Zawiedzione nadzieje

… dziennikarzy i polityków.

Ten Palikot to jednak świnia jest. Miał zapalić skręta maryhy, a tylko… kadzidełko zapalił. No jak tak można, zapowiadała się nuklearna bomba medialna: poseł wyprowadzony w kajdankach z gmachu Sejmu, sąd, skazanie (po oczywistym odebraniu immunitetu), i kryminał.

A tu Palikot, cham jeden, kadzidełko sobie zapalił. Dziennikarze obecni na konferencji Janusza Palikota nie ukrywali rozczarowania. Z mega newsa, co najmniej parodniowego pewniaka na całe poranki, popołudnia i wieczory, wypełniające 90 % wiadomości nic nie wyszło. No nie poświęcił się ten cham jeden dla telewizji, dziennikarzy i nie dostarczył igrzysk widzom.

Swojego zawodu nie ukrywali też politycy. Już mieli przygotowane wnioski do sądu przeciwko posłowi/posłom Ruchu Palikota, już się cieszyli, że nie będą musieli demonstracyjnie wychodzić, kiedy Palikot wchodzi na mównicę, a tu nic, klapa. Pozostały im pozwy rezerwowe, takie o podżeganiu, naciągane i w ogóle niepewne za bardzo. Poza tym, najwyżej będzie musiał zapłacić co najwyżej parę złotych, a to nie to samo co pucha. I nie to samo co uwolnienie sejmu przez tego bezbożnika.

No niedobry jest ten Palikot, naprawdę. Obiecał i nie zrobił. Nie dał się wpuści ć w… kryminał.

Swoją drogą „żądza krwi” dziennikarzy jest powalająca. Ciekawy jestem, czy znalazł się chociaż jeden dziennikarz, który wcześniej porozmawiał z Palikotem: „Panie pośle, daj pan spokój. Po co ten cyrk, wiadomo, że wszyscy w sejmie czekają tylko na to, żeby się pana pozbyć i marzą nocami, żeby powinęła się panu noga. A wtedy żaden z nich się nie zawaha, żeby pociągnąć za dźwignię zapadni”.  Jestem przekonany, że nie.

andy lighter

Published in: on Styczeń 21, 2012 at 2:42 pm  Komentarze (19)  
Tags: , , , , ,

Echa expose premiera

Czyli Palikot po Kaczyńskim i Urbański w telewizji.

Expose premiera Tuska mogło zrobić wrażenie. I zrobiło, jak dla mnie było kapitalne. Jednak zbladło nieco, po wystąpieniu Janusza Palikota. Wystąpienie Palikota było kapitalne. Główny nacisk położył bowiem na temat: Państwa zaufania publicznego.

Państwo zaufania publicznego to praktycznie bezinwestycyjna, kompletna zmiana funkcjonowania państwa. I nie tylko bezinwestycyjna, ale przynosząca wymierne, ogromne korzyści finansowe, że o korzyściach niefinansowych – stosunków międzyludzkich, wolności, rozwoju osobistego i terytorialnego nie wspomnę.

Senat, Powiaty, Sejmiki wojewódzkie, Agencje (Rolne i jakieś tam), czyli dublowanie administracji, kompetencji i przerost biurokracji, oraz posadki dla polityków, ich rodzin i „znajomych”, to tylko niektóre kule u nogi, oprócz marnotrawienia pieniędzy, które spełniają bardzo skutecznie rolę zaciągniętego hamulca ręcznego w pojeździe zwanym: „rozwój Polski”.

Byłem pod ogromnym wrażeniem wystąpienia Palikota. I niech mi jeszcze ktoś powie, że Palikot to tylko krzyż i inne pierdoły, a o gospodarce to zielonego pojęcia. Palikot udowodnił w swoim krótkim przemówieniu, że wie więcej, niż wszystkim wokół się wydawało.

A potem była telewizja, a w telewizji Andrzej Urbański, znany przyboczny Lecha Kaczyńskiego, propisowiec w każdym calu. To ostatnie stwierdzenie to oczywiście moje subiektywne zdanie, bo pan Andrzej obnosi się swoją „neutralnością” i bezstronnością…, koń by się uśmiał, że tak powiem.

