będzie musiał pracować, to jest zarówno idiotą jak i nieudacznikiem (…)”. Ja się z tym akurat zgadzam. Jeśli człowiek „na starcie” martwi się o to, co będzie mógł kupić z emerytury płaconej mu przez ZUS i OFE za 50 lat, to jest… naprawdę śmieszny.

PiS-owi podoba się pomysł PSL. A dodatkowym argumentem przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego jest: „Dziadkowie muszą pomagać wychowywać wnuki, a nie pracować”. To jest haniebny argument panowie Błaszczak, Hofman i Girzyński, bo dziadkowie na emeryturze mają odpoczywać, zwiedzać, jeździć na wycieczki i zajmować się swoimi pasjami, albo zainteresowaniami, na które nie mieli czasu pracując. Albo po prostu zbijać bąki.

Propozycje referendów w sprawie ACTA i w sprawie emerytur to „Himalaje populizmu”. Wyniki bowiem takich referendów będą oczywiste, ale to nie znaczy, że władze powinny temu ulegać. „Społeczeństwo nie zawsze ma rację”. To są słowa zresztą któregoś z braci Kaczyńskich, wypowiedziane przy okazji żądania jakiegoś referendum w czasie ich rządzenia. Nie pamiętam czy chodziło wtedy o referendum w sprawie tarczy, czy wojsk w Afganistanie, czy w jeszcze innej. Czy trudno jest przewidzieć wynik referendum z pytaniem: „Czy chciałbyś zarabiać co najmniej pięć tysięcy złotych”. Albo: „Czy chciałbyś aby podatek od dochodów wynosił 10%”.

Domaganie się referendów w sprawach, w których oczywisty jest opór społeczny bez względu na koszty, jakich by załatwienie ich po myśli pytanych wymagały, jest zwyczajnie haniebne.

Racją jest, że aby w pełni wprowadzić reformę potrzeba spełnić szereg warunków: powszechny dostęp do żłobków i przedszkoli, ale i do domu starców i domów opieki, to tylko przykład. Ale też reforma rozciągnięta jest w czasie.

W Szwecji wiek emerytalny wynosi 70 lat.  

andy lighter

Published in: on Luty 12, 2012 at 5:47 pm  Komentarze (7)  
Tags: , , , , , ,

O emeryturach, ale nie o tym, o czym się mówi

Nie będę tutaj o wieku, podpisach i referendach, ale o OFE.

Jakiś czas temu toczyła się burzliwa dyskusja na temat skoku rządu na OFE. Jakieś tam partie nawet zaskarżyły sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Całe szczęście, że (jeszcze miesiąc, bo później, kto wie) sprawa mnie nie dotyczy, ale jedna kwestia nie daje mi spokoju. OFE są obowiązkowe, a OFE to giełda.

Inaczej rzecz ujmując, obywatel jest zmuszony do inwestowania na giełdzie. Jestem tchórzem z natury i dobrowolnie nie zainwestowałbym na giełdzie ani złotówki. Można bowiem wygrać, ale można przegrać. Tymczasem polskie prawo „zmusza” obywatela do inwestowania na giełdzie. Mało tego, nie tylko, że zmusza, to jeszcze nie pozwala mu samemu się rozejrzeć, tylko podejmuje decyzję inwestycyjną za niego. I tak się zastanawiam, jak się mają do tego prawa człowieka.

Min. Fedak zaproponowała kiedyś dobrowolność kierowania części składek przelewanych do OFE: albo do OFE, albo do ZUS-u. ZUS jest instytucją chorą, zbiurokratyzowaną, przerośniętą i marnotrawną, ale zastanawiam się, czy nie lepiej skupić się na naprawie ZUS-u, jako gwaranta emerytury, czy zmuszać tchórzy i niedowiarków do inwestowania na giełdzie.

Coś mi tu etycznie śmierdzi: inwestujesz na giełdzie, albo nie inwestujesz – wtedy łamiesz prawo. Coś tu się nie zgadza.

