Niespokojna wataha – bajka o Jerrym

Wielka puszcza. Ciągle jest rozległa, nikt nie wydziera jej kawałków, w celu innego zagospodarowania. Jest nienaruszalna. I będzie, bo ona musi być. Watahy wilków zamieszkują ją od zawsze. Praktycznie niezmiennie, przed dwudziestu laty jedynie, dokonały się w niej rewolucyjne zmiany, sporą cześć wielkiego, starego stada przepędzono (a właściwie samo się poddało) i powstał nowy porządek, nowe wilki zagospodarowały puszczę. I tak to trwa, czasem tylko jakaś wataha zostanie z puszczy przepędzona i musi ją opuścić, czasami nowa pojawia się w puszczy, pojedyncze wilki przechodzą z jednej watahy do innej, ot, życie puszczy.

Każda z nich ma swoje terytorium. Walczą ze sobą i od czasu do czasu zwiększają je, kosztem zmniejszania terytorium innych watah, które potem albo je odzyskują, albo nie. Jednak jedno stado, stado „J”, od lat jest bardzo niespokojne. Ciągle jest przepędzane z miejsca na miejsce, ciągle wydziera się im kawałki „ich ziemi”. A kiedyś przecież „rządzili” całą puszczą. Musieli zostawić, co prawda terytoria dla innych watah, ale część z nich sobie podporządkowali, innych skutecznie zastraszali, „będąc panami” puszczy.

Wilki

Rządził w tym stadzie samiec Alfa – Jerry. Niezwykły samiec. Inne stada, z daleka jedynie „udawały” powarkiwanie na tego samca, a wilki z jego stada musiały przyjąć postawę absolutnie poddańczą. Poddańczą do tego stopnia, że zatraciły, albo głęboko schowały jakąkolwiek zdolność samodzielnej egzystencji. Jedynie, podporządkowane tej watasze inne stada, podnosiły głowy i warczały. Samiec Alfa nie patyczkował się z nimi, przepędził je na tyle skutecznie, że musiały opuścić puszczę. Ale to był zarazem jego koniec. A właściwie koniec jego panowania w puszczy. Inne stada natychmiast wykorzystały brak sprzymierzeńców watahy i jedno z nich przejęło puszczę we władanie.

Stado „J”, a właściwie samiec Jerry, natychmiast zaczął się odgrażać, że odzyska dominację w puszczy. Głośno wył. Przeraźliwie kąsał, ale wciąż bez powodzenia. Inne wilki w stadzie nie śmiały pokazywać mu jego błędów. Bały się, jeśli któreś zwierzę się odważyło zwrócić mu uwagę, natychmiast było przepędzane ze stada. Mimo oczywistych błędów strategicznych. Samiec Jerry nie tolerował braku uległości, każde zwierzę, absolutnie każde, musiało być uległe absolutnie. A jego błędy były oczywiste. Próbował wszystkiego. I przeciągłego wycia, i groźnego warczenia, i gryzł i udawał potulnego i kochającego, i… stado dostawało tęgie lanie, raz za razem.

Ciągle przegrywali kolejne starcia z innymi watahami. Potrzebowali nowej przestrzeni, jak powietrza, chudli w oczach, poruszali się jak w więzieniu po swoim niezmiennym, coraz bardziej wyjałowionym terytorium. Marzyły im się nowe tereny, zasobne, perspektywiczne, otwierające nowe możliwości. Możliwości odzyskania najsilniejszej pozycji w puszczy. Samiec Alfa ciągle im to obiecywał i ciągle odnosili kolejne porażki. Wierzył, że ma misję. Że nikt inny poza nim, nie przywiedzie ich do upragnionej dominacji w puszczy. Kiedyś już się tak zdarzyło, że pozbył się ze stada całkiem sporo silnych wilków, bo głośno wyrażały swoje zdanie, bo ośmieliły się go skrytykować. Ale miał jeszcze silniejsze. Mógł na nie liczyć.

I oto…, ta właśnie część wilków zaczęła się buntować. Najsilniejsze w stadzie. Podszeptywanie samcowi Alfa propozycji zmiany strategii, przecież stara się już wyczerpała, nie przynosiło żadnych rezultatów. Tym bardziej, że część stada, niewyobrażająca sobie życia bez tego samca Alfa na czele, stała za nim murem. Cóż, żyła dzięki niemu i żadne inne argumenty nie miały szansy do nich trafić. Również argument, że ten samiec Alfa nie jest wieczny. Dla nich jest, bo innego nigdy nie mieli, a jeśli mieli, to ten przygarnął ich w potrzebie. Są więc jego dłużnikami.

Wobec niewzruszonej obojętności na ich argumenty, zbuntowane, silne, będące największą wartością tej watahy wilki, zaczęły głośno wyć o potrzebie zmian. Niech już ten samiec pozostanie Alfą, ale niech do diabła, choć raz ich posłucha. Przekracza to jednak wyobraźnie Jerrego: jest samcem Alfa i to on wybiera strategię, najczęściej swoją własną, ale nawet, jeśli kogoś posłucha i tak to on decyduje. Wierzył, wierzy, że sobie poradzi.

Teraz te jeszcze silniejsze wilki zaczęły się buntować. Ale on nie słucha. Wierzy w swoją misję i w swoją siłę.ycie zbuntowanych wilków usłyszeli inni. Inne watahy przyglądają się temu i „wiedzą”, że Jerry już nie jest groźny. Słabnie, nawet we własnym stadzie. Jerry został upokorzony. Sprawa zbuntowanych wilków mus być ostatecznie załatwiona.

Nie wiadomo jeszcze jak to się skończy. Czy zbuntowane wilki odejdą, tworząc nowe stado? Bo o przepędzeniu ich z puszczy nie ma mowy, są za silni. Czy może dołączy do nich część uległych Jerremu wilków? Czy zostaną w stadzie, ale Jerry będzie musiał się z nimi liczyć? Jedno jest pewne. Cokolwiek się stanie, odbędzie się to kosztem terytorium Jerrego. Znacząco się skurczy na korzyść zbuntowanych. Cokolwiek się stanie, władzy nie odda, czy to w „odchudzonym” stadzie, czy dopuszczając do prawa „pierwszego kęsa” inne wilki, innego wilka spośród zbuntowanych.

Ma o czym myśleć samiec Alfa stada „J”. I kołaczą się w jego głowie słowa, zasłyszanej, gdy przy ognisku ogrzewali się myśliwi, dawno temu, piosenki:

„Jerry, Ty jesteś otoczony złotem,
Oni to złoto chcą tylko dla siebie.
Jerry, Ty śpij z otwartym jednym okiem,
Jerry, Ty miej przy sobie zawsze broń.

Jerry, Ty śpij z otwartym jednym okiem,
Jerry, Ty miej przy sobie zawsze broń.”

andy lighter