Emerytalna zadyma

Sam, na własne uszy słyszałem, bo z racji tego, że polityką interesuję się od ładnych paru lat, jak prezydent Lech Kaczyński mówił o tym, że Polacy powinni pracować dłużej.

Rzeczywiście mówiąc o Hitlerze, Jarosław Kaczyński zwracał się do Ruchu Palikota, bo patrzył nie przed siebie (na posłów PO), nie na premiera, na ławy rządowe (podejrzewam, że ma prawostronne skurcze mięśni szyi, kiedy stoi na mównicy), nie na SLD, z którego liderem wyszedł do związkowych zadymiarzy, więc…

Porównując więc Palikota (jego Ruch) do Hitlera, musiał wkurzyć posłów tej partii. I żadne jazgoty Kemp, Dornów i innych, twierdzących, że Palikot nie powinien w sejmie zasiadać. W najbliższych wyborach Dorn razem z Kempą dowiedzą się kto powinien, a kto nie, w sejmie zasiadać.

Marzę o tym (chociaż wiem, ze będę płakał, ale i tak marzę), aby PiS doszedł do władzy i aby PO przez długie lata do władzy nie wróciła. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: za dziesięć, dwanaście lat, to Kaczyński, może na spółkę z „agentem 007” Kłopotkiem(bo oni w koalicji zawsze się odnajdują) będzie podnosił wiek emerytalny. Będzie musiał!!! Byłbym zdziwiony, gdyby przez najbliższe 10, 15 lat PO, czy Ruch Palikota walczyli o władzę. Niechby PiS, na spółkę z SLD (i doczepką chorągiewkowego PSL-u), przełykali tę ustrojową, jak by nie było, żabę.

Solidaruchy (nigdy bym tak nie nazwał siebie i „moich kolegów” z roku ’80, ’81), zablokują wyjście posłów z sejmu. Gdybym był posłem, wyszedłbym i szedł przed siebie („Przepraszam, chcę przejść”). Jasne jest, że zostałbym dotkliwie pobity. Ciekawe, co by wtedy było? To, co wyczynia Silidarność jest ograniczeniem wolności. Przedstawiciele niecałego miliona ludzi (członków związku), narzucają wolę wybrańcom 37 milionów. To jest numer.

Blokujący – widziałem w telewizji, to w ogromnej liczbie starcy. Już na emeryturze, albo emeryci za pół roku. Działacze tak im mieszają w głowach, ze ci, skołowani, a poza tym i tak niekoniecznie rozgarnięci (takimi najłatwiej manipulować) wołają o „pracy do śmierci”.

Wczoraj na własne uszy słyszałem 55-latkę, oczywiście solidarnościowę przed sejmem, która z troską i pisowską zapalczywością zapewniała, że do 67. roku życia nie da rady pracować. Nie ma zielonego pojęcia, że będzie pracować o kilka miesięcy dłużej ponad sześćdziesiątkę, reforma bowiem jest rozciągnięta, bo związkowcy zadbali o to, aby ludzie się o tym nie dowiedzieli. Kobiety (szczególnie należące do związków) 59-letnie, SA przekonane, że będą pracować do 67.

Potężną w tym zasługa rządu, ale to już inny temat.

A Palikot? Palikot ma rację. Wszystko co powiedział, a potem powtórzył i rozwinął na konferencji prasowej, się zgadza. Lech Kaczyński, prezydent Polski, bez Jarosława, Lech był kompletnie bezradny. Każdy, kto obserwował w latach 2005 – 2010 scenę polityczną, musi to wiedzieć. No, chyba, że jest prawdziwym Polakiem . Znamienne są słowa w związku z telefonem prezydenta ze Smoleńska: „Lech Kaczyński nie rozstawał się ze swoim telefonem”. Ja w to wierzę, nie mógł, bo musiał słuchać instrukcji, w każdej sprawie. Instrukcji Jarosława rzecz jasna. On był liderem tego duetu. Zauważyliście, Że zawsze Lech był wysyłany “do pracy”? Jarosław pozostawał… w cieniu.

andy lighter

Współwina i milczenie

Napiszę to „głośno”, bo chociaż wiele razy o tym krzyczałem, nikt nie słyszał:

Współwinnymi katastrofy smoleńskiej, oprócz bylejakości, „jakoś to będzie”, praktykowanej przez dwadzieścia kolejnych lat przez wszystkie rządy, jest Lech Kaczyński, jego otoczenie (kancelaria) i niektórzy pasażerowie Tupolewa.

Słuchanie bełkotu Kaczyńskiego woła już naprawdę o pomstę do nieba. Beatyfikacja Lecha Kaczyńskiego, bez swojego brata bezradnego niczym niemowlę  w inkubatorze, również.

Wołam już kolejny raz i wzywam ludzi władzy: wyrzućcie wreszcie z siebie oczywiste zdania, zdania, których boicie się wypowiedzieć, jakby były zaszczepieniem zarazy w wasze organizmy.

Lech Kaczyński nie miał prawa wziąć na pokład takiego składu pasażerów. Jeśli był na tyle głupi (bo przecież był na tyle głupi), że tak chciał, jego otoczenie – kancelaria, BOR, powinni albo wybić mu to z głowy, albo zwyczajnie powiedzieć „Nie!”.

Jeśli generał, zobaczył w jednym samolocie sześciu innych generałów, powinien powiedzieć (zresztą każdy z nich): „Stop! Coś tu nie gra! Nie możemy wszyscy razem!”.

