Biedni chłopcy z niedobrych domów

Pani Agata Passent, w telewizji pochyliła się nad losem bandytów stadionowych. Stwierdzając, że wszyscy byli pod wpływem, że być może pochodzą z niedobrych domów, że nie tak załatwia się uzależnienia, skrytykowała powszechne wśród Polaków żądanie o surowe kary dla tych ludzi.

Otóż śmiem się z panią Passent nie zgodzić. Bo chociaż wiem, że miała pani doświadczenie problemem uzależnienia, to słyszę, że podobnie jak w piłce, tak w uzależnieniach autorytetem (chyba) pani nie jest.

Otóż uzależnienia załatwia się radykalnie właśnie. Nie znam żadnego uzależnionego, który by zechciał sobie z nim poradzić, jeśli to uzależnienie „go nie zabolało”. A taki rok kryminału, dla dwudziesto(paro)latka, czy nawet pod dwudziestolatka, zaboli go z całą pewnością, jeśli oczywiście już nie jest „w rodzinie” jakiegoś „Starucha”, czy innego „Patyka”. A jest to bardzo prawdopodobne, bo środowiska kibolskie lubią takie „życie rodzinne” i prowadzenie „rodzinnych interesów”.

W takim przypadku, śmieszne kary dla tych bandytów, jakie zasądzono im w ostatnich dniach, to obraza, drwiny i narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, których dopuścił się nasz wymiar sprawiedliwości wobec polskiego społeczeństwa.

A wracając do załatwiania uzależnień, uzależniony musi(!!!) zaryć mordą o asfalt i to boleśnie (i to najczęściej nie raz, ani nie dwa), żeby po pierwsze dostrzegł swoje uzależnienie, ale przede wszystkim, żeby zobaczył, co to uzależnienie z niego i z jego otoczeniem – rodziną, znajomymi, ale i obcymi ludźmi, którzy przypadkiem znajdą się obok niego, robi. Ile przynosi szkody (również materialnej), ile wstydu, a z czasem bólu… Bez tego, wszelkie „pogadanki” o uzależnieniu będą tylko mową-trawą jakichś nawiedzonych mądrali, którzy pieprzą jakieś cuda-niewidy, bo darmozjady są i za darmo biorą kasę. Dlatego też właśnie w kryminale, albo po rozbiciu rodziny, dotknięty tą przypadłością, często bywa „otrzeźwiające”.

Tak więc, dotkliwy wyrok dla takich młodych ludzi może być, paradoksalnie, dla nich bezcenną lekcją na przyszłość. Im wcześniej, tym lepiej, jeśli chociaż trochę myślą, może oszczędzą sobie i innym wielu lat udręki, poniżenia, cierpienia, czy wreszcie łatwiejszego chleba na drodze przestępczej.

Inną sprawą jest przypisywanie im łatki uzależnionych „z urzędu”, np. przez panią Passent. Większość z nich uzależnionymi nie jest (jeszcze), natomiast pod wpływem alkoholu wypitego w grupie zachowuje się jak owce, podążające za swoim przewodnikiem i go naśladuje. W tym owczym pędzie istnieje tez rywalizacja. Im bardziej zasłuży na uznanie „przewodnika”, tym bliżej niego miejsce sobie zapewni. I z tego też trzeba jak najszybciej „otrzeźwieć”. Kryminał, albo dotkliwa kasa, to dobra wytrzeźwiałka.

andy lighter

Polscy kibole zaczęli „swoją grę”

Myliłem się, co do możliwości sprowokowania Polaków przez maszerujących Rosjan. Już pierwszego dnia Euro 2012, okazało się, że naszych bezmózgich rodaków nikt nie musi prowokować do rozpętania zadymy.

