Śniadanie mi smakowało

Byłem sceptycznie nastawiony do programu Mellera, w którym spotkać się mieli artyści z premierem.  „Co tacy artyści mogą wiedzieć o problemach zwykłych ludzi, kraju, przecież oni żyją we własnym świecie szołbiznesu” – myślałem, zresztą nie byłem jedynym sceptykiem Okazuje się, że wiedzą, a ja się myliłem. I ogromnie się z tego cieszę.

Nie zawiedli mnie też i sam Marcin Meller i reszta gości. Właściwie Meller zaskoczył mnie pozytywnie, podobnie jak Kukiz. O Zbigniewie Hołdysie zawsze miałem dobre zdanie, uważając go za jednego z wybitniejszych intelektualistów w „tamtym” środowisku, a Tomasza Lipińskiego, poza jego piosenkami nie znałem zupełnie.

Tomasz Lipiński

Myślę, że premier znowu (jak zawsze) się obronił, a zadanie miał niezwykle trudne. Trudne sprawy poruszone szczególnie przez Pawła Kukiza i przede wszystkim Zbigniewa Hołdysa, sprawiały Tuskowi nie lada trudności. Okazuje się bowiem, że my, tak jak ci artyści, używamy pewnych stereotypów, schematów myślowych, kłamstw przeciwników politycznych, jako pieprzonej, złej rzeczywistości, tymczasem one z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. Np. stereotyp nietykalności wierchuszki partyjnej w terenie. Przynajmniej wierchuszki Platformy. To samo dotyczyło braku demokracji w państwie. A Brudziński z Niesiołowskim w tivi? Przecież to nie ustawki premiera, tylko innych Rymanowskich, albo Olejnikowych.

Zbigniew Hołdys

Częściowo zarówno pytania jak i odpowiedzi, były jakby moimi pytaniami i odpowiedziami jakie chciałbym usłyszeć. Od dawna np. uważam, że nie można za wszystko obwiniać rządu (każdego). Trudno przecież np. winić rząd za to, że gdzieś „na dole”, jakiś „robol” ożeni jakiś tłuczeń na drogę i zastąpi go byle czym, czego efektem jest droga remontowana nazajutrz po otwarciu. Często w rozmowach ze znajomymi albo w swojej internetowej „twórczości” przytaczałem dowcip o materiałach budowlanych oskarżonych przed sądem, które broniąc się tłumaczą, że ich w ogóle na budowie nie było. Żaden rząd nie zmieni kraju, bez zmieniania się kraju na dole, w sensie mentalności, odpowiedzialności, itp.

Paweł Kukiz

Szczególną uwagę zwróciłem na dwie kwestie.

Spodobała mi się szczerość premiera Tuska, przyznanie się do porażki w kwestii np. potężnego wzrostu liczby urzędników, choć… zabrakło mi jego pomysłu, co z tym zamierza zrobić. Nie przypominam sobie innego premiera, który w trakcie trwania na swoim urzędzie przyznałby się do tak potężnej porażki. Porażki w działaniu, bo porażek w niepotrzebnym wypowiadaniu jakichś zdań, kilka było.

Jestem też po stronie premiera w kwestii „złego traktowania twórców”. Zbigniew Hołdys podniósł kwestię podniesienia VAT-u koszty ponoszone przez ludzi kultury i tym podobne sprawy. Z jednej strony podzielam pogląd, że artyści ponoszą spore, w porównaniu do innych grup społecznych obciążenia. Z drugiej strony jednak podzielam zdanie premiera, że ci ludzie jednak sobie poradzą. Często mają więcej niż jedno źródło utrzymania, a nawet jeśli nie, to z łatwością mogliby mieć. Skoro więc nie mają, widocznie (i to jest dla mnie oczywiste) tego nie potrzebują. Jest dla mnie jasne, że Doda nigdy nie osiągnie poziomu zamożności Whitney Houston, albo innej Madonny, choć wielu twierdzi, że na to zasługuje. Nikt jednak nie zaprzeczy, że artyści, czy twórcy z wyższych półek, jak na nasze, polskie warunki, żyją w ogromnym dostatku, mimo przytoczonych przez Hołdysa ponoszonych kosztów. Na końcu i tak „koszty” ponosimy my, czyli uczestnicy koncertów czy „kupowacze” książek.  A zmniejszenie ilości koncertów, powoduje… życzenia wyższej gaży, a nie ubożenie artysty.

Jestem po tym programie, w porównaniu z tym, czego się spodziewałem, ukontentowany. Oczywiście premier nie przekonał mnie do tego, żebym rzucił mu się z miłością w ramiona, ale utwierdził mnie w przekonaniu, że w obecnej, trudnej sytuacji, nie jest „pomyłką” na tym stanowisku. Nie wiem czy będę na niego głosował czy nie, ale wiem, że artyści go nie rozjechali walcem, wcale nie przez grzeczność. Wiem, że będę PO brał poważnie pod uwagę dokonując wyboru, na kogo oddać swój głos przy urnie.

Jednego życzłbym sobie na przyszłość tego, aby spotkania z różnymi grupami społecznymi ludzi pełniących władzę, stały się częste, nawet bardzo częste. Pozwalałoby to bowiem nie tylko na poznanie przez nas „kuluarów rządzenia”, ale przede wszystkim rządzącym pozwalałoby na usłyszenie społeczeństwa.

 

andy lighter