Zakłamane media i głupota polityków

Oczywistą prawdą dla wielu Polaków jest fakt, maksymalnej manipulacji mediów opinią publiczną. Podobnie myślimy o politykach. I o ile, codziennie niemal utwierdzam się w przekonaniu, dziennikarskiego zakłamania, o tyle coraz bardziej jestem przekonany, że politycy w większej mierze niż manipulację, pokazują swoją głupotę.

Weźmy chociażby sprawę ACTA. Minister Zdrojewski wysłał w sprawie ACTA zapytania, czy tam prośby o opinie rozmaite środowiska przedstawicieli kultury, traktując to, jako konsultacje. W tych para konsultacjach wzięły udział m.in. telewizje Polsat, TVP i TVN. „Wzięły udział” to właściwie za dużo powiedziane, raczej powinno być: „nie wniosły do projektu umowy żadnych zastrzeżeń”. I to mnie akurat nie dziwi, w końcu ów projekt miał na celu m.in., albo głównie, ochronę praw autorskich również tych telewizji.

Nie jest moim zamiarem wypowiadać się na temat słuszności, czy niesłuszności ACTA, ale zachowań mediów w czasie „konsultacji”, w czasie protestów internautów i po przyznaniu się Tuska do błędu.

Otóż jeżeli media nie wniosły żadnych zastrzeżeń do umowy na etapie zapytania ministra, to czym, jeśli nie manipulacją jest głośny krzyk wszystkich wymienionych mediów (dziennikarzy je reprezentujących) w obronie protestujących internautów? Dlaczegóż to owe media nie napisały do ministra: „Panie ministrze, umowa jest zła, bo w żaden sposób nie chroni wolności internautów”? Nie przeszkadzał owym telewizjom brak konsultacji ze społeczeństwem, w czasie „konsultacji” z nimi. Jaką w takim razie legitymację owe media mają do krytyki (gremialnej) rządu w sprawie nie tylko braku konsultacji społecznych, ale i rażących błędów w samej umowie? Przecież kiedy można było te błędy zauważyć, z punktu widzenia TVN, czy Polsatu, wszystko było w porządku. Dziś rozmaici Rymanowscy, czy inne panie dziennikarki nie zostawiają suchej nitki na ACTA, braku konsultacji, a jakby tego było mało, drwią z wycofania się Tuska z umowy. Znaczy to, że honorowo by było brnąć dalej w tę chorą umowę, bo przyznanie się do błędu, szanującemu się politykowi nie uchodzi.

Owe telewizjie i inni przedstawiciele twórców, którzy nie zareagowały, kiedy był na to czas, a dzisiaj biją pianę, nakręcając opinię publiczną i podsuwają jej rząd do zlinczowania, powinny na pasku ekranu telewizyjnego, video clipu albo w headlin, tuż pod tytułem gazety, ustawić na długi czas napis: „Przepraszamy za ACTA”. Bo wina rządu jest oczywista, ale owe media, środowiska, itd., są ostatnimi, które powinny teraz kamienować rząd, o swojej „roli” nie wspominając słówkiem, jakby mówili o badaniach kosmosu, o których usłyszeli w agencjach prasowych, bo przecież mają się do kosmosu, jak pięść do nosa. O ACTA mogły i powinny były mówić. Wtedy, kiedy powinny!

Pamiętacie Krakowiaka, znanego dawno temu bandytę, który przychodził na salę sądową z kartką, na której wypisane było: „Telewizja kłamie!”? To było jeszcze za komuny. Otóż od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Może oprócz ilości tych zakłamanych telewizji. Pisząc „kłamie”, mam dziś na myśli również przemilczanie ważnych kwestii i własnego w nich udziału.

Kończąc już ten temat i wchodząc zarazem w drugi, warto przypomnieć sobie, peany na temat umowy wygłaszane przez pisowca, przewodniczącego komisji sejmowej jakiejś tam. I żadne głupie „Poseł się pomylił”, wygłaszane przez zbawcę narodu, tych peanów nie przekreślą. Pochylanie się więc z troską nad skrzywdzonymi internautami jest mega manipulacją. Zwykłym, prostackim szwindlem.

Głupota jednak polityków (rządzących) polega na tym, że nie wykorzystują tych peanów dostatecznie. Coś tam bąkną, coś powiedzą, ale w obliczu zagłuszenia przez PiS na spółkę z Ziobrystami, odpuszczają i „jadą dalej”. I wcale mi ich nie szkoda, bo tak gra przeciwnik, jak drużyna pozwala.

A pozwala tyle, że „O ho ho!”, albo jeszcze więcej. Chociażby w sprawie emerytur. Jaki jest zamiar rządu w tej sprawie wszyscy wiemy. Wiemy tez jakie jest zdanie w tej sprawie opozycji. I aż się prosi, żeby najzwyczajniej w świecie wyłuszczyć w kilku prostych zdaniach, argumenty za i argumenty przeciw propozycjom opozycji. Tyle, że powinna to zrobić jedna osoba, jasno wykładając (pięć, siedem minut w zupełności wystaczy), dlaczego zdanie rządu jest właśnie takie. Odnoszę wrażenie, że politycy PO zwyczajnie nie umieją tego zrobić. Są za głupi na ułożenie jednej kartki A4 i przeczytanie jej.

Pomijając już moje prywatne zdanie na ten temat, doskonale rozumiem powody, którymi kieruje się Tusk, tzn. z łatwością mógłbym je wytłumaczyć. A co dopiero człowiek siedzący w temacie.

Głównym nieporozumieniem, jakim szafuje, karmi opinię publiczną opozycja jest to, że przyszły wiek przechodzenia na emeryturę kobiet, przykłada się do teraźniejszych warunków, w jakich kobiety pracują. To jest nieuprawnione i opinia publiczna, co nie może dziwić, tego nie pojmuje. Nie może dziwić, bo nikt nie jest w stanie im tego prosto wytłumaczyć. Nasi politycy są za głupi. To mocne słowa, ale innych nie znajduję w obliczu nie podjęcia tak oczywistego działania. Łatwo przecież wytłumaczyć ludziom, że z roku na rok, a już na pewno z dekady na dekadę, warunki pracy są/powinny być (trzeba to po prostu egzekwować) coraz lepsze, praca coraz mniej uciążliwa. Wystarczy przytoczyć przykład Biedronki, gdzie jedna zadyma wystarczyła, aby warunki pracy w tej firmie diametralnie się poprawiły.

