Mówią do mnie, a ja im nie ufam

Pasterka w noc wigilijną to taki czas, kiedy księża, biskupi i arcybiskupi mówią do wiernych. Nauczają ich, co powinni, co mogą, a czego nie. A ja im nie ufam. Nie wierzę. Tak, jak nie ufam policjantowi, który wlepia kierowcy mandat za jazdę po pijanemu, po czym wypija szklankę wódki, wsiada do samochodu i odjeżdża w stronę swojego domu.

Jestem człowiekiem wierzącym, ale od Kościoła dzieli mnie przepaść. Jeśli abp Michalik grzmi, pouczając wiernych, że przemoc nie bierze się z religii, to ja się pytam, skąd się bierze przemoc? Czyż religia nie była powodem największej ilości wojen w dziejach ludzkości. Czyż najwięksi oprawcy i mordercy w dziejach Mie mieli na płaszczach, chorągwiach, pasach, czy klapach, a nawet w dłoniach kwintesencji religii: imienia Boga, krzyży, obrazów Jezusa? Jak mogę więc ufać w jego słowa, krytykujące znieważanie krzyża, jeśli sam, on i jego „bracia hierarchowie” w milczeniu przyglądali się jego znieważaniu na Krakowskim Przedmieściu?

Jeśli hierarchowie mówią i żądają obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to jak mogę słuchać poleceń abpa Kowalczyka o modlitwę za zołnierzy polskich w Afganistanie? Przecież oni tam zabijają, czyniąc to z błogosławieństwem wojskowych kapelanów – współczesnych oficerów politycznych w naszej armii. Czy w tym przypadku obrona każdego życia(!) już nie obowiązuje? A co na to pierwszy wojownik o wyznaniową Polskę, Terlikowski?

Jeśli kardynał Dziwisz apeluje do polityków, aby „w centrum odwagi było dobro wspólne, a nie dobro danej partii lub ugrupowania politycznego. Aby panowała sprawiedliwość i solidarność, ale także było uszanowanie dla inaczej myślących”, to jak ja mam mu ufać, skoro to ten sam Dziwisz, który najbardziej we współczesnej historii Polski podzielił naród, godząc się na pochówek prezydenta na królewskim Wawelu?

Wiele, wiele tych i innych pouczeń, mądrości i jedynie słusznych wskazówek dla wiernych padło podczas kazań pasterkowych. I nic mnie tak nie złości jak słowa abpa Michalika: My jesteśmy krytyczni wobec księży i biskupów, bo chcemy, żeby byli doskonali. Ja sam chcę być ciągle doskonalszy, ale mi ciągle nie wychodzi. Ale na tym polega chrześcijańska wartość, mądrość, że wiemy którędy idzie droga do doskonałości”. Podpierają się tą własną, księży i biskupów niedoskonałością zarówno hierarchowie jak i ich najzagorzalsi wyznawcy, najbardziej nawiedzeni zazwyczaj, katolicy.

Bo co oznacza „krytyczni wobec księży i biskupów”, jeśli straszy się ekskomuniką posła, czy senatora obserwując „listy głosowań”, a nie ekskomunikuje się homoseksualnego Paetza, całej masy pedofili, malwersantów finansowych, łamiących przykazanie „Nie cudzołusz”, i wszystkich innych przykazań, ludzi Kościoła, którzy mówiąc o nienaruszalności ról kobiety i mężczyzny chronią homoseksualistę i oddają mu pokłony (Paetz)? Mówiąc o uchu igielnym chronią i ukrywają malwersacje finansowe własnych funkcjonariuszy, a nawet instytucji Kościoła jako całości? Przywołując przykazania pozwalając pełnić posługę (nauczać!) ojcom dzieci z z nieprawego łoża?

Jakież to jest wszystko niewiarygodne w ich ustach. W ich naukach. Nie godzę się na to, żeby grzeszący na prawo i lewo ksiądz uczył mnie i nakazywał nie grzeszyć. I to, że „ciągle im nie wychodzi”, bo „są tylko słabymi ludźmi” – koronny argument praktykujących katolików, zupełnie mnie nie przekonuje.

Jeśli to miałby być argument, dlaczego zżymać się na policjanta, który wlepia mandaty i odbiera prawa jazdy za jazdę po pijanemu, po czym wypija szklankę wódki, wsiada w samochód i odjeżdża do domu? To dlaczego nie godzić się na prokuratora, który żąda dla złodziei długoletniego więzienia, po czym wychodzi z sądu i kradnie samochód z pobliskiego parkingu?