Otóż doświadczenie dziennikarskie i w ogóle medialne Urbańskiego pokazało się wczoraj jak w soczewce. Jak wytrawny manipulant komentował expose premiera w rozmowie z innym skądinąd manipulantem, dziennikarzem TVN24.

Wg niego wydłużenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost (drastyczny) bezrobocia wśród ludzi młodych. Manipulacja. Rynek pracy to nie jest jakieś pole o stałych rozmiarach, które może się jedynie zmniejszać (jeśli np. powstaną kałuże), ograniczając miejsce do poruszania się po nim ludzi. Rynek pracy, jeśli gospodarka ma się normalnie, rozrasta się panie Urbański. A ludzie będą dłużej pracować po kryzysie panie Urbański.

Andrzej Urbański Zdj. fakt.pl

Kwotowa waloryzacja może być niekorzystna dla emerytów, twierdzi Urbański, bo kwotę ustala minister i zależy ona od stanu budżetu. Kolejna manipulacja. Pan Urbański pewnie nie wie, że procentowa waloryzacja też może być niekorzystna dla emerytów (zawsze jest niekorzystna – nigdy korzystna!) i też zależy od budżetu, bo… ustala ją minister a nie dzielnicowy, albo inny ksiądz proboszcz. Kwotowa waloryzacja może jest o tyle… „korzystniejsza”, że ci którzy mają niższe świadczenie mogą dostać wyższą waloryzację kwotową, niż ci, którzy mają świadczenia wyższe. W waloryzacji procentowej, różnica w wysokości świadczeń się powiększała.

Najbardziej zawiedziony był pan Urbański brakiem… obietnic premiera. Chciałby usłyszeć np.: „Tniemy po to, oszczędzamy po to, aby uzyskać sześcioprocentowy wzrost gospodarczy za dwa (trzy…) lata”. Boże drogi!!! Europa tonie, a pan Urbański chce obietnic i konkretnego celu obietnic. A może za tydzień okaże się panie Urbański, że usłyszy pan: „Tniemy po to, żeby nie mieć minus pięciu procent spadku, tylko minus dwa”. Nikt nie może tego dziś przewidzieć i tylko rasowy manipulant może „wysuwać” tak idiotyczne „oczekiwania”.

Pan Urbański zarzucił też Tuskowi, ze te wszystkie oszczędności są winą Tuska, bo to on zrobił ten nasz dług, który teraz trzeba zmniejszać i który możemy zobaczyć na tablicy Balcerowicza w Warszawie. Pan Urbański zapomniał, jak to manipulant, że ten dług pomogła Tuskowi zrobić Zyta Gilowska, która tak naprawdę zaczęła go robić, że ten pomagały Tuskowi robić niekorzystne kursy walut, niekorzystne sytuacje na giełdach, no i kryzys. Ale pan Urbański pokazuje, ze Tusk nie musiał wcale zrobić długu. Bo Luksemburg nie zrobił. I Holandia i Wielka Brytanie też nie zrobiła. Qr…, panie Urbański Emiraty Arabskie też nie zrobiły! Przywołanie przykładu Luksemburga czy Holandi jest haniebne, jest haniebną manipulacją, Luksemburg to najbogatsze państwo w Europie.

Tacy ludzie jak Urbański wiedzą o tym, że są wodą na młyn pisowskiego, w dużej części kompletnie ciemnego (w sensie znajomości ekonomii, gospodarki, itp.) elektoratu. I sprytnie, haniebnie to wykorzystują.

Zresztą oni muszą to robić. Manipulowanie, wyrośniętych z mediów – kuźni manipulacji) osobników to ich… druga natura. To odruch bezwarunkowy, tak jak przymus napicia się u alkoholika. Oni inaczej nie umieją. Ten człowiek kładzie się spać w poczuciu znakomicie wykonanej pracy – dobrze zrobionej manipulacji. I poczytuje ją sobie za wielką zasługę, w przyszłej drodze do nieba – zapewne Jezus przyjmie go u bram, z otwartymi ramionami, jako prawego, uczciwego, manipulującego ze szlachetnych, szczytnych pobudek, człowieka.

andy lighter

Konkurs „Ważniejsze sprawy”

Ogłaszam konkurs na temat „Ważniejsze sprawy”. Rzecz dotyczy: „Są ważniejsze tematy niż zajmowanie się krzyżem przez Palikota”.

