Pieniądze naznaczone… pogardą(?)

Wreszcie w sądzie została zawarta ugoda pomiędzy jedną z rodzin ofiary katastrofy smoleńskiej a Prokuratorią Generalną. Rodzina otrzyma po 250 tyś. zł. Ściślej rzecz biorąc, każdy z członków rodziny otrzyma 250 tyś. Reszta rodzin jeszcze nie zaakceptowała warunków takiej właśnie ugody zaproponowanej w styczniu tego roku przez Prokuratorię. Śmiało można domniemywać, że niektóre z rodzin będą chciały wytargować więcej. Sygnały już mieliśmy więc nie chcę tutaj rzucać nazwiskami, żeby nie wywoływać wilka z lasu.

To bardzo nieetycznie mówić o pieniądzach w obliczu rozpaczy i cierpienia po utracie bliskiej osoby, twierdzą zwolennicy niektórych rodzin, przede wszystkim ci z kręgów zbliżonych do wspierania jednego ugrupowania politycznego. I mają rację. Tyle, że ci sami ludzie nie zająkną się nawet nad moralnym wydźwiękiem  skali tych pieniędzy w porównaniu do członków innych rodzin, którzy stracili bliskich w innych tragicznych wypadkach.

Państwo zresztą, nie pytając o zdanie podatników, a przecież to są pieniądze podatników, potraktowało rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej jak ludzi dla państwa niezbędnych, bez których państwu będzie bardzo, bardzo trudno funkcjonować (pomijam oczywistą prawdę, ze każde życie jest bezcenne, ale mam nadzieję, że czujecie o co mi chodzi), jako osoby dla państwa najistotniejsze. Jeśli takimi osobami z oczywistych powodów był prezydent kraju i jego małżonka, to reszta pasażerów była albo duchownymi, albo oficerami wojska jak tysiące innych, albo załogą samolotu jak załogi wielu samolotów w tym kraju, albo ulubieńcami prezydenta jak niektórzy członkowie opozycji, albo pracownikami instytucji państwowych, wybranymi tylko na kadencję, którzy lecieli tam nie wiadomo po co, jak dyrektor banku wiadomy, jak członkowie rodzin katyńskich, którzy mogli jechać pociągiem, oraz posłami, którymi mogli by tylko na chwilę(!). I na tych ostatnich chciałbym się zatrzymać, chociaż rzecz dotyczy w zasadzie wszystkich innych, ale na ich przykładzie dobrze będzie widoczny mój punkt widzenia w tej kwestii.

Otóż państwo, tzn. premier Tusk potraktował ich jak ludzi, którzy właściwie w tym kraju byli od tworzenia prawa. Bez względu na wiek, staż parlamentarny, zasługi, itd. Oczywiście oni od tego byli, w rzeczy samej, ale oni nie byli od tego na zawsze! Oni w każdej chwili (po kolejnych wyborach) mogli przestać nimi być. Ani jeden (ani jedna) z nich, nie mogli, nie mieli prawa(!) mieć pewności, że będą nimi w następnej kadencji. Takiego prawa nie mogły mieć również ich rodziny. I można sobie tutaj popuścić wodzę fantazji. Gdyby nie było katastrofy smoleńskiej, gdyby oni żyli, mogłaby się wydarzyć np. jakaś  duża afera polityczna. Związana np. z Gruzją, z której prezydentem nasz prezydent robili różne dziwne rzeczy, i Bóg raczy wiedzieć co mogłoby się wydarzy, gdyby Saakaszwilemu z polską bronią strzelił jakiś głupi pomysł do głowy. Notowania PiS-u spadłyby natychmiast w obliczu podanej na tacy przez międzynarodową opinię publiczną prawdziwych, sprawdzonych informacji. Albo gdyby wplątano (np. służby podległe Tuskowi) któregoś z posłów (np. PiS-u) w aferę korupcyjną analogiczną do tej z posłanką Sawicką. Mógłby by nawet Bogu ducha winny, ale zarzuty by poszły z prokuratury, media też rozhulałyby sprawę, potencjalny poseł (winny czy nie) byłby skończony jako poseł. Jakieś wydarzenie, nie chce mi się już tutaj wymyślać,  spowodowałoby drastyczny spadek poparcia określonej partii. To są oczywiście fantazje, ale nikt nie może wykluczyć możliwości zaistnienia podobnych przypadków. Należy pamiętać, że nawet żelazny elektorat, w pewnych bardzo niekorzystnych okolicznościach zwyczajnie rdzewieje i się rozsypuje, nawet przy niechcącym dotknięciu podniesioną przez psa nogą dla siknięcia.