 

andy lighter

Published in: on Luty 8, 2012 at 1:37 pm  Komentarze (25)  
Tags: , , , , ,

Aneks do „Magda, Rutkowski i służby kryminalne”

Jak już wielokrotnie przedstawiałem to w artykule, do którego jest owo cdn., Rutkowski z mojej bajki nie jest. Zdyskredytowałem jednak, za pomocą jego działań (bo one posłużyły mi jako świetne narzędzia do tej dyskredytacji) działania służb państwowych: policji, prokuratury, mediów (tu akurat niepaństwowych).

I komu tu wierzyć, w obliczu kolejnej konferencji Rutkowskiego, tym razem z bohaterami dramatu. Oczywiste jest, że chciałoby się wierzyć państwu. Ale…

Dowiadujemy się, że policjanci wykonali eksperyment i okazuje się, że matka nie mogła być w miejscach o których mówiła, logowanie komórki temu przeczy.  Parę godzin później słyszymy, że matka miała półtorej godziny na „wykonanie drogi” tam i z powrotem i mogła to zrobić spokojnie, bo czas minimalny to ok. czterdziestu paru minut. Coś się nie zgadza, nie wspólgra w dochodzeniu państwowych służb.

Prokuratura wysyła wniosek do aresztu, o złym stanie psychicznym podejrzanej i o potrzebie szczególnej uwagi, a służba więzienna (czy ja oni się tam nazywają w aresztach) umieszcza ją w celi bez monitoringu. Znów coś się nie zgadza, nie współgra w relacjach służb.

Rodzina zaprzecza słowom, zapewnieniom Komendanta Głównego Policji, jakoby funkcjonariusze chcieli być obecni w domu rodzinnym, gdzi odbywała się cała sprawa. Jestem akurat pewien, że rodzina nie kłamie, ponieważ komendant nie powiedział tego wprost, tylko wyciągnęła to od niego…, wydusiła, moja „ulubiona” Pochanke. Znów coś się nie zgadza, nie współgra.

Jasne jest dla mnie, że Rutkowski ma parcie na szkło, reklamę robi, chce „załatwić” odebranie licencji w oczach opinii publicznej. Jasne, że korzysta z plusów u rodziny Bartka, ojca Magdy i załatwia swoje sprawy, jest to obrzydliwe i godne potępienia. Absolutnie gardzę takim gwiazdorstwem. Jasne jest jednak dla mnie też, że ma rację sygnalizując „zapaść” policji, kompletnie… nie wiem czy nieuzasadnione, ale zbyt częste i zbyt jakieś… niezrozumiale roszady, przeniesienia, brak komunikacji i synchronizacji, itp., itd., w służbach państwowych pt. policja – prokuratura – pokrewne (np. służba więzienna).

Chyba nikt o rozsądnych zmysłach nie powie dzisiaj, że w tej konkretnej sprawie, Rutkowski jest „chcę być w »Pudelku«, jestem celebry tą”, a policja „Robimy wszystko ja trzeba, tylko się nie chwalimy”. Rutkowski wali prosto z mostu, mówi co ma do powiedzenia, obojętnie czy sobie to przedtem przygotował na kartce i wykuł, czy nie. Policja i prokuraturta…, mijają się, czasem zaprzeczają, czasem korzystają z podpowiedzi dziennikarzy, żeby się uwiarygodnić, czasem kłamią. Najczęściej jakiś rozmówca mówi co innego niż rozmówca z tej samej, lub współzależnej (lub współpracującej) służby dziesięć minut wcześniej – nie uzgodnili.

Rutkowski może mieć rację: nasza policja jest w zapaści. Przypadkiem tak jak wojsko (wojsko to moja własna „konfabulacja” – oczywiście). I inne służby mundurowe, które więźnia w szczególnie trudnym stanie psychicznym, jakby nigdy nic, wsadzają do zwykłej celi.

Tylko kilka „niewspółgrań” i „niezgadzań” przytoczyłem, a było ich znacznie więcej. Komu więc wierzyć: Rutkowskiemu – szui, który ma parcie na szkło, ale wali argumenty bez zająknięcia, wspierany przez rodzinę Madzi, czy służbom, którym się wszystko nie zgadza i w których każdy mówi co innego?

