Gospodarz Polski i jego orędzie

„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja, zawsze dziewica” – rozpoczął swój cotygodniowy felieton z cyklu „Glos Polski” w TV „Trwam”, Antoni Macierewicz. To już samo w sobie jest śmieszne, bo wiadomo, ze Jezus miał sporo młodszego rodzeństwa, a o ich niepokalanym poczęciu nic nie wiadomo. Pewniejsze i to znacznie jest to, że Jarosław zawsze dziewicą jest. Wszak to katolik pełną gębą, a jak wiadomo katolik, to przed ślubem absolutnie „nie dopuści”. Ale to tak na marginesie.

Z felietonu, wygłoszonego na pięć dni przed Nowym Rokiem wyszło raczej orędzie noworoczne szefa smoleńskiego zespołu parlamentarnego i obywatela Rzeczpospolitej Kaczyńskiej. Chyba coś mu się pomyliło, bo nazywa siebie i swoich zwolenników – katolickich ekstremistów, gospodarzami Polski.

Czarno widzi mijający rok pan poseł. Co mnie szczególnie dziwi, nie tylko pogorszył się los polskich obywateli, ale również jego. „(…) Zastanawiamy się, czy jeszcze do pierwszego znajdziemy pieniądze dla dzieci, dla naszego wyżywienia, dla realizacji samych podstawowych potrzeb, jakie każdy człowiek posiada, (…) To wszystko musi napawać olbrzymim niepokojem (…)”.

Rozumiem, że niepokoi to wielu naszych obywateli, ale nie miałem pojęcia, ze również poseł nie może „znaleźć pieniędzy”. Słyszałem wprawdzie o wypłacanych w sejmie bezzwrotnych zapomogach dla  najbardziej potrzebujących posłów, takie coś w rodzaju Sejmowego Ośrodka Pomocy Społecznej, ale to mnie dziwi, jeśli zważyć, że polscy parlamentarzyści, jeśli porównać ich zarobki ze średnimi krajowymi w poszczególnych państwach, to istni krezusi. Na łeb biją bogatych Niemców i Francuzów, np. O wiele uczciwiej byłoby więc powiedzieć: „… Zastanawiacie się państwo, czy jeszcze…”, albo: „… od pierwszego znajdą państwo…”. Ale cóż, to pewno taki skrót myślowy, no chyba, że apel do posłów o… podwyżkę, co wcale by mnie nie zdziwiło. Słyszałe głosy, że gdyby niektórzy posłowie nie byli posłami, to zarabiali by trzy razy więcej i mieli spokojniejsze życie.

Ale wracając do orędzia. Widzowie telewizji Trwam dowiadują się, ze trwa właśnie apokalipsa. Oto Tusk wpycha Polskę do konfederacji, Wielkiej Rzeszy  Niemieckiej. No i wreszcie… wiarą. Trwa bezpardonowy atak na naszą wiarę. „(…) Słyszymy o In vitro, słyszymy o tzw. związkach partnerskich, która mają zastąpić, albo być równoległe do rodziny, do małżeństw, słyszymy o coraz dalszych atakach na chrześcijan i chrześcijaństwo. Słyszymy wreszcie o bezczeszczeniu krzyża, obrazu Madonny, komunii świętej. (…) Wraz z rządem Donalda Tuska i ostatnimi zmianami nasila się wszystko to, co przybiera kształt jakiegoś apokaliptycznego ataku na samo człowieczeństwo.

Ale dalej jest nadzieja. „Setki tysięcy” ludzi wychodzą na ulicę, skupionych wokół telewizji Trwam, Solidarności i PiS. I w pewnym momencie mnie Macierewicz „rozwalił”, bo to wszystko co wcześniej, to już widzieliśmy, słyszeliśmy i to nie raz, ale to, że „(…) Tak jesteśmy katolikami i jako katolicy CHCEMY MIEĆ RÓWNE PRAWA W NASZEJ OJCZYŹNIE”. Przyznam, że mało nie spadłem z fotela, jak to usłyszałem. Macierewicz ma żal, że rządzi mniejszość.

