Współwina i milczenie

Napiszę to „głośno”, bo chociaż wiele razy o tym krzyczałem, nikt nie słyszał:

Współwinnymi katastrofy smoleńskiej, oprócz bylejakości, „jakoś to będzie”, praktykowanej przez dwadzieścia kolejnych lat przez wszystkie rządy, jest Lech Kaczyński, jego otoczenie (kancelaria) i niektórzy pasażerowie Tupolewa.

Słuchanie bełkotu Kaczyńskiego woła już naprawdę o pomstę do nieba. Beatyfikacja Lecha Kaczyńskiego, bez swojego brata bezradnego niczym niemowlę  w inkubatorze, również.

Wołam już kolejny raz i wzywam ludzi władzy: wyrzućcie wreszcie z siebie oczywiste zdania, zdania, których boicie się wypowiedzieć, jakby były zaszczepieniem zarazy w wasze organizmy.

Lech Kaczyński nie miał prawa wziąć na pokład takiego składu pasażerów. Jeśli był na tyle głupi (bo przecież był na tyle głupi), że tak chciał, jego otoczenie – kancelaria, BOR, powinni albo wybić mu to z głowy, albo zwyczajnie powiedzieć „Nie!”.

Jeśli generał, zobaczył w jednym samolocie sześciu innych generałów, powinien powiedzieć (zresztą każdy z nich): „Stop! Coś tu nie gra! Nie możemy wszyscy razem!”.

Jeśli załoga widzi mleko, zamiast lotniska, powinna zawrócić, lecieć gdzie indziej…, ale absolutnie nie lądować.

Jeśli prokuratura ma do wyboru odczyty z kokpitu, wykonane przez laboratorium kryminalistyczne i wojskowy instytut z Krakowa, nie może ot tak sobie powiedzieć: „Wybieramy to drugie, bo tak nam się podoba. A pierwszy wynik dla nas nie istnieje”. Nie może być tak, że jeśli dwóch biegłych psychiatrów w sądzie przedstawia w sprawie odmienne (różniące się) opinie, sąd bierze jedną z nich, bo tak chce.

I taki kształt i taką objętość powinny mieć raporty wszelkich komisji, milerowskich, MAK-owskich i każdych innych macierewiczowskich.

Wszyscy, nawet rozsądni krytycy i specjaliści boją się wypowiedzieć te oczywiste prawdy, jakby to było jakieś rozpuszczenie broni biologicznej.

Bo nie było procedur, bo to, bo tamto. Nie słyszałem o procedurach, mówiących o tym, że jeśli przez szosę jedzie sznur rozpędzonych samochodów, chcący przejść na drugą stronę powinien zaczekać. To jest oczywiste, że zaczeka, bo tak nakazuje logika i żadne procedury nie są do tego potrzebne.

______

Wczoraj zmarł mój ojciec. Jakim był człowiekiem, takim był, ale nawet on nie zasłużył na cierpienie, upokorzenie, umywanie rąk i haniebne, nieludzkie traktowanie, jakim uraczyła go w ciągu ostatniego miesiąca polska służba zdrowia. Choćbym miał poświęcić na to resztę swoich dni, nie dam spokoju tym ścierwojadom, durniom, hipokrytom i bezdusznym „wykształconym” ludziom (czyt. lekarzom – koń by się uśmiał, część z nich to kompletne prymitywy), którzy dla każdej zarobionej (a raczej nie wydanej na pacjenta) złotówki, są w stanie pokazać swoje najgorsze, pierwotne zbydlęcenie, butę i nieczułość.

andy lighter

Absolutna prawda

Wszyscy już, ja również, rzygają tematem „Katastrofa Smoleńska”. Miałem nadzieję, że nie poruszę już tego tematu, przynajmniej do czasu kolejnych rewelacji prokuratury. Proszę Was jednak, mimo wszystko o spróbowanie przeczytania tego tekstu, mimo przesytu tematem. Chcę bowiem spróbować, jeszcze raz zwrócić uwagę na to, nad czym wszyscy, gremialnie przechodzą do porządku dziennego. Sprowokowała mnie do tego dalsza “obróbka tematu przez media (np. “Siódmy dzień tygodnia” w Radio Zet).

Prokuratura stwierdziła, że jedynym miarodajnym dowodem dla prokuratury, w kwestii odczytów rozmów w kabinie pilotów jest ekspertyza krakowskiego Instytutu Sehna.

I wszyscy politycy, jak jeden mąż próbują przejść nad tym do porządku dziennego, a jedyne co stwierdzają to niepodważenie owej ekspertyzy, a brak sprzeczności między ekspertyzą Instytutu Sehna, a policyjnego laboratorium policyjnego. To mnie zadziwia.

W normalnej sprawie sądowej, adwokat ma niezbywalne prawo zakwestionowania dowodu przedstawionego przez prokuraturę. Chociażby przez przeciwstawienie temu dowodowi innego dowodu. W przypadku „Smoleńska”, adwokata nie ma(!!!) Nikt nie ma odwagi „podważyć” ekspertyzy krakowskiej. Oczywistym jest więc, że to woda na młyn śledczego Macierewicza. Jestem ogromnie ciekawy, jakim prawem (pewnie takie prawo ma, choć tego nie pojmuję) prokuratura „z urzędu” odrzuca ekspertyzę policyjną. W ekspertyzie komisji Millera „uczestniczyli” ludzie, którzy doskonale znali gen. Błasika, zwierzchnika sił zbrojnych i znali jego głos jak zna się głos kolegi z pracy, kierownika, przełożonego. Eksperci z „Sehna” mieli do pomocy parę nagrań z głosami potencjalnych „mówiących”. Czyja więc ocena jest bardziej… wiarygodna? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.