Krzyż na sali obrad. Zdj. suchy.klasae.com

Nie głosowałem na Ruch Palikota i dziś częściowo żałuję. „Moja” posłanka z PO, dostała się (z szóstego miejsca), senator nie. Zrobił się medialny jazgot w związku z tematem „usunięcia krzyża” z sali obrad sejmu przez ugrupowanie Janusza Palikota. Moja internetowa przyjaciółka poddała w wątpliwość sens tego działania, „bo są ważniejsze sprawy”. Fakt, ważne sprawy są. Ale chciałbym zapytać Was, jakie to są ważne sprawy i kiedy te ważne sprawy się skończą, żeby można się było zająć „mniej ważnymi sprawami”, np. krzyżem, finansowaniem Kościoła, in vitro, tolerancją, społeczeństwem obywatelskim, itd., itd., itd., i jeszcze mnie ważnymi sprawami, np. odpowiedzią na pytanie „Jak żyć”, ale nie paprykarzowi, tylko sześćsetzłotowej emerytce.

Czekam więc na wyliczanie przez Was tematów ważniejszych niż „krzyż”. Rozwiązaniem konkursu i wskazaniem zwycięzcy zajmie się jury, pod przewodnictwem mojej (nie)skromnej osoby. Członkami jury są: sunia, kotka, i dyrektor mojej instytucji – moja żona, u której pracuję. Jestem tu tylko maszynist(k)ą i wypełniam (niestety) dyrektywy i wytyczne „z góry”. Psa i kota proszę nie lekceważyć, bo wbrew pozorom znakomicie odgadują  mój nastrój (zadowolenie bądź nie) umiejętnie umożliwiając mi, bądź uniemożliwiając wyrażenie opinii.

Jeszcze nagroda: Zwycięzca zostanie „uznany” przez moją (nie)skromną osobę.

_____

Napisałem to jako pewnego rodzaju żarcik, ale Waszych opinii jestem jak najpoważniej ciekaw. Ciekaw też jestem zdania na temat: co jest ważniejsze, a co mniej ważne i dlaczego tak jest. Skróty myślowe ogromnej części społeczeństwa sprowadzają „ważność tematów” do cyferek z końcówką €, lub zł, jako tych tematów rezultat. Ci sami ludzie często miotają niby młotem na stadionie, hasłem: „nie samym chlebem człowiek żyje”.

Proszę więc ten żarcik, potraktować jak najbardziej serio. I podyskutować.

andy lighter

Co to za demokracja jest…?

Wszystko już wiadomo. Platforma wygrała, PiS przegrało, ale wygrało, bo przecież „Być zwyciężonym, ale nie ulec”, wygłaszane przez prezesa już szósty raz, po szóstych przegranych wyborach, to już pisowska tradycja. Znakomity wynik Ruchu Poparcia zaskoczył wszystkich, a najbardziej chyba samych kandydatów Ruchu, SLD i oczywiście Jarosława Kaczyńskiego.

Ten ostatni już dziś zaczął wybrzydzać i kontestować polską demokrację. Nie podoba mu się osiągnięcie przez Ruch Poparcia mocnej pozycji w sejmie: Tego rodzaju formacje polityczne w parlamencie nie powinny istnieć, my nie chcemy mieć z tą formacją nic wspólnego (…) W historii różnych państw zdarzają się momenty trudne, zdarzają się błędy, to był wielki błąd części naszego społeczeństwa. Ma facet tupet, nie ma co. Nie istnieją dla niego własne błędy i własna głupota, to naród błądzi. Zresztą z Komorowskim prezydentem też naród zbłądził. Jednym słowem, do kitu z taką demokracją.

Ja bym na miejscu Palikota wytoczył mu proces. Ignorowanie jego ugrupowania jest jawnym pogwałceniem demokracji. On nie robi, nie ma prawa robić Palikotowi i jego ludziom żadnej łaski, a ignorując jego partię, ignoruje dużą cześć polskiego społeczeństwa. Premier państwa były, i tego nie wie?

