Pawlak już zaczął

Pawlak już przewiduje, że będą wcześniejsze wybory. Właśnie zaczął kampanię i na wszelki wypadek wypuścił plakat.

Patrzcie, jak to przez dwa lata można się zestarzeć. Takie czary-mary. Już teraz wiem, dlaczego mam uczulenie na PSL. Nie ma ktoś lekarstwa, bo to wyjątkowo wredna dolegliwość. Śmierdzi i nie wiadomo gdzie jest: „w środku, czy na zewnątrz”?

andy lighter

Published in: on Kwiecień 2, 2012 at 8:00 pm  Komentarze (22)  
Tags: , , ,

Co to za demokracja jest…?

Wszystko już wiadomo. Platforma wygrała, PiS przegrało, ale wygrało, bo przecież „Być zwyciężonym, ale nie ulec”, wygłaszane przez prezesa już szósty raz, po szóstych przegranych wyborach, to już pisowska tradycja. Znakomity wynik Ruchu Poparcia zaskoczył wszystkich, a najbardziej chyba samych kandydatów Ruchu, SLD i oczywiście Jarosława Kaczyńskiego.

Ten ostatni już dziś zaczął wybrzydzać i kontestować polską demokrację. Nie podoba mu się osiągnięcie przez Ruch Poparcia mocnej pozycji w sejmie: Tego rodzaju formacje polityczne w parlamencie nie powinny istnieć, my nie chcemy mieć z tą formacją nic wspólnego (…) W historii różnych państw zdarzają się momenty trudne, zdarzają się błędy, to był wielki błąd części naszego społeczeństwa. Ma facet tupet, nie ma co. Nie istnieją dla niego własne błędy i własna głupota, to naród błądzi. Zresztą z Komorowskim prezydentem też naród zbłądził. Jednym słowem, do kitu z taką demokracją.

Ja bym na miejscu Palikota wytoczył mu proces. Ignorowanie jego ugrupowania jest jawnym pogwałceniem demokracji. On nie robi, nie ma prawa robić Palikotowi i jego ludziom żadnej łaski, a ignorując jego partię, ignoruje dużą cześć polskiego społeczeństwa. Premier państwa były, i tego nie wie?

Ale Palikot to jest pikuś w porównaniu do haniebnego oblicza demokracji w Rzeczpospolitej. Oto do senatu nie dostał się Zbigniew Romaszewski!!! To jest demokracja, że spytam? Ikona? Wyautowana? Przecież jemu nie tyle należy się Senat dożywotnio, ale co najmniej fotel wicemarszałka i służbowy samochód!!! To haniebne, że durny naród nie wybrał chodzące3j legendy. On w ogóle nie powinien startować w wyborach. Dla niego miejsce w senacie powinno być przynależne.

Boże, człowiek który nie splamił się od ponad dwudziestu lat żadną pożyteczną pracą, no rzecz jasna oprócz rozpowszechniania propagandy, najpierw ROP-owskiej, późnie PiS-owskiej, uważa za oczywisty i „należny” mandat. Tylko to pieprzone, polskie, durne społeczeństwo… Demokracji im się zachciało, jakieś wybory! Muszę przyznać, że nieźle się ubawiłem na wieść, że wieczny senator nie uzyskał mandatu. Żal mi go, a właściwie jego pazerności.

Innym ciekawy newsem było niewybranie superposłanki Nelly Rokity. Może dzięki temu podwyższy się, choć odrobinkę, sejmowe IQ.  A swoją drogą, w sobotę spotkałem się ze znajomą, która jak się okazuje kandydowała do sejmu z PiS-u. Ale najdziwniejsze jest to, że jest osobą zupełnie normalną, wrażliwą, ciepłą, przyjazną ludziom i mądrą.  Oczywiste z kolei jest to…, że przegrała z kretesem. Za dużo kacyków miało niższe numerki na liście.

Nie dostał się też do senatu Robert Węgrzyn. Głosowałem na niego, choć z mieszanymi uczuciami, ale nie żałuję, ze się nie dostał. Niech trochę popracuje, dobrze mu zrobi powrót do pracy, zanim przyjdzie mu ochota brać za wzór, pracy na rzecz ojczyzny, np. senatora Romaszewskiego.

No i co to za demokracja ma być? To parodia demokracji, jeśli kwiaty polskiego patriotyzmu tak się traktuje!!!

Zapowiada się więc dość ciekawie, choć blisko 30 %. wynik PiS każe mi przypuszczać, że wojna polsko-polska nie tylko nie osłabnie, ale jeszcze się zaostrzy. I to mnie naprawdę dołuje. I zniechęca.  

andy lighter

To już jest koniec możemy iść

Naszedł więc koniec kampanii wyborczej do parlamentu. Jutro będziecie siedzieć cicho (politycznie rzecz jasna), ja będę imprezował w Królewskim Mieście Krakowie. W niedzielę pójdziemy na wybory i będziemy czekać.

W jakiej Polsce obudzimy się w poniedziałek? Kto wygra? Kto z kim wejdzie w koalicję? Kto będzie rządził? Na część tych pytań będziemy mogli z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć już w poniedziałek. Na część, trochę później, snując wcześniej domysły, prognozy i przedstawiając różne możliwości.

