Prawo łaski dla Komorowskiego

Prezydent Bronisław Komorowski zachował się bardzo, ale to bardzo niegodnie. Oto prezes Jarosław Kaczyński gotów jest uczynić mu łaskę i ogłosił gotowość rozmowy z tym zdrajcą i ruskim agentem, bo sytuacja emerytów tego wymaga. A nie masz w Polsce nikogo, bardziej zatroskanego o los ludzi pracy, nad prezesem.

Ileż musiało kosztować prezesa ta gotowość na rozmowę z prezydentem RP, wie tylko on i czytelnicy Gazety Polskiej. Ileż musiało kosztować go stwierdzenia, że Bronisław Komorowski jest prezydentem wszystkich Polaków, nie sposób sobie nawet wyobrazić. Wszyscy przecież wiemy, że prezydent jest prezydentem wszystkich Polaków tylko na chwilkę, bo 10. kwietnia już znów będzie zdrajcą i ruskim agentem. Ale Komorowski i tak powinien to docenić, wszak być prezydentem wszystkich nawet na chwilę, jest lepsze niż nie być nim nigdy.

A tymczasem prezydent odrzuca rękę wyciągniętą do pocałowania!!! To niebywałe. Podejrzewam, że prezes zgodziłby się nawet na nieklęknięcie Komorowskiego, a ten z tej łaski nie chce skorzystać. Coś tam rzeczniczka prasowa mówiła, ze prezydent przeprowadzał konsultacje z szefami klubów, że jeśli będzie taka potrzeba, prezydent zawsze jest gotowy do rozmowy z przedstawicielami wszystkich sił politycznych.

No jak tak można panie prezydencie!? Największy – eee, co tam największy – jedyny(!) mąż stanu w Rzeczpospolitej zgadza się, aby dostąpił Pan łaski rozmowy z nim, a Pan odmawia? Przecież więcej może Pan nie mieć okazji dostąpienia takiego zaszczytu. Proponuje Pan spotkanie z szefami wszystkich partii parlamentarnych, choć wie Pan, że to dla superprezesa zniewaga. On przecież nie jest jakimś tam szefem partii z parlamentu, on jest prezesem PiS!!!

I tylko „nie wiem, dlaczego” (czyli wiem)…  ja postąpiłbym tak jak prezydent.

andy lighter

Emerytalna zadyma

Sam, na własne uszy słyszałem, bo z racji tego, że polityką interesuję się od ładnych paru lat, jak prezydent Lech Kaczyński mówił o tym, że Polacy powinni pracować dłużej.

Rzeczywiście mówiąc o Hitlerze, Jarosław Kaczyński zwracał się do Ruchu Palikota, bo patrzył nie przed siebie (na posłów PO), nie na premiera, na ławy rządowe (podejrzewam, że ma prawostronne skurcze mięśni szyi, kiedy stoi na mównicy), nie na SLD, z którego liderem wyszedł do związkowych zadymiarzy, więc…

Porównując więc Palikota (jego Ruch) do Hitlera, musiał wkurzyć posłów tej partii. I żadne jazgoty Kemp, Dornów i innych, twierdzących, że Palikot nie powinien w sejmie zasiadać. W najbliższych wyborach Dorn razem z Kempą dowiedzą się kto powinien, a kto nie, w sejmie zasiadać.

Marzę o tym (chociaż wiem, ze będę płakał, ale i tak marzę), aby PiS doszedł do władzy i aby PO przez długie lata do władzy nie wróciła. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: za dziesięć, dwanaście lat, to Kaczyński, może na spółkę z „agentem 007” Kłopotkiem(bo oni w koalicji zawsze się odnajdują) będzie podnosił wiek emerytalny. Będzie musiał!!! Byłbym zdziwiony, gdyby przez najbliższe 10, 15 lat PO, czy Ruch Palikota walczyli o władzę. Niechby PiS, na spółkę z SLD (i doczepką chorągiewkowego PSL-u), przełykali tę ustrojową, jak by nie było, żabę.

Solidaruchy (nigdy bym tak nie nazwał siebie i „moich kolegów” z roku ’80, ’81), zablokują wyjście posłów z sejmu. Gdybym był posłem, wyszedłbym i szedł przed siebie („Przepraszam, chcę przejść”). Jasne jest, że zostałbym dotkliwie pobity. Ciekawe, co by wtedy było? To, co wyczynia Silidarność jest ograniczeniem wolności. Przedstawiciele niecałego miliona ludzi (członków związku), narzucają wolę wybrańcom 37 milionów. To jest numer.

Blokujący – widziałem w telewizji, to w ogromnej liczbie starcy. Już na emeryturze, albo emeryci za pół roku. Działacze tak im mieszają w głowach, ze ci, skołowani, a poza tym i tak niekoniecznie rozgarnięci (takimi najłatwiej manipulować) wołają o „pracy do śmierci”.

Wczoraj na własne uszy słyszałem 55-latkę, oczywiście solidarnościowę przed sejmem, która z troską i pisowską zapalczywością zapewniała, że do 67. roku życia nie da rady pracować. Nie ma zielonego pojęcia, że będzie pracować o kilka miesięcy dłużej ponad sześćdziesiątkę, reforma bowiem jest rozciągnięta, bo związkowcy zadbali o to, aby ludzie się o tym nie dowiedzieli. Kobiety (szczególnie należące do związków) 59-letnie, SA przekonane, że będą pracować do 67.

Potężną w tym zasługa rządu, ale to już inny temat.