Ale Palikot to jest pikuś w porównaniu do haniebnego oblicza demokracji w Rzeczpospolitej. Oto do senatu nie dostał się Zbigniew Romaszewski!!! To jest demokracja, że spytam? Ikona? Wyautowana? Przecież jemu nie tyle należy się Senat dożywotnio, ale co najmniej fotel wicemarszałka i służbowy samochód!!! To haniebne, że durny naród nie wybrał chodzące3j legendy. On w ogóle nie powinien startować w wyborach. Dla niego miejsce w senacie powinno być przynależne.

Boże, człowiek który nie splamił się od ponad dwudziestu lat żadną pożyteczną pracą, no rzecz jasna oprócz rozpowszechniania propagandy, najpierw ROP-owskiej, późnie PiS-owskiej, uważa za oczywisty i „należny” mandat. Tylko to pieprzone, polskie, durne społeczeństwo… Demokracji im się zachciało, jakieś wybory! Muszę przyznać, że nieźle się ubawiłem na wieść, że wieczny senator nie uzyskał mandatu. Żal mi go, a właściwie jego pazerności.

Innym ciekawy newsem było niewybranie superposłanki Nelly Rokity. Może dzięki temu podwyższy się, choć odrobinkę, sejmowe IQ.  A swoją drogą, w sobotę spotkałem się ze znajomą, która jak się okazuje kandydowała do sejmu z PiS-u. Ale najdziwniejsze jest to, że jest osobą zupełnie normalną, wrażliwą, ciepłą, przyjazną ludziom i mądrą.  Oczywiste z kolei jest to…, że przegrała z kretesem. Za dużo kacyków miało niższe numerki na liście.

Nie dostał się też do senatu Robert Węgrzyn. Głosowałem na niego, choć z mieszanymi uczuciami, ale nie żałuję, ze się nie dostał. Niech trochę popracuje, dobrze mu zrobi powrót do pracy, zanim przyjdzie mu ochota brać za wzór, pracy na rzecz ojczyzny, np. senatora Romaszewskiego.

No i co to za demokracja ma być? To parodia demokracji, jeśli kwiaty polskiego patriotyzmu tak się traktuje!!!

Zapowiada się więc dość ciekawie, choć blisko 30 %. wynik PiS każe mi przypuszczać, że wojna polsko-polska nie tylko nie osłabnie, ale jeszcze się zaostrzy. I to mnie naprawdę dołuje. I zniechęca.  

andy lighter

Palikot w natarciu

Niemal wszyscy daliśmy się zwieść (aż wstyd przyznać) wieszczeniu plajty inicjatywy „Ruch Poparcia Palikota”. I jeśli nam, komentatorom – amatorom, blogerom, można to „wybaczyć”, o tyle dziwić musi stawianie krzyżyka na uczestnictwie Janusza Palikota i jego zwolenników w „wielkiej polityce”. A Janusz Palikot, konsekwentnie robił swoje. I wszystko wskazuje na to, że „się dorobi”. I politolodzy, i socjolodzy i specjaliści od PR-u i marketingu politycznego najwyższych lotów dali plamę. Panowie i panie, jesteście do… niczego.

Podczas dyskredytowania wszyscy jednak uznawaliśmy Janusza Palikota jako osobę wyjątkowo inteligentną, choć ekstrawagancką, ale bez wyczucia politycznego. I wydaje się, że ową inteligencję i polityczne wyczucie dziś nam Janusz Palikot udowadnia. Wszystko wydaje się być albo bardzo przemyślane, od początku do końca, łącznie z „wielkim dołem” w sondażach jeszcze nie tak dawno, albo ten polityk kapitalnie i szybko wyciąga wnioski ze swoich błędnych działań i ucząc się na błędach, działa coraz skuteczniej.