Nie jest tajemnicą, że jeśli wygra PiS, albo jeśli rozkład sił głównych partii będzie taki jak obecnie, będziemy mieli albo gorzej, albo w najlepszym wypadku tak samo jak dziś. Wieczne kłótnie, inwektywy, telewizyjne (i radiowe) jazgoty czterech, albo pięciu jednocześnie mówiących polityków, tematy zastępcze i… kryzys, którego opozycja, z lubością nie dostrzega, żądając więcej, szybciej, hojniej.

Ostatnia konwsncja PiS-u przed ciszą wyborczą

Będę głosował na Platformę Obywatelską, ale… chciałbym żeby przegrała. To wcale, wbrew pozorom nie jest paradoks. PiS, objąwszy rządy musiałoby się zmierzyć z drugą, „mocniejszą” falą kryzysu, który z całą pewnością nadejdzie. Z radością patrzyłbym jak prezes oddaje władzę po roku, półtora rządzenia, wijąc się jak piskorz aby wytłumaczyć „zerwanie koalicji”, z poparciem dla PiS nieprzekraczającym 12, 13 %. To byłoby bardzo bolesne dla kraju, ale myślę, że warto byłoby pocierpieć dla takich wspaniałych doznań. Dla przeżycia uczucia ulgi, kiedy w kolejnej kampanii wyborczej prezes i jego partia walczy w pocie czoła już nie o zwycięstwo, ale o uzyskanie dwucyfrowego wyniku, tak jak dzisiaj walczy SLD.

Ale na razie:

To już jest koniec nie ma już nic,
jesteśmy wolni możemy iść,
to już jest koniec możemy iść,
jesteśmy wolni bo nie ma już nic

andy lighter

Cmentarz, jak zwykle

Jarosław Kaczyński, oprócz wizyt u solidarnościowców Śniadka i Guzikiewicza, najlepiej czuje się na „cmentarzach” i na cmentarzach. „Cmentarze” to wszelkiego rodzaju rocznice poniesionych klęsk, nieszczęść i tragicznej historii Polski, a cmentarze to groby rozmaite. A to kolegów, a to znajomych, a to symbolicznych, jak Krakowskie Przedmieście. Choć nie bywa na grobach często, czuje się tam jak ryba w wodzie. Powaga, nadęcie, patos, symbolika…, w to mu graj.

Dziś jechał pociągiem do Gdańska. Po zwycięstwo jechał, a jak po zwycięstwo to oczywiście na cmentarz. I tym razem odwiedził na cmentarzu grub Anny Walentynowicz, legendy Solidarności, którą niektórzy radni Gdańska chcieli nawet wyświęcić.

Zdj. PAP/Andrzej Hrechorowicz

I tak się zastanawiam, czy ten człowiek potrafi się śmiać? Ale nie do swoich zagorzałych wyznawców, klaszczących i skandujących „Jarosław! Jarosław!”. Nie z kawału, dowcipu czy dokopując komuś lub kogoś poniżając, ale tak po prostu. Z ładnej pogody, z tego że żyje, z tego, że Polska jako tak się trzyma, po prostu z tego, z czego śmieją się, zadowoleni są zwykli ludzie.

Nie jestem pewien czy potrafi.

I tym razem nie mogło zabraknąć chociaż ziarenka nekrofilii wyborczej. Oczywiście nie mam nic do odwiedzania grobów, ale wiec (wyborczy), konferencja prasowa, po wizycie delegacji na cmentarzu, pod domem zmarłej… półtora roku temu(?)

Ciekawe czy zaczniemy w poniedziałek nowe życie w „cmentarnej” Rzeczypospolitej.  

Choć Kaczyński na cmentarzach nie bywa zbyt często, zawsze jest to „hit dnia”(czasem wielu dni), superważne dla Polski wydarzenie. Bo Jarosław Kaczyński to lubi.

andy lighter

Wybrakowany mąz stanu

Jarosław Kaczyński, przez swoich partyjnych współtowarzyszy i przez zwolenników uważany jest z męża stanu. Znakomitego polityka, najlepszego (obok swojego brata), w niemal całej historii Polski. Jedynego polityka w tym kraju obdarzonego charyzmą. Jednym słowem jest dobrem narodowym, objawieniem, „towarem luksusowym” w sklepie, gdzie wszystko inne to „byle co”.

Ostatnio jednak coraz bardziej wyraźnie widać, że ten luksusowy towar jest wyjątkowym szajsem. Bublem przebijającym wszystkie buble swoją nijakością.

