Brukselskie fiasko pierwszej rundy

Nie chcę tu odkrywać Ameryki, a tylko pochylić się nad co ciekawszymi opiniami komentatorów brukselskiego szczytu budżetowego. Wnioski mogą być ciekawe.

Jedno spostrzeżenie narzuca się przed wszystkimi innymi: nie tyle chodzi o pieniądze ile o politykę. Sądzę, że brak komunikacji naszego rządu ze społeczeństwem to choroba nie tylko naszej Platformy Obywatelskiej, ale i innych rządów w krajach europejskich. Również tych bogatych – płatników netto. Tyle, że objawy tej choroby są inne niż u nas. Tam do społeczeństwa się mówi, dużo mówi. Tyle, że mówi się to, co to społeczeństwo chciało by usłyszeć. A jeśli nie można powiedzieć wiele dobrego, bo kryzys i pogłębiająca się recesja, pokazuje się palcem na Unie Europejską.

Społeczeństwa krajów bogatych, w wyniku komunikacji z rządem i informacji medialnych uważają kraje postkomunistyczne, rozwijające się, jako złodziei. Skoro tak dynamicznie się rozwijają, też powinni ponosić koszty kryzysu, też powinni podlegać dotkliwym cięciom budżetowym. One nie rozumieją, ze ten rozwój dzieje się w ogromnej mierze dzięki pieniądzom unijnym i że ten rozwój jest również w ich interesie. Postrzegają to nie jako wspólny interes, ale jako konkurencję. Rozbudowa naszej i infrastruktury, czyli dróg kolei a także przedsiębiorstw postrzegane jest jako zagrożenie, a nie jako kapitalne możliwości współpracy gospodarczej, czyli rozwoju import/eksportu, a więc produkcji.

Wreszcie społeczeństwa zachodnie z całą pewnością nie mają pojęcia o tym, ze owe cięcia stanowią promile, często jednocyfrowe ich narodowych budżetów. Promile niemające znaczenia w tych budżetach. Odbierają te cięcia na rzecz biorców netto, karmieni zresztą rządową, albo opozycyjną propagandą, jako jeden z poważnych powodów recesji i przedłużającego się kryzysu. Tymczasem jest to kompletna bzdura.

Rządy jednak wiedzą, że ich społeczeństwa kupują brną w tę filozofię. Spirala się nakręca: społeczeństwa żądają od przywódców skuteczności w polityce unijnej, rządy boją się narazić swoim obywatelom i rozgrywają politykę, zamiast finanse. To, jak sądzę, na skutek takiej właśnie nakręcającej się spirali społeczeństwo brytyjskie jest zwolennikiem wyjścia z Unii Europejskiej.

Politycy „bogatej” Unii zdają się zresztą nie za bardzo rozumieć sytuacji i potrzeb krajów „rozwijających się”. Tym łatwiej im karmić swoich obywateli frazesami o konieczności głębokich cięć. Dowodem na to są kolejne propozycje poszczególnych szefów rządów, czy Przewodniczącego Rady Europy Hermana Van Rompuy’a, których wynikiem są kolejne cięcia m.in. w środkach dla Polski: duży kraj, najlepiej się rozwija w całej unii, nie ma więc powodów, żeby nie ciąć.

Racje ma Komisarz Janusz Lewandowski wyrażający niewielkie, bo niewielkie, ale jednak obawy w kwestii przesuwania się terminu budżetowego rozstrzygnięcia. Uważa on, a ja się z nim w tej kwestii w stu procentach zgadzam, że im później nastąpi owo rozstrzygnięcia, tym dla nas gorzej. Kryzys trwa, recesja się pogłębia, cięcia mogą więc być większe, a nie mniejsze. Nie wiadomo, co stanie się w poniedziałek, a co dopiero za dwa, trzy miesiące. Gdyby budżet udało się uchwalć wcześniej niż później, sytuacja w krajach europejskich, szczególnie tych najbardziej niezadowolonych, choć starych członków, powinna się uspokoić w obliczu fatów dokonanych. Niezadowolenie społeczeństw wróciłoby z terenu Unii Europejskiej na własne, narodowe podwórka, do własnych, narodowych premierów, ministrów finansów i ministrów pracy.

Dlaczego Angela Merkel zbliżyła się do Davida Camerona? Oczywiście z powodu przyszłorocznych wyborów w Niemczech. I znów, czas działa na naszą niekorzyść, bo coraz trudniej będzie „oderwać” Angelę Merkel od Davida Camerona.

