„Tolerancja” oczami tolerancyjnej Pitery

Oglądałem (tak, tak, niesłowny jestem i nie wytrzymałem w bojkocie tvn24) występ Pitera vs. Biedroń. I włos mi się jeży na głowie. Jeży mi się od dawna, ale co na moment opadnie (i da nadzieję, że wszystko się uspokoi), to znów staje dęba. Wczoraj Julia Pitera w wymianie zdań z żółtodziobem, ja by nie było, medialnym – sejmowym, Biedroniem, dała pokaz udowadniania – wkładania łopatą do pedalskiej głowy zboczeńca, definicji i oczywistego pojmowania tolerancji – chrześcijańskiej oczywiście, jak najbardziej.

„Ja jestem tolerancyjna, ale nie zgadzam się z wypowiedziami pani Nowickiej…”, to cytat z pamięci, ale takich było kilka… naście (dziesiąt?), podczas tej kilkunastominutowej audycji. Kobito, nie zgadzaj się, ale bądź tolerancyjna na to, z czym się nie zgadzasz!!! Tolerancja jest tak idiotycznie pojmowana w naszym kraju, że sens tolerancji został kompletnie zatracony, zgubiony. Jest u nas tak, że jestem tolerancyjny, „rozumiem – ma inne zdanie, ale niech spada, bo ja tego nie kupuję”.

Porażką życia jest to, że wczoraj nie zrobiłem zrzutu ekranu szczekościsku, w monecie wypowiadania formułki: "Jestem tolerancyjna".

Jest takie powiedzenie: „Głodnemu chleb na myśli”. Jakie figury inteligentny człowiek musi robić, żeby osobę, bez względu na to co mówi, kojarzyć seksualnie? Jeśli mówi o seksualności, albo wykonuje „posuwiste” gesty, to oczywiste, ale kojarzenie seksualne geja, który kupuje np. gazetę, albo wyprowadza psa, albo mówi na mównicy sejmowej o sprwach wyjątkowo nieseksualnych, śmierdzi mi jakimś zboczeniem. Albo idiotycznym tłumaczeniem, nieprzemyślanym kompletnie, bo Platforma uznała, że myśleć nie musi: frajerzy zagłosowali, frajerzy – nie wpierdalać się!

Bywa że los zadrwi z człowieka, ale dzieje się tak z reguły po czasie, po doświadczeniach jakichś wynikłych źle podjętej decyzji. Tym razem los zadrwił z nas natychmiast post fatum.

Jestem w ogóle kompletnie zdziwiony wypuszczeniem pani Pitery do mediów. Ciekawy jestem, czy pani minister dostanie znowu, jakiś wyjątkowo pożyteczny, a nade wszystko potrzebny resort, gdzie w ciszy gabinetu będzie naprawiać przeżartą korupcją Rzeczpospolitą. Bój się jakiś minister ku, jak kupisz oranżadę za służbowe pieniądze, że o dwóch bułkach z piętnasto dekowym salcesonem nie wspomnę – to już jest kryminał – jak w banku.

Krew mnie zalewa, jak Tuski i Pitery przez kupę czasu rozprawiały, jaką to pożyteczną robotę pani minister robi, ale nie można jej pokazać, bo o efekty chodzi, a nie o… medialność. A dorsz za 8 złotych to efekty były czy medialność, że spytam?

Żądam, żeby pani minister rozliczyła się ze swojej czteroletniej ministerialnej posadki – zgodnie z obiecaną (eee, pewnie zapomniał, ale niniejszym mu przypominam) transparentnością działań swojego rządu!

Przyznaję, że piszę w… emocjach, ale nie sposób, interesując się sprawami bieżącymi, przejść obojętnie nad skrajnie „rasistowską – absolutnie słuszną” postawą minister tego rządu, której za kilka sekund, w zajadłości udowadniania swojej tolerancji pociekłaby piana z ust. Długo nie zapomnę ściśniętych zębów, niemal szczękościsku Julii Pitery w momencie wypowiadania słów: „Ja jestem tolerancyjna panie pośle (Biedroń – mój przypis) i… jej „tolerancyjnej” bezradności. Wszystko idzie w w górę od nowego roku, proponuję więc, aby telewizje poszczególne podniosły ceny za reklamy, ale w zamian za to, dla zaproszonych polityków „na odległość”, wyposażyli ich w jakieś odważniki, żelazne kule, albo inne hantle. Żeby prezentując swoją tolerancję…, ulżyli sobie. Jak jajkiem w prezydenta, tak odważnikiem w monitor studyjny – Biedronia np. Koszty wzrosną w oczywisty sposób, stąd podwyżka cen reklam będzie uzasadniona.

Innemu posłowi, do niedawna bardzo ważnemu, nie podoba się uśmiech Biedronia. Ta się jakoś dziwnie składa, że mnie jego uśmiech tez się nie podoba, kiedy widzę go np. u Rymanowskiego. I gdybym nie wiedział kto zacz, i gdybym nie wiedział, ze ma przed nazwiskiem cztery literki z kropką, miałbym pełne prawo myśleć o „głupowatym uśmiechu”. Może by warto czasem panie pośle i pani posłanko, uśmiechając się, albo szczękościskiem wypowiadając słowo „tolerancja” spojrzeć w lustro – tak dla… sprawdzenia, samokontroli.

Że co? Że buta? Buta. Ze swoją fizjonomią i zupełnie przeciętną inteligencją, daję sobie prawo, do dyskredytowania „tajemniczo – pożytecznej”, szczękościskowo wysławiającej wartości chrześcijańskie posłanki i głupkowato śmiejącego się posła, któremu nie podoba się uśmiech, zupełnie bez wyrazu, innego posła.