Pełniony zawód, czy służba zobowiązują. Nie może być prokuratorem, sędzią złodziej, czy morderca, nie może być policjantem łamiący kodeksy drogowe. Nie może być księdzem, żyjący wbrew nakazom i naukom przez siebie głoszonym. Nie może być historykiem, nieznający historii a matematykiem, matematyki. Bo są niewiarygodni.  

I dlatego, jeśli zechcę uczyć się boskiego prawa, norm i wyborów, sam, bez pomocy homoseksualisty, pedofila, malwersanta, czy „walczącego krzyżem”, przeczytam Biblię, albo Koran, Talmud, Wedy, albo oddam się medytacjom, poszukując buddyjskiego przebudzenia.

Nie toleruję też tłumaczenia, że wielu księży to prawi ludzie, oddani wierze i znakomicie pełniących swoją posługę. Bo tak postrzegam dane środowisko, jak jego część.

Ludzie nie ufają sądom i prokuratorom, choć nie wszystkie działały tak, jak te instytucje w sprawie Amber Gold. Nie ufają CBA, choć nie sami agenci Tomki tam urzędowali. Nie ufają sejmowi, choć nie wszyscy posłowie to walczący Kaczyńscy, Brudzińscy, Hofmani, czy Niesiołowscy. I mają do tego święte prawo. Nie chcą bowiem ufać, że tym razem, w jego sprawie, sędzia, prokurator może będzie uczciwy, że tym razem wybrany poseł może będzie głosował tak, jak chcą jego wyborcy, a nie polityczny interes jego szefa, że tym razem może lekarz, który go leczy ma na względzie jego zdrowie, a nie walkę o własny zysk, itd. Nie stać nas (mnie) na wiarę w ludzi, na chybił trafił.

andy lighter

25 comments on “Mówią do mnie, a ja im nie ufam

  1. starszy58 pisze:

    Ja się z uwagi na swoją naturę przeważnie czepiam, ale tym razem mówię – dobre.

  2. Stefan pisze:

    Bardzo rzeczowa krytyka kościoła instytucjonalnego, opanowanego przez ludzi bez intelektu i bez krzty miłości do drugiego człowieka. Podzielam ją w każdym zdaniu

  3. wiesiek pisze:

    A tak ładnie śpiewano w kabarecie Olgi Lipińskiej wiec go jedynie słuszni oburzeni kazali wywalić z telewizji.
    Dałeś mi, Panie, rozum i wiarę,
    duszę rogatą, serce za ciasne
    no i sumienie – jak to sumienie –

    niedoskonałe, za to własne.

    Z tobą się zawsze jakoś dogadam,
    w smutku pocieszysz, w biedzie pomożesz,
    lecz ten naziemny Twój personel…
    o, z personelem to już gorzej.

    Swój święty nos pcha mi pod kołdrę,
    poucza, w duszy grzebać chce…
    Chyba dlatego tak nie lubię
    Twych urzędników, Panie B.
    Chyba dlatego tak nie lubię
    Twych urzędników, Panie B.

    Kiedy pomówić z Tobą muszę,
    robię to tak jak Tewie mleczarz,
    a Ty nadstawiasz Boże ucho
    i słuchasz mnie, i nie zaprzeczasz.

    Bo chcesz zrozumieć pech człowieczy,
    nasze zmęczenie ponad siły
    i jesteś dla nas wielkoduszny,
    a dla mnie bywasz nawet miły.

    Więc się nie mieszaj, sługo Boży,
    gdy z Twoim Panem mówić chcę,
    nie potrzebuję pośredników
    w moich rozmowach z Panem B.,
    nie potrzebuję pośredników
    w moich rozmowach z Panem B.

    W departamencie spraw niebieskich
    są moje akta personalne
    i każdy krok mój pilnie śledzą
    anioły twe transcendentalne.

    Lecz gdy przed Tobą kiedyś stanę,
    sama chcę z życia się tłumaczyć,
    proboszcz by nie dał rozgrzeszenia,
    a Ty zrozumiesz i przebaczysz.

    Więc – póki żyję, myślę, czuję –
    niech ręka Boska broni mnie
    przed pychą i nadgorliwością
    Twych urzędników, Panie B.!