Oto w Krakowie podczas treningu holenderskich piłkarzy na stadionie Wisły, już na dwa dni przed rozpoczęciem Mistrzostw, z trybun popłynęło „monkey chants”, inaczej zwane „odgłosami dżungli”. Krakowscy prymitywi dali upust swojemu niezadowoleniu z powodu… właśnie, nie wiadomo z jakiego powodu, ale dla nich idiotyczny powód to najlepszy powód. Na mądre powody tych debili po prostu nie stać, bo do tego trzeba używać głowy do czego innego, niż noszenia czapki, albo golenia włosów. Ten incydent odbił się szerokim echem w europejskiej prasie (a nawet w światowych mediach), a Holendrzy zapowiedzieli, że w razie powtórzenia się takiego incydentu na „prawdziwym” meczu, zejdą z boiska. Moim zdaniem całkiem słusznie.

Nawiedzeni „Solidarni 2010”, ci od mega nawiedzonej Stankiewicz, apelowali przed meczem na Narodowym o smoleńską prawdę. Za pomocą ogromnych transparentów oczywiście. Można sobie wyobrazić ile i jakie transparenty zobaczymy w niedzielę na Krakowskim Przedmieściu.

Polscy kibole nie potrzebują prowokacji Rosjan. Pijani Rosjanie sami się pozabijają (próbek z Wrocławia już doświadczyliśmy. Zresztą bija nie tylko swoich rodaków)),  a nasi kibole chętnie się do tej awantury podłączą. W końcu zadyma bez ich udziału to nie zadyma.

Tak więc incydenty są (te wymienione to nie wszystkie), a polica i służby, po Euro obtrąbią wszem i wobec sukces polskich służb pilnujących porządku.

andy lighter

Sierp i młot na Euro 2012

Zrobiła się ostra zadyma na temat koszulek z sierpem i młotem, w których paradować mają rosyjscy kibice po Warszawie.

I choć wszelkie ruchy polskich prominentów w tej sprawie uważam za przesadne, a nawet nieprawdziwe, zadyma, a nawet zadymy, jaka się szykują z tego powodu w naszej stolicy, moim skromnym zdaniem będą winą Rosjan.

Oczywiste są dla mnie histeryczne zachowania naszych władz, a to w sprawie hotelu, gdzie najpierw spanikowali, po usłyszeniu o nieodstąpieniu przez PiS od świętowania kolejnej miesięcznicy na Krakowskim, pomimo zapewnień prezesa o „zawieszeniu broni”. Czy wysłanie ostrzeżenia do rządu rosyjskiego w sprawie aresztowań „koszulkowców”, bo to w żaden sposób do aresztowania się nie kwalifikuje. Jednak równie oczywista jest dla mnie zasada: „Przychodzisz w gości, zachowuj się przyzwoicie. Nie urażaj gospodarza”.

I ta właśnie zasada jest dla mnie absolutnie nadrzędna, bez względu na okoliczności. Będą więc, owe koszulki, dla mnie absolutną prowokacją Rosjan, celowaniem w konfrontację. Tym bardziej, że minister sportu w Rosji nie widzi nic zdrożnego w tej prowokacji, obarczając winą stronę Polską.  Jeśli Rosja uważa, poniekąd słusznie, nasze ostatnie sygnały, wysyłane w stronę Rosjan za prowokowanie kibiców, to zwyczajnie powinni nie przyjeżdżać „do gospodarza, który ich nie chce”.

Czy wyobraża sobie ktoś sytuację, opluwa jakąś osobę, znieważa, prowokuje, a potem zaprasza na wielką, świąteczną uroczystość i „musi” być grzeczny, że ta osoba na tę uroczystość przybędzie? Albo jeżeli przybędzie, to z rozwiniętym z transparentem z napisem „Gospodarzu, Ty bydlaku, gnoju, chamie”, nad głową? I zostanie godnie przyjęty? Ja sobie nie wyobrażam. A dla ogromnej liczby Polaków, te koszulki będą takim właśnie transparentem.

Dochodzi do tego jeszcze zapowiedź przemarszu rosyjskich kibiców w Dniu Rosji. Wiadomo, że ten dzień jest związany z „pożegnaniem się” z sierpem i młotem, a nie z zamiarem ich propagowania, popularyzowania, plakatyzacji. Rosjanie najzwyczajniej w świecie oznajmili nam, ze taki marsz się odbędzie, nie pytając o zgodę. Czy wyobraża sobie ktoś, że podczasu jakiejś uroczystości w cudzym domu, bez pytania gospodarza o zgodę, gość hucznie będzie obchodził swoje urodziny? Ja sobie nie wyobrażam.