Jasne też stało się dla mnie, dlaczego oni są „prawdziwymi Polakami”, a my nie. Otóż Macierewicz głosi: To my jesteśmy tutaj gospodarzami. Ten obraz Polski powstającej z kolan, jest także obrazem dającym nam wielką nadzieję”.

Macierewicz! Zaprzańcu! Społeczeństwo polskie nigdy nie dopuści do tego, żeby katolicka, rydzykowi ekstrema, stanowiąca margines nie tylko wśród polaków, ale i wśród katolików, była tutaj gospodarzem! Im szybciej wbijesz to sobie do swojego obłąkanego łba, tym lepiej dla tej biednej, zindoktrynowanej ekstremy.

Dalej Smoleńsk, zamach i wybuchy trotylu i nadzieja, że w 2013. roku problem katastrofy zostanie rozwiązany. Wyraża też Macierewicz nadzieję, że „Polacy nie dadzą robić z siebie durni i nie nie dadzą sprawić, byśmy byli czymś, na kształt państwa niewolniczego”. I tu się z panem zgadzam panie Macierewicz.

Nie jesteśmy durni i nie będziemy waszymi niewolnikami. Ma pan to jak w banku!

I w ten oto sposób, z nadzieją Macierewicz tak im, widzom telewizji Trwam, właśnie życzy na 2013. rok.

Ja też mam życzenie. Chciałbym aby Macierewicz pozostał, tak jak ostatnio, „w ukryciu jak najdłużej, a jedynym miejscem jego „felietonów” pozostały telewizja Trwam i Rado Maryja.

A dla cierpliwych, w oryginale:

andy lighter

 

Etyka Macierewicza

„Święty czas” – chciałoby się zakrzyknąć po tym, jak sejm przegłosował zgodę, na uchylenie immunitetu posłowi Antoniemu Macierewiczowi. Ale ja jestem zadowolony tylko połowicznie.

Za wnioskiem głosowało 234 posłów, jeśli się nie mylę to zdecydowały 4 głosy. Świadczy to o wielkim przywiązaniu posłów do swojego przywileju. Bez względu na rodzaj, wagę i symbol oskarżenia. Poza tym , Macierewicz stanie przed sądem za chlapnięcie jęzorem w studio telewizyjnym oskarżając, a właściwie zniesławiając dwie osoby. Jedna z nich się, i słusznie, zawzięła i postanowiła nie popuścić. Ja jednak nie mogę wyjść ze zdziwienia, dlaczego np. MON nie wytoczy Macierewiczowi procesu karnego za sprawy o wiele większym ciężarze gatunkowym.

Wracając jednak do sprawy, w myśl zasady: „Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma” (Al. Capone beknął za podatki, ale beknął), przyjrzyjmy się sprawie.

Macierewicz oskarżył człowieka służb specjalnych Gromosława Czempińskiego o „stworzenie” Marka Dochnala, znanego biznesmena i lobbysty, czyli, tłumacząc z polskiego na nasze, umożliwił (pomógł?) robić biznes człowiekowi spod ciemnej gwiazdy, jakim jest wg niego Marek Dochnal. Marek Dochnal kryształowym biznesmenem być może nie jest, ale kiedy trudno było mu cokolwiek udowodnić, siedział w „areszcie wydobywczym” prawie cztery lata. W tym dwa za rządów PiS, który go ze szczególnym piętnowaniem i chwaleniem się ty faktem, nie rozpieszczał. Wygrał jednak sprawę w Strasburgu skarżąc się na długotrwały areszt i nasz wymiar sprawiedliwości musiał go wypuścić.

Macierewicz będzie musiał teraz udowodnić stworzenie Dochnala przez Czempińskiego, co mu się oczywiście nie uda. Już teraz zresztą, broniąc się Macierewicz mówi o kompletnie czym innym, również zresztą bełkotem będącym. Bo bełkotem totalnym jest obrona, a właściwie atak, iż „… stan spraw społecznych w Polsce mierzony jest i będzie poziomem, który prezentuje Marek Dochnal”. Sprawy społeczne sprawami społecznymi, ale co wspólnego ma bezczelne pomówienie Dochnala (i Czempińskiego zresztą) ze stanem spraw społecznych, dalibóg – pojęcia nie mam zielonego.

