Gowin „mija się z prawdą”

Właściwie powinienem napisać, że kłamie, ale wiadomo, ze politycy nie kłamią, czasem tylko mijają się z prawdą.

W studio telewizyjnym, minister Jarosław Gowin odrzuca możliwość poparcia dla kompromisowego rozwiązania zawartego w nowym projekcie ustawy o związkach partnerskich, przygotowywanego przez posła Artura Dunina. Ów kompromis polegać miałby na tym, ze związek małżeński nie byłby zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego, jak proponował poprzedni, odrzucony projekt, ale u notariusza. Gowin, argumentując swój sprzeciw dla tego projektu posługuje się kłamstwem.

– Nie ma sensu dokonywać zamachu na polską konstytucję i na zdrowy rozsądek – stwierdza minister sprawiedliwości. Nazywa też związki partnerskie „paramałżeństwami” i dodaje, że taki kompromis nie znajdzie również poparcia konserwatywnego skrzydła Platformy i samego premiera Tuska, podzielającego jego (Gowina) argumentację. Co mnie szczególnie denerwuje, Gowin, jak i zresztą pozostali konserwatyści z Platformy, z uporem maniaka powtarzają hasło „małżeństwa homoseksualne”, czy też ostatnio „paramałżeństwa homoseksualne”. Choć wiadomo, że związki homoseksualistów stanowią niewielki procent spośród wszystkich nieformalnych związków partnerskich.

Sprawa rozbija się o artykuł 18 Konstytucji RP. Jak brzmi ten najbardziej znany w ostatnim czasie artykuł w Polskie Konstytucji?

Art. 18.

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Jest w tym zdaniu kilka podmiotów

  • Małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny
  • Rodzina
  • Macierzyństwo
  • Rodzicielstwo

Czym są w zdaniu podmioty poprzedzielane przecinkami? Każdy z podmiotów jest innym rzeczownikiem, mającym inne znaczenie, przedstawiającym inną „rzecz”, inną czynność, inną grupę, itd., które są wyliczane, wymieniane, ale nie oznaczają tej samej rzeczy, czynności, grupy, itd.

Tak więc czym innym jest, w rozumieniu Konstytucji RP małżeństwo, jakoż wiązek kobiety i mężczyzny, czym innym rodzina, czym innym macierzyństwo i czym innym rodzicielstwo. Łączy je jednak jedno: Szczególna ochrona i opieka Państwa.

Gdzie w tym artykule „związek partnerski” miałby łamać konstytucję, bóg raczy wiedzieć. Nie ma w niej ani słowa o związkach partnerskich, ani w złym kontekście, ani w dobrym. Nie wiem też na jakiej podstawie pan Jarosław Gowin związki partnerskie nazywa „paramałżeństwami”. Związek partnerski to związek partnerski i nic poza tym. Dwie starsze panie, żyjące razem, żeby było taniej i bezpieczniej nijak nie pasują do statusu para małżeństwa. Zresztą, nawet „paramałżeństwo” kobiety i mężczyzny żyjących pod jednym dachem też nie zagraża bezpieczeństwu par małżeńskich. Podobnie jak nie zagraża im związek dwójki homoseksualistów. A o zbawienie dusz „grzeszników homoseksualistów”, zatroszczą się, albo i nie, oni sami i nie jest zadaniem w świeckim państwie na siłę uszczęśliwianie ich „przyszłym zbawieniem” przez pana Gowina.

Jasne jest dla mnie, ze nie o żadną tam konstytucję tu chodzi, o związki niczego w niej nie łamią. Chodzi o katolicyzm, Kościół, to jest zadośćuczynienie żądaniom Kościoła w Polsce. Chodzi też o szantaż premiera Tuska dokonywany przez „skrzydło Gowina”, a dotyczący rozłamu, a w konsekwencji rozpadu Platformy Obywatelskiej. Premier Tusk przegrał z kretesem tę batalię i dziś, tak naprawdę Gowin trzyma Platformę w kupie a nie premier Tusk. Zresztą, pewność siebie Gowina znacznie wzrosła, co widać gołym okiem i gołym okiem widać, że Donald Tusk jest zakładnikiem Jarosława Gowina i jego „Gdsonów”.

Można by to zrozumieć: wiara, Kościół, itp., są siłą sprawczą upadku ustawy o związkach partnerskich oraz odrzucenia proponowanego „poprawionego” projektu. Ale po c ściemniać? A nawet kłamać w żywe oczy? Słyszymy narzekania, że młodzież jest coraz mniej wyedukowana, że w porównaniu z rówieśnikami sprzed trzydziestu lat ich wiedza jest znikoma, itd. Ale czy można się temu dziwić, skoro nawet rządzący mówią prosto w oczy, że czarne jest białe? Bo czym innym jest łżenie w żywe oczy o tym, że związki partnerskie są niezgodne, sprzeczne z konstytucją?

andy lighter

Wałęsa się odgraża

Prezydent Lech Wałęsa, w kolejnym wywiadzie telewizyjnym zapowiedział, że policzy swoje ewentualne straty i nie daruje, jeśli okaże się, że w ogóle są. Straty za utracone, wynegocjowane wcześniej zagraniczne kontrakty. Lech Wałęsa uważa, że to homoseksualna mniejszość walcząc o swoje prawa, „odebrała mu” te kontrakty. Co prawda ma następne cztery pod ręką, ale te są dopiero negocjowane. Bilans zysków i strat jest więc, póki co, sprawą otwartą.