Jarosław Kaczyński objawił się ostatnio jako nie tylko polski mąż stanu, ale europejski mąż stanu. Oto już nie tylko kwestionuje wybór Komorowskiego na prezydenta Polski, insynuując jakieś nieporozumienie, oskarża premiera Tuska o ulęgłość wobec innych państw, ale poddaje Niemcom pod rozwagę maczanie palców jakichś sił nieczystych (czyli służb specjalnych) w wyborze Angeli Merkel na kanclerza tego kraju. Było by to śmieszne, gdyby nie było żałosne i groźne. Prezes Kaczyński insynuuje, że skoro pani kanclerz jest z NRD, to oznacza, że musiała mieć związki ze służbami Stasi. Idąc tym tropem, stawiam tezę, że Jarosław Kaczyński, pochodzący chyba z PRL, musiał mieć związek z SB, podobnie jak jego brat, który też nie pochodził z Ameryki, tylko z PRL-u. Zresztą, śledząc historię jego rodziny, o wiele łatwiej snuć takie insynuacje (podejrzenia) niż w przypadku Angeli Merkel.

Kaczyński najwyraźniej chciał uniknąć wyciągnięcia tego tematu ze swojej książki na światło dzienne, bo jakiekolwiek pytanie na ten temat uważa za „opcję niemiecką”. Dziwię się TVN-owi, że nie zareagowała tak jak powinno się zareagować na słowa o „służenie Niemcom, a co za tym idzie o działania antypolskie”. Ja bym tego płazem nie puścił. TVN zachowuje się dziwnie od jakiegoś czasu. Prezes konsekwentnie kontestuje tę telewizję, chociaż niemal wszyscy prorządowi, proplatformerscy, a nawet cześć „obiektywnych” komentatorów zauważa sprzyjanie tej telewizji prezesowi i PiS, przynajmniej w ostatnich miesiącach.

Taka postawa prezesa świadczy o jego kompletnie irracjonalnym myśleniu i działaniu. Prezes kompletnie zatracił instynkt samozachowawczy, co w kontekście jego osoby wcale by mnie nie martwiło, jednak takie zachowanie może być zgubne dla Polski, w przypadku objęcia przez niego rządów. W oczywisty sposób tak Rosja jak i Niemcy mogą się na pisowską Polskę, zmodyfikowaną IV RP wypiąć, a wtedy aż strach się bać. Rosja już pokazała braciom Kaczyńskim gdzie ich ma, nakładając embargo na polskie mięso. Kaczyński w swojej chorej głowie oczywiście planuje walkę razem z przyjaciółmi u boku. Nie jest głupi i wie, że Polska jest za słaba. Ale co tam, w zanadrzu ma przecież Litwę. I Gruzję na drugiej flance(!!!)

Aż język swędzi, żeby palnąć mu między oczy starą odzywką kierowców: „Hamuj chłopie, bo wdupisz!”. Ale on jest tępy, a hamulcowych już dawno wyrzucił.

Jarosław Kaczyński utkwił w mentalności Polaków z czasów zaborów. Zniemczanych, rusyfikowanych, żyjących „pod butem” okupantów. W wolnym kraju Kaczyński żyć nie potrafi. W wolnym kraju Kaczyński byłby zerem, nikim. On musi mieć wrogów, żeby przewodzić wyzwoleńczej walce. Kiedy odbywała się realne walka (1980) jego niestety nie było „na barykadach”. Kiedy agresor brał odwet na bojownikach o wolność (stan wojenny), on spał smacznie, do południa pozostając w błogiej nieświadomości. Teraz potrzebuje nadrabiać zaległości, bo jego próby zafałszowania historii najnowszej spełzają na niczym i wywołują pusty śmiech.

Leszek Miller ma rację przestrzegając ostatnio przed Kaczyńskim. Ten człowiek jest niebezpieczny dla Polski! Prowadzi nas na skraj przepaści! Do izolacji politycznej i katastrofy ekonomicznej!

Oto przykład zachowania wybrakowanego męża stanu. To jedyny polityk w Polsce z charyzmą.

 

_____

Dziwi mnie też cisza przedstawicieli partii politycznych w związku z obecnością Korpusu Ochrony Wyborów w lokalach wyborczych. W instrukcji  „obsługi” członków korpusu dopuszcza się nawet „użycie przemocy fizycznej”, w przypadku podejrzanych zachowań członków komisji, czy wyborców. Może się zdarzyć, że działacze korpusu będą chcieli uniemożliwić wyciągnięcie z kieszeni chusteczki do nosa przez jakiegoś członka komisji. Bardzo prawdopodobne też jest fałszowanie wyników wyborów przez przedstawicieli korpusu. Przecież członkowie komisji muszą wyjść do ubikacji, albo na papierosa od czasu do czasu. Co może się zdarzyć, gdy pisowców zostanie większość w lokalu? Kompletnie nie rozumiem takiego pozostawienia sprawy, tak przez partie polityczne, jak i przez PKW. Na mnie na przykład, taki ktoś, ze znaczkiem PiS-u w klapie podziała jak płachta na byka. To nie będzie lokal Obwodowej Komisji Wyborczej, tylko PiS-owskiej Komisji Wyborczej! Co to kurwa jest! ?

andy lighter

Palikot w natarciu

Niemal wszyscy daliśmy się zwieść (aż wstyd przyznać) wieszczeniu plajty inicjatywy „Ruch Poparcia Palikota”. I jeśli nam, komentatorom – amatorom, blogerom, można to „wybaczyć”, o tyle dziwić musi stawianie krzyżyka na uczestnictwie Janusza Palikota i jego zwolenników w „wielkiej polityce”. A Janusz Palikot, konsekwentnie robił swoje. I wszystko wskazuje na to, że „się dorobi”. I politolodzy, i socjolodzy i specjaliści od PR-u i marketingu politycznego najwyższych lotów dali plamę. Panowie i panie, jesteście do… niczego.