Zwolennicy ekspertyzy Instytutu Sehna, czyli wszyscy politycy (przynajmniej oficjalnie) i dziennikarze, podpierają się argumentem dłuższego czasu, jakim dysponował Instytut Sehna. Dla mnie jednak ten argument jest wręcz kontrargumentem. Na zasadzie: „Im dłużej kombinujesz, tym pewniej przekombinujesz”. Kolejnym argumentem na „lepszość” ekspertyzy krakowskiej jest fakt, że nikt nie chce przyznać się do rozpoznania głosu generała. Nikt jednak nie chce zauważyć, że członkowie komisji nie są „samobójcami” i nie chcą się wychylać. Najpewniej przecież nic by to nie zmieniło w kwestii jedynego słusznego dowodu prokuratury, a ów nieszczęśnik nie miałby życia, nagabywany, pytany i męczony przez media i kaczyńskich (jak się okazuje nie tylko kaczyńskich, ale wszystkich) polityków.

Prokuratura, która bierze jeden dowód i odrzuca inny „bo ich jest prawdziwszy”, nie może budzić mojego zaufania. Tym bardziej, że rozbieżności między dwoma polskimi ekspertyzami są znaczące. Na korzyść ekspertyzy komisji Millera, która jest „bogatsza”, pełniejsza, a Instytut Sehna nie tylko nie odczytał tego, co odczytali policjanci, ale w tych miejscach, w których policjanci „coś” usłyszeli, krakowianie nie usłyszeli żadnych dźwięków, nawet niezidentyfikowanych. Czyżby policjantom te słowa “dźwięki” się śniły?

Zgadzam się po części z Markiem Siwcem, który w Radio Zet, u Moniki Olejnik powiedział, że „(…) Prokratura sieje zamęt, Anie zaprowadza porządek”. Dlaczego tylko w części się z nim zgadzam? Dlatego, że podobnie jak wszyscy inni, nie ma odwagi zakwestionować ekspertyzy prokuratorskie.

Prokuratura prowadzi śledztwo pod Kaczyńskiego i pod rodziny smoleńskie. To jest dla mnie jasne, więc Jane jest też, że obiektywna prawda, nie ujrzy światła dziennego. Już mi się nawet nie chce o trzynastu ciałach w sektorze pierwszym, w tym Błasika (czyli w okolicach kokpitu), bo to też wina Tuska i Putina, że o Komoruskim nie wspomnę.   

andy lighter

Trzecie czytanie

… stenogramów oczywiście, czyli “Nic nie widać”.

Przebrnęliśmy więc, przez stenogramy z kabiny pilotów prezydenckiej tutki, która rozbiła się pod Smoleńskiem, po raz trzeci (były w sumie cztery stenogramy, ale czytania zdaje się trzy i na tym poprzestańmy, póki co). Pierwszy raz czytaliśmy je z MAK-iem, drugi raz z komisją Millera, a teraz z prokuraturą wojskową.

I wszystkie trzy czytania, różnią się od siebie. Nie byłoby w tym nic aż takiego niezwykłego, gdyby nie jeden mały szczegół: oto, właśnie to „trzecie czytanie”, sporządzone przez Instytut Ekspertyz Sądowych Sehna w Krakowie, i tylko ono, będzie miało dla prokuratury wartość dowodową. Tymczasem te stenogramy, od dwóch poprzednich znacząco się różnią. Ponieważ znacząco się różnią… mam do tego akurat trzeciego czytania… najmniejsze zaufanie.

Dlaczego? Powody są, co najmniej dwa, a może i nawet trzy.

Po pierwsze.

W stenogramach Instytutu Sehna, w cudowny sposób wyparowało całe zdanie: „Nic nie widać” (nasunęła mi się analogia w pojawieniu się w trzecim czytaniu „… lub czasopisma” – a więc to nie pierwszy w Polsce przypadek pojawiania się i znikania zdań). I nie tylko, że to zdanie wyparowało, to jeszcze nie ma w tym miejscu żadnego „niezidentyfikowanego odgłosu”, których to odgłosów pełno jest w tym czytaniu. Nic, tylko „Pull up” i ani oddechu. To oznacza ni mniej ni więcej, tylko tyle, że specjalistom z laboratorium policyjnego, o ile dobrze pamiętam, które przeprowadzało ekspertyzy dla komisji Millera, to zdanie się po prostu przyśniło. Gdyby się nie przyśniło, tylko błędnie to zdanie odczytali, byłoby tam, co innego. Jakieś niezrozumiałe słowo/słowa, jaki8ś „niezidentyfikowany dźwięk”, cokolwiek. A tu nic – oprócz „Pul lup” cisza, jak makiem zasiał. To mi nie gra!!!!!!!!!!! Nie wierzę, żeby ktoś wsadził sobie z powietrza w nagranie, jakieś nieistniejące zdanie, lub nieistniejące odgłosy.

Dziennikarze porównali stenogramy Komisji Millera i prokuratury. Jedno zdanie wyparowało.

I chociażby z powodu tak zasadniczych rozbieżności, prokuratura, moim zdaniem, nie może powiedzieć: „Ten dowód bierzemy, tamten wyrzucamy do kosza” (a tak, w uproszczeniu, to zostało powiedziane). Musi być skonfrontowanie tych dwóch odczytów i wyjaśnienie różnicy – braku jednego zdania, np. kolejna ekspertyza. W przeciwnym wypadku, wiele miesięcy pracy krakowskiego instytutu, można z czystym sumieniem uznać za gigantyczną fuszerę.

Po drugie.