Najdziwniejsze jest jednak to, że Pan Wałęsa chce „mścić się” na homoseksualistach za swoje własne, wypowiedziane publicznie, słowa. Na proste pytanie dziennikarza „czy homoseksualiści powinni siedzieć w ostatnich ławach w sejmie”, równie prosto z mostu odpowiedział, że „oczywiście tak, a nawet za murem”. I żadne dorabianie do tych słów filozofii, pt. „Nie chciałem ograniczać praw mniejszości. – To nieprawda. Ja powiedziałem tak, że zawsze moim marzeniem było, aby odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, szczególnie w parlamencie”, tego nie zmienią. Dla mnie bowiem i dla wielu „normalnie” myślących, jego słowa oznaczały tyle, że „skoro są mniejszością, to mają siedzieć cicho”. Co ciekawe, Pan Lech Wałęsa oświadcza, że jest za związkami partnerskimi. Dziwne, bo dwa tygodnie temu miałem dokładnie odwrotne wrażenie.

Skoro Pan Prezydent uważa, że miejsca w sejmie powinny odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, to po jaką cholerę nam wybory? Wystarczy popatrzeć w statystyki, sondaże i wyznaczyć: tylu i tylu zwolenników Kaczyńskiego, tylu Tuska, Palikota, Millera, itd. Każdy ma przecież inny program, a więc i zwolenników. Tylko, że wybory na tym nie polegają. Polegają na frekwencji. Wiadomo, że platformersi na wybory nie chodzą gremialnie, a palikotowcy i owszem. Czy Panu Prezydentowi Wałęsie marzy się wyręczanie wyborców? Aż ciśnie się na usta (na klawisze) „Nie o take Polske walczyłem, żeby statystyki wyręczały ludzi”.

Ciekawe czy artykuł w amerykańskiej edycji „Newsweeka” to też sprawka polskiej mniejszości homoseksualnej. Artykuł, w którym dziennikarz napisał, że Lech Wałęsa sam psuje własną reputację. Oczywiście autor odnosi się do wywiadu telewizyjnego Wałęsy sprzed dwóch tygodni. Wałęsa na konto mniejszości chce też dopisywać inne straty. Np. ewentualne bojkotowanie filmu „Wałęsa”, Andrzeja Wajdy, czy też zmianę nazwy ulicy Lecha Wałęsy w najbardziej kosmopolitycznym mieście Ameryki, San Francisco.

Wracając jeszcze do spraw finansowych Pana Wałęsy.., zadziwiające jest jak bez ogródek, bez wstydu mówi on o swoich pieniądzach. Wręcz rzuca się w oczy jego finansowa małostkowość. Wałęsa „cieszy się”, że dzięki książce jego żony nie musi już dokładać na utrzymanie i liczy na to, że w związku z tą książką i jemu „coś skapnie”. Panie Prezydencie Wałęsa, czy nie czuje Pan, że byłemu prezydentowi, jakby nie było, ustawionemu „do końca”, taka małostkowość nie przystoi? Wiem wiem, dzieci, itd. Ale czy nie powinien Pan uczyć dzieci „patriotyzmu poprzez pracę”?

_____

No cóż, Wałęsa nawraca się na zwolennika związków partnerskich, inni odwrotnie, zaostrzają retorykę w odniesieniu do mniejszości homoseksualnych. Np. pani Joanna Szczepkowska, znana (niegdyś) aktorka. I jak na mój nos, słowo „niegdyś” jest kluczowe w jej poglądzie na temat mniejszości homoseksualnych.

Pani Szczepkowska od jakiegoś czasu walczy z wiatrakami na polskich scenach teatralnych. Najpierw kłóciła się z jakimś reżyserem, który nie robi regularnych prób, potem pokazuje pośladki na scenie, choć w takim wieku już nie wypada, nawet w proteście, potem jakieś kłótnie z Jandą, a teraz jest wśród uciśnionych przez lobby homoseksualne, które rządzi w teatrze. Jednym słowem, same nieszczęścia spadają na panią Joannę. A może to nie nieszczęścia, tylko o doskonale znaną w środowisku konfliktowość wygasłej gwiazdy chodzi? A może niewypełniona misja? Przecież wiadomo, że ma misję, to ona wypowiedziała słynne: Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. A potem jakoś nic… „głośno” nie powiedziała. A misja wzywa! Bo inni aktorzy jakoś nie dostrzegają w teatrze rządów homoseksualnego lobby.

andy lighter

Kościół w Polsce jest skromny i pokorny

Może w Kościele są księża, którzy mają luksusy, ale większość z nas żyje skromnie i pokornie – stwierdza kardynał Gulbinowicz, oceniając „zamożność” naszych duchownych. Dążenie papieża Franciszka do odbizancyjnienia Kościoła, nie powinno więc dla polskich duchownych większym problemem.