Jeśli załoga widzi mleko, zamiast lotniska, powinna zawrócić, lecieć gdzie indziej…, ale absolutnie nie lądować.

Jeśli prokuratura ma do wyboru odczyty z kokpitu, wykonane przez laboratorium kryminalistyczne i wojskowy instytut z Krakowa, nie może ot tak sobie powiedzieć: „Wybieramy to drugie, bo tak nam się podoba. A pierwszy wynik dla nas nie istnieje”. Nie może być tak, że jeśli dwóch biegłych psychiatrów w sądzie przedstawia w sprawie odmienne (różniące się) opinie, sąd bierze jedną z nich, bo tak chce.

I taki kształt i taką objętość powinny mieć raporty wszelkich komisji, milerowskich, MAK-owskich i każdych innych macierewiczowskich.

Wszyscy, nawet rozsądni krytycy i specjaliści boją się wypowiedzieć te oczywiste prawdy, jakby to było jakieś rozpuszczenie broni biologicznej.

Bo nie było procedur, bo to, bo tamto. Nie słyszałem o procedurach, mówiących o tym, że jeśli przez szosę jedzie sznur rozpędzonych samochodów, chcący przejść na drugą stronę powinien zaczekać. To jest oczywiste, że zaczeka, bo tak nakazuje logika i żadne procedury nie są do tego potrzebne.

______

Wczoraj zmarł mój ojciec. Jakim był człowiekiem, takim był, ale nawet on nie zasłużył na cierpienie, upokorzenie, umywanie rąk i haniebne, nieludzkie traktowanie, jakim uraczyła go w ciągu ostatniego miesiąca polska służba zdrowia. Choćbym miał poświęcić na to resztę swoich dni, nie dam spokoju tym ścierwojadom, durniom, hipokrytom i bezdusznym „wykształconym” ludziom (czyt. lekarzom – koń by się uśmiał, część z nich to kompletne prymitywy), którzy dla każdej zarobionej (a raczej nie wydanej na pacjenta) złotówki, są w stanie pokazać swoje najgorsze, pierwotne zbydlęcenie, butę i nieczułość.

andy lighter

Monitorowanie, to jest to!

Okazuje się, że nie miałem racji „oskarżając” PiS o planowanie, jako jedyny dorobek pisowskiego rządu. PiS bowiem robiło znacznie więcej i to w dodatku już za czasów rządów Platformy. Monitorowało mianowicie wiele inwestycji.

Anna Fotyga otwierając przedoficjalne (bo oficjalnie przecież nie może i często „otwiera przedoficjalnie”) Centrum Medycyny Inwazyjnej, mówiła właśnie o zasługach ludzi Prawa i Sprawiedliwości, w szczególności profesora Lecha Kaczyńskiego. Oni monitorowali budowę tego Centrum. No… i co z tego, że zbudowała je Platforma? Centrum powstało przecież dlatego, że PiS monitorowało. Oczywiste jest, że gdyby nie monitorowało, to Centrum by nie było.

Chwała PiS-owi, że monitorowało! Dziękujemy PiS-ie, bo gdyby nie wy… I nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.

A swoją drogą, z tym profesorem, tak ochoczo używają tego tytułu żołnierze Jarosława i pracownicy kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, to sprawa jest… (no właśnie). Lech Kaczyński był doktorem habilitowanym i zatrudniony był na etacie profesora nadzwyczajnego dwóch uczelni. Bo zatrudnienie doktora na tych etatach nie było przewidziane. Tak więc na owych uczelniach mógł się tytułować profesorem. A poza tym…

Ale może się mylę, w końcu żaden ze mnie wykształciuch.

Ciekawy jestem co jeszcze PiS-owcy będą przedoficjalnie otwierać, bo przecież monitorują na okrągło. To, co się udało. Bo stadionu, do którego przyczepili się strażacy, oczywiście nie monitorowali. Oni nie monitorują tego, do czego można się przyczepić. Tylko sukcesy monitorują. I dzięki temu monitorowaniu, sukcesy są sukcesami. PiS-u. Pis-ie, prosimy, monitorujcie autostrady! I koleje koniecznie!

andy lighter

 

Ps.

Właśnie otrzymałem maila, że wygrałem konkurs. Serdecznie Wam dziękuję za wsparcie. Jesteście wielcy!!!

Published in: on Wrzesień 16, 2011 at 12:15 pm  Komentarze (28)  
Tags: , , ,

Wałęsa i litewska „marchewka”

Były prezydent Lech Wałęsa odmówił odebrania przyznanego mu przez władze Litwy Krzyża Wielkiego Orderu Witolda Wielkiego, jednego z najważniejszych odznaczeń litewskich.

Lec h Wałęsa Zdj. gadu-gadu.pl

W liście skierowanym do ambasador Litwy w Polsce Lorety Zacharewicz (a co! – to polski blog) Wałęsa wyraził podziękowanie za przyznanie mu orderu władzom Litwy, w tym pani prezydent Dalii Grzybowskiej (nawias: jak wyżej). Prezydent wyraził zaniepokojenie obecną sytuacją mniejszości polskiej na Litwie. „(…) Jestem przekonany, iż ramy współpracy naszych państw w ramach Unii Europejskiej powinny ten respekt dla praw mniejszości polskiej w Republice Litewskiej wzmacniać, a nie ograniczać”. Najważniejszy jest jednak fragment listu, w żaden sposób nie do podważenia: „Mam głęboką nadzieję, że władze Republiki Litewskiej doprowadzą do sytuacji, kiedy będę mógł przyznane mi odznaczenie odebrać, ale w warunkach respektowania prawa, moich rodaków i mojego własnego, do używania – tak jak na całym świecie – własnego imienia i nazwiska.