Instytut Sehna, odczytywanie wysokości przypisał drugiemu pilotowi. Nie chce mi się wierzyć, aby laboratorium policyjne nie rozpoznało głowu drugiego pilota, który przez całe ponad pół godziny nagrania gada jak najęty. Można się było aż nadto nasłuchać głosu drugiego pilota i nie do wiary jest, moim zdaniem, aby dwa słowa (wysokości), specjaliści przypisali innej osobie niż drugi pilot, nawet jeśli mówiłby je „zmienionym głosem”, ponieważ paleta barw głosu drugiego pilota w całym nagraniu jest zapewne bardzo obszerna. Oczywiście nie musi to znaczyć, że głos ten należał d gen. Błasika, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że należał do „drugiego”.

Po trzecie.

Przypominam sobie krzyk o kasę Instytutu Sehna w trakcie prac nad taśmami. Nastapił swojego rodzaju szantaż: musimy dostać pieniądze, bo inaczej prace nad taśmami staną. I bynajmniej, z tego co pamiętam, nie była to kasa na lepsz, czulszy, nowszy sprzęt, tylko na funkcjonowanie Instytutu. Ciekawe, czy, gdyby nie taśmy Tupolewa, Instytutowi groził paraliż egzystencjalny. Bo z tego co wiem (a wiem), krople do uszu milionów nie kosztują. Ale może się mylę, może rzeczywiście kupiono nowy sprzęt – nic o tym nie „słyszałem”. Ten fakt już wtedy podważył moje zaufanie do krakowskiej placówki. Przy okazji swoich „pięciu minut”, postanowili załatwić własny interes. Jest to w moim odczuciu postępowanie wielce nieetyczne, dlaczego miałbym wierzyć w rzetelną robotę?

Po czwarte.

Zostawiam już Instytut i wracam do prokuratury.  Prokuratura, podobnie zresztą jak komisja Millera, moim zdaniem robi wszystko, aby „wilk był syty i owca cała”. Dotyczy to rzecz jasna strony polskiej i chodzi o to, aby nie wskazać winnych ani po stronie rządowej, ani przede wszystkim, po stronie kancelarii prezydenta, nie wspominając już o obecnych na pokładzie.

Komisja Millera jednak delikatnie, ale wskazywała na błędy pilotów, możliwy (ale tylko możliwy – prawdopodobny) nacisk gen. Błasika na załogę, itp. Prokuratura „jedzie po całości”, nie zostawia złudzeń, że prezydent i „cały samolot” byli święci.

Na marginesie: zadziwiają mnie domysły śledczego Macierewicza. Gdyby 10. Kwietnie 2010. Pobiegł, poszedł, lub pojechał taksówką na lotnisko Smoleńsk Siewiernyj, razem z uprawnionym Jackiem Sasinem, wiceszefem kancelarii Lecha Kaczyńskiego, miałby wszystko jak na dłoni. Obydwaj nigdy, tak naprawdę nie wytłumaczyli się ze swojej bezczynności.

Po piąte.

Redaktor Gmyz dotarł do informacji z prokuratury kilka dni wcześniej, przed opublikowaniem stenogramów Instytutu Sehna. Wiadomo, że przecieki to specjalność naszych prokuratur, zarówno wojskowej, jak i cywilnej. I pies z kulawą nogą nie pochylił się, póki co, nad tym przeciekiem. I…, jak znam życie, nie pochyli się. I to znów jest powód mojego zaufania do prokuratury w tej sprawie. Nie wiem, czy nie mijam się z prawdą, ale nie przypominam siobie aby tak zasadnicze informacje wyciekały z komisji Millera.

Nie podobają mi się „wszystkie trzy czytania”. Jednak największy brak zaufania mam wobec tego ostatniego niestety. Tego, które ma być materiałem dowodowym!

 

_____

Ostatnia sprawa dotyczy mojej oceny wczorajszej części konferencji prokuratorów, zadawania pytań przez dziennikarzy. Zadawali się (chyba) wyłącznie dziennikarze „polscy” (prawdziwie rzecz jasna, a nie polskojęzyczni) i polskojęzyczni, choć coraz bardziej prawdziwie polscy z TVN24. Wielokrotnie ci pierwsi, zadając pytania robili wstawki typu: „skoro wiadomo, że gen. Błasika w kokpicie nie było…”, „skoro w raporcie Anodiny znajdują się oczywiste kłamstwa w sprawie Błasika…”, itp., żaden z prokuratorów nie zająknął się słowem, nie zareagował na oczywiste dziennikarskie nadużycia. A szanujący prokurator, wg mnie, powinien zareagować natychmiast.  Dopiero w ostatnim pytaniu któryś z TVN24 zapytał, czy na pewno Błasika nie było w kokpicie. Dopiero wtedy, niemal w ostatnim słowie, prokurator Ireneusz Szeląg, niejako przyciśnięty do ściany, stwierdził, że „nie ma dowodu, że generał był w kokpicie, ale też nie ma dowodu, że go tam nie było”. Z raportu Millera wynika, ze bardzo prawdopodobne jest, ze tam był, ale o to mniejsza. Nie można na tej podstawie twierdzić, ze był, ale nie można kategorycznie zarzucać kłamstwa tym, którzy przypuszczają, że mógł tam być.

andy lighter

Published in: on Styczeń 17, 2012 at 12:39 pm  Komentarze (22)  
Tags: , , ,

O (moich) pieniądzach i BBN

Będzie o odszkodowaniach, BBN-ie i RBN-ie, kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Skarbie Państwa premiera Tuska, ale przede wszystkim o zasadach moralnych.

