Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.:

 

Memoriał Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński (najprawdopodobniej) przekazał prezydentowi Barackowi Obamie memoriał dotyczący śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Nie byłoby tym w sumie nic złego, gdyby nie pewne… okoliczności. Co prawda nie tylko Kaczyńskiego wkurzają pewne działania Rosjan. A to sprawa wraku, a to przepływ dokumentów dotyczących śledztwa. Ale…

Jarosław Kaczyński, bardzo tajemniczy w temacie treści memoriału, uchylił rąbka tajemnicy. Powiedział dziennikarzom, że znajdą się tam ustalenia śledztwa. Ustalenia śledztwa wkrótce poznamy wszyscy, więc zastanawiam się, czy nie chodzi tu przypadkiem o ustalenia śledztwa Macierewicza. Tym bardziej, że prezes mówi: „(…) chodzi o to, żeby wypunktować rzeczy, które zostały już ustalone i które nie pozostawiają żadnej wątpliwości, a które być może są tam nieznane (…)”. Jasne jest, że Jarosław Kaczyński, jako osoba będąca strona w postępowaniu, jako członek rodziny prezydenta, wie więcej niż opinia publiczna. Ale jasne jest też, że tenże Jarosław Kaczyński publicznie mówi, iż dziś nawet przedszkolaki wiedzą, ze samolotu nie mogła zatrzymać brzoza. Można się więc spodziewać, że znajdą się tam oskarżenia strony rosyjskiej o spowodowanie katastrofy. Publicznie Kaczyński w wywiadach dla przyjaznych mediów mówi o tym jak nakręcony, oskarżając i Rosjan i Tuska.

Najlepiej byłoby dla Kaczyńskiego, gdyby ów memoriał trafił do kosza na śmieci, albo gdzieś do magazynu z gadżetami-prezentami dla prezydenta Obamy przy okazji zagranicznych wizyt. Dlaczego? Gdyby ten memoriał ujrzał światło dzienne i ujrzałaby go jakaś tam opinia publiczna, w tym rosyjska, Kaczyński mógłby napytać sobie biedy. Dotychczas za działania niesprawiedliwie oskarżające niewygodnych dla PiS-u i prezesa ludzi, płacimy my – podatnicy, bo jakoś tak się dzieje, że oszczercom tych ludzi nie tylko nie spada włos z głowy, ale są na politycznym świeczniku. Lekarze, wywiadowcy i kontrwywiadowcy, prokuratorzy i inni żądają odszkodowań za szkalowanie, nękanie i straty nie tylko moralne, słusznych odszkodowań, za które płacimy my – podatnicy, płacąc w dodatku tym oszczercom hojne pensje.

Inaczej będzie, gdyby o treści memorandum o treści dość łatwej do przewidzenia znając zdanie prezesa, dowiedzieli się Rosjanie. Jak by się wkurzyli, to Kaczyński może gorzko tego pożałować (a przez niego, nie daj boże, my wszyscy. Z łatwością bowiem, będą mogli udowodnić, tym razem przed światem, że winę za katastrofę ponosi strona polska. Wiemy o tym wszyscy, że to Polska jest winna katastrofy i choć na zawsze pozostanie to tajemnicą poliszynela (jestem tego pewien), nieważne dla świata będzie fakt, że główną winę ponosi kancelaria prezydenta i generalicja Wojska Polskiego. Obawiam się (a może sobie tego życzę – jeszcze nie wiem), że Kaczyński i jego ekipa, a także tuby a’la Sakiewicz i zwolennicy a’la Rzeczpospolita Moherowa, będą definitywnie skończeni.

Memoriał to błąd Kaczyńskiego. Powinien się modlić, aby trafił na śmietnik, aby Rosja, strategiczny dziś partner USA, nie zapoznała się z nim. Zadyma na świecie to nie to samo co pochodnie na własnym podwórku.

Kaczyńki i jego bratanica w kościele zapewne sobie z Obamą nie pogadali. Był tam tylko kilka minut. Przekazał prezes, albo nie, memorandum. Nie wiemy, bo kamer nie było.