Rosjanie w większości, jakby na to nie patrzeć, mimo głosów o sfałszowanych wyborach, uważają się za kraj demokratyczny. Oczywiście inaczej postrzegają demokrację niż my, uważając rządy mocnej ręki za tej demokracji gwarancję. W związku z tym, Rosjanie, szczególnie młode pokolenie, a przecież tacy kibice do nas przyjadą, za sierpem i młotem nie tęsknią. To kolejny dowód, pewność, ze ów sierp i młot ma być płachtą na byka dla polskiej niechęci do pięćdziesięcioletniej okupacji Polski przez sowiecką komunę. Niechęci, z której Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę i o której doskonale wiedzą. Będą mieli zresztą doskonałe „alibi” w postaci miesięcznicy, pod nosem.

Nie jestem specjalnym entuzjastą Euro2012, chociaż jestem kibicem światowej i europejskiej piłki. Nie lubię polskiej ligi i polskich kiboli. Dobrze pamiętam Wilno, czy Kowno. np. Jest to zresztą jeden z powodów moich obaw, jednak Rosjanie nie uderzają w kiboli, ale w Polaków. W nas. We mnie.

Oczami wyobraźni już słyszę jeden wielki jazgot złożony z gwizdów podczas odgrywania hymnu Federacji Rosyjskiej, przed meczem Polska – Rosja. Ta obawa graniczy z pewnością. Już widzę zadymy na ulicy (być może przedtem zdewastowanie stadionu narodowego, po meczu i nie poradzenie sobie z tą sytuacją sił porządkowych. A nawet gdyby sobie Policja i służby poradziły, rząd Rosyjski miałby ostre używanie, bo przecież „ofiary” w takich sytuacjach są zawsze. I nie wiadomo, co „lepsze”. Już widzę prowokacyjne transparenty (jak zwykle) podczas miesięcznicy. Już widzę uliczne zadymy podczas obchodów „Dnia Rosji”. Już widzę rozgłos jaki zagraniczni dziennikarze i władze Rosji zapewnią tym wydarzeniom.

Oczywiście z całego serca chciałbym, jak wszyscy rozsądni ludzie, aby Euro2012 było europejskim i polskim (głównie polskim) wielkim świętem. Sam mam koszulkę z orzełkiem, szalik i zamierzam „uczestniczyć” w tym święcie. Ale obaw nigdy za wiele. Mam głęboką nadzieję, że owe, nakreślone przeze mnie czarne scenariusze, się nie spełnią. Najwięcej jednak zależy od polskich kibiców i polskiego społeczeństwa, głównie tam, w Warszawie 12. czerwca. Podczas przemarszu, podczas meczu i po meczu.

Dlaczego się obawiam, że Polacy, a szczególnie „Polacy” się nie sprawdzą? Pytanie „retoryczne”.

andy lighter

Euro, autostrady, Kuźniar i obietnice Tuska

Daleki jestem od chwalenia tego rządu, zważywszy na liczne fakty, które nijak nie wytrzymują próby jego obrony. Jednak zmasowana krytyka Rządu Tuska za niewybudowanie autostrad na czas, woła o pomstę do nieba.

Nie czytuję i nie oglądam jedynie słusznych mediów, czyli tych, które „oni kłamią, my mówimy prawdę”, jednak coraz więcej „polskojęzycznych” mediów również prześciga się w krytyce Tuska za niewybudowanie autostrad. W tych zaiste zawodach prym wiedzie niezawodny i niezastąpiony Jarosław Kuźniar z TVN24. To, co wyprawia ten człowiek nie mieści się w żadnej ze znanych mi oceny w skali od jeden do sześć. zasługuje co najmniej na dziewiątkę, albo jedenastkę. Całe TVN24 zasługuje na ósemkę, z Rymanowskim na czele.