Kadzenie hierarchów i funkcjonariuszy Kościoła woła doprawdy o pomstę do nieba. Kardynał naprawdę nie ma chyba pojęcia na jakim świecie żyje, albo „pali głupa”. I nic tu nie tłumaczą jego słowa o tym, jak to potrafił przeżyć za 200 złotych cały miesiąc. Bo ja potrafiłem przeżyć za stówę. Jeść dała matka, spanie też, ubranie kupiła, bo przecież synek musi mieć co ubrać, jeszcze na piwo dała, jak ładnie poprosiłem. Ciekawy jestem, gdyby zabrać kardynałowi jego wikt i opierunek, czy przeżył by za 1000 złotych? Oczywistym jest więc, że te całe 200 złotych to zwykły kit i kłamstwo. No, może… mijanie się z prawdą. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie: może w Kościele są księża żyjący skromnie i pokornie, ale większośc ma luksusy. Oczywieście większe lub mniejsze, ale ma.

Tygodnik „Wprost” znów przeprowadza „bezpardonowy atak na Kościół Katolicki” odsłaniając inne niż nadużywanie alkoholu oblicze abpa Głodzia. Oblicze jak ulał „pasujące” do gulbinowiczowej skromności polskich duchownych Kościoła Katolickiego. Ot dochody „prywatne” abpa Głodzia wynoszą 14,5 tys. złotych co miesiąc. Z tymi dochodami abpa Głodzia to w ogóle ciekawa sytuacja jest.

Otóż Głódź otrzymuje 10 tys. emerytury wojskowej – generalskiej i 4,5 tys. wynagrodzenia kościelnego. Kościelna pensja mnie nie obchodzi, ale generalska emerytura…, jak najbardziej.

Abp Głódź, odbył dwuletnią służbę zasadniczą jeszcze jako kleryk w latach sześćdziesiątych. Na początku 1991. został mianowany przez papieża biskupem polowym Wojska Polskiego. Dwa miesiące później został generałem brygady! Niech tam, wkurzają mnie takie „szybkie” awanse, ale nie mój cyrk, nie moje małpy. Inną kwestią jest wysokość generalskie emerytury. W wojsku, po odsłużeniu nieprzerwanie 15. lat, można otrzymać emeryturę w wysokości 40 % ostatniej wojskowej pensji. Tymczasem gen. Głódź odsłużył 13 lat i otrzymał 75 %. Z tego co wiem, pełna emerytura (75 %) przysługuje w wojsku po odsłużeniu 30 lat. Mniemam, że w związku z tym, abp Głódź otrzymał emeryturę specjalną. Nasze rządy lubią przyznawać emerytury i renty specjalne ludziom, którzy w żaden sposób na uczciwą emeryturę czy rentę nie zapracowali.

Mamy więc wyjaśnioną sprawę „skąd abp” bierze pieniądze na alkohol. Nie okrada wiernych – państwo robi to za niego. Innym objawem skromności i pokory naszego kleru są samochody i nieruchomości będące w jego dyspozycji. Nie, nie w posiadaniu, bo przecież dr dyr. Rydzyk, czy abp Gódź nic własnego nie mają. Czy owo skromne życie dotyczy użytkowników Maybachów za 2 mln złotych, Lexusów, Mercedesów i innych luksusowych samochodów za pół miliona i więcej?

Czy nie będzie problemem odbizancyjnienie Kościoła w Polsce, a szczególnie np. skromnienie liturgicznych szat duchownych? Rzecz jasna złota w przybytkach Pana Boga nie ubędzie, bo to znów, własność całego kościoła, a nie Kościoła.

I jeszcze o pokorze naszego Kościoła.

Chciałabym wszystkim przypomnieć, że Jezus wjeżdża dzisiaj do kieleckiego Jeruzalem i proponuje bezpośrednio obywatelom: nie kradnij, nie zabijaj, czcij ojca i matkę, bądź uczciwy – pouczał wiernych bp Kazimierz Ryczan, podczas mszy otwierającej zjazd Solidarności w Kielcach.

bp Kazimierz Ryczan. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

bp Kazimierz Ryczan. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Warto by było zapytać biskupa Ryczana czy nie było na mszy Tadeusza Rydzyka, ubogiego i skromnego zakonnika z Torunia. Jak bowiem powszechnie wiadomo, nikt w Polsce tak wspaniale nie czci swojej matki, nie brzydzi się kradzieżą i oszustwem jak ów zakonnik.  Dobrze by bowiem było nie tylko mówić o cnotach, ale i pokazywać przykłady. Najlepiej z własnego podwórka.

