Dyspensa

„Jedzcie i pijcie z tego wszyscy” – mówi ksiądz w kościele.

Dziś pozwolił. Hura!!! Probosz pozwolił!!! A co na to Jezus z Nazaretu?

Nieważne – ksiądz pozwolił, a nawet biskup, Jezus niech spada – frajer.

No, to smacznego! A potem – do Kościoła – biegiem marsz!

Ile razy jeszcze razy zaskoczy nas „Kościół”? Dwie żony Gosiewskiego, uświęcone przez Rydzyka „superkatoliczki” w parlamencie, dyspensy… w rytm długich łikendów, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, i samolot wylądował dzięki błogosławionemu Janowi Pawłowi II.

Właśnie!!!

andy lighter

18 comments on “Dyspensa

  1. Zbyniek pisze:

    Andy a czy pan proboszcz czy też pan biskup powołujący się na Jezusa tą dyspensą obieli jeszcze zdrowe beknięcie i puszczenie bąka po tym obfitym obiedzie.
    Czy dalej mamy za to przepraszać jeśli się nam wymknie nie chcący.

    • andy lighter pisze:

      Nie wiem Zbyńku,
      z tego co słyszałem, musimy przepraszać.
      Więc przepraszaj do cholery Zbyńku, a nie jęcz! Bo święto dzisiaj!!!.
      No!!! Żeby mi to było…, ostatni…

      😉 😉 😉

  2. Stefan pisze:

    To wszystko jest śmieszne, ale nie zabawne, niestety. Mamy XXi wiek, a tu w sprawach odżywiania zamiast rady dietetyka lud słucha się proboszcza.

  3. Tetryk56 pisze:

    A pan Zagłoba swego czasu szwedzkim posłom Niderlandy ofiarował…

  4. Stefan pisze:

    Można sobie dodawać komentarze. Nie wchodzą

  5. Stefan Kubów pisze:

    W XXI wieku normalny człowiek w sprawie odżywiania zasięga opinii dietetyka, a nie swojego proboszcza.
    Zalecanie postu miało sens, gdy lud był ciemny. Biedne gospodynie szorowały piaskiem garnki, żeby nie została kropla tłuszczu, a proboszcz „pościł” jedząc przyrządzonego na masełku sandacza i popijał wódeczką.

    • andy lighter pisze:

      Ano właśnie Stefanie.
      Pośćcie,… a ja idę na obiad (mówi ksiądz do ubogich duszyczek, chowając kopertę pod poły) – to nie moja opowieść, słyszałem jako podobno autentyczną.

  6. Piotr Opolski pisze:

    Chyba zaczynam bluźnić………….
    Żyję z moją Ukochaną lat ponad 42 w grzechu. bo jako gówniarz co tylko pełnoletni ożeniłem się, kościelnie też. Małżeństwo zostało skunsumowane bo w tym czasie „skonsumował” bym wszystko co biega i lata /oprócz samolotów/ a małżeństwo po niecałym roku rozleciało się – rozwód po roku. Do dzis zyję w grzechu i życzę wszystkim aby także zyli tak zgodnie i pieknie jak my z żoną notorycznie grzesząc. Kościół jednak odstawił nas od cycka i ………….pies Wam mordę lizał. Chciałem napisać jeszcze ostrzej że pod krzyżem gromadzi sie ………….. ale nie napiszę dlatego że poznałem cudownych ludzi w sutannach np. ks. bsp Alfonsa Nossola, ks. prałata Baldego /katedra Opolska/ i paru innych.
    W ostatnim miesiącu pochowałem w wieku lat 95 moją Mamę. Myslałem że będę miał kłopoty z kremacją ale gdzież tam !!- ksiądz towarzyszący przy omawianiu pochówku machnął lekceważąco ręką…………
    Pozdrawiam

    • andy lighter pisze:

      No, to jest nas czworo Piotrze!
      ja też bowiem od dwudziestu lat i haczyka, w grzechu utrzymuję swoją kochanicę (chyba tak to się po kościelnemu nazywa – w sumie… fajnie), uniemożliwiając przyjęcie najświetrzego opłatka po spowiedzi. Spowiadamy się zresztą też sobie nawzajem. I jakoś dziwnie… księdza nam nie brakuje.
      A przed Nossolem, ukłon absolutny. I bynajmniej nie za to, że jest biskupem (bo powinien być wyzej w ichniej hierarchii), ale za mądrośc, wrażliwość, patriotyzm, tolerancję…, za wszystko – kapitalny człowiek, kapitalne robiący rzeczy, wyrozumiały, cierpliwy…
      Uwielbiam Alfonsa Nossola, jest absolutnie niezwykły i WIELKI.