Podczas dyskredytowania wszyscy jednak uznawaliśmy Janusza Palikota jako osobę wyjątkowo inteligentną, choć ekstrawagancką, ale bez wyczucia politycznego. I wydaje się, że ową inteligencję i polityczne wyczucie dziś nam Janusz Palikot udowadnia. Wszystko wydaje się być albo bardzo przemyślane, od początku do końca, łącznie z „wielkim dołem” w sondażach jeszcze nie tak dawno, albo ten polityk kapitalnie i szybko wyciąga wnioski ze swoich błędnych działań i ucząc się na błędach, działa coraz skuteczniej.

Jednym z głównych powodów jego początkowych niepowodzeń upatrywaliśmy w zbytnim antyklerykalizmie i oparciu swojej bytności w polityce wyłącznie na tym temacie. Dziś można śmiało powiedzieć, że Palikot wiedział co robi. Antyklerykalizm jest w Polsce dość powszechny, ale jednocześnie jest (a właściwie był) tematem tabu. Napisałem „był”, bo dzięki Palikotowi właśnie, przestaje być czasem przeszłym i coraz bardziej „jest”. To wyłącznie zasługa Palikota, bo lewica w swoim antyklerykalizmie zawsze była niewiarygodna. Antyklerykalizm Palikota ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również finansowe, bo nieopodatkowanie Kościoła Katolickiego w Polsce „boli” wielu Polaków, np. mnie. Kościół Katolicki, oprócz prania mózgów swoim wiernym i wtrącania się do polityki, nie mają wobec tego kraju żadnych obowiązków. Są wyłącznie biorcami, opływając jednocześnie w materialne dobra doczesne. Zwrócenie na to uwagi Palikota było strzałem w dziesiątkę. Po co więc robił happeningi z biblia, kiełbasą i wódką? Po to, żeby być w mediach. A mógł być tylko dzięki szokowaniu, ekstrawagancji, bezczelności, mówieniu o tym. Powoli, stopniowo, coraz częściej, oprócz tematu „antyklerykalizm i odsunięcie duchownych od życia politycznego”, pokazywał też inne tematy, program polityczny, gospodarczy i społeczny. Cały czas, z różnym skutkiem, ale im dalej tym skuteczniej, dbał o to, aby media o nim nie zapomniały. I nie zapomniały.

Zdj. PAP/Tomasz Wojtasik

Ludziom cholernie się to podoba: przełamanie tematu tabu i uczynienie z kwestii miejsca Kościoła w Polsce ogólnonarodowej dyskusji, i „nowi ludzie”(!!!). Ludzie Janusza Palikota są kompletnie nowi. To są „nasi sąsiedzi”, zwyczajni „przechodnie” mijani przez nas na ulicach naszych miast. I podobnie jak my, często są to ludzie bardzo doświadczeni życiem, z wieloma problemami, „schodami nie do przejścia”, które jednak „przeszli”. Dyskredytowanie tych ludzi przez innych polityków jest zaprzeczeniem, głoszonej przez nich właśnie i hołubionej wizji społeczeństwa obywatelskiego. Oni marzą o tym, aby politykę zostawić im, a obywatelom zostawić co najwyżej organizacje pozarządowe. I prawie m się udało, gdyby nie… sondaże. Sondaże spowodowały zachęcenie zwolenników RP do „ujawnienia” swoich preferencji. Już nie myślą o zmarnowanym głosie, już nie muszą wybierać mniejszego zła.

Janusz Palikot i wejście jego ugrupowania do sejmu może okazać się impulsem dla innych, realnym, a nie pozornym początkiem społeczeństwa obywatelskiego. Palikot może okazać się prekursorem wprowadzania tej idei w życie.

Nie mogę się nadziwić niechęci polityków Platformy Obywatelskiej do Ruchu Palikota. Straszeniu ludzi, porównaniem głosu na RP z głosem na PiS. Wypieraniu się możliwości koalicji z RP. To jest najgłupsze działanie polityków, którzy chcą wygrać wybory. Jasne jest, że Palikot odbiera głosy nie tylko SLD, ale też Platformie. Jasne jest też, ze Platforma, jeśli wygra (a nawet jeśli minimalnie przegra), będzie musiała wejść w koalicję. Bardzo prawdopodobne jest, że koalicja z PSL-em może nie wystarczyć. Dyskredytacja więc RP, obrażanie kandydatów na posłów z tej partii jest durne. Bo kiedy będą musieli „poprosić” Janusza Palikota o współpracę, będzie zwyczajnie głupio.

