Charakter

Wody w rzekach przybywa i sytuacja robi się mało przyjemna. W Polsce wschodniej stany alarmowe znacznie przekroczone są na Bugu i w innych rzekach z dorzecza Wisły.

Mieszkają tam jednak ludzie… wyjątkowi. Ludzie z charakterem. Kolonia Hanna w Lubelskiem. Kilka gospodarstw jest odciętych od świata. Dziennikarz pyta mieszkańców, czy dają radę.

Dają, póki co wadery wystarczają, żeby się przemieszczać, jak przybędzie jeszcze 10 cm, zostanie tylko transport łodzią. Mają zapas jedzenia i picia. Zwierzęta też i póki co zwierzęta mają sucho. Będzie dobrze, za kilka godzin minie fala kulminacyjna. Pewna kobieta wysiada z łodzi i idzie do domu. Dziennikarz zauważa, że opał (drewno) jest mokre. Eee, mam, mam suche drewno, wystarczy. Jedzenie i picie też mamy, będzie dobrze. Dawno nie było takiej wody, w 2010 było mniej, ale trzeba sobie poradzić.

Nie przelewa się tym ludziom, to widać gołym okiem, chociaż widać też, że „żebrakami” nie są. Są twardzi, samodzielni i… mają respekt przed żywiołem.

I kiedy oglądam, słucham tych ludzi, przypomina mi się paprykowe bydle, to sprzed trzech lat, które z pazerności nie ubezpiecza intratnego interesu, i ma czelność, korzystając z politycznej bijatyki pytać „Jak żyć panie premierze? Jak żyć?”.

Ty skurwielu! Ty złodzieju (nie ubezpieczając upraw okradasz państw, żebrząc o zapomogę)! Ty szmato! Jedź do Hanny i zapytaj tamtych ludzi: „Jak żyć?” Tacy właśnie ludzie, nie wołający: „to wina Tuska”, nie lecący do opieki społecznej, tylko rozumiejący żywioł, raz z nim wygrywający, raz przegrywający, godni są pokazywania, a ich postawy godne są propagowania. Zamiast takich cwaniaków, kłamców i sępów, jak paprykarz Kowalczyk, pytający :”Jak żyć”, czyli tak naprawdę „Jak kraść, lawirować i sępić państwo dalej, panie premierze?”.

andy lighter

_____

Ciekawe kto podłożył te bomby w Bostonie. Czy muzułmanie, czy jakiś kolejny, amerykański świr, bo ci ostatni zdają się prześcigać teraz w ilości zabitych i rannych i w głośności „bum”.

_____

Wkrótce mam zamiar wrócić na platformę Blox.

Życie nie jest bezcenne

Wszyscy znamy slogany, wielu uważa(ło), że słuszne, prawdziwe: „życie nie ma ceny”, „życie jest bezcenne”, „żadne pieniądze nie zwrócą życia bliskiej osoby”. Nic z tego. Są tacy, którzy wyceniają sobie życie, swoich bliskich i swoje własne, a tym kimś są oczywiście rodziny ofiar smoleńskich.

Rusza właśnie lawina wniosków rodzin ofiar o odszkodowania. Do MON i bezpośrednio do sądów. I odszkodowania te nie mają nic wspólnego z otrzymanymi już (wynegocjowanymi) od państwa odszkodowaniami w wysokości 250 tys. zł, w ilości 270 ugód. Były to bowiem „zadośćuczynienia za krzywdy niemajątkowe”, czyli, kolokwialnie pisząc „straty moralne”. Państwo, czyli mnie i Ciebie, kosztowało to prawie 68 mln zł.

Tym razem chodzi o zadośćuczynienia za straty materialne. Czyli inaczej, za pogorszenie się sytuacji materialnej rodzin ofiar katastrofy. I w tym miejscu, przyznam, mnie ruszyło. Dochodzą słuchy, że niektóre osoby chcą odszkodowań w wysokości nawet do półtora miliona zł(!)

Nietrudno pomyśleć, że niektóre, np. żony (to tylko ewentualny przykład, nie żadna wiadomość), „policzyły” sobie ewentualny dochód męża (np. męża), aż do emerytury i później, do „przewidywanej” daty naturalnej śmierci. Świetny sposób na wyliczenie sobie wysokości emerytury – będę musiał nad tym popracować i wysłać do ZUS-u propozycję mojego dochodu, aż do ewentualnej śmierci.

