To jest kraj dla bandytów

Mamy kolejne zadymy tzw. „kiboli”, czyli po prostu bandytów. Oto np. w Zielonce pod Warszawą, bandyci, zwani „młodymi mężczyznami”, układali kamienie na zwrotnicach kolejowych, w celu wykolejenia pociągu wiozącego kibiców białostockiej Jagiellonii, wracających z meczu piłkarzy tego klubu z Legią Warszawa.

Trójka młodych bandytów została zatrzymana przez Policję i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, jaki będzie ciąg dalszy tej sprawy. Z łatwością możemy domyśleć się tego dalszego ciągu i niemal z pewnością, co do trafności naszych przewidywań.

Bandyci w wieku lat 18, 22 i 25, zostaną oczywiście osądzeni o zamiar spowodowania katastrofy komunikacyjnej. Ale jak to zwykle, w właściwie zawsze w tego typu sprawach bywa, dostaną wyroki po roku pozbawienia wolności (może po dwa), oczywiście w zawieszeniu na trzy, bo za takie pierdoły w naszym państwie prawa, do pierdla się młodych (młody to głupi i musi się wyszumieć przecież) ludzi, nawet bandytów w najgorszym razie zwanych „chuliganami” (a normalnie „młodymi mężczyznami”), nie wsadza. Przecież może to zniszczyć ich młode życie.  Do tego jakaś grzywna w wysokości 200 zł, na dom dziecka, albo schronisko dla psów i tyle. Gdyby tak wsadzić tych bandytów do kryminału, zaraz odezwą się obrońcy praw człowieka. Poza tym więzienia są przepełnione, bo sporo rowerzystów jeździ ostatnio z wrzuconą promilową przerzutką. Poza tym trudne dzieciństwo, ojciec alkoholik i brak pracy. Itd., itd., itd.

I nie będzie tu miało żadnego znaczenia to, że wskutek wykolejenia się składu mogło zginąć wielu ludzi a wielu odnieść obrażenia. Przecież, „na szczęście”, nic się nie stało i złapani bandyci, to „na szczęście” niedoszli bandyci.

Widząc działania naszego wymiaru sprawiedliwości, od 89. roku niezmiennie bardzo delikatnego w stosunku do bandytów w wstrzemięźliwego w orzekaniu surowych wobec nich wyroków, z rozrzewnieniem wspominam czasy PRL-u. Bynajmniej za nimi nie tęsknię i bynajmniej nie uważam, aby wówczas wymiar sprawiedliwości był sprawiedliwy, ale… Sprawiedliwy on nie był, bo wielu ludzi wsadzał do kryminału za nic, ale prawdziwych bandytów traktował jak najbardziej tak, jak bandyta na to zasługuje. Czyli długi wyrok, ciężka odsiadka (nie wczasy, jak to czasem bywa dzisiaj), ciężka, przymusowa praca, marne jedzenie, itp. Tak się moim zdaniem bandytę traktować powinno.

W PRL-u zdarzały się procesy pokazowe. Większość z nich to były procesy opozycji politycznej, ale zdarzały się i takie kryminalne, o największym ciężarze gatunkowym. Choćby proces braci Kowalczyków, przez dzisiejsze państwo prawa zwanych „niewinnymi więźniami sumienia”, albo „wielkimi patriotami”, dla mnie jednak pozostający (szczególnie młodszy z nich) bandytami. Wysadzili w powietrze „pół” uczelni (WSP w Opolu). Po co o tym piszę? Przecież „kaes” i „ćwiartka” zasądzone dla braci Kowalczyków, to wyroki za surowe. Moim zdaniem jednak nieco za wysokie, a nie, jak chce postsolidarnościowa prawica, zdecydowanie za surowe (i tak np. w 91. roku Min. Sprawiedliwości Lech Kaczyński wnosząc o kasację wyroków wobec braci motywował to tym, że byli oni piromanami ze skłonnościami do destrukcji – rzeczywiście świetny powód do uniewinnienia). To po pierwsze. A po drugie, porównałem sobie pokazowe procesy wtedy i dziś. Wtedy były to procesy o ciężkim ciężarze gatunkowym, z wyimaginowanymi, bądź nie, oskarżonymi.  Dziś też są takie procesy. Jednak są to procesy głównie o zniesławienie, obrzucających się błotem, urażonych polityków. Albo procesy (raczej sprawy wokół tych procesów), do których na siłę politykę, media i politycy chcą przykleić. Choćby sprawa Olewnika, czy ostatnio gen. Papały.

Przydałyby się dzisiaj takie pokazowe procesy. Np. dotyczące przestępstw, które przybierają coraz bardziej na sile, są coraz bardziej brutalne, niebezpieczne, wręcz nieludzkie. Np. sprawy kiboli, albo zezwierzęcenia wręcz, zatracanie wszelkich ludzkich odruchów emocjonalnych, młodych przestępców.