__________________

Nie jestem zbyt zadowolony z rządów Platformy Obywatelskiej. Co prawda daję im odrobinę forów, bo kryzys, bo powodzie i inne trudności… Uważam, że Donald Tusk niekoniecznie radzi sobie z ogarnięciem numerów we własnej partii. Tak więc, zważając na okoliczności łagodzące, daję Tuskowi i jego rządowi trójkę plus. Jednak widząc, który to już raz, konferencję prasową prezydenta Obamy i premiera Tuska, jestem dumny, ze taka osoba stoi na czele polskiego rządu. Jeszcze raz podkreślam, pomijając dokonania, które ma, ale mogło być więcej, zachowuje się, mówi, reaguje, nie gorzej, a nawet lepiej, albo przynajmniej tak samo jak prezydent największego na świecie mocarstwa. Jest kompletnie luźny, swobodny, wie co powiedzieć, potrafi porozumieć się bez tłumacza (chociaż ma słuchawki, bo niuanse…). Z tak zachowującym się przywódcą państwa, muszą liczyć się inni przywódcy. A co za tym idzie, z takim krajem, musza się liczyć inne kraje.

Mam troszkę obiekcji do premierowania Donalda Tuska. Ale jednocześnie jestem dumny ze swojego premiera. Myślę, że Obama też był… zaskoczony. Gdyby mieli więcej czasu, z pewnością świetnie by się dogadali z… pożytkiem… dla obojga. 

 

andy lighter

Brawo Panie Wałęsa!

Prezydent Lech Wałęsa odmówił spotkania z Barackiem Obamą w Warszawie. Na pytanie dziennikarza o powód, stwierdził jedynie: „Nie, nie spotkam się. Nie pasuje mi, nic więcej nie mam w tej sprawie do powiedzenia”. Możemy się więc jedynie domyślać decyzji pana Wałęsy. Mnie ta decyzja jak najbardziej pasuje. Wałęsa co prawda wyjeżdża do Włoch w tym czasie, ale ja uważam, że powód odmowy jest inny. Wizytę we Włoszech z łatwością można było przesunąć o kilka godzin. Pan Wałęsa lubi mówić i „nic więcej nie mam w tej sprawie do powiedzenia”, mówi aż nadto dużo.  

Domyślam się powodów rezygnacji Wałęsy ze spotkania z Obamą. Może ich być oczywiście więcej, Lech Wałęsa ma sporą wiedzę na temat polityki zagranicznej USA i w ogóle stosunków międzynarodowych. Dla mnie prawdopodobne są dwa, może trzy powody.

Po pierwsze, łaskawa zgoda pana Jarosława Kaczyńskiego na obecność w Pałacu Prezydenckim. Bardzo się pan prezes ociągał, zapewne nasze władze użyły sporej dawki perswazji i próśb do szanownego pana prezesa, żeby się jednak łaskawie zgodził. I… odetchnęli z ulgą, bo łaskawie się zgodził. Taki sposób traktowania szeregowego posła, mimo iż jest szefem partii opozycyjnej to jest szeregowym posłem, obchodzenie się z nim jak z jajkiem, lub jak kto woli, z rozkapryszonym, manipulującym otoczeniem dzieciakiem, jest nie do zaakceptowania, nie tylko dla Wałęsy (dla mnie, dajmy na to, również). Zresztą Kaczyński ma się spotkać z Obamą podobno dwukrotnie, ponieważ ma być obecny na spotkaniu prezydenta USA z rodzinami ofiar (wojskowych) smoleńskich. Wyjątkowa, kompletnie nieuprawniona nobilitacja Kaczyńskiego. Kim on jest do cholery, żeby wynosić się ponad najważniejsze osoby w państwie? Mozolnie i skutecznie realizuje swoja politykę „własnej Polski”, przy akceptacji, a nawet walnej pomocy najwyższych władz Rzeczypospolitej. To może być dla Lecha Wałęsy potwarz, jak najbardziej uprawniona. Żaden polityk w tym kraju, poza rządzącymi, nie ma prawa stawiać się wyżej od tego człowieka, laureata Nagrody Nobla, tym bardziej pozorowany opozycjonista.