„Bo przecież obiecał w swoim expose!”, krzyczy Kuźniar, kiedy ktoś próbuje sprowadzić go na ziemię. A wszystko zaczęło się po powrocie z kilkudniowej nieobecności Kuźniara. Wracając, musiał utknąć w jakimś korku, spóźnić się na jakieś spotkanie, lub coś w tym rodzaju, bo zdecydowanie gniotło go to. Błękitny 24 krążący nad budową A2, służący do obnażenia kłamstw, jakich dopuścił się Tusk w swoich obietnicach, jawił się jako balsam na rany zbolałego Kuźniara. Napawał się piaskiem na „drodze”, ten piach i perspektywa „zlinczowania” premiera zdecydowanie przywracała go do życia. Dostarczała mu energii życiowej i przywracała utraconą przez „złą podróż – to wina Tuska”, dawną znakomitą formę. I tak jest do dzisiaj – jeśli jakimś cudem autostradę A2 udałoby się „udrożnić”, Kuźniar niechybnie by umarł. Jego najnowsze źródło czerpania energii, odkryte niczym gaz łupkowy w Polsce, znikłoby w jednej chwili.

Rząd premiera Tuska „daje ciała” na tylu różnych frontach, że przebierać można „do wyboru, do koloru”. Jednak krytykowanie go za niewybudowanie autostrad jest akurat ostatnią rzeczą, na tę krytykę zasłużoną. Istnieje bowiem kilka rodzajów obietnic polityków, w tym przypadku rządów. Można obiecać, że coś się wymyśli, opracuje i wprowadzi w życie. Można obiecać, coś, czego nigdy nie spróbuje się nawet dotknąć i o czym zapomni się natychmiast po złożeniu obietnicy. Można tez obiecać, że coś się wybuduje, załatwi w polityce międzynarodowej, itp., jednak jest to obietnica warunkowa, na którą rząd bezpośredniego wpływu nie ma, a wszystko co może zrobić to czynić starania i stworzyć sprzyjające warunki.

Rząd nie wykonał wielu pierwszego rodzaju obietnic. Że wspomnę choćby „Jeden formularz, jedno okienko”, czy odchudzenie administracji. I jest to bezdyskusyjna wina rządu Tuska.

A budowa autostrad? Sam słyszałem kilka lat temu, wielokrotnie, nie gdzie indzie, jak w TVN24 właśnie i nie jestem pewien, czy nie z ust samego Jarosława Kuźniara, żeby wziąć Chińczyków do budowy autostrad, oni wybudują tanio i na pewno zdążą na czas. Wszyscy, również on, byli wówczas pod wrażeniem tempa i jakości budów wykonywanych przez Chińczyków w ich kraju. Prezes Kaczyński zresztą do dzisiaj jest chińskim postępem gospodarczym zauroczony i marzy o „Chinach w Polsce”. Co wyszło z Chińczykami na autostradzie, wiemy wszyscy. Dziś oczywiście można dorabiać filozofię, pt. „Nie trzeba było brać Chińczyków, trzeba było sprawdzić ich wiarygodność finansową, itp.”. Jednak wtedy, kiedy Chińczycy wkraczali, jakoś słów krytyki nie słyszałem. Chińczycy to tylko przykład, kłód rzucanych pod nogi „terminowi” zakończenia budów było znacznie więcej. A że obiecał? Cóż, miał prawo wierzyć, że się uda, tym bardziej, że udałoby się, gdyby tych rzucanych kłód było mniej. Dziś gołym okiem widać, że udałoby się na sto procent. Do przejezdności zabraknie dni, a nie miesięcy czy lat. Jeśli zabraknie.

Niemal zwalił mnie z nóg Rymanowski, który niemal z oburzeniem rzucił w twarz ministra Sawickiego, że kierowcy muszą czekać, przy wieździe na autostradę. Panie Rymanowski! Dziś tam jest wjazd na autostradę, a nie tak dawno temu nic tam nie było. Dziś jedzie pan o trzy godziny dłużej, ale cztery lata temu jechał pan dłużej o osiem godzin, jeśli panu koło nie odpadło na dziurach! Może by tak to docenić do cholery! Albo przynajmniej nie oblewać szambem.