Powtarzany przez wielu polityków slogan: „Nie wysokość, ale nieuchronność kary jest najskuteczniejszym sposobem walki z przestępczością”, ja wkładam między bajki. Zbyt dobrze pamiętam jaki był odbiór społeczeństwa wobec skazanych w PRL-u bandytów. Byli oni powszechnie znienawidzeni, a podobne przestępstwa należały do rzadkości, przynajmniej w porównaniu z dzisiejszym czasem. Jestem pewien, że analogicznie, skazując dzisiaj kiboli na wysokie wyroki za usiłowanie zabójstwa, ciężkie pobicie, spowodowanie ogromnych strat materialnych, czy też usiłowanie spowodowania katastrofy komunikacyjnej (jeśli się nie mylę, to usiłowanie popełnienia zabójstwa np. jest karalny), skutecznie ostudziłby się bandycki zapał wielu kiboli. Część z nich zajęła by się, tak jak dziś zresztą, przestępczym procederem, ale poza stadionami. Tymczasem dziś „bandycą” i w grupach przestępczych, i na stadionach.

Pożyjemy – zobaczymy. Jestem pewien, że wkrótce usłyszymy o wypuszczeniu z aresztu trójki „młodych mężczyzn”, a niedługo później wyroku w zawieszeniu, ze sztandarowym „zakazem stadionowym” włącznie.

andy lighter

Published in: on Kwiecień 30, 2012 at 8:17 pm  Komentarze (15)  
Tags: , , ,

Współwina i milczenie

Napiszę to „głośno”, bo chociaż wiele razy o tym krzyczałem, nikt nie słyszał:

Współwinnymi katastrofy smoleńskiej, oprócz bylejakości, „jakoś to będzie”, praktykowanej przez dwadzieścia kolejnych lat przez wszystkie rządy, jest Lech Kaczyński, jego otoczenie (kancelaria) i niektórzy pasażerowie Tupolewa.

Słuchanie bełkotu Kaczyńskiego woła już naprawdę o pomstę do nieba. Beatyfikacja Lecha Kaczyńskiego, bez swojego brata bezradnego niczym niemowlę  w inkubatorze, również.

Wołam już kolejny raz i wzywam ludzi władzy: wyrzućcie wreszcie z siebie oczywiste zdania, zdania, których boicie się wypowiedzieć, jakby były zaszczepieniem zarazy w wasze organizmy.

Lech Kaczyński nie miał prawa wziąć na pokład takiego składu pasażerów. Jeśli był na tyle głupi (bo przecież był na tyle głupi), że tak chciał, jego otoczenie – kancelaria, BOR, powinni albo wybić mu to z głowy, albo zwyczajnie powiedzieć „Nie!”.

Jeśli generał, zobaczył w jednym samolocie sześciu innych generałów, powinien powiedzieć (zresztą każdy z nich): „Stop! Coś tu nie gra! Nie możemy wszyscy razem!”.

Jeśli załoga widzi mleko, zamiast lotniska, powinna zawrócić, lecieć gdzie indziej…, ale absolutnie nie lądować.

Jeśli prokuratura ma do wyboru odczyty z kokpitu, wykonane przez laboratorium kryminalistyczne i wojskowy instytut z Krakowa, nie może ot tak sobie powiedzieć: „Wybieramy to drugie, bo tak nam się podoba. A pierwszy wynik dla nas nie istnieje”. Nie może być tak, że jeśli dwóch biegłych psychiatrów w sądzie przedstawia w sprawie odmienne (różniące się) opinie, sąd bierze jedną z nich, bo tak chce.

I taki kształt i taką objętość powinny mieć raporty wszelkich komisji, milerowskich, MAK-owskich i każdych innych macierewiczowskich.

Wszyscy, nawet rozsądni krytycy i specjaliści boją się wypowiedzieć te oczywiste prawdy, jakby to było jakieś rozpuszczenie broni biologicznej.

Bo nie było procedur, bo to, bo tamto. Nie słyszałem o procedurach, mówiących o tym, że jeśli przez szosę jedzie sznur rozpędzonych samochodów, chcący przejść na drugą stronę powinien zaczekać. To jest oczywiste, że zaczeka, bo tak nakazuje logika i żadne procedury nie są do tego potrzebne.

______

Wczoraj zmarł mój ojciec. Jakim był człowiekiem, takim był, ale nawet on nie zasłużył na cierpienie, upokorzenie, umywanie rąk i haniebne, nieludzkie traktowanie, jakim uraczyła go w ciągu ostatniego miesiąca polska służba zdrowia. Choćbym miał poświęcić na to resztę swoich dni, nie dam spokoju tym ścierwojadom, durniom, hipokrytom i bezdusznym „wykształconym” ludziom (czyt. lekarzom – koń by się uśmiał, część z nich to kompletne prymitywy), którzy dla każdej zarobionej (a raczej nie wydanej na pacjenta) złotówki, są w stanie pokazać swoje najgorsze, pierwotne zbydlęcenie, butę i nieczułość.

andy lighter

Pawlak już zaczął

Pawlak już przewiduje, że będą wcześniejsze wybory. Właśnie zaczął kampanię i na wszelki wypadek wypuścił plakat.

Patrzcie, jak to przez dwa lata można się zestarzeć. Takie czary-mary. Już teraz wiem, dlaczego mam uczulenie na PSL. Nie ma ktoś lekarstwa, bo to wyjątkowo wredna dolegliwość. Śmierdzi i nie wiadomo gdzie jest: „w środku, czy na zewnątrz”?

andy lighter

Published in: on Kwiecień 2, 2012 at 8:00 pm  Komentarze (22)  
Tags: , , ,

Kwaśniewski się wkurzył

I ma absolutną rację. „Odprawa dla byłych prezydentów” – tak to się fachowo nazywa, a tłumacząc na nasze, to taka prezydencka emerytura, wynosi 3600 z haczykiem na rękę. Tymczasem niezrównoważony prokurator-samobójca, któremu już się nie chce pracować, a poza tym, którego już za prokuratora uznawać nie wolno, w wieku 41 lat, otrzyma co miesiąc ok. 6000 . Jest taka możliwość, przepisy mówią bowiem o 75 % ostatniego wynagrodzenia.