„Rodziny smoleńskie”, a przynajmniej spora ich część, postanowiły ukarać państwo, czyli obywateli, za to, że zginęli ich bliscy.

A więc ja domagam się od państwa, żeby te rodziny mnie nie karały.

  • Domagam się, żeby ukarały pilotów, za ich ewidentny błąd w sztuce, a raczej serię błędów.
  • Domagam się, aby ukarały gen Błasika, który jako pierwszy, będąc przełożonym pilotów, powinien stanąć w obronie życia prezydenta i zakazać (nawet z użyciem broni – choć sam jej nie miał, mógł zażądać od młodszych oficerów BOR – ja bym tak zrobił, desperacko broniąc życia głowy państwa, to obowiązek oficera) lądowania.
  • Domagam się, aby ukarały kancelarię byłego prezydenta i samego Lecha Kaczyńskiego za to, że na pokładzie prezydenckiego samolotu znalazło się tyle niebędących związanymi z wykonywaniem przez prezydenta obowiązków, osób, które „nie miały prawa” (z punktu widzenia logicznego i odpowiedzialnego myślenia), się tam znaleźć.

Inaczej rzecz nazywając, domagam się od prokuratury r z e t e l n e g o(!!!)  i prawdziwego, a nie pozorowanego śledztwa, dziś bowiem wiadomo, że prawdziwi winni, jako, że nie żyją, nie będą wskazani jako winni (bo nie wypada winić zmarłych), o ukaraniu nie wspominając. Całe więc to śledztwo prokuratury, jest warte funta kłaków, od początku do końca.

Zapłacę, jako państwo, hienom ich odszkodowania. Pod warunkiem. Jeśli prawdziwi winni katastrofy smoleńskiej, zostaną wskazani i ukarani. Prawdziwi winni nie „dostarczą swoim bliskim zabezpieczenia do końca życia. Tak jak kierowca, świadomie i z premedytacją pchający się pod koła ciężarówki, spowodowawszy wypadek z ofiarami śmiertelnymi, nie zabezpiecza bytu swoim bliskim, jako winny śmierci innych ludzi.

A swoją drogą, ciekawy jestem dlaczego samolot rządowy nie był ubezpieczony? To chyba kolejny, typowo polski wynalazek, żeby nie ubezpieczać samolotu VIP-ów. A niech by „szarak” nie wykupił OC na samochód, dowiedziałby się jasności przy pierwszym „napotkanym” patrolu drogowym.

Wiem, wiem. Jestem świnia, bo o umarłych źle się nie mówi, a poza tym oni stracili bliskich i im się należy. A niech im się należy! A niech się nie mówi! Tylko niech to niemówienie nie oznacza zamykanie ich ust moimi, Twoimi, naszymi  pieniędzmi. Bo nie kto inni, tylko oni będą za chwilę najgłośniej krzyczeć o niedożywionych dzieciach i o tym, że to wina Tuska.

andy lighter

Rozeznanie

czyli…, niektórzy wiedzą, co jest grane.

Doskonale pamiętam jak ubawiały mnie nie tak przecież dawno, słowa Jarosława Kaczyńskiego, który coś tam wie, ale nie może powiedzieć co i skąd wie, ale wie. Jego „wiem, ale nie powiem” było/jest powszechnie znane i budziło śmiech, albo wkurzenie.

Dziś Kaczyński ma swoich znakomitych naśladowców i jak nietrudno się domyśleć, chodzi mi o śledczego Macierewicza. Ale nie tylko. Po blisko trzech latach badań, mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności, czy prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne” – zapewnia tropiciel wypełnione po brzegi sale kinowe, teatralne, świetlice i kluby. Wypełnione słuchającymi z wypiekami na twarzach, jego sensacyjno-kryminalnych opowieści, ludźmi.

Macierewicz jednak mnie nie zdziwił, wszak, jak się okazuje, katastrofa smoleńska, raport i różne wykłady, odczyty – seanse kryminalne to dla Macierewicza kura, znosząca złote jaja, czyli biznes. Zdziwiła mnie za to, chociaż właściwie, to nie wiem do końca czy aż tak mnie zdziwiła, znana aktorka, Anna Chodakowska.