Mnie martwi co innego. Bo jeśli Macierewicz uznany zostanie winnym, wydrukują jakieś „przeprosiny” w stylu Wyszkowskiego, pokażą planszę w telewizji i trochę schudnie kieszeń pana posła. Ale cóż to dla niego, który ma praktykę w zbieraniu datków na cele nadrzędne, np. u naszych amerykańskich rodaków. Jeśli weźmie ze sobą posłankę Fotygę, natychmiast nie tylko wyjdzie na swoje, ale jeszcze zadośćuczynienie „moralne” osiągnie.

Martwi mnie, że jak już wspomniałem, włos Macierewiczowi z głowy nie spadł, nie spada i prawdopodobnie nie spadnie, za kompletne rozbicie polskich służb wywiadowczych, za narażenie życia naszych agentów i współpracujących z nimi obywateli krajów, w których działali. Że spalił bezcenne kontakty i źródła informacji wywiadowczych, że wreszcie bezpodstawnie pomówił wielu byłych agentów wywiadu, za co skarb państwa do dziś wypłaca pokrzywdzonym sowite zadośćuczynienia. Próba postawienia go przed Trybunałem Stanu spełzła na niczym, z powodu zbyt niskiego stanowiska, jakie piastował w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Martwi mnie, że Macierewicz pozostaje i na mój nos pozostanie bezkarny za to, co robi dziś. A więc za niewybredne oskarżenia pod adresem najważniejszych ludzi w państwie, za wysuwanie wyssanych z palca kolejnych dowodów na zabójstwo prezydenta Lecha Kaczyńskiego, za sumienne żmudne i bardzo płodne współtworzenie języka nienawiści w Polsce i za ciągłe działania zaczepne w wojnie polsko-polskiej.

Nie wiem jaka jest etyka Marka Dochnala i jak mam być szczery, nie specjalnie mnie to obchodzi. Jednak etyka Antoniego Macierewicza obchodzi mnie bardzo, bo ten człowiek tworzy prawo w moim kraju i, jako się rzekło, odgrywa jedną z głównych ról w wyniszczającej państwo wojnie polsko-polskiej. A w obliczu jego działań z niedalekiej przecież przeszłości, uwiecznionej w raportach komisji likwidacyjnej WSI i w wyniku jego działań dzisiejszych, jego moralność jest antymoralnością, przykładając ją do mojego systemu wartości, będącego wyznacznikiem mojej moralności. Jest jej dokładnym przeciwieństwem. Jest wszystkim tym, co w moim systemie wartości jest po stronie zła.

andy lighter

Zabierzcie Macierewicza!!!

Sam już nie wiem, czy się śmiać, czy płakać…, a może jedno i drugie na zmianę. Jedno jest pewne – jesteśmy (większość społeczeństwa) kompletnie bezradni wobec szaleństwa, wyraźnych oznak obłędu i paranoi politycznej niektórych polskich polityków.

Jakim trzeba być ostatnim bydlakiem, żeby wymyślić teorię: „(…) Loża pana prezydenta znajduje się bezpośrednio nad klubem parlamentarnym PiS. Rozumiem, że zamach byłby wymierzony w klub PiS i pana prezydenta. (…)”.

Rzecz dotyczy oczywiście ujawnienie planowanego zamachu na Sejm i najwyższe władze państwa. I oczywiście przedszkolak zgadnie, że taka myśl mogła zrodzić się w pierwszej kolejności w głowie Antoniego Macierewicza. I nie jest ważne, ze pisząc o Polsce i polityce, zamachowiec posługiwał się wykreowanym przez zwolenników PiS-u specyficznym „POlska”, „POlityka”, oznaczającym pogardę dla określonej (oczywistej) opcji politycznej.