Odnoszę wrażenie, że wielu komentatorów wyrażających zrozumienie dla dążenia Litwy do poszanowania litewskiego języka i Litwy, jako własnego kraju również przez mniejszości, niekoniecznie „łapie” problem całej tej sytuacji i „tłumacząc Litwę” spłyca sprawę. Dążenia władz Litwy są jak najbardziej słuszne i nikt o zdrowych zmysłach nie powinien tych dążeń kwestionować. Jednak, mój sprzeciw co do np.  ustawy o oświacie nie polega na tym, abym chciał zachować i kontynuować naukę języka litewskiego przez mniejszości, po macoszemu. Chodzi jedynie o to, żeby zmianę wprowadzać stopniowo. Nie można przecież od ucznia, uczonego przez dziesięć lat przedmiotu na „aby-aby”, po następnym roku nauki wymagać, aby zdał egzamin z przedmiotu tak, jak będą go zdawać uczący się go „do bólu”. I nie idzie tu o litewskie literki czy ortografię, ale o literaturę, której przez rok się nie nadgoni, nie ma takiej możliwości. Zmiany więc – tak, ale stopniowo, rozpoczynając „normalną” naukę od wcześniejszych klas. Jeśli takiej zmiany nie będzie, można sobie jedynie wyobrazić odsetek oblanych egzaminów maturalnych z języka litewskiego przez uczniów polskich szkół (klas).

Zastanawiam się, czy taki kształt ustawy powodowany jest niedbałością ustawodawców i ich brakiem wyobraźni, czy ma „głębszy sens”. Sens pt. „marginalizacja” – zepchnięcie do roli „gorszej części społeczeństwa”, mniejszości narodowych. Obawiam się, że to drugie.

Nie kupuję też hasła, że oto polska mniejszość miała ogromne, nieporównywalne z mniejszościami w innych krajach, prawa na Litwie. To jest prawdą, ale nie jest prawdą, ze Polacy wyrwali te prawa Litwinom z gardła. Taka była polityka ZSRR, a była taka dlatego, że Rosjan na Litwie było (i jest) niemal tylu ilu Polaków. Dbając więc o komfort życia Rosjan na Litwie, Sowieci nie mogli nie uwzględnić komfortu jeszcze większej liczby Polaków. Rozumiem dążenia Litwinów, ale nie da się w tych sprawach przeprowadzać rewolucji, nie narażając się przy tym na „oskarżenie” o jakieś niecne, ukryte zamiary.

O nazwiskach nie ma się nawet co rozwodzić, bo to jest kuriozalne. Wszędzie na świecie Georg Bush jest Georgiem Bushem, albo Dżordżem Buszem, albo podobnie. Wszędzie na świecie Lech Wałęsa to jest Lech Wałęsa, albo Lek Walesa, albo Lech Valesa… Niech się sami Litwini nazywają jak chcą, ale kompletna zmiana cudzego nazwiska, albo przymusowe zmienianie nazwiska na inne, niż mieli rodzice, to już jest…, nawet nie wiem jak to nazwać… niezrozumiałe.

Nie wierzę Litwinom, dlatego właśnie, że za pomocą „narodowych ustaw” chcą za wszelką cenę iść na skróty. Dlatego sprawę orderu dla Lecha Wałęsy uważam za próbę zastosowania wobec Polski starego, wypróbowanego przez Litwinów numeru. Litwini dadzą Polsce „marchewkę”, pochwalą, obiecają i Polsce będzie głupio „podnieść głos”. Ten fortel znakomicie i bez pudla sprawdzał się w przypadku Lecha Kaczyńskiego. Obwieszali go orderami, traktowali z honorami, hołubili i… obiecywali. To samo zresztą z jego ludźmi (np. z kancelarii), żeby któremuś nie przyszło do głowy „zauważyć” prawdziwe intencje.

andy lighter

Published in: on Wrzesień 7, 2011 at 12:17 pm  Komentarze (15)  
Tags: , , , ,

Polska…, a Litwa i tak robi swoje

„Relacje Polski z Litwą będą tak dobre, jak relacje rządu litewskiego z polską mniejszością” – powiedział podczas wizyty na Litwie premier Donald Tusk. Takie słowa nie mogły się nie podobać Polakm i w Polsce i na Litwie. Ale…

Po wyjeździe premiera Tuska… Nie planujemy zmieniać ustawy (o oświacie – mój przypis) i nie widzę ku temu żadnych powodów” – oświadczył premier Litwy “Andrzej Bednarz”. No i coś tu nie gra. To właściwie załatwił coś nasz premier na tej Litwie, czy nie załatwił, bo ja już się zgubiłem. I co z tego, ze powołano zespół z wiceministrami, ekspertami i przedstawicielami mniejszości? Z doświadczenia wiemy, że takie zespoły mogą pracować latami i do niczego nie dojść.