Wiele razy pochylano się nad „problemem” wynagrodzenia dla prawników, przechodzących w stan spoczynku. Ale nikt jakoś, oczywiście z decydentów, tematu nie dotyka. Jeśli prokurator niezrównoważony psychicznie, niesubordynowany, albo zaangażowany politycznie (tak jak niedoszli posłowie PiS), jakby nigdy nic, nie pracując w wieku lat 40, otrzymuje kasę w wysokości niemal dwukrotnie wyższej niż była pierwsza osoba w państwie, to znaczy, że coś tu jest chore. Że coś jest nie tak.

W przyszłości, jakiś psychiczny młody prokurator, wywalony z roboty za nieobliczalność, będzie dostawał jeszcze więcej.  Sędziowie bowiem skarżą rząd do sądów za brak waloryzacji wynagrodzeń w tym roku. Waloryzacja wynagrodzeń – to jest dopiero kuriozum. Waloryzacja emerytur, to rozumiem, ale wynagrodzeń? Nieźle się nasi prawnicy urządzili. Jak mi ktoś jeszcze powie, że prawnik (albo inny lekarz) to powołanie, to nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Bo powołanie też powinno być odpowiednio wynagradzane, to jasne, ale waloryzacja wynagrodzenia z urzędu, choćby świat się walił, choćbym „robił na aby, aby”, choćbym wydawał idiotyczne wyroki, to obraza dla słowa „powołanie”.

Lekarze i prawnicy w naszym kraju, to dziś elita w kwestii comiesięcznych wpływów „z firmy” na swoje konta bankowe. Pomimo tego, że niektórzy z nich nie powinno nawet (nigdy) dotknąć, wykonywanego przez siebie zawodu.

Jesteśmy chyba jednym z niewielu krajów, a z pewnością jedynym z tzw. cywilizowanych, gdzie byli prezydenci muszą dorabiać bokami.

andy lighter

Published in: on Marzec 15, 2012 at 2:39 pm  Komentarze (14)  
Tags: , ,

Zaświećcie wreszcie światło

Nie, nie o elektryczność mi chodzi, ale o deptanie w miejscu wszystkich „wiedzących” o potrzebie wprowadzenia reformy emerytalnej” i kompletnej nieumiejętności odpowiedzenia na najprostsze pytania. Boże drogi, jak ja żałuję, że nie jestem Romskeyem, innym blogerem, który ostatnio pochwalił się, że został przeczytany przez jakąś ważną personę (mam nadzieję, że wybaczy mi, że nie pamiętam, ale czytam wiele blogów), że o Azraelu nie wspomnę. Oni (politycy) błądzą w ciemności, chociaż “wiedzą, że “tu” jest światło”.

Do wściekłości doprowadzają mnie pytania podstarzałych pań, które z wyrzutem zadają pytania premierowi (i wszystkim, którzy mogą coś zmienić), jak one mogą pracować o siedem lat dłużej tak ciężko tyrając. Rozumiem trochę te kobiety, ale bynajmniej nie dlatego, że mają rację, ale dlatego, że częściowo mają klapki na oczach (a przede wszystkim uszach), bo nie słysza spraw oczywistych (o coraz lepszej, dłuzszej kondycji zdrowotnej), ale dlatego, ze nikt nie wytłumaczy im rzeczy podstawowych. Przy tym najprostszych. Jestem pewien, ze panie by to „złapały”. Trudno jest, a znam to doskonale z własnego doświadczenia, zrozumieć coś, co ktoś tłumaczy „niewytłumaczalnie”, chociaż ma szczere intencje.

Ale do białej gorączki doprowadzają mnie pytania dziennikarzy, skierowane do „fachowców”, a właściwie powinienem napisać, do fachowców (bo przecież nimi są), o te najprostsze sprawy. Dlaczego? Dlatego, że i jedni i drudzy sprawiają wrażenie chodzenia we mgle, chociaż i jedni i drudzy chcą dojść w to samo miejsce. Mam rację, bo od kilu programów widzę panią Pochankę wznoszącą oczy i mówiącą: „…I tak sobie pomyślałam”, albo „I tak myślałam o tym i doszłam do wmniosku…”. Od razu wtedy wiem (tym bardziej, kiedy usłyszę co ci dziennikarze sobie wymyślają), że oni nie mają bladego pojęcia. Błądzą, jak te biedne niedoinformowane, albo indoktrynowane przez opozycję kobiety. Tyle, ze od dziennikarzy powinno wymagać się więcej.

Podstawowe pytanie i przestraszonych kobiet i dziennikarzy brzmi: „Jak te biedne, pięćdziesięcioletnie kobiety zgięte w pałąk od ciężkiej pracy, mają wytrzymać w pracy do 67. roku życia?”. Najbardziej durne pytanie jakie można zadać, ale nie ma co się dziwić, skoro odpowiedź jest… równie durna – chodzi mi o to, że kompletnie nieprecyzyjna, nietrafiona i w zasadzie nie na temat.