Już rok, półtora, a nawet dwa lata temu wielu dziennikarzy, publicystów i blogerów wygłaszało opinię, że przekroczona została przez tego posła granica przyzwoitości, dobrego smaku, prawa, itd. Tych granic od ponad dwóch lat było bez liku, ale widać Macierewicz polubił przekraczanie kolejnych granic. Dodajmy, nielegalne przekraczanie, co łatwo mu przychodziło bo „służby graniczne” były i są w stosunku do niego bardzo pobłażliwe.

Czy nie jest już najwyższa pora, żeby coś z tym zrobić? Czy naprawdę nie ma sposobu, aby zmusić go do poddania się psychiatrycznej obserwacji i (na bank) leczeniu. Bo jeśli Kaczyńskiego można łatwo posądzić o manipulację, granie trumnami na ludzkich emocjach, nawet jeśli obarczony jest polityczną paranoją, to Macierewicz jest moim zdaniem ewidentnie chory. Zresztą od lat, sądzę, ze od ’89 roku. Ten człowiek jest kompletnie niepoczytalny.

Świadczyć o tym może choćby praca w zespole smoleńskim. Jego szef jest autorem, głosicielem ok. dziesięciu dowodów na popełnienie zbrodni i chociaż każdą kolejną hipotezę porzucał, z żadnej się nie wycofał. To powinno oznaczać, że zbrodnia była przeprowadzona w sposób doskonały i niezawodny. Plan A (sztuczna mgła), plan B (bomba termo baryczna), plan C, plan D, plan E, plan F, plan G, plan H i pozostałe, aż do trotylu, zastosowano nie kolejny, jeśli poprzedni zawiódł, ale wszystkie jednocześnie! Więc nie udać się nie mogło.

Wykładowca z Krakowa przygotowywał się do zamachu przez parę lat i go nie wykonał. Macierewicz jest w trakcie wykonywania zamachu stanu ciągle – od dwóch i pół roku. I nikt mu w tym nie przeszkadza! Żadne służby się nim nie zajmują, żadni lekarze nie badają, prokuratura nie ściga…

Nie wierzę, powtarzam, nie wierzę, żeby nie było możliwe odsunięcie szaleńca od możliwości współtworzenia prawa w tym kraju. Nie wierzę, żeby nie było możliwe uniemożliwienie szaleńcowi współkreowania opinii publicznej, światopoglądu sporej części polskiego społeczeństwa.

Nie wierzę, musi być jakiś sposób. Musi być jakaś reakcja. Władzy, klubów poselskich innych niż PiS partii, prokuratury, bóg wie kogo jeszcze. Jeśli takiej możliwości nie ma, to… Polska to dziki kraj! Tylko błagam, nie piszcie mi, że demokracja… Bo demokracja nie oznacza, nie może oznaczać „rzymskiego konia w senacie”, albo innego Kaliguli.

andy lighter

Pojawia się i znika – trotyl w samolocie

A właściwie w samolotach. Prokuratura oświadczyła, że w ciałach ofiar katastrofy smoleńskiej nie wykryto śladów obecności materiałów wybuchowych. Ale niedługo potem dowiadujemy się, że ślady materiałów wysokoenergetycznych wykryto w tupolewie o numerze bocznym 102.

No, to się porobiło. Czekamy, może ktoś w Rzepie napisze o trotylu i nitroglicerynie? Chociaż wiadomo, że oba tupolewy używało wojsko, ja spokojnie czekam na konferencję Antoniego Macierewicza. Nawet wiem, jaką informację usłyszę:

Otóż oczywistą oczywistością jest, że zamachowcy nie wiedzieli wcześniej, którym Tupolewem poleci do Katynia prezydent Lech Kaczyński. Dlatego umieścili oni trotyl z nitrogliceryną w obydwu samolotach! Po wszystkim, po cichu usunęli trotyl z samolotu 102. Ot i cała tajemnica.

A że prokuratura twierdzi, że nie było trotylu? Przecież cały PiS, czyli Naród, z prezesem Kaczyńskim na czele wie, że prokuratura kłamie.

andy lighter

Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.:

 

Wojna z Kaczyńskim, czy wojna Kaczyńskiego?