Że „mają dużo pieniędzy na drogi”, że „nikt przed nimi tyle nie miał”… Ano nie miał. Ale też nikt przed nimi nie wydawał tyle pieniędzy na te cele z krajowego budżetu. Przez dwadzieścia lat, wszystkie rządy razem wzięte nie wybudowały nawet kilkunastu procent tego, co dziś jest wybudowane i będzie za chwilę, w ciągu ostatnich czterech i pół roku. A przecież pieniędzy nie mają o dziewięćdziesiąt procent więcej niż wszystkie, razem wzięte poprzednie rządy. I czas też nie jest z gumy. I ludzie, firmy niekoniecznie stały się opoką uczciwości i rzetelności w tym kraju.

A co do samego dotrzymywania obietnic… O dotrzymywaniu obietnic przez Jarosława Kuźniara chodzą już legendy. Np. o jego obietnicy odejścia z telewizji „jak tysiąc widzów tak napisze”.

„Belka w oku” panie Kuźniar, oj, potężna belka. Zna pan tę przypowieść?

andy lighter

Szkoda mi ich

To nie do wiary, ale szkoda mi polityków PiS-u. Oto Ricz zajął stanowisko w sprawie bojkotu europejskich drugoligowych polityków w sprawie Euro 2012 na Ukrainie. Stanowisko, z którym (o matko jedyna!) w stu procentach się zgadzam. Chłop, jak przystało na skondominiowany m.in. przez Niemcy kraj, sprzeciwił się okupantom rodem z Berlina, bo taka jest przecież linia partii prawych i sprawiedliwych.

A tu nagle, prezes nie tylko „Wszystkomogę”, ale i ”Wszystkowiem” Kaczyńki wyskoczył z apelem o bojkot – wypisz, wymaluj identyczny jak ten niemiecki. No i jak tu teraz być partyjnym działaczem, skoro „robi się” po linii, a potem prezes wywraca wszystko do góry nogami, bo nową linię właśnie wymyślił. Przerąbane mają ci PiS-owscy działacze. Chcą dobrze, a tu im sam prezes kuku zrobi.

Ricz jest w sytuacji szczególnej. On jest człowiekiem z odzysku, a więc  złomem, który bardzo chciał (i został) przerobiony na partyjny użytek. Ale to nigdy już nie będzie oryginalna szlachetność, wykopana z ziemi, albo wyprodukowana oryginalnie w fabryce, więc taki produkt z odzysku, musi w dwójnasób, albo pięcionasób starać się stać oryginałem. Więc pisze, występuje w telewizji, tłumaczy Polakom – idiotom, co i kiedy prezes ma na myśli, występuje przed szereg aby zrobić (i często robi) wrażenie na prezesie. Może prezes kiedyś, dzięki jego aktywności, zapomni, że Ricz jest z odzysku i stanie się oczywiste, że Ricz jest z nim od zawsze. I na zawsze. A tu taki… knot. I co teraz?

Już oczami wyobraźni widzę Hofmana, jak tłumaczy, co prezes ma na myśli, a jest to oczywiście całkiem zgodne z tym, co napisał Ricz. Idiotyczne i niemożliwe figury intelektualne pisowców są przecież ich chlebem powszednim. Jednak jak Ricz Czarnecki wyjdzie z tego galimatiasu, nie potrafię sobie wyobrazić. Przecież to, co on napisał, a po nim prezes, nie wymyśliliby nawet Macierewicz z Rywinem, albo Kempa z Tuskiem. Bardziej się rozminąć już nie można. Żal mi Ricza Czarneckiego. I ciekawi mnie, czy nie zobaczymy go w telewizji w najbliższym czasie, czy może kończy się era brukselska dla Euro posła, czy coś jeszcze gorszego…?

