Skierowanie przez CBA zawiadomienia do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez Janusza Palikota, które dotyczy nieprawdziwych danych „pokazanych” w jego oświadczeniu majątkowych, podobnie jak Palikot, uważam za kolejną fazę w polowaniu na niego. Zarzuty są „kuriozalne” i żaden z nich nie dotyczy korupcji. A od ścigania korupcji właśnie jest CBA.
Nie jest pan Palikot bohaterem z mojej bajki, ale jeśli ktoś nie jest z mojej bajki, to się nim specjalnie nie zajmuję. No, chyba, że obsada z tej bajki, np. CBA, znaczący uczestnik naszego życia polityczno-biznesowego, wykracza poza nią i improwizuje poza scenariuszem. Rozpracowywanie Palikota i jego zwieńczenie w postaci wniosku do prokuratury uważam za absolutną, polityczną ustawkę.

Z góry uprzedzam, że nie wgłębiłem się w ustawę o CBA, bo nie o to chodzi, a jedynie posługuję się logiką. A ta podpowiada mi, że CBA powinna ścigać polityków (np. polityków, choć oczywiście nie tylko), podejrzewanych o czerpanie korzyści biznesowych w związku z posiadanymi przez nich pozycji i możliwości politycznych. Czyli ściganie patologii na linii polityka-biznes. Tymczasem w zawiadomieniu CBA nie ma (wg słów Plaikota i jego prawników), ani przecinka dotyczącego oskarżenia o korupcję i powiązania polityczno-biznesowe. Jeśli więc nie wiadomo o co chodzi, to chodzi (w tym przypadku) o politykę.
Palikot, po opuszczeniu PO natychmiast zaczął atakować swoją byłą partię i swoich byłych przyjaciół. Zajmował się jednak wtedy głównie działalnością antyklerykalną i antypisowską, więc antyplatformość była okazjonalna. Oczywiście Palikot wg mnie popełniał błąd za błędem, rozdrabniał się za bardzo i skupiał na krytyce wszystkich, nieśmiało proponując coś w zamian, a tak nikt jeszcze „żadnej wojny nie wygrał”. Niemniej jednak ludzie, o których do niedawna piał peany z zachwytu, a których po kilku tygodniach zaczął bezpardonowo krytykować, obnażając bądź to prawdziwe, bądź wydumane kulisy ich działalności, motywów i sposobów funkcjonowania, mogli się wkurzyć. I już nie wgłębiając się w to, czy „domysły” Palikota o sterowaniu służbami (np. CBA) przez rządzących są prawdziwe czy nie, logiki w związku z chronologią odmówić i zwyczajnie nie można. Każdy średniointeligentny człowiek powinien takie „domysły” wziąć pod uwagę i pomyśleć o ich zasadności.
W miesiąc po opuszczeniu przez Palikota PO, CBA „się nim zajęło”. Przypadek? Może przypadek, ale czy nie może zastanawiać? Wg mnie może, a nawet powinien. Choć Palikot „spieprzył” swoje oświadczenie majątkowe, np. nie wykazując samolotu, spieprzyło je jednak również 140. innych posłów. Nie od dziś powszechna jest opinia wśród parlamentarzystów, że te deklaracje do wypełnienia są beznadziejnie sformułowane. Wiadomo też, że niektóre zarzuty są na tyle kuriozalne, jak np. wykazanie miliona przychodu, gdy rzeczywiście było 960 tys. Tak więc zarzut miałby dotyczyć działania człowieka przeciwko sobie. Prawnicy Palikota twierdzą również, że urzędnicy CBA mylili podstawowe pojęcia ekonomiczne (np. dochód z przychodem), co jest niewybaczalne i co potrafi rozróżnić uczennica I klasy Liceum Ekonomicznego.
Może zastanawiać dlaczego partia rządząca chce takimi metodami zneutralizować takiego „malucha” jak Palikot (bo że chodzi o próbę neutralizacji, nie mam najmniejszych wątpliwości). Powód jest oczywisty. Otóż Palikot, choć jako rywal w wyborach nic nie znaczy, od czasu do czasu do mediów trafia. A co za tym idzie trafia do mediów jego głos, dyskredytujący, „demaskujący”, krytykujący władzę o tyle interesujący, że jest głosem do niedawna „z wewnątrz”. Sytuacja Palikota jako żywo przypomina mi sytuację Leppera sprzed paru lat.
Nikt się specjalnie Lepperem nie przejmował, wiadomo było przecież, że poza koalicją z PiS, jego ugrupowanie do sejmu nie ma najmniejszych szans się dostać. Mimo to, podobnie jak dziś Palikot, pojawiał się w mediach i… mówił, insynuował, „podejrzewał”, oskarżał, co musiało denerwować Kaczyński rząd dusz w postaci wszelkich służb. Po kompletnej fuszerce oskarżenia o korupcję, „wyskoczyła jak z kapelusza” seksafera, a kto jak kto, ale Lepper nadawał się jako „gwałciciel” jak mało kto. I Lepper przegrywa kolejne etapy sprawy, mimo, ze kobieta „prowadząca się jak porsche”, zmienia zeznania, wobec obalania kolejnych „faktów” przez oskarżonego za pomocą dokumentów, filmów nawet i oczywistych dowodów na kłamstwo oskarżającej. Przykładów jest aż nadto. Poszkodowana, wraz z koleżankami stwierdza, ze tego i tego dnia, o tej i o tej godzinie Lepper w tym i tym miejscu miał dokonać gwałtu. Lepper wyciąga nagranie telewizyjne z tego dnia i tej godziny, pokazujące jego spotkanie z dziennikarzami w miejscu oddalonym o 500 km od rzekomego miejsca popełnienia przestępstwa, na co poszkodowana zmieszana przyznaje się do pomylenia daty i… sąd daje jej wiarę. To jest oczywista „potrzeba udupienia” niechcianego przez wszystkich (również przeze mnie) polityka, ale metoda jest… toporna, prymitywna i… haniebna.
Tak jak Lepper jest skończony, choć nie mam wątpliwości, że poza Polską oczyści się z zarzutów (co wcale nie znaczy, że mu wierzę, ale do takiej sprawy nie wziąłbym… matki kilku dzieci bez ojców), tak samo skończony będzie Palikot. Jednak tak jak Lepper będzie miał pełne prawo czuć się pokrzywdzony, nawet jeśli złamał prawo, poprzez kompletnie debilne „dopasowywanie oskarżeń do oskarżającego”, udupianie na siłę, byle jak, byle udupić, tak samo będzie miał prawo czuć się Palikot. Nie do wiary jest, jak inteligentni wydawałoby się ludzie, „nieprofesjonalnie” robią „eliminację” drobnych przeszkadzaczy. I śmiech mnie ogarnia, jak słyszę śmiechy działaczy Platformy wyśmiewające jeszcze niedawno, profesjonalizm służb pod rządami Kaczyńskiego i Kamińskiego.
Oczywiste jest moje potępienie moralne takich działań, ale oprócz tego o pomstę do nieba woła „profesjonalizm” naszych służb. Kiedy słyszę ostatnio o odbudowaniu naszego kontrwywiadu i jego powrotu do najwyższych standardów wywiadowczych, nie mogę nie powątpiewać.
Jednym z głównych antypisowskich haseł PO w 2007 roku było odpolitycznienie służb specjalnych, prokuratury, itp. TOTALNA ŚCIEMA!!!

andy lighter
50.349746
18.228206