Innym powodem może być wspomniane już spotkanie Obamy z rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej. Zauważmy, że Wałęsa ogłosił swoją rezygnację ze spotkania po tym, kiedy spotkanie Obamy z rodzinami stało się już oficjalnie pewne, dotychczas słyszeliśmy tylko o prawdopodobnym spotkaniu. Obama w ten sposób upolitycznia tragedię smoleńską, upolitycznia sprawę, najpewniej wypadku lotniczego. Upolitycznia, bo jest to wizyta oficjalna, a więc polityczna. Rozmienił się Obama na drobne, najwidoczniej ma kiepskich doradców, czego zresztą dowody już nieraz dawał. Sądzę (przy tej okazji), że podniecamy się, zachwycamy, tą całą amerykańską doskonałością ichnich służb, od ochrony poczynając na doradcach kończąc, zdecydowanie niezasłużenie. Jest absolutnie pewne, dla PiS-u, z którego list wystartują ludzie po uszy zaangażowani „w Smoleńsk”, oraz rodziny, że fakt spotkania się z rodzinami oraz wyjątkowa, jednorazowa i jak to określił prezes „dla dobra Polski” obecność Kaczyńskiego w pałacu, oraz spotkanie Obamy z rodzinami (głównie chodzi o Błasikową i Kaczyńskiego), stanie się potężnym argumentem wyborczym, wciskanym zwolennikom PiS-u i niezdecydowanym. Nie na darmo Kaczyński odbył spotkanie z ambasadore USA w Polsce. „Ma facet wpływy”, ocenili doradcy prezydenta Obamy, a z wpływowymi ludźmi spotkać się wypada.

Byćmoże nie bez znaczenia jest jeszcze inny powód. Prezydent Obama przyjeżdża do Polski bez małżonki. I choć mówi się, że to zemsta za nietrafiony dowcip prezydenta Komorowskiego na temat żony myśliwego, jest to oczywisty afront, przynajmniej w mojej ocenie. Takie „wpadki” głów państw, premierów, ministrów, itp., są na świecie rzeczą normalną i nagminną, wręcz chlebem powszednim, chociaż nam się wydaje, że nasz prezydent jest wyjątkowy. To absolutnie nieprawda i nie ma to najmniejszego znaczenia w stosunkach międzypaństwowych, nie ma najmniejszego powodu do obrażania się na wpadki, lapsusy czy jakieś popełnione niezręczności.

Pan prezydent Obama myśli chyba, że w Polsce mieszkają sami idioci. Wczoraj odbyło się przyjacielskie spotkanie Obama – Miedwiediew, a jutro ten przyjaciel Rosji spotka się z rodzinami i zapewne powie im coś miłego. Coś, co chcieliby usłyszeć. Co? Może, że Rosja jest zła, że dobrze, że z taką determinacją dążą do wyjaśnienia sprawy, może pochwali superśledczego Macierewicza… Jednym słowem schizofrenia dla idiotów.

Otóż nie panie Obama. W Polsce nie mieszkają sami idioci. Idioci to tylko 27 do 30 % Polaków. Dobrze by było, żeby jacyś pańscy superdoradcy panu to powiedzieli.

Brawo Panie Prezydencie Wałęsa! Popieram pańską decyzję w całej rozciągłości. Własnej godności trzeba bronić i żadna święta krowa, nawet prezydent USA tego nie zmieni w człowieku, który swą godność ceni.

To wszystko to oczywiście moje domysły. Uważam jednak, że coś w trawie piszczy a ja próbuję dojść przyczyny piszczenia.

andy lighter

Obamo ratuj!

Niektóre, a raczej powinienem napisać: „Niewielka część, wiadomo kto” rodziny ofiar tragedii smoleńskiej, wiążą ogromne nadzieje z przyjazdem prezydenta Baracka Obamy w Polsce. Jeden z najzajadlejszych liderów tych „wiadomo które”, Andrzej Melak chciałby zadać prezydentowi Obamie dwa, trzy pytania i apeluje do organizatorów spotkania o poszerzenie listy rodzin.

Melak, zdecydowany prokaczysta nie omieszkał przy okazji obrazić publicznie, żeby nie nazwać tego oskarżeniem, żony generałów, które na spotkaniu z prezydentem Obamą w Katedrze Polowej Wojska Polskiego prawdopodobnie będą. Gdy ktoś zapytał go, czy to oznacza, że spotkają się z Obamą tylko te rodziny, które zgadzają się ze śledztwem i nie zadają pytań, odpowiedział:Jeżeli mówię, że będą tam w większości panie generałowe, to tak, bo takich pytań te panie nie zadają publicznie. Oprócz jednej pani gen. Błasikowej, która staje w obronie honoru męża i polskiego wojska. Pozostałe jakby się wyciszyły, są strasznie wstrzemięźliwe”. Dziwi mnie to o tyle, że jeśli co prawda Melak jest znanym krzykaczem, zwolennikiem teorii spisku i zdrady, to mówił on też w imieniu córki posła Wassermanna, która „najbardziej ceniła sobie spokój i nieupolitycznienie katastrofy”. Chociaż…, dziś już chodzą słuchy, że pani Wassermann wystartuje z list krakowskich PiS-u w nadchodzących wyborach (czekamy jeszcze na wieści, o miejscu na liście pani Beaty Gosiewskiej).