Przykład? Balcerowicz, na tak zadane pytanie odpowiada, że trzeba być przygotowanym do zmiany zawodów, że w Europie tak jest…, itp. bzdury. Boże! Zmieniać zawód to może menadżer z budowy stadionu na menadżera budowy dróg, albo emerytowany oficer wojskowy na szefa ochrony. Nie trzeba zmieniać zawodów, bo ZAWODY SIĘ ZMIENIAJĄ!

Ile trzeba było sprzątaczek, żeby umyły 20 okien w budynku na 1. maja, 20 lat temu? W jeden dzień rzecz jasna, bo zawsze jest na ostatnią chwilę. Załóżmy, że 10. Trzeba było 10 wiaderek, 10 płynów do mycia okien, kilkadziesiąt szmatek, na mokro, na płyn, na sucho i jeszcze kupa gazet, bo po gazetach najlepiej błyszczały. A 10 pań po robocie niekoniecznie wiedziały jak się nazywają, ze zmęczenia.

A ile trzeba było pań, do tych samych okien na 3. maja 10 lat temu? Myślę, że pięc wystarczyło, o połowę szmatek mniej, wiaderek też, o gazetach już nikt nie pamiętał. A dzisiaj? Dwie panie, i dwa wiaderka spokojnie wystarczą. Żaednej szmatki tylko dwie „myjki” i dobry pryskacz. Jest oczywiste, że panie od okien spokojnie znajdą czas jeszcze na kawę i papieroska.  Że co? Że nie wszędzie? Ale czy to, ze przedsiębiorca jest sknerą, ma zawalać reformę emerytalną? Dinozaury zginą, albo… ewoluują.

A pamiętacie ile i jak ich koleżanki salowe śmigaly szmatami przez 12 godzin? A dziś? Salowych jest połowa mniej, a szmaty zastąpiła… maszyna z kierowcą, prawie jak traktorek.

Inny przykład, z mojej ulubionej Biedronki. Pięć (chyba sześć dokładnie) lat temu, panie z Biedronki pracowały ponad siły. Zdecydowanie i bezdyskusyjnie były traktowane jak niewolnice. Wiele z nich przypłaciło to zdrowiem , a nawet życiem… swoich niedoszłych pociech. To było porażające i wszyscy chyba to pamiętamy. Panie ciągnęły na takich niskich podnośnikach-wózkach pneumatycznych góry towarów.

Dziś ma Biedronkę pod oknem. Nie tylko, ze widzę z okna magazyn i za/rozładunki, ale jestem gościem w sklepie kilka razy dziennie, bo najbliżej, a kolejek w pewnych porach nie ma. Widzę, że panie ciągną już na takich samych co prawda podnośnikach, chociaż nowszych i „naoliwionych”, o połowę mniejsze górki. Widze też, ze mają czas wyjśc przed magazyn zapalić papierosa (nie mam nic przeciwko, sam jestem palaczem i w pracy paliłem). Jestem jednak pewien, ze za pięć lat, wózki-podnośniki będą miały „miększe” kółka, a za dziesięć, pani trzymająca dyszel, po naciśnięciu guzika będzie musiala tylko uważać w którym momencie wziąć zakręt, bo wózek będzie jechał sam. To pewne, musi tak być, więc po pierwsze te dziisjesze pracownice nie muszą się obawiać, bo nie będą dłużej pracować, a panie młodsze, wyobrażające sobie długą pracę na podstawie pracy dzisiejszej, po prostu nie mają racji.

Tylko żaden dziennikarz nie może żadnego fachowca o to zapytać, a żaden fachowiec nie wpadnie na to, żeby w tak prosty (a jednocześnie prawdziwy przecież) sposób, to wyjaśnić.

Innym pytaniem jest kuriozalne pytanie ludzi, obawiających się o pracę po pięćdziesiątce, kiedy zostaną zwolnieni.  Nie zostaną. Nie tylko nie zostaną zwolnieni…

Kiedy ja byłem młody, każdy miał (mógł mieć) pracę. Kiedy ktoś nie pracował, a trochę takich było, nazywani byli „niebieskimi ptakami”, co oznaczało „darmozjad’, „szkodnik”, „lump”. Jestem pewien, że za kilkanaście, dwadzieścia lat, sześćdziesięciolatek, zdrowy, który mógłby pracować, a nie będzie, będzie „niebieskim ptakiem” – „darmozjadem”, bo mimo, że praca czeka, inni muszą będą na niego pracować. Na jego „zasiłek” z opieki („niebieskie ptaki”, kiedy byłem młody, też brały zasiłki z opieki).

Będzie pracy pomimo maszyny zamiast połowy salowych, dwóch sprzątaczek, zamiast dziesięciu, ponieważ zamiast dwóch milionów emigrantów, wpuścimy (jeśli zechcą przyjechać – jeśli Bóg da, żeby na nas pracowali) milion. Bo rzeczywistości nie zaczaruje żaden Ziobro prosząc o rodzenie dzieci, a tym bardziej bezdzietny (a raczej spółka bezdzietnych żoliborsko-toruńskich zbawicieli)… Ludzie (a najważniejsze w tym są panie), chcą żyć inaczej. Mają czas, mają chęć wykorzystać szansę, wykształcenie, wolność… I mają rację. Nie dlatego, że nie rodzą dzieci, ale dlatego, że same decydują. Czy, kiedy i ile.