Otwórzmy bramy miasta Chrystusowi, wtedy u nas będą bezpieczni dzieci, starsi. To hasło brzmi jak Himalaje hipokryzji, kiedy w naturalnej, boskiej przystani dobra i bezpieczeństwa, właśnie dzieci narażone są na molestowanie, a starsi na zupełny brak empatii. O pokorze zaś bpa Ryczana mogą świadczyć słowa o naszej polityce: polscy lewacy wypożyczają naganiaczy, by kompromitowali krzyż. Trzeba być wyjątkowo butnym i bezczelnym, aby tak określać tych, którzy mają inne poglądy niż nasi duchowni katoliccy.

Nikt, bardziej niż sam kler, biskupi i hierarchowie Kościoła Katolickiego nie kompromituje „krzyża”.

andy lighter

Wasalizm

Poseł Roman Kotliński z Ruchu Palikota zadał w sejmie pytanie: Czemu ma służyć hołd i taka podległość wyrażana na arenie międzynarodowej”. Odpowiedzi udzielił Janusz Cisek, w imieniu MSZ. Odpowiedzi, która z pewnością nie zadawala pytającego i mnie również nie satysfakcjonuje.

Wasza Świątobliwość,

Z wielką radością pragnę przekazać Waszej Świątobliwości w imieniu Rządu Rzeczypospolitej Polskiej oraz moim własnym najszczersze gratulacje z okazji wyboru na Tron Piotrowy. Oby pełniona przez Waszą Świątobliwość posługa przyniosła wszystkim ludziom obfite owoce duchowe oraz przyczyniła się do pomnażania dobra, miłości i pokoju.

Pragnę jednocześnie zapewnić Ojca Świętego o woli i gotowości Polski do dalszego umacniania więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie.

Życzę Waszej Świątobliwości wytrwałości w pełnieniu misji kierowania Kościołem Powszechnym.

Donald Tusk
Premier RP

Napisał w depeszy premier Donald Tusk (podkreślenia moje). Z całym szacunkiem do premiera polskiego rządu – jeśli nie jest to wyrażenie podległości wasala, w stosunku do lennika, to co to jest? Tym bardziej, że nawet lenna nie ma, za to inwestytura, jak najbardziej. O jakim dalszym umacnianiu więzi mówi premier? O jakiej obronie? Czy to oznacza, że będziemy wysyłać wojsko (polskie, narodowe siły zbrojne) do Pakistanu, aby broniło kościołów palonych przez muzułmanów? Albo chrześcijan fałszywie oskarżanych przez mahometan o znieważanie islamu?

Rację ma Kotliński stwierdzając, że polski premier wysłał najbardziej „poddańczy”, może raczej „wazeliniarski” list spośród wszystkich innych przywódców państw europejskich i nie tylko europejskich. Cholera jasna, a gdzie racja stanu, ja się pytam? Gdzie ta, tak głośno obtrąbiana przez Donalda Tuska właśnie, silna pozycja Polski w Europie i na świecie?

To, że „dalsze umacnianie więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską” naszego kraju trwa widzimy na co dzień. Widzimy jak rząd zamienia Fundusz Kościelny na… no właśnie na razie nie zamienia, a potem będzie odpis od wiernych. Widzimy, jak Polska nie ma absolutnie żadnej, najmniejszej nawet korzyści z konkordatu, natomiast Kościół czerpie zeń pełnymi garściami.

Tutaj warto się zatrzymać, bo „mamy do czynienia” z bezpardonowym atakiem na Kościół. Jak wygląda ten atak? Otóż tak, że Kościół, choć czerpie pełnymi garściami z budżetu i z całej masy przyznanych przywilejów, próbuje, z sukcesami, czerpać z przywilejów nieprzyznanych, sam sobie je przyznając. Wszelki sprzeciw wobec samoprzyznawania sobie przywilejów, definiuje się w Polsce, jako „Bezpardonowe ataki na Kościół”.

walka z kościołem

Premier, pod dyktando wiernych synów Kościoła w osobie Gowina i jego popleczników zrezygnował z wysiłków usankcjonowania związków partnerskich, uznając, co jest wierutnym kłamstwem niezgodność projektów z konstytucją. Nie trzeba być konstytucjonalistą (wystarczy znać gramatykę języka polskiego), żeby to dostrzec. Zawarcie bowiem w zdaniu rzeczowników, podmiotów poprzedzielanych przecinkami oznacza ich wyliczanie, zbiór, a nie wzajemną tożsamość – równoznaczność. Nie chce mi się już nawet o krzyżach w sejmie, urzędach i szkołach (niedługo pewnie w autobusach i tramwajach będą), itd.