W dyskusji prowadzonej w Polsat News, kiedy jeden z dyskutantów (Robert Leszczyński – od Palikota) stwierdził, że dla niego katastrofa smoleńska jest wyjaśniona, pani Anna odpowiedziała: „(…) Mam rozeznanie. Wiem, na czym polega blef śledztwa Millera i blef śledztwa MAK-u”. Oczywiście, jak mniemam, pani Chodakowska ma rozeznanie, przeczytawszy raport Macierewicza. No bo niby skąd…, od Putina?

Nikt w tym kraju nie ma rozeznania, nawet Macierewicz się gubi, zaprzeczając sam sobie co i rusz, a pani Ania ma rozeznanie.

I kiedy słyszy się takie coś, albo czyta, to nie wiadomo, śmiać się , czy płakać? Koń, to by się uśmiał z pewnością. Bo widać, że dżuma zatacza coraz szersze kręgi, na szczęście jednak tylko (chyba) w wybranych środowiskach, bo dane ogólne świadczą o czymś innym. W raport Macierewicza wierzy 22%, a w raport Millera prawie 40, wg sondażu TNS dla programu „Forum” w TVP Info.

   

Sondaż przeprowadzono 10,11 kwiecień 2013 na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

Sondaż TNS przeprowadzono 10,11 kwietnia 2013 na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

Coś więc to rozeznanie pani Chodakowskiej, pana Macierewicza i innych profesorów Biniendów i Nowaczyków, szwankuje. Albo inaczej: większość ludzi, rozeznanie tej pani i tego pana i tych państwa, mają głęboko w poważaniu.

andy lighter

Nie wiem, jaki dać tytuł

Jeżeli człowiek, który najbardziej ze wszystkich w tym kraju polityków po roku 89., po 80, a nawet po 70, pogardza ludźmi myślącymi inaczej niż brzmi jego obłąkana smoleńska ideologia i tych pogardzanych oskarża o przemysł pogard, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Jeżeli polityk, który otwarcie przyznaje, że wierzy w zamach a ci, którzy nie wierzą, żyją jak w sekcie, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Ten pierwszy to Kaczyński, a drugi Hofman. Najciekawsze jest to, że już po kilkunastu, kilkudziesięciu dniach po katastrofie, wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS, takich jak Brudziński, Hofman właśnie, Kurski, Kamiński (tak, tak, ten wywalony Kamiński, zresztą, obydwaj), opinia publiczna zaczęła „oskarżać”, to może za duże słowo, ale dostrzegać u nich język nienawiści. Po wyborach prezydenckich w 2010. dla wszystkich rozsądnie myślących w tym kraju stało się jasne, że PiS posługuje się językiem nienawiści. A kiedy Macierewicz rozpoczął swoją obłąkańczą misę wyjaśnienia przyczyn zamordowania prezydenta Kaczyńskiego, przemysł pogard PiS-u rozwijał się w oszałamiającym tempie. I dziś osiągnął swoje apogeum, chociaż to nie jest jeszcze ostatnie słowo.

Już podczas walki w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, normalnie, rozsądnie myśląca część opinii publicznej, zaczęła nazywać tych ludzi wyznawcami. Najpierw Lecha Kaczyńskiego. Później, kiedy zaczęły się marsze z pochodniami, takie same jak w latach trzydziestych w Niemczech, kiedy zaczęto śpiewać zmienioną pieśń religijną i wołać „Jarosław, Polskę zbaw”, Jarosława Kaczyńskiego. Stało się jasne dla społeczeństwa (tak pozwolę sobie nazywać rozsądną część obywateli), że ci ludzie wyznają religię smoleńską i są członkami tej sekty.

A było to ponad dwa i pół roku temu.

Prezes Kaczyński niemal od razu połapał się w tym, że najskuteczniejszą obroną jest atak i bardzo szybko zaczął odwzajemniać oskarżenia o mowę nienawiści, później o przemysł pogardy. Zadziałało – media natychmiast o kupiły i zaczęła się historia ”O dwóch takich, co używają wobec siebie mowy nienawiści”. Kompletnie fałszywa historia, kompletnie niesprawiedliwa, bo absolutna większość polityków wszystkich opcji (w tym partii rządzącej i samego Tuska) obchodziła się i obchodzi z Kaczyńskim, jak z przysłowiowym jajkiem. Pojedynczy politycy, jak Palikot, Niesiołowski, czasem Halicki i sporadycznie jacyś inni, powiedzieli coś ostrego, czy bardzo ostrego na jego temat. Tymczasem PiS, całą niemal ławą atakował rząd, prezydenta, polityków PO i media i to wytaczając działa potężnego kalibru. Do dziś pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego media wymyśliły historię „O dwóch takich, co…” i z uporem maniaka opowiadają ją do dziś.

