Znowu dym w polskim lotnictwie mamy. Ok. 50. żołnierzy z Bazy Lotnictwa w Mińsku Mazowieckim zagroziło zwolnieniem. Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kasę, albo o „Precz z komuną, komuna tylko dla nas!” Jak słyszę takie newsy, przyznaję, że krew mnie chce zalać jaśnista. Lubicie górniczych oponiarzy? Albo stoczniowych? Ja też nie, a to jest dokładnie ten sam schemat. Jak zwykle pod koniec maja, w wojsku rozchodzi się fama o trudnościach z kasą (nie mylić z CASĄ), najczęściej fama wzięta z sufitu. I jak zwykle, rok temu też tak było, i dwa lata temu chyba też, to kompletna bzdura. Ale najgorsze jest to, że żołnierze, który powinien być analitykiem, strategiem i „rozpoznać teren”, łykają populistyczną famę i idą w zagrywkę a’la Lepper, albo inna Solidarność ’80. Czyli, nawet nie strajk, czy ostrzeżenie, ale szantaż.
Wiem jak jest w wojsku. Chociaż nigdy nie służyłem. Ale być może właśnie dlatego, że nie służyłem, a pracowałem jako cywil, wiem lepiej (mimo iż pracowałem krótko, ale napatrzyłem się), niż gdybym służył. Zupełnie różny punkt widzenia, chociaż widok niby podobny. Nie każdy może być żołnierzem, to jasne. Trzeba być zdrowym, „inteligentnym” (w cudzysłowie, bo zdarza się, że mam wątpliwości) i trzeba mieć pasję, inaczej – lubić to po prostu. Dla mnie żołnierz na emeryturze po piętnastu latach służby to kompletna pomyłka, a nawet złodziejstwo. Nie znam wojskowego emeryta (a paru emerytów znam), który przeszedłby na emeryturę po 15. latach służby. A jeśli przeszedł po dwudziestu, albo dwudziestu pięciu, prawie każdy pracuje(!!!). To jest pewnego rodzaju (moralne i usankcjonowane prawem) złodziejstwo. Oto bowiem oficer, czterdziesto paro, pięćdziesięcioletni, idzie do innej roboty, najczęściej nie jako robotnik, bo wykształcenie przecież ma, i dostaje drugą pensję za frajer. Za to, że był żołnierzem.
Jakie są powody, dla których żołnierze mają prawo do przejścia na wcześniejszą emeryturę? Praca w stresie! Niebezpieczna praca! Trudne warunki! Itd… I nic mi się tu nie zgadza.
Praca w stresie… Jak mówiłem, wojsko to pasja, a głównym powodem tej pasji jest stres, adrenalina. Poza tym, ten stres, u dobrego żołnierza jest… oswojony. Jest tak oczywisty (a nawet pożądany), jak znajomość języka angielskiego u tłumacza poezji Schekspeare’a. Stres przyswojony, u żołnierza jest czymś tak normalnym jak potrzeba noszenia okularów u osoby słabowidzącej, czyli żaden problem.
Niebezpieczna praca… Czy praca w wojsku jest bardziej niebezpieczna niż praca kierowcy TIR-a? Albo dzielnicowego na warszawskiej Pradze, czy łódzkich Bałutach? Śmiem wątpić. Jak już wspomniałem, „widziałem” wojsko, nikły procent naszych żołnierzy służy w Afganistanie, czy na innych misjach. A i ci, co służą, są tam po pól roku, z własnej inicjatywy wielokrotność półrocznych misji. Ale przy tej okazji nie mogę nie przytoczyć tu pewnej historii z życia wziętej o pracy na eksporcie. Otóż pewien facet wyjechał na robotę eksportową do Czechosłowacji. I był tam półtora roku. I w czasie jego pobytu, jego syn, studiujący wówczas był parę razy u niego, żeby ojciec fundnął jakąś kurtkę czy buty. Pracował ten facet w sumie czterdzieści lat, w tym półtora roku w Czechosłowacji, zarabiał tyle co kot napłakał, a w Czechach co półtora kota, i ten facet, mając dzisiaj dobrze po osiemdziesiątce, domaga się okazywania wdzięczności absolutnej od swojego syna, o niczym innym nie mówiąc, tylko o swojej półtorarocznej pracy na eksporcie (swoją drogą nie dorobił się tam nawet przysłowiowego „dobrego roweru”). Zupełnie jakby nic innego w życiu nie robił, tylko pracował na eksporcie (oczywiście