Znam kilka osób homo… Często „mam skojarzenia”, to oczywiste. Ale kiedy rozmawiamy o rzeczach poważnych, bo rozmawiamy, to „przypadkiem” ludzie wyjątkowo usytuowani i ukrywający swoją… opcję, nigdy takie skojarzenie mi do głowy nie przyszło. W przeciwieństwie do rechoczącego (chyba mu nawet łzy ze śmiechu poleciały) Tuska i reszty hołoty.

Ps. Podobno są jakieś zarzuty w stosunku do Nowickiej. Nie wnikam, nie opowiadam się za, ani przeciw, ale… wczoraj ich nie było. I niczego „z wczoraj” to nie zmienia, nie może zmieniac. Choć jak znam życie, Niesiołowski wyskoczy: „A nie mówiłem! Wiedziałem!”, bo on to po uśmiechu… posła poznaje.

To już jest koniec możemy iść

Naszedł więc koniec kampanii wyborczej do parlamentu. Jutro będziecie siedzieć cicho (politycznie rzecz jasna), ja będę imprezował w Królewskim Mieście Krakowie. W niedzielę pójdziemy na wybory i będziemy czekać.

W jakiej Polsce obudzimy się w poniedziałek? Kto wygra? Kto z kim wejdzie w koalicję? Kto będzie rządził? Na część tych pytań będziemy mogli z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć już w poniedziałek. Na część, trochę później, snując wcześniej domysły, prognozy i przedstawiając różne możliwości.

Nie jest tajemnicą, że jeśli wygra PiS, albo jeśli rozkład sił głównych partii będzie taki jak obecnie, będziemy mieli albo gorzej, albo w najlepszym wypadku tak samo jak dziś. Wieczne kłótnie, inwektywy, telewizyjne (i radiowe) jazgoty czterech, albo pięciu jednocześnie mówiących polityków, tematy zastępcze i… kryzys, którego opozycja, z lubością nie dostrzega, żądając więcej, szybciej, hojniej.

Ostatnia konwsncja PiS-u przed ciszą wyborczą

Będę głosował na Platformę Obywatelską, ale… chciałbym żeby przegrała. To wcale, wbrew pozorom nie jest paradoks. PiS, objąwszy rządy musiałoby się zmierzyć z drugą, „mocniejszą” falą kryzysu, który z całą pewnością nadejdzie. Z radością patrzyłbym jak prezes oddaje władzę po roku, półtora rządzenia, wijąc się jak piskorz aby wytłumaczyć „zerwanie koalicji”, z poparciem dla PiS nieprzekraczającym 12, 13 %. To byłoby bardzo bolesne dla kraju, ale myślę, że warto byłoby pocierpieć dla takich wspaniałych doznań. Dla przeżycia uczucia ulgi, kiedy w kolejnej kampanii wyborczej prezes i jego partia walczy w pocie czoła już nie o zwycięstwo, ale o uzyskanie dwucyfrowego wyniku, tak jak dzisiaj walczy SLD.

Ale na razie:

To już jest koniec nie ma już nic,
jesteśmy wolni możemy iść,
to już jest koniec możemy iść,
jesteśmy wolni bo nie ma już nic

andy lighter

Zapowiedź „wybuchu bomby”

Trzeba przyznać, że PiS rozgrywa tę kampanię wyborczą po mistrzowsku. Oprócz wielu wpadek, takich jak otwieranie samootwierających się drzwi, czy „konferencji akademickiej” Zyty Gilowskiej, ostatnie posunięcia spin doktorów PiS-u są mistrzowskie. Najpierw wysłanie kiboli w ślad za tuskobusem, a teraz szerzenie, coraz bardziej nahalne i coraz bardziej głośne, mającego się wydarzyć upublicznienia rozmowy braci Kaczyńskich podczas lotu prezydenta do Smoleńska.

Oczywiście istnieje teoretycznie możliwość, że rząd przetrzymuje to nagranie, aby wyskoczyć z nim 8. października. Nie sądzę jednak, żeby Tusk był głupcem, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, dobrze wie, że skutek mógłby być odwrotny od zamierzonego, a po drugie, gdyby były takie plany, zostały one „spalone”, odkryte i wyszłaby potężna zadyma. Jednak Kaczyński też wie, że Tusk ułomkiem nie jest, dlatego „przewiduje”, że treść rozmowy zostanie upubliczniona w zagranicznych mediach. Oczywiście (tego już Kaczyński nie mówi, ale to oczywiste), w porozumieniu z polskimi władzami.

Widać kontrwywiad i wywiad, od podstaw utworzony przez ministra Macierewicza działa jak nie przymierzając James Bond, Agent Tomek i Marian Zacharski razem wzięci. Dla swojego twórcy rzecz jasna.

Ja sądzę, że coś jest na rzeczy, a raczej było. Ale że za tym numerem stoi PiS. Nie wiedząc czemu bowiem, prezes Jarosław Kaczyński zdecydowanie ostrzega, że jeśli coś tam będzie w tej rozmowie, znaczy to, że została sfałszowana. To zaiste niebywały ruch, uprzedzenie ewentualnej wiadomości stwierdzeniem, że będzie ona sfałszowana. Czyżby Kaczyński znał treść tych „planowanych” publikacji? Byłoby to doprawdy dziwne.

Nic mnie już nie dziwi w tej kampanii, nie zdziwi mnie też kolejny numer PiS-u, bo że to jest ich bomba, nie mam wątpliwości. Nie wiem tylko, czy to „znaleziony zawczasu niewypał”, czy zgodnie z planem PiS-u wybuchnie, jako kolejny, ostatni krok służący do wysadzenia Platformy z „siodełka” rządowego.

andy lighter

Published in: on Wrzesień 28, 2011 at 3:19 pm  Komentarze (17)  
Tags: , , , , , , , ,

Przymiarki do powyborczej „wojny”

W ostatnich sondażach PiS zmniejsza dystans do Platformy do 4 %. Dzieje się więc to, co przewidywałem, a co trafnie określił jeden z internautów, używając języka sportowego: „O wyniku może zdecydować fotokomórka”.