Oceńcie sami. Moim skromnym zdaniem coś się nie zgadza, coś nie współgra.

A już tak całkiem na marginesie: media mają pretensje do Rutkowskiego, że robi sobie show. Jestem tego samego zdania, ale…

Ten facet (z mediów przecież) za plecami matki Bartka, w ciągu kilkunastu sekund wymienił obiektyw ze zwykłego, na cztery razy większy, żeby…  dobrze, szczegółowo uchwycić profil Bartka W.

Himalaje hipokryzji, czy… to nie my, to Rutkowski.

andy lighter

Published in: on Luty 7, 2012 at 9:34 pm  Komentarze (15)  
Tags: , ,

Początek końca?

Premier wycofał się rakiem z ratyfikacji ACTA, co jest wg wielu prawników iluzoryczne, bo ratyfikacji zawiesić się nie da. Zapowiedział szerokie konsultacje społeczne, co też jest iluzoryczne, bo konsultacje robi się przed podpisaniem umowy, a nie po. Przyjmijmy jednak, że protestujący internauci „częściowo” wygrali, częściowo, bo wprowadzenie ACTA przez UE spowoduje częściowy przynajmniej rykoszet w naszych internautów.

Uległ, żeby nie nazwać tego dosadniej. Ugiął się przed protestem. A to oznacza tylko jedno: nie ma takiej siły, która skłoniłaby przyszłych emerytów, np., do nieprotestowania przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. Jest jeszcze wiele grup, potencjalnych, a raczej niemal pewnych „protestantów”. Czy to kierowcy, czy to rodzice sześciolatków, czy to kibole na Euro, czy to pominięte w podwyżkach płac grupy pracowników budżetówki, beneficjenci KRUS, itd., itp.

I w związku z tymi, bardzo prawdopodobnymi protestami, premier Tusk traci argument nieugięcia się przed „tymi, którzy najgłośniej krzyczą”, dotychczas jeden z jego koronnych haseł, uprawniających i legitymujących jego władzę i poparcie społeczne. Co prawda, ci przyszli protestujący nie mają takich możliwości jak zablokowanie stron rządowych i sejmowych, ale innymi metodami mogą skutecznie sparaliżować państwo, w różnych jego obszarach. Tusk dał im potężny oręż: ulęga wobec siły, determinacji i nieustępliwości.

Czyżby to oznaczało początek końca rządów Tuska? Będzie miał premier Tusk dwie możliwości, a właściwie trzy: albo iść w zaparte i nie ulegać, co może przekształcić się w jakieś Ateny, czy coś podobnego i w rezultacie obalenie tego rządu przez lud, albo podanie się do dymisji i kolejne wybory. Trzecia możliwość to ulęgłość, i wiezienie się przez kolejne cztery lata do terminowych wyborów. Wówczas jednak, dla Polski może to mieć skutki opłakane, choć jak na mój nos, ten trzeci wariant jest prawdopodobny. Wyrzucić do kosza, zapomnieć treść swojego expose i trwać.

Już, mimo mrozu, robi mi się „ciepło” na myśl o gorącym okresie, jaki się przed nami rysuje.

I na koniec jeszcze słówko o ACTA. Jak już kiedyś podkreślałem, nie mam jednoznacznego zdania w sprawie ACTA: „Jestem za, a nawet przeciw”. Zwróciłem jednak uwagę na bardzo ciekawe zdanie, które wypowiedział poseł Halicki. I choć nie lubię gościa, zdanie to, które przechodzi zupełnie bez echa, ma bardzo refleksyjną wymowę. Chodziło mianowcie o to, że dzisiejsi protestujący w sprawie ACTA, mogą być kiedyś „ofiarami” skutków tych protestów. To mogą być „prorocze” słowa.