Jednym z głównych powodów jego początkowych niepowodzeń upatrywaliśmy w zbytnim antyklerykalizmie i oparciu swojej bytności w polityce wyłącznie na tym temacie. Dziś można śmiało powiedzieć, że Palikot wiedział co robi. Antyklerykalizm jest w Polsce dość powszechny, ale jednocześnie jest (a właściwie był) tematem tabu. Napisałem „był”, bo dzięki Palikotowi właśnie, przestaje być czasem przeszłym i coraz bardziej „jest”. To wyłącznie zasługa Palikota, bo lewica w swoim antyklerykalizmie zawsze była niewiarygodna. Antyklerykalizm Palikota ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również finansowe, bo nieopodatkowanie Kościoła Katolickiego w Polsce „boli” wielu Polaków, np. mnie. Kościół Katolicki, oprócz prania mózgów swoim wiernym i wtrącania się do polityki, nie mają wobec tego kraju żadnych obowiązków. Są wyłącznie biorcami, opływając jednocześnie w materialne dobra doczesne. Zwrócenie na to uwagi Palikota było strzałem w dziesiątkę. Po co więc robił happeningi z biblia, kiełbasą i wódką? Po to, żeby być w mediach. A mógł być tylko dzięki szokowaniu, ekstrawagancji, bezczelności, mówieniu o tym. Powoli, stopniowo, coraz częściej, oprócz tematu „antyklerykalizm i odsunięcie duchownych od życia politycznego”, pokazywał też inne tematy, program polityczny, gospodarczy i społeczny. Cały czas, z różnym skutkiem, ale im dalej tym skuteczniej, dbał o to, aby media o nim nie zapomniały. I nie zapomniały.

Zdj. PAP/Tomasz Wojtasik

Ludziom cholernie się to podoba: przełamanie tematu tabu i uczynienie z kwestii miejsca Kościoła w Polsce ogólnonarodowej dyskusji, i „nowi ludzie”(!!!). Ludzie Janusza Palikota są kompletnie nowi. To są „nasi sąsiedzi”, zwyczajni „przechodnie” mijani przez nas na ulicach naszych miast. I podobnie jak my, często są to ludzie bardzo doświadczeni życiem, z wieloma problemami, „schodami nie do przejścia”, które jednak „przeszli”. Dyskredytowanie tych ludzi przez innych polityków jest zaprzeczeniem, głoszonej przez nich właśnie i hołubionej wizji społeczeństwa obywatelskiego. Oni marzą o tym, aby politykę zostawić im, a obywatelom zostawić co najwyżej organizacje pozarządowe. I prawie m się udało, gdyby nie… sondaże. Sondaże spowodowały zachęcenie zwolenników RP do „ujawnienia” swoich preferencji. Już nie myślą o zmarnowanym głosie, już nie muszą wybierać mniejszego zła.

Janusz Palikot i wejście jego ugrupowania do sejmu może okazać się impulsem dla innych, realnym, a nie pozornym początkiem społeczeństwa obywatelskiego. Palikot może okazać się prekursorem wprowadzania tej idei w życie.

Nie mogę się nadziwić niechęci polityków Platformy Obywatelskiej do Ruchu Palikota. Straszeniu ludzi, porównaniem głosu na RP z głosem na PiS. Wypieraniu się możliwości koalicji z RP. To jest najgłupsze działanie polityków, którzy chcą wygrać wybory. Jasne jest, że Palikot odbiera głosy nie tylko SLD, ale też Platformie. Jasne jest też, ze Platforma, jeśli wygra (a nawet jeśli minimalnie przegra), będzie musiała wejść w koalicję. Bardzo prawdopodobne jest, że koalicja z PSL-em może nie wystarczyć. Dyskredytacja więc RP, obrażanie kandydatów na posłów z tej partii jest durne. Bo kiedy będą musieli „poprosić” Janusza Palikota o współpracę, będzie zwyczajnie głupio.

Politycy i media zarzucają Palikotowi plotkarstwo, opisywanie w swojej książce prywatnych rozmów i niepublicznych, „nieeleganckich” zachowań dawnych kolegów. Nie jest to rzeczywiście zbyt dobrze widziane. Ale wiadomo od zawsze, że celebry ci pisząc książki, oprócz własnych przeżyć, doświadczeń, myśli i wizji, piszą głównie o innych. Najczęściej o ludziach „ze swojego podwórka”. Politycy o innych politykach, piosenkarze o innych piosenkarzach, aktorzy o innych aktorach, itd. To jest zresztą główny powód popularności ich dzieł. Jeśli się nie mylę, Donald Tusk też wydał książkę przed którymiś tam wyborami i też tam (chyba, bo nie czytałem) opisywał kuluary życia politycznego w szerokim tego słowa znaczeniu.