Dla mnie staje się coraz bardziej prawdopodobne, że PiS te wybory wygra i lepiej, na wszelki wypadek być przygotowanym na taki scenariusz. Przynajmniej psychicznie i emocjonalnie przygotowanym. Jednak to nie wszystko. Działacze PiS-u, w osobach np. Jarosława Kaczyńskiego, czy Jacka Kurskiego informują, że według sondaży przez nich zleconych, PiS osiąga przewagę nad Platformą i szykuje się do wygrania różnicą nawet 5 – 7 %. I to jednak jeszcze nie wszystko. Kurski przewiduje dwa scenariusze w związku z tym: pierwsza możliwość jest taka, że PO nie będzie potrafiła pogodzić się z przegraną, albo druga, taka, że Platforma jednak wygrywa te wybory, ale w absolutnie nie może to się stać w uczciwy sposób.

Jacek Kurski, zdj.walbrzychfakty.pl

Takie stawianie sprawy nie jest niczym innym, tylko planowaniem strategii na „po wyborach”. Czy tak, czy tak PiS będzie zwycięzcą, bo przecież albo wygra, albo przegra dzięki sfałszowanym wyborom. Wyjątkowo cyniczna, wyjątkowo haniebna, wyjątkowo ohydna gra naczelnego twórcy PiS-owskiej filozofii kłamstwa, obłudy, PiS-owskiego wyrachowania i gry nie fair. Ten człowiek nie zna żadnych hamulców. Swoją drogą dziwię się, jakim cudem temu hipokrycie nie wyrosły jeszcze rogi i ogon.

Oczywistym jest, że po wyborach bez względu na wynik będziemy mieli „wojnę”. Tak „wojnę”, choć niektórzy blogerzy wytykają mi nadużywanie tego słowa. Ja wojnę postrzegam nie tylko poprzez obraz żołnierza z karabinem i wybuchających granatów. Owa „wojna” będzie spowodowana, albo chęcią zemsty takich ludzi jak Kaczyński, czy Macierewicz (czego całkiem słusznie obawia się marszałek Grzegorz Schetyna), na przegranych, którzy doprowadzili do katastrofy smoleńskiej i wywiesili białą flagę, albo pochodami rzeszy wyznawców PiS-u, oskarżających wygraną PO o sfałszowanie wyborów i wyprowadzaniem ludzi na ulice. Jeden z tych scenariuszy jest absolutnie pewny.

Czarno to widzę.

_____

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia prezydentowi Kwaśniewskiemu, który przeszedł operację na Szaserów.

A swoją drogą, niezła „ekipa” nam się zebrała w tym szpitalu.

_____

Mają jeszcze celność wysyłać do mnie jakieś śmieci:

andy lighter

Kibole, PiS i kampania wyborcza

Mówi się ostatnio sporo na temat podpuszczania kiboli przez PiS, a nawet sterowania nimi. Od początku jestem przekonany, że tak właśnie jest i na dowody nie musiałem długo czekać.

Oto na telebimie przy jednym z kieleckich hipermarketów, wyświetlany jest minutowy filmik. A w nim informacja m.in. o tym, że frekwencja na meczach Korony Kielce znacznie spadła, mimo dobrej gry kieleckiej drużyny. Oczywiście w spocie znajduje się odpowiedź na pytanie: „Kto jest temu winny?” i jak łatwo się domyślić, winny jest Tusk!

 „Obywatele mają dość prześladowania przypadkowych ludzi. Niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice” – głosi napis kończący ów filmik. W spocie też zamieszczony jest apel o zbieranie podpisów pod „obywatelskim projektem zmiany ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych”. Za chwile o tym , co zawiera ów projekt, ale ważne jest to, kto ten projekt wymyślił. Autorami pomysłu są Fundacja Republikańska, oraz Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców. I tak się dziwnie składa, że szefem Fundacji Republikańskiej, oraz szefem zespołu „Rzecznika praw Kibica”, tworu stworzonego przez Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców jest kandydat do sejmu z ramienia PiS-u, niejaki Przemysław Wipler.

Przemysław Wipler - walczy o prawa kibica

A ten „obywatelski projekt ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych”, zawiera elementy, od których może zakręcić się w głowie. Oto np. planuje się zniesienie klubowego zakazu stadionowego, skrócenie zakazu o 2/3 okresu jego trwania, jeśli „skazany” podejmie się pracy społecznej. Ale najlepsze są zapowiedzi wskazania przypadków łamania praw kibica, np. Piotra Staruchowicza zwanego „Staruchem”. Przypomnę, że zarzuca mu się rozbój (pobicie i okradzenie) człowieka, oplucie a nawet uderzenie piłkarza.

I ta hołota ma czelność krzyczeć o prześladowaniu przypadkowych ludzi. I że społeczeństwo ma dość. Tymczasem w społeczeństwie zbieranie podpisów idzie im jak krew z nosa, czyli cieniutko. O czym to świadczy? O tym, że społeczeństwo nie chce mieć z tą tłuszczą nic wspólnego. Mów się, że kibice mają w „swoich szeregach” ludzi wykształconych, inteligentnych. Jeśli chodzi o kiboli piłkarskich to bzdura. Ci „wykształceni i inteligentni” sterują bezmózgowi, bezrobotną, sfrustrowaną rzeszą chuliganów, a nawet bandytów w celach politycznych, albo innych, służących do „wypłynięcia” na szersze wody. Sterują nimi i kierują do ataku już nie tylko premiera, ale i pozostałych uczestników rządowej kampanii, np. Sikorskiego. Jest wśród tych niezadowolonych kibiców jakiś platformers. No cóż, wszędzie są barany, a w PO jak widać ich nie brakuje. Dał się facet zmanipulowac jak kompletny idiota.