Raport Millera, zgodnie z przewidywaniami wielu komentatorów, ogromną częścią winy za katastrofę smoleńską obarczył Dowództwo Sił Powietrznych Wojska Polskiego, oraz załogę samolotu prezydenckiego. To dla wielu było oczywiste, Miller z komisją zrobił mi o tyle przysługę, ze nie muszę się już w niczym grzebać, bo podał mi na tacy zarzuty pod ich adresem. Słuszne zarzuty.

Ja się więc „nieśmiało zapytowywuję” za co każdy członek rodziny Błasika, zwierzchnika Sił Powietrznych i np. dowódcy Tupolewa dostali 250 tys. odszkodowania ze Skarbu Państwa, czyli z moich podatków? Niedawno dostałem odpowiedź, że za straty moralne i utratę więzi rodzinnych ze zmarłymi. Pytam się więc dalej, dlaczego po 250 tys. nie dostał każdy członek rodziny kierowcy, który niedługo po katastrofie zabił 18 osób wiezionych w niewielkim busie do pracy? Że co? Że powinno być 8 osób, że był winny? Co z tego? Błasik też był winny i dowódca też. Pytam dalej. Dlaczego każdy członek rodziny kierowcy, który zabił czterdzieści parę osób pod Grenoble, nie dostał po 250 tys.? To co, że zignorował znak drogowy? Załoga zignorowała tyle „znaków”, że uniesposób ich w dziesięciu zdaniach wymienić.

Tak się zastanawiam, czy odszkodowania dla pasażerów (przynajmniej części z nich) powinien płacić Skarb Państwa, czy np. kancelaria prezydenta. To kancelaria prezydenta ułożyła listę pasażerów. Nie tylko nie płaci odszkodowań, ale jeszcze członkowie ich rodzin dostali moje pieniądze, za to, że spowodowali niebezpieczeństwo paraliżu Polskiej Armii i najważniejszych Polskich Urzędów Państwowych (np. NBP), poprzez umożliwienie im podróży w jednym samolocie. Że co? Że nie było procedur? A głowy, że zapytam, od czego są, oprócz noszenia beretów? Czy przypadkiem nie od myślenia? Czy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, z definicji wynikającej już chociażby z nazwy tego urzędu, nie powinno taki lot absolutnie zastopować? Czy Rada Bezpieczeństwa Narodowego, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, nie powinna takiego składu pasażerów absolutnie zanegować i absolutnie zakazać? To jest zasrany obowiązek BBN i RBN!!! Czy żyjący pracownicy BBN (np. Błaszczykowski) nie powinni stanąć przed sądem, za niewykonywanie swoich obowiązków – umożliwienia powstania niebezpieczeństwa narodowego. Urzędnicy tego urzędu nie mają prawa NIE MYŚLEĆ, że stanie się coś złego! ONI ZA TO BIORĄ PIENIĄDZE!!! Czy pracownicy kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z obecnie wołomińskim spadochroniarzem na czele, nie powinni prezydenta „otrzeźwić” zwracając mu uwagę, że to niebezpieczne? Czy prezydent nie powinien dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli i bezpieczeństwo państwa? Tym bardziej prezydent pomny złych samolotowych doświadczeń, choćby z Mongolii?

Oczywiście na orzeczenie winy (współwiny) za katastrofę, np. Błasika trzeba poczekać do zakończenia prac prokuratury. Ale jestem przekonany, że kancelaria prezydenta, BBN, nie są w ogóle objęte prokuratorskim śledztwem pod kontem listy pasażerów, nie ma to bowiem bezpośredniego związku z przyczyną wypadku. Czy jednak BBN-em Kaczyńskiego nie powinna się prokuratura zająć? Przecież wynik tej katastrofy, czyli lista ofiar, to jest absolutnie doskonały przykład nieróbstwa, dyletanctwa, bylejakości i brania pieniędzy „za nic” przez urzędników Biura Bezpieczeństwa Narodowego!!!

Mam pytanie do premiera Rzeczpospolitej Donalda Tuska. Czy pan premier, nie ma moralnego dylematu, wypłacając rodzinom osób współwinnym katastrofy potężne pieniądze z kieszeni m.in. rencistów i emerytów, żyjących w skrajnym ubóstwie?

andy lighter

Takiej karuzeli dawno nie było

Jak można było się spodziewać, po przedstawieniu raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej przez min. Millera i członków jego komisji, rozkręciła się prawdziwa karuzela medialnych pytań dziennikarzy, konferencji prasowych polityków i wystąpień ekspertów i „ekspertów”. Muszę przyznać, że najbardziej ubawiłem się (tak, ubawiłem, bo sprawa ta już od dawna nie budzi u mnie jakichś „przygnębiających” emocji), podczas zadawania pytań członkom komisji przez dziennikarzy. Oczywiście dziennikarzy kaczystowskich, ale nie tylko. Ale po kolei.

Raport, tak jak się spodziewałem (znów to sformułowanie), specjalnie mnie nie zachwycił, a nawet trochę zmartwił. Oczywiście uważam, że jest rzeczowy, niezły, to jednak nie jest apolityczny, ale wcale nie z powodów, o których mówią inni krytycy. Przypuszczałem, że w raporcie nie będzie skierowanych oskarżeń (może raczej powinienem to nazwać „nie będzie mowy o winie”), w stronę kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I prawie się nie myliłem. Usłyszałem tylko o niezdecydowaniu dysponenta samolotu, czyli kancelarii o wyznaczeniu zapasowych lotnisk i jedynie do takiego, bardzo, ale to bardzo praktycznie „żadnego” stopnia odpowiedzialności kancelarii prezydenta ograniczyła się komisja Millera. Stąd moja uwaga o tym, że ten raport nie jest apolityczny – jest jak najbardziej polityczny, bo zdecydowanie ucieka od pokazania pracy kancelarii prezydenta, przy zagranicznym locie głowy państwa.