I wtedy taki poseł, który przestałby być posłem. I wielu z nich nie dostało by stołka z jakiejś radzie nadzorczej lokalnej spółki, niektórym niekoniecznie znakomicie szły by założone prywatne biznesy, niektórym znakomicie. Niektórzy zostaliby jakimiś kierownikami, urzędnikami w miastach lub powiatach z pensją  o więcej niż połowę niższą niż poselska i oni, i ich rodziny musieliby sobie poradzić.  I gdyby taki człowiek zginął potrącony przez pijanego kierowcę w styczniu  2014. roku…

Jego dzieci nie dostałyby renty specjalnej w wysokości 2 tyś. do 25. roku życia. Jego rodzina nie dostałaby specjalnej zapomogi 40. tysięcznej państwo na swój koszt nie zorganizowałoby im pogrzebu i nie zapłaciło za pomnik. Kredyty musieliby spłacać sami i do końca, bez względu na swoją sytuację materialną. Reasumując, nie wszystkim wiodłoby się tak, jak przed katastrofą, ale dzisiaj nikt nie  może tego wiedzieć na pewno, również rodziny (zresztą, niektóre z ofiar, szczególnie byli działacze opozycji, nie byli i przed katastrofą majętnymi ludźmi, tylko niezbyt hojnie opłacanymi emerytami). Zginęli w katastrofie i niektóre z posunięć państwa należały się rodzinom jak przysłowiowemu psu micha. Np. wyprawienie pogrzebów, czy jakieś przyzwoite jednorazowe zapomogi. Ale spora cześć z tych (przepraszam za wyrażenie, ale nie mogę znaleźć pasującego słowa) profitów, są po prostu upokarzające dla społeczeństwa, szczególnie dla rodzin tragicznie zmarłych osób. Te osoby, z powodów dla mnie oczywistych, nie pisną słówka na ten temat. Są zbyt dumne, aby tęsknotę za bliskimi, żal i prawdziwe, a nie wirtualne, jak w przypadku niektórych rodzin smoleńskich, wymieniać na kłótnie o pieniądze po stracie. Chociaż kiedy patrzą na ten pożałowania godny spektakl, wyszarpywania przez niektórych, z gardeł podatników, z gardeł znienawidzonego kraju i znienawidzonego rządu pieniędzy zadośćuczynienia, to musi być to dla nich bolesne. Milczą jednaj, bo tak trzeba. Ale tym bardziej społeczeństwo powinno przemówić w ich imieniu, bo wszyscy domyślamy się (a przynajmniej powinniśmy) co oni mogliby mówić , gdyby nie było im wstyd to mówić.

Moja koleżanka i sąsiadka zarazem straciła męża. Poszedł do pracy na nocną zmianę i zanim jeszcze rozsiadł się za biurkiem komputera, rozkładając dokumenty dostał zawału. Chyba za dwie 23., na dwie minuty przed „gwizdkiem” do pracy. Mieli dwóch dorastających synów. Jeden w liceum, drugi w gimnazjum. Młodszy uczył się absolutnie wzorowo, doskonale pamiętam jak pokazał mi świadectwo na klatce schodowej wracając z rozdania świadectw. Zdębiałem, bo wyglądało jak jakiś wzór świadectwa, idealnie doskonałe. Koleżanka mówiła, że dobrze się uczą, ale nigdy nie przypuszczałem, że są absolutnymi prymusami, zresztą nie wyglądali i nie zachowywali się jak prymusi. Koleżanka nie pracowała od lat. Mąż nienajgorzej zarabiał i postanowili, że ona zajmie się domem i dziećmi. Jednak inwestowali w mieszkanie, w zainteresowania synów, siedzieli w kredytach i spłacali raty. Jego śmierć została potraktowana jako zwykła śmierć, nie mająca związku z wykonywaniem pracy. Dostała więc zwykłą rentę. I renty na dzieci. Ich życie z dnia na dzień stało się dramatyczną walką o byt. Pieniądze z odszkodowania i  z odprawy w całości poszły na spłaty części kredytów, sporo jednak zostało do spłacania. W chwili śmierci męża koleżanka miała 53 lata i nie pracowała chyba od lat 17.O znalezieniu więc pracy mogła tylko pomarzyć, chociaż udawało się jej co jakiś czas na jakiś czas, podłapać lewe stróżowanie czy sprzątanie. Na czarno rzecz jasna i za „niby” pieniądze. Nigdy nie zapomnę kiedy jej starszy zdecydował po maturze, że nie wybiera się na studia. Boże mój, trzeba było ją wtedy widzieć, przełykającą łzy przez kilka tygodni. A my nie mogliśmy nic zrobić, nawet nie wiedzieliśmy jak się przy niej zachować. Syn rozpoczął płatne studia zaoczne rok później, jednocześnie pracując gdzieś w biurze. Młodszy syn po śmierci ojca postanowił zostać lekarzem I poprzysięgła sobie, że mu to umożliwi. W zeszłym roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Medycznym. Do dzisiaj jednak życie tej rodziny jest desperacką walką o byt. W jednej chwili spokojne, ustabilizowane materialnie rodzinne życie przewróciło się do góry nogami.