Ponieważ numer z mową nienawiści i przemysłem pogardy zadziałał, nie tylko w mediach, ale również w głowach Polaków, zresztą, właśnie dlatego w ich głowach, że w mediach, Hofman wyskoczył ostatnio z sektą. Media jakie są, każdy widzi i jest dla mnie jasne, że już wkrótce powstanie w nic nowa historia. Historia ”O dwóch sektach, co posługują się wobec siebie mową nienawiści”. I znów będzie kompletnie fałszywie i kompletnie niesprawiedliwie.

Ale ja powiedział pewien, samozwańczy zresztą, klasyk gatunku „Media pokazują to, co widzowie chcą oglądać”, zakłamując indoktrynowanie przez siebie (te media) owych telewidzów, według przewidywanych zysków z reklam, uzależnionych od programowego menu.

Bezwstydnie więc PiS kradł, kradnie i będzie kradł oskarżenia pod swoich adresem, przekierowując je na przeciwników. Co tam przeciwników, nazwijmy rzecz po imieniu: śmiertelnych wrogów.

Swoją drogą, nazywanie „wiedzą”, opieranie się się na dowodach „uczonych najwyższej, światowej klasy” i nazywanie „wiarą – sekciarstwem”, opieranie się na raporcie stworzonym przez specjalistów od katastrof lotniczych, to dla mnie jakiś matrix, jakieś… sen, czy coś…

Media odgrywają w naszej dzisiejsze rzeczywistości pierwszoplanową role. Nie dlatego że pokazują te obłąkańcze rocznice i inne pisowskie konferencje. Nie dlatego, ze zapraszają do swoich stacji, gazet i rozgłośni tych ludzi i pozwalają im mówić. Ale dlatego, że nierzetelnie, nieuczciwie pokazują, przekazują, relacjonują i komentują rzeczywistość. Idzie mi oczywiście o relacje PiS – „reszta świata”.

andy lighter

„Święto PiS-u”

Dziś już wiadomo, że 10. kwietnia każdego roku, jest kolejnym świętem państwowym: „Dniem PiS-u”. Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie zapowiedziało zajęcie Krakowskiego Przedmieścia na cały dzień i zażądało, żeby im nie przeszkadzać. Ze wstydem przyznaję, że, niestety, władze państwowe i warszawskie „przyjęły to do wiadomości”. Zupełnie jak w powiedzeniu: „Pan każe, sługa musi”.

Obchody zaczęły się zresztą wcześniej. Oto już 8. kwietnia wdowa po generale Błasiku opowiadała, jak to zbezczeszcza się pamięć jej męża, jak on dbał o lotnictwo, jak nie ulegał żadnym politykom, wykłócając się o dobro swoich podwładnych. Pani generałowa zapewne przez zapomnienie nie dodała, że jej mąż nie zrobił nic po katastrofie w Mirosławcu, że jej mąż był ulubieńcem prezydenta, czego dowodem są jego niespotykanie szybkie awanse, że wbrew wszelkim procedurom, jej mąż, a nie kapitan samolotu meldował prezydentowi gotowość samolotu do startu.

A minister kultury na to, że wdowy, rodziny mają szczególne prawo do bólu…, itd. Państwo zresztą idzie dalej. Dużo dalej. Zarówno komisja Milera, jak i prokuratura. W cudowny sposób zniknęły promile z organizmu gen. Błasika, chociaż wiadomo, że będąc bliskim współpracownikiem innego generała, charakteryzującego się koloratką zamiast krawata abstynentem być nie mógł, a w tym feralnym locie nawet nie musiał. W ciele prezydenta promili w ogóle nie było, chociaż wiadomo, że poprzedniego wieczora, do późna, nieźle zabalował (z doświadczenia wiem, że promile nie mają zdolności ani ochoty, szybko organizm człowieka opuszczać). Państwo (prokuratura z pomocą Instytutu Ekspertyz Sądowych Sehna) zadbało o to, aby z czarnych skrzynek, w cudowny sposób zniknął głos generała Błasika, nie tylko jako nierozpoznany, ale w ogóle głos zniknął. W nagrodę Instytut dostał dofinansowanie.