Wielu z protestujących przecież, będzie kiedyś dziennikarzami i będzie zamieszczać teksty w różnych gazetach. Wielu będzie robić do artykułów swoich kolegów zdjęcia. Niektórzy będą pisać książki. Jeszcze inni będą reżyserami, aktorami i producentami filmowymi. Inni będą grać muzykę i nagrywać piosenki i płyty. Wymyślać programy komputerowe, produkować leki, spodnie, czy inne markowe produkty. I co wtedy… będą myśleć o wolności i prawie internautów (i nie tylko) do dóbr wszelakich bez ograniczeń? Kiedy zobaczą swoje dzieło w wolnym obiegu, zupełnie za darmo, a „swoją pracę” leżącą w księgarni, czy sklepie muzycznym?

andy lighter

Published in: on Luty 5, 2012 at 1:40 pm  Komentarze (8)  
Tags: , , , , ,

Magda, Rutkowski i służby kryminalne

Miałem napisać tekst na temat możliwych scenariuszy dotyczących półrocznej Magdzi w obliczu nowych okoliczności. Dostrzegam bowiem parę możliwości: wypadek, zabójstwo, a nawet, choć Rutkowski to wyklucza, sprzedaż dziecka. Miałem, ale zmieniłem zdanie po opisaniu owych scenariuszu i zajęciu się służbami powołanymi do wykrywania i ścigania przestępstw. Wyszedł bowiem z tego całkiem spory kawałek.

Krzysztof Rutkowski

Sypią się zewsząd, tzn. z mediów, od psychologów i policjantów, gromy na głowę Krzysztofa Rutkowskiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że jego zasługą jest „nowe otwarcie”. I mimo wytykanych mu błędów, jego działanie okazało się, już na teraz, choć sprawa dopiero się zaczyna od nowa, bezcenne. Nie dziwi mnie jego euforia po odnalezieniu zwłok, które nie okazały się zwłokami, tylko kurtką. Nie dziwi, bo to miejsce wskazała kobieta i kurtka, co prawda, ale coś tam było. Skąd wiedziała? Czyja to kurtka? Tego jeszcze nie wiemy. Ale mało wiemy, choć czas leci. Kręcą też nosem na nagrywanie przez Rutkowskiego rozmowy z mamą Magdy. Zupełnie jednak nie wspominają o tym (choć wiedzą), że biuro detektywistyczne może nagrywać, podsłuchiwać, itp. Bez zgody sądu, w przeciwieństwie do policji.  

Za to, działania policji i prokuratury, wołają o pomstę do nieba:

 – Czwartek, późnym wieczorem. Rutkowski przekazuje policji informację wypadku i przyznaniu się matki do ukrycia zwłok.

 – Na miejscu odnalezienia domniemanych zwłok zjawiają się policjanci (ok. 23:30). Nie sprawdzają „pakunku”, muszą czekać na „grupę śledczych”.

– Między 2:00, a 3:00 (a więc około trzech godzin po powzięciu absolutnie najważniejszej informacji), zjawia się ekipa śledczych. Okazuje się, że to kurtka i że trzeba będzie przeszukać cały teren, m.in. przy użyciu psa od wyszukiwania zwłok i geooradaru. Rozpoczęcie poszukiwań ma rozpocząć się rano, kiedy tylko będzie dostatecznie jasno. Wstępne przeszukanie przez psa nie przynosi oczekiwanego efektu.

– 8:30, policjanci są już na miejscu i rozpoczynają przeszukiwanie terenu. Zupełnie jasno jest już od godziny (!!!), pewnie czekali na jakiegoś dowódcę. Policjantów przeszukujących jest dwudziestu.

– Puszczono psa, wyszkolonego do odnajdywania zwłok o 11:30. Policjanci nic nie znaleźli. Geooradaru jeszcze nie ma (ok. siedmiu godzin wcześniej można było podjąć decyzję i działania, w celu jego sprowadzenia do sprawdzenia wskazanego miejsca w parku w Sosnowcu).

– Jest georadar (!!!) O 12:30 (!!!), a więc po ok. dziesięciu godzinach, po (możliwej) decyzji o potrzebie użycia tego urządzenia.

