Nie wiem, jaki dać tytuł

Jeżeli człowiek, który najbardziej ze wszystkich w tym kraju polityków po roku 89., po 80, a nawet po 70, pogardza ludźmi myślącymi inaczej niż brzmi jego obłąkana smoleńska ideologia i tych pogardzanych oskarża o przemysł pogard, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Jeżeli polityk, który otwarcie przyznaje, że wierzy w zamach a ci, którzy nie wierzą, żyją jak w sekcie, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Ten pierwszy to Kaczyński, a drugi Hofman. Najciekawsze jest to, że już po kilkunastu, kilkudziesięciu dniach po katastrofie, wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS, takich jak Brudziński, Hofman właśnie, Kurski, Kamiński (tak, tak, ten wywalony Kamiński, zresztą, obydwaj), opinia publiczna zaczęła „oskarżać”, to może za duże słowo, ale dostrzegać u nich język nienawiści. Po wyborach prezydenckich w 2010. dla wszystkich rozsądnie myślących w tym kraju stało się jasne, że PiS posługuje się językiem nienawiści. A kiedy Macierewicz rozpoczął swoją obłąkańczą misę wyjaśnienia przyczyn zamordowania prezydenta Kaczyńskiego, przemysł pogard PiS-u rozwijał się w oszałamiającym tempie. I dziś osiągnął swoje apogeum, chociaż to nie jest jeszcze ostatnie słowo.

Już podczas walki w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, normalnie, rozsądnie myśląca część opinii publicznej, zaczęła nazywać tych ludzi wyznawcami. Najpierw Lecha Kaczyńskiego. Później, kiedy zaczęły się marsze z pochodniami, takie same jak w latach trzydziestych w Niemczech, kiedy zaczęto śpiewać zmienioną pieśń religijną i wołać „Jarosław, Polskę zbaw”, Jarosława Kaczyńskiego. Stało się jasne dla społeczeństwa (tak pozwolę sobie nazywać rozsądną część obywateli), że ci ludzie wyznają religię smoleńską i są członkami tej sekty.

A było to ponad dwa i pół roku temu.

Prezes Kaczyński niemal od razu połapał się w tym, że najskuteczniejszą obroną jest atak i bardzo szybko zaczął odwzajemniać oskarżenia o mowę nienawiści, później o przemysł pogardy. Zadziałało – media natychmiast o kupiły i zaczęła się historia ”O dwóch takich, co używają wobec siebie mowy nienawiści”. Kompletnie fałszywa historia, kompletnie niesprawiedliwa, bo absolutna większość polityków wszystkich opcji (w tym partii rządzącej i samego Tuska) obchodziła się i obchodzi z Kaczyńskim, jak z przysłowiowym jajkiem. Pojedynczy politycy, jak Palikot, Niesiołowski, czasem Halicki i sporadycznie jacyś inni, powiedzieli coś ostrego, czy bardzo ostrego na jego temat. Tymczasem PiS, całą niemal ławą atakował rząd, prezydenta, polityków PO i media i to wytaczając działa potężnego kalibru. Do dziś pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego media wymyśliły historię „O dwóch takich, co…” i z uporem maniaka opowiadają ją do dziś.

Ponieważ numer z mową nienawiści i przemysłem pogardy zadziałał, nie tylko w mediach, ale również w głowach Polaków, zresztą, właśnie dlatego w ich głowach, że w mediach, Hofman wyskoczył ostatnio z sektą. Media jakie są, każdy widzi i jest dla mnie jasne, że już wkrótce powstanie w nic nowa historia. Historia ”O dwóch sektach, co posługują się wobec siebie mową nienawiści”. I znów będzie kompletnie fałszywie i kompletnie niesprawiedliwie.

Ale ja powiedział pewien, samozwańczy zresztą, klasyk gatunku „Media pokazują to, co widzowie chcą oglądać”, zakłamując indoktrynowanie przez siebie (te media) owych telewidzów, według przewidywanych zysków z reklam, uzależnionych od programowego menu.

Bezwstydnie więc PiS kradł, kradnie i będzie kradł oskarżenia pod swoich adresem, przekierowując je na przeciwników. Co tam przeciwników, nazwijmy rzecz po imieniu: śmiertelnych wrogów.