A Palikot? Palikot ma rację. Wszystko co powiedział, a potem powtórzył i rozwinął na konferencji prasowej, się zgadza. Lech Kaczyński, prezydent Polski, bez Jarosława, Lech był kompletnie bezradny. Każdy, kto obserwował w latach 2005 – 2010 scenę polityczną, musi to wiedzieć. No, chyba, że jest prawdziwym Polakiem . Znamienne są słowa w związku z telefonem prezydenta ze Smoleńska: „Lech Kaczyński nie rozstawał się ze swoim telefonem”. Ja w to wierzę, nie mógł, bo musiał słuchać instrukcji, w każdej sprawie. Instrukcji Jarosława rzecz jasna. On był liderem tego duetu. Zauważyliście, Że zawsze Lech był wysyłany “do pracy”? Jarosław pozostawał… w cieniu.

andy lighter

Szkoda mi ich

To nie do wiary, ale szkoda mi polityków PiS-u. Oto Ricz zajął stanowisko w sprawie bojkotu europejskich drugoligowych polityków w sprawie Euro 2012 na Ukrainie. Stanowisko, z którym (o matko jedyna!) w stu procentach się zgadzam. Chłop, jak przystało na skondominiowany m.in. przez Niemcy kraj, sprzeciwił się okupantom rodem z Berlina, bo taka jest przecież linia partii prawych i sprawiedliwych.

A tu nagle, prezes nie tylko „Wszystkomogę”, ale i ”Wszystkowiem” Kaczyńki wyskoczył z apelem o bojkot – wypisz, wymaluj identyczny jak ten niemiecki. No i jak tu teraz być partyjnym działaczem, skoro „robi się” po linii, a potem prezes wywraca wszystko do góry nogami, bo nową linię właśnie wymyślił. Przerąbane mają ci PiS-owscy działacze. Chcą dobrze, a tu im sam prezes kuku zrobi.

Ricz jest w sytuacji szczególnej. On jest człowiekiem z odzysku, a więc  złomem, który bardzo chciał (i został) przerobiony na partyjny użytek. Ale to nigdy już nie będzie oryginalna szlachetność, wykopana z ziemi, albo wyprodukowana oryginalnie w fabryce, więc taki produkt z odzysku, musi w dwójnasób, albo pięcionasób starać się stać oryginałem. Więc pisze, występuje w telewizji, tłumaczy Polakom – idiotom, co i kiedy prezes ma na myśli, występuje przed szereg aby zrobić (i często robi) wrażenie na prezesie. Może prezes kiedyś, dzięki jego aktywności, zapomni, że Ricz jest z odzysku i stanie się oczywiste, że Ricz jest z nim od zawsze. I na zawsze. A tu taki… knot. I co teraz?

Już oczami wyobraźni widzę Hofmana, jak tłumaczy, co prezes ma na myśli, a jest to oczywiście całkiem zgodne z tym, co napisał Ricz. Idiotyczne i niemożliwe figury intelektualne pisowców są przecież ich chlebem powszednim. Jednak jak Ricz Czarnecki wyjdzie z tego galimatiasu, nie potrafię sobie wyobrazić. Przecież to, co on napisał, a po nim prezes, nie wymyśliliby nawet Macierewicz z Rywinem, albo Kempa z Tuskiem. Bardziej się rozminąć już nie można. Żal mi Ricza Czarneckiego. I ciekawi mnie, czy nie zobaczymy go w telewizji w najbliższym czasie, czy może kończy się era brukselska dla Euro posła, czy coś jeszcze gorszego…?

Żal mi też prezesa Kaczyńskiego. Żaden debil z jego partii nie raczy zapytać go o zdanie, chociaż wszyscy wiedzą, że on wie najlepiej. Jest chłopina tak zarobiony, że nawet w Sejmie nie może siedzieć poza swoimi występami, bo nie ma czasu – pracuje nad najważniejszymi sprawami dla kraju. A tu jeszcze partyjni durnie spowodują, że będzie musiał sprawdzać kartkówki swoich durnych posłów, zanim ci coś, gdzieś napiszą, bo sami, bez sprawdzenia piszą takie bzdury, że koniec, a prezes tłumaczyć się za swoich baranów nie będzie. Przewalone ma chłop. Życzę mu, żeby te jego posły dali mu się chociaż zdrzemnąć od czasu do czasu, bo ostatnio spał 13. grudnia trzydzieści jeden lat temu.

O rany, ja ryję nosem jak kilka dób nie śpię (czasem się zdarza), a co dopiero prezes.

Ciężkie życie ma prezes Kaczyński.

andy lighter

Published in: on Maj 5, 2012 at 3:34 pm  Komentarze (12)  
Tags: , , ,

Tymoszenko, Euro i bojkot

Prezes Jarosław „Wszystkomogę” Kaczyńki nawołuje polskie władze do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie. Dziwne to trochę zważywszy na jego euforię towarzyszącą przyznaniu organizacji tej imprezy Polsce i Ukrainie właśnie.

Jestem daleki od tego, aby brać w obronę Wiktora Juszczenkę i obecną władzę Ukrainy, a także całe to skazanie Julii Tymoszenko. Jednak potępianie w czambuł prezydenta tego kraju i przypisywanie mu zemsty politycznej, jest moim zdaniem ogromnym nadużyciem. Wychodzi bowiem na to, że jak ktoś wejdzie już w politykę i nie daj boże straci władzę na korzyść kogoś, kto nie pasuje światowym elitom, staje się w oczach świata nietykalny. Bez względu na to co robił wcześniej, albo podczas sprawowania władzy, byłe nie było to niezgodne „ze słuszną linią” tych elit.