    • andy lighter pisze:

      Bo ten nieszczęsny personel Wieśku, od samego początku, od zarania, wszystko zmienił, wypaczył, powycinał, podokładał, żeby mu pasowało do ustawwienia się, na tym ziemskim, tymczasowym padole.
      A Bóg…? Co on może wiedzieć, świat się przecież tak pokręcił, że hierarchowie wiedzą lepiej, co jest dla niego (Boga) dobre, a co nie.

  4. Miraska pisze:

    Andy, nie jedz tyle, bo pękniesz 🙂 Dobrze prawisz, powinieneś zostać kaznodzieją, obiecuję, ze będę na każdej Twojej homilii. Buziaczki 🙂

    • andy lighter pisze:

      O dzięki Mirasko.
      No, to jak będziesz na każdej, to będę prawił 🙂
      A jak chodzi o jedzenie…,, eeech tam, po świętach „się schudnie 😉
      Cieplutko ślę, Mirasko 🙂

  5. lehoo pisze:

    Nie słyszałem, żeby jakikolwiek ornitolog umiał fruwać.

    • andy lighter pisze:

      Ja też nie.
      Za to wiele godzin cierpliwie obserwuje ptaki, dba o nie, itp.
      Nie słyszałem też, żeby ornitolog zabijał ptaki, tępił je, „podtruwał” i tłumaczył ptakom, jak mają fruwać, bo on wie lepiej.

      • Miraska pisze:

        Tak jest Kochany Andy. Ornitolog nie nauczy ptaka fruwać, a ja mogę nauczyć każdego jak spalić bezpieczniki w całym budynku aha, to potrafię :-))) Jedz ile wlezie póki jest co 🙂 Szkoda, ze nie lubię ryb, bo też bym sobie skubnęła jak Avianca. Buziaczki 🙂

  6. only-avianca pisze:

    Wiara ma to do siebie, że z natury swojej jest na chybił trafił. Wiedza jest oparta na powtarzalnych faktach.
    Ja ufam ludziom. Tak na początek. Jeśli ktoś mnie zawiedzie dostaje drugą szansę. Jeśli i wtedy mnie zawiedzie – ma przechlapane, bo to już recydywa.
    Staram się też pamiętać to, co mnie dobrego spotkało od księży, lekarzy, nie zapominając o zawodach. To mi dobrze robi. Źle byłoby mi żyć ze świadomością, że wszyscy wkoło to kanalie i krętacze.
    Ale masz rację w jednym – kościół musi nauczyć się dialogu, rozmowy z wiernymi, a nie podawania jedynie słusznych prawd z ambony. To mu dobrze zrobi.
    Idę skubnąć rybki, póki jeszcze jest 🙂

    • andy lighter pisze:

      Ja też Avianco z reguły ufam ludziom. Ale idzie mi o podejście „ich” do ludzi. Oczekuję od lekarza ludzkiego podejścia, od księdza (też spotkałem kilku naprawdę „wielkich”, ale i paru dla „wygodnego życia” – i nawet z początku tego nie ukrywali) dobrego słowa, pocieszenia i pomocy w razie potrzeby, zamiast suchego wypowiadania stawki (za pogrzeb np.) i pouczania w tematach, o których nie mają pojęcia, jeśli powinni żyć w celibacie, kochać nawet nieprzyjaciół, czy przestrzegać boskich praw. Itd., itd.
      Moja wara w ludzi jest faktem do tego stopnia, że często na tym traciłem (nawet materialnie, choć nie tylko), a mimo to ciągle ufam ludziom.
      Dziś, choć często bywa to zwodnicze, ufam ludziom, którzy okazują mi szczerość.
      Smacznego Avianco:-)

  7. kika_7 pisze:

    I dlatego coraz czesciej zamiast na msze mam ochote isc tam, gdzie, jak mawial stary Colas Breugnon, „sam Pan Bog celebruje”…
    Pozdrawiam swiatecznie Gospodarza i Gosci. Jeszcze chyba nie za pozno na zyczenia, mam nadzieje.