Politycy i media zarzucają Palikotowi plotkarstwo, opisywanie w swojej książce prywatnych rozmów i niepublicznych, „nieeleganckich” zachowań dawnych kolegów. Nie jest to rzeczywiście zbyt dobrze widziane. Ale wiadomo od zawsze, że celebry ci pisząc książki, oprócz własnych przeżyć, doświadczeń, myśli i wizji, piszą głównie o innych. Najczęściej o ludziach „ze swojego podwórka”. Politycy o innych politykach, piosenkarze o innych piosenkarzach, aktorzy o innych aktorach, itd. To jest zresztą główny powód popularności ich dzieł. Jeśli się nie mylę, Donald Tusk też wydał książkę przed którymiś tam wyborami i też tam (chyba, bo nie czytałem) opisywał kuluary życia politycznego w szerokim tego słowa znaczeniu.

Koalicja, w której mieściłby się Ruch Palikota byłaby z punktu widzenia społeczeństwa niezwykle cenna. Jego „upierdliwość” jest powszechnie znana i jest pewne, że nawet jeśli nie załatwi się szybko kwestii realnego oddzielenia Kościoła Katolickiego od państwa (bo przewiduję, ze nie załatw się szybko), to pewne jest, że temat nie zniknie, nie zostanie zapomniany, a to jest, moim zdaniem bezcenne. Tak samo jak bezcenne są inne kwestie, opodatkowanie KK, in vitro, ułatwienia dla przedsiębiorców, itd., itd. Jest też znany jako liberał, nie ma więc powodu, aby w koalicji z PO nie był.

Osobiście nie będę głosował na Ruch Palikota, bo ju ż wczesniej dokonałem wyboru. Jestem jednak winien temu politykowi szacunek. Dokonał rzeczy wielkiej, przez większość opinii publicznej uznawanej za niemożliwą. Skruszył beton!

Ps. Postanowiłem dokleić spot Palikota. Moim zdaniem najlepszy spot spośród wszystkich spotów, wszystkich partii w tej kampanii.

andy lighter

Co dalej z kibolami

Dziś w nocy zginął kibic żużlowy. W czasie „świętowania” zdobycia tytułu mistrza Polski przez Falubaz, pod koniec imprezy jeden z kibiców biegnąc i rozmawiając przez komórkę, wpadł wprost pod koła samochodu. Był to nieoznakowany radiowóz.

Kibice twierdzą, że policjanci nie udzielili poszkodowanemu pierwszej pomocy, a policjanci, ze nie mogli, bo kibice odciągali ich od rannego. Wściekłość pijanego tłumu narastała i policjanci bali się o własne życie. Dlaczego wierzę policjantom, a nie kibicom? Jak ktoś chce, niech zgaduje. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i kibice zranili dwie policjantki. To były zamieszki, w ruch poszły brukowe kostki, płyty, kamienie i co tam jeszcze. Dwie policjantki zostały ciężko ranne, w tym jedna po skopaniu jej twarzy przez pijane bydło. Straty materialne są ogromne. Kilkanaście zniszczonych radiowozów, zniszczone prywatne samochody, chodniki, ulice, powybijanych mnóstwo szyb. Bójcie się Zielonogórzanie. Bandyci, złodzieje i sprawcy awantur domowych, przeżywają swoje pięć minut, bo policja jest niewydolna, przynajmniej „przez chwilę”, dzięki kibicom.

Nie może nie powrócić wspomnienie o zamieszkach w Słupsku, po meczu koszykarskim. Policjant machając pałą, aby unieszkodliwić wściekły tłum zabił trzynastolatka, który w szale ucieczki nadział się na słupek. Świetny glina, „sprawca”, czyli (moim zdaniem) kozioł ofiarny, trafił do kryminału (tych którzy chociaż trochę znają temat, nie muszę uświadamiać, jak wygląda życie gliniarza w pierdlu, i ma zrujnowane życie. Nie podniesie się już nigdy, to oczywiste, a on po prostu robił swoje i tyle. Albo aż tyle. Tymczasem włos z głowy nie spadł rodzicom tego dzieciaka, którzy są (byli), a raczej powinni być odpowiedzialni za to co robi, gdzie jest i z kim, ich pociecha. Nic też, z tego co pamiętam, a przynajmniej nic znaczącego, nie spotkało dziennikarzy miejscowego radia, którzy skrupulatnie relacjonowali przebieg zamieszek, napędzając, rozkręcając, i zachęcając, oczywiście między wierszami, miejscową młodzież (i nie tylko), do przyłączenia się „do walki”. Skrupulatne opisywanie miejsca, przebiegu akcji, itp. można było tak właśnie odczytać.

Prezes Kaczyński, co mnie przyznaję zdziwiło, nie chce komentować sprawy, uznając, że był to nieszczęśliwy wypadek. Ale ciekawy jestem reakcji kandydata na posła PiS, „Obrońcy Praw Kibica”, a także reakcji kiboli, którzy ustawiają właściwie całą kampanię wyborczą premiera Tuska. Czy nie zechcą z determinacją zamienić hasło: „Tusk matole, twój rząd obalą kibole”, w czyn? Jest to bardzo możliwe, chyba żeby rzeczywiście zaczęli myśleć. A powinni, bo pomimo ruchów Kempy, czy Wiplera, prezes Kaczyński coraz bardziej zdecydowanie się od nich odcina. Ten wypadek to nie pierwsze ostre słowa dezaprobaty i zapowiedź niecackania się z kibolami, wypowiedziane przez Kaczyńskiego. Nie mają przyjaciół w politykach, choć tak bardzo chcieli zaprzyjaźnić się z Kaczystami. A może kibice pójdą po rozum do głowy i zajarzą, że nie po drodze im z kibolami? Że inaczej się nie da, tylko drastycznie i boleśnie?