Państwo (prokuratura) w ogóle pomija wątek odpowiedzialności za lot z 10. kwietnia Kancelarii Prezydenta, BBN-u, przerzucając ją (tę odpowiedzialność) na Kancelarię Premiera i UOP. W ogóle nie jest ruszana kwestia odpowiedzialności za listę pasażerów feralnego lotu. Nawet gdyby… (przepraszam, ale skoro tak miało być…), zginęła para prezydencka i kilka osób, ok. 90, 80, dalej by żyło. Nigdzie na świecie, nigdy, nie zdarzyło się, aby prezydent jakiegokolwiek kraju brał na pokład samolotu, którym ma lecieć, tylu VIP-ów. Jedynie prezydent RP, ten prezydent – Lech Kaczyński, tak potrafił. Zresztą, praktykował już z VIP-ami z innych krajów, w dodatku zabierając ich na teren objęty wojną. Wyjątkowy cynizm, wyjątkowa buta, wyjątkowa „ważność”. Te cechy były zresztą jego znakiem firmowym.

Nie mogę pojąć, dlaczego tej ostatniej kwestii nie rozumieją niektóre rodziny ofiar katastrofy, nie tylko nie artykułując pretensji do byłego prezydenta i jego ludzi, ale jeszcze bijąc mu pokłony i śpiewając mu hymny pochwalne. Przecież ich krewni zginęli przez tych ludzi!

Można by tak jeszcze długo ciągnąć, ale na koniec ograniczę się do jeszcze jednego zaniechania państwa (prokuratury). W ogóle nie mówi się o odpowiedzialności żyjących ludzi prezydenta: Dudy, Waszczykowskiego, Sasina… Ten ostatni, jak się okazuje, pojechał tam jako „turysta” i kontaktował się z Konsulem RP,  jako wysłannik posła na sejm, Jarosława. Sasin miał psi obowiązek zajmować się wszystkimi ofiarami, a w szczególności prezydentem (co „robił’ – kontaktowanie się z Konsulem, to trochę mało) i „ludźmi prezydenta”. To samo dotyczy bezczynności pozostającego w kraju zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Waszczykowskiego, który od dnia katastrofy przychodził do pracy i…, no właśnie, i co? Aż ciśnie się pod palce wystukanie: „chowa…”. Oczywiście nigdy się nie dowiemy czy moje wywody są racjonalne. Wszak państwo o to zadba.

Ciekawy jestem, co robili jeszcze przez miesiąc w pracy, pracownicy kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oprócz „sprzątania” oczywiście.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy rano rozpoczęto Dzień PiS-u słowami hymnu:

„Marsz, marsz Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem”.

Przecież jasne jest, że powinno być: „Marsz, marsz Kaczyński, z ziemi polskiej do Wolski…”. Że co, że się nie zgadza? Przecież oni mają wprawę w „unowocześnianiu” tekstów najważniejszych pieśni.

Święto PiS-u jest świętem smutnym, ale oni takie właśnie lubią najbardziej.

andy lighter

Gowin „mija się z prawdą”

Właściwie powinienem napisać, że kłamie, ale wiadomo, ze politycy nie kłamią, czasem tylko mijają się z prawdą.

W studio telewizyjnym, minister Jarosław Gowin odrzuca możliwość poparcia dla kompromisowego rozwiązania zawartego w nowym projekcie ustawy o związkach partnerskich, przygotowywanego przez posła Artura Dunina. Ów kompromis polegać miałby na tym, ze związek małżeński nie byłby zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego, jak proponował poprzedni, odrzucony projekt, ale u notariusza. Gowin, argumentując swój sprzeciw dla tego projektu posługuje się kłamstwem.

– Nie ma sensu dokonywać zamachu na polską konstytucję i na zdrowy rozsądek – stwierdza minister sprawiedliwości. Nazywa też związki partnerskie „paramałżeństwami” i dodaje, że taki kompromis nie znajdzie również poparcia konserwatywnego skrzydła Platformy i samego premiera Tuska, podzielającego jego (Gowina) argumentację. Co mnie szczególnie denerwuje, Gowin, jak i zresztą pozostali konserwatyści z Platformy, z uporem maniaka powtarzają hasło „małżeństwa homoseksualne”, czy też ostatnio „paramałżeństwa homoseksualne”. Choć wiadomo, że związki homoseksualistów stanowią niewielki procent spośród wszystkich nieformalnych związków partnerskich.

