Raportowa konfrontacja

Konferencja członków MAK-u pokazała, że Rosjanie obstają przy swoim. I nie mają zamiaru konfrontować swojego raportu z raportem Millera. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej, to dobra informacja, ale o tym na końcu.

„Makowcy” mają oczywiście rację, że załoga podejmowała złe decyzje, że obecność Błasika „musiała” wywierać presję na załogę, chociaż nic „złego” nie mówił, itd., itd. Jednak „Makowcy” bronią, zupełnie bez sensu swoich kontrolerów lotów. Jestem oczywiście daleki od oskarżania owych kontrolerów o spowodowanie katastrofy, jednak raport Millera doskonale i moim zdaniem rzetelnie pokazał „niestaranność” ich pracy. Nie sądzę żeby, tak jak sugeruje raport Millera, byli „źle wyszkoleni”, ale jestem przekonany, że po prostu coś z nimi było nie tak. Albo im się nie chciało, albo byli w stresie, albo nie wiadomo co, w każdym razie różnice w wysokości realnej a dopuszczalnej były… za duże.  „Makowcy” twierdzą, że wszystko było O.K., ale chyba nie do końca. Nie zmienia to rzecz jasna „proporcji winy”, jednak tłumaczenia „Makowców”, są naprawdę bardzo… skomplikowane, „trudne”, zapewniające…, itp. Nie widzą też problemu w złym stanie lotniska i „osprzętu” lotniska. Było złe, ale wystarczające.

W tym wszystkim, skoro dyskusja jest skończona, jest dla nas jeden pożytek. Dla nas i dla NATO, który powinien nas zawsze satysfakcjonować. Otóż Armia rosyjska, a przynajmniej jej pewna część, jest tak samo byle jaka, jak nasza przed 10. kwietnia 2010. roku. Armia Rosyjska to moloch na glinianych nogach i dobrze jest o tym wiedzieć. Są oczywiście silni, liczebnością i technologią, ale organizacją są „nami przed katastrofą”. Oczywiste jest, że nic się tam nie zmieni, bo w przeciwieństwie do nas – dzisiaj, armia rosyjska, dalej jest i będzie państwem w państwie. I nich tam ktoś spróbuje (od nich, z ich władz) wetknąć nos w nie swoje sprawy.

Nie powinno nam zależeć na „uzgodnieniu stanowisk”. Powinniśmy wyciągnąć wniosek i tyle. Rosja militarnie jest i będzie silna. Ale jednocześnie militarnie jest i będzie byle jaka. Z punktu widzenia zwolenników tarczy rakietowej w Polsce, szkoda, że tego nie wiedzieliśmy. Spokojnie mogliśmy robić co chcieliśmy, bo wojsko bez „organizacji” nawet silne, to… Ja co prawda do zwolenników tarczy nie należałem, ale zwolennicy (a głównie Amerykanie) pękli. Powinni nas całować po nogach za raporty i MAK-u i Millera, bo po wyciągnięciu wniosków, sytuacja stała się zupełnie jasna. Szczególnie po dzisiejszej konferencji MAK-u.

Inne rosyjskie przypadki: Czeczenia, zatonięcie „Kurska”, a właściwie brak akcji ratunkowej, oddziały (żałosne) specjalne w Biesłanie i teatrze moskiewskim, itd., itd., tylko to potwierdzają: wszyscy są winni, tylko nie armia.

Rosyjska armia nigdy dotąd, w tak jawny sposób nie odkryła swoich słabości broniąc swoich „byle jakich” żołnierzy i byle jakich dowódców.

andy lighter

Published in: on Sierpień 2, 2011 at 4:20 pm  Komentarze (14)  
Tags: , , , ,

Księga chorego autora

Nie jest tajemnicą, że Antoni Macierewicz, od kilkunastu lat co najmniej, nic mądrego nie napisał, jak też nie powiedział. Przynajmniej publicznie. Opublikowany i zaprezentowany fragment najnowszego dzieła tegoż autora tej sytuacji nie zmienił, co nauczonego doświadczeniem, zupełnie mnie nie zdziwiło.

Antoni Macierewicz wraz ze swoim prezesem Jarosławem Kaczyńskim pokazali dziś fragmenty „Białej Księgi”, które obciążają winą za katastrofę Rosjan. No bo przecież, jak stwierdził Jarosław Kaczyński, nie jest w polskim interesie obciążanie winą za katastrofę polskiej strony w postaci załogi, generała czy prezydenta. Strasznie naiwny jednak jestem, bo cały czas myślałem, że w interesie wszystkich jest ustalenie przyczyn katastrofy, a nie, że w interesie Polski jest jakiś tam interes. Macierewicz nie zostawia więc suchej nitki na rosyjskich kontrolerach lotu, ich dowódcach, premierze i prezydencie tego kraju.