Czy w obliczu takich działań i takiego listu mogę przytaknąć słowom Janusza Ciska, stwierdzającego, że „Nie ma żadnych elementów poddaństwa, hołdu, ani tym bardziej potoków wazeliny” w liście, a co gorsza, w działaniu polskiego rządu? Nie mogę. Czarę goryczy przepełniają znamienne słowa Donalda Tuska w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: „Nie jestem pupilem Kościoła, ale nigdy nie dam się namówić na wojnę z Kościołem”. O jakiej wojnie mówi premier? Bóg raczy wiedzieć. Czy rozdzielenie Kościoła od państwa oznacza wojnę? Dla społeczeństwa racjonalnie myślącego, chyba nie, dla Kościoła, jak najbardziej. W oczywisty więc sposób Donald Tusk, premier, staje po stronie Kościoła, staje jako słabszy wobec silniejszego, jako wasal wobec lennika. Czasem tylko, dla niepoznaki „miarkuje” jakieś „negocjacje”, np. w sprawie Komisji Majątkowej i odpisu 0,3. Kościół, jak zwykle, zrobił (uzyskał) swoje, ale… rząd negocjował.

Gdyby tylko zastosować rzetelnie zapisy zawarte w Konkordacie, Kościół w Polsce musiałby zrezygnować z połowy przywilejów, jakie sobie przyznał, przy milczącej zgodzie władz, już po Konkordatu wprowadzeniu.

Inną sprawą jest zachowanie pary prezydenckiej podczas pobytu w Watykanie z oficjalną wizytą państwową. Wizyta jak najbardziej na miejscu, ale…, to, co pokazała pani prezydentowa, oficjalna przedstawicielka państwa polskiego, urąga wszelkiej godności. Zachowywała się jak kierowca pod wpływem, złapany przez patrol drogówki, chcący obłaskawić, udobruchać „pana władzę”. Oficjalny przedstawiciel najwyższej władzy wielkiego, europejskiego państwa tak się zachowywać nie ma prawa. Bo to urąga godności tego państwa obywateli. W czasie prywatnej wizyty, albo podczas prywatnej audiencji może się zachowywać jak chce, chociaż też nie powinna, bo żoną prezydenta państwa jest przez całą dobę.

para prezydencka w watykanie

Ciekawe w ilu krajach Europy, w dziele tworzenia konstytucji brał walny udział Kościół. Brał udział wpływając, czasem bezwzględnie, na tej konstytucji kształt. Sądzę, że to jest możliwe tylko w Polsce, może w Irlandii, nie wiem i na Cyprze, gdzie pierwszym prezydentem był biskup Makarios. Ten święty Kościół z łatwością to robił, bo zawsze miał bata na władzę – szantaż. Iście katolicką cechę. Wszak słowa „Oddajcie tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu”, nie wypowiedział Jezus do chciwych faryzeuszy, tylko frajer jakiś, palant, rzucił sobie z głupoty. A nasi (i nie tylko nasi) duchowni palantów nie słuchają.

W obliczu takich działań premiera Tuska, prezydenta i w ogóle władz, nie ma się co łudzić, że dożyjemy kiedyś czasów świeckiego państwa. Tusk i Komorowski to nie Piłsudski, nie rząd II RP, który z Kościołem poradził sobie, choć społeczeństwo było znacznie bardziej religijne niż dziś.

andy lighter

Wielki system światopoglądowo-etyczny PiS-u

Posłanka Krystyna Pawłowicz nie stawiła się przed oblicze Komisji Etyki Poselskiej, w związku z wnioskiem Klubu Ruchu Palikota.

Klub poselski RP skierował wniosek o ukaranie pani posłanki za jej haniebne opinie na temat homoseksualistów i jeszcze bardziej haniebne na temat Anny Grodzkiej. Janusz Palikot przyrównał jej wypowiedzi do poglądów wyrażanych przez Heinricha Himmlera, szefa m.in. Gestapo w faszystowskie III Rzeszy Niemieckiej.

Że się nie stawiła, to pryszcz, kuriozalne jest wyjaśnienie pani posłanki, świadczące o słuszności jej poglądów na temat homoseksualistów i w związku z tym kuriozalnością zamiaru jej „ukarania”.

Otóż pani Pawłowicz uważa, że jej opinia jest słuszna ze wszech miar, dowodząc, ze jej opinia jest zgodna z wielkimi systemami światopoglądowo-etycznymi. Np., uważa pani Pawłowicz, Niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z konstytucją Niemieckiej Republiki Federalnej przepis kodeksu karnego z (UWAGA!) 1935. roku, każący homoseksualistów. Pani posłance chodziło (musiało o to chodzić) o paragraf 175 niemieckiego kodeksu karnego z roku 1935. A więc z czasów szalejącego faszyzmu. Jak wiadomo, karanie homoseksualistów w hitlerowskiej Rzeszy Niemieckiej polegało na uwięzieniu, a nawet umieszczaniu ich i mordowaniu w obozach koncentracyjnych.