Swoją drogą, jak niewiele trzeba, żeby z kibica przeistoczyć się w kibola. Jak “chętnia”, łatwo kibic staje się kibolem.

Zobaczymy, jaka będzie reakcja kibiców.

andy lighter

Przyszła polityczna Polska, czyli “Smutno mi Boże”

Bez względu na to, która z największych partii wygra te wybory, możemy niemal z pewnością wskazać nowe tabliczki z nazwiskami, przykręconymi do poselskich ław. I po tych, pewnych przecież nazwiskach, możemy z łatwością przewidzieć główne kierunki polityki PiS, czy to jako partii rządzącej, czy opozycyjnej.

Oto pewna jest obecność w przyszłych ławach poselskich Mariusza Kamińskiego (trochę starszego), byłego szefa CBA, zdeklarowanego wroga, nie konkurenta, nie przeciwnika, ale wroga właśnie, Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Radka Sikorskiego i innych członków obecnego rządu. Będzie też posłem Bogdan Święczkowski, były szef ABW, prokurator w stanie spoczynku, który mydli oczy wyborcom, zapewniając o swojej przyszłej, poselskiej niezależności. Już teraz walczy z Tuskiem, wysyłając do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnieniu przestępstwa, w sprawie inwigilacji przez służby specjalne niektórych kandydatów na posłów. Będzie agent Tomek, który pewnie przygotowuje się do „służbowego” uwodzenia posłanek Platformy. Będzie wreszcie Anna Fotyga, poraniona tym, co obecnie wyrabia się w polityce zagranicznej i w ogóle w polityce i brzydząca się wręcz premierem Tuskiem i Radkiem Sikorskim.

Będą różni inni dziwni ludzie, którzy musza się dostać do sejmu z powodu wysokich miejsc na listach, lub ostatnich, które są nie mniej warte niż „jedynki”.

W połączeniu z dotychczasowymi pewniakami, zasiadającymi już w sejmie, jak choćby oderwany od realiów Jarosław Kaczyński, obłąkany Antoni Macierewicz, czy genialnie inteligentna Nelly Rokita, o poziom kultury politycznej, merytoryczność sejmowych debat, a w razie wygranej PiS-u, polowaniu na czarownice, represjach wobec dziś rządzących, kompromitacji na arenie międzynarodowej i utopieniu Rzeczpospolitej w gospodarczym niebycie, możemy być „spokojni”. To pewne, bo nie wyobrażam sobie innego powodu, a przede wszystkim „pożytku”, jaki miałby wyniknąć z obecności tych ludzi w sejmie i w ewentualnej władzy.

Ci ludzie idą do sejmu wyłącznie po to, aby kontynuować swoje w przeszłości wykonywane zadania. Albo w rządzie, albo w ławach opozycji.

Czy przypadkiem nie będziemy tęsknić za krajem, będąc tutaj, w Polsce, ale czując się jak na obczyźnie? Będziemy. Bez względu na wynik tych wyborów? I choć zagłosujemy na PO (bo przecież zagłosujemy, przeważnie), nie polepszy się nasze polityczne reality show, a się pogorszy.

„(…) Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
Ostatnie błyski…
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi, Boże! (…)”
     

andy lighter

Published in: on Październik 1, 2011 at 2:21 pm  Komentarze (19)  
Tags: , , , , , ,

Przymiarki do powyborczej „wojny”

W ostatnich sondażach PiS zmniejsza dystans do Platformy do 4 %. Dzieje się więc to, co przewidywałem, a co trafnie określił jeden z internautów, używając języka sportowego: „O wyniku może zdecydować fotokomórka”.

Dla mnie staje się coraz bardziej prawdopodobne, że PiS te wybory wygra i lepiej, na wszelki wypadek być przygotowanym na taki scenariusz. Przynajmniej psychicznie i emocjonalnie przygotowanym. Jednak to nie wszystko. Działacze PiS-u, w osobach np. Jarosława Kaczyńskiego, czy Jacka Kurskiego informują, że według sondaży przez nich zleconych, PiS osiąga przewagę nad Platformą i szykuje się do wygrania różnicą nawet 5 – 7 %. I to jednak jeszcze nie wszystko. Kurski przewiduje dwa scenariusze w związku z tym: pierwsza możliwość jest taka, że PO nie będzie potrafiła pogodzić się z przegraną, albo druga, taka, że Platforma jednak wygrywa te wybory, ale w absolutnie nie może to się stać w uczciwy sposób.