Jasne jest od dłuższego czasu, że do Rosjan można się o niektóre szczegóły przyczepić. Pewnych rzeczy nie zrobili, bo nie musieli, choć mogli. Jasne jest, że współpraca zespołów (rosyjskiego – MAK i polskiego) po katastrofie nie układała się (i nie układa) dobrze. Jasne jednak jest też to, że pewnych rzeczy nie da rady odczarować (albo zaczarować?) nawet taki doświadczony wyjadacz śledczy jak Macierewicz, np. niezrozumiałej decyzji załogi o lądowaniu, czy pogody. Zresztą Macierewicz chyba stchórzył w ostatniej chwili, bo nic nie słyszałem o bombie na pokładzie, ani o sztucznej mgle. A tyle się o tym nagadał, jeszcze całkiem niedawno.

Czekamy teraz na drugą część księgi, dotyczącej odpowiedzialności rządu za katastrofę. I może Macierewicz będzie odważniejszy? Może usłyszymy o plamie oleju, której wykrycie kiedyś tak triumfalnie ogłaszał, albo o wytrzymałości tutki, przerobionego bombowca, która jakieś tam drzewo powinna ściąć jak kosa trawę, i o podobnych faktach, które nie tylko pokazywali już światu Macierewicz z prezesem, ale też znakomici eksperci udzielający się np. w „Naszym Dzienniku”.

Tymczasem chamscy, durni i antypolscy dziennikarze zebrani w Brukseli by oglądać relację z konferencji i nawet zadawać pytania, wychodzili niezainteresowani sprawą. Wprowadzono ich bowiem w błąd, nie informując o temacie telemostu. Haniebna niewdzięczność.

Rację ma Niesiołowski oceniając księgę jako dzieło chorego z nienawiści człowieka i odsyłając go na badanie do psychiatry. Żal mi tego człowieka. Źle musi mu się żyć w takim kraju, z takim narodem. Bardzo musi się męczyć biedak, tak bardzo się dla kraju starając, tak niedocenianym będąc przez większość.

andy lighter

Published in: on Czerwiec 29, 2011 at 3:10 pm  Komentarze (19)  
Tags: , , ,

Rosyjski rewanż

Ciekawy jestem bardzo, co czuje dzisiaj pani Merta i pani Kurtyka, montażystki tablicy na rosyjskim kamieniu w Smoleńsku, wobec tego, co stało się pod Strzałkowem w Wielkopolsce. Pojawiła tam, najprawdopodobniej nocą, tablica w języku rosyjskim, upamiętniająca „8 tyś. brutalnie zamęczonych w polskich obozach śmierci, czerwonoarmistów w latach 1919 – 1921”.

Już słyszę ten jazgot i wrzask niezgody: „Jak to, przecież nam, Polakom wolno! Oni to co innego!”  Pani Merta, pani Kurtyka i inni Macierewicze powinni teraz zastanowić się, co mogli czuć Rosjanie, których prawdy historyczne są inne niż nasze, gdy obie panie nielegalnie umieściły w Smoleńsku tablicę. Zresztą jazgot już się zaczął.

„Teza o mordowaniu Rosjan w polskich obozach jenieckich w latach 1919-1921 jest niezgodna z prawdą historyczną i ma charakter prowokacji”, twierdzi historyk Sławomir Dębski, przypominając że Rosjan w polskich obozach nie rozstrzeliwano. Pan historyk zapomniał tylko zauważyć, ze na tablicach nie ma wzmianki o rozstrzeliwaniu, tylko o brutalnym zamęczaniu. A zamęczani byli. Głodem, brakiem podstawowych warunków sanitarnych, chorobami. Nie chcę się z nikim licytować na „lepszość” śmierci, ale, albo „bo” nie wiem, czy lepsza jest śmierć od strzału w głowę, czy śmierć po wielomiesięcznych męczarniach głodowych, czy w chorobie.

Nie mam zamiaru stawiać się tu w roli adwokata Rosjan, chcę jednak pokazać wartość i słuszność zasady: „Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. Rosyjska tablica jest wręcz idealnym przykładem tego, że nieprzestrzeganie tej zasady bywa bolesne, kiedy się „zemści”.

Ileż u nas było dyskusji po decyzji władz Smoleńska o zdjęciu tablicy. Że za szybko, że mogła wisieć, dopóki się nie dogadają, że komu to przeszkadzało… Tymczasem wojewoda wielkopolski już zdecydował o zdjęciu „rosyjskiej” tablicy.