To tylko jeden przykład argumentów i jeden przykład łatwości jego przytoczenia. Ten argument zresztą jest nie do obalenia, podobnie jak pozostałe. O ile łatwiej później spierać się o szczegóły i niektóre z nich uwzględniać, a inne obalać.

Ale rządzący tego nie robią. Skoro nie manipulują (w tej sprawie na manipulację pozwolić sobie nie można, najwyżej odłożyć temat ad acta), to jakie jest inne wytłumaczenie jeśli nie głupota? Ja nie znajduję. Tłumaczą coś „naokoło”, kluczą, jąkają się przeskakują z punktu do punktu… Opozycja więc atakuje radośnie rządzących, bo dlaczego by miała nie atakować? Tym bardziej, że duża część polityków opozycji nie manipuluje, ale też nie ogarnia umysłem „przyszłości” wieku i „przyszłości”, a nie „teraźniejszości” warunków pracy (np.). Bo też są za głupi.

A wystarczyłaby kartka papieru, wypisanie Kiku punktów i krótkich, celnych i zwięzłych wyjaśnień przy każdym z nich.

andy lighter

Zawiedzione nadzieje

… dziennikarzy i polityków.

Ten Palikot to jednak świnia jest. Miał zapalić skręta maryhy, a tylko… kadzidełko zapalił. No jak tak można, zapowiadała się nuklearna bomba medialna: poseł wyprowadzony w kajdankach z gmachu Sejmu, sąd, skazanie (po oczywistym odebraniu immunitetu), i kryminał.

A tu Palikot, cham jeden, kadzidełko sobie zapalił. Dziennikarze obecni na konferencji Janusza Palikota nie ukrywali rozczarowania. Z mega newsa, co najmniej parodniowego pewniaka na całe poranki, popołudnia i wieczory, wypełniające 90 % wiadomości nic nie wyszło. No nie poświęcił się ten cham jeden dla telewizji, dziennikarzy i nie dostarczył igrzysk widzom.

Swojego zawodu nie ukrywali też politycy. Już mieli przygotowane wnioski do sądu przeciwko posłowi/posłom Ruchu Palikota, już się cieszyli, że nie będą musieli demonstracyjnie wychodzić, kiedy Palikot wchodzi na mównicę, a tu nic, klapa. Pozostały im pozwy rezerwowe, takie o podżeganiu, naciągane i w ogóle niepewne za bardzo. Poza tym, najwyżej będzie musiał zapłacić co najwyżej parę złotych, a to nie to samo co pucha. I nie to samo co uwolnienie sejmu przez tego bezbożnika.

No niedobry jest ten Palikot, naprawdę. Obiecał i nie zrobił. Nie dał się wpuści ć w… kryminał.

Swoją drogą „żądza krwi” dziennikarzy jest powalająca. Ciekawy jestem, czy znalazł się chociaż jeden dziennikarz, który wcześniej porozmawiał z Palikotem: „Panie pośle, daj pan spokój. Po co ten cyrk, wiadomo, że wszyscy w sejmie czekają tylko na to, żeby się pana pozbyć i marzą nocami, żeby powinęła się panu noga. A wtedy żaden z nich się nie zawaha, żeby pociągnąć za dźwignię zapadni”.  Jestem przekonany, że nie.

andy lighter

Published in: on Styczeń 21, 2012 at 2:42 pm  Komentarze (19)  
Tags: , , , , ,

Echa expose premiera

Czyli Palikot po Kaczyńskim i Urbański w telewizji.

Expose premiera Tuska mogło zrobić wrażenie. I zrobiło, jak dla mnie było kapitalne. Jednak zbladło nieco, po wystąpieniu Janusza Palikota. Wystąpienie Palikota było kapitalne. Główny nacisk położył bowiem na temat: Państwa zaufania publicznego.

Państwo zaufania publicznego to praktycznie bezinwestycyjna, kompletna zmiana funkcjonowania państwa. I nie tylko bezinwestycyjna, ale przynosząca wymierne, ogromne korzyści finansowe, że o korzyściach niefinansowych – stosunków międzyludzkich, wolności, rozwoju osobistego i terytorialnego nie wspomnę.

Senat, Powiaty, Sejmiki wojewódzkie, Agencje (Rolne i jakieś tam), czyli dublowanie administracji, kompetencji i przerost biurokracji, oraz posadki dla polityków, ich rodzin i „znajomych”, to tylko niektóre kule u nogi, oprócz marnotrawienia pieniędzy, które spełniają bardzo skutecznie rolę zaciągniętego hamulca ręcznego w pojeździe zwanym: „rozwój Polski”.

Byłem pod ogromnym wrażeniem wystąpienia Palikota. I niech mi jeszcze ktoś powie, że Palikot to tylko krzyż i inne pierdoły, a o gospodarce to zielonego pojęcia. Palikot udowodnił w swoim krótkim przemówieniu, że wie więcej, niż wszystkim wokół się wydawało.

A potem była telewizja, a w telewizji Andrzej Urbański, znany przyboczny Lecha Kaczyńskiego, propisowiec w każdym calu. To ostatnie stwierdzenie to oczywiście moje subiektywne zdanie, bo pan Andrzej obnosi się swoją „neutralnością” i bezstronnością…, koń by się uśmiał, że tak powiem.

Otóż doświadczenie dziennikarskie i w ogóle medialne Urbańskiego pokazało się wczoraj jak w soczewce. Jak wytrawny manipulant komentował expose premiera w rozmowie z innym skądinąd manipulantem, dziennikarzem TVN24.

Wg niego wydłużenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost (drastyczny) bezrobocia wśród ludzi młodych. Manipulacja. Rynek pracy to nie jest jakieś pole o stałych rozmiarach, które może się jedynie zmniejszać (jeśli np. powstaną kałuże), ograniczając miejsce do poruszania się po nim ludzi. Rynek pracy, jeśli gospodarka ma się normalnie, rozrasta się panie Urbański. A ludzie będą dłużej pracować po kryzysie panie Urbański.