Zamykanie stadionów za zniszczenie stadionów, krzywdzenie piłkarzy czy chuligańskie (bandyckie) zachowania nie jest niczym nowym i miało miejsce również za poprzednich rządów. Jednak nie było tam żadnych haseł, wrzasków czy innych ekscesów antyrządowych. Kibole na stadionie interesują się polityką tak, jak ja fizyką nuklearną. Chyba, że ktoś ich poprowadzi, obieca „poluzowanie smyczy”, czy pomoże uniknąć kary, np. poręczeniem przez byłą wiceminister sprawiedliwości.

Haniebne posłużenie się PiS-u kibolami w celach politycznych już wkrótce się na nich zemści. Jestem o tym przekonany.

I jeszcze jedno: mam nadzieję, że ten cały Związek Stowarzyszeń Kibiców jest reprezentantem kibiców i kiboli piłkarskich. Jestem kibicem siatkówki i nie życzę sobie, żeby jakiś palant chcący zrobić karierę polityczną, broniący oczywistych bandytów, choćby w osobie „Starucha”, reprezentował mnie gdziekolwiek i kiedykolwiek.

Kompletnie mnie nie obchodzi o czym tam sobie premier z tymi ludźmi pogada. Ci ludzie nie reprezentują społeczeństwa. Są bojówką PiS-u, mającą na celu kompletne wypaczenie kampanii wyborczej Platformy, prowadzonej przez premiera i ministrów. A ci dają się nabrać, jak dzieci.

_____

Okazuje się, że najprawdopodobniej miałem rację w ocenie motywów ogniowego frustrata. Okazuje się, że mimo wysokiej emerytury (był w kierownictwie CBŚ), ten facet miał długi, zapewne jego „rozstanie” z rodziną nie było przypadkowe, a domniemane potężne przekręty, urojone, ponieważ dziewięć przeprowadzonych kontroli ukazało niewielkie uchybienia. Pani Gronkiewicz-Waltz, postanowiła jednak, nie pytając zapewne rodziny, uszczęśliwić ją na siłę, załatwiając jej mieszkanie na siłę, by byli bliżej „głowy rodziny”. Słusznie zauważa na swoim blogu Missjonash, że ten akt desperacji mógł być zwykłym szantażem skierowanym w stronę żony: „Będziesz ze mną, bo jak nie, to się zabiję”. Dziękuję pani prezydent, w imieniu żony.

_____

Tusk pochylił się w Giżycku nad losem niepełnosprawnych.  I jego słowa, ze współpraca z PFRON „ma obciążenia biurokratyczne” kompletnie mnie nie przekonuje. Bo u nas np. „ma obciążenia samorządowe”. Czyli rząd PO systematycznie zmniejszał finansową pomoc wpływającą do Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie, w ogromnej mierze zajmującej się niepełnosprawnymi i dofinansowywaniem wszelkiego rodzaju ułatwień dla nich: refundacją (częściową) sprzętu rehabilitacyjnego, budowy podjazdów, turnusów rehabilitacyjnych, itp. Jednocześnie jednak ciężar pomocy niepełnosprawnym przerzucił na samorządy. Nasz samorząd nie potrafi sprostać tym obciążeniom i niepełnosprawni pozostają bez pomocy, ze znacznie zmniejszoną (wartościowo) pomocą, i znacznymi opóźnieniami w realizacji tej znacznie zmniejszonej pomocy.

Stąd też moja, dość często powtarzana „prawda”, ze najlepiej, najskuteczniej i najłatwiej oszczędza się na emerytach i rencistach (czyli niepełnosprawnych).

andy lighter

Ps.

Polecam tekst Missjonash, a właściwie jedną z odpowiedzi na komentarz pod swoim wpisem, a dotyczącą możliwego motywu, podpalającego się frustrata.

Kibolobus i rozchorowana kampania

Kampania wyborcza pokazuje ostatnio chore oblicze Przy czym „chore” to delikatne stwierdzenie.

Oto prezes Kaczyński spotkał się z członkinią Rady Polityki Pieniężnej, które zarobek za, umówmy się, niewielką przecież pracę, niemal równa się zarobkowi euro posła. Bardziej płaci się za nazwisko i za zachowanie niezależności właśnie. Ale przecież on się z nią spotkał, czego nie omieszkał zauważyć Brudziński, „na gruncie akademickim”. Baran nie wie, bo skąd barany mogą wiedzieć, że szkoła, uczelnia która to zorganizowała, czyli Akademia Samorządności, jest związana z PiS-em. Inni, PiS-owcy też idą w zaparte, ze to żadna tam kampania wyborcza, tylko akademickie coś tam… A niezależna Gilowska wyjeżdża: „Suwerenność gospodarcza Polski powinna czerpać z atrybutów, które zawsze mocno ją wzmacniały: wiary w Boga, w prawo do ojczyzny i do egzekwowania praw w ojczyźnie”. Co ma wiara w boga do kryzysu i… kursu złotówki, to ja nie wiem. Ty idź lepiej babo się tą złotówką zajmuj, bo na wartości traci i bóg tego za ciebie nie zrobi.

Zyta Gilowska, fot.PAP/ Andrzej Grygiel

Ciekawy jestem co z tym zrobi Belka i prezydent. Rzeczywistości się nie zaczaruje i wiadomo, że było to spotkanie wyborcze, o czym świadczą chociażby inne „wystąpienia”. Mariusz Orion-Jędrysek, były naczelny geolog kraju twierdzi, że gaz łupkowy to dzieło PiS i to dzięki PiS-owi będziemy bogaci. Poza tym wie jak z Polski zrobić potęgę gospodarczą: PiS musi wygrać wybory! I apelował o mobilizację. A Kaczyński znów pokochał Ślązaków. I jak tu nie wierzyć w zakładanie i zdejmowanie akurat potrzebnych masek przez prezesa. Jak zwykle.