Krystyna Paw³owicz

Zresztą, paragraf 175 z 1935. roku został tylko przyklepany przez władze III Rzeszy, tak naprawdę pochodzi z roku 1871!

Wychodzi więc na to, że Janusz Palikot miał rację porównując słowa Pawłowicz ze słowami Himmlera, co zresztą pani Pawłowicz oficjalnie potwierdza, powołując się na niemiecki kodeks karny z czasów faszystowskich Niemiec.

Na miejscu Żydów, Cyganów, homoseksualistów i osób psychicznie chorych, że o komunistach nie wspomnę, już zawczasu zacząłbym się bać. Pani Pawłowicz gwiazdą jest medialną, a gwiazdy Kaczyńskiemu są niezwykle potrzebne. Jako prawniczki, w przypadku rządów PiS-u, nie można wykluczyć jej ministrowania sprawiedliwością, a jak wiadomo z poprzednich rządów PiS-u, w kodeksie karnym ta partia mieszać lubi.

Pawłowicz jest kolejną osobą z Prawa i Sprawiedliwości, która za nic ma oficjalne instytucje i organy naszego państwa, np. komisję etyki poselskiej, przed którą nie zamierza się stawić, ale jest jeszcze coś gorszego. Jest po prostu tak bezczelna i tak cyniczna, że przechodzi to wszelkie wyobrażenia. Pawłowcz jest na tyle bezczelna, że zniewagę pod adresem Anny Grodzkiej o jej twarzy boksera uważa za komplement pod adresem posłanki Ruchu Palikota.

„Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że w kraju, w którym utytułowani bokserzy są od lat podziwiani za talent, sportową postawę i wspaniały charakter (np. Zbigniew Pietrzykowski, Jerzy Kulej) lub są idolami kultury masowej (np. Andrzej Gołota) określenie »twarz boksera« będzie okrzyknięte za obraźliwe”.  Chamstwo, a nawet skurwysyństwo w najczystszej postaci.

Ta kobieta nie tylko nie powinna zasiadać w sejmie, ale jej naukowi współtowarzysze powinni witać się z nią plunięciem w twarz, zamiast podaniem ręki np. Zastanawiam się tylko, który poseł czy posłanka odważy się odpłacić Pawłowicz pięknym za nadobne. Skoro homoseksualiści są szkodliwi bo jałowi – nie przyczyniając się do rozwoju populacji, to czy nie superjałowicą jest stara, bezdzietna panna? Bezdzietna, czyli niewypełniająca patriotycznego obowiązku wobec kraju i katolickiego wobec Boga.

Rzygać się chce jak się widzi te wrzeszczące patriotyczne i katolickie.. monstrum.

_____

Nie mam najmniejszej ochoty bronić ministra Arłukowicza, ale kiedy widzę zaciekle atakującego go posła Piechę, wiceministra zdrowia w rządzie PiS-u, przypomina mi się sprawa czwórki chorych na mukowiscydozę (któregoś tam typu, niezwykle rzadka) dzieci. Były one beneficjentami TVN-owskiej fundacji „Nie jesteś sam” i TVN bardzo nagłośniła sprawę tych dzieciaków. Leczenie ich było bardzo drogie i oczywiście rodziców nie stać było na leczenie. Ministerstwo Zdrowia, ustami Bolesława Piechy obiecało pomoc w finansowaniu leczenia tych dzieci. Ponieważ obiecało i nic, dziennikarze usiłowali zapytać Piechę, co z tą sprawą. Nidy nie zapomnę jak spieprzał przed tabunem dziennikarzy, jak arogancko chciał się ich pozbyć i jak uciekał!

Piecha! Jest pan ostatnim człowiekiem, który ma moralne prawo krytykować Arłukowicza!

andy lighter

Oburzeni na oburzonych na Głodzia

„Uderz w stół, a nożyce się odezwą” – to przysłowie pasuje jak ulał do sytuacji, jaka nastąpiła po ukazaniu się artykułu w tygodniku „Wprost”. W artykule „Cesarz Trójmiasta”, opisane zostały pewne aspekty pijackich ekscesów metropolity gdańskiego, abpa Sławoja Leszka Głodzia.

abp Głódź

Artykuł powstał w wyniku informacji do jakiej dotarło „Wprost”, o tym, że księża współpracujący, a raczej podlegli Głodziowi, byli przez niego gnębieni: poniżani i upokarzani, podczas pijackich libacji metropolity. Odważyli się i przygotowują list ze skargą na abpa, do Watykanu.