Ach, jak nasze władze wspaniale, szybko potrafią podejmować decyzje. Szkoda tylko, że innym władzom nie dajemy takiego prawa.

Bardzo ciekawy jestem reakcji stowarzyszenia „Katyń 2010” w związku ze sprawą tej tablicy. Bardzo ciekawy.   

Published in: on Maj 15, 2011 at 8:02 pm  Komentarze (10)  
Tags: , ,

Rosyjscy śledczy i „dziwne” pytania

Przyjechali rosyjscy śledczy i będą zadawać pytania. Dwudziestu ludzi mają przepytać. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jak wynika z informacji dziennikarzy, mają pytać o… bardzo dziwne rzeczy. Choć jestem w tym względzie kompletnym laikiem, dostrzegam tu pewną asymetrię w działaniach obu stron.

Pamiętam jakie schody mieli nasi śledczy, aby przesłuchać kontrolerów lotów ze Smoleńska. Pamiętam też machlojki z ich zeznaniami: te zeznania będą ważne, a tamte się nie liczą, zupełnie nie wiadomo z jakiego powodu, bo powodu zdenerwowania czy szoku nie kupuję. Również pamiętam, że Rosjanie strzegą swoich tajemnic jak niepodległości, choć te tajemnice są, przynajmniej w moim pojęciu, co najmniej naciągane. Oto strona polska nie otrzymała swego czasu danych lotniska Siewiernyj, z powodu tajemnicy właśnie. I wszystko byłoby o.k., gdyby nie drobny szczegół: to lotnisko jest nieczynne od kilku lat, i poza przypadkami Polaków, którzy tam latali, nie lata się tam (wyjąwszy ostatni lot Miedwiediewa, który miał być popisem odwagi bardziej niż potrzebą). To lotnisko praktycznie już nie istnieje. Ale tajemnica jest obowiązująca, tajemnica, która bardzo wiele by polskim śledczym wyjaśniła.

Tymczasem, jeśli nie dziwi chęć Rosjan zapoznania się z danymi meteorologicznymi naszych pilotów owego feralnego dnia, o tyle ich chęć zapoznania się z systemem szkolenia naszych pilotów, jest dla mnie co najmniej dziwna. Nie powinien ich obchodzić system szkolenia naszych pilotów. To, co powinno im wystarczyć, to wiedza na temat „papierów” na ten lot załogi i samolotu TU nr boczny 101 w tamtym dniu. Oni mają wiedzieć czy mieli ważne szkolenia, zezwolenia, certyfikaty i co działo się w samolocie podczas podchodzenia do lądowania. Grzebanie się Rosjan w naszym systemie szkolenia (jakie jest, to tajemnica poliszynela, ale to nasza sprawa), nie ma najmniejszej racji bytu. Oni nie mają oceniać, czy nasz system szkolenia jest dobry czy zły. To sobie sami ocenimy, już zaczynamy to robić. Oni mają badać bezpośrednie przyczyny katastrofy, w określonym miejscu i czasie.

Chociaż jestem już zmęczony i mam serdecznie dość tej katastrofy, to jeszcze bardziej denerwuje mnie wodzenie za nos polskich prokuratorów i śledczych. Opóźnienia w przepływie dokumentów, wybiórcze dawkowanie nam „kolejnych transzy”, ociąganie się i nawet odmowy dostarczania jakichś informacji, bałagan w dokumentach i ich niekompletność czy „nieprawdziwość” muszą budzić sprzeciw i zdenerwowanie. Rosjanie doskonale o tym wiedzą, ale widząc działania PiS-u w naszym kraju kompletnie nic sobie z tego nie robią. Niepokoje w Polsce są im zdecydowanie na rękę.

Nie wyobrażam sobie, że Polska pozwoli przesłuchać Rosjanom najwyższych urzędników Polskiej Armii, ministra czy tam kogo jeszcze z ważnych osób w dowództwie wojskowym. Nasi mieli potężny problem aby przesłuchać przełożonego kontrolerów, który był w wieży, ale jak twierdzili Rosjanie, nie brał udziału w naprowadzaniu samolotu do lądowania. Nie wyobrażam sobie, żeby nasze wojsko pokazało Rosjanom nasz system szkolenia pilotów czy kogokolwiek. Mogą pokazać papier z pieczątką „ważności” szkolenia i koniec. Ale mam jakieś dziwne przekonanie, że to wszystko Rosjanom pokażemy.

andy lighter

Published in: on Kwiecień 18, 2011 at 3:03 pm  Komentarze (8)  
Tags: , , , ,

Kamienne tablice

Podmiana tablicy upamiętniającej katastrofę w Smoleńsku, to powód nowej zadymy kaczystów. Oto Rosjanie ośmielili się zamienić tablicę pamiątkową na Siewiernym.