Dlaczego nikt z polityków nie potrafi mówić prostym, zwięzłym językiem? Dlaczego tak proste wytłumaczenia spotyka się z takimi… idiotycznymi „naokoło” tłumaczeniami? Ludzie! Skserujcie sobie te przykłady, które podałem i jak nie potraficie sami, to je kobietom przeczytajcie! Wyjdźcie z tego pieprzonego mroku!

Kiedyś Prezydent Wałęsa rzucił słowo „robotyzacja”, ale użył je w kompletnie irracjonalnym wyjaśnieniu. Natychmiast zamieniając słowo „robotyzacja” na „postęp technologiczny”, kompletnie odwrotne wnioski NASUWAJĄ SIĘ SAME!!!

andy lighter

Published in: on Marzec 8, 2012 at 9:55 pm  Komentarze (26)  
Tags: , ,

Zaginięcie podszyte głupotą

Z niecierpliwością, jak wielu Polaków zapewne, czekałem na wieści o losach polskiego deskarza ze spadochronem, zaginionego na Morzu Czerwonym. Zastanawiałem się dlaczego trwa to tak długo, przecież powinni wiedzieć, być przygotowani na ewentualną porażkę w próbie przepłynięcia Morza Czerwonego, w jakiś sposób asekurować, czuwać…

Tymczasem słuchając wypowiedzi przyjaciół owego deskarza, również kitesurferów i jego samego, zrozumiałem, że to kompletni ignoranci, nie widzący nic złego w swojej (w tym przypadku kolegi), kompletnej amatorszczyźnie, ignorancji władz (w tym przypadku innych krajów), itp.

Zaginiony i odnaleziony kitesurfer na słowa o wielkiej akcji ratunkowej, zorganizowanej przez Arabię Saudyjską, stwierdził „oskarżająco”, że akcja jeśli była wielka, to zapewne medialnie, a nie realnie, tymsamym „oskarzając” Saudyjczyków o zbyt małe zaangażowanie. Jak za skierowanie do akcji kilkuset ludzi, szesnastu statków i dwóch śmigłowców, wspaniałe podziękowanie dla Saudyjczyków. Tylko jakieś znajome, bo naszego rodaka. I dlaczego mnie to nie dziwi?

Ów deskarz owszem, poinformował o swym planie przepłynięcia morza…, Polską Ambasadę w Arabii Saudyjskiej, na parę godzin przed rozpoczęciem wyprawy – mailem(!) Ale to dopiero początek ignorancji. Nie miał żadnych zezwoleń władz obydwu krajów, w tym zgody na przekroczenie granicy między obydwoma krajami. Egipcjanie określili całą sprawę, jako przejaw skrajnej głupoty i nie sposób się z nimi nie zgodzić!

Jego koledzy ze środowiska kitesurferów, twierdzą, jakby tłumacząc brak zezwoleń, że trzeba podejmować szybkie decyzje. To kolejna bzdura podszyta kompletnym brakiem odpowiedzialności, a nawet głupotą! Za szybkie decyzje (np. nielegalne przekroczenie granicy), można iść do więzienia, szczególnie w tamtym rejonie świata. Wszyscy inni sportowcy sportów ekstremalnych najpierw starannie przygotowują się do wykonywania swoich wyczynów, nie zaniedbując najmniejszych szczegółów. Jak ktoś wstanie rano a po południu postanowi dokonać jakiegoś karkołomnego, niezwykłego wyczynu, w dodatku w obcym kraju, a nawet krajach, to może najpierw powinien zostać przymusowo skierowany na jakieś szkolenia z… geopolityki, nie wiem, geografii…, a przynajmniej na lekcję o tym, gdzie jest, a gdzie nie ma strefy Schengen, do jakich krajów potrzebujemy, a do jakich nie, wiz. To jest najdelikatniejsza sugestia, bo jest jeszczeo wiele prostrza, ale i skuteczniejszaa – lekarz specjalista, ale tematu nie będę rozwijał, wszak wiadomo o co chodzi.

Nieziemsko wkurzyła mnie inna wypowiedź polskiego kitesurfera. Otóż na pytanie „Kto za to zapłaci”, z rozbrajającą szczerością odpowiedział: „Od tego są służby morskie”.

No jasne, od ratowania i płacenia za debili-turystów, albo debili-narciarzy są GOPR-y, za głupotę i ignorancję kitesurferów i innych deskarzy na morzu, powinny płacić służby morskie, a oni są od szerzenia, podejmowania i realizowania swoich idiotycznych, skrajnie nieodpowiedzialnych wyczynów: „Oto jesteśmy! Świrujemy sobie jak nam się podoba, a reszta guzik nas obchodzi! A co!”.

Kiedy wreszcie temat ubezpieczeń od takiej głupoty, podejmowany co jakiś czas, przy okazji jakiejś tragedii w górach, czy na morzu, znajdzie swój szczęśliwy finał? Może już najwyższy czas? GOPR-y ciągle cierpią na niedofinansowanie, szpitale zresztą też, dobrze by było część opłat za takie ubezpieczenia, przekazywać właśnie na służby ratownicze.