Ciekawe jak się czują rodziny załogi prezydenckiego Tupolewa, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy prezes Jarosław Kaczyński określa ją jako „gorsza załoga”? Określa tak załogę, „w ostatniej chwili zamienioną”, załogę,  którą do niedawna cały PiS bronił jak niepodległości i wychwalał umiejętności pilotów tego samolotu, jak i całego polskiego lotnictwa. Zresztą w tym samym słowotoku, na tej samej konferencji prasowej, Kaczyński zaprzecza sam sobie, mówiąc: Co do załogi polskiej – była decyzja o odejściu. Pozostaje pytanie, dlaczego do tego odejścia nie doszło. Piloci, którzy mają wylatane tyle godzin nie wiedzą jak to zrobić? To jest wątpliwe. Piloci Tu-154M zostali wprowadzeni w sytuację bez wyjścia i nie jest prawdą, że zabrakło im kwalifikacji”. No więc jak to jest? Była „gorsza”, czy wykwalifikowana, bo w wyjaśnieniach prezesa można się pogubić.

„Czy zmiana załogi Tu-154 M, którym miał lecieć Lech Kaczyński z lepszej na gorszą była przypadkiem, czy może wynikiem czegoś innego – a więc wojny z prezydentem? Konstytucyjnie prezydent jest pierwszą osobą w państwie i w oczywisty sposób należała mu się lepsza załoga.  Gdyby ich nie rozdzielono, z pewnością nie byłoby tej katastrofy” – to „piękny ukłon” prezesa w stronę rodzin załogi. Prezes nie może zrozumieć, dlaczego premier polskiego rządu przyjął zaproszenie premiera innego kraju, zamiast w tym czasie wziąć czynny udział w rozpoczęciu kampanii reelekcyjnej Lecha Kaczyńskiego. Oczywistym przecież jest, że w kampanię Lecha Kaczyńskiego powinni angażować się wszyscy, bez względu na przynależność partyjną, a przeciwnicy polityczni w szczególności. W końcu status głowy państwa i jego chęć na pozostanie tą głową, jest dla kraju najważniejsze!!!

Absolutnie się zgadzam z Jarosławem Kaczyńskim, że była wojna, jednak uważam, że nie była to wojna z Lechem Kaczyńskim, tylko wojna Lecha Kaczyńskiego. Zresztą Lech Kaczyński wojować lubił, np. w Gruzji, a wojować z Rosją, wręcz uwielbiał.

Oczywiście na konferencji PiS-u w sprawie raportu nie mogło zabraknąć Antoniego Macierewicza, który w tym celu wyszedł ze spotkania sejmowej Komisji Obrony Narodowej z ministrem Millerem. I jak zwykle wygłosił eksperckie zdanie na ten temat. Stwierdził, że powodem katastrofy było niewysłanie wcześniejszej BOR-u i niedopełnienie przez nich obowiązku ochrony miejsca, w które miał przylecieć prezydent Lech Kaczyński. Okazało się przy tym, że ekspert Macierewicz nie ma pojęcia o obowiązkach Biura Ochrony Rządu.

Przed tą konferencją odbywało się wspomniane wyżej spotkanie sejmowej Komisji Obrony Narodowej z ministrem Jerzym Millerem, w sprawie oczywiście raportu. I już wtedy w swoim długim monologu zarzucił ministrowi przemilczenie odpowiedzialności BOR-u, a więc i własnej, jako że BOR podlega ministrowi MSWiA. „Zarówno pan, jak i szef BOR, nie dopełniliście obowiązków, nie dopilnowując tego, by lotnisko było sprawdzone przez BOR” – twierdził Macierewicz. I oczywiście nie omieszkał przypomnieć lansowanej ostatnio wiadomości, że samolot przestał działać 15 metrów nad ziemią.