Z cała pewnością polska dyplomacja odniesie się do tego incydentu dając do zrozumienia stronie rosyjskiej, że było kuriozalne i niewybaczalne posunięcie Rosjan. I nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Oto bowiem Polacy, będąc gośćmi na ziemi rosyjskiej nie tylko próbują zawłaszczyć sobie lotnisko, jego „wystrój”, goszczenie na nim kiedy im się chce, ale jeszcze uzurpując sobie owym wystrojem „w domu gospodarza”, tych gospodarzy poniewierać, poniżać i hańbić. Oczywiście ja, jak większość Polaków chciałbym, aby mord katyński uznany był za zbrodnię ludobójstwa. Tylko że dzisiaj, za taką zbrodnię uznany nie jest nigdzie na świecie oprócz Polski.

To „trochę” kuriozalna sprawa. I przypomina mi próbę zawłaszczenia sobie obozu oświęcimskiego przez Żydów i protesty Polaków, np. Świtonia z krzyżami. Pamiętam, że wtedy zarówno ja, jak i większość opinii publicznej, jeśli nie godziła się na te idiotyczne krzyże Świtonia, to zdecydowanie sprzeciwiała się „zapędom” Żydów.

Oto jaskrawy przykład punktu widzenia zależnego od punktu siedzenia: „Jak Kalemu ukraść krowę, to źle. Jak Kali ukraść, to absolutnie tak jest sprawiedliwe”.

Nie dziwię się Rosjanom, którzy zamienili tablicę, która w ich własnym domu czyniła ich bandytami. Rodziny katyńskie, bez konsultacji z Rosjanami wymyśliły sobie taką treść”. Treść nieumocowaną prawem. Jednak to kolejny krok, scyzoryk włożony do ręki Jarosława Kaczyńskiego i jego wyznawców.

Ciekawy jestem, czy będąc przekonanym np. o znaczącym udziale w doprowadzeniu do katastrofy smoleńskiej Aleksandra Szczygło, na jego domu wieszając tablicę: „Pamięci tego, który przyczynił się do katastrofy smoleńskiej”, uzyskałbym aprobatę właścicieli owego domu. Będąc przekonanym, ale nie mając jasnego, oczywistego i uznanego potwierdzenia przez konieczne do uznania takiego przekonania instytucje.

Sprawa dla Polski jest trudna. Ale Rosjanom się nie dziwię. Szkoda tylko, że czas wybrano nieszczęśliwie. Zresztą, sam już nie wiem, czy to nie jest rosyjska prowokacja. 

andy lighter

Published in: on Kwiecień 9, 2011 at 1:35 pm  Komentarze (26)  
Tags: , , , ,

“WikiLeaks po polsku”, czyli dlaczego Rosjanie to robią?

Dziś odbyła się kolejna konferencja (telekonferencja) moskiewska w sprawie katastrofy smoleńskiej. W odpowiedzi na warszawską konferencję polskich prokuratorów w tej samej sprawie. A wczoraj była w Moskwie konferencja wyprzedzająca te dwie dzisiejsze. A wcześniej konferencja MAK-u, niespodziewanie jak królik z kapelusza. I różni eksperci, od pilotów, prawników, przez polityków po dziennikarzy głowią się i łamią sobie głowy, o co tu chodzi. Tymczasem sprawa wydaje się prosta jak budowa cepa.

Rosjanie nie muszą nas o nic oskarżać, sami się oskarżymy (komisją Millera) i słusznie, bo szympansy samolotami nie latają, tylko ludzie, w dodatku piloci, a i organizatorzy mają (chyba) głowy od myślenia, w przeciwieństwie do szympansów, którzy głową głównie jedzą. Jeśli robią jeszcze coś ponadto, są genialne.

Problem Rosjan polega dokładnie na tym samym, na czym polega nasz problem w lotnictwie i szerzej – w wojsku. Procedury sobie, a wojsko sobie. Tak u nas, do 10. kwietnia zeszłego roku, jak i u nich, do dzisiaj, procedury i przepisy wojskowe rzadko spotykają się z panującym stanem faktycznym codziennej, wojskowej rzeczywistości. Zresztą tajemnicą poliszynela jest fakt, że w większości krajów świata armie stanowią osobne państwa w tych państwach i wszędzie zdarza się bywać gorzej lub lepiej ze współgraniem tych dwóch zależności: procedur i realiów. Czy to w USArmy czy w British Armed Forces, czy w Bundeswerze, itd. Tylko że i te armie i Rosjanie mają nad nami przewagę, jeśli chodzi o stan na dzień dzisiejszy. Te armie w tych krajach będą takie jakie są tak długo, jak im się spodoba i nikt im w ich armiach gmerał nie będzie. A my, przez niefrasobliwość jednego człowieka, albo kilku osób, musimy teraz naszą armię rozebrać do rosołu. Przed Polskim społeczeństwem, a co za tym idzie i przed światową opinią publiczną.