Swoją drogą, nazywanie „wiedzą”, opieranie się się na dowodach „uczonych najwyższej, światowej klasy” i nazywanie „wiarą – sekciarstwem”, opieranie się na raporcie stworzonym przez specjalistów od katastrof lotniczych, to dla mnie jakiś matrix, jakieś… sen, czy coś…

Media odgrywają w naszej dzisiejsze rzeczywistości pierwszoplanową role. Nie dlatego że pokazują te obłąkańcze rocznice i inne pisowskie konferencje. Nie dlatego, ze zapraszają do swoich stacji, gazet i rozgłośni tych ludzi i pozwalają im mówić. Ale dlatego, że nierzetelnie, nieuczciwie pokazują, przekazują, relacjonują i komentują rzeczywistość. Idzie mi oczywiście o relacje PiS – „reszta świata”.

andy lighter

Słowa brane na klatę

Chociaż nie lubię Tadeusza Cymańskiego, trochę żal mi faceta. W prywatnej rozmowie z dziennikarzem, nie powiedział nic oryginalnego, mówią o tym w końcu wszyscy dookoła, praktycznie jak jeden mąż, z wyjątkiem PiS-u rzecz jasna, bo oni jak zwykle wygrali.

A tak na marginesie, nie pamiętam kto to powiedział i nie dałbym gardła, że kiedyś nie powiedział tego ów euro poseł: Jak polityk rozmawia z dziennikarzem, to zawsze musi mieć na uwadze, że to nie jest prywatna rozmowa.

Europoseł po kolejnych przegranych wyborach (których to już, bo straciłem rachubę?), nie krył swojego rozczarowania wynikiem wyborów i próbował analizować przyczyny, za co nie szczędzili mu krytyki koledzy z PiS, głównie jedni ze sprawców PiS-owskiego „jak zwykle zwycięstwa”, Adam Hofman i Mariusz Błaszczak. I w związku z tym właśnie, dziennikarz portalu „wprost24” rozmawiał z Cymańskim. Tadeusz Cymański co prawda „ostrzegł”, że w związku ze swoją sytuacją w partii informacji nie udziela, ale kontynuując, tym bardziej w sposób jaki to robił, nie dziwę się, że dziennikarz postanowił to upublicznić. Ja odczytałbym to podobnie: „masz szlaban, ale tym bardziej powiem jakie to wszystko durne”.

T.Cymański Zdj. cymanski.pl

Idiotyczne jest wg niego przerabianie stwierdzenia „ponieśliśmy dotkliwą porażkę”, na pisowskożołnierskie „atakuję i szkodzę partii”. Cymański wymienia całą serię sytuacji, która złożyła się na tę porażkę i jest chorobą drążącą PiS od środka.

Np., że Jarosław Kaczyński to autokrata i dyktator, o czym wiedzą wszyscy oprócz wazeliniarzy prezesa. Zgadzam się z Cymańskim, że Jarosław Kaczyński „Będzie miał swój PiS do końca życia”. Bo nie sposób się tu z europosłem nie zgodzić. On, wg mnie, będzie miał „swój PiS”, bo stworzył go jak Bóg człowieka – na swój obraz i upodobanie, i będzie go miał, nawet jak np. oszaleje, albo zacznie chlać, albo np. pójdzie do zakonu, czy wyjedzie do Chicago. I to jest problem tej partii. No bo jeśli np. by zwariował, to kto nie zwariuje, będzie „szkodził partii”(?)

Rację ma też Cymański wyobrażając sobie: „Kaczyński powinien się otworzyć. Dzieląc się władzą, nie straciłby jej, a tylko pomnożyłby to, co już ma. Byłby przywódcą bardziej nowoczesnym”. Oczywiste przecież jest, że przywództwa nikt nie jest mu w stanie odebrać tak długo, jak on będzie chciał przywódcą być.

Myślę, że Cymański zapłaci głową za ten wywiad, ale głównie nie za to o czym wspomniałem, ale za ocenę przeszłości, PiS-owskiego rządzenia. I choć znów przytoczył sprawy oczywiste, o których zresztą wielu „późniejszych”, albo głupszych działaczy/posłów tej partii nie wie, bo są przez tę partię skrzętnie zamiatane pod dywan, dokładnie tak było:

 Mieliśmy ogromną kasę. Ale daliśmy ją bogatym i pogłębiliśmy rozwarstwienie społeczne. To jest tajemnica, o której się milczy. Bo albo popierasz PiS, albo milczysz. Ten brak krytycyzmu, to zapatrzenie i ten zachwyt nad dwoma latami naszych rządów, to przesada”.  „Brudziński chwalił się, że średnio daliśmy 200 zł na osobę – ale średnio to się facet topi w jeziorze, które ma metr głębokości. Jestem bankowcem, liczę, mam to wszystko w małym palcu i widzę, co się dzieje. Polacy tego nie wiedzą”. Cóż dodać panie Tadeuszu Cymański…, pan to wie, ja to wiem, wszyscy inni to wiedza i o tym mówią, oprócz polityków PiS.