Żal mi też prezesa Kaczyńskiego. Żaden debil z jego partii nie raczy zapytać go o zdanie, chociaż wszyscy wiedzą, że on wie najlepiej. Jest chłopina tak zarobiony, że nawet w Sejmie nie może siedzieć poza swoimi występami, bo nie ma czasu – pracuje nad najważniejszymi sprawami dla kraju. A tu jeszcze partyjni durnie spowodują, że będzie musiał sprawdzać kartkówki swoich durnych posłów, zanim ci coś, gdzieś napiszą, bo sami, bez sprawdzenia piszą takie bzdury, że koniec, a prezes tłumaczyć się za swoich baranów nie będzie. Przewalone ma chłop. Życzę mu, żeby te jego posły dali mu się chociaż zdrzemnąć od czasu do czasu, bo ostatnio spał 13. grudnia trzydzieści jeden lat temu.

O rany, ja ryję nosem jak kilka dób nie śpię (czasem się zdarza), a co dopiero prezes.

Ciężkie życie ma prezes Kaczyński.

andy lighter

Tymoszenko, Euro i bojkot

Prezes Jarosław „Wszystkomogę” Kaczyńki nawołuje polskie władze do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie. Dziwne to trochę zważywszy na jego euforię towarzyszącą przyznaniu organizacji tej imprezy Polsce i Ukrainie właśnie.

Jestem daleki od tego, aby brać w obronę Wiktora Juszczenkę i obecną władzę Ukrainy, a także całe to skazanie Julii Tymoszenko. Jednak potępianie w czambuł prezydenta tego kraju i przypisywanie mu zemsty politycznej, jest moim zdaniem ogromnym nadużyciem. Wychodzi bowiem na to, że jak ktoś wejdzie już w politykę i nie daj boże straci władzę na korzyść kogoś, kto nie pasuje światowym elitom, staje się w oczach świata nietykalny. Bez względu na to co robił wcześniej, albo podczas sprawowania władzy, byłe nie było to niezgodne „ze słuszną linią” tych elit.

Wiadomo powszechnie, ze Julia Tymoszenko robiła rozmaite geszefty zanim doszła do władzy i w czasie pełnienia władzy. Najlepszym dowodem na to są potężne nieporozumienia z „jej” prezydentem, Wiktorem Janukowyczem. Nie była grzeczną dziewczynką, która wzięła się z ulicy i na fali pomarańczowej rewolucji zaistniała, niczym nawiedzona Joanna na Krakowskim Przedmieściu broniąc krzyża, po czym lud wyniósł ją do władzy. Wiadomo, że robiła pieniądze. Nikt nie wie jak, nikt nie wie skąd, wiadomo tylko, że robiła.

Ale przecież została premierem. Więc… wara, gruba krecha i… nietykalność? A co na to ci, którzy atakują Stokłosę, senatora? Albo innego Oleksego za to, że jakieś geszefty były, albo inne niejasności w przeszłości? Może powinni się określić: albo tych, co siedzą (siedzieli) w polityce nie ruszamy, bo ktoś nas tam zbojkotować może, albo jak coś mamy, to bierzemy na tapetę i osądzamy.

Kurcze, przepraszam za głupią sugestię, oni przecież dawno są określeni: nie ruszamy…, naszych, albo „nie ich”, a „ich” osądzamy.

Sprawa z Tymoszenko jest bliźniaczo podobna do sprawy Chodorkowskiego w Rosji. Oto świat od samego początku wydał wyrok. Chopdorkowski, najbogatszy (czterdziesto paroletni zaledwie) człowiek w Rosji jest znakomitym biznesmenem, człowiekiem bez skazy, sumiennie płacącym podatki i pracującym na rzecz demokracji tego ogromnego, opanowanego przez komunistycznych agentów kraju. I jak to słyszę, to myślę, że albo sobie ktoś robi jaja, albo ma w nosie jakieś tam poczucie sprawiedliwości i kieruje się tylko i wyłącznie polityką aktualnie obowiązującą w danym kraju. Te najuczciwszy i najszlachetniejszy najbogatszy Rosjanin chciał po prostu uczciwie skrytykować prezydenta za „utrudnianie robienia jeszcze większych i jeszcze łatwiejszych pieniędzy”. I to właśnie świadczy o jego hiperuczciwości.

