Nieszkodliwy żart

Jedna z Prokuratur Rejonowych w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie wypowiedzi reżysera-dokumentalisty Grzegorza Brauna. Słowa Grzegorza Brana wypowiedziane w warszawskim Klubie Ronina, wstrząsnęły polską opinią publiczną po upublicznieniu ich w listopadzie ubiegłego roku.

„No powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów „Gazety Wyborczej”, ze dwa tuziny pracowników (…) TVN-u, nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli, (…) jeżeli się tego nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma” – dedukuje Braun, uświadamiając zachwyconą, ultraprawicową publiczność.

Braun Braunem, ale powód i uzasadnienie umorzenia sprawy, podane przez prokuraturę, po prostu zdumiewa. Powodem bowiem umorzenia postępowania jest brak znamion czynu zabronionego. Prokuratura uzasadniła swoją decyzję stwierdzeniem, że Braun nie nawoływał do zbrodni, a tylko sobie żartował. Dalej prokuratura twierdzi, że nikt nie wziął słów Brauna poważnie a widownia reagowała śmiechem.

I tu moje zdziwienie z powodu decyzji prokuratury sięga zenitu, ponieważ słuchając wielokrotnie nagrania z owego spotkania słyszałem nie tylko śmiech, ale również oklaski i okrzyki wyrażające zachwyt. Ciekawy jestem, na jakiej podstawie prokuratura wyrokuje sposób, w jaki odebrano słowa Brauna. Ja np. pamiętam, że byłem przerażony i nie bez obaw „oczekiwałem” na wieści o jakimś psycholu z bronią, podobnym do Cyby w Łodzi. Właśnie po przypadku Cyby, nasz wymiar sprawiedliwości powinien kłaść szczególny nacisk na przejawy mowy nienawiści i, jak to nazywa prezes Kaczyński, przemysłu pogardy.

Nie sposób nie przyznać racji Tomaszowi Sekierskiemu, któremu decyzja prokuratury, podobnie jak mnie, się nie podoba i który stwierdza: Rozumiem, że odebrano by poważnie, gdyby ktoś przyszedł pod siedziby TVN i „Gazety” i zaczął strzelać”.  No bo jak to jest z tym prokuratorski wyrokowaniem, co jest żartem, a co nie jest. Co jest poważne, a co nie. Co do tego ostatniego, przypominam sobie, że skierowanej przez posła Mularczyka do sądu skargi o obrazę ducha świętego przez posła Palikota, prokuratura  nie uznała za „niepoważne”. Ciekawe czy prokuratura stosuje do „mierzenia” poważności i niepoważności jakichś algorytmów, przeliczników, mnożników…(?)

Naprawdę zadziwia mnie świetne samopoczucie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Kiedy ma monopol na określanie poważności i niepoważności działań i słów „podejrzanych o popełnienie…”, kiedy zatarcie wszystkich śladów i dowodów mających służyć wykryciu przestępstwa uznaje za nieistotne dla sprawy, kiedy rozkręca się całą machinę sądowniczą dla zajmowania się kompletnie nieistotnymi sprawami, itd., itp. Zadziwia, chociaż przecież nie powinno, przypominam sobie bowiem, że oprócz Białorusi, Polska jest jedynym krajem, gdzie sędziowie i prokuratorzy są wyposażeni w niezbywalne, praktycznie bez względu na jakość wykonywania swoich obowiązków (praktycznie bez względu na wszystko), dożywotnie przywileje.

Jednak działania prokuratury, sądów i całego wymiaru sprawiedliwości mnie zadziwiają. To dobrze, bo gdybym do tego przywykł i przechodził do porządku dziennego, oznaczałoby to moją akceptację i brak wiary. Póki co, mam jeszcze wiarę w poprawę działań przedstawicieli naszej Temidy.

To dobrze? Czy źle? Sam nie wiem.

andy lighter

_____

Ten sam wpis opublikowany jest na moim innym blogu. Tzn. takim samym, tylko gdzie indziej: Wyjście z mroku
Wkrótce opuszczę (chyba) WordPressa na rzecz tamtego bloga.
Jeśli chcesz wypromować moją notkę, zrób to pod wyżej wskazanym adresem URL.

Charakter

Wody w rzekach przybywa i sytuacja robi się mało przyjemna. W Polsce wschodniej stany alarmowe znacznie przekroczone są na Bugu i w innych rzekach z dorzecza Wisły.

Mieszkają tam jednak ludzie… wyjątkowi. Ludzie z charakterem. Kolonia Hanna w Lubelskiem. Kilka gospodarstw jest odciętych od świata. Dziennikarz pyta mieszkańców, czy dają radę.

Dają, póki co wadery wystarczają, żeby się przemieszczać, jak przybędzie jeszcze 10 cm, zostanie tylko transport łodzią. Mają zapas jedzenia i picia. Zwierzęta też i póki co zwierzęta mają sucho. Będzie dobrze, za kilka godzin minie fala kulminacyjna. Pewna kobieta wysiada z łodzi i idzie do domu. Dziennikarz zauważa, że opał (drewno) jest mokre. Eee, mam, mam suche drewno, wystarczy. Jedzenie i picie też mamy, będzie dobrze. Dawno nie było takiej wody, w 2010 było mniej, ale trzeba sobie poradzić.

Nie przelewa się tym ludziom, to widać gołym okiem, chociaż widać też, że „żebrakami” nie są. Są twardzi, samodzielni i… mają respekt przed żywiołem.

I kiedy oglądam, słucham tych ludzi, przypomina mi się paprykowe bydle, to sprzed trzech lat, które z pazerności nie ubezpiecza intratnego interesu, i ma czelność, korzystając z politycznej bijatyki pytać „Jak żyć panie premierze? Jak żyć?”.