Na szczęście dla nas, podatników, w tej sprawie Arabia Saudyjska zdobyła się na filantropię. Zważywszy na formę podziękowania „głupiego” (jak określili jego wyczyn Egipcjanie), polskiego kitesurfera, jest to rzeczywiście filantropia najwyższej próby.

andy lighter

Published in: on Marzec 7, 2012 at 2:59 pm  Komentarze (11)  
Tags: , , , ,

Bez hamowania

W niedzielnej demonstracji w imię solidarności z telewizją Rydzyka, która odbyła się w Krakowie, mówcy nie omieszkali nie „napomknąć” o katastrofie kolejowej koło Szczekocin na Śląsku. Prym wiedli, poza politykami PiS-u, niezawodni w takich sytuacjach Jan Pospieszalski i Tomasz Sakiewicz.

I dostało się rządzącym, oj dostało. Jestem daleki od tego, żeby wymazywać z wizerunku rządzących, należną im cząstkę odpowiedzialności za niedoinwestowanie kolei, ale właśnie…, tylko należną im, część odpowiedzialności. Bo ich poprzednicy też niewiele robili.

Tymczasem Pospieszalski stwierdza, np.: „To obecni rządzący nie potrafili zadbać o życie osób, które na trasie WarszawaKraków uczestniczyły w katastrofie”. No, to oczywiste! Kaczyński z ministrem Polaczkiem osobiście kierowaliby ruchem, przecież to jasne.

Pospieszalski i Sakiewicz od lat już zachowują się dokładnie tak, jak te pociągi z katastrofy: „jadą” nie używając hamulców. Tyle, że obsługi tych pociągów nie miały świadomości potrzeby użycia tych hamulców. Pospieszalski, Sakiewicz i reszta tego towarzystwa, już dawno wszelkie możliwe hamulce wymontowali ze swoich głów. A taka jazda, prędzej czy później może się źle skończyć (nasuwa mi się tutaj pewna analogia – być może ktoś uzna ją za „nie na miejscu”, ale… – prezydent Kaczyński, 10 kwietnia wsiadając do samolotu razem z 95-osobowym towarzystwem, też zapomniał „zabrać ze swoją głową hamulca”).

Ponieważ prokuratura zajęła już wstępne stanowisko w sprawie możliwych winnych katastrofy, kontrolerów ruchu, zajęły też stanowisko różne osoby w tym związane np. z kolejowymi związkami zawodowymi, ja też pozwolę sobie na jedną uwagę. Oto jakiś związkowiec od maszynistów stwierdza, że np. maszyniści nie mieli najnowszego wyposażenia w swoich maszynach – monitorów jakichś, czy coś. No, nie mieli, to fakt. Tylko, że jak już będą mieli (bo kiedyś będą mieli), to po co nam maszyniści? Przecież jak tam się będzie w tych maszynach samo wszystko włączać, wyłączać, przełączać, przyspieszać i zwalniać (częściowo zresztą już tak to działa), to maszyniści będą tam… zawadzać. A co na to wtedy związki?

Przed chwilą słyszałem zdanie Waldemara Kuczyńskiego, z którym się zdecydowanie zgadzam: „To, że nasze koleje od czasu PRL-u do dziś nie przeszły porządnej restrukturyzacji, w dużej mierze jest zasługą kolejowych związków zawodowych”.

andy lighter

Chwała(?) wyklętym

Cała „góra” naszego kraju oddała Cześć żołnierzom wyklętym. A mnie od razu otworzył się nóź w kieszeni.

Oto młodzieniaszek w podkieleckiej wsi, na przykład. Wieś się go bała, nieobliczalny był, nerwowy i nikt mu nie podskoczył. Lepiej było nie wchodzić mu w drogę, a szczególnie jak sobie popił w gospodzie. Wszyscy o tym wiedzieli. A potem przyszła wojna. I poszedł do partyzantki. Nie miał pojęcia o jakimś kapitalizmie, o socjalizmie wiedział tyle, że w Rosji mają wspólne żony, ale partyzantka to był jego żywioł. Jego Zycie to przecież „bić się”. Uwielbiał się bić, uwielbiał zadymy, awantury i… postawienie na swoim. Kiedy wojna się skończyła…

Byłby ostatnim idiotą, żeby iść gdzieś do pracy, osiąść, czy nie daj boże założyć rodzinę. Został w lesie i… „dymił”. Kapitalna adrenalina towarzyszyła, wjechaniu do chałupy i rozstawianiu domowników po kątach: „Dawać mi tu jeść, bo spalę!”. „Dawać mi tu żonę (córkę), bo pójdziecie z dymem”. „Piśniesz słówko – nie żyjesz!”.

Część z nich, sterroryzowani mieszkańcy wydali władzy ludowej. Część z nich, sama się zabiła ze strachu przed złapaniem. Część zabili sami, zdesperowani chłopi. Niektórzy, stanowiący jednak minimalny procent, naprawdę przejmowali się swoim krajem. Unikalni byli ci, którzy rozumieli zagrożenie komuny, którzy chcieli innej Polski, którzy walczyli „nie dla siebie”. To margines z dzisiejszych „wyklętych”.

Ciekawy jestem, czy prawdziwy wojownik o Polskę, jest dziś szczęśliwy widząc, jak prezydent tego kraju składa kwiaty na cześć jego, a jednocześnie zwykłego śmiecia, bandyty, gnoja i nieroba. Czy przypadkiem nie przewraca się w grobie.