Opisałem dramat koleżanki nie przypadkiem, ale jako moją reakcję na słowa mecenasa Giertycha reprezentującego rodzinę oficera BOR-u, która zgodziła się na ugodę: „Cieszę się, że doszło do tej ugody, bo po tragicznej śmierci męża moja klientka znalazła się w bardzo trudnej sytuacji materialnej”.  A ja się jakoś mniej cieszę. Bo ta ugoda to okazanie pogardy ludziom takim jak np. rodzina mojej sąsiadki. I tę pogardę okazują niekoniecznie (albo, nie tylko) rodziny ofiar. Tę pogardę okazuje państwo. Rzeczpospolita. Okazuje pogardę podatnikom, oraz rodzinom cierpiącym po stracie bliskich, traktując ofiary smoleńskie jak ludzi wyjątkowych.

Tymczasem, być może niektórzy z tych ludzi to byli zwykli nieudacznicy, którzy nie nadając się do niczego innego stali się politycznymi aparatczykami, w konsekwencji trafiając na Wiejską. Niektórzy z tych ludzi okazali się kompletnie nieodpowiedzialnymi, niezasługującymi nie tylko na honory, ale wręcz zasługującymi na potępienie, np. za kompletny brak zdrowego rozsądku, co świadczyło o jakości „uprawianych przez nich pól”. Śmierć niektórych ofiar, nie tylko nie powinna wychodzić poza chwilowe, poprawnie polityczne mowy pożegnalne, ale powinna być przykryta wstydliwą zasłoną milczenia, aby zadośćuczynić słynnemu: „Kończ Waśc, wstydu oszczędź!”.

Prawdą jest, że śmierć to śmierć i nie warto się nad tym rozwodzić, ani dywagować. Ale prawdą jest również, że jakie człowiek wiódł życie, taki ma pogrzeb. Temu ostatniemu, państwo polskie zaprzeczyło. Państwo polskie zakpiło z obywateli tego kraju, okazało pogardę tysiącom wdów, wdowców i osieroconych dzieci.   

Serdeczne życzenia dla wszystkich Pań. Szczególnie gorące dla mojej żony, od której teraz jestem daleko (jakieś trzy tygodnie będzie w sumie) i dla Pań, które zaszczycają mój blog swoją obecnością.

20 comments on “Pieniądze naznaczone… pogardą(?)

  1. jsg pisze:

    To już Urban kiedyś stwierdził, że rząd się zawsze wyżywi.

  2. internetowy pisze:

    Tak – w naszych realiach to dla wielu ludzi olbrzymie pieniądze, i jest rzeczą normalną że ludzie porównują to jak się traktuje jednych a jak drugich.

  3. Tetryk56 pisze:

    Masz pełną rację, Andy. Sporo jeszcze czasu upłynie zanim zmieni się strzałka „relacji własności” między Najjaśniejszą Rzlpitą a społeczeństwem. O ile w ogóle…

  4. andy lighter pisze:

    @Internetowy
    @Tetryku
    Po prostu, uważam, że to zwyczajnie nieuczciwe. W większości przypadków. Gdyby w tym samolocie zginął np. … nie wiem, Wajda, albo… Balccerowicz… to rozumiem, ale większośc tych ludzi była… poza sejmem „nikim”. A poza sejmem mogli się znaleźc niedługo.
    Poza tym, moralnośc wielu z nich była… pozostawiająca wiele do życzenia (Edgar), zdrowy rozsądek też (gen. 0,6prom.) itd., itp.