Premier Litwy Andrius Kibilius

Andrzej Bednarz (to polski blog, a co), premier Litwy

Przyznam, że rozzłościł mnie tekst z Gazety Wyborczej „Byle tylko nie przesadzić z Litwą”, autorstwa Marcina Wojciechowskiego. Ten tekst jest jakby potwierdzeniem racji wygłoszonych wczoraj przez posła Hofmana, że trzeba delikatnie, że „Litwie musi się opłacać”. Oczywiście Wojciechowski o „handlu” nie wspomina, ale o wstydzie. Że niby jak Polscy politycy będą krzyczeć, a Litwini i tak nic nie zmienią, to Polska znajdzie się w głupiej sytuacji. Pan Wojciechowski konkluduje: „Kompromisów nie osiąga się za pomocą pistoletu przystawionego do skroni, ale długotrwałych rozmów. Premier Tusk wyczerpał w niedzielę limit ostrych słów wobec Litwy. Minister Sikorski niepotrzebnie eskaluje napięcie”. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że min. Sikorski wyraził nadzieję po wizycie Tuska na Litwie, że Litewscy politycy usłyszeli głos polskiego premiera, zacytowane przeze mnie na wstępie. Wg mnie słowa „bardzo na miejscu” i na czasie.

Panie Marcinie, oczywiście że kompromisów nie osiąga się za pomocą pistoletu przystawionego do skroni, ale wtedy, gdy jest to skroń rosyjska, niemiecka, francuska, ukraińska czy amerykańska. Na razie to Litwa nie szuka kompromisu, przystawiwszy nam pistolet do skroni robi swoje. Malutka i słabiutka Litwa najzwyczajniej się nami bawi. Bawiła się Lechem Kaczyńskim i nikt nie wyprowadza jej z błędu, że tak się nie da. Utopiliśmy tam naprawdę duzo pieniędzy i jeszcze więcej honoru i godności poprzez błędne decyzje gospodarcze i ciągłą wiarę „na słowo”.

Wiedziałem o tym, że polskie „efy szesnaste” patrolowały kilka razy litewskie niebo i będą to robić nadal. Ale kiedy dowiedziałem się, że w razie napaści na Litwę, jedna trzecia naszej armii ma bronić tego kraju, aż przysiadłem z wrażenia. Oczywiście nie jestem pewien, kto jest autorem tego „znakomitego” pomysłu, ale zaryzykuję, że… kto?
9 do 10 że… panowie Kaczyńscy.

Boże! My naprawdę jesteśmy frajerami. I durniami w dodatku. I… jak tu się dziwić Litwinom, że robią nas w ch**a, śmiejąc się zapewne przy tym w swoich gabinetach, do rozpuku.

andy lighter

Sprawa Polska na Litwie, a… Kaczyńscy

Dziś poseł Hofman z PiS bardzo łagodnie potraktował rząd i premiera Tuska w temacie konfliktu na linii Warszawa – Wilno. Początkowo mnie to zszokowało, ale natychmiast załapałem powód. „Dotychczasowa polityka polskich władz wobec Litwy okazała się nieskuteczna (o co tu kurde chodzi??? Hofman wymięka, może chory???). Trzeba będzie się zastanowić, podjąć jakieś inne działania, być może trzeba będzie dać Litwinom coś więcej. Litwie musi się opłacać odpuścić” – oświadcza Adam Hofman. Przyznam, że jestem w szoku.

Największe zasługi w odpuszczaniu Litwie odnotowali bracia Kaczyńscy! Odpuścili im tak dalece, że Litwini kompletnie interesy Polaków tam mieszkających ignorowali. Nie tylko ignorowali zresztą, ale jakby nigdy nic, w odpowiednim momencie postawili wobec tych „interesów” szczelny szlaban. Co można by tu dać jeszcze Litwinom… Utopiliśmy w Możejkach masę pieniędzy, kupując m.in. większość (chyba 75 %) udziałów litewskich w tej firmie. Mniejszość litewską w Polsce traktujemy zgodnie z najlepszymi standardami europejskimi. Co by tu jeszcze? Może pan Kaczyński, spec przecież (tak jak jego brat) od tego, żeby się Litwie opłacało, podpowie nam, gdzie by tu jeszcze Litwie ująć problemu, przejmując go na siebie? Podobno Litwa bardzo zbliżyła się gospodarczo z Białorusią i w wyniku tego zbliżenia ponosi same straty, bo jak nietrudno się domyśleć, Białoruś jest goła jak święty turecki. Litwa poniosła więc same straty, i finansowe, i (a może przede wszystkim), polityczne. Może więc wyrównamy Litwie straty, tak finansowe jak i polityczne – będziemy Litwinów nosić w Brukseli na rękach, żeby zatrzeć niesmak UE po jej ignorowaniu przez Litwę w jej zbliżaniu z Łukaszenką.

Zgadzam się z komentatorami, którzy uważają, że nie ma powodu, aby uczniowie szkół polskich pisali inną maturę z języka litewskiego i innych przedmiotów, niż uczniowie litewscy. Polscy uczniowie na Litwie muszą znać język litewski per fect. Przecież chcąc uczyć się dalej, czy pracować na odpowiednim dla wykształcenia stanowisku i funkcjonować np. w życiu publicznym, innej możliwości nie ma i być nie może. Tak więc języka litewskiego powinni uczyć się wszyscy: Litwini, Polacy, Rosjanie, Tatarzy, itd. Im lepiej go zna, tym większe ma szanse na wykształcenie. Jednak z oczywistych względów, nie może to nastąpić na zasadzie „ucięcia topotem”, czyli: do wczoraj tak, od dzisiaj tak. Zresztą, sprawy edukacji Polaków są złożone, bo „po litewsku” na maturze np. z historii, to jedno, a szkoły to inna sprawa. Jednak kłopotem Polaków na Litwie jest to, że sprawy praw człowieka i sprawy edukacji zostały przez Litwinów (sprytnie) wrzucone do jednego wora. Tablice z nazwami miejscowości i ulic, nazwisk, porozumiewanie się w urzędach, itp. to przecież odmienna sprawa. Mam nadzieję, że rozmowy ekspertów, które podobno mają się rozpocząć, przyniosą efekt dobry dla Polaków, bo my nie mamy z czego (i nie musimy, bo nie ma powodów) ustępować, czy „coś dawać” jak chce poseł Hofman.