Już nawet nie chodzi, jak zgodnie twierdzą komentatorzy, o parę miliardów w tę, czy w tę stronę. Bo pieniądze (ich w tę, czy w tę… ) to sprawa trochę wtórna. Sprawa rozbija się znów o niewiedzę polityków „zachodu” co do podziału przyznanych ewentualnie środków. Ich podział, dokonywany na krajach „wschodzących” jest tak idiotyczny, tak świadczący o kompletnej „ślepocie” tych przywódców i działanie na kompletnie przypadkowej zasadzie „chybił trafił”. Najprawdopodobniej biorą oni pod uwagę lata przeszłe, co nijak nie jest uprawnione, np. w kwestii rozwoju badań naukowych, czy kwestii pomocy socjalnej. W tej pierwszej sprawie może chodzić o lobbing, strach przed konkurencją, a w drugiej… bóg raczy wiedzieć. Sądzę, że biorąc pod uwagę plany szefów rządów dotyczące wielkości budżetu dla siebie, nie powinni kwestionować planów tych szefów jego rozdziału. Tymczasem uzurpują sobie prawo do przekładania określonych sum z ewentualnie przyznanej puli, z kieszeni do kieszeni nieswojej kurtki. Jeśli nie chcą przyznać np. na badania, powinni to wyartykułować i pokazać cięcie, a nie wspaniałomyślnie „dołożyć” na spójność, wyjmując z innej kieszeni w tej samej kapocie. Zbyt mały jest chyba nacisk kładziony na ten objaw hipokryzji i zbyt cicho jest przedstawiona diagnoza ślepoty, źle widzącemu „pacjentowi”.

Unia Europejska jest słaba i nieprędko, jeśli w ogóle, będzie konkurentem, albo przynajmniej równoprawnym graczem na światowym rynku gospodarczym. Kryzysy sprzyjają bowiem ksenofobii, jak słusznie zauważył Janusz Lewandowski. Bardziej dzielą, zamiast łączyć. Cięcia budżetowe tylko temu sprzyjają, tym bardziej cięcia, dotyczące jak już wspomniałem promili narodowych budżetów, spowodowane własnymi interesami politycznymi, z finansami niemającymi kompletnie nic wspólnego.

Jeśli dołożyć do tego ogromne pieniądze w przejadającej je Grecji, za chwilę w Portugalii i Hiszpanii, krajach od dawna będących w Unii, istnienie tego bardzo podzielonego organizmu staje się naprawdę niepewne

_____

Jedyną dla nas szansą jest dewiza „Umiesz liczyć, to licz na siebie”, czyli samodzielność energetyczna. I choć szybko stalibyśmy się płatnikiem netto, stalibyśmy się jednym z głównych rozgrywających. Z łatwością „przyznającym sobie” podobne brytyjskim, czy niemieckim „rabaty”, np. na ścianę wschodnią. Ale w gazie łupkowym i odkrywanym tu i ówdzie przy okazji złożom „zwykłego” gazu ziemnego, czas bardzo powoli biegnie.

_____

Kilka lat temu widziałem mapkę Polski z naniesionymi na nią terenami bogatymi w źródła energii geotermalnej. Niemal pół Polski (zachód) pokryty był czerwienią oznaczającą obecność gorących wód. I temat umarł.

andy lighter

7 comments on “Brukselskie fiasko pierwszej rundy

  1. Miraska pisze:

    Dokładnie tak!!! Nie widzę sensu w komentowaniu Twoich notek, bo za każdym razem mogę tylko dodać jak na początku komentarza czyli „dokładnie tak!!!” Buziaczki 🙂

  2. romskey pisze:

    Jestem pod wrażeniem Andy. Prawdopodobnie nie raz zajrzę do tego tekstu.
    Pozdrawiam

    • andy lighter pisze:

      Dzięki Romskeyu.
      Od ładnych paru lat obserwuję nasza (i Europejską) scenę polityczną. Czytam tez i słucham mądrych ludzi. Nietrudno wtedy wyciąga się wnioski.
      Pozdrawiam 🙂

  3. leszek46 pisze:

    Tak to jest dokładnie.
    Wobec tego należy się zastanowić, nad istotą i sensem zachowania naszej „opozycji”.
    Czy Kaczyński naprawdę wierzy, że załatwił coś z Cameronem?
    Czy Tusk miał szansę by na szczycie brukselskim pokonać te wszystkie wewnętrzne fobie europejskich graczy?

    • andy lighter pisze:

      Odpowiedź na obydwa pytania, brzmi (najpewniej) „Nie”. Czyli Kaczyński cynicznie gra dobrego wujka „wszystkomogę”, a Tusk mierzy siły na zamiary, a nie odwrotnie, czyli działa racjonalnie. W przeciwnym razie narobiłby sobie wrogów i efekt byłby odwrotny do zamierzonego/oczekiwanego.

Możliwość komentowania jest wyłączona.