  5. Astrid pisze:

    Andy, mocno napisane, ale nie znalazłam żadnego punktu, z którym bym się nie mogła zgodzić. W bolesny sposób wyszczególniłeś, że są w naszym kraju równi i równiejsi, a tupet i bezczelność popłaca.
    Teraz pewnie będziemy oglądać w TV wdowy smoleńskie, te powiązane z Jarkiem, jak boleśnie jęczą „mało, mało…”

    • andy lighter pisze:

      Mam silne przeczucie Astrid, że tak właśnie będzie.
      A życzenia… miło mi, że jest Ci miło 🙂
      Właśnie po to składam życzenia. Żeby sprawic przyjemnośc odbierającym 🙂 🙂 🙂

  6. Astrid pisze:

    P.S. Za życzenia dziękuję. 🙂 Zawsze miło usłyszeć dobre słowo. 🙂

  7. maxi pisze:

    Bardzo ostre słowa, ale jakże prawdziwe. Okazuje się, że podzielili nie tylko żywych na tych lepszych i gorszych, ale dotyczy to także zmarłych. Brrr…

    Wielkie dzięki za życzenia (dopiero dzisiaj bo wczoraj byłam w podróży), także dla wszystkich pań, a zwaszcza żony Andego.

  8. maxi pisze:

    Raz jeszcze chciałam podziękować za życzenia (może tym razem komentarz przejdzie). Przede wszystkim serdeczności dla autora bloga, ale także dla małżonki i wszystkich pań, które tu piszą.

  9. maxi pisze:

    To że podzielono społeczeństwo na lepszych i gorszych to skandal, ale dzielenie zmarłych tą samą miarą to już podłość. Szczególne przywileje można przyznać tym, którzy byli wybitni w jakiejś dziedzinie, a nie za przynależność do ukadu.

  10. Miraska pisze:

    Drogi Andy, to cud boski, że udało mi się dodać wpis, dokładnie tak jak u Missjonash. Jestem kompletnie niekumata. Przesyłam Ci z wielkim szacunkiem moje wiosenne pozdrowienia i dziękuję za wspaniały tekst 🙂

    • andy lighter pisze:

      Cieszę się Mirasko, że do mnie zawitałaś:-) Ja również Cię serdecznie pozdrawiam i dziękuję 😀

      A z tym kumaniem… To nie jest takie trudne, tylko tak wygląda z początku 🙂

  11. Roman Strokosz pisze:

    Pojawiam sie, bo okazuje sie, ze w ukladzie nowych obowiazkow sluzbowych moge znalezc odrobine czasu na takie cos jak polskie blogi [polityczne. W domu raczej juz mnie sie nie chce otwierac komputer i raczej szukam ciszy, chwili rozrywki, dobrej muzyki czy dobrej lektury i zeby nikt mnie o nic nie prosil.
    A teraz do tematu!
    Dotknales szalenie skomplikowana materie, w ktorej doglebnym analizowaniu kazdy chyba ma w czesci racje i punktow spornych bedzie mniej i mniej.Gest kompensacji finansowej rodzinom ofiar ma sowj plus i przedwyborczy, i moralny.Oczywiscie srodki platnicze w calkiem niemalej sumie nie zastapia utraconej bliskiej osoby, wiec chodzi tu wlasciwie jedynie o gest i wyraz wspolczucia, no bo jak to jeszcze wyrazic.
    To, ze ktos byl jednorazowo, na stale itd itp w tym momencie nie bardzo ma znaczenie, bowiem pozostaje w momencie zaistnienia tragicznej katatsrofy fakt, ze dana ofiara pelnila taka czy inna funkcje , byla na ty czy i innym odpowiedzialnym stanowisku. Tu w tym momencien czas sie zatrzymal w miejscu i ten moement liczy sie najbardziej.
    Czy jednak pogarda? Z pewnoscia pogarda od strony Jarsolawa KAczynkiego i jego klakierow i rodzin tych , ktorzy politycznie i fizycznie w tym dniu , w tym czasie byli tak blisko Lecha KAczynskiego.
    Sprawa niezmiernie delikatna, skomplikowana i chyba nie znajdziemy zadnego consensusu – no bo i po co on nam w tym temacie?