Andrzej Urbański Zdj. fakt.pl

Kwotowa waloryzacja może być niekorzystna dla emerytów, twierdzi Urbański, bo kwotę ustala minister i zależy ona od stanu budżetu. Kolejna manipulacja. Pan Urbański pewnie nie wie, że procentowa waloryzacja też może być niekorzystna dla emerytów (zawsze jest niekorzystna – nigdy korzystna!) i też zależy od budżetu, bo… ustala ją minister a nie dzielnicowy, albo inny ksiądz proboszcz. Kwotowa waloryzacja może jest o tyle… „korzystniejsza”, że ci którzy mają niższe świadczenie mogą dostać wyższą waloryzację kwotową, niż ci, którzy mają świadczenia wyższe. W waloryzacji procentowej, różnica w wysokości świadczeń się powiększała.

Najbardziej zawiedziony był pan Urbański brakiem… obietnic premiera. Chciałby usłyszeć np.: „Tniemy po to, oszczędzamy po to, aby uzyskać sześcioprocentowy wzrost gospodarczy za dwa (trzy…) lata”. Boże drogi!!! Europa tonie, a pan Urbański chce obietnic i konkretnego celu obietnic. A może za tydzień okaże się panie Urbański, że usłyszy pan: „Tniemy po to, żeby nie mieć minus pięciu procent spadku, tylko minus dwa”. Nikt nie może tego dziś przewidzieć i tylko rasowy manipulant może „wysuwać” tak idiotyczne „oczekiwania”.

Pan Urbański zarzucił też Tuskowi, ze te wszystkie oszczędności są winą Tuska, bo to on zrobił ten nasz dług, który teraz trzeba zmniejszać i który możemy zobaczyć na tablicy Balcerowicza w Warszawie. Pan Urbański zapomniał, jak to manipulant, że ten dług pomogła Tuskowi zrobić Zyta Gilowska, która tak naprawdę zaczęła go robić, że ten pomagały Tuskowi robić niekorzystne kursy walut, niekorzystne sytuacje na giełdach, no i kryzys. Ale pan Urbański pokazuje, ze Tusk nie musiał wcale zrobić długu. Bo Luksemburg nie zrobił. I Holandia i Wielka Brytanie też nie zrobiła. Qr…, panie Urbański Emiraty Arabskie też nie zrobiły! Przywołanie przykładu Luksemburga czy Holandi jest haniebne, jest haniebną manipulacją, Luksemburg to najbogatsze państwo w Europie.

Tacy ludzie jak Urbański wiedzą o tym, że są wodą na młyn pisowskiego, w dużej części kompletnie ciemnego (w sensie znajomości ekonomii, gospodarki, itp.) elektoratu. I sprytnie, haniebnie to wykorzystują.

Zresztą oni muszą to robić. Manipulowanie, wyrośniętych z mediów – kuźni manipulacji) osobników to ich… druga natura. To odruch bezwarunkowy, tak jak przymus napicia się u alkoholika. Oni inaczej nie umieją. Ten człowiek kładzie się spać w poczuciu znakomicie wykonanej pracy – dobrze zrobionej manipulacji. I poczytuje ją sobie za wielką zasługę, w przyszłej drodze do nieba – zapewne Jezus przyjmie go u bram, z otwartymi ramionami, jako prawego, uczciwego, manipulującego ze szlachetnych, szczytnych pobudek, człowieka.

andy lighter

Uczciwe postawienie sprawy

Media wieszczą wielki konflikt w Platformie i mielą ten temat na okrągło, jak zwykle napuszczając wszystkich na wszystkich. Oczywiście między Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną. Konflikt zapewne jakiś jest, a może bardziej próba sił za sprawą Schetyny, mnie jednak podobało się uczciwe postawienie sprawy przez premiera.

Idzie trudny czas dla Polski (i dla Europy, a nawet świata, o czym świadczą „problemy” chińskiej potęgi) i jak najbardziej rozsądne jest odsunięcie Schetyny z bardzo silnej pozycji, jaką miał i miałby, będąc marszałkiem sejmu. Schetyna kreujący się, być może słusznie, choć ja go liderem nie widzę, na lidera PO, może dysponować projektami ustaw. Jedne odłożyć do zamrażarki, inne przekładać z tygodnia na tydzień, pokazując członkom swojej partii swoją niezależność, siłę i… „nie boję się nikogo”.  Musi to robić i to mnie nie dziwi, w końcu trzeba będzie o władzę w Platformie zawalczyć. Ale nie dziwi mnie też wobec trudnych wyzwań potrzeba dobrej współpracy na linii rząd – marszałek sejmu. Schetyna w oczywisty sposób (i nie jest to zarzut), jako rywal, mógłby chcieć, czy chociażby móc, rzucać kłody, albo mniejsze kłodki, pod nogi premierowi. A nie jest na to czas.

Również dziwi mnie wrzawa wokół powołania nowego rządu. A że premier nie dotrzymał słowa, a że mówił o potrzebie rekonstrukcji rządu, a że słabi ministrowie, itp. Premier mówił rzeczywiście o potrzebie rekonstrukcji rządu i o tym, że ze starej ekipy pozostanie jedynie kilku. Jednak ja nie słyszałem (być może źle słuchałem – to możliwe, bo ostatnio mam problemy z byciem na bieżąco), żeby mówił, że powoła nowy rząd tydzień, albo trzy tygodnie po wyborach, czyli „na gwałt”. Konstytucyjne terminy sprawiają, że nowy rząd mógłby zostać powołany do 6. grudnia, czy jakoś tak. A więc cztery tygodnie przed zakończeniem prezydencji Polski w UE. Ciekawy jestem co by się stało, gdyby prezydent poszedł Tuskowi na rękę i zaprzysiągł na ten czas, np. czterech tygodni, „stary” rząd? W UE pracuje cała masa zespołów branżowych i powoływanie nowego ministra np. na dwa ostatnie posiedzenia jakichś tam zespołów jest idiotyzmem. Nowy minister może się tam czuć jak pingwin na Saharze. Nic by się nie stało. To oczywiste. No…, ale, co media powiedzą (manipulujące „treścią” obietnicy) i opozycja, no i wyborcy co powiedzą…!