I wreszcie pod sam koniec, euro poseł Tadeusz Cymański powiedział to, o czym m.in. my: ja, inni blogerzy, czy to Romskey, czy Marzatela, czy Dyktatutra, Reszort, Antoni Kopf, Eliza i wielu, wielu innych, piszemy od lat przynajmniej kilku:  „Poziom wazeliniarstwa doszedł do stanów ekstremalnych i już się przelewa. Wszystko ma swoje granice. Nie chcę awantury, ale chyba nie da się tego uniknąć. Ta sytuacja prowokuje, żeby człowiek sam dał sobie spokój”.

Cieszę się, że odrobił pan lekcję i poprzeglądał wreszcie nasze blogi. Przecież my to dla Was piszemy. Żeby się Wam w końcu oczy pootwierały. Jak widać, od czasu do czasu działa.

Sądzę, że euro poseł Tadeusz Cymański podzieli los, jaki spotkał onegdaj Ornitologa Migalskiego. Jednak coraz częściej niepokorni żołnierze PiS-u nie cofają wypowiadanych przez siebie słów i nie zamykają na powrót, otworzonych oczu. I tak jak kiedyś Migalski, dziś Cymański, konsekwencje za swoje słowa „biorą na twarz, na klatę”.

Kwestią czasu jest, kiedy w PiS zostaną oprócz Kaczyńskiego Macierewicz, Brudziński, Kurski, i parę innych „pachołków”.

andy lighter

PiS-owskie aksjomaty

„Gdyby odbyła się debata Gilowska – Rostowski, to pani profesor, by pana ministra rozjechała”. To ostatni z całej masy pewników, którymi przez ostatnie cztery lata, nie inaczej w obecnej kampanii PiS z prezesem Kaczyńskim na czele , raczy polskie społeczeństwo.

„Większość posłów PSL poparło legalizację miękkich narkotyków”, to co prawda niewielka pomyłka, bo prezes miał na myśli to, że ustawa ta może stanowić otwartą drogę do legalizacji miękkich narkotyków. Nie inaczej było jeszcze nie tak dawno ze służą zdrowia. Słowa o prywatyzowaniu służby zdrowia przez PO zostały zastąpione „komercjalizacją, która może być w istocie otwartą drogą do prywatyzacji szpitali”. „Legalizacja związków homoseksualnych to prosta droga do adopcji dzieci przez homoseksualistów”.

To co „może stanowić”, może się stać”, „może mieć miejsce” to w istocie dla prezesa Kaczyńskiego pewnik, że tak właśnie się stanie. I tym karmi, a w praktyce straszy, zupełnie zmanipulowane tymi aksjomatami społeczeństwo. Ciągle też powraca, powtarzane jak mantra „Gdyby rządził PiS, to…”, oznaczające ni mniej ni więcej, tylko: „Polacy byliby bogaci i szczęśliwi, a Polska byłaby silnym, mlekiem  miodem płynącym krajem”.

To dość prymitywna, ale i skuteczna socjotechnika. Przypomina mi do złudzenia „The Trouth Seeker”, czyli „Ruch Poszukiwaczy Prawdy”, którzy gdziekolwiek nie zaglądną, czymkolwiek się nie zainteresują, wszędzie widzą spisek, układ, chęć zniszczenia społeczeństw a nawet ludzkości, itp. Szczególnie ten ruch rozwinął się w Internecie w krajach zachodnich, choć i w Polsce zwolenników tego trendu nie brakuje. A jaką zdobywa sobie popularność, wystarczy zerknąć na blog „kefir2010” i jego rankingi. Oszołomstwo i zagrożenia dla świata jakie z niego wyzierają, mogą naprawdę zjeżyć włos na głowie niespecjalnie interesującemu się poszczególnymi zagadnieniami zjadaczowi chleba. Prezes Kaczyński wydaje się posługiwać podobnym schematem: wystraszyć i zapewniać, że tylko on zna (pozna) całą prawdę i że tylko on „uratuje świat”, tylko jemu na tym zależy. Oczywiście tak jak w przypadku Ruchu i ruchopodobnych internautów, większość z tych prawd okazuje się kretyńskimi „strachami, mającymi wielkie oczy”, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się tu i teraz – efekt bieżący, czyli… głosy wyborców, poparcie.