Jacek Kurski, zdj.walbrzychfakty.pl

Takie stawianie sprawy nie jest niczym innym, tylko planowaniem strategii na „po wyborach”. Czy tak, czy tak PiS będzie zwycięzcą, bo przecież albo wygra, albo przegra dzięki sfałszowanym wyborom. Wyjątkowo cyniczna, wyjątkowo haniebna, wyjątkowo ohydna gra naczelnego twórcy PiS-owskiej filozofii kłamstwa, obłudy, PiS-owskiego wyrachowania i gry nie fair. Ten człowiek nie zna żadnych hamulców. Swoją drogą dziwię się, jakim cudem temu hipokrycie nie wyrosły jeszcze rogi i ogon.

Oczywistym jest, że po wyborach bez względu na wynik będziemy mieli „wojnę”. Tak „wojnę”, choć niektórzy blogerzy wytykają mi nadużywanie tego słowa. Ja wojnę postrzegam nie tylko poprzez obraz żołnierza z karabinem i wybuchających granatów. Owa „wojna” będzie spowodowana, albo chęcią zemsty takich ludzi jak Kaczyński, czy Macierewicz (czego całkiem słusznie obawia się marszałek Grzegorz Schetyna), na przegranych, którzy doprowadzili do katastrofy smoleńskiej i wywiesili białą flagę, albo pochodami rzeszy wyznawców PiS-u, oskarżających wygraną PO o sfałszowanie wyborów i wyprowadzaniem ludzi na ulice. Jeden z tych scenariuszy jest absolutnie pewny.

Czarno to widzę.

_____

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia prezydentowi Kwaśniewskiemu, który przeszedł operację na Szaserów.

A swoją drogą, niezła „ekipa” nam się zebrała w tym szpitalu.

_____

Mają jeszcze celność wysyłać do mnie jakieś śmieci:

andy lighter

Tuskobus, kibole, „jak żyć” i Kukiz

Podróży tuskobusa po kraju niemal codziennie towarzyszą nasi kibice, sami siebie nazywający kibolami. Zwraca to uwagę mediów i opinii publicznej, co mnie, muszę przyznać, zdumiewa i złości. Oto niewielka liczba, nazwijmy ją „grupą społeczną”, skupia na sobie sporą cześć uwagi, która powinna być skupiona na zupełnie innych problemach.

Kibiców w Polsce jest dziesiątki, może setki tysięcy, ale ci, którzy witają tuskobus, czyli „szalikowcy” jest zapewne kilka tysięcy. Wśród nich z kolei jest niewielka ilość „kiboli”. Zdumiewa mnie fakt, że owi szalikowcy sami siebie nazywają kibolami, jednocześnie zarzucając premierowi, że wrzuca wszystkich do jednego wora. Skoro szalikowcy sami siebie nazywają „kibole”, to nikt nie ma powodu, aby ich, jako kiboli nie traktować. Jeszcze by się panowie obrazili.

Mają żal, jak już wspomniałem, że traktuje się ich wszystkich, jak niewielką część zadymiarzy. Nie mogę pojąć jak wielka grupa kibiców, nie może sobie poradzić z niewielką grupą zadymiarzy. Powinni i mogliby z łatwością „nakryć ich czapkami”, bo to w ich interesie jest. Chyba że są właśnie kibolami, tyle, że bez kominiarek. Jakoś dziwnie takie mam podejrzenia. Tym bardziej, że poza jednym wyjątkiem (we Wrześni chyba), wyłącznie wyją, nie chcąc i nie potrafiąc rozmawiać, kiedy premier chce do nich podejść.

Ot, tacy z nich „Paprykarze”: jak są wśród swoich, to krzyczą, grożą, wyzywają, a na neutralnym gruncie, bez wsparcia, łagodnieją jak baranki, niczym „Paprykarz” w studio telewizyjnym TVN24, zupełnie „zmieniając zeznania”. Wracając „na swoje boisko” (ugoszczenie Kaczyńskiego), powracają do wojennej retoryki. Zdumiewająca sytuacja miała miejsce na podwórku „Paprykarza” Kowalczyka. Oto prezes Kaczyński, określając premiera: Donald „Nicniemogę” Tusk, przeciwstawiony został jakiemuś nietamtejszemu wójtowi „Wszystkomogę” jakiemuś tam. I sam sobie strzelił wg mnie w kolano. No bo skoro jakiś wójt może załatwić bez premiera Tuska kilkaset kilogramów folii, to dlaczego nie potrafi tego załatwić tamtejszy wójt? Jednemu wójtowi premier nie jest do tego potrzebny, więc dlaczego premier ma wykonywać robotę drugiego? Chciałoby się powiedzieć: „Paprykarzu, zmień sobie wójta”, ale to nie jest takie proste. Okazuje się bowiem, że z tego Paprykarza to niezły numer jest. Dziennikarze poszperali i podpytali mieszkańców o Kowalczyka, a z ich opowieści wyłania się niezbyt pozytywny obraz pana Kowalczyka. Uchodzi za pieniacza, człowieka konfliktowego, kiedy był przewodniczącym Rady Gminy, postępował według własnego uznania, nie licząc się z regulaminami, statutami, itp. Jednym słowem, pasuje do PiS-u jak mało kto. Wpisuje się w tę jego charakterystykę pytanie „Jak żyć panie premierze” fakt, że osiąga dochody rzędu 100 tys. rocznie. Nie są to kokosy, ale nijak nie uprawniają do zadania takiego pytania, gdyż nie należy do większości w tym kraju, która o takich dochodach nawet nie śni.