Koalicja, w której mieściłby się Ruch Palikota byłaby z punktu widzenia społeczeństwa niezwykle cenna. Jego „upierdliwość” jest powszechnie znana i jest pewne, że nawet jeśli nie załatwi się szybko kwestii realnego oddzielenia Kościoła Katolickiego od państwa (bo przewiduję, ze nie załatw się szybko), to pewne jest, że temat nie zniknie, nie zostanie zapomniany, a to jest, moim zdaniem bezcenne. Tak samo jak bezcenne są inne kwestie, opodatkowanie KK, in vitro, ułatwienia dla przedsiębiorców, itd., itd. Jest też znany jako liberał, nie ma więc powodu, aby w koalicji z PO nie był.

Osobiście nie będę głosował na Ruch Palikota, bo ju ż wczesniej dokonałem wyboru. Jestem jednak winien temu politykowi szacunek. Dokonał rzeczy wielkiej, przez większość opinii publicznej uznawanej za niemożliwą. Skruszył beton!

Ps. Postanowiłem dokleić spot Palikota. Moim zdaniem najlepszy spot spośród wszystkich spotów, wszystkich partii w tej kampanii.

andy lighter

Polowanie na Palikota

Skierowanie przez CBA zawiadomienia do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez Janusza Palikota, które dotyczy nieprawdziwych danych „pokazanych” w jego oświadczeniu majątkowych, podobnie jak Palikot, uważam za kolejną fazę w polowaniu na niego. Zarzuty są „kuriozalne” i żaden z nich nie dotyczy korupcji. A od ścigania korupcji właśnie jest CBA.

Nie jest pan Palikot bohaterem z mojej bajki, ale jeśli ktoś nie jest z mojej bajki, to się nim specjalnie nie zajmuję. No, chyba, że obsada z tej bajki, np. CBA, znaczący uczestnik naszego życia polityczno-biznesowego, wykracza poza nią i improwizuje poza scenariuszem. Rozpracowywanie Palikota i jego zwieńczenie w postaci wniosku do prokuratury uważam za absolutną, polityczną ustawkę.

Z góry uprzedzam, że nie wgłębiłem się w ustawę o CBA, bo nie o to chodzi, a jedynie posługuję się logiką. A ta podpowiada mi, że CBA powinna ścigać polityków (np. polityków, choć oczywiście nie tylko), podejrzewanych o czerpanie korzyści biznesowych w związku z posiadanymi przez nich pozycji i możliwości politycznych. Czyli ściganie patologii na linii polityka-biznes. Tymczasem w zawiadomieniu CBA nie ma (wg słów Plaikota i jego prawników), ani przecinka dotyczącego oskarżenia o korupcję i powiązania polityczno-biznesowe. Jeśli więc nie wiadomo o co chodzi, to chodzi (w tym przypadku) o politykę.

Palikot, po opuszczeniu PO natychmiast zaczął atakować swoją byłą partię i swoich byłych przyjaciół. Zajmował się jednak wtedy głównie działalnością antyklerykalną i antypisowską, więc antyplatformość była okazjonalna. Oczywiście Palikot wg mnie popełniał błąd za błędem, rozdrabniał się za bardzo i skupiał na krytyce wszystkich, nieśmiało proponując coś w zamian, a tak nikt jeszcze „żadnej wojny nie wygrał”. Niemniej jednak ludzie, o których do niedawna piał peany z zachwytu, a których po kilku tygodniach zaczął bezpardonowo krytykować, obnażając bądź to prawdziwe, bądź wydumane kulisy ich działalności, motywów i sposobów funkcjonowania, mogli się wkurzyć. I już nie wgłębiając się w to, czy „domysły” Palikota o sterowaniu służbami (np. CBA) przez rządzących są prawdziwe czy nie, logiki w związku z chronologią odmówić i zwyczajnie nie można. Każdy średniointeligentny człowiek powinien takie „domysły” wziąć pod uwagę i pomyśleć o ich zasadności.

W miesiąc po opuszczeniu przez Palikota PO, CBA „się nim zajęło”. Przypadek? Może przypadek, ale czy nie może zastanawiać? Wg mnie może, a nawet powinien. Choć Palikot „spieprzył” swoje oświadczenie majątkowe, np. nie wykazując samolotu, spieprzyło je jednak również 140. innych posłów. Nie od dziś powszechna jest opinia wśród parlamentarzystów, że te deklaracje do wypełnienia są beznadziejnie sformułowane. Wiadomo też, że niektóre zarzuty są na tyle kuriozalne, jak np. wykazanie miliona przychodu, gdy rzeczywiście było 960 tys. Tak więc zarzut miałby dotyczyć działania człowieka przeciwko sobie. Prawnicy Palikota twierdzą również, że urzędnicy CBA mylili podstawowe pojęcia ekonomiczne (np. dochód z przychodem), co jest niewybaczalne i co potrafi rozróżnić uczennica I klasy Liceum Ekonomicznego.