_____

O tym, że Kaczyński jest kłamcą, wiadomo od dawna. I wiadomo o tym, że jest chory. Już dawno pisałem gdzieś (chyba na którymś z serwisów dziennikarskich) o pasującej do niego jak ulał paranoi politycznej. Oto znów nie dotrzymał słowa, że po kolejnych przegranych wyborach ustąpi z funkcji prezesa i powierzy kierowanie partiom komuś młodszemu. Tym razem jednak ma ku temu niedotrzymaniu ważny powód: musi zbawić Prawdziwych Polaków. Bo okazało się, że prawdziwi Polacy, nie chcą słyszeć o odejściu Jarosława Kaczyńskiego i widząc w nim pomazańca bożego skandują „Jarosław! Zbaw nas!”. Ma więc zadanie do spełnienia, misję niczym sam Jezus Chrystus. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ten człowiek paranoją polityczną jest obarczony, ale nie mam tez wątpliwości, na szczęście, że w przeciwieństwie do społeczeństw, które uległy głoszonym hasłom, innych dotkniętych tą przypadłością przywódców, nasze społeczeństwo w większości, jego obciążenia psychicznego jest świadome. I oprócz uprzykrzania życia nieprawdziwym Polakom i opozycji nic więcej nie jest w stanie w tym kraju osiągnąć. Szkoda tylko tych jego wyznawców, szczególnie młodszych. Jak oni kiedyś spojrzą w oczy swoim wnukom, przyznając się, żewielbili Zbawiciela Jarosława?

andy lighter

Palikot w natarciu

Niemal wszyscy daliśmy się zwieść (aż wstyd przyznać) wieszczeniu plajty inicjatywy „Ruch Poparcia Palikota”. I jeśli nam, komentatorom – amatorom, blogerom, można to „wybaczyć”, o tyle dziwić musi stawianie krzyżyka na uczestnictwie Janusza Palikota i jego zwolenników w „wielkiej polityce”. A Janusz Palikot, konsekwentnie robił swoje. I wszystko wskazuje na to, że „się dorobi”. I politolodzy, i socjolodzy i specjaliści od PR-u i marketingu politycznego najwyższych lotów dali plamę. Panowie i panie, jesteście do… niczego.

Podczas dyskredytowania wszyscy jednak uznawaliśmy Janusza Palikota jako osobę wyjątkowo inteligentną, choć ekstrawagancką, ale bez wyczucia politycznego. I wydaje się, że ową inteligencję i polityczne wyczucie dziś nam Janusz Palikot udowadnia. Wszystko wydaje się być albo bardzo przemyślane, od początku do końca, łącznie z „wielkim dołem” w sondażach jeszcze nie tak dawno, albo ten polityk kapitalnie i szybko wyciąga wnioski ze swoich błędnych działań i ucząc się na błędach, działa coraz skuteczniej.

Jednym z głównych powodów jego początkowych niepowodzeń upatrywaliśmy w zbytnim antyklerykalizmie i oparciu swojej bytności w polityce wyłącznie na tym temacie. Dziś można śmiało powiedzieć, że Palikot wiedział co robi. Antyklerykalizm jest w Polsce dość powszechny, ale jednocześnie jest (a właściwie był) tematem tabu. Napisałem „był”, bo dzięki Palikotowi właśnie, przestaje być czasem przeszłym i coraz bardziej „jest”. To wyłącznie zasługa Palikota, bo lewica w swoim antyklerykalizmie zawsze była niewiarygodna. Antyklerykalizm Palikota ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również finansowe, bo nieopodatkowanie Kościoła Katolickiego w Polsce „boli” wielu Polaków, np. mnie. Kościół Katolicki, oprócz prania mózgów swoim wiernym i wtrącania się do polityki, nie mają wobec tego kraju żadnych obowiązków. Są wyłącznie biorcami, opływając jednocześnie w materialne dobra doczesne. Zwrócenie na to uwagi Palikota było strzałem w dziesiątkę. Po co więc robił happeningi z biblia, kiełbasą i wódką? Po to, żeby być w mediach. A mógł być tylko dzięki szokowaniu, ekstrawagancji, bezczelności, mówieniu o tym. Powoli, stopniowo, coraz częściej, oprócz tematu „antyklerykalizm i odsunięcie duchownych od życia politycznego”, pokazywał też inne tematy, program polityczny, gospodarczy i społeczny. Cały czas, z różnym skutkiem, ale im dalej tym skuteczniej, dbał o to, aby media o nim nie zapomniały. I nie zapomniały.

Zdj. PAP/Tomasz Wojtasik

Ludziom cholernie się to podoba: przełamanie tematu tabu i uczynienie z kwestii miejsca Kościoła w Polsce ogólnonarodowej dyskusji, i „nowi ludzie”(!!!). Ludzie Janusza Palikota są kompletnie nowi. To są „nasi sąsiedzi”, zwyczajni „przechodnie” mijani przez nas na ulicach naszych miast. I podobnie jak my, często są to ludzie bardzo doświadczeni życiem, z wieloma problemami, „schodami nie do przejścia”, które jednak „przeszli”. Dyskredytowanie tych ludzi przez innych polityków jest zaprzeczeniem, głoszonej przez nich właśnie i hołubionej wizji społeczeństwa obywatelskiego. Oni marzą o tym, aby politykę zostawić im, a obywatelom zostawić co najwyżej organizacje pozarządowe. I prawie m się udało, gdyby nie… sondaże. Sondaże spowodowały zachęcenie zwolenników RP do „ujawnienia” swoich preferencji. Już nie myślą o zmarnowanym głosie, już nie muszą wybierać mniejszego zła.

Janusz Palikot i wejście jego ugrupowania do sejmu może okazać się impulsem dla innych, realnym, a nie pozornym początkiem społeczeństwa obywatelskiego. Palikot może okazać się prekursorem wprowadzania tej idei w życie.

Nie mogę się nadziwić niechęci polityków Platformy Obywatelskiej do Ruchu Palikota. Straszeniu ludzi, porównaniem głosu na RP z głosem na PiS. Wypieraniu się możliwości koalicji z RP. To jest najgłupsze działanie polityków, którzy chcą wygrać wybory. Jasne jest, że Palikot odbiera głosy nie tylko SLD, ale też Platformie. Jasne jest też, ze Platforma, jeśli wygra (a nawet jeśli minimalnie przegra), będzie musiała wejść w koalicję. Bardzo prawdopodobne jest, że koalicja z PSL-em może nie wystarczyć. Dyskredytacja więc RP, obrażanie kandydatów na posłów z tej partii jest durne. Bo kiedy będą musieli „poprosić” Janusza Palikota o współpracę, będzie zwyczajnie głupio.