Ty skurwielu! Ty złodzieju (nie ubezpieczając upraw okradasz państw, żebrząc o zapomogę)! Ty szmato! Jedź do Hanny i zapytaj tamtych ludzi: „Jak żyć?” Tacy właśnie ludzie, nie wołający: „to wina Tuska”, nie lecący do opieki społecznej, tylko rozumiejący żywioł, raz z nim wygrywający, raz przegrywający, godni są pokazywania, a ich postawy godne są propagowania. Zamiast takich cwaniaków, kłamców i sępów, jak paprykarz Kowalczyk, pytający :”Jak żyć”, czyli tak naprawdę „Jak kraść, lawirować i sępić państwo dalej, panie premierze?”.

andy lighter

_____

Ciekawe kto podłożył te bomby w Bostonie. Czy muzułmanie, czy jakiś kolejny, amerykański świr, bo ci ostatni zdają się prześcigać teraz w ilości zabitych i rannych i w głośności „bum”.

_____

Wkrótce mam zamiar wrócić na platformę Blox.

Życie nie jest bezcenne

Wszyscy znamy slogany, wielu uważa(ło), że słuszne, prawdziwe: „życie nie ma ceny”, „życie jest bezcenne”, „żadne pieniądze nie zwrócą życia bliskiej osoby”. Nic z tego. Są tacy, którzy wyceniają sobie życie, swoich bliskich i swoje własne, a tym kimś są oczywiście rodziny ofiar smoleńskich.

Rusza właśnie lawina wniosków rodzin ofiar o odszkodowania. Do MON i bezpośrednio do sądów. I odszkodowania te nie mają nic wspólnego z otrzymanymi już (wynegocjowanymi) od państwa odszkodowaniami w wysokości 250 tys. zł, w ilości 270 ugód. Były to bowiem „zadośćuczynienia za krzywdy niemajątkowe”, czyli, kolokwialnie pisząc „straty moralne”. Państwo, czyli mnie i Ciebie, kosztowało to prawie 68 mln zł.

Tym razem chodzi o zadośćuczynienia za straty materialne. Czyli inaczej, za pogorszenie się sytuacji materialnej rodzin ofiar katastrofy. I w tym miejscu, przyznam, mnie ruszyło. Dochodzą słuchy, że niektóre osoby chcą odszkodowań w wysokości nawet do półtora miliona zł(!)

Nietrudno pomyśleć, że niektóre, np. żony (to tylko ewentualny przykład, nie żadna wiadomość), „policzyły” sobie ewentualny dochód męża (np. męża), aż do emerytury i później, do „przewidywanej” daty naturalnej śmierci. Świetny sposób na wyliczenie sobie wysokości emerytury – będę musiał nad tym popracować i wysłać do ZUS-u propozycję mojego dochodu, aż do ewentualnej śmierci.

„Rodziny smoleńskie”, a przynajmniej spora ich część, postanowiły ukarać państwo, czyli obywateli, za to, że zginęli ich bliscy.

A więc ja domagam się od państwa, żeby te rodziny mnie nie karały.

  • Domagam się, żeby ukarały pilotów, za ich ewidentny błąd w sztuce, a raczej serię błędów.
  • Domagam się, aby ukarały gen Błasika, który jako pierwszy, będąc przełożonym pilotów, powinien stanąć w obronie życia prezydenta i zakazać (nawet z użyciem broni – choć sam jej nie miał, mógł zażądać od młodszych oficerów BOR – ja bym tak zrobił, desperacko broniąc życia głowy państwa, to obowiązek oficera) lądowania.
  • Domagam się, aby ukarały kancelarię byłego prezydenta i samego Lecha Kaczyńskiego za to, że na pokładzie prezydenckiego samolotu znalazło się tyle niebędących związanymi z wykonywaniem przez prezydenta obowiązków, osób, które „nie miały prawa” (z punktu widzenia logicznego i odpowiedzialnego myślenia), się tam znaleźć.

Inaczej rzecz nazywając, domagam się od prokuratury r z e t e l n e g o(!!!)  i prawdziwego, a nie pozorowanego śledztwa, dziś bowiem wiadomo, że prawdziwi winni, jako, że nie żyją, nie będą wskazani jako winni (bo nie wypada winić zmarłych), o ukaraniu nie wspominając. Całe więc to śledztwo prokuratury, jest warte funta kłaków, od początku do końca.

Zapłacę, jako państwo, hienom ich odszkodowania. Pod warunkiem. Jeśli prawdziwi winni katastrofy smoleńskiej, zostaną wskazani i ukarani. Prawdziwi winni nie „dostarczą swoim bliskim zabezpieczenia do końca życia. Tak jak kierowca, świadomie i z premedytacją pchający się pod koła ciężarówki, spowodowawszy wypadek z ofiarami śmiertelnymi, nie zabezpiecza bytu swoim bliskim, jako winny śmierci innych ludzi.

A swoją drogą, ciekawy jestem dlaczego samolot rządowy nie był ubezpieczony? To chyba kolejny, typowo polski wynalazek, żeby nie ubezpieczać samolotu VIP-ów. A niech by „szarak” nie wykupił OC na samochód, dowiedziałby się jasności przy pierwszym „napotkanym” patrolu drogowym.

Wiem, wiem. Jestem świnia, bo o umarłych źle się nie mówi, a poza tym oni stracili bliskich i im się należy. A niech im się należy! A niech się nie mówi! Tylko niech to niemówienie nie oznacza zamykanie ich ust moimi, Twoimi, naszymi  pieniędzmi. Bo nie kto inni, tylko oni będą za chwilę najgłośniej krzyczeć o niedożywionych dzieciach i o tym, że to wina Tuska.

andy lighter

Rozeznanie

czyli…, niektórzy wiedzą, co jest grane.

Doskonale pamiętam jak ubawiały mnie nie tak przecież dawno, słowa Jarosława Kaczyńskiego, który coś tam wie, ale nie może powiedzieć co i skąd wie, ale wie. Jego „wiem, ale nie powiem” było/jest powszechnie znane i budziło śmiech, albo wkurzenie.