I w istocie wychodzi na to, że Macierewicz ma rację, czyniąc prezydenta i jego kancelarię zupełnie bezradnymi i zupełnie nieważnymi, bo za nic przecież nie odpowiadającymi urzędnikami, którzy sami właściwie nie mogli robić nic. Łatwo mi więc dziś zrozumieć skąd wzięło się pisowskie porównanie Komorowskiego do żyrandola.

Po prezentacji dziennikarze zadawali pytania. Ja często pisałem o nierzetelności dziennikarzy, stronniczości, itp., ale nigdy nie myślałem, że dziennikarze mogą być aż tacy durni(!!!) No bo jak nazwać inaczej dziennikarza, który pyta, dlaczego w raporcie nie ma nic o tym, że samolot po drodze gubił części, i na pewno był niesprawny, a tak było, bo są świadkowie? Jak można pytać dlaczego w raporcie nie ma nic o dwóch silnych wstrząsach w samolocie tuż przed katastrofą, które to wstrząsy właśnie wykrył amerykański ekspert? Swoją drogą jak on to wykrył, siedząc w Ameryce, bóg jeden wie, bo chyba nie ze zdjęć satelitarnych. Itd., itd., itd., takich idiotycznych pytań były dziesiątki, oczywiście głównie z jedynych polskich mediów, choć nie tylko.

A potem było już tylko „gorzej”. O Macierewiczu już wspomniałem, ale na jego chorych wynurzeniach nie chcę się dłużej zatrzymywać. Dość zauważyć, że po konferencji Millera i pytaniach dziennikarzy, Macierewicz potrzebował zaledwie chwili, alby zająć się „analizą” raportu Millera. Tempo zdecydowanie piorunujące, gdyby tak Macierewicz i PiS pracowali w czasie swoich rządów, mielibyśmy nie trzy, ale trzydzieści trzy miliony mieszkań.

Dziennikarze potrafią być nie tylko durni, ale i upierdliwi, czego wyraz dali podczas konferencji z premierem Tuskiem. Nie wystarczyła im głowa Klicha, więc strasznie skomleli o jeszcze. „Arabskiego!”, wołała jedna z dziennikarek, „bo przecież złamał prawo!”, albo swojej własnej, no bo przecież „wziął odpowiedzialność za wszystkie uchybienia doprowadzające do katastrofy”. Taki dziennikarzyna kompletnie nie rozumie, ze szef rządu nie może takiej odpowiedzialności nie wziąć, bo inaczej nie mógłby być premierem. I uważa ten dziennikarz, ze skoro wziął odpowiedzialność, to powinien podać się do dymisji, bo gdyby nie brał, to byłby czysty. Jak się nie mylę to chyba był moherowy dziennikarz, ale nie pamiętam dokładnie.

Uważam, ze Tusk oddał Klicha po to, aby dogodzić mediom, bo tym ślina z pysków już tak ciekła, że aż żal było patrzeć. Klich był znienawidzony przez wojsko, bo wprowadzał „środki naprawcze”, a wojsko tego bardzo nie lubi. Dotychczas ministrowie udawali, ze rządzą w wojsku, a generałowie udawali, ze są rządzeni i wszyscy byli zadowoleni. Klich chciał inaczej, a że przecież był i tak zdany na specjalistów, czyli wojskowych, ci dalej robili swoje. Klich był jednak niewygodny, bo procedury tworzył i gdyby „coś dupło”, odpowiadaliby oni. Niestety „dupło” razem z nimi, więc… Wina dowództwa Sił Powietrznych jest tu potężna i Klich w dymisji zastąpił „nieobecnego” Błasika. Totalny burdel u człowieka, który w ciągu paru lat dorobił się trzech generalskich gwiazdek, a to sytuacja w polskim wojsku niebywała.

A potem to już było tragicznie. Wystąpił Jarosław Kaczyński, powiedział, że Tusk nie ma honoru i… sobie poszedł. Bardzo ekspresowe wystąpienie miał prezes.

andy lighter

Published in: on Lipiec 29, 2011 at 6:11 pm  Komentarze (30)  
Tags: , ,

Potężny kaliber oskarżeń PiS-u

Skala i kaliber oskarżeń Antoniego Macierewicza pod adresem premiera Tuska, członów jego rządu i dowódcy BOR-u nie miała precedensu w historii Polski. I jeśli część z nich są absurdalne, to inne wydają się zupełnie logiczne, przynajmniej „na słuch” dla zwolenników PiS-u i ludzi „szukających prawdy”. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby urzędnicy premiera i sam premier się do tych oskarżeń nie odnieśli.

I nie mam tu na myśli czekania na raport Millera. Chodzi mi o odniesienie się wszystkich „obwinianych” urzędników po kolei, do oskarżeń skierowanych pod ich adresem.

Oskarżenia dotyczą przygotowania wizyty pod względem bezpieczeństwa, oraz zgody na sposób prowadzenia śledztwa po katastrofie, sposób działania na szkodę Polski. Jest wiele innych oskarżeń, np. o cyniczną grę Tuska z Putinem. Macierewicz nie ogranicza się do oskarżeń pod adresem rządu. Podczas odpowiedzi na pytania dziennikarzy Macierewicz oskarżył o stronniczość, a więc nierzetelność niektórych ekspertów występujących w mediach.

Nie wyobrażam sobie aby pod adresem Macierewicza nie wysunięto licznych wniosków do prokuratury, jeśli oczywiście, w co nie wątpię, oskarżenia są fałszywe. Waga oskarżeń jest niebywała. Nie padło natomiast ani jedno słowo na temat odpowiedzialności kancelarii prezydenta, samego prezydenta czy BBN-u, które było tajną radą doradczą prezydenta Kaczyńskiego.