Picie alkoholu, nadużywanie alkoholu, a nawet uzależnienie od alkoholu jest prywatną, osobistą sprawą osoby i jego picia. Ale do czasu. Kiedy picie takiej osoby wiąże się z agresją, poniżaniem i upokarzaniem innych, sprawa spożywania przez tę osobę alkoholu, jej osobistą sprawą być przestaje.

Jak zwykle, po ukazaniu się artykułu obnażającego niecne, niechrześcijańskie zgoła zachowania ważnej persony Kościoła, katoliccy duchowni, dziennikarze i politycy podnieśli alarm pod hasłem „Bezpardonowy atak na Kościół Katolicki”.

„Domagamy się zaprzestania obraźliwych pomówień, których rozpowszechnianie uderza w godność osób duchownych i całej wspólnoty Kościoła. Przyjmujemy to z bólem i oburzeniem, jako powrót do praktyk z czasów PRL-u” – stwierdzają (m.in.) dziekani i cała wierchuszka gdańskiej Archidiecezji na swojej stronie internetowej – „Publikacja ta wyczerpuje znamiona zniesławienia prawnie ustanowionego biskupa diecezjalnego Kościoła Rzymsko-Katolickiego”.

Katoprawicowi dziennikarze wyrażają się w podobnym tonie. Znamienne jest jednak co innego. Nigdzie, powtarzam nigdzie nie znalazłem słów, zdań, zaprzeczających wymienionym w artykule faktom. Nie ma więc powodów, aby w informacje podwładnych Głodzia nie wierzyć. Atakiem na Kościół Katolicki, dla funkcjonariuszy tegoż nie są więc niewłaściwe, niegodne, przeczące naukom Kościoła praktyki stosowane przez duchownych, ale wyciąganie ich na światło dzienne. Zresztą dał temu również wyraz niedawno bp Pieronek, określając praktyki pedofilskie duchownych jako namiętności, nie najważniejsze dla funkcjonowania Kościoła katolickiego.

Sytuacja jest kuriozalna. Każdy ukazany prawdziwy fakt, niegodny, sprzeczny z naukami głoszonymi przez Kościół, jest bezpardonowym atakiem na Kościół Katolicki. Inną obroną przez atak, duchownych katolickich jest piętnowanie samych atakujących i ich „werbalnych rzeczników”. „Skoro nie należycie do naszej wspólnoty, nie wtrącajcie się w to, co się w naszej wspólnocie dzieje” – piszą i mówią katoliccy dziennikarze i politycy, jak chociażby ostatnio poseł PSL, były minister rolnictwa Marek Sawicki. Zapominają ci państwo o dwóch sprawach. Po pierwsze, ci spoza wspólnoty, chcąc nie chcąc współfinansują tę wspólnotę i to wcale nie małym zastrzykiem gotówki. A po drugie, jeśli wspomni się tylko, aby na zasadzie wzajemności, wspólnota Kościoła nie wchodziła z butami do wspólnot ogólnospołecznych, świeckich a nie katolickich, natychmiast ripostują: „A co wam ten krzyż w urzędzie czy w szkole przeszkadza?” i na jednym oddechu: to jest „bezpardonowy atak na Kościół Katolicki i na kaotolików i chrześcijan w ogóle”.

Jest jeszcze trzecia sprawa. Wielu katolikom takie haniebne praktyki duchownych i zamiatanie tych faktów pod dywan też się nie podoba.

Ciekawe, czy abp Głódź zabierze głos w sprawie. Ciekawe czy papież dostanie list-skargę księży do rąk, moim zdaniem to mało prawdopodobne, chyba, że zostałby mu wręczony osobiście przez skarżącego.

_____

20.03.2013. Zwierzchnik Kościoła Republiki Cypryjskiej przekazał przed chwilą do dyspozycji rządu Republki cały majątek Kościła. Uczynił to dla ratowania finansów obywatel swojego kraju.

Ależ naszym Hierarchom rzucane są kłody pod nogi: najpierw Franciiszek apeluje o ubustwo Kościoła, a teraz te Cypr. Wierni! Bracia i siostry! Zostawcie nam nasze samochody! I nasze pieniądze! – ciekawe kiedy zaczną apelować.

andy lighter

Zimowy spisek przeciw patriotom

Obserwując naszą rzeczywistość społeczno-polityczną, często zastanawiam się gdzie jest nieprzekraczalna granica świadomego, wyrachowanego kłamstwa, prymitywnego, cynicznego oszustwa, świadomej, podszytej kłamstwem lub wręcz wymysłem manipulacji, używanych, jako narzędzi służących do indoktrynacji społeczeństwa w celu osiągnięcia wyznaczonego sobie celu politycznego.