Sprawa rozbija się o artykuł 18 Konstytucji RP. Jak brzmi ten najbardziej znany w ostatnim czasie artykuł w Polskie Konstytucji?

Art. 18.

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Jest w tym zdaniu kilka podmiotów

  • Małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny
  • Rodzina
  • Macierzyństwo
  • Rodzicielstwo

Czym są w zdaniu podmioty poprzedzielane przecinkami? Każdy z podmiotów jest innym rzeczownikiem, mającym inne znaczenie, przedstawiającym inną „rzecz”, inną czynność, inną grupę, itd., które są wyliczane, wymieniane, ale nie oznaczają tej samej rzeczy, czynności, grupy, itd.

Tak więc czym innym jest, w rozumieniu Konstytucji RP małżeństwo, jakoż wiązek kobiety i mężczyzny, czym innym rodzina, czym innym macierzyństwo i czym innym rodzicielstwo. Łączy je jednak jedno: Szczególna ochrona i opieka Państwa.

Gdzie w tym artykule „związek partnerski” miałby łamać konstytucję, bóg raczy wiedzieć. Nie ma w niej ani słowa o związkach partnerskich, ani w złym kontekście, ani w dobrym. Nie wiem też na jakiej podstawie pan Jarosław Gowin związki partnerskie nazywa „paramałżeństwami”. Związek partnerski to związek partnerski i nic poza tym. Dwie starsze panie, żyjące razem, żeby było taniej i bezpieczniej nijak nie pasują do statusu para małżeństwa. Zresztą, nawet „paramałżeństwo” kobiety i mężczyzny żyjących pod jednym dachem też nie zagraża bezpieczeństwu par małżeńskich. Podobnie jak nie zagraża im związek dwójki homoseksualistów. A o zbawienie dusz „grzeszników homoseksualistów”, zatroszczą się, albo i nie, oni sami i nie jest zadaniem w świeckim państwie na siłę uszczęśliwianie ich „przyszłym zbawieniem” przez pana Gowina.

Jasne jest dla mnie, ze nie o żadną tam konstytucję tu chodzi, o związki niczego w niej nie łamią. Chodzi o katolicyzm, Kościół, to jest zadośćuczynienie żądaniom Kościoła w Polsce. Chodzi też o szantaż premiera Tuska dokonywany przez „skrzydło Gowina”, a dotyczący rozłamu, a w konsekwencji rozpadu Platformy Obywatelskiej. Premier Tusk przegrał z kretesem tę batalię i dziś, tak naprawdę Gowin trzyma Platformę w kupie a nie premier Tusk. Zresztą, pewność siebie Gowina znacznie wzrosła, co widać gołym okiem i gołym okiem widać, że Donald Tusk jest zakładnikiem Jarosława Gowina i jego „Gdsonów”.

Można by to zrozumieć: wiara, Kościół, itp., są siłą sprawczą upadku ustawy o związkach partnerskich oraz odrzucenia proponowanego „poprawionego” projektu. Ale po c ściemniać? A nawet kłamać w żywe oczy? Słyszymy narzekania, że młodzież jest coraz mniej wyedukowana, że w porównaniu z rówieśnikami sprzed trzydziestu lat ich wiedza jest znikoma, itd. Ale czy można się temu dziwić, skoro nawet rządzący mówią prosto w oczy, że czarne jest białe? Bo czym innym jest łżenie w żywe oczy o tym, że związki partnerskie są niezgodne, sprzeczne z konstytucją?

andy lighter

Wałęsa się odgraża

Prezydent Lech Wałęsa, w kolejnym wywiadzie telewizyjnym zapowiedział, że policzy swoje ewentualne straty i nie daruje, jeśli okaże się, że w ogóle są. Straty za utracone, wynegocjowane wcześniej zagraniczne kontrakty. Lech Wałęsa uważa, że to homoseksualna mniejszość walcząc o swoje prawa, „odebrała mu” te kontrakty. Co prawda ma następne cztery pod ręką, ale te są dopiero negocjowane. Bilans zysków i strat jest więc, póki co, sprawą otwartą.