Politycy i media zarzucają Palikotowi plotkarstwo, opisywanie w swojej książce prywatnych rozmów i niepublicznych, „nieeleganckich” zachowań dawnych kolegów. Nie jest to rzeczywiście zbyt dobrze widziane. Ale wiadomo od zawsze, że celebry ci pisząc książki, oprócz własnych przeżyć, doświadczeń, myśli i wizji, piszą głównie o innych. Najczęściej o ludziach „ze swojego podwórka”. Politycy o innych politykach, piosenkarze o innych piosenkarzach, aktorzy o innych aktorach, itd. To jest zresztą główny powód popularności ich dzieł. Jeśli się nie mylę, Donald Tusk też wydał książkę przed którymiś tam wyborami i też tam (chyba, bo nie czytałem) opisywał kuluary życia politycznego w szerokim tego słowa znaczeniu.

Koalicja, w której mieściłby się Ruch Palikota byłaby z punktu widzenia społeczeństwa niezwykle cenna. Jego „upierdliwość” jest powszechnie znana i jest pewne, że nawet jeśli nie załatwi się szybko kwestii realnego oddzielenia Kościoła Katolickiego od państwa (bo przewiduję, ze nie załatw się szybko), to pewne jest, że temat nie zniknie, nie zostanie zapomniany, a to jest, moim zdaniem bezcenne. Tak samo jak bezcenne są inne kwestie, opodatkowanie KK, in vitro, ułatwienia dla przedsiębiorców, itd., itd. Jest też znany jako liberał, nie ma więc powodu, aby w koalicji z PO nie był.

Osobiście nie będę głosował na Ruch Palikota, bo ju ż wczesniej dokonałem wyboru. Jestem jednak winien temu politykowi szacunek. Dokonał rzeczy wielkiej, przez większość opinii publicznej uznawanej za niemożliwą. Skruszył beton!

Ps. Postanowiłem dokleić spot Palikota. Moim zdaniem najlepszy spot spośród wszystkich spotów, wszystkich partii w tej kampanii.

andy lighter

Zapowiedź „wybuchu bomby”

Trzeba przyznać, że PiS rozgrywa tę kampanię wyborczą po mistrzowsku. Oprócz wielu wpadek, takich jak otwieranie samootwierających się drzwi, czy „konferencji akademickiej” Zyty Gilowskiej, ostatnie posunięcia spin doktorów PiS-u są mistrzowskie. Najpierw wysłanie kiboli w ślad za tuskobusem, a teraz szerzenie, coraz bardziej nahalne i coraz bardziej głośne, mającego się wydarzyć upublicznienia rozmowy braci Kaczyńskich podczas lotu prezydenta do Smoleńska.

Oczywiście istnieje teoretycznie możliwość, że rząd przetrzymuje to nagranie, aby wyskoczyć z nim 8. października. Nie sądzę jednak, żeby Tusk był głupcem, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, dobrze wie, że skutek mógłby być odwrotny od zamierzonego, a po drugie, gdyby były takie plany, zostały one „spalone”, odkryte i wyszłaby potężna zadyma. Jednak Kaczyński też wie, że Tusk ułomkiem nie jest, dlatego „przewiduje”, że treść rozmowy zostanie upubliczniona w zagranicznych mediach. Oczywiście (tego już Kaczyński nie mówi, ale to oczywiste), w porozumieniu z polskimi władzami.

Widać kontrwywiad i wywiad, od podstaw utworzony przez ministra Macierewicza działa jak nie przymierzając James Bond, Agent Tomek i Marian Zacharski razem wzięci. Dla swojego twórcy rzecz jasna.

Ja sądzę, że coś jest na rzeczy, a raczej było. Ale że za tym numerem stoi PiS. Nie wiedząc czemu bowiem, prezes Jarosław Kaczyński zdecydowanie ostrzega, że jeśli coś tam będzie w tej rozmowie, znaczy to, że została sfałszowana. To zaiste niebywały ruch, uprzedzenie ewentualnej wiadomości stwierdzeniem, że będzie ona sfałszowana. Czyżby Kaczyński znał treść tych „planowanych” publikacji? Byłoby to doprawdy dziwne.

Nic mnie już nie dziwi w tej kampanii, nie zdziwi mnie też kolejny numer PiS-u, bo że to jest ich bomba, nie mam wątpliwości. Nie wiem tylko, czy to „znaleziony zawczasu niewypał”, czy zgodnie z planem PiS-u wybuchnie, jako kolejny, ostatni krok służący do wysadzenia Platformy z „siodełka” rządowego.

andy lighter

Published in: on Wrzesień 28, 2011 at 3:19 pm  Komentarze (17)  
Tags: , , , , , , , ,

I tak źle i tak niedobrze, czyli Ziemkiewicz o debatach

Partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest odosobniona w głoszeniu prawd objawionych. Nie tylko oni twierdzą, że gdyby zdarzyło się „to”, to oczywiście byłoby „tak” (jak oni mówią). „Gdyby Gilowska debatowała z Rostowskim, to by go rozjechała”, a „gdyby były zalegalizowane związki homoseksualne, to homoseksualiści adoptowaliby dzieci”. Ba, „gdyby ktoś darł taką jedną książkę na swoich urodzinach w swoim ogródku, to uraziłby uczucia religijne, np. jakiegoś posła na sejm z drugiego końca Polski”.

Podobnie jak partia Kaczyńskiego, czyli PiS, myślą propisowscy „intelektualiści”, w tym intelektualni „ludzie pióra”, tacy jak Rafał Ziemkiewicz. Ostatnio wpadł na kompletny bezsens, zresztą jego intelekt nie opóźnił zapłon, bo znacznie wyprzedził go Andrzej Urbański. Ale Ziemkiewicz dołączył do jakże słusznej i mądrej myśli Urbańskiego. A uzasadnił to dołączenie znacznie mądrzej w dodatku.