    • andy lighter pisze:

      Ja tak robię Kiko.
      Mam las naprzeciwko domu, często tam chodzę i przeżywam tę celebrę.
      Kiedy miałem psa, spędzałem na tym naprawdę dużo czasu, dziś nieco mniej, ale zawsze.
      A życzenia? Przecież jeszcze są Święta 🙂
      Wszystkiego Najlepszego Kiko 🙂

  8. SWIETNIE! BRAWO ! Oby wiekszosc w tym duchu wyrazala swoj obiektywny poglad na instytucje jaka jest Kosciol.
    Juz dawno przstalem uczestniczych w mszy swietej bo wychodze z zalozenia ze jezeli jest Bog, to wyslucha on mej modlitwy wszedzie i w pustym kosciele tez bez posrednictwa przebierancow z „brudnymi” rekami i duszami nie mowiac juz o sumieniu. Na tace nie daje, bo sa inne bardziej wiarygodne miejsca gdzie dana ofiara czy donacj trafi w miejsce przeznaczenia a nie do wypasionego brzucha duchownego. Czuje wstret do duchowienstwa i nie ukrywam tego nigdzie i nigdy. Calkowicie podzielam TWoj wywod do ktorego nic dodac i nic ujac raz jeszcze BRAWO !

    • andy lighter pisze:

      Dzięki Romanie.
      Podoba mi się Twoje określenie:
      „Przebierańców z »brudnymi« rękawami i duszami, nie mówiąc już o sumieniu”.
      Jak dla mnie, to świetna charakterystyka tego „tajemniczego”, chroniącego swoje brudy i nieprawości środowiska duchownych.

  9. marzatela pisze:

    Czytając jak wszyscy się z Tobą zgadzają – zastanawiam się, czy w ogóle powinnam komentować? No, ale co tam, pójdę pod prąd i dla odmiany napiszę, ze nie zgadzam się z Tobą. Trudno, nie uznaję odpowiedzialności grupowej. Nie stosuję zasady, że skoro jest iluś tam księży pazernych – to ta pazerność rozciąga się na wszystkich, Jeżeli jakiś policjant weźmie łapówkę – to nie oznacza to, że wszyscy policjanci biorą. Jeden lekarz będzie ratować życie i leczyć innych nie patrząc na godziny przyjęć i limity, a inny każe przyjść do gabinetu prywatnego i za samo wypisanie recepty zainkasuje wysoka kwotę. Każdy ksiądz to człowiek – może być tak samo jak i w każdej grupie zawodowej czy społecznej głupi, mądry, chciwy i pazerny lub zdolny do poświęceń i oddający ostatnią koszulę potrzebującemu. Owszem, od głoszących Ewangelię kapłanów oczekiwalibyśmy, aby byli wzorem i swoim własnym przykładem potwierdzali to, co głoszą i czego wymagają od innych. Problem jednak w tym, że to są nasze oczekiwania wobec naszych własnych wyobrażeń jaki powinien być kapłan, stąd rozczarowanie i kontrast wobec tego, jak żyją i postępują ludzie, którym do ideału bardzo daleko.
    Z abpem Michalikiem oczywiście też się nie zgadzam. Owszem, w Piśmie Świętym nie ma pochwały przemocy, ale już praktyczne podejście poszczególnych kapłanów do konkretnych przykładów ogranicza się do konieczności „niesienia krzyża”. Inna sprawa, że kapłan wcale nie jest terapeutą czy psychologiem, w dodatku żyje w oderwaniu od „normalnego życia”. Kto wie, czy używając takich wyuczonych słów-kluczy nie pokazuje więc po prostu swojej bezradności?

    PS. Wesołego „po świętach” 🙂

    • andy lighter pisze:

      Marzatelo,
      komentować zawsze warto, a szczególnie wtedy, kiedy mamy inne zdanie. To zawsze poszerza horyzonty i perspektywę spojrzenia.