Panie prezydencie! O co panu chodziło z tymi „wyklętymi” w jednym worku? Ze zwykłymi leserami, bandytami, gnojami?

andy lighter

Published in: on Marzec 2, 2012 at 11:30 am  Komentarze (14)  
Tags: ,

Misja

Prezes Jarosław Kaczyński gotów jest do poniesienia każdej ofiary, każdej determinacji, nieustępliwości i pracy, aby scenariusze, jakie pisze dla naszej ojczyzny ekipa Tuska, nigdy się nie spełniły. Dowiadujemy się tego z listu, jaki do członków PiS, ale przecież nie tylko, zamieścił ten list na stronie internetowej swojej partii, aby cały naród dowiedział się o tym.

Czyż to nie nadzwyczajne? Czyż nie powalające jest poświęcenie, wzniesienie się ponad dobra doczesne, ponad wygodne życie, spokój, sławę, zaszczyty dla dobra innych? Nie chcąc nic w zamian (poza kilku… set pomnikami), ofiaruje swój geniusz, wiedze  doświadczenie? Chwalmy Pana… Jarosława! Czekajmy, Az się spełni! Marzmy!

Czyż nie jesteśmy winni temu małemu, wielkiemu człowiekowi gotowemu poświęcić się dla nas, śpiewac pieśni na cześć?

                Misja

    O Zbawco nasz ukochany,
    Ochroń Naród swój sterany
    Ciężką pracą. Niech opływa
    Mlekiem kraj nasz i nabywa
                                Wszekie dobra.

    Niechaj w siłę kraj nasz rośnie,
    Już! Natychmiast! Na przedwiośnie!
    Krzyż w swe dłonie weź, wznieś modły:
    „Niechaj szczeźnie Tusku podły”
                                Z Komoruskim.

    Płace szybko nam podniesiesz
    I emerytury przecież.
    Raz, dwa, drogi wybudujesz
    I kolej wyregulujesz
                                Punktualnie.

    Gaz nam darmo dadzą karnie,
    Bo Putina strach ogarnie,
    Gdy w swe Jastrzębie wsiądziemy,
    Ruskim szczątki odbierzemy
                                Tupolewa.

    Niemca na kolana rzucisz.
    Nie chcą płacić? To ich zmusisz!
    Wszak przegrali wojnę z nami –
    Nie wypłacą się latami
                                Hitlerowcy.

    Mlekiem, miodem spływać będzie
    Kraj nasz, gdy wódz na urzędzie
    Premiera zasiądzie wreszcie.
    Nie w nos będzie całej reszcie
                                W czwartej erpe.

    Zadziwimy ziemię całą.
    Okryjemy kraj nasz chwałą.
    Będą karki giąć przed Nami
    Niemcy, Ruscy z Chińczykami
                                I Bruksela
         
          *     *     *
    Obudził się potem zlany
    Nasz Mąż Stanu ukochany
    Mokry cały, wystraszony:
    „Jezu! Jakie farmazony
                                Mi się śniły!”.

andy lighter

Zakłamane media i głupota polityków

Oczywistą prawdą dla wielu Polaków jest fakt, maksymalnej manipulacji mediów opinią publiczną. Podobnie myślimy o politykach. I o ile, codziennie niemal utwierdzam się w przekonaniu, dziennikarskiego zakłamania, o tyle coraz bardziej jestem przekonany, że politycy w większej mierze niż manipulację, pokazują swoją głupotę.

Weźmy chociażby sprawę ACTA. Minister Zdrojewski wysłał w sprawie ACTA zapytania, czy tam prośby o opinie rozmaite środowiska przedstawicieli kultury, traktując to, jako konsultacje. W tych para konsultacjach wzięły udział m.in. telewizje Polsat, TVP i TVN. „Wzięły udział” to właściwie za dużo powiedziane, raczej powinno być: „nie wniosły do projektu umowy żadnych zastrzeżeń”. I to mnie akurat nie dziwi, w końcu ów projekt miał na celu m.in., albo głównie, ochronę praw autorskich również tych telewizji.

Nie jest moim zamiarem wypowiadać się na temat słuszności, czy niesłuszności ACTA, ale zachowań mediów w czasie „konsultacji”, w czasie protestów internautów i po przyznaniu się Tuska do błędu.

Otóż jeżeli media nie wniosły żadnych zastrzeżeń do umowy na etapie zapytania ministra, to czym, jeśli nie manipulacją jest głośny krzyk wszystkich wymienionych mediów (dziennikarzy je reprezentujących) w obronie protestujących internautów? Dlaczegóż to owe media nie napisały do ministra: „Panie ministrze, umowa jest zła, bo w żaden sposób nie chroni wolności internautów”? Nie przeszkadzał owym telewizjom brak konsultacji ze społeczeństwem, w czasie „konsultacji” z nimi. Jaką w takim razie legitymację owe media mają do krytyki (gremialnej) rządu w sprawie nie tylko braku konsultacji społecznych, ale i rażących błędów w samej umowie? Przecież kiedy można było te błędy zauważyć, z punktu widzenia TVN, czy Polsatu, wszystko było w porządku. Dziś rozmaici Rymanowscy, czy inne panie dziennikarki nie zostawiają suchej nitki na ACTA, braku konsultacji, a jakby tego było mało, drwią z wycofania się Tuska z umowy. Znaczy to, że honorowo by było brnąć dalej w tę chorą umowę, bo przyznanie się do błędu, szanującemu się politykowi nie uchodzi.