Dziś Kaczyński ma swoich znakomitych naśladowców i jak nietrudno się domyśleć, chodzi mi o śledczego Macierewicza. Ale nie tylko. Po blisko trzech latach badań, mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności, czy prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne” – zapewnia tropiciel wypełnione po brzegi sale kinowe, teatralne, świetlice i kluby. Wypełnione słuchającymi z wypiekami na twarzach, jego sensacyjno-kryminalnych opowieści, ludźmi.

Macierewicz jednak mnie nie zdziwił, wszak, jak się okazuje, katastrofa smoleńska, raport i różne wykłady, odczyty – seanse kryminalne to dla Macierewicza kura, znosząca złote jaja, czyli biznes. Zdziwiła mnie za to, chociaż właściwie, to nie wiem do końca czy aż tak mnie zdziwiła, znana aktorka, Anna Chodakowska.

W dyskusji prowadzonej w Polsat News, kiedy jeden z dyskutantów (Robert Leszczyński – od Palikota) stwierdził, że dla niego katastrofa smoleńska jest wyjaśniona, pani Anna odpowiedziała: „(…) Mam rozeznanie. Wiem, na czym polega blef śledztwa Millera i blef śledztwa MAK-u”. Oczywiście, jak mniemam, pani Chodakowska ma rozeznanie, przeczytawszy raport Macierewicza. No bo niby skąd…, od Putina?

Nikt w tym kraju nie ma rozeznania, nawet Macierewicz się gubi, zaprzeczając sam sobie co i rusz, a pani Ania ma rozeznanie.

I kiedy słyszy się takie coś, albo czyta, to nie wiadomo, śmiać się , czy płakać? Koń, to by się uśmiał z pewnością. Bo widać, że dżuma zatacza coraz szersze kręgi, na szczęście jednak tylko (chyba) w wybranych środowiskach, bo dane ogólne świadczą o czymś innym. W raport Macierewicza wierzy 22%, a w raport Millera prawie 40, wg sondażu TNS dla programu „Forum” w TVP Info.

   

Sondaż przeprowadzono 10,11 kwiecień 2013 na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

Sondaż TNS przeprowadzono 10,11 kwietnia 2013 na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

Coś więc to rozeznanie pani Chodakowskiej, pana Macierewicza i innych profesorów Biniendów i Nowaczyków, szwankuje. Albo inaczej: większość ludzi, rozeznanie tej pani i tego pana i tych państwa, mają głęboko w poważaniu.

andy lighter

Nie wiem, jaki dać tytuł

Jeżeli człowiek, który najbardziej ze wszystkich w tym kraju polityków po roku 89., po 80, a nawet po 70, pogardza ludźmi myślącymi inaczej niż brzmi jego obłąkana smoleńska ideologia i tych pogardzanych oskarża o przemysł pogard, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Jeżeli polityk, który otwarcie przyznaje, że wierzy w zamach a ci, którzy nie wierzą, żyją jak w sekcie, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Ten pierwszy to Kaczyński, a drugi Hofman. Najciekawsze jest to, że już po kilkunastu, kilkudziesięciu dniach po katastrofie, wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS, takich jak Brudziński, Hofman właśnie, Kurski, Kamiński (tak, tak, ten wywalony Kamiński, zresztą, obydwaj), opinia publiczna zaczęła „oskarżać”, to może za duże słowo, ale dostrzegać u nich język nienawiści. Po wyborach prezydenckich w 2010. dla wszystkich rozsądnie myślących w tym kraju stało się jasne, że PiS posługuje się językiem nienawiści. A kiedy Macierewicz rozpoczął swoją obłąkańczą misę wyjaśnienia przyczyn zamordowania prezydenta Kaczyńskiego, przemysł pogard PiS-u rozwijał się w oszałamiającym tempie. I dziś osiągnął swoje apogeum, chociaż to nie jest jeszcze ostatnie słowo.

Już podczas walki w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, normalnie, rozsądnie myśląca część opinii publicznej, zaczęła nazywać tych ludzi wyznawcami. Najpierw Lecha Kaczyńskiego. Później, kiedy zaczęły się marsze z pochodniami, takie same jak w latach trzydziestych w Niemczech, kiedy zaczęto śpiewać zmienioną pieśń religijną i wołać „Jarosław, Polskę zbaw”, Jarosława Kaczyńskiego. Stało się jasne dla społeczeństwa (tak pozwolę sobie nazywać rozsądną część obywateli), że ci ludzie wyznają religię smoleńską i są członkami tej sekty.

A było to ponad dwa i pół roku temu.

Prezes Kaczyński niemal od razu połapał się w tym, że najskuteczniejszą obroną jest atak i bardzo szybko zaczął odwzajemniać oskarżenia o mowę nienawiści, później o przemysł pogardy. Zadziałało – media natychmiast o kupiły i zaczęła się historia ”O dwóch takich, co używają wobec siebie mowy nienawiści”. Kompletnie fałszywa historia, kompletnie niesprawiedliwa, bo absolutna większość polityków wszystkich opcji (w tym partii rządzącej i samego Tuska) obchodziła się i obchodzi z Kaczyńskim, jak z przysłowiowym jajkiem. Pojedynczy politycy, jak Palikot, Niesiołowski, czasem Halicki i sporadycznie jacyś inni, powiedzieli coś ostrego, czy bardzo ostrego na jego temat. Tymczasem PiS, całą niemal ławą atakował rząd, prezydenta, polityków PO i media i to wytaczając działa potężnego kalibru. Do dziś pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego media wymyśliły historię „O dwóch takich, co…” i z uporem maniaka opowiadają ją do dziś.

Ponieważ numer z mową nienawiści i przemysłem pogardy zadziałał, nie tylko w mediach, ale również w głowach Polaków, zresztą, właśnie dlatego w ich głowach, że w mediach, Hofman wyskoczył ostatnio z sektą. Media jakie są, każdy widzi i jest dla mnie jasne, że już wkrótce powstanie w nic nowa historia. Historia ”O dwóch sektach, co posługują się wobec siebie mową nienawiści”. I znów będzie kompletnie fałszywie i kompletnie niesprawiedliwie.