Za ok. trzy i pół godziny zapadnie zmierzch, prawdopodobnie nic w tym miejscu znalezione nie będzie i trzeba będzie szukać w innym miejscu. Ale nie dzisiaj! Pięć godzin georadar… nie zadziałał, z powodu nieobecności oczywiście. Ciekawe, czy na fajrant wywiozą go do Warszawy i sprowadza jutro na 12:30? Przypadkiem by mnie to nie zdziwiło.

Żenujące jest to, co oglądamy od wielu dni w telewizji, niemal na okrągło, na żywo. Żenujące jeśli chodzi o pracę służb państwowych, zaangażowanych w sprawę.

Kojarzy mi się to z taką reklamą, która chodzi ostatnio w telewizji, jak to topielec mówi do ratownika, który przerywa jedzenie „Gorącego kubka”, czy czegoś takiego, żeby go ratować, a topielec:

– Pan je! Pan spokojnie je! Ja poczekam. Ja mam czas!  

Pointa tej reklamy chyba spodobałaby się policji i prokuratorze, znaczy się instytucjom państwowym: „Śwat kocha, świat poczeka!”. No…, może trochę zmodyfikowana pointa: „Świat potrzebuje, świat poczeka – łaski nie robi!”.

To co, kochane służby od przestępczości? Kiedy jakiś proteście o podwyżki? Bo przecież się wam należy, tak ciężko i rzetelnie pracujecie. I w dodatku tyle lat, całe 15!

Cokolwiek by nie mówić, jakkolwiek oceniać pracę Krzysztofa Rutkowskiego, nie ulega wątpliwości, że jego firma pracuje metodycznie, logicznie, i co najważniejsze, praca jego ludzi przynosi rezultaty, szybkie rezultaty. Wykonali badania DNA, badania wariograficzne, wraz z wyciągnięciem wniosków z tych badań (albo z braku zgody na ich wykonanie) wynikającymi.  

Nie sposób też nie podzielać, przynajmniej w części, oceny pracy policji przez Rutkowskiego. Kuriozalnym jest fakt, że po poinformowaniu policji wojewódzkiej o podjęciu podejrzenia matki, jako sprawcy przestępstwa, nie został przez tę policję przesłuchany. Absolutnie też słuszne jest zwrócenie uwagi Rutkowskiego na koszty pracy policji, dodajmy, mało owocnej pracy. Im dłużej trwa praca policji, tym wyższe są te koszty, nasze koszty.

andy lighter

Publiczna szkoła… religijna

Natrafiłem ostatnio na tekst o pewnej szkole i nie sposób (z mojego punktu widzenia) się do tego nie odnieść. Tym bardziej, ze komentarze pod tekstem były dosyć ciekawe.

Trochę (wybaczcie) ściągnę szczegółów z tamtego tekstu, ale myślę, że warto, a nawet trzeba.

Szkoła, a raczej Zespół Sportowych Szkół Ogólnokształcących w Skierniewicach, do ubiegłego roku im. Leona Kruczkowskiego, zmieniła nazwę na „oczywiste imię” Jana Pawła Drugiego”. To nie dziwi. Pokażcie mi jakieś miasto w Polsce, ba, miasteczko (większą wieś nawet), gdzie nie ma ulicy imienia tego człowieka. Ale ponieważ ulice to mało, pomniki też, nazywa się tym mianem rozmaite ośrodki działalności publicznej, głównie szkoły, place, parki, szpitale, itd…

Pani nauczycielka, od śpiewu w tejże szkole, w związku z tak ważnym wydarzeniem jak zmiana patrona, postanowiła ułożyć szkolny hymn. I nic w tym dziwnego, gdyby nie jeden drobny szczegół: szkoła nie jest katolicka, społeczna, czy jakaś inna, tylko zwykła publiczna. Spokojnie, w hymnie zawsze trzeba się odwołać do swojego patrona, ale… Wymienić jego zasługi, albo znaczenie, albo wkład… Tymczasem w tym hymnie jest… (sam nie wiem jak to nazwać), oceńcie sami:

Nikt nie przypuszczał, że będzie tak
Karol Wojtyła – On z ręki Pańskiej
Został Papieżem, to z nieba znak.