Dwujęzyczna tablica

I komu to przeszkadzało?

Ps. Poseł Hofman lubi Litwinów, bo nie ma wyboru: jego duchowy przewodnik, śp. Lech Kaczyński ich kochał, więc nie może nawet pomyśleć o… gromieniu miłości swojego duchowego przywódcy.

_____

Obok Hofmana, wspaniały popis hipokryzji i… mega krętactwa pokazał dziś poseł Halicki z PO. Rzecz dotyczyła powołania generała Skrzypczaka do pracy w Ministerstwie Obrony Narodowej w charakterze doradcy. Gen. Skrzypczak pluł na też rząd w sposób, jaki sam Jarosław Kaczyński by się nie powstydził. „Wysyłał” rząd do sądu, na Smoleńsk, za Afganistan, nie pozostawiał suchej nitki na ministrze Klichu. Klich zresztą zwolnił go za to, że nie zachowywał się jak żołnierz, ale jak plotkara na targu, bo takie rzeczy żołnierz załatwia „w cztery oczy” z przełożnym, itp., itd. Rację ma euro-poseł Siwiec przypominając, że skoro po dymisji Bogdana Klicha premier uznał go za bardzo dobrego ministra (ja tez tak uważałem i uważam), powołując generała, wali swojego byłego ministra w pysk.

Ale wracając do Halickiego, z rozbrajającą szczerością przyznaje: „Gdybym chciał otoczyć się kręgiem doradców, na pewno wybrałbym tych, którzy wyrażają się krytycznie niż tych, którzy tylko przytakują”. I natychmiast chór dyskutantów zawołał (razem ze mną): No to dlaczego nie Macierewicz!!!???. Przecież on też krytykuje? Nie chodzi o to, żeby zatrudniać dupolizów, ale też nie o to, żeby ufać zajadłym wrogom.

Panie Halicki, że Platforma robi z siebie pośmiewisko, traci wiarygodność i powagę, nie moja sprawa. Ale, że za idiotów ma obywateli, to obchodzi mnie już jak najbardziej.   

andy lihter

„Rewanż” polskich nacjonalistów

Bardzo mi się nie podobają działania, jakie podjęli polscy nacjonaliści, a przynajmniej ludzie, którzy posługują się znakiem skrajnie nacjonalistycznej organizacji (z czasów II RP) „Falanga”, wobec mniejszości litewskiej w Polsce, zamieszkującej gminę Puńsk.

Z początku ta wiadomość mocno mnie wzburzyła, jednak odrobinę mi przeszło w chwili, kiedy przeczytałem w internecie słowa, jakie w związku z tą sprawą wygłosił przewodniczący Stowarzyszenia Litwinów w Polsce Olgierd Wojciechowski.

Z niedzieli na poniedziałek (z 21 na 22. 08.2011.) nieznani sprawcy zamalowali litewskie napisy na  28. dwujęzycznych tablicach w 14. miejscowościach gminy Puńsk. Gminę tę zamieszkują Litwini, stanowiący ok. 80 % ogółu mieszkańców. Wjewoda podjął, słuszne jak najbardziej, działania w celu wykrycia sprawców, a MSZ potępiło zdarzenie i wystosowało oświadczenie: „Zamalowywanie napisów w języku mniejszości, czy na przykład zrywanie tabliczek z dwujęzycznymi napisami ulic jest niedopuszczalnym aktem wandalizmu stanowiącym nie tylko pogwałcenie polskiego prawa, lecz również godzącym w standardy ogólnie przyjęte w państwach demokratycznych”, również jak najbardziej słusznie.

Z łatwością można się domyśleć, że „akcja” w gminie Puńsk jest odpowiedzią, rewanżem na akcję młodych nacjonalistów litewskich, zrywania tablic „polskich” w Ejszyszkach, gdzie Polacy stanowią ponad 90 % ogółu mieszkańców. I w tym kontekście należy odczytywać oświadczenie Olgierda Wojciechowskiego, przewodniczącego SLwP: „My się boimy może nie o swoje życie, ale o byt, o to, co się stanie dalej. Ktoś skutecznie zastraszył mniejszość litewską”, a dalej: „Od dłuższego czasu polityka resortu Radosława Sikorskiego w stosunku do Litwy jest nieodpowiednia i zła. (…)Należy podjąć w Polsce szybkie działania na rzecz tolerancji.