Ale ja powiedział pewien, samozwańczy zresztą, klasyk gatunku „Media pokazują to, co widzowie chcą oglądać”, zakłamując indoktrynowanie przez siebie (te media) owych telewidzów, według przewidywanych zysków z reklam, uzależnionych od programowego menu.

Bezwstydnie więc PiS kradł, kradnie i będzie kradł oskarżenia pod swoich adresem, przekierowując je na przeciwników. Co tam przeciwników, nazwijmy rzecz po imieniu: śmiertelnych wrogów.

Swoją drogą, nazywanie „wiedzą”, opieranie się się na dowodach „uczonych najwyższej, światowej klasy” i nazywanie „wiarą – sekciarstwem”, opieranie się na raporcie stworzonym przez specjalistów od katastrof lotniczych, to dla mnie jakiś matrix, jakieś… sen, czy coś…

Media odgrywają w naszej dzisiejsze rzeczywistości pierwszoplanową role. Nie dlatego że pokazują te obłąkańcze rocznice i inne pisowskie konferencje. Nie dlatego, ze zapraszają do swoich stacji, gazet i rozgłośni tych ludzi i pozwalają im mówić. Ale dlatego, że nierzetelnie, nieuczciwie pokazują, przekazują, relacjonują i komentują rzeczywistość. Idzie mi oczywiście o relacje PiS – „reszta świata”.

andy lighter

„Święto PiS-u”

Dziś już wiadomo, że 10. kwietnia każdego roku, jest kolejnym świętem państwowym: „Dniem PiS-u”. Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie zapowiedziało zajęcie Krakowskiego Przedmieścia na cały dzień i zażądało, żeby im nie przeszkadzać. Ze wstydem przyznaję, że, niestety, władze państwowe i warszawskie „przyjęły to do wiadomości”. Zupełnie jak w powiedzeniu: „Pan każe, sługa musi”.

Obchody zaczęły się zresztą wcześniej. Oto już 8. kwietnia wdowa po generale Błasiku opowiadała, jak to zbezczeszcza się pamięć jej męża, jak on dbał o lotnictwo, jak nie ulegał żadnym politykom, wykłócając się o dobro swoich podwładnych. Pani generałowa zapewne przez zapomnienie nie dodała, że jej mąż nie zrobił nic po katastrofie w Mirosławcu, że jej mąż był ulubieńcem prezydenta, czego dowodem są jego niespotykanie szybkie awanse, że wbrew wszelkim procedurom, jej mąż, a nie kapitan samolotu meldował prezydentowi gotowość samolotu do startu.

A minister kultury na to, że wdowy, rodziny mają szczególne prawo do bólu…, itd. Państwo zresztą idzie dalej. Dużo dalej. Zarówno komisja Milera, jak i prokuratura. W cudowny sposób zniknęły promile z organizmu gen. Błasika, chociaż wiadomo, że będąc bliskim współpracownikiem innego generała, charakteryzującego się koloratką zamiast krawata abstynentem być nie mógł, a w tym feralnym locie nawet nie musiał. W ciele prezydenta promili w ogóle nie było, chociaż wiadomo, że poprzedniego wieczora, do późna, nieźle zabalował (z doświadczenia wiem, że promile nie mają zdolności ani ochoty, szybko organizm człowieka opuszczać). Państwo (prokuratura z pomocą Instytutu Ekspertyz Sądowych Sehna) zadbało o to, aby z czarnych skrzynek, w cudowny sposób zniknął głos generała Błasika, nie tylko jako nierozpoznany, ale w ogóle głos zniknął. W nagrodę Instytut dostał dofinansowanie.

Państwo (prokuratura) w ogóle pomija wątek odpowiedzialności za lot z 10. kwietnia Kancelarii Prezydenta, BBN-u, przerzucając ją (tę odpowiedzialność) na Kancelarię Premiera i UOP. W ogóle nie jest ruszana kwestia odpowiedzialności za listę pasażerów feralnego lotu. Nawet gdyby… (przepraszam, ale skoro tak miało być…), zginęła para prezydencka i kilka osób, ok. 90, 80, dalej by żyło. Nigdzie na świecie, nigdy, nie zdarzyło się, aby prezydent jakiegokolwiek kraju brał na pokład samolotu, którym ma lecieć, tylu VIP-ów. Jedynie prezydent RP, ten prezydent – Lech Kaczyński, tak potrafił. Zresztą, praktykował już z VIP-ami z innych krajów, w dodatku zabierając ich na teren objęty wojną. Wyjątkowy cynizm, wyjątkowa buta, wyjątkowa „ważność”. Te cechy były zresztą jego znakiem firmowym.

Nie mogę pojąć, dlaczego tej ostatniej kwestii nie rozumieją niektóre rodziny ofiar katastrofy, nie tylko nie artykułując pretensji do byłego prezydenta i jego ludzi, ale jeszcze bijąc mu pokłony i śpiewając mu hymny pochwalne. Przecież ich krewni zginęli przez tych ludzi!

Można by tak jeszcze długo ciągnąć, ale na koniec ograniczę się do jeszcze jednego zaniechania państwa (prokuratury). W ogóle nie mówi się o odpowiedzialności żyjących ludzi prezydenta: Dudy, Waszczykowskiego, Sasina… Ten ostatni, jak się okazuje, pojechał tam jako „turysta” i kontaktował się z Konsulem RP,  jako wysłannik posła na sejm, Jarosława. Sasin miał psi obowiązek zajmować się wszystkimi ofiarami, a w szczególności prezydentem (co „robił’ – kontaktowanie się z Konsulem, to trochę mało) i „ludźmi prezydenta”. To samo dotyczy bezczynności pozostającego w kraju zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Waszczykowskiego, który od dnia katastrofy przychodził do pracy i…, no właśnie, i co? Aż ciśnie się pod palce wystukanie: „chowa…”. Oczywiście nigdy się nie dowiemy czy moje wywody są racjonalne. Wszak państwo o to zadba.