Wiadomo powszechnie, ze Julia Tymoszenko robiła rozmaite geszefty zanim doszła do władzy i w czasie pełnienia władzy. Najlepszym dowodem na to są potężne nieporozumienia z „jej” prezydentem, Wiktorem Janukowyczem. Nie była grzeczną dziewczynką, która wzięła się z ulicy i na fali pomarańczowej rewolucji zaistniała, niczym nawiedzona Joanna na Krakowskim Przedmieściu broniąc krzyża, po czym lud wyniósł ją do władzy. Wiadomo, że robiła pieniądze. Nikt nie wie jak, nikt nie wie skąd, wiadomo tylko, że robiła.

Ale przecież została premierem. Więc… wara, gruba krecha i… nietykalność? A co na to ci, którzy atakują Stokłosę, senatora? Albo innego Oleksego za to, że jakieś geszefty były, albo inne niejasności w przeszłości? Może powinni się określić: albo tych, co siedzą (siedzieli) w polityce nie ruszamy, bo ktoś nas tam zbojkotować może, albo jak coś mamy, to bierzemy na tapetę i osądzamy.

Kurcze, przepraszam za głupią sugestię, oni przecież dawno są określeni: nie ruszamy…, naszych, albo „nie ich”, a „ich” osądzamy.

Sprawa z Tymoszenko jest bliźniaczo podobna do sprawy Chodorkowskiego w Rosji. Oto świat od samego początku wydał wyrok. Chopdorkowski, najbogatszy (czterdziesto paroletni zaledwie) człowiek w Rosji jest znakomitym biznesmenem, człowiekiem bez skazy, sumiennie płacącym podatki i pracującym na rzecz demokracji tego ogromnego, opanowanego przez komunistycznych agentów kraju. I jak to słyszę, to myślę, że albo sobie ktoś robi jaja, albo ma w nosie jakieś tam poczucie sprawiedliwości i kieruje się tylko i wyłącznie polityką aktualnie obowiązującą w danym kraju. Te najuczciwszy i najszlachetniejszy najbogatszy Rosjanin chciał po prostu uczciwie skrytykować prezydenta za „utrudnianie robienia jeszcze większych i jeszcze łatwiejszych pieniędzy”. I to właśnie świadczy o jego hiperuczciwości.

Najbardziej w preferowaniu Euro 2012 zdumiewają mnie Niemcy. Niemcy, którzy wiedzą oczywiście, że Tymoszenko jest świętą męczennicą. Ci sami Niemcy, którzy wywalili na zbity pysk swojego prezydenta za wypowiedzenie jednego, niefortunnego zdania (zmuszenie kogoś do ustąpienia też traktuję jako wywalenie na zbyty pysk). Ci samo Niemcy, którzy traktując swoich polityków jak pionki na szachownicy, mają czelność dyktować innym rządom uniewinniające wyroki sądów.

Oczywiście nie mam bladego pojęcia, czy Tymoszenko zasłużyła, czy nie na więzienie i kolonię karną. Ale właśnie dlatego, nie odważył bym się mówić innym „co i jak mają u siebie posprzątać”. Mając u siebie burdel, nie śmiałbym się robić porządków u kogoś.

Proponowałbym politykom, naszym i nie tylko, żeby zajęli się emocjami piłkarskimi w czasie Euro, a nie polityką, a sądzenie zostawić sądom. Prezesowi PiS-u też bym to doradzał. Nie tak dawno głupio się czuł, kiedy musiał odszczekiwać poparcie swojego ugrupowania dla superkibola Starucha. Gdyby się okazało, że Tymoszenko święta jednak nie jest, znów byłoby mu głupio.

andy lighter

Współwina i milczenie

Napiszę to „głośno”, bo chociaż wiele razy o tym krzyczałem, nikt nie słyszał:

Współwinnymi katastrofy smoleńskiej, oprócz bylejakości, „jakoś to będzie”, praktykowanej przez dwadzieścia kolejnych lat przez wszystkie rządy, jest Lech Kaczyński, jego otoczenie (kancelaria) i niektórzy pasażerowie Tupolewa.

Słuchanie bełkotu Kaczyńskiego woła już naprawdę o pomstę do nieba. Beatyfikacja Lecha Kaczyńskiego, bez swojego brata bezradnego niczym niemowlę  w inkubatorze, również.

Wołam już kolejny raz i wzywam ludzi władzy: wyrzućcie wreszcie z siebie oczywiste zdania, zdania, których boicie się wypowiedzieć, jakby były zaszczepieniem zarazy w wasze organizmy.

Lech Kaczyński nie miał prawa wziąć na pokład takiego składu pasażerów. Jeśli był na tyle głupi (bo przecież był na tyle głupi), że tak chciał, jego otoczenie – kancelaria, BOR, powinni albo wybić mu to z głowy, albo zwyczajnie powiedzieć „Nie!”.

Jeśli generał, zobaczył w jednym samolocie sześciu innych generałów, powinien powiedzieć (zresztą każdy z nich): „Stop! Coś tu nie gra! Nie możemy wszyscy razem!”.

Jeśli załoga widzi mleko, zamiast lotniska, powinna zawrócić, lecieć gdzie indziej…, ale absolutnie nie lądować.