Taki mini WikiLeaks sobie zafundowaliśmy (a może raczej… ktoś nam zafundował). I nie chodzi tu nawet o to, że w Wojsku Polskim nie ma co ukrywać, albo jest niewiele. Chodzi o zasadę: z wojska nic nie wychodzi na zewnątrz (w dużym uproszczeniu oczywiście). Nie tak dawno też jeden człowiek zafundował nam WikiLeaks wywiadu i kontrwywiadu, zupełnie niemal unicestwiając te służby. Niedługo będzie więc powtórka z rozrywki.

W myśl zasady: Z wojska nic nie wychodzi na zewnątrz, Rosjanie stają na głowie, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od wieży kontroli lotów i kontrolerów. I mają tu dużo szczęścia, bo nie będą musieli się za bardzo wysilać, aby trzymać sprawę wieży z daleka. Moim skromnym zdanie i tak zrobili nam dużą przyjemność pozwalając na przesłuchania kontrolerów. Ale zrobili to zapewne z rozmysłem, bo to spowoduje jedynie „przybicie polskiej pieczątki na opinii – »niewinni«”. Inaczej bowiem być nie może. Na rosyjskiej wieży był bałagan, ale dzięki bogu nie miało to wpływu na tragedię. I zostaną Rosjanie samo ze swoim bałaganem w wojsku. I co oni z nim zrobią – ich sprawa. Tak samo jak naszą sprawą byłoby (powinno być) co my zrobimy ze swoim bałaganem. ( NATO do naszego bałaganu przywykło, zapewne nie odbiega od NATO-wskiej normy i wcale się nie dziwię, ani nie śmieję).

Rosjanie rozgrywają swoją grę po mistrzowsku. Trochę nie far, trochę kantują, ale co tam, efekt końcowy się liczy. Robią wszystko, aby swoją armię trzymać od sprawy daleko, jak najdalej. Żeby  żaden wypadek rozkapryszonego prezydenta i pretensje rozgoryczonej części jakiegoś narodu, nie wtrącał się do ich wojska. Wojska, wobec którego do dziś, mimo wszystko, respekt czuje cały świat.

My po raz kolejny, bo przecież to potrafimy najlepiej, obnażymy się przed światem ze swoich słabości, których w innych krajach jest nie mniej niż u nas. Ale u nich są to sekretne słabości.

Gdybym był na miejscu Millera, nie upubliczniałbym całego raportu. Wskazałbym winnych cywilów (chociaż osądził wszystkich: i cywilów i wojskowych), a resztę obwarowałbym klauzulą tajności. Ale my tak nie zrobimy. Jesteśmy przecież winni „całą prawdę” Jarosławowi i Marcie Kaczńskim, oraz rodzinom Gosiewskich, Melaków i innych Mertów. A także obrońcom krzyża, Pospieszalskiemu i ojcu Rydzykowi.

________________________

Co nam się podoba w obalanych właśnie dyktaturach krajów arabskich? To, że ludzie czują wolność. Że przestają obowiązywać niepisane reguły dynastii: Mubarak nie wystawi już syna na prezydenta, Kadafi pewnie też nie. A dynastia koreańska budzi w nas obrzydzenie. Tymczasem w Polsce przynależność sukcesji po bracie dla Jarosława Kaczyńskiego dla wyznawców PiS-u była czymś absolutnie naturalnym i oczywistym. Przynależnym wręcz, niemal z urzędu. Tak jak przynależne zdaje się być miejsce w partii dla córki byłego prezydenta. Zaślepienie wyznawców PiS-u sprawia, że próbują pchać to państwo w stronę od której wszyscy „ozdrowieni” uciekają. W stronę dynastii, dyktatury, nienawiści, nędzy.

Najgorsze jest jednak to, że tacy ludzie jak Tusk, Komorowski, Miller z komisją, nie tylko się temu nie przeciwstawiają, ale wręcz ułatwiają im to pchanie, „spełniając ich życzenia”. 

Published in: on Luty 18, 2011 at 9:18 pm  Komentarze (3)  
Tags: , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.