Matka pana Gosiewskiego napisała rozpaczliwy list do Baracka Obamy z prośbą o spotkanie. I niechby sobie pisała, guzik mnie to obchodzi, gdyby nie to, że znowu deptane są uczucia innych ludzi: „(…) Wiem, że Pan, Panie Prezydencie jest bardzo związany ze swoją rodziną, zatem rozumie Pan mój ogromny ból, ale również chęć poznania prawdy. Dlatego jestem przekonana, że Pan osobiście pomoże mi i innym rodzinom, które straciły swych ukochanych i spowoduje, że zostanie przeprowadzone niezależne międzynarodowe śledztwo (…)”. Ta baba najwyraźniej myśli, że tylko ona, inni (niektórzy) członkowie rodzin ofiar smoleńskich i Obama są bardzo związani ze swoją rodziną, inni nie. I mówi (raczej pisze) to lekarz, która na co dzień widziała ludzkie cierpienie, cierpienie innych ludzi, cierpienie o którym do zeszłego roku nie miała pojęcia, bo żyła jak pączek w maśle. Ta kobieta nie ma bladego pojęcia o tym, co znaczy stracić swoich ukochanych i zostać bez środków do życia. Ta kobieta ubliża wszystkim, którzy to pojęcie mają (zresztą jie tylko ona im ubliża, ale również rząd, ale to już zupełnie osobna, opisywana wiele razy historia).

Wpadłem na zdjęcie pani Beaty Gosiewskiej, drugiej żony posła Gosiewskiego (że też Rydzykowi to nie przeszkadzało, że jego pupil nie po chrześcijańsku żył), przy grobie męża. I kiedy przeczytałem napis na nagrobku (chyba autorstwa samego posła) natychmiast skojarzyłem to z dorobkiem wicepremiera. „Wdzięczność ważniejsza jest od pieniędzy”. I rzeczywiście, w karierze wicepremiera wdzięczność Włoszczowian za peron kolejowy była ważniejsza, niż waloryzacja rent i emerytur dla ludzi, którzy dostali od pana ministra po 180 zł jednorazowego dodatku (szkoda, że słuchaczki radia maryja mają taką krótką pamięć). Dostali te grosze w czasie najlepszej dla tego kraju po 89. roku koniunktury i przy najwyższym wzrośce gospodarczym.

Matka pana Gosiewskiego chciałaby poruszyć sumienie prezydenta Obamy i namówić go na wszczęcie międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zapomina tylko, że przyjaciele jej syna, pani Fotyga, dyplomatka światowej klasy i pan Macierewicz, mistrz świata w niszczeniu służb wywiadu i kontrwywiadu własnego kraju, a więc ludzie z najwyższej „polskiej” półki, załatwiali już sprawę w Ameryce.

Ponieważ na międzynarodowe śledztwo szans nijakich nie ma, bo jest to sprawa między Polską a Rosją, oczywiście pani Gosiewska, pan Melak i inne „wiadomo które” rodziny liczą na to, że USA zagrożą Rosji użyciem broni nuklearnej, albo po wysłuchaniu zawiedzionych rodzin, wiedziony współczuciem, skieruje na Bałtyk siły NATO, aby w razie nie przyznania się Rosji do zamachu wespół z Tuskiem i Komorowskim, zaatakować z morza cele rosyjskie tak jak to ma miejsce w Libii.

Tylko, ze panie Melak, pani Gosiewska, prezydent Obama spotyka się dziś w cztery oczy z prezydentem Miedwiediewem, a obaj podkreślają wyjątkowo znakomite wzajemne stosunki i potrzebę tych wzajemnych doskonałych stosunków utrzymywania, a nawet pogłębiania.

Eeech, szkoda, że Jarosław Kaczyński nie jest premierem.

(obrazek chyba z tygodnika „Angora”, ale nie jestem pewien – zrobiłem komórką kiedyś) 

andy lighter