Jeśli spojrzeć na ostatnie działania Tomasza Sakiewicza, działania związane z podróżą klubów Gazety Polskiej na Węgry, uświadamiam sobie, że taka granica nie istnieje. I kiedy słyszę, że jacyś politycy (i ich polityczne organy medialne, dziennikarze tych organów), są już „pod ścianą”, że dalej już nie mają gdzie się przesunąć, przestaję w to wierzyć, bo okazuje się, że żadnej ściany nie ma.

W czwartek 14. marca, sympatycy Gazety Polskiej w liczbie ok. 600 osób, wyruszyli do Budapesztu. „II Wielki Wyjazd na Węgry”, wystartował pociągiem PKP w czwartek, aby razem z węgierskimi przyjaciółmi, nazajutrz wyrażać w dwóch marszach poparcie dla rządu Viktora Orbana. Impreza zapowiadała się imponująco. Niestety…, plany pokrzyżował niespotykany na Węgrzech od wielu dziesiątek lat atak zimy. Węgry zostały, praktycznie rzecz biorąc, sparaliżowane. Pociąg dojechał do celu opóźniony o godzinę, a impreza się nie odbyła.

Jednak to dopiero początek, jak się potem okazało spisku, wymierzonego w najważniejsze prawicowe media w naszym kraju i ich sympatyków. Opuszczając Budapeszt, tuż po ruszeniu pociągu, awarii uległa lokomotywa i trzeba było kilku godzin, zanim bracia Węgrzy uporali się z podstawieniem nowej maszyny. Ogrzewanie w związku z tym nie działało, pracownicy PKP robili co mogli, proponując np. pasażerom gorącą herbatę. Pociąg dotarł do warszawy z kilkugodzinnym opóźnieniem.

sakiewicz w pociągu z Budapesztu

„Siła wyższa” – można by skomentować nieudany wyjazd do Budapesztu. Nic z tego. Katastroficzne relacje „na żywo” Sakiewicza, brzmiały jak relacje zniewolonego uczestnika podróży pociągiem, opanowanym i zawiadywanym przez terrorystów.

Pociąg się rozpada! Dano nam najgorszy posiadany tabor! A może zdarzy się jeszcze coś…! – to zdanie wypowiada Sakiewicz tonem… żegnającego się z życiem. Uczestnicy wyprawy podsycają atmosferę.

Komórki zaraz zaczną padać, stracimy łączność! W wagonach są napisy po rusku! (Nie mówią, czy tylko „po rusku”). Te wagony mają po czterdzieści lat! Węgrzy chcieli wyczyścić ubikacje, ale łącza nie pasowały…, bo takich się nie produkuje od kilkudziesięciu lat! Co herbata pomoże w takiej sytuacji? (skoro czas umierać? – przyp. autor), itd., itd., itd.

Sakiewicz i spółka już zapowiedzieli skierowanie do prokuratury pozwu przeciwko PKP.

Można by się z tego śmiać do rozpuku. A właściwie nawet należało by, z głupoty Tomasza Sakiewicza i jego towarzyszy podróży. Można by żartobliwie pytać, czy to przypadkiem nie sprawka Tuska z Putinem, dla których rozpylenie sztucznego śniegu nad Węgrami to bułka z masłem, przecież przećwiczyli mgłę w Smoleńsku. Można by się prześmiewczo zastanawiać, kiedy powstanie komisja śledcza Antoniego Macierewicza, wyjaśniająca kto i w jaki sposób próbował przeprowadzić zamach na zwolenników prawicowych mediów. Można by, gdyby uznać całą tę historię za spektakl absurdu.

Jednak ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że żadnego spektaklu absurdu nie było. Że Tomasz Sakiewicz doskonale zdaje sobie sprawę, że takie rzeczy się po prostu zdarzają, sparaliżowana była niemal cała Europa południowa, zachodnia i część Europy środkowej. Że cynicznie, haniebnie, używa zaistniałą z przyczyn kompletnie niezależnych sytuację, do podsycania nienawiści, dalszego antagonizowania Polaków. Absolutnie świadomie używa do tego kłamstw, niedomówień, niedopowiedzeń, apokaliptycznych manipulacji.

Czy można zwolennikom takiego dziennikarza pokazać bardzie wyraźny i bardziej oczywisty obraz jego zakłamania, wyrachowania i złej woli? Moim zdaniem nie było by to łatwe, bo tym razem swoją obłudę podał na talerzu, choć jest ona absolutnie widoczna i absolutnie oczywista dla każdego „normalnego psychicznie” człowieka. A jednak zwolennicy będą przy nim wiernie trwać.

I nijak nie mogę pojąć, dlaczego. Przychodzi mi na myśl tylko jego słowo: są „zindoktrynowani”, zupełnie tak samo, jak członkowie sekt religijnych. A w takich przypadkach na rozsądek nie ma miejsca. Jest się automatem, sterowanym przez operatora tegoż automatu i działa się odpowiednio z naciśniętym przez operatora guzikiem, który określone działanie powoduje.

andy lighter