Różne partie wykorzystują w kampanii samopodpalenie się frustrata do ataków na rząd, same deklarując się iż nie wykorzystują tej tragedii w kampanii. To co to jest, że spytam, jeśli nie wykorzystywanie w kampanii, do atakowania rządu?

W tej kampanii okazało się też, że największym problemem w naszym kraju obecnie jest stosunek Tuska do „kibiców”. Ku**a, gdzie nie pojedzie, natychmiast otaczają go kibole. Ja ostatnio w Korycinie na Podlasiu. Ja rozumiem, że to ważny temat jest ci kibole i że premier nie reżyseruje tych spotkań i nie ma wpływa na to, kogo spotka, ale czy nie powinien ktoś zareagować? Np. miejscowa policja, jakaś ochrona, czy coś takiego. Ile można w kółko mielić ten sam temat do cholery? Są naprawdę ważniejsze sprawy, niż zajmowanie się podczas całej kampanii kibolami i ich kolesiami, którzy czują się obrażeni bo (przecież) nie są swoimi kolegami – kibolami. Kurwa mać. Nie chce mi się już tej wrzeszczącej bandy oglądać. Ludzie mają rzeczywiste problemy, a nie jakieś transparenty na stadionie, czy skopanie dziennikarki (to nie my, to oni!), i wypuszczenie bandyty przez Kempę, który został dziennikarzem, mają zdominować ludzkie tragedie, potrzeby obywateli, regionów, miast, wsi i grup zawodowych czy społecznych. Panie premierze! Niech pan przechrzci swój autokar z „Tuskobus” na „Kibolobus”, przynajmniej będziemy mieli jasność co to za kampania i dla kogo

_____

Przynajmniej Lech Wałęsa zachowuje się z klasą. Odwiedzając syna w szpitalu przy Szaserów, zaglądnął też do leżącego tam gen. Jaruzelskiego, którego dopadły powikłania w związku z przebytą chemioterapią. Tylko wielkich ludzi stać na takie czysto ludzkie, bezinteresowne gesty. Szacunek Panie Prezydencie!

Lech Wałęsa na swoim blogu w Blip’ie zamieścił zdjęcie z tej wizyty z podpisem „Panie Generale zdrowia”.

Zrzut z bloga Lecha Wałęsy w serwisie Blip

andy lighter

Głupota Kidawy-Błońskiej(?)

Jakiś facet podpalił się naprzeciw Kancelarii szefa rządu. Porozsyłał (czy miał zamiar, mniejsza z tym) listy do redakcji i zostawił list obok na ławce.

Chłop miał długi bo nabrał kredytów, przegrał w sądzie i widmo komornika zaglądnęło mu w oczy. No cóż, ja też mam długi, widmo komornika i nie wiem co będzie dalej, ale podpalić się nie zamierzam. Zbyt dobrze pamiętam smak „drugiej strony”, żebym miał to zrobić. Zbyt dobrze pamiętam, jak bardzo się przed nią broniłem.

Pani Małgorzata Kidawa-Błońska pochyliła się nad losem biednego człowieka. Razem z całym tam towarzystwem wyraziła troskę i obiecała pomoc człowiekowi w trudnej sytuacji. Tusk przerywa podróż i wraca do warszawy, zeby spotkać się z desperatem. Jest oczywiste, że pan desperat o swoich długach może zapomnieć, premier i pani poseł Kidawa-Błońska nie dopuszczą przecież, żeby ten pan mia jeszcze jakiekolwiek głupie myśli.

Czy pani oszalała pani poseł? Przepraszam, z tą głupotą w tytule to trochę przesadziłem, ale odpowiedzialności to pani z całą pewnością zabrakło. Przecież jak się będziecie pochylać nad kolejnymi pokrzywdzonymi przez los, to ten pan znajdzie naśladowców na masową skalę. Jutro będziecie mieli dziesięć samopodpaleń, pojutrze dwadzieścia pięć, a za tydzień będziemy liczyć w setkach, jak po świńskiej grypie w Meksyku. Przeciez to jest kapitalny pomysł: wyczaić miejsce, najlepiej ruchliwe i widoczne, np. dla ochroniarzy, pstryknąć zapalniczkę i parę sekund pocierpieć. Pomoc nadejdzie jak w banku, trochę się człowiek poparzy, ale co tam, długów nie trzeba spłacać!

Już dziś zapomnijcie o dalszych wojażach premiera tuskobusem po kraju, bo wypowiedź pani Kidawy-Błońskiej właśnie dała iskrę do uruchomienia inicjatywy ogromnej liczbie obywateli. Taki więc ta podróż, gdyby miała mieć ciąg dalszy, zamieniłaby się w bezustanne oblężenie, z jednej strony kiboli, z drugiej zdruzgotanych, potrzebujących ludzi.

Ja mam długi do cholery własne, i nie chcę spłacać cudzych. A oczywiste jest, że będę musiał, bo na spłatę kredytów desperatów trzeba będzie wziąć skąd pieniądze. Skąd? Od stoczniowców? Od nauczycieli? Oczywiście że nie, bo przecież im się należy. Nic się do tego tak dobrze nie nadaje jak zmniejszenie waloryzacji rent i emerytów. To przecież stary, pewny i sprawdzony schemat.

Jestem w szoku! Może jednak pomyśleć…

andy lighter

Ps. Ostatnie zdanie to żart.

Rozkopana Polska

„Ministrowi Grabarczykowi udało się jedno: rozkopanie Polski” – stwierdziła Elżbieta Jakubiak podczas debaty na temat infrastruktury. Jak mniemam, pani poseł wybudowałaby wszystko gdzieś w kosmosie, a potem w mgnieniu oka statki kosmiczne, gotowe drogi i koleje „ułożyły by” tam, gdzie mają być. Bezkolizyjnie, bez rozkopania, praktycznie w białych rękawiczkach.