Otóż Ziemkiewicz nie może już zdzierżyć mediów, które są bardzo przychylne Tuskowi, nie wiedzieć czemu (wiedzieć – polskojęzyczne, ale o tym nie teraz przecież), wybrzydzają na prezesa Kaczyńskiego, który nie chce debatować, i klepią „że tylko debata, tylko starcie poglądów, konfrontowanie różnych punktów widzenia i systemów wartości, ma sens i czyni demokrację demokracją”. Ziemkiewicz wie, co by było, gdyby np. Tusk nie chciał debatować z Kaczyńskim i unikał debat z prezesem: Gotów bym się założyć o wszystkie pieniądze, że uśredniony ton mediów, docierających do przeciętnego Polaka, byłby wtedy diametralnie odmienny. Z kim tu debatować, szydziliby mędrcy z Tusk Vision Network i Agory, po co nam pusta gadanina, przecież z góry wiadomo, że nikt nic mądrego w takich wyborczych debatach nie powie!”. Geniusz, doprawdy geniusz!

Jednak Ziemkiewicz w swym geniuszu intelektualnym idzie dalej. Udowadnia kompletną nierzetelność i protunkowość dziennikarzy pokazując ich ucieczkę przed uczciwą polemiką: „Ich telewizyjne dyskusje polegają na wzajemnym przytakiwaniu sobie przez ludzi kibicujących władzy i chwalących ją z różnych pozycji. Swe poglądy i punkty widzenia konfrontują Lis z Żakowskim, Wołek z Kuczyńskim, Władyka z Janickim czy Jastrun z Michalskim. Skrajną prawicę reprezentuje Dominika Wielowieyska, umiarkowane centrum Kolenda Zalewska, Durczok i przygarść pozbawionych nazwisk i twarzy wicemichników. Fundamentalny spór dotyczy tylko tego, czy PiS jest partią populistyczną, czy stricte już faszystowską, czy Kaczyński jest tylko bardzo groźny i szkodliwy, czy bardzo, bardzo groźny i szkodliwy, i czy “małżeństwa” homoseksualne, oczywiście z pełnią praw majątkowych…”.

Dziwnym trafem Rafał Ziemkiewicz zapomniał o wzajemnym przytakiwaniu sobie przez parę ładnych lat trwające w publicznej TV, jego z Cejrowskim, Sakiewicza z Wildsteinem, Semki, Zaremby, Pospieszalskiego czy Stankiewiczowej, i kogo by tam jeszcze nie dołożyć. Ale co tam, kto by tam pamiętał o takich zupełnie nieważnych szczególikach?

Te zapomnienie jednak wcale takie znów przypadkowe nie jest: „Nadrzędną zasadą mediów III RP od jej zarania, choć bywały chwile, gdy ten porządek ulegał zachwianiu, jest pokazywanie rzeczywistości postulowanej, poprawnej, jako jedynego istniejącego świata”. I w tym podkreśleniu (moim) jest pies pogrzebany. Otóż intelektualista Ziemkiewicz doskonale pamięta siebie z Cejrowskim, Sakiewicza z Wildsteinem, Semkę z Zarembą, itp., tyle, że wtedy to była sama prawda, absolutny obiektywizm, a nie żadne tam przytakiwanie sobie. W ogóle PiS-owcy wpuszczani są do mediów tylko po to, żeby ich zohydzić i wrócić do poprawności politycznej i przytakiwania sobie. W panu Ziemkiewiczu nie wzbudza przecież najmniejszego zohydzenia posłanka Kempa, która gada jak karabin maszynowy, kompletnie nie zwracając uwagi na jakieś tam pytania redaktorki/redaktora, a raczej próby zadania jakiegoś pytania (tak na marginesie, ta kobieta byłaby świetnym nurkiem, wytrzymuje wyjątkowo długo bez potrzeby nabrania haustu powietrza). Nie wzbudza w nim zohydzenia prymitywny, chamski język Hofmana, przy czym język Niesiołowskiego jest chamski że aż z partii powinni go wyrzucić.

Zupełnie Ziemkiewiczowi nie przeszkadza brak zaproszeń np. PO do Radia Maryja, czy Gazety Polskiej. To są przecież prawdziwe media, nie potrzeba tam jakichś nawiedzonych lemingów. Oni przecież kłamią i oszukują, każdy to wie, Ziemkiewicz też. A że zdarzyło mu się coś tam odszczekiwać, to pewnie te Pełkowskie sądy, którym zresztą Kaczyński się przyjrzy po wyborach i zrobi z nimi porządek. To, że w programach, np. TVN24 co chwila pojawiają się nietrawieni przez widzów Zaremba, Lisiecki, Janke, Gmyz i się produkują, że nie da się słuchać, dla pana Ziemkiewicza jest potakiwaniem sobie Lisa z Żakowskim.

Wg Ziemkiewicza, wywiadem w Polsacie i TVPInfo Kaczyński, podczas kiedy w TVN24 występuje cała reszta, wygrał „starcie” z Tuskiem. Pokazał bowiem, że liczy się tylko on i jego partia, oprócz PO, a reszta to… przystawki. Symetria mordercza. Kaczyński sam, godzinę i cała reszta…

Podsumowując: nie spotkałem właściwie żadnego dziennikarza, który nawet jeśli popiera PO, nie krytykował tej partii. Za kolej, stadion, rozmaite, nasilające się zresztą z czasem, krytyki większe lub mniejsze. Oprócz dwójki czy trójki blogerów antypisowskich, nie czytałem takiego zwolennika PO który by za coś, za kogoś, czy w jakiejś sprawie nie skrytykował PO, Tuska czy innych działaczy Platformy. Jednakże nie spotkałem również wśród dziennikarzy propisowski takiego, który skrytykowałby otwarcie Kaczyńskiego. Pan Rafał Ziemkiewicz jest przykładem absolutnej lojalności, oddania i bezkrytycznego propagowania partii Kaczyńskiego, a w szczególności jego samego. Jakaś tam „krytyka”, czy wypsnięcie się jakiegoś… „błędu”, to jeden wyraz, jedno króciutkie zdanko najwyżej w całym obszernym felietonie.  Dla niego fakt, że prezes Kaczyński jest, istnieje i funkcjonuje, to wystarczający, ba cudowny powód, by pisać o nim peany, a właściwie atakować opozycję.