Jeśli prokuratura ma do wyboru odczyty z kokpitu, wykonane przez laboratorium kryminalistyczne i wojskowy instytut z Krakowa, nie może ot tak sobie powiedzieć: „Wybieramy to drugie, bo tak nam się podoba. A pierwszy wynik dla nas nie istnieje”. Nie może być tak, że jeśli dwóch biegłych psychiatrów w sądzie przedstawia w sprawie odmienne (różniące się) opinie, sąd bierze jedną z nich, bo tak chce.

I taki kształt i taką objętość powinny mieć raporty wszelkich komisji, milerowskich, MAK-owskich i każdych innych macierewiczowskich.

Wszyscy, nawet rozsądni krytycy i specjaliści boją się wypowiedzieć te oczywiste prawdy, jakby to było jakieś rozpuszczenie broni biologicznej.

Bo nie było procedur, bo to, bo tamto. Nie słyszałem o procedurach, mówiących o tym, że jeśli przez szosę jedzie sznur rozpędzonych samochodów, chcący przejść na drugą stronę powinien zaczekać. To jest oczywiste, że zaczeka, bo tak nakazuje logika i żadne procedury nie są do tego potrzebne.

______

Wczoraj zmarł mój ojciec. Jakim był człowiekiem, takim był, ale nawet on nie zasłużył na cierpienie, upokorzenie, umywanie rąk i haniebne, nieludzkie traktowanie, jakim uraczyła go w ciągu ostatniego miesiąca polska służba zdrowia. Choćbym miał poświęcić na to resztę swoich dni, nie dam spokoju tym ścierwojadom, durniom, hipokrytom i bezdusznym „wykształconym” ludziom (czyt. lekarzom – koń by się uśmiał, część z nich to kompletne prymitywy), którzy dla każdej zarobionej (a raczej nie wydanej na pacjenta) złotówki, są w stanie pokazać swoje najgorsze, pierwotne zbydlęcenie, butę i nieczułość.

andy lighter

Misja

Prezes Jarosław Kaczyński gotów jest do poniesienia każdej ofiary, każdej determinacji, nieustępliwości i pracy, aby scenariusze, jakie pisze dla naszej ojczyzny ekipa Tuska, nigdy się nie spełniły. Dowiadujemy się tego z listu, jaki do członków PiS, ale przecież nie tylko, zamieścił ten list na stronie internetowej swojej partii, aby cały naród dowiedział się o tym.

Czyż to nie nadzwyczajne? Czyż nie powalające jest poświęcenie, wzniesienie się ponad dobra doczesne, ponad wygodne życie, spokój, sławę, zaszczyty dla dobra innych? Nie chcąc nic w zamian (poza kilku… set pomnikami), ofiaruje swój geniusz, wiedze  doświadczenie? Chwalmy Pana… Jarosława! Czekajmy, Az się spełni! Marzmy!

Czyż nie jesteśmy winni temu małemu, wielkiemu człowiekowi gotowemu poświęcić się dla nas, śpiewac pieśni na cześć?

                Misja

    O Zbawco nasz ukochany,
    Ochroń Naród swój sterany
    Ciężką pracą. Niech opływa
    Mlekiem kraj nasz i nabywa
                                Wszekie dobra.

    Niechaj w siłę kraj nasz rośnie,
    Już! Natychmiast! Na przedwiośnie!
    Krzyż w swe dłonie weź, wznieś modły:
    „Niechaj szczeźnie Tusku podły”
                                Z Komoruskim.

    Płace szybko nam podniesiesz
    I emerytury przecież.
    Raz, dwa, drogi wybudujesz
    I kolej wyregulujesz
                                Punktualnie.

    Gaz nam darmo dadzą karnie,
    Bo Putina strach ogarnie,
    Gdy w swe Jastrzębie wsiądziemy,
    Ruskim szczątki odbierzemy
                                Tupolewa.

    Niemca na kolana rzucisz.
    Nie chcą płacić? To ich zmusisz!
    Wszak przegrali wojnę z nami –
    Nie wypłacą się latami
                                Hitlerowcy.

    Mlekiem, miodem spływać będzie
    Kraj nasz, gdy wódz na urzędzie
    Premiera zasiądzie wreszcie.
    Nie w nos będzie całej reszcie
                                W czwartej erpe.

    Zadziwimy ziemię całą.
    Okryjemy kraj nasz chwałą.
    Będą karki giąć przed Nami
    Niemcy, Ruscy z Chińczykami
                                I Bruksela
         
          *     *     *
    Obudził się potem zlany
    Nasz Mąż Stanu ukochany
    Mokry cały, wystraszony:
    „Jezu! Jakie farmazony
                                Mi się śniły!”.

andy lighter

Gdybym był Niemcem

Gdybym był Niemcem, albo jeszcze lepiej, wieloma Niemcami i zobaczył Unię Europejską i jej przedstawicieli krzyczących: „To nie my zrobiliśmy ten kryzys! Nie będziemy płacić za cudze błędy! Niech posprzątają ci, którzy nabałaganili!”, żądał bym od swojej kanclerz opuszczenia Unii Europejskiej, albo przynajmniej głośnego wygłoszenia takiej możliwości.

To jest oczywiste, że nikt nie chce płacić za cudze błędy. To jest oczywiste, że żaden europejski kraj nie wywołał kryzysu. Choć również oczywiste jest, że to kraje europejskie wywołały kryzys strefy Euro. Zresztą dziś te kraje, obywatele tych krajów najgłośniej krzyczą: Grecy, Włosi, Hiszpanie, itd. Ci obywatele z podniesioną głową krzyczą, że to nie jest ich kryzys. A jest zupełnie inaczej.