Debata wywarła na mnie spore wrażenie. Jak mogłem się spodziewać, Liberadzki z SLD to pobożne życzenia, ale pani Jakubiak przeszła samą siebie. Kompletne i „znakomite”… mówienie o niczym konkretnym, oprócz zarzutów. A mam do pani Jakubiak szczególne sprawki. Oto nie kto inny jak ona, w ciągu pół roku od powzięcia decyzji FIFA o organizacji Euro 2012, nie potrafiła nawet sfinalizować lokalizacji stadionu w Warszawie. Uważam te pół roku za czas stracony. A pół roku bardzo by się teraz przydało.

Jeszcze jedna kwestia nie daje mi „prawa” do bezkrytycznej, negatywnej oceny ministra Grabarczyka. Otóż stanęła przed rządem magiczna, narzucona przez okoliczności, data, szlaban, cel: wszystko ma być zrobione do Euro 2012. Zapóźnienie, nicnierobienie kilkudziesięcioletnie, miały być nadrobione przez cztery lata. Wszyscy tego oczekiwali, wszyscy się mądrzyli, wszyscy wiedzieli lepiej, chociaż wcześniej nie mieli bladego pojęcia, skutkujące go kompletną zapaścią rozwoju infrastruktury. Rząd chciał się spisać, chciał zdążyć, bo przecież ta magiczna data to ogromne wyzwanie i obowiązek. Musiał więc działać szybko. Ekspresowo często, więc siłą rzeczy nie mógł ustrzec się błędów, jakichś niedoróbek w papierach, wiary w wyższość dobrej woli nad obiektywnymi możliwościami. A efektem była chociażby chińska klapa, itp. Często, moim zdaniem zbyt często zarówno my, wyborcy, ale przede wszystkim dziennikarze i rozmaici eksperci pomijają ten fakt. Fakt „narzucenia” rządowi owego magicznego terminu.

Oprócz pani minister Bieńkowskiej, kapitalne wrażenie zrobił na mnie Janusz Piechociński z PSL-u. Kapitalnie się przygotował, choć nie miał łatwego zadania. Pamiętamy przecież, że kompletny chaos na kolei powodował s sporej mierze człowiek z PSL, prezes (chyba) PKP Przewozy Regionalne. Jednak jego wystąpienia były bardzo rzeczowe, logiczne, spokojne i trzymające się kupy. Wcale bym się nie zdziwił, a jeśli tak, to in plus, gdyby albo następcą, albo kimś bardzo ważnym w infrastrukturze, w kolejnej kadencji został Janusz Piechociński.

Jak większość komentatorów, żałowałem, że wielkim nieobecnym był minister Grabarczyk. Ale z drugiej strony nie dziwię mu się, że unika mediów jak tylko to możliwe. Media i społeczeństwo wylało na jego głowę tyle pomyj, częściowo zasłużenie, ale częściowo bezpodstawnie, że kolejnych, pewnych jak w banku pomyj, mógłby nie zdzierżyć. A co do tego, że byłby to medialny lincz, nie mam wątpliwości.

Okazało się też, że straciłem wiele, nie mając szansy częstszego słuchania pani minister Bieńkowskiej. Myślę, że jest kapitalną wartością rządu PO-PSL.   

andy lighter

I tak źle i tak niedobrze, czyli Ziemkiewicz o debatach

Partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest odosobniona w głoszeniu prawd objawionych. Nie tylko oni twierdzą, że gdyby zdarzyło się „to”, to oczywiście byłoby „tak” (jak oni mówią). „Gdyby Gilowska debatowała z Rostowskim, to by go rozjechała”, a „gdyby były zalegalizowane związki homoseksualne, to homoseksualiści adoptowaliby dzieci”. Ba, „gdyby ktoś darł taką jedną książkę na swoich urodzinach w swoim ogródku, to uraziłby uczucia religijne, np. jakiegoś posła na sejm z drugiego końca Polski”.

Podobnie jak partia Kaczyńskiego, czyli PiS, myślą propisowscy „intelektualiści”, w tym intelektualni „ludzie pióra”, tacy jak Rafał Ziemkiewicz. Ostatnio wpadł na kompletny bezsens, zresztą jego intelekt nie opóźnił zapłon, bo znacznie wyprzedził go Andrzej Urbański. Ale Ziemkiewicz dołączył do jakże słusznej i mądrej myśli Urbańskiego. A uzasadnił to dołączenie znacznie mądrzej w dodatku.

Otóż Ziemkiewicz nie może już zdzierżyć mediów, które są bardzo przychylne Tuskowi, nie wiedzieć czemu (wiedzieć – polskojęzyczne, ale o tym nie teraz przecież), wybrzydzają na prezesa Kaczyńskiego, który nie chce debatować, i klepią „że tylko debata, tylko starcie poglądów, konfrontowanie różnych punktów widzenia i systemów wartości, ma sens i czyni demokrację demokracją”. Ziemkiewicz wie, co by było, gdyby np. Tusk nie chciał debatować z Kaczyńskim i unikał debat z prezesem: Gotów bym się założyć o wszystkie pieniądze, że uśredniony ton mediów, docierających do przeciętnego Polaka, byłby wtedy diametralnie odmienny. Z kim tu debatować, szydziliby mędrcy z Tusk Vision Network i Agory, po co nam pusta gadanina, przecież z góry wiadomo, że nikt nic mądrego w takich wyborczych debatach nie powie!”. Geniusz, doprawdy geniusz!