Cała sprzyjająca PO rzesza dziennikarzy nie szczędzi Platformie krytyki, choćby z powodu o nią troski. Reszta, nawet nie chwaląc prezesa, bo przecież na ogół nie ma za co, wylewa cysterny pomyj na rządzących. Oskarżając przy tym tych pierwszych i samych rządzących o agresję pod adresem prezesa, PiS-u i swoim.

Przypomina mi to niegdysiejszego Jana Pietrzaka, bez przerwy w telewizji płaczącego, że nie ma go w telewizji.

Żal mi tego Ziemkiewicza, musi mu być ciężko uprawiać taką ekwilibrystykę, „wbrew prawom fizyki”.

andy lighter

Cały felieton Ziemkiewicza znajduje się tutaj.

Published in: on Wrzesień 9, 2011 at 2:59 pm  Komentarze (11)  
Tags: , , , , , ,

Latoś obrodziło

I bynajmniej nie mam tu na myśli plonów na polach rolników (chociaż i tego chcę), ale o zatrzęsienie tematów dla opisywania kampanii wyborczej, która ledwo co się zaczęła. Co chwila nowy temat, co jeden to ciekawszy. Ot, choćby „debaty”. Debat normalnych nie będzie, przynajmniej na razie, bo prezes „sobie nie życzy”, ale cwana telewizja znalazła wyjście.

W studio telewizyjnym zorganizowali „rozmowę – debatkę” między ministrem (panią minister) szkolnictwa wyższego, a wiceministrem edukacji w rządzie PiS. I wszystko stało się jasne. Pan wiceminister nie mógł, nie potrafił, rozmawiać o  idiotyzmach, które sam (bo to on podobno napisał ten rozdział programu PiS) stworzył. Są tak „okrągłe”, tak nijakie i tak nieaktualne, bo mówiące o sprawach, które albo nie istnieją, albo obowiązują, albo obowiązywać będą od października tego roku, bo dawno temu to uchwalono. A te sprawy, których nie ma, a PiS chciałby żeby były, cofają nasze wyższe uczelnie do… nie wiem do czego. Kaczyści chcieliby, żeby Uniwersytet Jagielloński otrzymywał tyle samo pieniędzy ile uczelnia w Siedlcach, Nysie, albo Koziej Wólce. Żeby Uniwersytet np. toruński, którego działalność w potężnej mierze wychodzi poza ramy nauczania, za to potężnie popularyzuje wiedzę, dostawał tyle samo pieniędzy co Uniwersytet mieszczący się w baraku jakiegoś miasteczka, bez szczątkowych nawet oznak działalności działalności „pozawykładowej”. To jest chore, a przykładów jest więcej.

Odmowa debat na neutralnym gruncie ze strony PiS stała się oczywista. PiS nie może debatować. Po pierwsze nie ma o czym, bo ich program jest kosmiczną, okrągłą propagandą, czyli pustosłowiem, które w zależnie od okoliczności będzie można interpretować na tysiąc sposobów, a po drugie nie ma ludzi. Wszyscy (nawet pisowcy) wiedzą, czym skończyłaby się debata „magistra” Rostowskiego z… też magistrem, panią Szydło.

_____

Już obmyślałem temat powyższy opisać, kiedy przeczytałem kolejny news o ekshumacji ciała Wassermanna. I co? I nic. Niezgodność w dokumentacjach. Bo tam była jakaś blizna, której miało nie być (albo odwrotnie – już nie pamiętam), itp. Pan Wassermann okazał się jednak panem Wassermannem. I mnie akurat nie dziwią niezgodności w dokumantacjach przy tak dużej liczbie ofiar, tak makabrycznym stanie ciał i tak szybkim działaniu. Jestem pewien, że gdyby w trumnie z ciałem pana Wassermanna znalazł się kawałek ucha innego pasażera, który podzielił tragiczny los razem z nim, albo gdyby kawałek jego rozpryśniętej wątroby znalazł się w trumnie innej ofiary, pan Wassermann nie woła o pomstę do nieba z tego powodu. Moim zdaniem nie uchodzi, nawet jeśli… różne kawałki są w „nieswoich” trumnach. To niczemu dobremu nie służy, a tych ludzi do żywych nie przywróci.

_____

Na szczęście jest jeszcze w odwodzie Wojciech Młynarski:

No właśnie

Na pewnej naukowej, sporej uroczystości,
Z dość ważnym profesorem siadłem wśród licznych gości.
Pan prelegent bajdurzył i się mizdrzył nieskromnie.
Pan profesor się wkurzył i tak szepnął był do mnie:
 - „Pan nie słucha Wojtku miły, bo pan jest pacholę,
Żebym ja miał tyle siły, jak ja ich…” , no właśnie.

Profesor już „na chmurce”, lecz jego szczerozłote,
Cudowne powiedzonko stało się moim mottem.
To mój protest totalny, a ujmując rzecz prościej
To jest rys niezbywalnej mej prywatnej wolności.
Czuję durniu wzrok niemiły, lecz jeszczem nie poległ.
Żebym ja miał tyle siły, jak ja ich… no własnie.

A tutaj tłum przez miasto z transparentami wali.
Tłum rodem z ciemnogrodu drze się, pochodnie pali.
Gdy widzę to nieszczęście co kraj chce wciągnąć w matnię,
Myślę, że ja na szczęście mam tu słowo ostatnie.
I z tym słowem do mogiły ja pozostać wolę:
„Żebym ja miał tyle siły, jak ja ich…”, no własnie.

_____

Ps.

Tekst może mieć inny kształt niż oryginał, ponieważ spisałem go „z odsłuchu” z sieci. Jednak jest dostępny publicznie i mam nadzieję, że pan Wojciech nie będzie miał nic przeciwko. Jeśli tak, to oczywiście usunę.

  

Published in: on Sierpień 29, 2011 at 12:43 pm  Komentarze (9)  
Tags: , , , , , ,

Zakaz krytyki, czy pisowskie prawo kalego

Na konferencji prasowej, prezes Jarosław Kaczyński usprawiedliwiał, a co za tym idzie „przyklepał” zasadność wystąpień, jak i ich treść, europosłów PiS-u po wystąpieniu premiera Tuska w Strasburgu. Oczywiste jest według prezesa kneblowanie ust ludziom niezadowolonym z rządów PO. Wg prezesa Kaczyńskiego, rząd nie chce dopuścić, aby matki zmuszone do posyłania do przedszkoli niemowląt, wyrażały swoje niezadowolenie, aby ci, którym nie podoba się stan naszych dróg, wyrażali swoją krytykę, itd., itd., itp.