Przyznam, że po takim oświadczeniu „nóż mi się w kieszeni otworzył”. I drugi, otworzył się po oświadczeniu premiera Litwy Andrius Kubilius: Uważam za swój obowiązek kategorycznie potępić wszelkie podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym na Litwie. Wierzę, że polski rząd będzie działał tak samo, gdyż to, co widzieliśmy wczoraj w doniesieniach telewizyjnych z Puńska nie było niczym innym jak ordynarnym podburzaniem do nienawiści na tle narodowościowym”. Potępienie podżegania do nienawiści na Litwie jest w oczywisty sposób iluzoryczne, ponieważ przeczą temu wszelkie dotychczasowe działania i „tłumaczenia”, umniejszanie rangi temu co się stało w Ejszyszkach. A że to jakaś prywatna telewizja, że to taka nieznana organizacja, czy w końcu, że to żart młodych ludzi. I te wymienione działania podejmowane były przez władze tego kraju po ejszyskim incydencie. Podobnie jak nadanie rangi „mordu na tle narodowościowym” rzezi, dokonanej na sąsiadach Litwinach przez mieszkającego tam Polaka, chorego psychicznie w jednej z wsi.

Oczywistym jest, że Litwa tęskni za polskim przywódcą takim, jakim był Lech Kaczyński. To, jak on pozwalał sobą manipulować, jak pozwalał się zwodzić, byle tylko zaskarbić sobie przyjaźń władz malutkiej Litwy, słabiutkiej Ukrainy, czy zaplątanej, pożądanej przez Saakaszwilego dla władzy absolutnej Gruzji, to prawdziwe mistrzostwo świata. Prezydent Litwy Valdas Adamkus, czy inni politycy, jak Brazauskas, obiecali Kaczyńskiemu wszystko, ale… później, bo trzeba to uchwalić, bo sądy, bo parlament, bo oni chcą, ale napotykają trudności, ale załatwią…, absolutne mistrzostwo świata. Kaczyński pozwalał się zwodzić jak dziecko, któremu obiecano lizaka… za chwilę. Takie zachowanie głowy państwa oznacza bezradność, a co za tym idzie przyzwolenie na taką działalność. To za czasów Kaczyńskiego na Litwie zaostrzono i wprowadzono zwiększony rygor przestrzegania przepisów dotyczących litewskiej pisowni polskich nazwisk. To za Kaczyńskiego Juszczenko, prezydent Ukrainy uczynił Banderę bohaterem narodowym Ukrainy. Itd., itd., itd. To, co się dzieje teraz na Litwie w związku z mniejszością polską (ograniczanie szkół polskich o połowę), to pokłosie tamtego czasu i tamtej bezradności, bierności Lecha Kaczyńskiego.

Dziś ślepi piewcy wielkości Lecha Kaczyńskiego tego nie pamiętają. A raczej nie widzą, bo nigdy nie widzieli, tak jak LechKaczyński nie widział (Jarosław zresztą też). Przypomniał mi się rysunek, który był reakcją na słowa Jarosława Kaczyńskiego w sprawie ewentualnego spotkania na lotnisku w Smoleńsku z Putinem: „zrobiłby taką minę, że Putin nie miałby odwagi podejść, złożyć mu kondolencji”. Prawda jest taka, że gdyby Putin “zrobił minę” (w dodatku na lotnisku, tuż po „zamachu” na Lecha), Jarosław narobiłby w pory!

Ludzie to emocje, a emocje często są nieuprawnione. Tak było z tablicą w obozie jeńców Armii Czerwionej, po incydencie z tablicą w Smoleńsku, tak było z „pomnikiem nagrobnym” na grobach czerwonoarmistów rok temu, tak było z tablicami nazw niemieckich w miejscowościach na Opolszczyźnie. Wydarzenia w Puńsku, choć budzą sprzeciw, są głupie, złe i niepotrzebne, budzą u mnie mniejszy gniew niż te wcześniej wymienione. Da się je bowiem emocjonalnie usprawiedliwić.   

andy lighter

Published in: on Sierpień 23, 2011 at 3:25 pm  Komentarze (24)  
Tags: , , , ,

Wojna z Kaczyńskim, czy wojna Kaczyńskiego?

Ciekawe jak się czują rodziny załogi prezydenckiego Tupolewa, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy prezes Jarosław Kaczyński określa ją jako „gorsza załoga”? Określa tak załogę, „w ostatniej chwili zamienioną”, załogę,  którą do niedawna cały PiS bronił jak niepodległości i wychwalał umiejętności pilotów tego samolotu, jak i całego polskiego lotnictwa. Zresztą w tym samym słowotoku, na tej samej konferencji prasowej, Kaczyński zaprzecza sam sobie, mówiąc: Co do załogi polskiej – była decyzja o odejściu. Pozostaje pytanie, dlaczego do tego odejścia nie doszło. Piloci, którzy mają wylatane tyle godzin nie wiedzą jak to zrobić? To jest wątpliwe. Piloci Tu-154M zostali wprowadzeni w sytuację bez wyjścia i nie jest prawdą, że zabrakło im kwalifikacji”. No więc jak to jest? Była „gorsza”, czy wykwalifikowana, bo w wyjaśnieniach prezesa można się pogubić.

„Czy zmiana załogi Tu-154 M, którym miał lecieć Lech Kaczyński z lepszej na gorszą była przypadkiem, czy może wynikiem czegoś innego – a więc wojny z prezydentem? Konstytucyjnie prezydent jest pierwszą osobą w państwie i w oczywisty sposób należała mu się lepsza załoga.  Gdyby ich nie rozdzielono, z pewnością nie byłoby tej katastrofy” - to „piękny ukłon” prezesa w stronę rodzin załogi. Prezes nie może zrozumieć, dlaczego premier polskiego rządu przyjął zaproszenie premiera innego kraju, zamiast w tym czasie wziąć czynny udział w rozpoczęciu kampanii reelekcyjnej Lecha Kaczyńskiego. Oczywistym przecież jest, że w kampanię Lecha Kaczyńskiego powinni angażować się wszyscy, bez względu na przynależność partyjną, a przeciwnicy polityczni w szczególności. W końcu status głowy państwa i jego chęć na pozostanie tą głową, jest dla kraju najważniejsze!!!