      Jesli by Marzatelo chodziło o zwykłych, „szarych” księzy, to pewnie chętnie bym się z Tobą zgodził. Jednak tutqaj mamy do czynienia z „chorobą”, nieuczciwością i wojowaniem samej ‚wierchuszki” instytucji Kościoła. Skoro więc „góra” zapętla się w zakłamaniu, pazerności, nieuczciwości, chciwości, oskarżaniu, obmawianiu, itd., itd., to jaki możemy mieć obraz „ogółu” kleru? Piszę o „obrazie”, doskonale wiem, ze są dobrzy i oddani duchowni, ale „obraz” pokazywany przez „górę” kreuje rzeczywistość. Trochę tak, jak: „Jaki dyrektor, taka firma”.
      To samo jest z sądami: „Jaki prezes sądu (gdańskiego) taki sąd”, z policją: „Jaki komendant, taka komenda”, itd.
      To oczywiste, że w każdej grupie zawodowej są mądrzy, głupi, chciwi, itd., ale są grupy w których tak być nie powinno, nie może nawet.
      Nie możne być nauczycielem języka polskiego ktoś, kto sadzi po dwa byki w wyrazie, matematykiem ktoś, kto nie umie dodawać i mnożyć, policjantem złodziej a księdzem pedofil.
      I jeśli w edukacji tak nie jest, bo matematycy rachować umieją, a poloniści poprawnie pisać, to księża grzeszący na potęgę mają się znakomicie. Utrudnia się wymiarowi sprawiedliwości ich osądzanie, wysyła na placówkę do stolicy apostolskiej, czy „odstawia” na emeryturę w bezpiecznym cieniu np. poznańskiej katedry.
      Nie sądzę Marzatelko, że kapłani pokazują swoją bezsilnośc. Uważam, że pokazują swoją „władzę” i bezkarność, a także arogancję wobec jednych, zabezpieczaną przychylnością drugich.

      Wesołego „po świętach” Marzatelo,
      Pozdrawiam 🙂

      • marzatela pisze:

        Czasy się zmieniają i do hierarchów Kościoła nie dotarło jeszcze to, że na autorytet trzeba sobie zapracować, a nie jest on dany tylko z racji funkcji.W efekcie szkodzą i to bardzo Kościołowi, jdnak dla mnie nie oznacza to wcale, że jak ksiądz – to jest pazerny, pedofil itp.itd. – wolę oceniać każdego osobno jako człowieka, tak jak w przypadku każdego innego zawodu.
        Pisząc o bezradności miałam na myśli raczej to, że nie są w stanie sprostać wysokim oczekiwaniom wobec nich. Kiedyś na mszy byłam świadkiem jak zasłabł pewien starszy pan. Ludzie wyciągnęli proboszcza z konfesjonału i widać było, że nie bardzo wie, co ma zrobić. To było dla mnie jakieś symboliczne – tłum ludzi, a od kapłana oczekiwano, aby wezwał pogotowie? Zaczął udzielać pierwszej pomocy? Jakos wątpię, że w seminarium tego właśnie uczą. Tak samo zreszta jak sprawnego zarządzania parafią, prowadzenia terapii i wielu innych spraw. Wielu może więc nie wytrzymywac psychicznie i własną niedoskonałość próbują nadrabiać arogancją i pokazywaniem władzy.
        Patrząc na duchowieństwo jak na swoistą korporację zupełnie zrozumiałe jest także zjawisko dbania własną karierę, chęć zabezpieczenia własnych apanaży itd. Jeszcze raz powtarzam księża to ludzie, więc co w tym dziwnego? Poczucie bezkarności? Owszem, jest – wynika z tego, że to my sami na to pozwalamy. Policjant zatrzymujący biskupa do kontroli drogowej, puszcza go bez mandatu, ktoś coś załatwia w szczególny sposób, poza kolejnością i na specjalnych warunkach. Takie zasady postępowania sa wobec wszystkich przedstawicieli władzy w lokalnej społeczności – załatwia się, tuszuje – normalka. Dlaczego więc nie skorzystać? Władza deprawuje, także księży.
        Masz rację, że są pewne grupy zawodowe, w któych tak nie powinno być. Ksiądz, lekarz, nauczyciel – często mówi się tu o powołaniu do tych zawodów i od razu stawia się wysokie wymagania, zapominając o tym, że mamy do czynienia ze zwykłymi ludźmi, dalekimi od naszych wyobrażeń.

  10. Zbyniek pisze:

    Andy jestem ciekaw czy tyt lub ja doczekamy czasów kiedy Biskupi wsłuchają się w to co wierni o nich mówią i wezmą to sobie do serca.
    Zamiast nas wiernych zawsze postponować i pouczać mając nas tak jak ich nauczono za głupie owieczki które tylko można strzyż

    • andy lighter pisze:

      Nie mam złudzeń Zbyńku, że doczekamy. A poza tym, za bardzo mi nie zależy. Ja mam inne” świątynie” i nie ma tam żadnych świętych, ani tym bardziej żadnego kleru.
      Szkoda mi tylko Polski jak kraju i Polaków, rżniętych i ogłupianych przez funkcjonariuszy Kościoła.