Owe telewizjie i inni przedstawiciele twórców, którzy nie zareagowały, kiedy był na to czas, a dzisiaj biją pianę, nakręcając opinię publiczną i podsuwają jej rząd do zlinczowania, powinny na pasku ekranu telewizyjnego, video clipu albo w headlin, tuż pod tytułem gazety, ustawić na długi czas napis: „Przepraszamy za ACTA”. Bo wina rządu jest oczywista, ale owe media, środowiska, itd., są ostatnimi, które powinny teraz kamienować rząd, o swojej „roli” nie wspominając słówkiem, jakby mówili o badaniach kosmosu, o których usłyszeli w agencjach prasowych, bo przecież mają się do kosmosu, jak pięść do nosa. O ACTA mogły i powinny były mówić. Wtedy, kiedy powinny!

Pamiętacie Krakowiaka, znanego dawno temu bandytę, który przychodził na salę sądową z kartką, na której wypisane było: „Telewizja kłamie!”? To było jeszcze za komuny. Otóż od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Może oprócz ilości tych zakłamanych telewizji. Pisząc „kłamie”, mam dziś na myśli również przemilczanie ważnych kwestii i własnego w nich udziału.

Kończąc już ten temat i wchodząc zarazem w drugi, warto przypomnieć sobie, peany na temat umowy wygłaszane przez pisowca, przewodniczącego komisji sejmowej jakiejś tam. I żadne głupie „Poseł się pomylił”, wygłaszane przez zbawcę narodu, tych peanów nie przekreślą. Pochylanie się więc z troską nad skrzywdzonymi internautami jest mega manipulacją. Zwykłym, prostackim szwindlem.

Głupota jednak polityków (rządzących) polega na tym, że nie wykorzystują tych peanów dostatecznie. Coś tam bąkną, coś powiedzą, ale w obliczu zagłuszenia przez PiS na spółkę z Ziobrystami, odpuszczają i „jadą dalej”. I wcale mi ich nie szkoda, bo tak gra przeciwnik, jak drużyna pozwala.

A pozwala tyle, że „O ho ho!”, albo jeszcze więcej. Chociażby w sprawie emerytur. Jaki jest zamiar rządu w tej sprawie wszyscy wiemy. Wiemy tez jakie jest zdanie w tej sprawie opozycji. I aż się prosi, żeby najzwyczajniej w świecie wyłuszczyć w kilku prostych zdaniach, argumenty za i argumenty przeciw propozycjom opozycji. Tyle, że powinna to zrobić jedna osoba, jasno wykładając (pięć, siedem minut w zupełności wystaczy), dlaczego zdanie rządu jest właśnie takie. Odnoszę wrażenie, że politycy PO zwyczajnie nie umieją tego zrobić. Są za głupi na ułożenie jednej kartki A4 i przeczytanie jej.

Pomijając już moje prywatne zdanie na ten temat, doskonale rozumiem powody, którymi kieruje się Tusk, tzn. z łatwością mógłbym je wytłumaczyć. A co dopiero człowiek siedzący w temacie.

Głównym nieporozumieniem, jakim szafuje, karmi opinię publiczną opozycja jest to, że przyszły wiek przechodzenia na emeryturę kobiet, przykłada się do teraźniejszych warunków, w jakich kobiety pracują. To jest nieuprawnione i opinia publiczna, co nie może dziwić, tego nie pojmuje. Nie może dziwić, bo nikt nie jest w stanie im tego prosto wytłumaczyć. Nasi politycy są za głupi. To mocne słowa, ale innych nie znajduję w obliczu nie podjęcia tak oczywistego działania. Łatwo przecież wytłumaczyć ludziom, że z roku na rok, a już na pewno z dekady na dekadę, warunki pracy są/powinny być (trzeba to po prostu egzekwować) coraz lepsze, praca coraz mniej uciążliwa. Wystarczy przytoczyć przykład Biedronki, gdzie jedna zadyma wystarczyła, aby warunki pracy w tej firmie diametralnie się poprawiły.

To tylko jeden przykład argumentów i jeden przykład łatwości jego przytoczenia. Ten argument zresztą jest nie do obalenia, podobnie jak pozostałe. O ile łatwiej później spierać się o szczegóły i niektóre z nich uwzględniać, a inne obalać.

Ale rządzący tego nie robią. Skoro nie manipulują (w tej sprawie na manipulację pozwolić sobie nie można, najwyżej odłożyć temat ad acta), to jakie jest inne wytłumaczenie jeśli nie głupota? Ja nie znajduję. Tłumaczą coś „naokoło”, kluczą, jąkają się przeskakują z punktu do punktu… Opozycja więc atakuje radośnie rządzących, bo dlaczego by miała nie atakować? Tym bardziej, że duża część polityków opozycji nie manipuluje, ale też nie ogarnia umysłem „przyszłości” wieku i „przyszłości”, a nie „teraźniejszości” warunków pracy (np.). Bo też są za głupi.

A wystarczyłaby kartka papieru, wypisanie Kiku punktów i krótkich, celnych i zwięzłych wyjaśnień przy każdym z nich.

andy lighter

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.