Fragment z bloga "kefir2010". Aż strach się bać.

_____

Nie oglądałem debaty o gospodarce w TVP, ale czytałem opinie. Komentatorzy – ekonomiści są przerażeni „morzem” populizmu jakimi obsypują wyborców przedstawiciele kandydujących partii, głównie opozycyjnych. Nie mają oni żadnych hamulców w przerzucaniu się obietnicami nie do spełnienia.

Myślę, że zbyt mało uwagi społeczeństwo – wyborcy, poświęcają na rozliczenia polityków ze składanych obietnic, których niedotrzymanie (z przyczyn obiektywnych rzecz jasna) niczym nie skutkuje. Nie ma więc sposobu, aby chociaż „przymknąć nieco jadaczkę” jednego, czy drugiego oszołoma.

_____

Podczas konferencji prasowej prezesa Jarosława Kaczyńskiego w otoczeniu dzieci, moderujący ją poseł Hofman bardzo starał się, aby pytania zadawane prezesowi były „poprawne”. Bardzo się zżymał, kiedy dziennikarze prosili prezesa o odniesienie się do oskarżeń PSL-u pod swoim adresem, albo o odniesienie się do oświadczenia prof. Gilowskiej.

Zresztą, PiS nie ma z tym najmniejszego problemu. W sprawie Gilowskiej prezes „myślał o debacie akademickiej”, a w sprawie PSL-u, ucina sprawę tak, jak opisałem na początku: „W istocie ta ustawa może prowadzić do legalizacji…”. A poza tym „(…) do sądu idzie się wtedy, kiedy padają słowa obraźliwe np., a nie z jakiegoś błahego powodu”. Kłamstwo, wierutne zresztą, to według prezesa błahy powód, powód zupełnie bez znaczenia. Jakoś kompletnie mnie to nie dziwi. Człowiek, który z kłamstwa uczynił swój atut wyborczy, musi uważać kłamstwo za nieistotny (dla przeciwnika oczywiście) szczegół.

To samo trochę wcześniej stwierdził zresztą poseł Błaszczak, zarzucając Ludowcom, chęć prowadzenia kampanii, wzorem PO, na sali sądowej

Panowie, a może po prostu wystarczy przestać kłamać? Nikomu wówczas do głowy nie przyjdzie jakaś sala sądowa.

andy lighter

Sprawa Polska na Litwie, a… Kaczyńscy

Dziś poseł Hofman z PiS bardzo łagodnie potraktował rząd i premiera Tuska w temacie konfliktu na linii Warszawa – Wilno. Początkowo mnie to zszokowało, ale natychmiast załapałem powód. „Dotychczasowa polityka polskich władz wobec Litwy okazała się nieskuteczna (o co tu kurde chodzi??? Hofman wymięka, może chory???). Trzeba będzie się zastanowić, podjąć jakieś inne działania, być może trzeba będzie dać Litwinom coś więcej. Litwie musi się opłacać odpuścić” – oświadcza Adam Hofman. Przyznam, że jestem w szoku.

Największe zasługi w odpuszczaniu Litwie odnotowali bracia Kaczyńscy! Odpuścili im tak dalece, że Litwini kompletnie interesy Polaków tam mieszkających ignorowali. Nie tylko ignorowali zresztą, ale jakby nigdy nic, w odpowiednim momencie postawili wobec tych „interesów” szczelny szlaban. Co można by tu dać jeszcze Litwinom… Utopiliśmy w Możejkach masę pieniędzy, kupując m.in. większość (chyba 75 %) udziałów litewskich w tej firmie. Mniejszość litewską w Polsce traktujemy zgodnie z najlepszymi standardami europejskimi. Co by tu jeszcze? Może pan Kaczyński, spec przecież (tak jak jego brat) od tego, żeby się Litwie opłacało, podpowie nam, gdzie by tu jeszcze Litwie ująć problemu, przejmując go na siebie? Podobno Litwa bardzo zbliżyła się gospodarczo z Białorusią i w wyniku tego zbliżenia ponosi same straty, bo jak nietrudno się domyśleć, Białoruś jest goła jak święty turecki. Litwa poniosła więc same straty, i finansowe, i (a może przede wszystkim), polityczne. Może więc wyrównamy Litwie straty, tak finansowe jak i polityczne – będziemy Litwinów nosić w Brukseli na rękach, żeby zatrzeć niesmak UE po jej ignorowaniu przez Litwę w jej zbliżaniu z Łukaszenką.