Ciekawy jestem, co robili jeszcze przez miesiąc w pracy, pracownicy kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oprócz „sprzątania” oczywiście.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy rano rozpoczęto Dzień PiS-u słowami hymnu:

„Marsz, marsz Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem”.

Przecież jasne jest, że powinno być: „Marsz, marsz Kaczyński, z ziemi polskiej do Wolski…”. Że co, że się nie zgadza? Przecież oni mają wprawę w „unowocześnianiu” tekstów najważniejszych pieśni.

Święto PiS-u jest świętem smutnym, ale oni takie właśnie lubią najbardziej.

andy lighter

Gowin „mija się z prawdą”

Właściwie powinienem napisać, że kłamie, ale wiadomo, ze politycy nie kłamią, czasem tylko mijają się z prawdą.

W studio telewizyjnym, minister Jarosław Gowin odrzuca możliwość poparcia dla kompromisowego rozwiązania zawartego w nowym projekcie ustawy o związkach partnerskich, przygotowywanego przez posła Artura Dunina. Ów kompromis polegać miałby na tym, ze związek małżeński nie byłby zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego, jak proponował poprzedni, odrzucony projekt, ale u notariusza. Gowin, argumentując swój sprzeciw dla tego projektu posługuje się kłamstwem.

– Nie ma sensu dokonywać zamachu na polską konstytucję i na zdrowy rozsądek – stwierdza minister sprawiedliwości. Nazywa też związki partnerskie „paramałżeństwami” i dodaje, że taki kompromis nie znajdzie również poparcia konserwatywnego skrzydła Platformy i samego premiera Tuska, podzielającego jego (Gowina) argumentację. Co mnie szczególnie denerwuje, Gowin, jak i zresztą pozostali konserwatyści z Platformy, z uporem maniaka powtarzają hasło „małżeństwa homoseksualne”, czy też ostatnio „paramałżeństwa homoseksualne”. Choć wiadomo, że związki homoseksualistów stanowią niewielki procent spośród wszystkich nieformalnych związków partnerskich.

Sprawa rozbija się o artykuł 18 Konstytucji RP. Jak brzmi ten najbardziej znany w ostatnim czasie artykuł w Polskie Konstytucji?

Art. 18.

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Jest w tym zdaniu kilka podmiotów

  • Małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny
  • Rodzina
  • Macierzyństwo
  • Rodzicielstwo

Czym są w zdaniu podmioty poprzedzielane przecinkami? Każdy z podmiotów jest innym rzeczownikiem, mającym inne znaczenie, przedstawiającym inną „rzecz”, inną czynność, inną grupę, itd., które są wyliczane, wymieniane, ale nie oznaczają tej samej rzeczy, czynności, grupy, itd.

Tak więc czym innym jest, w rozumieniu Konstytucji RP małżeństwo, jakoż wiązek kobiety i mężczyzny, czym innym rodzina, czym innym macierzyństwo i czym innym rodzicielstwo. Łączy je jednak jedno: Szczególna ochrona i opieka Państwa.

Gdzie w tym artykule „związek partnerski” miałby łamać konstytucję, bóg raczy wiedzieć. Nie ma w niej ani słowa o związkach partnerskich, ani w złym kontekście, ani w dobrym. Nie wiem też na jakiej podstawie pan Jarosław Gowin związki partnerskie nazywa „paramałżeństwami”. Związek partnerski to związek partnerski i nic poza tym. Dwie starsze panie, żyjące razem, żeby było taniej i bezpieczniej nijak nie pasują do statusu para małżeństwa. Zresztą, nawet „paramałżeństwo” kobiety i mężczyzny żyjących pod jednym dachem też nie zagraża bezpieczeństwu par małżeńskich. Podobnie jak nie zagraża im związek dwójki homoseksualistów. A o zbawienie dusz „grzeszników homoseksualistów”, zatroszczą się, albo i nie, oni sami i nie jest zadaniem w świeckim państwie na siłę uszczęśliwianie ich „przyszłym zbawieniem” przez pana Gowina.

Jasne jest dla mnie, ze nie o żadną tam konstytucję tu chodzi, o związki niczego w niej nie łamią. Chodzi o katolicyzm, Kościół, to jest zadośćuczynienie żądaniom Kościoła w Polsce. Chodzi też o szantaż premiera Tuska dokonywany przez „skrzydło Gowina”, a dotyczący rozłamu, a w konsekwencji rozpadu Platformy Obywatelskiej. Premier Tusk przegrał z kretesem tę batalię i dziś, tak naprawdę Gowin trzyma Platformę w kupie a nie premier Tusk. Zresztą, pewność siebie Gowina znacznie wzrosła, co widać gołym okiem i gołym okiem widać, że Donald Tusk jest zakładnikiem Jarosława Gowina i jego „Gdsonów”.

Można by to zrozumieć: wiara, Kościół, itp., są siłą sprawczą upadku ustawy o związkach partnerskich oraz odrzucenia proponowanego „poprawionego” projektu. Ale po c ściemniać? A nawet kłamać w żywe oczy? Słyszymy narzekania, że młodzież jest coraz mniej wyedukowana, że w porównaniu z rówieśnikami sprzed trzydziestu lat ich wiedza jest znikoma, itd. Ale czy można się temu dziwić, skoro nawet rządzący mówią prosto w oczy, że czarne jest białe? Bo czym innym jest łżenie w żywe oczy o tym, że związki partnerskie są niezgodne, sprzeczne z konstytucją?

andy lighter

Kościół w Polsce jest skromny i pokorny

Może w Kościele są księża, którzy mają luksusy, ale większość z nas żyje skromnie i pokornie – stwierdza kardynał Gulbinowicz, oceniając „zamożność” naszych duchownych. Dążenie papieża Franciszka do odbizancyjnienia Kościoła, nie powinno więc dla polskich duchownych większym problemem.