uważa, że więcej zarobił niż ci, co pracowali w Libii, Iraku czy w Rosji, bo nie zdaje sobie sprawy, że zarabiał tak mało) Całe więc trzydzieści osiem i pół roku swojej pracy każe zapomnieć, ale pamiętać te półtora roku. Z wojskiem jest tak samo: „Mamy niebezpieczną pracę, bo jeździmy na misję!” Czy coś tu nie pasuje? Kto jeździ i ilu jeździ i na jak długo jeździ? A jeżdżą za trochę więcej pieniążków, niż ich koledzy zostający w kraju. Ci, którzy na misję nie jeżdżą, albo byli i przyjechali, bardziej niebezpiecznej pracy nie mają, niż wspomniany przeze mnie kierowca TIRA-a. Tak więc, całe wojsko ma niebezpieczną pracę, bo niewielki procent żołnierzy jeździ na niebezpieczne misje. Zdaję sobie sprawę, że piszę te słowa w dniu, kiedy zginął nasz kolejny żołnierz, jednak z drugiej strony, żołnierz, który boi się niebezpieczeństwa może powinien pracować jako ochroniarz w Biedronce. Płaca też będzie odpowiednio inna. Zgadzam się natomiast na szczególne traktowanie rannych na misjach żołnierzy, czy w ogóle rencistów wojskowych. Ich renty na skutek odniesienia ran, powinny być rzeczywiście godne, bo i postrzeganie ich przez społeczeństwo jest specjalne: to nasi chłopcy, których wysłali i talibowie ich z ukrycia zaatakowali – tu, pełna zgoda i szacunek.
Trudne warunki… (i po trosze niebezpieczna praca). Ani nie ma wojny w tym kraju, ani alarmów jakichś przeciwlotniczych… Cała generacja, pokolenie wojskowych (oficerów np.) wojny na oczy nie widziało. W czasie mojej bytności w wojsku, postrzegałem je jako… obóz harcerski z punktu widzenia instruktorów. Mają sobie tam „harcerzy w namiotach”, rozpiski na zajęcia i innych parę obowiązków, najczęściej administracyjnych, czy porządkowych i… działają Są w jednostce jak jedna rodzina: lubią się, przyjaźnią, piją gorzałę w kasynach i od czasu do czasu poligon. Także testy sprawnościowe. Ale zauważyłem, że testy sprawnościowe sprawiają oficerom i podoficerom wyjątkową frajdę. Autentycznie to lubili, po takich testach, które rzecz jasna sprawności wymagają, uwielbiali się przekomarzać, dogryzać sobie i odgrażać: „czekaj, czekaj, następnym razem to ja ci pokażę, kto jest lepszy”. Dla człowieka, który lubi wojsko, ta praca to wieczna przygoda, nie można jej nie lubić będąc żołnierzem dzięki pasji. Przykłady sportowców w dyscyplina wytrzymałościowych, a nawet ekstremalnych pokazują, że szczyt ich możliwości przypada na czwartą dekadę, między 30. a 40. rokiem życia.
Mój tekst brzmi tak, jakby był sprzeciwem wobec niesamowitych przywilejów, głownie emerytalnych wobec wojska. I byłoby tak w istocie, gdyby nie pewien drobny szczegół. Z bólem, ale i świadomością praw nabytych akceptuję przywileje wojska. Ale dzisiejsze środowisko w mundurach zachowuje się tak, jakby nie tylko broniło swoich przywilejów, bo bardzo często władze przypominają, że te są niezagrożone. Oni chcą bronić przywilejów swoich, swoich następców, następców następców, „do końca świata i o jeden dzień dłużej”. Czyli: „Precz z komuną! Komuna tylko dla nas”. Czy jest w Polsce jakiś generał (poza generałem Polko), który w okolicach czterdziestki przeszedłby na emeryturę? Chyba nie ma. Dlaczego więc w biednej Polsce ma istnieć grupa zawodowa, której emeryci, w niemal 90. % dostają „dwie wypłaty” za wykonywanie jednej pracy? Nie pojmuję tego. Ni w ząb.
Powinno się pozwolić odejść tym żołnierzom. Przyjdą nowi. A ci, co zamierzają odejść, nie będę porównywał ich doświadczenia i wyszkolenia z doświadczeniami tych, którzy „odeszli” w latach 90. Mogliśmy to obserwować przy okazji tłumaczeń w mediach przyczyn katastrofy smoleńskiej.

andy lighter
50.339078
18.236017