Komunistyczna Grecja, bo tak ten kraj trzeba nazwać, choć ma jakaś tam niby gospodarkę rynkową, nie zadłużyła się dlatego, że premier tego kraju i paru ministrów nakradli do własnych kieszeni kupę unijnych pieniędzy. Oni zadłużyli ten kraj, ponieważ obywatele tego kraju wysuwali ciągle socjalne żądania. Coraz śmielsze, coraz „wygodniejsze”, coraz dalej idące. I rządy Grecji ukrywały przed Unią swoją realną księgowość, z coraz większym debetem na koncie, w obawie przed utratą władzy. Mało tego, aby ją utrzymać, spełniały wciąż nowe, ochoczo wysuwane przez komunistów greckich (związkowców i rozochoconych spełnianiem roszczeń) żądania. Dziś, nawet wykształceni, bywali w świecie Grecy, nie widzą nic złego w swojej postawie i dziwią się, ze Unia Europejska ma do nich jakieś pretensje i ich coraz bardziej nie lubi.

W Hiszpanii było podobnie. We Włoszech Bunga Silvio bardzo lubił władzę i sprawa pieniędzy, księgowości, kompletnie go nie interesowała. Ale Włosi go wybierali, bo lubią facetów, co to lecą na baby.

I dziś wychodzi na to, ze za Grecki komunizm, Hiszpański socjalizm i Włoskie k***stwo, mają zapłacić głównie Niemcy. Sceptycy twierdzą, że Niemcy najwięcej na tych krajach zarobiły. Ale zarobiły głównie niemieckie banki. A skoro niemiecki przemysł się dzięki tym krajom rozwijał, to chyba nic złego. Sprzedawcy w sklepie nie powinno obchodzić skąd jego klient ma pieniądze na piwo, albo mleko. Poza tym Niemcy zarobiły, bo w przeciwieństwie do innych, mieli, „co sprzedawać”.

Gdyby Niemcy wyszły dziś z Unii, stosunkowo łatwo uporałaby się z kryzysem. Ma najsilniejszą w Europie i jedną z najsilniejszych na świecie gospodarkę. Niemcy dzisiaj mają ciężko, ponieważ „niosą na plecach” całą Unię. Po co?

Niemcom bardzo zależy na wielkiej Unii. I bynajmniej nie dlatego, żeby na niej obić interesy, bo póki co, Niemcy od zawsze są największym płatnikiem tej struktury. Zależy im ze względów i gospodarczych i… wizerunkowych. Niemcy zdają sobie sprawę ze swojej historii. Unia jest dla nich gwarantem… wiarygodności. Gwarantem tego, że nie będzie można już kojarzyć ich z zapędami panowania nad światem, że wielkość we wspólnocie, to nie to samo, co samodzielna wielkość, jeśli Niemców, to kojarzona z samodzielną wielkością Hitlera, a właściwie pragnieniem samodzielnej wielkości tego faceta. Dziś samodzielnie wielkie są Chiny i już to się światu czkawką odbija.

Dlatego Niemcy dziś zaciskają zęby i dźwigają Europę na plecach. Sami nie dadzą rady całej Europy udźwignąć, chyba że wpadły by w błoto, trzymając na ramionach Europę i dbając, aby ta się nie umoczyła za bardzo. W imię czego? A ci „na górze” jeszcze będą krzyczeć: „Wyżej, wyżej! Bo coraz bardziej mnie błoto oblepia!”. Tak rolę Niemiec postrzegają Grecy i nasz pan prezes: Mają siedzieć cicho i płacić. Zakazuje się Niemcom być bogatym krajem! W końcu oni głoszą hasło „Solidarna Europa”, czyli Niemcy płacą, Francja też i inni, a my bierzemy. Skur***yny, jeszcze za mało naszym rolnikom bydlaki płacą.

Więc, gdyby Niemcy wyszły… Ciekawy jestem, jak zareagowaliby Grecy, Hiszpanie i… pan prezes. Można sobie wyobrazić, co by było potem.

Unia Europejska traci rację bytu – rozpada się. Niemcy stosunkowo łatwo wygrzebują się na powierzchnię. Ich potężna gospodarka, rynek rosyjski, który z wielką ochotą otworzyłby się na Niemcy jeszcze szerzej, rynki wschodnie, Niemcom by to wystarczyło. Zjednoczone Królestwo, które nota bene tonie w długach, a Cameron bronił nie tyle swojego kraju ile londyńskiego City, drogiego po Wall Street kryzysotwórcy. Bronił więc niczego innego, tylko finansowych rekinów z londyńskiego City. Może za taki lobbing coś mu kapnie, jakiś kredyt się umorzy, czy jakaś agencja ratingowa „czegoś nie zauważy”. Zjednoczone Królestwo wypełznie z pomocą USA. Włosi i Francuzi też się jakoś wyliżą dzięki mocnym gospodarkom i powiązaniom z bliskim wschodem i północną Afryką.

A reszta?

Grecja utonie kompletnie i albo staną się niewolnikami w swoim własnym kraju, bez kompletnie żadnej swojej własności, albo przeżyją nasz początek transformacji, co w ich wizji bycia obywatelem dostawiającym będzie niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe. Nowe kraje Unii, w tym Polska, dalej będą klepać biedę, jak przed wstąpieniem do Unii, a właściwie przed akcesją, pozostając na peryferiach Europy. Tym bardziej, że Schengen zostanie zerwane, dla ochrony własnych Niemieckich, Francuskich, Włoskich i innych silniejszych rynków pracy.