Kadzenie hierarchów i funkcjonariuszy Kościoła woła doprawdy o pomstę do nieba. Kardynał naprawdę nie ma chyba pojęcia na jakim świecie żyje, albo „pali głupa”. I nic tu nie tłumaczą jego słowa o tym, jak to potrafił przeżyć za 200 złotych cały miesiąc. Bo ja potrafiłem przeżyć za stówę. Jeść dała matka, spanie też, ubranie kupiła, bo przecież synek musi mieć co ubrać, jeszcze na piwo dała, jak ładnie poprosiłem. Ciekawy jestem, gdyby zabrać kardynałowi jego wikt i opierunek, czy przeżył by za 1000 złotych? Oczywistym jest więc, że te całe 200 złotych to zwykły kit i kłamstwo. No, może… mijanie się z prawdą. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie: może w Kościele są księża żyjący skromnie i pokornie, ale większośc ma luksusy. Oczywieście większe lub mniejsze, ale ma.

Tygodnik „Wprost” znów przeprowadza „bezpardonowy atak na Kościół Katolicki” odsłaniając inne niż nadużywanie alkoholu oblicze abpa Głodzia. Oblicze jak ulał „pasujące” do gulbinowiczowej skromności polskich duchownych Kościoła Katolickiego. Ot dochody „prywatne” abpa Głodzia wynoszą 14,5 tys. złotych co miesiąc. Z tymi dochodami abpa Głodzia to w ogóle ciekawa sytuacja jest.

Otóż Głódź otrzymuje 10 tys. emerytury wojskowej – generalskiej i 4,5 tys. wynagrodzenia kościelnego. Kościelna pensja mnie nie obchodzi, ale generalska emerytura…, jak najbardziej.

Abp Głódź, odbył dwuletnią służbę zasadniczą jeszcze jako kleryk w latach sześćdziesiątych. Na początku 1991. został mianowany przez papieża biskupem polowym Wojska Polskiego. Dwa miesiące później został generałem brygady! Niech tam, wkurzają mnie takie „szybkie” awanse, ale nie mój cyrk, nie moje małpy. Inną kwestią jest wysokość generalskie emerytury. W wojsku, po odsłużeniu nieprzerwanie 15. lat, można otrzymać emeryturę w wysokości 40 % ostatniej wojskowej pensji. Tymczasem gen. Głódź odsłużył 13 lat i otrzymał 75 %. Z tego co wiem, pełna emerytura (75 %) przysługuje w wojsku po odsłużeniu 30 lat. Mniemam, że w związku z tym, abp Głódź otrzymał emeryturę specjalną. Nasze rządy lubią przyznawać emerytury i renty specjalne ludziom, którzy w żaden sposób na uczciwą emeryturę czy rentę nie zapracowali.

Mamy więc wyjaśnioną sprawę „skąd abp” bierze pieniądze na alkohol. Nie okrada wiernych – państwo robi to za niego. Innym objawem skromności i pokory naszego kleru są samochody i nieruchomości będące w jego dyspozycji. Nie, nie w posiadaniu, bo przecież dr dyr. Rydzyk, czy abp Gódź nic własnego nie mają. Czy owo skromne życie dotyczy użytkowników Maybachów za 2 mln złotych, Lexusów, Mercedesów i innych luksusowych samochodów za pół miliona i więcej?

Czy nie będzie problemem odbizancyjnienie Kościoła w Polsce, a szczególnie np. skromnienie liturgicznych szat duchownych? Rzecz jasna złota w przybytkach Pana Boga nie ubędzie, bo to znów, własność całego kościoła, a nie Kościoła.

I jeszcze o pokorze naszego Kościoła.

Chciałabym wszystkim przypomnieć, że Jezus wjeżdża dzisiaj do kieleckiego Jeruzalem i proponuje bezpośrednio obywatelom: nie kradnij, nie zabijaj, czcij ojca i matkę, bądź uczciwy – pouczał wiernych bp Kazimierz Ryczan, podczas mszy otwierającej zjazd Solidarności w Kielcach.

bp Kazimierz Ryczan. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

bp Kazimierz Ryczan. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Warto by było zapytać biskupa Ryczana czy nie było na mszy Tadeusza Rydzyka, ubogiego i skromnego zakonnika z Torunia. Jak bowiem powszechnie wiadomo, nikt w Polsce tak wspaniale nie czci swojej matki, nie brzydzi się kradzieżą i oszustwem jak ów zakonnik.  Dobrze by bowiem było nie tylko mówić o cnotach, ale i pokazywać przykłady. Najlepiej z własnego podwórka.

Otwórzmy bramy miasta Chrystusowi, wtedy u nas będą bezpieczni dzieci, starsi. To hasło brzmi jak Himalaje hipokryzji, kiedy w naturalnej, boskiej przystani dobra i bezpieczeństwa, właśnie dzieci narażone są na molestowanie, a starsi na zupełny brak empatii. O pokorze zaś bpa Ryczana mogą świadczyć słowa o naszej polityce: polscy lewacy wypożyczają naganiaczy, by kompromitowali krzyż. Trzeba być wyjątkowo butnym i bezczelnym, aby tak określać tych, którzy mają inne poglądy niż nasi duchowni katoliccy.

Nikt, bardziej niż sam kler, biskupi i hierarchowie Kościoła Katolickiego nie kompromituje „krzyża”.

andy lighter

Wasalizm

Poseł Roman Kotliński z Ruchu Palikota zadał w sejmie pytanie: Czemu ma służyć hołd i taka podległość wyrażana na arenie międzynarodowej”. Odpowiedzi udzielił Janusz Cisek, w imieniu MSZ. Odpowiedzi, która z pewnością nie zadawala pytającego i mnie również nie satysfakcjonuje.

Wasza Świątobliwość,

Z wielką radością pragnę przekazać Waszej Świątobliwości w imieniu Rządu Rzeczypospolitej Polskiej oraz moim własnym najszczersze gratulacje z okazji wyboru na Tron Piotrowy. Oby pełniona przez Waszą Świątobliwość posługa przyniosła wszystkim ludziom obfite owoce duchowe oraz przyczyniła się do pomnażania dobra, miłości i pokoju.