Zgadzam się z komentatorami, którzy uważają, że nie ma powodu, aby uczniowie szkół polskich pisali inną maturę z języka litewskiego i innych przedmiotów, niż uczniowie litewscy. Polscy uczniowie na Litwie muszą znać język litewski per fect. Przecież chcąc uczyć się dalej, czy pracować na odpowiednim dla wykształcenia stanowisku i funkcjonować np. w życiu publicznym, innej możliwości nie ma i być nie może. Tak więc języka litewskiego powinni uczyć się wszyscy: Litwini, Polacy, Rosjanie, Tatarzy, itd. Im lepiej go zna, tym większe ma szanse na wykształcenie. Jednak z oczywistych względów, nie może to nastąpić na zasadzie „ucięcia topotem”, czyli: do wczoraj tak, od dzisiaj tak. Zresztą, sprawy edukacji Polaków są złożone, bo „po litewsku” na maturze np. z historii, to jedno, a szkoły to inna sprawa. Jednak kłopotem Polaków na Litwie jest to, że sprawy praw człowieka i sprawy edukacji zostały przez Litwinów (sprytnie) wrzucone do jednego wora. Tablice z nazwami miejscowości i ulic, nazwisk, porozumiewanie się w urzędach, itp. to przecież odmienna sprawa. Mam nadzieję, że rozmowy ekspertów, które podobno mają się rozpocząć, przyniosą efekt dobry dla Polaków, bo my nie mamy z czego (i nie musimy, bo nie ma powodów) ustępować, czy „coś dawać” jak chce poseł Hofman.

Dwujęzyczna tablica

I komu to przeszkadzało?

Ps. Poseł Hofman lubi Litwinów, bo nie ma wyboru: jego duchowy przewodnik, śp. Lech Kaczyński ich kochał, więc nie może nawet pomyśleć o… gromieniu miłości swojego duchowego przywódcy.

_____

Obok Hofmana, wspaniały popis hipokryzji i… mega krętactwa pokazał dziś poseł Halicki z PO. Rzecz dotyczyła powołania generała Skrzypczaka do pracy w Ministerstwie Obrony Narodowej w charakterze doradcy. Gen. Skrzypczak pluł na też rząd w sposób, jaki sam Jarosław Kaczyński by się nie powstydził. „Wysyłał” rząd do sądu, na Smoleńsk, za Afganistan, nie pozostawiał suchej nitki na ministrze Klichu. Klich zresztą zwolnił go za to, że nie zachowywał się jak żołnierz, ale jak plotkara na targu, bo takie rzeczy żołnierz załatwia „w cztery oczy” z przełożnym, itp., itd. Rację ma euro-poseł Siwiec przypominając, że skoro po dymisji Bogdana Klicha premier uznał go za bardzo dobrego ministra (ja tez tak uważałem i uważam), powołując generała, wali swojego byłego ministra w pysk.

Ale wracając do Halickiego, z rozbrajającą szczerością przyznaje: „Gdybym chciał otoczyć się kręgiem doradców, na pewno wybrałbym tych, którzy wyrażają się krytycznie niż tych, którzy tylko przytakują”. I natychmiast chór dyskutantów zawołał (razem ze mną): No to dlaczego nie Macierewicz!!!???. Przecież on też krytykuje? Nie chodzi o to, żeby zatrudniać dupolizów, ale też nie o to, żeby ufać zajadłym wrogom.

Panie Halicki, że Platforma robi z siebie pośmiewisko, traci wiarygodność i powagę, nie moja sprawa. Ale, że za idiotów ma obywateli, to obchodzi mnie już jak najbardziej.   

andy lihter

I co dalej?