Najdziwniejsze jest jednak to, że Pan Wałęsa chce „mścić się” na homoseksualistach za swoje własne, wypowiedziane publicznie, słowa. Na proste pytanie dziennikarza „czy homoseksualiści powinni siedzieć w ostatnich ławach w sejmie”, równie prosto z mostu odpowiedział, że „oczywiście tak, a nawet za murem”. I żadne dorabianie do tych słów filozofii, pt. „Nie chciałem ograniczać praw mniejszości. – To nieprawda. Ja powiedziałem tak, że zawsze moim marzeniem było, aby odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, szczególnie w parlamencie”, tego nie zmienią. Dla mnie bowiem i dla wielu „normalnie” myślących, jego słowa oznaczały tyle, że „skoro są mniejszością, to mają siedzieć cicho”. Co ciekawe, Pan Lech Wałęsa oświadcza, że jest za związkami partnerskimi. Dziwne, bo dwa tygodnie temu miałem dokładnie odwrotne wrażenie.

Skoro Pan Prezydent uważa, że miejsca w sejmie powinny odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, to po jaką cholerę nam wybory? Wystarczy popatrzeć w statystyki, sondaże i wyznaczyć: tylu i tylu zwolenników Kaczyńskiego, tylu Tuska, Palikota, Millera, itd. Każdy ma przecież inny program, a więc i zwolenników. Tylko, że wybory na tym nie polegają. Polegają na frekwencji. Wiadomo, że platformersi na wybory nie chodzą gremialnie, a palikotowcy i owszem. Czy Panu Prezydentowi Wałęsie marzy się wyręczanie wyborców? Aż ciśnie się na usta (na klawisze) „Nie o take Polske walczyłem, żeby statystyki wyręczały ludzi”.

Ciekawe czy artykuł w amerykańskiej edycji „Newsweeka” to też sprawka polskiej mniejszości homoseksualnej. Artykuł, w którym dziennikarz napisał, że Lech Wałęsa sam psuje własną reputację. Oczywiście autor odnosi się do wywiadu telewizyjnego Wałęsy sprzed dwóch tygodni. Wałęsa na konto mniejszości chce też dopisywać inne straty. Np. ewentualne bojkotowanie filmu „Wałęsa”, Andrzeja Wajdy, czy też zmianę nazwy ulicy Lecha Wałęsy w najbardziej kosmopolitycznym mieście Ameryki, San Francisco.

Wracając jeszcze do spraw finansowych Pana Wałęsy.., zadziwiające jest jak bez ogródek, bez wstydu mówi on o swoich pieniądzach. Wręcz rzuca się w oczy jego finansowa małostkowość. Wałęsa „cieszy się”, że dzięki książce jego żony nie musi już dokładać na utrzymanie i liczy na to, że w związku z tą książką i jemu „coś skapnie”. Panie Prezydencie Wałęsa, czy nie czuje Pan, że byłemu prezydentowi, jakby nie było, ustawionemu „do końca”, taka małostkowość nie przystoi? Wiem wiem, dzieci, itd. Ale czy nie powinien Pan uczyć dzieci „patriotyzmu poprzez pracę”?

_____

No cóż, Wałęsa nawraca się na zwolennika związków partnerskich, inni odwrotnie, zaostrzają retorykę w odniesieniu do mniejszości homoseksualnych. Np. pani Joanna Szczepkowska, znana (niegdyś) aktorka. I jak na mój nos, słowo „niegdyś” jest kluczowe w jej poglądzie na temat mniejszości homoseksualnych.

Pani Szczepkowska od jakiegoś czasu walczy z wiatrakami na polskich scenach teatralnych. Najpierw kłóciła się z jakimś reżyserem, który nie robi regularnych prób, potem pokazuje pośladki na scenie, choć w takim wieku już nie wypada, nawet w proteście, potem jakieś kłótnie z Jandą, a teraz jest wśród uciśnionych przez lobby homoseksualne, które rządzi w teatrze. Jednym słowem, same nieszczęścia spadają na panią Joannę. A może to nie nieszczęścia, tylko o doskonale znaną w środowisku konfliktowość wygasłej gwiazdy chodzi? A może niewypełniona misja? Przecież wiadomo, że ma misję, to ona wypowiedziała słynne: Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. A potem jakoś nic… „głośno” nie powiedziała. A misja wzywa! Bo inni aktorzy jakoś nie dostrzegają w teatrze rządów homoseksualnego lobby.

andy lighter