Najbardziej w preferowaniu Euro 2012 zdumiewają mnie Niemcy. Niemcy, którzy wiedzą oczywiście, że Tymoszenko jest świętą męczennicą. Ci sami Niemcy, którzy wywalili na zbity pysk swojego prezydenta za wypowiedzenie jednego, niefortunnego zdania (zmuszenie kogoś do ustąpienia też traktuję jako wywalenie na zbyty pysk). Ci samo Niemcy, którzy traktując swoich polityków jak pionki na szachownicy, mają czelność dyktować innym rządom uniewinniające wyroki sądów.

Oczywiście nie mam bladego pojęcia, czy Tymoszenko zasłużyła, czy nie na więzienie i kolonię karną. Ale właśnie dlatego, nie odważył bym się mówić innym „co i jak mają u siebie posprzątać”. Mając u siebie burdel, nie śmiałbym się robić porządków u kogoś.

Proponowałbym politykom, naszym i nie tylko, żeby zajęli się emocjami piłkarskimi w czasie Euro, a nie polityką, a sądzenie zostawić sądom. Prezesowi PiS-u też bym to doradzał. Nie tak dawno głupio się czuł, kiedy musiał odszczekiwać poparcie swojego ugrupowania dla superkibola Starucha. Gdyby się okazało, że Tymoszenko święta jednak nie jest, znów byłoby mu głupio.

andy lighter

Trening, czyli ćwiczenia zadymiarzy

Jak wiadomo nie od dzisiaj, trening czyni mistrza. Trzeba więc potrenować, przeprowadzić ćwiczenia próbne przed…, prawdziwym występem. Bo, że ten prawdziwy występ – seria występów, będzie miała miejsce, nie ma chyba nikt wątpliwości. Euro 2012 zbliżają się wielki mi krokami. Kibole muszą więc poćwiczyć. A policja… nic nie może.

Oczywiście nie mogło na ćwiczeniach zabraknąć innych „drużyn”, w tym przypadków niemieckich, bo oni też muszą poćwiczyć. Przyjadą przecież na Euro. Muszą poznać topografię miasta, drogi ucieczki, drogi zaczepki, odwroty i ataki. A policja… nic nie może.

Jak nie narodowcy urządzą dym, jak nie związkowcy z oponami, to lewacy, bo musi się dziać. Chociaż z drugiej strony…, tacy z nich lewacy, jak ze mnie komunista. Ot…, zawód – zadymiarz i tyle. A policja… nic nie może.

Zrobiono więc ze święta narodowego czas ćwiczeń zadymiarskich.

Zaczyna się święto

Świętowanie niepodległości.

Świętowanie...

A już prezydent i premier mnie kompletnie rozwalili: trzeba zmienić prawo. Ano trzeba, ale gdzie byliście przez cztery lata? Czego nauczyliście się z lekcji Krakowskiego Przedmieścia? Niczego. I na IV RP nie ma jak zwalić – ostatnie cztery lata były Wasze. I co? I gówno, jak zwykle ręka w nocniku.

A policja… nic nie może. Aaach, gdzie to ZOMO się podziało. Byłoby jak znalazł.

P.s.

Korwin-Mikke o marszu 11.listopada.

„W poniedziałek podczas czatu Janusz Korwin-Mikke, odpowiadając na pytanie swojego sympatyka, zachęcał bez ogródek do przemocy fizycznej wobec antyfaszystów 11 listopada. Tuziak: „Panie Januszu czy mamy mocno bić lewactwo w warszawie?”. „Tak. Oszczędzać dzieci i kobiety!”  –  odpowiadał Korwin.

Korwin-Mikke, wiedziałem, że masz problemy pod czaszką, ale tym, że nikt ci jeszcze za to prokuratora nie przysłał, jestem zdziwiony. Śmieszysz mnie chłopie, ale teraz już wkurwiać zacząłeś. (żeby było jasne – nie jestem lewakiem żadnym tam).

andy lighter