Miałem plan. Wyborczy. Platforma Obywatelska mnie nie zadawalała, głosowanie na inne partie nie wchodziło w grę, nieuczestniczenie w wybrach też. Dawałem wyraz swojemu zawiedzeniu co do Platformy w swoich tekstach, malkontenciłem i wymyśliłem sobie, ze w wyborach oddam głos nieważny, jeden wielki „X” na cała kartkę, żeby nie było, ze pusta kartka i jakieś manipulacje.

Moi sieciowi przyjaciele próbowali mnie przekonać, że jednak PO, bo zagrożenie PiS-em…, niekiedy, że… „trzeba wybrać lepsze zło”, itd. A ja z uporem maniaka powtarzałem: „obawa przed PiS-em, to za mało, już to przerabialiśmy”. I byłem pewien, że „jak powiedziałem, tak zrobię”. Dziś kompletnie wywróciło się wszystko (również w mojej głowie) do góry nogami. Żyję już dość sporo lat na tym świecie i sporo przeżyłem. I niemały kawał kmuny, i sierpień 80., i stan wojenny i transformację. Przeżyłem też wiele „jazd po bandzie” i nawet do „jazdy bez trzymanki” przywykłem. Jednak nigdy nie wyobrażałem sobie (a wyobraźnię mam niczego sobie – całkiem, całkiem odlotową), takiej prymitywnej kampanii. Trudno przecież nie spodziewać się odlotowej (ale jednak przemyślanej na swój sposób) kampanii od inteligentnych bądź co bądź ludzi. Jarosław Kaczyński, Ziobro czy inny Zieliński, cokolwiek o nich myślę i jakkolwiek ich oceniam, są, nawet w moim pojęciu, inteligentnymi ludźmi (nie myśleć o Brudzińskim, to zdecydowany wyjątek).

Taka jazda, jaką fundują Polakom Kaczyński i reszta, przechodzi moje najbardziej nawet kosmiczne wyobrażenia. „Nie ma biednych społeczeństw. Nie ma biednych krajów. Są tylko źle zarządzane i my to zmienimy!”, albo chłopy wyjechały ze wsi i kompletnie im odbiło”, wypowiadane przez działaczy PiS-u, od prezesa po Hofmana, to absolutne mistrzostwo świata.

I dziś nie wiem. Jestem jeszcze bardziej skołowany, niż w chwili, kiedy postanowiłem oddać głos nieważny. W obliczu kompletnego zidiocenia naszej sceny politycznej, i chociaż nie chcę tego robić, muszę k woli uczciwości wymienić tu (oprócz PiS-u rzecz jasna) SLD, nie jestem pewien nieważnego głosu. To znaczy, mój plan uważam za dobry, ale gdyby to miało przynieść skutek… jak wolę nie myśleć, to…

I co dalej? 

andy lighter

Powstanie a niepodległa Polska

Od zawsze zadziwiają mnie niesamowite, intelektualne łamańce intelektualne polityków PiS-u. Najczęściej Błaszczaka i Hofmana, choć oczywiście również pozostałych. Ten ostatni znowu popisał się niezwykłą sprawnością.

Oburzył go mianowicie wpis Sikorskiego na Twitterze, dotyczący powstania warszawskiego:  warto wyciągnąć lekcje także z tej narodowej katastrofy”, a także podał link do strony http://www.powstanie.pl, której autorzy wyrażają krytykę pod adresem sprawców tego powstania. I tu jeszcze nic się nie dzieje, powstanie bowiem przez wielu jest gloryfikowane, ale przez równie wielu krytykowane, głównie, jeśli nie tylko i wyłącznie w kontekście jego sprawstwa.

Mistrzostwo akrobacji intelektualnej uwidacznia się po wyrażeniu przez posła Hofmana owego oburzenia: Mentalność Sikorskiego jest mentalnością ministra PZPR”, a dalej: , Radosław Sikorski powinien gloryfikować trud powstania, bo przez ten trud mamy dziś niepodległą RP.

Konia z rzędem temu, kto wykaże zależność powstania warszawskiego z dzisiejszą niepodległą RP. Ja takiej zależności i w ogóle jakiegokolwiek przełożenia nie widzę. Nie ukrywam, że należę do krytyków sprawców i dowódców powstania, nie ujmując w żaden sposób bohaterstwu mieszkańców Warszawy. Powstanie warszawskie przyniosło wyłącznie straty. W ludziach, moralne. Ile kosztowało nas to powstanie ludzkich istnień. M.in. inteligencji, młodzieży i dzieci. Ile kosztowała nas odbudowa Warszawy, a właściwie budowa stolicy od początku? Cały naród potężnymi siłami i środkami „podnosił Warszawę z ruin”, ile spraw mogłoby załatwić państwo (nawet komunistyczne), za te pieniądze? Co nam to powstanie dało, oprócz płaczu żon i matek? I „przykręcenia komunistycznej śruby, przez Stalina za karę? Nie ma ani jednego argumentu przemawiającego na korzyść powstania. Ani jednego!