    • andy lighter pisze:

      Witaj Romanie 🙂
      Ja to wszystko doskonale rozumiem i oczywiście nie mam zamiaru wydzierac im tych pieniędzy z gardła. Tyle, Ze te stanowiska… Stabnowiska zpobowiązują. Jeżeli sześciu (czy ilu ich tam było) najwyższych dowódców wojskowych w Polsce wsiada do jednego samolotu, to znaczy, że ci ludzie nie zasłużyli intelektualnie nawet na stopień porucznika. Bo to, że nie ma procedur, nie zwalnia generała/generałów od używania narzędzi pod nazwą „szare komórki”. Trzeba by naprawdę niesamowicie tempym człowiekiem, żeby brac udział w takim locie (jeśli się jest nie pojedynczym generałem, tylko jednym z kilku). W imię czego więc ci ludzie (tzn. ich rodziny) dostały te pieniądze. I ordery pośmiertne. Powinni zostac pośmiertnie zdegradowani do stopni szeregowców a o pieniądzach nie powinno byc mowy. Nie zginęli dlatego, że zdarzyła się katastrofa. Zginęli, bo byli idiotami. Jeśli więcej niż dwóch generałów wchodzi do jednego samolotu, to znaczy, ze wszyscy są idiotami.
      Ludzie o tym wiedzą, stąd pogarda, za „robienie z nich bohaterów”, niezastąpionych geniuszy, wybitnych fachowców… itd.
      Podownie było z posłami. Niektórzy byli O.K. Inni to miernty, albo wręcz psuje polityki i nie chodzi mi tu o to, że psuje, bo byli przeciwnikami Platformy. Jeśli ktoś, za główną zasługę polityczną, taką polityczną wizytówkę przedstawia peron „we wsi” skutkujący zatrzymywaniem się w miwjscu „Nic Tu Nie Ma” pociągów ekspresowych, to o czym my mówimy Romanie?
      Stąd pogarda: wywyższanie mierniakó, słabeuszy, szkodników i idiotów.
      Ich zasługą było tylko jedno dokonanie: Zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu/

      • Roman Strokosz pisze:

        Siegasz Drogi Przyjacielu po inny stopien podejscia do problemu tj. stopnia odpowiedzialnosci/wspolodpowiedzialnosci za zaistnialy nieszczesliwy wypadek.
        Osobiscie uwazam, ze w momencie udowodnienia ze piloci Tupolewa z Prezydenta KAczynskim jeszcze w Warszawie wyrazali sprzeciw co do lotu z uwagi na posiadane informacje meteo.
        W momencie kiedy okaze sie, ze bezsprzecznie na pilotow wywierana byla presja, to wybacz ale mam gdzies gleboko w dupie dopatrywanie sie bledow wiezy kontrolnej w Smolensku a raczej skoncentrowalbym sie na tym by jednak czlowiekowi bez wiekszych zaslug = a byl nim Lech Kaczynski raczej zaproponowac inne miejscce a nie Wawel. Profanowanie wielkiego historycznego miejsca jest straszliwa ;polityczna wulgarnoscia. General Blasik posmiertnie zdegradowany do stopnia kaprala no i niestety ale piloci tez wspolwinni , ze dali soba manewrowac! No i chyba komplet.Ich rodziny nie maja jakis tam gorsz od Panstwa ale i tu ie postawilm bym znaku rownosci pomiedzy Blasikiem czy KAczynskim czy pilotami a np. Jurkiem Szmajdzinskim – jego akurat znalem osobiscie i cenilem go ogromnie za wiele walorow.

        • andy lighter pisze:

          Zgadzam się co do ludzi typu Szmajdziński, czy np. Karpiniuk. Dlatego napisałem o „niektórych” ofiarach.
          Mnie już nawt nie chodzi Romanie o sprawę konkretnie tej katastrofy (chociaż przypadek wejścia do samolotu wszystkich dowódców rodzajów sił zbrojnych jest tu wystarczającym powodem do degragacji ich wszystkich), ale w ogóle o ocenę tych ludzi. Skrzypek – dyr NBP. Przecie ten facet nie powinien byc nawet kierownikiem placówki – oddziału banku w Koziej Wólce koło Wygwizdowa Małego, a co dopiero NBP-u. Itd., itp.
          I w tym kontekście oceniam „ich wielkośc” przełozoną na potraktowanie (zadoścuczynienie finansowe) ich rodzin po tragedii. Te rodziny nie powinny dosta złamanego grosza więcej, niż należy się rodzinie każdego człowieka, który zginął rozjechany np. przez taksówkę.
          Tymczasem wcale się nie dziwię, że Gosiewska uważa swojego męża za równego np. Grabskiemu. Państwo przeciez utwierdza ją w przekonaniu, ze jej mąż był… ABSOLUTNIE WYBITNY. I o to mam (spora częśc ludzi ma) pretensję do władz.

Możliwość komentowania jest wyłączona.