Pragnę jednocześnie zapewnić Ojca Świętego o woli i gotowości Polski do dalszego umacniania więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie.

Życzę Waszej Świątobliwości wytrwałości w pełnieniu misji kierowania Kościołem Powszechnym.

Donald Tusk
Premier RP

Napisał w depeszy premier Donald Tusk (podkreślenia moje). Z całym szacunkiem do premiera polskiego rządu – jeśli nie jest to wyrażenie podległości wasala, w stosunku do lennika, to co to jest? Tym bardziej, że nawet lenna nie ma, za to inwestytura, jak najbardziej. O jakim dalszym umacnianiu więzi mówi premier? O jakiej obronie? Czy to oznacza, że będziemy wysyłać wojsko (polskie, narodowe siły zbrojne) do Pakistanu, aby broniło kościołów palonych przez muzułmanów? Albo chrześcijan fałszywie oskarżanych przez mahometan o znieważanie islamu?

Rację ma Kotliński stwierdzając, że polski premier wysłał najbardziej „poddańczy”, może raczej „wazeliniarski” list spośród wszystkich innych przywódców państw europejskich i nie tylko europejskich. Cholera jasna, a gdzie racja stanu, ja się pytam? Gdzie ta, tak głośno obtrąbiana przez Donalda Tuska właśnie, silna pozycja Polski w Europie i na świecie?

To, że „dalsze umacnianie więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską” naszego kraju trwa widzimy na co dzień. Widzimy jak rząd zamienia Fundusz Kościelny na… no właśnie na razie nie zamienia, a potem będzie odpis od wiernych. Widzimy, jak Polska nie ma absolutnie żadnej, najmniejszej nawet korzyści z konkordatu, natomiast Kościół czerpie zeń pełnymi garściami.

Tutaj warto się zatrzymać, bo „mamy do czynienia” z bezpardonowym atakiem na Kościół. Jak wygląda ten atak? Otóż tak, że Kościół, choć czerpie pełnymi garściami z budżetu i z całej masy przyznanych przywilejów, próbuje, z sukcesami, czerpać z przywilejów nieprzyznanych, sam sobie je przyznając. Wszelki sprzeciw wobec samoprzyznawania sobie przywilejów, definiuje się w Polsce, jako „Bezpardonowe ataki na Kościół”.

walka z kościołem

Premier, pod dyktando wiernych synów Kościoła w osobie Gowina i jego popleczników zrezygnował z wysiłków usankcjonowania związków partnerskich, uznając, co jest wierutnym kłamstwem niezgodność projektów z konstytucją. Nie trzeba być konstytucjonalistą (wystarczy znać gramatykę języka polskiego), żeby to dostrzec. Zawarcie bowiem w zdaniu rzeczowników, podmiotów poprzedzielanych przecinkami oznacza ich wyliczanie, zbiór, a nie wzajemną tożsamość – równoznaczność. Nie chce mi się już nawet o krzyżach w sejmie, urzędach i szkołach (niedługo pewnie w autobusach i tramwajach będą), itd.

Czy w obliczu takich działań i takiego listu mogę przytaknąć słowom Janusza Ciska, stwierdzającego, że „Nie ma żadnych elementów poddaństwa, hołdu, ani tym bardziej potoków wazeliny” w liście, a co gorsza, w działaniu polskiego rządu? Nie mogę. Czarę goryczy przepełniają znamienne słowa Donalda Tuska w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: „Nie jestem pupilem Kościoła, ale nigdy nie dam się namówić na wojnę z Kościołem”. O jakiej wojnie mówi premier? Bóg raczy wiedzieć. Czy rozdzielenie Kościoła od państwa oznacza wojnę? Dla społeczeństwa racjonalnie myślącego, chyba nie, dla Kościoła, jak najbardziej. W oczywisty więc sposób Donald Tusk, premier, staje po stronie Kościoła, staje jako słabszy wobec silniejszego, jako wasal wobec lennika. Czasem tylko, dla niepoznaki „miarkuje” jakieś „negocjacje”, np. w sprawie Komisji Majątkowej i odpisu 0,3. Kościół, jak zwykle, zrobił (uzyskał) swoje, ale… rząd negocjował.

Gdyby tylko zastosować rzetelnie zapisy zawarte w Konkordacie, Kościół w Polsce musiałby zrezygnować z połowy przywilejów, jakie sobie przyznał, przy milczącej zgodzie władz, już po Konkordatu wprowadzeniu.

Inną sprawą jest zachowanie pary prezydenckiej podczas pobytu w Watykanie z oficjalną wizytą państwową. Wizyta jak najbardziej na miejscu, ale…, to, co pokazała pani prezydentowa, oficjalna przedstawicielka państwa polskiego, urąga wszelkiej godności. Zachowywała się jak kierowca pod wpływem, złapany przez patrol drogówki, chcący obłaskawić, udobruchać „pana władzę”. Oficjalny przedstawiciel najwyższej władzy wielkiego, europejskiego państwa tak się zachowywać nie ma prawa. Bo to urąga godności tego państwa obywateli. W czasie prywatnej wizyty, albo podczas prywatnej audiencji może się zachowywać jak chce, chociaż też nie powinna, bo żoną prezydenta państwa jest przez całą dobę.

para prezydencka w watykanie

Ciekawe w ilu krajach Europy, w dziele tworzenia konstytucji brał walny udział Kościół. Brał udział wpływając, czasem bezwzględnie, na tej konstytucji kształt. Sądzę, że to jest możliwe tylko w Polsce, może w Irlandii, nie wiem i na Cyprze, gdzie pierwszym prezydentem był biskup Makarios. Ten święty Kościół z łatwością to robił, bo zawsze miał bata na władzę – szantaż. Iście katolicką cechę. Wszak słowa „Oddajcie tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu”, nie wypowiedział Jezus do chciwych faryzeuszy, tylko frajer jakiś, palant, rzucił sobie z głupoty. A nasi (i nie tylko nasi) duchowni palantów nie słuchają.