      Piotrze, i wcale mi to nie przeszkadza, ani mojej żonie.

      • Stefan Kubów pisze:

        A ja żyję zgodnie 41 lat ze ślubną. Żona chodzi do kościoła, ale daleko jej do jakiejkolwiek dewocji.
        Co do biskupa Nossola – absolutna zgoda. Człowiek z wielka klasą i bardzo skromny. Ale niestety jest wyjątkiem. JP II biskupami porobił klechów, dla których wiejska parafia to powinien być szczyt ambicji. Głodź, Stefanek, Lepa, Mering to przykłady pierwsze z brzegu.

        • andy lighter pisze:

          I znów pełna zgoda. Co do biskupów, Nossola i JPII. A ja z żoną nie mam żadnego „papierka”, nie, żebym tam fochy jakieś… Kiedyś nie było nas stac (dziś też zresztą, ale dalibyśmy radę), na obrączki, a bez obrączek głupio. Ale kochamy sie. I tak juz… zostało, bez „papierka”.

          • Stefan Kubów pisze:

            Nie papierek jest ważny, ale to, jakim się jest partnerem życiowym i rodzicem dla dzieci. Czy mogą na nas liczyć.

            • andy lighter pisze:

              Jasne. Pewnie że tak. Ale niektóre Głódzie, Stefanki i inne, tego… nie rozumieją. Bo oni „chcą” mieć papierek. Od biskupa rzecz jasna, bo państwowy, na ten przykład ich nie interesuje. Nieprwany dla nich, bo ichnie prawo, państwowego nie… „kupuje”.
              Czy jakoś tak podobnie.

              (mogę Cię zaczepić „znajomością” na FB Stefanie?, byłby mi honor.)

  7. Piotr Opolski pisze:

    @andy – przepraszam że pozwalam sobie wkleic sporą częśc swojej notki z lutego br. która napisałem po smierci abp Życińskiego.
    …………………
    /……/
    Wspominkowo dziś kilka luźnych zdań o opolskim abp. Alfonsie Nossolu i ks. Prałacie Stefanie Baldym. Abp. Nossola spotkałem kilka razy /wątpię abym zapisał się w jego pamięci/. Wyobraźcie sobie Kurię Biskupią tzn. Stary budynek z klinkierowej cegły o grubych murach i ciemnych korytarzach. Z daleka idzie – On. Postać wysoka, chuda i energicznie krocząca. Poły sutanny fruwają i wydają się zajmować całą szerokość korytarza. Siostry milkną i pierzchają. My nie możemy, w końcu jestesmy umówieni.Stoję prawie zahipnotyzowany. W czasie spotkania dopiero pod koniec udaje mi sie wydusić kilka słów /tłumaczę się kolegom, ale już po spotkaniu, że jestem chory i dlatego nie miałem gadanego/. Do dzis wobec abp. Nossola czuje sie maleńki i nawet nie wiem na czym to polega…………….

    Śp.ks. Prałat Stefan Baldy był człowiekiem bardzo przystępnym, koleżeńskim, po prostu dobry ojciec i pomimo swej mądrości i zasług bez cienia zarozumialstwa czy pychy. Z ks Stefanem łączyła nas ścisła więź – obaj byliśmy nałogowymi palaczami. W latach wykuwania się do nowych, lepszych czasów do zebrań, spotkań, narad był wykorzystywany KIK przy katedrze opolskiej. Ks. Baldy wtedy jako proboszcz udostępniał nam salę na II pietrze . Właściwie tam były 2 sale, oprócz dużej mniejsza na kilkanaście osób z zabudowanym bufetem z naczyniami, literatkami itd. przy którym przyrządzało się herbatki, kawki i wstawiało do szklanek nieśmiertelne słone paluszki itp. Uciekało się też tam na dymka. W oczekiwaniu na ks abp. Nossola, wyrwaliśmy się z dużej sali w składzie dwuosobowym – ks. Baldy i ja do salki małej, za bufet na dymka. Nie wiedzieć czemu ks. Biskup zamiast pójść do dużej sali na wprost skręcił do bufetu, stanął w drzwiach, pociągnął swoim nosem /a ma czym/ i przemówił: „ooooooooo i tu są moje owieczki” po czym zawrócił. My tez wyprysnęliśmy do dużej sali gdzie za stołem siedział ON. Spojrzał z rozbawieniem w oczach na ks. Prałata……… czerwień buraka to nic w porównaniu do czerwieni na twarzy Ks. Stefana, ja chyba też nie miałem najmądrzejszej miny.

Możliwość komentowania jest wyłączona.