Abstrahując już od Jarosława Kaczyńskiego, gdybym nie znał dobrze obłędu Macierewicza, pomyślałbym, że jest pijany, bo ma dzisiaj urodziny. Ale znamy go doskonale, i oczywistym jest, przynajmniej dla mnie, że on zachowuje się i rozumuje jak pijany, obojętnie czy jest pijany, czy pije wodę, czy nic nie pije.

Swoją drogą, kompletnie nie rozumiem, jak można zniżyć się do poziomu ministra, czy innych ważnych urzędników państwowych i pozwolić sobie na taką hucpę pod ich adresem ze strony człowieka, który nie tak dawno przecież naraził na niebezpieczeństwo państwo polskie, unicestwiając jego służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Ten człowiek, który powinien „chodzić kanałami” ze strachu przed sprawiedliwością, nie tylko chodzi z podniesioną głową, ale beszta, ubliża i upokarza najwyższych urzędników w tym państwie. To długo jeszcze pozostanie dla mnie zagadką.

andy lighter

Księga chorego autora

Nie jest tajemnicą, że Antoni Macierewicz, od kilkunastu lat co najmniej, nic mądrego nie napisał, jak też nie powiedział. Przynajmniej publicznie. Opublikowany i zaprezentowany fragment najnowszego dzieła tegoż autora tej sytuacji nie zmienił, co nauczonego doświadczeniem, zupełnie mnie nie zdziwiło.

Antoni Macierewicz wraz ze swoim prezesem Jarosławem Kaczyńskim pokazali dziś fragmenty „Białej Księgi”, które obciążają winą za katastrofę Rosjan. No bo przecież, jak stwierdził Jarosław Kaczyński, nie jest w polskim interesie obciążanie winą za katastrofę polskiej strony w postaci załogi, generała czy prezydenta. Strasznie naiwny jednak jestem, bo cały czas myślałem, że w interesie wszystkich jest ustalenie przyczyn katastrofy, a nie, że w interesie Polski jest jakiś tam interes. Macierewicz nie zostawia więc suchej nitki na rosyjskich kontrolerach lotu, ich dowódcach, premierze i prezydencie tego kraju.

Jasne jest od dłuższego czasu, że do Rosjan można się o niektóre szczegóły przyczepić. Pewnych rzeczy nie zrobili, bo nie musieli, choć mogli. Jasne jest, że współpraca zespołów (rosyjskiego – MAK i polskiego) po katastrofie nie układała się (i nie układa) dobrze. Jasne jednak jest też to, że pewnych rzeczy nie da rady odczarować (albo zaczarować?) nawet taki doświadczony wyjadacz śledczy jak Macierewicz, np. niezrozumiałej decyzji załogi o lądowaniu, czy pogody. Zresztą Macierewicz chyba stchórzył w ostatniej chwili, bo nic nie słyszałem o bombie na pokładzie, ani o sztucznej mgle. A tyle się o tym nagadał, jeszcze całkiem niedawno.

Czekamy teraz na drugą część księgi, dotyczącej odpowiedzialności rządu za katastrofę. I może Macierewicz będzie odważniejszy? Może usłyszymy o plamie oleju, której wykrycie kiedyś tak triumfalnie ogłaszał, albo o wytrzymałości tutki, przerobionego bombowca, która jakieś tam drzewo powinna ściąć jak kosa trawę, i o podobnych faktach, które nie tylko pokazywali już światu Macierewicz z prezesem, ale też znakomici eksperci udzielający się np. w „Naszym Dzienniku”.

Tymczasem chamscy, durni i antypolscy dziennikarze zebrani w Brukseli by oglądać relację z konferencji i nawet zadawać pytania, wychodzili niezainteresowani sprawą. Wprowadzono ich bowiem w błąd, nie informując o temacie telemostu. Haniebna niewdzięczność.

Rację ma Niesiołowski oceniając księgę jako dzieło chorego z nienawiści człowieka i odsyłając go na badanie do psychiatry. Żal mi tego człowieka. Źle musi mu się żyć w takim kraju, z takim narodem. Bardzo musi się męczyć biedak, tak bardzo się dla kraju starając, tak niedocenianym będąc przez większość.

andy lighter