W obliczu takich działań premiera Tuska, prezydenta i w ogóle władz, nie ma się co łudzić, że dożyjemy kiedyś czasów świeckiego państwa. Tusk i Komorowski to nie Piłsudski, nie rząd II RP, który z Kościołem poradził sobie, choć społeczeństwo było znacznie bardziej religijne niż dziś.

andy lighter

Wielki system światopoglądowo-etyczny PiS-u

Posłanka Krystyna Pawłowicz nie stawiła się przed oblicze Komisji Etyki Poselskiej, w związku z wnioskiem Klubu Ruchu Palikota.

Klub poselski RP skierował wniosek o ukaranie pani posłanki za jej haniebne opinie na temat homoseksualistów i jeszcze bardziej haniebne na temat Anny Grodzkiej. Janusz Palikot przyrównał jej wypowiedzi do poglądów wyrażanych przez Heinricha Himmlera, szefa m.in. Gestapo w faszystowskie III Rzeszy Niemieckiej.

Że się nie stawiła, to pryszcz, kuriozalne jest wyjaśnienie pani posłanki, świadczące o słuszności jej poglądów na temat homoseksualistów i w związku z tym kuriozalnością zamiaru jej „ukarania”.

Otóż pani Pawłowicz uważa, że jej opinia jest słuszna ze wszech miar, dowodząc, ze jej opinia jest zgodna z wielkimi systemami światopoglądowo-etycznymi. Np., uważa pani Pawłowicz, Niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z konstytucją Niemieckiej Republiki Federalnej przepis kodeksu karnego z (UWAGA!) 1935. roku, każący homoseksualistów. Pani posłance chodziło (musiało o to chodzić) o paragraf 175 niemieckiego kodeksu karnego z roku 1935. A więc z czasów szalejącego faszyzmu. Jak wiadomo, karanie homoseksualistów w hitlerowskiej Rzeszy Niemieckiej polegało na uwięzieniu, a nawet umieszczaniu ich i mordowaniu w obozach koncentracyjnych.

Krystyna Paw³owicz

Zresztą, paragraf 175 z 1935. roku został tylko przyklepany przez władze III Rzeszy, tak naprawdę pochodzi z roku 1871!

Wychodzi więc na to, że Janusz Palikot miał rację porównując słowa Pawłowicz ze słowami Himmlera, co zresztą pani Pawłowicz oficjalnie potwierdza, powołując się na niemiecki kodeks karny z czasów faszystowskich Niemiec.

Na miejscu Żydów, Cyganów, homoseksualistów i osób psychicznie chorych, że o komunistach nie wspomnę, już zawczasu zacząłbym się bać. Pani Pawłowicz gwiazdą jest medialną, a gwiazdy Kaczyńskiemu są niezwykle potrzebne. Jako prawniczki, w przypadku rządów PiS-u, nie można wykluczyć jej ministrowania sprawiedliwością, a jak wiadomo z poprzednich rządów PiS-u, w kodeksie karnym ta partia mieszać lubi.

Pawłowicz jest kolejną osobą z Prawa i Sprawiedliwości, która za nic ma oficjalne instytucje i organy naszego państwa, np. komisję etyki poselskiej, przed którą nie zamierza się stawić, ale jest jeszcze coś gorszego. Jest po prostu tak bezczelna i tak cyniczna, że przechodzi to wszelkie wyobrażenia. Pawłowcz jest na tyle bezczelna, że zniewagę pod adresem Anny Grodzkiej o jej twarzy boksera uważa za komplement pod adresem posłanki Ruchu Palikota.

„Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że w kraju, w którym utytułowani bokserzy są od lat podziwiani za talent, sportową postawę i wspaniały charakter (np. Zbigniew Pietrzykowski, Jerzy Kulej) lub są idolami kultury masowej (np. Andrzej Gołota) określenie »twarz boksera« będzie okrzyknięte za obraźliwe”.  Chamstwo, a nawet skurwysyństwo w najczystszej postaci.

Ta kobieta nie tylko nie powinna zasiadać w sejmie, ale jej naukowi współtowarzysze powinni witać się z nią plunięciem w twarz, zamiast podaniem ręki np. Zastanawiam się tylko, który poseł czy posłanka odważy się odpłacić Pawłowicz pięknym za nadobne. Skoro homoseksualiści są szkodliwi bo jałowi – nie przyczyniając się do rozwoju populacji, to czy nie superjałowicą jest stara, bezdzietna panna? Bezdzietna, czyli niewypełniająca patriotycznego obowiązku wobec kraju i katolickiego wobec Boga.

Rzygać się chce jak się widzi te wrzeszczące patriotyczne i katolickie.. monstrum.

_____

Nie mam najmniejszej ochoty bronić ministra Arłukowicza, ale kiedy widzę zaciekle atakującego go posła Piechę, wiceministra zdrowia w rządzie PiS-u, przypomina mi się sprawa czwórki chorych na mukowiscydozę (któregoś tam typu, niezwykle rzadka) dzieci. Były one beneficjentami TVN-owskiej fundacji „Nie jesteś sam” i TVN bardzo nagłośniła sprawę tych dzieciaków. Leczenie ich było bardzo drogie i oczywiście rodziców nie stać było na leczenie. Ministerstwo Zdrowia, ustami Bolesława Piechy obiecało pomoc w finansowaniu leczenia tych dzieci. Ponieważ obiecało i nic, dziennikarze usiłowali zapytać Piechę, co z tą sprawą. Nidy nie zapomnę jak spieprzał przed tabunem dziennikarzy, jak arogancko chciał się ich pozbyć i jak uciekał!

Piecha! Jest pan ostatnim człowiekiem, który ma moralne prawo krytykować Arłukowicza!

andy lighter