Absolutnie się zgadzam z Jarosławem Kaczyńskim, że była wojna, jednak uważam, że nie była to wojna z Lechem Kaczyńskim, tylko wojna Lecha Kaczyńskiego. Zresztą Lech Kaczyński wojować lubił, np. w Gruzji, a wojować z Rosją, wręcz uwielbiał.

Oczywiście na konferencji PiS-u w sprawie raportu nie mogło zabraknąć Antoniego Macierewicza, który w tym celu wyszedł ze spotkania sejmowej Komisji Obrony Narodowej z ministrem Millerem. I jak zwykle wygłosił eksperckie zdanie na ten temat. Stwierdził, że powodem katastrofy było niewysłanie wcześniejszej BOR-u i niedopełnienie przez nich obowiązku ochrony miejsca, w które miał przylecieć prezydent Lech Kaczyński. Okazało się przy tym, że ekspert Macierewicz nie ma pojęcia o obowiązkach Biura Ochrony Rządu.

Przed tą konferencją odbywało się wspomniane wyżej spotkanie sejmowej Komisji Obrony Narodowej z ministrem Jerzym Millerem, w sprawie oczywiście raportu. I już wtedy w swoim długim monologu zarzucił ministrowi przemilczenie odpowiedzialności BOR-u, a więc i własnej, jako że BOR podlega ministrowi MSWiA. „Zarówno pan, jak i szef BOR, nie dopełniliście obowiązków, nie dopilnowując tego, by lotnisko było sprawdzone przez BOR” – twierdził Macierewicz. I oczywiście nie omieszkał przypomnieć lansowanej ostatnio wiadomości, że samolot przestał działać 15 metrów nad ziemią.

Abstrahując już od Jarosława Kaczyńskiego, gdybym nie znał dobrze obłędu Macierewicza, pomyślałbym, że jest pijany, bo ma dzisiaj urodziny. Ale znamy go doskonale, i oczywistym jest, przynajmniej dla mnie, że on zachowuje się i rozumuje jak pijany, obojętnie czy jest pijany, czy pije wodę, czy nic nie pije.

Swoją drogą, kompletnie nie rozumiem, jak można zniżyć się do poziomu ministra, czy innych ważnych urzędników państwowych i pozwolić sobie na taką hucpę pod ich adresem ze strony człowieka, który nie tak dawno przecież naraził na niebezpieczeństwo państwo polskie, unicestwiając jego służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Ten człowiek, który powinien „chodzić kanałami” ze strachu przed sprawiedliwością, nie tylko chodzi z podniesioną głową, ale beszta, ubliża i upokarza najwyższych urzędników w tym państwie. To długo jeszcze pozostanie dla mnie zagadką.

andy lighter

Published in: on Sierpień 3, 2011 at 5:53 pm  Komentarze (28)  
Tags: , , ,

O (moich) pieniądzach i BBN

Będzie o odszkodowaniach, BBN-ie i RBN-ie, kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Skarbie Państwa premiera Tuska, ale przede wszystkim o zasadach moralnych.

Raport Millera, zgodnie z przewidywaniami wielu komentatorów, ogromną częścią winy za katastrofę smoleńską obarczył Dowództwo Sił Powietrznych Wojska Polskiego, oraz załogę samolotu prezydenckiego. To dla wielu było oczywiste, Miller z komisją zrobił mi o tyle przysługę, ze nie muszę się już w niczym grzebać, bo podał mi na tacy zarzuty pod ich adresem. Słuszne zarzuty.

Ja się więc „nieśmiało zapytowywuję” za co każdy członek rodziny Błasika, zwierzchnika Sił Powietrznych i np. dowódcy Tupolewa dostali 250 tys. odszkodowania ze Skarbu Państwa, czyli z moich podatków? Niedawno dostałem odpowiedź, że za straty moralne i utratę więzi rodzinnych ze zmarłymi. Pytam się więc dalej, dlaczego po 250 tys. nie dostał każdy członek rodziny kierowcy, który niedługo po katastrofie zabił 18 osób wiezionych w niewielkim busie do pracy? Że co? Że powinno być 8 osób, że był winny? Co z tego? Błasik też był winny i dowódca też. Pytam dalej. Dlaczego każdy członek rodziny kierowcy, który zabił czterdzieści parę osób pod Grenoble, nie dostał po 250 tys.? To co, że zignorował znak drogowy? Załoga zignorowała tyle „znaków”, że uniesposób ich w dziesięciu zdaniach wymienić.