Papież – nasz wzór
Papież – w nim Święty Duch
Papież – Patron nasz
Ojcze Święty prowadź nas.

Grał w piłkę nożną, kajakiem pływał
Jeździł rowerem z młodzieżą w świat
Chodził po górach, aktorem bywał
Z każdym stworzeniem był za pan brat.

Papież – nasz wzór
Papież – w nim Święty Duch
Papież – Patron nasz
Ojcze Święty prowadź nas.

Gdy w Watykanie pozostał sobą
Wierny sportowi, poglądom swym
Dał przykład wiary, swoją osoba
Kiedy umierał, a świat wraz z Nim.

Papież – nasz wzór
Papież – w nim Święty Duch
Papież – Patron nasz
Ojcze Święty prowadź nas.

Jan Paweł Wielki jest w naszych sercach
Dogląda z nieba nasz wielki świat
Smutków, radości to nasz Powierca,
Chcemy z nim wzrastać przez resztę lat!

Papież – nasz wzór
Papież – w nim Święty Duch
Papież – Patron nasz
Ojcze Święty prowadź nas.

Tak, jak Nasz Ojciec służyć dla Polski.
Być jak sportowiec i dobry człek
Nieść bliskim radość, usuwać troski
My przyrzekamy wywiązać się!

Czy czegoś Wam to nie przypomina? Mnie, podobnie jak jednemu z komentatorów, skojarzyło się natychmiast z… kultem jednostki. Co prawda dziś jest kłopot, bo mamy kult dwóch jednostek (JP II i JK), i ten drugi rywalizuje o prymat, niemniej jednak jest to rywalizacja o pierwszeństwo kultu, którą jeszcze wygrywa ten pierwszy. Kiedy więc usłyszymy pieśń, raczej hymn na część Zbawiciela, bo ofiara schodzi na plan dalszy, to tylko narzędzie. Jakaś lekarka z Rzeszowa kwestionuje kult JP II i ma sporo zwolenników, nie kryje za to uwielbienia dla Zbawiciela. Kwestia czasu?

Czy czegoś Wam więc ten hymn nie przypomina? Nie sądzę, żeby ta pani pamiętała czasy głębokiej komuny. Tym bardziej jest to zastraszające, bo powielają ją ludzie z innej epoki:

Na ziemi szerokiej i w nieba głębinie,
gdzie orzeł samotny ulata nad śnieg,
o wodzu narodów radzieckich, Stalinie,
przepiękne wciąż pieśni układa nasz wiek.
O wodzu narodów radzieckich, Stalinie,
przepiękne wciąż pieśni układa nasz wiek.

A leci ta pieśń niby ptak srebrnopióry
i drży przed jej gniewem ciemięzca i wróg.
I niczym są dla niej granice i mury,
i druty kolczaste, i straże, i knut.
I niczym są dla niej granice i mury,
i druty kolczaste, i straże, i knut.

Ta pieśń się nie lęka obławy ni kuli,
porywa do walki płomienny ten śpiew.
Z tą pieśnią na ustach i Murzyn, i kulis,
I chiński partyzant przelewa swą krew.
Z tą pieśnią na ustach i Murzyn, i kulis,
I chiński partyzant przelewa swą krew.

Na ziemi szerokiej i w nieba głębinie,
gdzie orzeł samotny ulata nad śnieg,
o mądrym, kochanym przez ludy Stalinie
przepiękne wciąż pieśni układa nasz wiek.
O mądrym, kochanym przez ludy Stalinie
przepiękne wciąż pieśni układa nasz wiek.

Wielki wiek!

Analogia aż nadto.

Nie mam pojęcia, dlaczego nikt z nauczycieli, władz Skierniewic, czy rodziców (ci ostatnie próbują, ale podejrzewam, ze nie starczy im odwagi) nie reagują. Rozumiem miłość do papieża Jana Pawła II, ale…

To jest tekst, który powstał w wyniku zaglądnięcia do internetu. 

andy lighter

Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.:

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.