„Ministrowi Grabarczykowi udało się jedno: rozkopanie Polski” – stwierdziła Elżbieta Jakubiak podczas debaty na temat infrastruktury. Jak mniemam, pani poseł wybudowałaby wszystko gdzieś w kosmosie, a potem w mgnieniu oka statki kosmiczne, gotowe drogi i koleje „ułożyły by” tam, gdzie mają być. Bezkolizyjnie, bez rozkopania, praktycznie w białych rękawiczkach.
Debata wywarła na mnie spore wrażenie. Jak mogłem się spodziewać, Liberadzki z SLD to pobożne życzenia, ale pani Jakubiak przeszła samą siebie. Kompletne i „znakomite”… mówienie o niczym konkretnym, oprócz zarzutów. A mam do pani Jakubiak szczególne sprawki. Oto nie kto inny jak ona, w ciągu pół roku od powzięcia decyzji FIFA o organizacji Euro 2012, nie potrafiła nawet sfinalizować lokalizacji stadionu w Warszawie. Uważam te pół roku za czas stracony. A pół roku bardzo by się teraz przydało.
Jeszcze jedna kwestia nie daje mi „prawa” do bezkrytycznej, negatywnej oceny ministra Grabarczyka. Otóż stanęła przed rządem magiczna, narzucona przez okoliczności, data, szlaban, cel: wszystko ma być zrobione do Euro 2012. Zapóźnienie, nicnierobienie kilkudziesięcioletnie, miały być nadrobione przez cztery lata. Wszyscy tego oczekiwali, wszyscy się mądrzyli, wszyscy wiedzieli lepiej, chociaż wcześniej nie mieli bladego pojęcia, skutkujące go kompletną zapaścią rozwoju infrastruktury. Rząd chciał się spisać, chciał zdążyć, bo przecież ta magiczna data to ogromne wyzwanie i obowiązek. Musiał więc działać szybko. Ekspresowo często, więc siłą rzeczy nie mógł ustrzec się błędów, jakichś niedoróbek w papierach, wiary w wyższość dobrej woli nad obiektywnymi możliwościami. A efektem była chociażby chińska klapa, itp. Często, moim zdaniem zbyt często zarówno my, wyborcy, ale przede wszystkim dziennikarze i rozmaici eksperci pomijają ten fakt. Fakt „narzucenia” rządowi owego magicznego terminu.
Oprócz pani minister Bieńkowskiej, kapitalne wrażenie zrobił na mnie Janusz Piechociński z PSL-u. Kapitalnie się przygotował, choć nie miał łatwego zadania. Pamiętamy przecież, że kompletny chaos na kolei powodował s sporej mierze człowiek z PSL, prezes (chyba) PKP Przewozy Regionalne. Jednak jego wystąpienia były bardzo rzeczowe, logiczne, spokojne i trzymające się kupy. Wcale bym się nie zdziwił, a jeśli tak, to in plus, gdyby albo następcą, albo kimś bardzo ważnym w infrastrukturze, w kolejnej kadencji został Janusz Piechociński.
Jak większość komentatorów, żałowałem, że wielkim nieobecnym był minister Grabarczyk. Ale z drugiej strony nie dziwię mu się, że unika mediów jak tylko to możliwe. Media i społeczeństwo wylało na jego głowę tyle pomyj, częściowo zasłużenie, ale częściowo bezpodstawnie, że kolejnych, pewnych jak w banku pomyj, mógłby nie zdzierżyć. A co do tego, że byłby to medialny lincz, nie mam wątpliwości.
Okazało się też, że straciłem wiele, nie mając szansy częstszego słuchania pani minister Bieńkowskiej. Myślę, że jest kapitalną wartością rządu PO-PSL.
andy lighter



