Było kiedyś takie powiedzenie w PRL-u, opisujące bezkarną, dowolnie manipulowaną, czy po prostu wyssaną z palca twórczość ówczesnego wymiaru sprawiedliwości: „Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”.
Dziś zapadł wyrok w sprawie Beaty Sawickiej i byłego burmistrza Helu. Zajmę się jednak samą Beatą Sawicką. Z tego co usłyszałem w uzasadnieniu (krótkiego przedstawienia historii „działalności przestępczej” Beaty Sawickiej) wyroku, znaczącego: trzech lat bezwzględnego pozbawienia wolności, włos się na głowie jeży i nie ulega wątpliwości, że Beata Sawicka dopuściła się korupcji. Nie ma co do tego wątpliwości.
Jednak męczą mnie dwie kwestie. Po pierwsze, agent Tomek, pierwszy „prezent” (markowe pióro z brylantem) wręczył jej praktycznie na siłę, usilnie czarując, oczarowując i tak już oczarowaną posłankę wzbraniającą się od przyjęcia podarunku.
Ale po drugie znacznie ważniejsze, męczy mnie ulepienie przestępcy, przez (póki co) bogu ducha winną osobę. Agent Tomek, Tomasz Kaczmarek vel Piotrowski, pokazał Beacie Sawickiej, „nauczył ją”, że dawanie i otrzymywanie „prezentów” to normalna rzecz w załatwianiu spraw z urzędnikami, nauczył ją, że wdzięczność okazuje się „prezentami”, bo to on obdarowywał ją i przekazywał innym za jej pośrednictwem.
Beata Sawicka, zasmakowawszy bezkarności i dużych możliwości, polubiła „prezenty z wdzięczności” – Kaczmarek był dobrym nauczycielem.
Kiedyś świetnych szpiegów szkoliła NRD. Kiedyś jeden z nich, rozmawiając z jakimś rosyjskim oficerem KGB w hotelu w Berlinie Zachodnim, podszedł do okna i zwrócił się do Rosjanina głową wskazując rzekę przechodniów na widocznym trotuarze: „Widzisz ten tłum? Wskaż mi kogokolwiek z tych ludzi, a zrobię z niego oddanego, skutecznego, znakomitego szpiega. Na 99,9 %.”.
Adwokat Sawickiej, moim zdaniem miał rację: przed akcją specjalną (jak akcję usidlenia Sawickiej nazwał Ziobro), posłanka nie popełniła żadnego przestępstwa. Nie było więc żadnego powodu, aby CBŚ akurat na niej się skupiło i ulepiło z niej przestępczynię.
Chociaż zaraz…, nie było? Był i to nie jeden. Sprawa doktora G i samobójczy niemal strzał w kolano Ziobry z jego oskarżeniem, afera z Kaczmarkiem i Kornatowskim, samobójstwo Blidy i oraz dziejąca się w tym samym czasie afera gruntowa. CBA, Ziobro i cały PiS potrzebował sukcesu „na gwałt”, a jak widać choćby po aferze gruntowej, nie szło im najlepiej z wykrywaniem korupcji. Postanowili więc korupcję stworzyć, bo samo stworzenie skorumpowanego Leppera mogło nie wystarczyć – jak się okazało, ich wielokierunkowe działania okazały się słuszne, Lepper okazał się „chłopem z jajami” i się nie dał.
Po co agent Tomasz Kaczmarek poszedł na kurs członków rad nadzorczych? Sawicka i inni posłowie zapisali się na niego później. Jednak zaproszenie na kurs przyszło do pewnego biura poselskiego wcześniej. Chciał się szkolić, czy „zapolować”?
Nie bronię posłanki Sawickiej, broń boże. Jednak nawet święci ulegali „wodzeniu na pokuszenie”. Zrobienie przestępcy z normalnego człowieka, to nie jest uczciwe (i trudne).
andy lighter