Przyznam, że jestem w szoku. Tak szerokiego , jawnego frontu nienawiści i wrogości wobec rządu, prezydenta i instytucji publicznych jaki zalewa nasze media, internet i w ogóle przestrzeń życia publicznego, jak na przestrzeni ostatnich czterech lat, a w szególności w ostatnim roku, nie widziałem nigdy przedtem. A w końcu dość długo na tym świecie żyję. Również w latach 2005 – 2007 krytyka rządu, prezydenta i instytucji publicznych była powszechna, ale w stosunku do tego, co dzieje się dzisiaj, to tyle co nic. Nigdy przedtem nie było tak zmasowanego ataku na prezydenta i premiera, z transparentami oskarżającymi o zdradę, z pochodniami, w przestrzeni publicznej z wykrzykiwaniem słów pogardy i gróźb. Nigdy nie było takiej dzikiej, zajadłej krytyki władzy w „prawicowych” i katolickich mediach. Wreszcie nigdy dotąd krytyka nie była zdominowana przez tyle kłamstwa i bezpodstawnych oskarżeń.

Przy czym krytyka ta jest miejscami tak absurdalna, że uniesposób nie wyciągnąć wniosku, że działacze PiS mają jedno zadanie: krytykować władzę, krytykować PO. Bez względu na powód, nieważne jak, byle krytykować. I często tak też krytykują – idiotycznie, bez sensu, w sposób przypominający paranoje. Mariusz Błaszczak np. zapytany co sadzi o martwych duszach w gorzowskiej PO odpowiada (cyt. z pamięci): „To jest właśnie dowód, ze PO jest partią, która dąż do władzy za wszelką cenę, że dąży do obsadzania swoimi ludźmi rad nadzorczych, wszelkich stanowisk…” i takie podobne ble, ble ble. Co mają wspólnego wykryte martwe dusze z obsadzaniem rad nadzorczych, jak pragnę zdrowia, nie wiem. Źle jednak chyba oceniłem inteligencję posła Błaszczaka, bo żeby takie wnioski wyciągnąć z gorzowskiej afery, trzeba być superinteligentnym. Gdzie mi tam, przeciętniakowi do niego.

Pisowskie żądania wolności słowa nie jest jednak takie całkiem oczywiste i otwarte.  Przypomina to prawo kalego: „Kali ukraść krowę, to dobrze. Kalemu ukraść, to źle”. PiS bowiem żąda niekneblowania ust krytykom ekipy rządzącej. Z krytyką PiS-u jest już jednak inaczej. Jakieś rok temu (z hakiem chyba) PiS powołał zespół do inwigilacji i ścigania internautów obrażających Prawo i Sprawiedliwość. Po katastrofie smoleńskiej PiS przypuścił zmasowany atak na dziennikarzy i internautów za obrażanie i wyśmiewanie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, uznając je za niedopuszczalne, haniebne i niesprawiedliwe! Obrażanie Lecha Kaczyńskiego, w porównaniu z dzisiejszymi działaniami: inwektywami, oskarżeniami i insynuacjami a nawet groźbami pod adresem władz, propisowskich dziennikarzy i internautów to po prostu dziecinna zabawa.

Nigdy nie było tak zmasowanej krytyki władzy i nigdy władza nie była tak bezczynna wobec krytyki.

Oprócz niekneblowania krytyków, PiS-owi nie podoba się opóźnienie publikacji raportu komisji Millera. Mnie też. Ktoś tu robi nas w …  z tym raportem.

andy lighter

Published in: on Lipiec 7, 2011 at 5:03 pm  Komentarze (28)  
Tags: , , , ,

Izrael „rządzi”

Taka odzywka kibica sportowego nasunęła mi się po „prośbie” ministra Arabskiego skierowanej do dziennikarzy, aby ci nie zadawali pytań o reprywatyzacje. Sugestia min. Arabskiego skierowana do dziennikarzy, miała by podyktowana rzekomą prośbą strony Izraelskiej o nieporuszanie tego tematu. Nie mogło nasuną mi się nic innego prócz hasła: „Ale jaja! Izrael  rządzi!”.

Kwestia reprywatyzacja, w tym zwrot mienia utraconego w Polsce przez Żydów to dla Polaków bardzo drażliwa kwestia. Podobnie jak zwrot mienia niemieckim byłym właścicielom, lub ich spadkobiercom. Jeśli o mnie chodzi, jestem jej absolutnym przeciwnikiem, z wielu powodów (jednym z nich jest np. „zasiedzenie w dobrej wierze”).

Absurdalność uległości strony polskiej wobec prośby Izraela polega na tym, że strona polska, w imię poprawności politycznej boi się posądzenia któregoś z dziennikarzy o antysemityzm. Jasne jest bowiem i wiadome od dawna, że jakiekolwiek działanie nawet jeśli nie na szkodę, to nie po myśli Izraela odczytywane jest przez Żydów jako antysemityzm właśnie.

Proponował bym i dziennikarzom i politykom polskim, aby mimo wszystko uwolniły się z tego antysemickiego kagańca. Nie może być przecież tak, żeby nad polską racją stanu i żywotnymi interesami obywateli Rzeczpospolitej, Polaków w ojczyźnie, górę brały czy to izraelska wrażliwość, czy to wręcz finansowe i materialne interesy Żydów spoza Polski.

Antysemityzm antysemityzmem, ale Polska, do cholery jest najważniejsza i Polacy też. I to powinien by priorytet i dla rządu tego kraju, i dla dziennikarzy polskich i dla rządu Izraela nawet.

Jak powszechnie wiadomo, przynajmniej dla moich czytelników, nie jestem miłośnikiem brygady kluzikowców, a już szczególnie nie pałam miłością do pani Jakubiak. W tym jednak temacie, ich argumenty w żądaniu dymisji Arabskiego i prezesa PAP-u, w zupełności popieram. Jasne, ze żadnej dymisji nie będzie, ale żółta kartka dla tych ludzi, a co za tym idzie dla premiera Tuska, jest jak najbardziej na miejscu.

Published in: on Luty 28, 2011 at 3:30 pm  Komentarze (12)  
Tags: , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.