Problem ludzkiej niewiedzy, a przede wszystkim nieporadności, ukochanej przez nasz naród cechy, nabytej w PRL-u, powraca wraz z każdym przystankiem tuskobusa. Oto dzisiaj, w jednej wsi, wystąpił człowiek, któremu nie podobało się brak dobrego dostępu do jeziora. Skarżył się, że wójt nic nie robi, sołtys nic nie robi i apelował o interwencję premiera. Ludzie nie rozumieją, że to nie premier wybiera im wójtów, czy sołtysów, że nie może tak po prostu iść do sołtysa i powiedzieć: „Gościu, ty mi nie pasujesz! Wymieniam Cię na kogoś innego”, bo to właśnie powinien zrobić ten człowiek, jeśli przekona do tego sąsiadów. A z tym może być problem, bo tuż po malkontencie wystąpił jego sąsiad, który lokalną władzę sobie chwalił. I bądź tu mądry człowieku. Chociaż to zdarzenie miało miejsce w Zachodniopomorskim, celują w tym zwłaszcza obywatele terenów zdominowanych przez zwolenników PiS. A przyczyna jest bardzo prosta: prezes Kaczyński zwyczajnie ich w tej niewiedzy, możliwości interwencji „na górze” utwierdza. To jest szkodliwe działanie, bez względu na to kto w danym momencie dzierży władzę, ale krótkowzroczność prezesa jest ponad to.

Nie tylko prezesowi Kaczyńskiemu nie podoba się władza premiera Tuska. Również pan Paweł Kukiz nie zostawia na premierze i rządach PO suchej nitki. I jeśli z wieloma „zarzutami” Kukiza można się zgodzić, niektóre wydają się kompletnie urojone, albo świadczące o podobieństwie Kukiza do tego gościa, co to ma trudny dostęp do jeziora. Wokalista i najbardziej popularny nosiciel „glanów” w Polsce (sam się tym wielokrotnie chwalił), zarzuca Platformie, że ta nie dotrzymuje słowa. Fakt, nie dotrzymuje, głównie dlatego, że jest globalny kryzys, choć (i tu zgoda) nie tylko. Jednak pan Kukiz wyciągnął argument, który do niedotrzymywania słowa pasuje jak pieść do nosa: „Miałem przesłanki, by zaufać PO, bo właśnie ona przed 2007 rokiem zbierała podpisy pod petycją w sprawie wprowadzenia jednomandatowych okręgów. No i okazuje się, że to wszystko spełzło na niczym. Listy z 700 tys. podpisów zostały zniszczone i… cicho sza” – skarży się piosenkarz. Piosenkarz zdaje się zapomniał, a może nie wie, więc spieszę z wyjaśnieniem: żeby zmienić ordynację wyborczą, potrzeba zebrać w sejmie wystarczającą większość. Doskonale wszyscy wiemy, a pan Kukiz, jak mniemam, interesuje się polityką, więc też powinien wiedzieć, że posłowie natychmiast po wyborach zakochują się w ławach poselskich na zabój i nic, żaden rozsądek i żadne tłumaczenie im, że to jest błąd, nie jest w stanie zmienić tego stanu rzeczy. Miłość jak wiadomo, ślepa jest. I żaden „zakochany” poseł, dobrowolnie tej ławy nie opuści, ani nie zrobi nic, co mogłoby go z nią rozłączyć. I to jest wina Platformy w mniemaniu pana Kukiza.

Nie będę już się rozwodził nad porównaniem PO do PZPR bo to jest porównanie haniebne. No, ale cóż, kiedy normalni Polacy zmagali się z PRl-em pan Kukiz sobie muzykował, co nie przeszkodziło mu zresztą później, być narratorem, frontmanem w programie telewizyjnym pokazującym ciemne karty PRL-u. Od tamtego zresztą czas pan Kukiz jawi się jako ekspert od polityki. Jak większości (mnie też), nie podoba mu się dług publiczny. Proponuję panu przeprowadzkę do bogatych Włoch. Tam dług sięga 2. bilionów €, można się więc „dowiedzieć jasności” co to jest dług. Muszę przyznać, że wkurza mnie takie „po prostu” niezadowolenie, bo nie. Nasza władza ma sporo za uszami, bez dwóch zań, ale do cholery, gdzie indziej to są dopiero problemy, przy których nasze problemy to pikuś.  

Kukiz deklaruje, że odda nieważny głos, a tak w ogóle zastanawia się, czy wziąć udział w wyborach. Ja przyznam, że do wczoraj też miałem zamiar oddać nieważny głos, o czym wielokrotnie pisałem. Dziś, po lekturze „relacji” z wywiadu z Pawłem Kukizem, obserwacji zadym wokół podróży Tuska, oraz niepokojących wieści sondażowych jestem zdecydowany. Jestem przekonany, że PiS wygra te wybory, ale ja będę miał czyste sumienie.

andy lighter

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.