Jestem pewien, że po tej farsie Macierewicza z jego białą księgą, wzrosną notowania PiS-u. A i dotychczasowi już wyznawcy dostali spory zastrzyk dopingu, wzmacniający „ich mózgi” przed wyborami.

Zainteresowała mnie na marginesie sprawa tytuowania Macierewicza przez prezesa per „pan minister”. Otóż „pan minister” wykręcił się przed stanięciem jako oskarżony w Trybunale Stanu w 2007. roku, z racji tego, że nie był ministrem konstytucyjnym. Czyżby pan prezes o tym zapomniał? Ja rozumiem zwyczajowe tytułowanie ministrów nawet po zaprzestaniu przez nich piastowania urzędu. Ale uporczywe tytułowanie byłych wiceministrów wydaje mi się czystą małostkowością i na siłę podwyższanie jego rangi w okresie, gdy jest szeregowym posłem.

andy lighter

Published in: on Czerwiec 30, 2011 at 1:05 pm  Komentarze (11)  
Tags: , , , , ,

Księga chorego autora

Nie jest tajemnicą, że Antoni Macierewicz, od kilkunastu lat co najmniej, nic mądrego nie napisał, jak też nie powiedział. Przynajmniej publicznie. Opublikowany i zaprezentowany fragment najnowszego dzieła tegoż autora tej sytuacji nie zmienił, co nauczonego doświadczeniem, zupełnie mnie nie zdziwiło.

Antoni Macierewicz wraz ze swoim prezesem Jarosławem Kaczyńskim pokazali dziś fragmenty „Białej Księgi”, które obciążają winą za katastrofę Rosjan. No bo przecież, jak stwierdził Jarosław Kaczyński, nie jest w polskim interesie obciążanie winą za katastrofę polskiej strony w postaci załogi, generała czy prezydenta. Strasznie naiwny jednak jestem, bo cały czas myślałem, że w interesie wszystkich jest ustalenie przyczyn katastrofy, a nie, że w interesie Polski jest jakiś tam interes. Macierewicz nie zostawia więc suchej nitki na rosyjskich kontrolerach lotu, ich dowódcach, premierze i prezydencie tego kraju.

Jasne jest od dłuższego czasu, że do Rosjan można się o niektóre szczegóły przyczepić. Pewnych rzeczy nie zrobili, bo nie musieli, choć mogli. Jasne jest, że współpraca zespołów (rosyjskiego – MAK i polskiego) po katastrofie nie układała się (i nie układa) dobrze. Jasne jednak jest też to, że pewnych rzeczy nie da rady odczarować (albo zaczarować?) nawet taki doświadczony wyjadacz śledczy jak Macierewicz, np. niezrozumiałej decyzji załogi o lądowaniu, czy pogody. Zresztą Macierewicz chyba stchórzył w ostatniej chwili, bo nic nie słyszałem o bombie na pokładzie, ani o sztucznej mgle. A tyle się o tym nagadał, jeszcze całkiem niedawno.

Czekamy teraz na drugą część księgi, dotyczącej odpowiedzialności rządu za katastrofę. I może Macierewicz będzie odważniejszy? Może usłyszymy o plamie oleju, której wykrycie kiedyś tak triumfalnie ogłaszał, albo o wytrzymałości tutki, przerobionego bombowca, która jakieś tam drzewo powinna ściąć jak kosa trawę, i o podobnych faktach, które nie tylko pokazywali już światu Macierewicz z prezesem, ale też znakomici eksperci udzielający się np. w „Naszym Dzienniku”.

Tymczasem chamscy, durni i antypolscy dziennikarze zebrani w Brukseli by oglądać relację z konferencji i nawet zadawać pytania, wychodzili niezainteresowani sprawą. Wprowadzono ich bowiem w błąd, nie informując o temacie telemostu. Haniebna niewdzięczność.

Rację ma Niesiołowski oceniając księgę jako dzieło chorego z nienawiści człowieka i odsyłając go na badanie do psychiatry. Żal mi tego człowieka. Źle musi mu się żyć w takim kraju, z takim narodem. Bardzo musi się męczyć biedak, tak bardzo się dla kraju starając, tak niedocenianym będąc przez większość.

andy lighter

Published in: on Czerwiec 29, 2011 at 3:10 pm  Komentarze (19)  
Tags: , , ,

Memoriał Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński (najprawdopodobniej) przekazał prezydentowi Barackowi Obamie memoriał dotyczący śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Nie byłoby tym w sumie nic złego, gdyby nie pewne… okoliczności. Co prawda nie tylko Kaczyńskiego wkurzają pewne działania Rosjan. A to sprawa wraku, a to przepływ dokumentów dotyczących śledztwa. Ale…

Jarosław Kaczyński, bardzo tajemniczy w temacie treści memoriału, uchylił rąbka tajemnicy. Powiedział dziennikarzom, że znajdą się tam ustalenia śledztwa. Ustalenia śledztwa wkrótce poznamy wszyscy, więc zastanawiam się, czy nie chodzi tu przypadkiem o ustalenia śledztwa Macierewicza. Tym bardziej, że prezes mówi: „(…) chodzi o to, żeby wypunktować rzeczy, które zostały już ustalone i które nie pozostawiają żadnej wątpliwości, a które być może są tam nieznane (…)”. Jasne jest, że Jarosław Kaczyński, jako osoba będąca strona w postępowaniu, jako członek rodziny prezydenta, wie więcej niż opinia publiczna. Ale jasne jest też, że tenże Jarosław Kaczyński publicznie mówi, iż dziś nawet przedszkolaki wiedzą, ze samolotu nie mogła zatrzymać brzoza. Można się więc spodziewać, że znajdą się tam oskarżenia strony rosyjskiej o spowodowanie katastrofy. Publicznie Kaczyński w wywiadach dla przyjaznych mediów mówi o tym jak nakręcony, oskarżając i Rosjan i Tuska.