  11. Dlugo zastanawialem sie w jakim kierunku napisac swoj komentarz i chyba skoncentruje sie na nastepujacym – na prawdzie i naukach religijnych:
    1. Z dziecinstwa pamietam uczeszczanie w mysz swietej w malutkim kosciele w Lasku Arkonskim w Szczecinie, gdzie ksiadz byl skromny, oddany religii a na sutanne parafianie zbierali datki, bo biedaczysko nie mial co odziac do nabozenstwa. Kosciol byl skromny, gyl zlotego i pozlacanego przepychu. Byla atmosfera, bylo wyznawanie wiary i pobieranie nauk z kazan ksiedza, ktore wydawaly sie jak opowiadania z krainy 1001 basni. Zadnej polityki, zadnych kombinacji i gry na nastrojach i uczuciach spolecznych, zadnej nietolerancji.
    2. Od nastanaia KArola Wojtyly na tronie zwierzchnika Kosciola KAtolickiego w Watykanie cos w Polsce pierdyknelo nie w ta strone. Pozytywne jedynie bylo zmobilizowanie i zjednoczenie spoleczenstwa, wzbudzenie wrazliwosci i chyba tyle. Tu datuje sie poczatke manipulowania i dzielenia polskiego kosciola katoloickiego na sekty .
    a. sekta konserwatywnego kosciola stojaca w sprzecznosci ze wspolczesnym swiatem i rozwojem cywilizacyjnym,
    b. sekta polityczno – ideologiczna niszczaca istote kosciola, wyznawania wiary na rzecz politycznego mataczenia,,inspirowania gier politycznych wzgledem tych, ktorym zawdzieczac moze kosciol utrzymanie swej pozycji i swego znaczenia.
    c sekta finansowa, ktora z wyznawaniem wiary, krzewieniem nauk biblijnych nie ma nic wspolnego. Tu przewodniczy Pan Rydzyk, ktory pod szyldem Radia MAryja zorganizowal ugrupowanie nawet o charakterze mafijnym, a ktoremu przyswieca jeden cel – wszelkimi sposobami nawet tzw, nieczystymi ( nazwijmy to po Bozemu grzesznymi) urzeczywistniany – wejscie w posiadanie coraz wiekszych dobr, , wplywow itd itp Apetyt rosnie w miare jedzenia – co chyba widac po twarzy Pana Rydzyka. Specjalnie nie uzywam formulki Ojciec Rydzyk, bo on dla mnie jest synem Judasza, skurwysynem w koloratce i tu sie konczy jakikolwiek podest do szacunku.
    Czy mozemy oczekiwac dzisiaj w kosciele katolickim prawdy, glebokich nauk – jak zyc w tryudnych czasach? – NIE ! Nawet nauki religii w szkolach to perfidia celu dzialania. Znajomy opowiadal jak w ciagu jednego roku szkolnego jego syn dawal ” dobrowolne ” datki na jakies hospicjum w Krakowie. Dziwnym trafem ksiadz prowadzacy religie rozpoznany zostal latem w Jastarnii w cywilnych ciuchach w towarzystwie dosc jednoznacznych panienek> Czy to mialo byc to owe hispoicjum? Brud, skurwysynstwo, banda, mafia i tyle i tymi gorzkimi slowami koncze ten komentarz pomijajac kwestie zboczen, molestowania seksualnego i inne dewiacje. Juz na wymioty mnie ciagnie Pa!

    • andy lighter pisze:

      Witaj Romanie,
      dobrze rozwinąłeś temat i moim zdaniem trafnie. Zbieram się do napisania kolejnego tekstu na ten temat, a to z racji pogrzebu Jadwigi Kaczyńskiej.
      Niezbyt dobrze się czuję, ale chcę spróbować (nie wiem czy da radę), bo choć śmierć jest czymś przykrym i bolesnym – to zrozumiałe, przy tej okazji Kościół zaprzeczył wszelkim swoim zapewnieniom, ze nie jest stronnikiem żadnej partii politycznej. Kościół jako całość, jako działająca w Polsce instytucja „niepolityczna”, czy ponadpolityczna.
      Pozdrawiam Romanie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.