Może zastanawiać dlaczego partia rządząca chce takimi metodami zneutralizować takiego „malucha” jak Palikot (bo że chodzi o próbę neutralizacji, nie mam najmniejszych wątpliwości). Powód jest oczywisty. Otóż Palikot, choć jako rywal w wyborach nic nie znaczy, od czasu do czasu do mediów trafia. A co za tym idzie trafia do mediów jego głos, dyskredytujący, „demaskujący”, krytykujący władzę o tyle interesujący, że jest głosem do niedawna „z wewnątrz”. Sytuacja Palikota jako żywo przypomina mi sytuację Leppera sprzed paru lat.

Nikt się specjalnie Lepperem nie przejmował, wiadomo było przecież, że poza koalicją z PiS, jego ugrupowanie do sejmu nie ma najmniejszych szans się dostać. Mimo to, podobnie jak dziś Palikot, pojawiał się w mediach i… mówił, insynuował, „podejrzewał”, oskarżał, co musiało denerwować Kaczyński rząd dusz w postaci wszelkich służb. Po kompletnej fuszerce oskarżenia o korupcję, „wyskoczyła jak z kapelusza” seksafera, a kto jak kto, ale Lepper nadawał się jako „gwałciciel” jak mało kto. I Lepper przegrywa kolejne etapy sprawy, mimo, ze kobieta „prowadząca się jak porsche”, zmienia zeznania, wobec obalania kolejnych „faktów” przez oskarżonego za pomocą dokumentów, filmów nawet i oczywistych dowodów na kłamstwo oskarżającej. Przykładów jest aż nadto. Poszkodowana, wraz z koleżankami stwierdza, ze tego i tego dnia, o tej i o tej godzinie Lepper w tym i tym miejscu miał dokonać gwałtu. Lepper wyciąga nagranie telewizyjne z tego dnia i tej godziny, pokazujące jego spotkanie z dziennikarzami w miejscu oddalonym o 500 km od rzekomego miejsca popełnienia przestępstwa, na co poszkodowana zmieszana przyznaje się do pomylenia daty i… sąd daje jej wiarę. To jest oczywista „potrzeba udupienia” niechcianego przez wszystkich (również przeze mnie) polityka, ale metoda jest… toporna, prymitywna i… haniebna.

Tak jak Lepper jest skończony, choć nie mam wątpliwości, że poza Polską oczyści się z zarzutów (co wcale nie znaczy, że mu wierzę, ale do takiej sprawy nie wziąłbym… matki kilku dzieci bez ojców), tak samo skończony będzie Palikot. Jednak tak jak Lepper będzie miał pełne prawo czuć się pokrzywdzony, nawet jeśli złamał prawo, poprzez kompletnie debilne „dopasowywanie oskarżeń do oskarżającego”, udupianie na siłę, byle jak, byle udupić, tak samo będzie miał prawo czuć się Palikot. Nie do wiary jest, jak inteligentni wydawałoby się ludzie, „nieprofesjonalnie” robią „eliminację” drobnych przeszkadzaczy. I śmiech mnie ogarnia, jak słyszę śmiechy działaczy Platformy wyśmiewające jeszcze niedawno, profesjonalizm służb pod rządami Kaczyńskiego i Kamińskiego.

Oczywiste jest moje potępienie moralne takich działań, ale oprócz tego o pomstę do nieba woła „profesjonalizm” naszych służb. Kiedy słyszę ostatnio o odbudowaniu naszego kontrwywiadu i jego powrotu do najwyższych standardów wywiadowczych, nie mogę nie powątpiewać.

Jednym z głównych antypisowskich haseł PO w 2007 roku było odpolitycznienie służb specjalnych, prokuratury, itp. TOTALNA ŚCIEMA!!!

andy lighter

Published in: on Lipiec 13, 2011 at 2:58 pm  Komentarze (17)  
Tags: , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.