Najlepiej byłoby dla Kaczyńskiego, gdyby ów memoriał trafił do kosza na śmieci, albo gdzieś do magazynu z gadżetami-prezentami dla prezydenta Obamy przy okazji zagranicznych wizyt. Dlaczego? Gdyby ten memoriał ujrzał światło dzienne i ujrzałaby go jakaś tam opinia publiczna, w tym rosyjska, Kaczyński mógłby napytać sobie biedy. Dotychczas za działania niesprawiedliwie oskarżające niewygodnych dla PiS-u i prezesa ludzi, płacimy my – podatnicy, bo jakoś tak się dzieje, że oszczercom tych ludzi nie tylko nie spada włos z głowy, ale są na politycznym świeczniku. Lekarze, wywiadowcy i kontrwywiadowcy, prokuratorzy i inni żądają odszkodowań za szkalowanie, nękanie i straty nie tylko moralne, słusznych odszkodowań, za które płacimy my – podatnicy, płacąc w dodatku tym oszczercom hojne pensje.

Inaczej będzie, gdyby o treści memorandum o treści dość łatwej do przewidzenia znając zdanie prezesa, dowiedzieli się Rosjanie. Jak by się wkurzyli, to Kaczyński może gorzko tego pożałować (a przez niego, nie daj boże, my wszyscy. Z łatwością bowiem, będą mogli udowodnić, tym razem przed światem, że winę za katastrofę ponosi strona polska. Wiemy o tym wszyscy, że to Polska jest winna katastrofy i choć na zawsze pozostanie to tajemnicą poliszynela (jestem tego pewien), nieważne dla świata będzie fakt, że główną winę ponosi kancelaria prezydenta i generalicja Wojska Polskiego. Obawiam się (a może sobie tego życzę – jeszcze nie wiem), że Kaczyński i jego ekipa, a także tuby a’la Sakiewicz i zwolennicy a’la Rzeczpospolita Moherowa, będą definitywnie skończeni.

Memoriał to błąd Kaczyńskiego. Powinien się modlić, aby trafił na śmietnik, aby Rosja, strategiczny dziś partner USA, nie zapoznała się z nim. Zadyma na świecie to nie to samo co pochodnie na własnym podwórku.

Kaczyńki i jego bratanica w kościele zapewne sobie z Obamą nie pogadali. Był tam tylko kilka minut. Przekazał prezes, albo nie, memorandum. Nie wiemy, bo kamer nie było.

__________________

Nie jestem zbyt zadowolony z rządów Platformy Obywatelskiej. Co prawda daję im odrobinę forów, bo kryzys, bo powodzie i inne trudności… Uważam, że Donald Tusk niekoniecznie radzi sobie z ogarnięciem numerów we własnej partii. Tak więc, zważając na okoliczności łagodzące, daję Tuskowi i jego rządowi trójkę plus. Jednak widząc, który to już raz, konferencję prasową prezydenta Obamy i premiera Tuska, jestem dumny, ze taka osoba stoi na czele polskiego rządu. Jeszcze raz podkreślam, pomijając dokonania, które ma, ale mogło być więcej, zachowuje się, mówi, reaguje, nie gorzej, a nawet lepiej, albo przynajmniej tak samo jak prezydent największego na świecie mocarstwa. Jest kompletnie luźny, swobodny, wie co powiedzieć, potrafi porozumieć się bez tłumacza (chociaż ma słuchawki, bo niuanse…). Z tak zachowującym się przywódcą państwa, muszą liczyć się inni przywódcy. A co za tym idzie, z takim krajem, musza się liczyć inne kraje.

Mam troszkę obiekcji do premierowania Donalda Tuska. Ale jednocześnie jestem dumny ze swojego premiera. Myślę, że Obama też był… zaskoczony. Gdyby mieli więcej czasu, z pewnością świetnie by się dogadali z… pożytkiem… dla obojga. 

 

andy lighter

Obamo ratuj!

Niektóre, a raczej powinienem napisać: „Niewielka część, wiadomo kto” rodziny ofiar tragedii smoleńskiej, wiążą ogromne nadzieje z przyjazdem prezydenta Baracka Obamy w Polsce. Jeden z najzajadlejszych liderów tych „wiadomo które”, Andrzej Melak chciałby zadać prezydentowi Obamie dwa, trzy pytania i apeluje do organizatorów spotkania o poszerzenie listy rodzin.

Melak, zdecydowany prokaczysta nie omieszkał przy okazji obrazić publicznie, żeby nie nazwać tego oskarżeniem, żony generałów, które na spotkaniu z prezydentem Obamą w Katedrze Polowej Wojska Polskiego prawdopodobnie będą. Gdy ktoś zapytał go, czy to oznacza, że spotkają się z Obamą tylko te rodziny, które zgadzają się ze śledztwem i nie zadają pytań, odpowiedział:Jeżeli mówię, że będą tam w większości panie generałowe, to tak, bo takich pytań te panie nie zadają publicznie. Oprócz jednej pani gen. Błasikowej, która staje w obronie honoru męża i polskiego wojska. Pozostałe jakby się wyciszyły, są strasznie wstrzemięźliwe”. Dziwi mnie to o tyle, że jeśli co prawda Melak jest znanym krzykaczem, zwolennikiem teorii spisku i zdrady, to mówił on też w imieniu córki posła Wassermanna, która „najbardziej ceniła sobie spokój i nieupolitycznienie katastrofy”. Chociaż…, dziś już chodzą słuchy, że pani Wassermann wystartuje z list krakowskich PiS-u w nadchodzących wyborach (czekamy jeszcze na wieści, o miejscu na liście pani Beaty Gosiewskiej).