Jednak Ziemkiewicz w swym geniuszu intelektualnym idzie dalej. Udowadnia kompletną nierzetelność i protunkowość dziennikarzy pokazując ich ucieczkę przed uczciwą polemiką: „Ich telewizyjne dyskusje polegają na wzajemnym przytakiwaniu sobie przez ludzi kibicujących władzy i chwalących ją z różnych pozycji. Swe poglądy i punkty widzenia konfrontują Lis z Żakowskim, Wołek z Kuczyńskim, Władyka z Janickim czy Jastrun z Michalskim. Skrajną prawicę reprezentuje Dominika Wielowieyska, umiarkowane centrum Kolenda Zalewska, Durczok i przygarść pozbawionych nazwisk i twarzy wicemichników. Fundamentalny spór dotyczy tylko tego, czy PiS jest partią populistyczną, czy stricte już faszystowską, czy Kaczyński jest tylko bardzo groźny i szkodliwy, czy bardzo, bardzo groźny i szkodliwy, i czy “małżeństwa” homoseksualne, oczywiście z pełnią praw majątkowych…”.

Dziwnym trafem Rafał Ziemkiewicz zapomniał o wzajemnym przytakiwaniu sobie przez parę ładnych lat trwające w publicznej TV, jego z Cejrowskim, Sakiewicza z Wildsteinem, Semki, Zaremby, Pospieszalskiego czy Stankiewiczowej, i kogo by tam jeszcze nie dołożyć. Ale co tam, kto by tam pamiętał o takich zupełnie nieważnych szczególikach?

Te zapomnienie jednak wcale takie znów przypadkowe nie jest: „Nadrzędną zasadą mediów III RP od jej zarania, choć bywały chwile, gdy ten porządek ulegał zachwianiu, jest pokazywanie rzeczywistości postulowanej, poprawnej, jako jedynego istniejącego świata”. I w tym podkreśleniu (moim) jest pies pogrzebany. Otóż intelektualista Ziemkiewicz doskonale pamięta siebie z Cejrowskim, Sakiewicza z Wildsteinem, Semkę z Zarembą, itp., tyle, że wtedy to była sama prawda, absolutny obiektywizm, a nie żadne tam przytakiwanie sobie. W ogóle PiS-owcy wpuszczani są do mediów tylko po to, żeby ich zohydzić i wrócić do poprawności politycznej i przytakiwania sobie. W panu Ziemkiewiczu nie wzbudza przecież najmniejszego zohydzenia posłanka Kempa, która gada jak karabin maszynowy, kompletnie nie zwracając uwagi na jakieś tam pytania redaktorki/redaktora, a raczej próby zadania jakiegoś pytania (tak na marginesie, ta kobieta byłaby świetnym nurkiem, wytrzymuje wyjątkowo długo bez potrzeby nabrania haustu powietrza). Nie wzbudza w nim zohydzenia prymitywny, chamski język Hofmana, przy czym język Niesiołowskiego jest chamski że aż z partii powinni go wyrzucić.

Zupełnie Ziemkiewiczowi nie przeszkadza brak zaproszeń np. PO do Radia Maryja, czy Gazety Polskiej. To są przecież prawdziwe media, nie potrzeba tam jakichś nawiedzonych lemingów. Oni przecież kłamią i oszukują, każdy to wie, Ziemkiewicz też. A że zdarzyło mu się coś tam odszczekiwać, to pewnie te Pełkowskie sądy, którym zresztą Kaczyński się przyjrzy po wyborach i zrobi z nimi porządek. To, że w programach, np. TVN24 co chwila pojawiają się nietrawieni przez widzów Zaremba, Lisiecki, Janke, Gmyz i się produkują, że nie da się słuchać, dla pana Ziemkiewicza jest potakiwaniem sobie Lisa z Żakowskim.

Wg Ziemkiewicza, wywiadem w Polsacie i TVPInfo Kaczyński, podczas kiedy w TVN24 występuje cała reszta, wygrał „starcie” z Tuskiem. Pokazał bowiem, że liczy się tylko on i jego partia, oprócz PO, a reszta to… przystawki. Symetria mordercza. Kaczyński sam, godzinę i cała reszta…

Podsumowując: nie spotkałem właściwie żadnego dziennikarza, który nawet jeśli popiera PO, nie krytykował tej partii. Za kolej, stadion, rozmaite, nasilające się zresztą z czasem, krytyki większe lub mniejsze. Oprócz dwójki czy trójki blogerów antypisowskich, nie czytałem takiego zwolennika PO który by za coś, za kogoś, czy w jakiejś sprawie nie skrytykował PO, Tuska czy innych działaczy Platformy. Jednakże nie spotkałem również wśród dziennikarzy propisowski takiego, który skrytykowałby otwarcie Kaczyńskiego. Pan Rafał Ziemkiewicz jest przykładem absolutnej lojalności, oddania i bezkrytycznego propagowania partii Kaczyńskiego, a w szczególności jego samego. Jakaś tam „krytyka”, czy wypsnięcie się jakiegoś… „błędu”, to jeden wyraz, jedno króciutkie zdanko najwyżej w całym obszernym felietonie.  Dla niego fakt, że prezes Kaczyński jest, istnieje i funkcjonuje, to wystarczający, ba cudowny powód, by pisać o nim peany, a właściwie atakować opozycję.

Cała sprzyjająca PO rzesza dziennikarzy nie szczędzi Platformie krytyki, choćby z powodu o nią troski. Reszta, nawet nie chwaląc prezesa, bo przecież na ogół nie ma za co, wylewa cysterny pomyj na rządzących. Oskarżając przy tym tych pierwszych i samych rządzących o agresję pod adresem prezesa, PiS-u i swoim.

Przypomina mi to niegdysiejszego Jana Pietrzaka, bez przerwy w telewizji płaczącego, że nie ma go w telewizji.

Żal mi tego Ziemkiewicza, musi mu być ciężko uprawiać taką ekwilibrystykę, „wbrew prawom fizyki”.

andy lighter

Cały felieton Ziemkiewicza znajduje się tutaj.