Do ogromnej kolekcji wyczynów akrobacji intelektualnej PiS-u (np. o Lechu Kaczyńskim, twórcy „Solidarności”, najlepszym –prezydencie w dziejach Polski, itd., itd., itd., …), to kolejny, niezwykły wyczyn.

Nie chcę oceniać powstania, bo zdania są podzielone i każdy wie swoje. Ale dobrze byłoby, nawet je chwaląc, zachować jakieś ramy zdrowego rozsądku a nie wymyślać nowych, kosmicznych teorii. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek staniemy się pragmatyczni, praktyczni jak np. Czesi.

 

andylighter

Udeptywanie gruntu

Prawo i Sprawiedliwość zaczyna już udeptywanie gruntu pod przegrane jesienne wybory. Ustami Adama Hofmana, rzecznika klubu PiS, wyraża troskę o uczciwość wyborów do parlamentu. Hofman idzie nawet dalej, dostrzegając możliwość fałszowania wyborów jako stałą tendencję. To jest chyba powiedzenie między wierszami: „Wiemy, wiemy. Już nigdy nic nie wygramy”.

„W Polsce jest ponad półtora miliona, blisko półtora miliona głosów nieważnych, a to jest najprostszy sposób fałszowania wyników” – stwierdził Hofman (swoją drogą użycie w jednym przypadku słów „ponad” i „blisko”, jest ciekawe). Aby temu zaradzić, PiS chce powołać do życia Korpus Ochrony Wyborów. Jako przykład fałszerstwa rzecznik pokazuje, prawdziwy zresztą, Wałbrzych. Tyle, że przykładanie Wałbrzycha do wielkich krajowych wyborów jest, jak sądzę sporym nadużyciem.

No, ale ja się zastanawiam, co będzie, kiedy PiS przegra wybory pomimo ochrony Korpusu. Przecież jak mniemam, będzie to korpus PiS-owski. I dedukuję, że będzie wytłumaczenie: „Mieliśmy za mało ludzi”, „Nie mogliśmy być wszędzie”. PiS już dziś ustawia się w wygodnej pozycji wiecznej opozycji. Główni ludzie PiS-u i tak zawsze będą mieli zapewniony mandat parlamentarny, zero odpowiedzialności i krytyka, ile wlezie. A w niczym PiS nie sprawdza się tak dobrze jak w krytyce wszystkiego i wszystkich (poza sobą). Aż strach pomyśleć co by było gdyby wygrali. „Poza stołkami do zajęcia, wszystko inne to same problemy: związkowcom dogodzić, ścianę wschodnią unowocześnić, najbiedniejszych wzbogacić… Po cholerę mi to” – kombinuje sobie pewnie prezes Kaczyński. Bo inni PiS-owcy, to narwańcy, może i chcieliby władzy, bo nic nie rozumieją.

Najlepszą sytuację, ze wszystkich partyjnych szefów kampanii wyborczych będzie miał Tomasz Poręba, szef kampanii PiS-u.

fot.B. Frydrych/Agencja FORUM

W przeszłości prezes nie certolił się ze sztabowcami, którzy przegrywają a teraz. Wybory i tak „będą sfałszowane”, więc przegrana będzie oczywista i wytłumaczalna. I znów prezes będzie mógł powiedzieć, jak zwykle po wyborach: „Myśmy i tak wygrali te wybory”. Zawsze tak mówi, ale nigdy nie było to tak oczywiste, jak będzie teraz. Poręba ocaleje. Na bank. A w przyszłej kadencji powoła się komisję do wyjaśnienia. Z Macierewiczem oczywiście. I wszystkie nazwiska fałszerzy będziemy mieli jak na tacy.

Prezydent zdecydował, że wybory będą jednodniowe. Trochę to komplikuje sprawę oczywistej przegranej, bo w nocy z sobotyna niedzielę oszustwa miały się dokonywać, ale fałszerze coś wymyślą, na pewno mają jakiś plan B. 

andy Lighter