Matka pana Gosiewskiego napisała rozpaczliwy list do Baracka Obamy z prośbą o spotkanie. I niechby sobie pisała, guzik mnie to obchodzi, gdyby nie to, że znowu deptane są uczucia innych ludzi: “(…) Wiem, że Pan, Panie Prezydencie jest bardzo związany ze swoją rodziną, zatem rozumie Pan mój ogromny ból, ale również chęć poznania prawdy. Dlatego jestem przekonana, że Pan osobiście pomoże mi i innym rodzinom, które straciły swych ukochanych i spowoduje, że zostanie przeprowadzone niezależne międzynarodowe śledztwo (…)”. Ta baba najwyraźniej myśli, że tylko ona, inni (niektórzy) członkowie rodzin ofiar smoleńskich i Obama są bardzo związani ze swoją rodziną, inni nie. I mówi (raczej pisze) to lekarz, która na co dzień widziała ludzkie cierpienie, cierpienie innych ludzi, cierpienie o którym do zeszłego roku nie miała pojęcia, bo żyła jak pączek w maśle. Ta kobieta nie ma bladego pojęcia o tym, co znaczy stracić swoich ukochanych i zostać bez środków do życia. Ta kobieta ubliża wszystkim, którzy to pojęcie mają (zresztą jie tylko ona im ubliża, ale również rząd, ale to już zupełnie osobna, opisywana wiele razy historia).

Wpadłem na zdjęcie pani Beaty Gosiewskiej, drugiej żony posła Gosiewskiego (że też Rydzykowi to nie przeszkadzało, że jego pupil nie po chrześcijańsku żył), przy grobie męża. I kiedy przeczytałem napis na nagrobku (chyba autorstwa samego posła) natychmiast skojarzyłem to z dorobkiem wicepremiera. „Wdzięczność ważniejsza jest od pieniędzy”. I rzeczywiście, w karierze wicepremiera wdzięczność Włoszczowian za peron kolejowy była ważniejsza, niż waloryzacja rent i emerytur dla ludzi, którzy dostali od pana ministra po 180 zł jednorazowego dodatku (szkoda, że słuchaczki radia maryja mają taką krótką pamięć). Dostali te grosze w czasie najlepszej dla tego kraju po 89. roku koniunktury i przy najwyższym wzrośce gospodarczym.

Matka pana Gosiewskiego chciałaby poruszyć sumienie prezydenta Obamy i namówić go na wszczęcie międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zapomina tylko, że przyjaciele jej syna, pani Fotyga, dyplomatka światowej klasy i pan Macierewicz, mistrz świata w niszczeniu służb wywiadu i kontrwywiadu własnego kraju, a więc ludzie z najwyższej „polskiej” półki, załatwiali już sprawę w Ameryce.

Ponieważ na międzynarodowe śledztwo szans nijakich nie ma, bo jest to sprawa między Polską a Rosją, oczywiście pani Gosiewska, pan Melak i inne „wiadomo które” rodziny liczą na to, że USA zagrożą Rosji użyciem broni nuklearnej, albo po wysłuchaniu zawiedzionych rodzin, wiedziony współczuciem, skieruje na Bałtyk siły NATO, aby w razie nie przyznania się Rosji do zamachu wespół z Tuskiem i Komorowskim, zaatakować z morza cele rosyjskie tak jak to ma miejsce w Libii.

Tylko, ze panie Melak, pani Gosiewska, prezydent Obama spotyka się dziś w cztery oczy z prezydentem Miedwiediewem, a obaj podkreślają wyjątkowo znakomite wzajemne stosunki i potrzebę tych wzajemnych doskonałych stosunków utrzymywania, a nawet pogłębiania.

Eeech, szkoda, że Jarosław Kaczyński nie jest premierem.

(obrazek chyba z tygodnika “Angora”, ale nie jestem pewien – zrobiłem komórką kiedyś) 

andy lighter

Tablice c.d., czyli “… a nie mówiłem?”

Kiedy pisałem o zamieszaniu wokół tablic smoleńskich, w odpowiedzi na czyjś komentarz napisałem mniej więcej: nie bój, nie bój, przyjadą tablice do Polski, zacznie się zadyma o ich godne umiejscowienie. W końcu to „symbol sprzeciwu wobec imperialnych, mocarstwowych i niesprawiedliwych zapędów Rosji wobec cywilizowanego świata”. Oczywiści e mój komentarz był kilkuwyrazowy, ale sens, czytelny, był właśnie taki.

Dziś pani Merta, wygłaszając swoje niezadowolenie spowodowane zbyt późnym poinformowaniem „stowarzyszenia Katyń coś tam (rzygać mi się chce) „, zapowiedziała rozmowy na temat godnego umieszczenia tablicy, usuniętej przez Rosjan w Smoleńsku

Będzie się działo, już „zacieram ręce”.

Najlepiej na placu przed pałacem. Tablica, pomnik (miałem napisać Pomnik, ale się pomyliłem, cholera) i… krzyż. Absolutnie!!!

andy lighter

(w sam raz na Święta – nabrać sił, przed kolejną zadymą)

Published in: on Kwiecień 22, 2011 at 11:25 am  Komentarze (4)  
Tags: , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.