Staną inwestycje, spadnie wartość złotówki na łeb naszyję. I tak sobie będziemy klepać, naszą biedę.

Niech no tylko Niemcy machną na to wszystko ręką. Niech no tylko rozleci się ta „przeklęta” Unia. A, jak mówi Donald Tusk, będziemy płakać!

Tak tak, panie prezesie, będziemy płakać, a pan będzie zlinczowany jako pierwszy. Przez własnych wyznawców również.

andy lighter

Published in: on Grudzień 15, 2011 at 2:39 pm  Komentarze (20)  
Tags: , , , , ,

Zbawiciela marzenie o potędze

Marsz niepodległości, o dziwo przebiegał spokojnie. Jak zwykle więc „Jarosław Polskę zbaw”, haniebne transparenty, itp. Można by przejść nad tym do porządku, gdyby nie jeden, śmieszny w sumie moment. A właściwie i śmieszny i smutny zarazem.

Marsz Niepodległości, fot. P. Kula/PAP

Oto Jarosław Zbawiciel wygłosił przemówienie. I to przemówienie właśnie, było i śmieszne i kosmicznie głupie, ale jego odbiór był smutny.

„Trzeba być głupim, żeby wierzyć, że ci więksi, ci silniejsi, będą dbać o nasze interesy. Oni będą dbać wyłącznie o własne interesy” (cyt. z pamięci).

Ze słów Zbawiciela wynika więc, że dwadzieścia pięć, może dwadzieścia trzy kraje Europy są nieustannie ogrywane przez Niemcy i Francję. Ciekawy jestem, co na to powiedziałyby takie kraje jak Luxemburg, Holandia, Finlandia, czy Estonia. Te kraje mają zaledwie po parę głosów i dają sobie radę, nie czując się ogrywanymi. Znakomitym przykładem jest tu Estonia, która nie oglądając się na innych, zacisnęła zęby i bardzo skutecznie, konsekwentnie, podnosi się z potężnego dołu, w jakim się znalazła. I jakoś nie narzeka na ogrywanie, chociaż musi ratować „bogatszą” Grecję. Spokojnie, Grecja „zbiednieje”, bo nie ma innego wyboru, albo z Unią, albo, tym gorzej dla Grecji, bez Unii.

A teraz o kosmosie.

Przyzwyczailiśmy się już do bredni wygadywanych przez tego sponiewieranego przez swoje własne, chore ambicje, człowieka. Jednak te sponiewieranie powoduje zdecydowanie zaostrzenie się objawów głupoty.

„Mogliśmy, powinniśmy być tak silni jak Chiny, powinniśmy być najsilniejsi, najbogatsi w Europie” – czy jakoś tak to leciało. Jezuuuu!

No, ale już mniejsza o prezesa, po nim, jak wspomniałem, mogliśmy i będziemy mogli coraz częściej, się takich bredni spodziewać. Smutne jest jednak to, że z nieskrywanym zachwytem odbierają to wyznawcy Jarosława Zbawiciela. Oni najzwyczajniej w świecie, szczerze w te brednie wierzą. I to jest przerażające. Głupota w tym kraju, za sprawa wiary w jednego człowieka, jest tak mocno zakorzeniona, że aż przeraża.

Gdyby ci ludzie wiedzieli jak buduje się bogactwo Chin, włos zjeżyłby im się na głowie. Ale nie wiedzą, choć jest to wiedza powszechna, powszechnie dostępna. Już widzę związkowca Guzikiewicza, pracującego w chińskiej fabryce komputerów, za kilka dolarów dziennie, kilka tysięcy kilometrów od domu, mieszkającego w kilkunastu, w małym pokoiku „hotelu” robotniczego. Na pewno założyłby „Solidarność” i wyprowadził lud chiński na ulice, zapewniając mu greckie przywileje i zarobki i krajowe, chińskie bogactwo jednocześnie.

Żal mi tych ludzi, ale jednocześnie wzdrygam się na myśl o ich kompletnej głupocie, zapatrzeniu, zamknięciu w pisowskim kanale – wizji chorego człowieka.

andy lighter

Nie ucz mnie synku stanu wojennego

Przyznam się, że nieźle się wkurzyłem, kiedy rano, w telewizorni usłyszałem „Kazanie na Wiejskiej” wygłoszone przez Mariusza Błaszczaka. Poseł Błaszczak oto „uczy nas” – Polaków, czym był stan wojenny. Oczywiście uczy nas cytując „list św. Jarosława do Polaków”, bo będąc szóstoklasistą (chyba), nie wiedział naonczas, co to jest, w przeciwieństwie do jego Mistrza – Jarosława, najbardziej znanego i zasłużonego, opozycjonisty w tym kraju.

I tak oto, wszechwiedzący, bo sam przeżył, to wie Jarosław Opozycjonista Kaczyński, wie, że stan wojenny był wojną polsko-polską i że trzeba tę wojnę polsko-polską upamiętnić demonstracją antyeuropejską, prawdziwie polską, wspierając się hasłami „Tu jest Polska”, czyli „”Niech się święci wojna polsko-polska, póki my żyjemy”.

Prezes Kaczyński, wiedząc, jako wytrawny polityk powinien do tego zadania wyznaczyć jakiegoś bardziej wiekowego sympayka, lub działacza partii. Wojciech Jasiński, np., albo Janusz Wojciechowski. A jak się będą migać to jakiegoś sympatyka partii, choćby Kryże Andrzeja np. Oni pamiętają tamten czas, nie to, co Błaszczak.