Published in: on Wrzesień 9, 2011 at 2:59 pm  Komentarze (11)  
Tags: , , , , , ,

Sprawa Polska na Litwie, a… Kaczyńscy

Dziś poseł Hofman z PiS bardzo łagodnie potraktował rząd i premiera Tuska w temacie konfliktu na linii Warszawa – Wilno. Początkowo mnie to zszokowało, ale natychmiast załapałem powód. „Dotychczasowa polityka polskich władz wobec Litwy okazała się nieskuteczna (o co tu kurde chodzi??? Hofman wymięka, może chory???). Trzeba będzie się zastanowić, podjąć jakieś inne działania, być może trzeba będzie dać Litwinom coś więcej. Litwie musi się opłacać odpuścić” – oświadcza Adam Hofman. Przyznam, że jestem w szoku.

Największe zasługi w odpuszczaniu Litwie odnotowali bracia Kaczyńscy! Odpuścili im tak dalece, że Litwini kompletnie interesy Polaków tam mieszkających ignorowali. Nie tylko ignorowali zresztą, ale jakby nigdy nic, w odpowiednim momencie postawili wobec tych „interesów” szczelny szlaban. Co można by tu dać jeszcze Litwinom… Utopiliśmy w Możejkach masę pieniędzy, kupując m.in. większość (chyba 75 %) udziałów litewskich w tej firmie. Mniejszość litewską w Polsce traktujemy zgodnie z najlepszymi standardami europejskimi. Co by tu jeszcze? Może pan Kaczyński, spec przecież (tak jak jego brat) od tego, żeby się Litwie opłacało, podpowie nam, gdzie by tu jeszcze Litwie ująć problemu, przejmując go na siebie? Podobno Litwa bardzo zbliżyła się gospodarczo z Białorusią i w wyniku tego zbliżenia ponosi same straty, bo jak nietrudno się domyśleć, Białoruś jest goła jak święty turecki. Litwa poniosła więc same straty, i finansowe, i (a może przede wszystkim), polityczne. Może więc wyrównamy Litwie straty, tak finansowe jak i polityczne – będziemy Litwinów nosić w Brukseli na rękach, żeby zatrzeć niesmak UE po jej ignorowaniu przez Litwę w jej zbliżaniu z Łukaszenką.

Zgadzam się z komentatorami, którzy uważają, że nie ma powodu, aby uczniowie szkół polskich pisali inną maturę z języka litewskiego i innych przedmiotów, niż uczniowie litewscy. Polscy uczniowie na Litwie muszą znać język litewski per fect. Przecież chcąc uczyć się dalej, czy pracować na odpowiednim dla wykształcenia stanowisku i funkcjonować np. w życiu publicznym, innej możliwości nie ma i być nie może. Tak więc języka litewskiego powinni uczyć się wszyscy: Litwini, Polacy, Rosjanie, Tatarzy, itd. Im lepiej go zna, tym większe ma szanse na wykształcenie. Jednak z oczywistych względów, nie może to nastąpić na zasadzie „ucięcia topotem”, czyli: do wczoraj tak, od dzisiaj tak. Zresztą, sprawy edukacji Polaków są złożone, bo „po litewsku” na maturze np. z historii, to jedno, a szkoły to inna sprawa. Jednak kłopotem Polaków na Litwie jest to, że sprawy praw człowieka i sprawy edukacji zostały przez Litwinów (sprytnie) wrzucone do jednego wora. Tablice z nazwami miejscowości i ulic, nazwisk, porozumiewanie się w urzędach, itp. to przecież odmienna sprawa. Mam nadzieję, że rozmowy ekspertów, które podobno mają się rozpocząć, przyniosą efekt dobry dla Polaków, bo my nie mamy z czego (i nie musimy, bo nie ma powodów) ustępować, czy „coś dawać” jak chce poseł Hofman.

Dwujęzyczna tablica

I komu to przeszkadzało?

Ps. Poseł Hofman lubi Litwinów, bo nie ma wyboru: jego duchowy przewodnik, śp. Lech Kaczyński ich kochał, więc nie może nawet pomyśleć o… gromieniu miłości swojego duchowego przywódcy.

_____

Obok Hofmana, wspaniały popis hipokryzji i… mega krętactwa pokazał dziś poseł Halicki z PO. Rzecz dotyczyła powołania generała Skrzypczaka do pracy w Ministerstwie Obrony Narodowej w charakterze doradcy. Gen. Skrzypczak pluł na też rząd w sposób, jaki sam Jarosław Kaczyński by się nie powstydził. „Wysyłał” rząd do sądu, na Smoleńsk, za Afganistan, nie pozostawiał suchej nitki na ministrze Klichu. Klich zresztą zwolnił go za to, że nie zachowywał się jak żołnierz, ale jak plotkara na targu, bo takie rzeczy żołnierz załatwia „w cztery oczy” z przełożnym, itp., itd. Rację ma euro-poseł Siwiec przypominając, że skoro po dymisji Bogdana Klicha premier uznał go za bardzo dobrego ministra (ja tez tak uważałem i uważam), powołując generała, wali swojego byłego ministra w pysk.

Ale wracając do Halickiego, z rozbrajającą szczerością przyznaje: „Gdybym chciał otoczyć się kręgiem doradców, na pewno wybrałbym tych, którzy wyrażają się krytycznie niż tych, którzy tylko przytakują”. I natychmiast chór dyskutantów zawołał (razem ze mną): No to dlaczego nie Macierewicz!!!???. Przecież on też krytykuje? Nie chodzi o to, żeby zatrudniać dupolizów, ale też nie o to, żeby ufać zajadłym wrogom.

Panie Halicki, że Platforma robi z siebie pośmiewisko, traci wiarygodność i powagę, nie moja sprawa. Ale, że za idiotów ma obywateli, to obchodzi mnie już jak najbardziej.   

andy lihter

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.