Tak się zastanawiam, czy odszkodowania dla pasażerów (przynajmniej części z nich) powinien płacić Skarb Państwa, czy np. kancelaria prezydenta. To kancelaria prezydenta ułożyła listę pasażerów. Nie tylko nie płaci odszkodowań, ale jeszcze członkowie ich rodzin dostali moje pieniądze, za to, że spowodowali niebezpieczeństwo paraliżu Polskiej Armii i najważniejszych Polskich Urzędów Państwowych (np. NBP), poprzez umożliwienie im podróży w jednym samolocie. Że co? Że nie było procedur? A głowy, że zapytam, od czego są, oprócz noszenia beretów? Czy przypadkiem nie od myślenia? Czy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, z definicji wynikającej już chociażby z nazwy tego urzędu, nie powinno taki lot absolutnie zastopować? Czy Rada Bezpieczeństwa Narodowego, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, nie powinna takiego składu pasażerów absolutnie zanegować i absolutnie zakazać? To jest zasrany obowiązek BBN i RBN!!! Czy żyjący pracownicy BBN (np. Błaszczykowski) nie powinni stanąć przed sądem, za niewykonywanie swoich obowiązków – umożliwienia powstania niebezpieczeństwa narodowego. Urzędnicy tego urzędu nie mają prawa NIE MYŚLEĆ, że stanie się coś złego! ONI ZA TO BIORĄ PIENIĄDZE!!! Czy pracownicy kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z obecnie wołomińskim spadochroniarzem na czele, nie powinni prezydenta „otrzeźwić” zwracając mu uwagę, że to niebezpieczne? Czy prezydent nie powinien dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli i bezpieczeństwo państwa? Tym bardziej prezydent pomny złych samolotowych doświadczeń, choćby z Mongolii?

Oczywiście na orzeczenie winy (współwiny) za katastrofę, np. Błasika trzeba poczekać do zakończenia prac prokuratury. Ale jestem przekonany, że kancelaria prezydenta, BBN, nie są w ogóle objęte prokuratorskim śledztwem pod kontem listy pasażerów, nie ma to bowiem bezpośredniego związku z przyczyną wypadku. Czy jednak BBN-em Kaczyńskiego nie powinna się prokuratura zająć? Przecież wynik tej katastrofy, czyli lista ofiar, to jest absolutnie doskonały przykład nieróbstwa, dyletanctwa, bylejakości i brania pieniędzy „za nic” przez urzędników Biura Bezpieczeństwa Narodowego!!!

Mam pytanie do premiera Rzeczpospolitej Donalda Tuska. Czy pan premier, nie ma moralnego dylematu, wypłacając rodzinom osób współwinnym katastrofy potężne pieniądze z kieszeni m.in. rencistów i emerytów, żyjących w skrajnym ubóstwie?

andy lighter

Spuściznowa schizofrenia

Prawo i Sprawiedliwość ustami swojej wice szefowej, pani Szydło, oraz rzecznika Hofmana, nie uznaje za stosowne zastosować się do prośby wdowy po Zbigniewie Herbercie, o niewykorzystywanie jego poezji do realizacji celów politycznych. Partia uznaje, że twórczość poetów jest dobrem wspólnym i mają prawo z niej korzystać.

Miałoby to nawet sens, gdyby nie dwa drobne szczegóły. Otóż po pierwsze, uczucia wdowy po poecie powinny być absolutnie szanowane i kto jak kto, ale ci, którzy na okrągło wycierają sobie gęby apelami o szanowanie uczuć tych, którzy rok temu stracili swoich bliskich, powinni wiedzieć o tym najlepiej. Po drugie, nie kto inny jak Jarosław Kaczyński i PiS, odmawia wszystkim innym, poza swoimi zwolennikami, powoływanie się na spuściznę Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście musiałbym upaść na głowę, żeby powoływać się na jego spuściznę, bo to jest „spuścizna” Jarosława, ale o ile się nie mylę, Lech Kaczyński był, przynajmniej tak chce jego brat, podobno prezydentem wszystkich polaków, pełnił państwowy urząd za państwowe pieniądze i guzik Jarosława Kaczyńskiego powinno obchodzić, kto i kiedy powołuje się na spuściznę urzędnika państwowego.

Swoista i… swojska (dla PiS-u) logika schizofrenika: My możemy czerpać garściami z kogo chcemy, ale od naszego prezydenta, precz!

Ostatnio również hierarchia kościelna próbuje się dystansować od konfrontacyjnej retoryki PiS-u. Może tez powinni rozważyć, zwrócenie uwagi prezesowi, który z upodobaniem powołuje się na spuściznę po Janie Pawle II, aby tego nie robił. Ogólnie wiadomo, że brzydzący się agresją, proeuropejski papież byłby ostatnia osobą, która z aprobatą przyjmowałaby działania Jarosława Kaczyńskiego. Tak na marginesie: za swoją haniebną decyzję, Stanisław Dziwisz, herbatę którą zaparzył papieżowi (gdyby żył) musiałby mu przynosić zapewne w worku pokutnym. Nie wyobrażam sobie bowiem zgody papieża na pochówek w jego ukochanym Krakowie, na jego ukochanym Wawelu, prezydenta takiego jakim był Kaczyński

Bardzo dobrze się stało, że wdowa po poecie zabrała głos w tej sprawie. Po raz kolejny okazuje się, że czy to instytucje poza krajem, jak Komisja Europejska, czy to pojedyncze osoby jak pani Katarzyna Herbert, potrafią „stawić opór” przeciwko rozpasanemu prezesowi i jego zwolennikom. Szkoda tylko, że Państwo tego nie potrafi.

Prezesie, po co wam czyjas spuścizna? Macie tylu własnych genialnych wieszczów, począwszy od Rymkiewicza i Wolskiego…

andy lighter

Published in: on Kwiecień 14, 2011 at 12:51 pm  Komentarze (9)  
Tags: , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.