PiS oczywiście obiema rękami popiera wniosek POKiN (Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych) w Krakowie, o podjęcie w sejmie uchwały o bohaterstwie pułkownika Kuklińskiego: „Pułkownik Ryszard Kukliński dobrze zasłużył się Rzeczypospolitej Polskiej”. Czy on się tak dobrze zasłużył, to ja nie wiem, a raczej… jakoś tak wątpię odrobinkę. I nie sposób nie posłużyć się tutaj prof. Aleksandrem Smolarem i jego zdaniem w tej sprawie. A prof. Stwierdza, że Kukliński i owszem, przekazał Amerykanom wiedzę, o planach wprowadzenia stanu wojennego, ale Amerykanie nic z tą wiedzą (na całe szczęście) nie zrobili. Nieporównanie większy pożytek byłby dla Polski, gdyby ową wiedzę Kuklińską przekazał np. Kościołowi Katolickiemu, albo intelektualistom związanym z Solidarnością, czego jednak nie zrobił.

Kukliński naraził Polaków na polski Irak czy Afganistan, nie mógł bowiem wiedzieć, że Amerykanie nie będą interweniować. Wiedział też, że w razie sowieckiej wojny z Zachodem, polem walki będzie Polska, mimo to, służył dalej „potencjalnym agresorom”. Dowodów, że mogło tak być mamy aż nadto, choćby to, co amerykańskie i NATO-wskie samoloty zrobiły z Serbią (’99). Amerykanie lubili robić wojny „daleko od domu”. Dlaczego z nami miałoby być inaczej?

I choćby dlatego Kukliński bohaterem nie jest i nie będzie dla wielu Polaków (w tym dla mnie).

30. rocznica wprowadzenia przez komunistyczny reżim PRL stanu wojennego jest dobrą okazją do wyrażenia hołdu człowiekowi, który z narażeniem życia własnego i swojej rodziny odważnie stanął w obronie narodowych imponderabiliów, od początku lat 70. ubiegłego wieku owocnie działając – w tajnej współpracy z Amerykanami – na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i uratowania światowego pokoju, zagrożonego przez ofensywne plany militarne Związku Sowieckiego. (…)”, uzasadnia (m.in.) swój wniosek POKiN.

„W skład POKiN wchodzą 22 organizacje kombatanckie i niepodległościowe z kraju i zagranicy, w tym m.in. Światowy Związek Żołnierzy AK – okręg małopolska, Stowarzyszenie “Szare Szeregi” Armii Krajowej, Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość “WiN”, Instytut Katyński w Polsce i Małopolski Okręg Związku Piłsudczyków” – jak informuje PAP.

No tak, oni by oczywiście chwycili za broń, szczególnie ci, co pamiętają 1945.  (z dzieciństwa rzecz jasna).To nie sarkazm, tylko niezgoda na wycieranie sobie… „pobożnymi życzeniami”, bo oni by tylko… kibicowali, jakby przyszło co, do czego. Z przyczyn oczywistych – podeszłego wieku. Wykrwawialiby się inni.

Nie ucz mnie synku Błaszczak stanu wojennego. Nie uczcie mnie „kombatanci wojny i stalinizmu”, Polski Ludowej, bohaterstwa i zdrady. Sam się nauczyłem i waszych wątpliwych szkoleń mi nie trzeba.

Kompleksowa utylizacja

Sporo się ostatnio pisze i w ogóle dzieje, w związku z zadymami na prawicy, na lewicy, w Europie i w obliczu nadchodzącej rocznicy 13. grudnia.

Czytam tu i ówdzie, jak to było za tej koszmarnej komuny. I sobie przypominam. Czas… komuny i nowy czas – czas „demokracji”. O czasie komuny za chwilę, ale najpierw o czasie demokracji. A czas demokracji to „prawie” piana z ust wychodzącego ze skóry Romaszewskiego w studio telewizyjnym (ten człowiek jest ewidentnie chory – znam takie objawy), to Gwiazda, który pomstuje na okrągły stół, bo komunistów trzeba było, jak na Węgrzech, kiedyś… wcześniej, to inni, co jeden to lepszy. Np. Jarosław Kaczyński.

Człowiek, który stan wojenny „rozpoznał” późnym popołudniem, bo w niedzielę 13. spał do południa. Rany! Albo zachlał jak świnia, albo nic kompletnie go nie ruszało wokół, bo 90 % społeczeństwa, rano, a najdalej koło południa, wiedziało już co się dzieje. A w domu Kaczyńskich (mamy, taty i Jarosława) nikt nic nie wiedział – unikatowy ewenement – unikat na dzień 13 grudnia ‘81!!! Za tę nieświadomość, rodzina powinna dostać medal, bo to naprawdę było unikalne, no może gdzieś na wiosce zabitej dechami, ktoś do południa nie wiedział, poza tym, w kraju wrzało – płacz, strach, sąsiedzi, znajomi, nieznajomi nagabywani – roznosiło się lotem błyskawicy. Ja sam, po szóstej, usłyszawszy wystąpienie generała, wracając do domu (jakieś trzysta metrów), powiedziałem o tym chyba z trzydziestu osobom, a oni… kolejnym (widziałem).Ale co tam, Solidarność nosi go na rękach (dzisiaj), a on – absolutna ikona „Polskiego Opozycjonizmu”, organizował będzie demonstrację rocznicową 13 grudnia. Boże! Ten człowiek jest ostatnią osobą, która ma do tego prawo! On był kompletnym unikalnym marginesem, który do popołudnia nie wiedział, co się stało.

Ale czy można się dziwić, ze nie wiedział? Suwerenny człowiek z tego prezesa jest. Właśnie toczy bój o suwerenność, „stawiając” Sikorskiego Radka przed Trybunał Stanu. Bo suwerenny, trzeba przyznać, to on był. W piaskownicy na podwórku się nie bawił będąc dzieckiem, bo go gonili stamtąd – takie kondominium tam było (koledzy się jakoś dogadywali między sobą i wszyscy mogli babki robić) i on się do kondominium nie mieszał, miał nianię – suwerenną, czyli po ichniemu, taka służąca znaczy się trochę. Potem poszedł do roboty „na plecach”, czyli po znajomości (tak wyczytałem z jego własnych wspomnień – więc to nie ściema), na uczelni gdzieś, czy w bibliotece (szczerze pisząc nie pamiętam szczegółów, ale pamiętam, że z jego jakich wywiadów, czy jego zapisków to wyczytałem). A potem był Wałęsa, którego teraz tępi, jak wściekłe zwierze. Zapomniał biedak, że gdyby nie Wałęsa, nie było by dziś Jarosława, ani prezydenta Lecha, ani PiS-u, ale co tam, poszedł na suwerenność wtedy, której to suwerenności do dzisiaj jest wierny. A że mieszkanie na Żoliborzu za komuny, służenie Panu Wałęsie, to tylko takie szczególiki – wypadki przy pracy.

A ja tam od dziecka wybierałem częściową utratę suwerenności. I nigdy nie traciłem. Jak byłem mały, albo średni, to aby być zaakceptowany, godziłem się na pewne „warunki”. Ale bez problemu dostrzegałem, ze warunki są obustronne: nie mogłem kolegi posypać wiaderkiem piasku, bo by mnie zlał, ale było absolutnie oczywiste, że też nie będę obsypany. Jak byłem młody, ale już „stary”, pijąc ja bola w bramie też godziłem się na utraty suwerenności. Solidarnie dokładałem się do ściepy i choć wiedziałem, ze nie mogę wychylić całego ja bola, nie zostanę pominięty, a i kolejny się znajdzie i ja też tam będę. A potem była praca. I Solidarnoość  tworzenie „nowego”. I wtedy nie tylko godziłem się na utratę częściową suwerenności, ale wręcz oddawałem się całym sobą innym. Dla sprawy. Dla idei. Dla lepszego jutra.

Tak więc wywala się dzisiaj komunę w całości do śmietnika. Utylizuje się kompleksowo – całość. I robią to albo osoby zdecydowanie zwichrowane emocjonalnie (Macierewicz, Romaszewski…), albo nic wtedy nie znaczące – popychadła, zapchajdziury wykonujące jakieś… (wcale nie znaczące, jakby chciał pan Jarosław) roboty dla związku czy ruchu, jak Kaczyński Jarosław właśnie, albo młodzi, którzy „komuny” od tego Kaczyńskiego się uczą, i znają ją wyłącznie z jego i Rydzka (np.) kłamliwych opowiadań.

 

A ja ze łzami w oczach wspominam tamten czas. Nie było słodko, jak młodemu Niemcowi np., albo Francuzowi. Ale taki Niemiec, czy Francuz, mój rówieśnik, nie ma bladego pojęcie co to jest szczęście. Bo co on w życiu widział? Czy on ma pojęcie np., co to jest guma Donald z obrazkiem, kupiona na „czarnym rynku”? Czy on ma pojęcie, jak ona wtedy smakuje? Ile szczęścia doświadcza jej posiadacz? Czy taki Niemiec ma pojęcie, co to jest kupić sobie w każdą niedzielę(!!!) ’76 do ‘78, dużego loda Carpigiani za siedem dwadzieścia (zjadłem miliony takich lodów, ale takich jak wtedy, nie jadłem nigdy później, bo tylko tamte były prawdziwe – na włoskich maszynach, na „prawdziwej” śmietanie z „prawdziwym” kakao – Jezu, na samo wspomnienie ślina mi cieknie i dreszcze przechodzą)? Czy taki Francus wie, co to jest kupić sobie na niedzielę paczkę „Guluazów” z filtrem, po dwie dychy (kupa forsy – Sporty kosztowały 3,50)? Nie wiedzą! Anii ten Niemiec, i Francuz, ani inny Anglik. A szkoda. Biedni są Ci Francuzi i inni Niemcy, bo my, nieszczęśliwi w sumie ludzie (jakby nie patrzeć), doznawaliśmy szczęścia. Lodem, Guluazem, Donaldem, płytą długogrającą…

Jak można być szczęśliwym pławiąc się w mannie z nieba? Nie można. Kiedy ona spada, gdy człowiek ma już dość i „dalej nie może”, to jest szczęście!

Byłem wtedy bardzo nieszczęśliwy. Ale jednocześnie był to najszczęśliwszy, najpiękniejszy, zdecydowanie cudowny czas mojego życia. Bo cud nie trwał, nie spowszechniał, ale pojawiał się, jak… najcudowniejsza kochanka w nocy, jak ulga po wyrwaniu bolącego tydzień zęba. I znikał. I znów się pojawiał. I przynosił… najcudowniejsze na świecie chwile… szczęścia.

Nie żałuję ani sekundy z tamtych dni.  I niech mnie ten cały Kaczyński, ze swoją demonstracją, a nawet z Ziobrem razem, pocałują…

andy lighter

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.