Początek końca?

Premier wycofał się rakiem z ratyfikacji ACTA, co jest wg wielu prawników iluzoryczne, bo ratyfikacji zawiesić się nie da. Zapowiedział szerokie konsultacje społeczne, co też jest iluzoryczne, bo konsultacje robi się przed podpisaniem umowy, a nie po. Przyjmijmy jednak, że protestujący internauci „częściowo” wygrali, częściowo, bo wprowadzenie ACTA przez UE spowoduje częściowy przynajmniej rykoszet w naszych internautów.

Uległ, żeby nie nazwać tego dosadniej. Ugiął się przed protestem. A to oznacza tylko jedno: nie ma takiej siły, która skłoniłaby przyszłych emerytów, np., do nieprotestowania przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. Jest jeszcze wiele grup, potencjalnych, a raczej niemal pewnych „protestantów”. Czy to kierowcy, czy to rodzice sześciolatków, czy to kibole na Euro, czy to pominięte w podwyżkach płac grupy pracowników budżetówki, beneficjenci KRUS, itd., itp.

I w związku z tymi, bardzo prawdopodobnymi protestami, premier Tusk traci argument nieugięcia się przed „tymi, którzy najgłośniej krzyczą”, dotychczas jeden z jego koronnych haseł, uprawniających i legitymujących jego władzę i poparcie społeczne. Co prawda, ci przyszli protestujący nie mają takich możliwości jak zablokowanie stron rządowych i sejmowych, ale innymi metodami mogą skutecznie sparaliżować państwo, w różnych jego obszarach. Tusk dał im potężny oręż: ulęga wobec siły, determinacji i nieustępliwości.

Czyżby to oznaczało początek końca rządów Tuska? Będzie miał premier Tusk dwie możliwości, a właściwie trzy: albo iść w zaparte i nie ulegać, co może przekształcić się w jakieś Ateny, czy coś podobnego i w rezultacie obalenie tego rządu przez lud, albo podanie się do dymisji i kolejne wybory. Trzecia możliwość to ulęgłość, i wiezienie się przez kolejne cztery lata do terminowych wyborów. Wówczas jednak, dla Polski może to mieć skutki opłakane, choć jak na mój nos, ten trzeci wariant jest prawdopodobny. Wyrzucić do kosza, zapomnieć treść swojego expose i trwać.

Już, mimo mrozu, robi mi się „ciepło” na myśl o gorącym okresie, jaki się przed nami rysuje.

I na koniec jeszcze słówko o ACTA. Jak już kiedyś podkreślałem, nie mam jednoznacznego zdania w sprawie ACTA: „Jestem za, a nawet przeciw”. Zwróciłem jednak uwagę na bardzo ciekawe zdanie, które wypowiedział poseł Halicki. I choć nie lubię gościa, zdanie to, które przechodzi zupełnie bez echa, ma bardzo refleksyjną wymowę. Chodziło mianowcie o to, że dzisiejsi protestujący w sprawie ACTA, mogą być kiedyś „ofiarami” skutków tych protestów. To mogą być „prorocze” słowa.

Wielu z protestujących przecież, będzie kiedyś dziennikarzami i będzie zamieszczać teksty w różnych gazetach. Wielu będzie robić do artykułów swoich kolegów zdjęcia. Niektórzy będą pisać książki. Jeszcze inni będą reżyserami, aktorami i producentami filmowymi. Inni będą grać muzykę i nagrywać piosenki i płyty. Wymyślać programy komputerowe, produkować leki, spodnie, czy inne markowe produkty. I co wtedy… będą myśleć o wolności i prawie internautów (i nie tylko) do dóbr wszelakich bez ograniczeń? Kiedy zobaczą swoje dzieło w wolnym obiegu, zupełnie za darmo, a „swoją pracę” leżącą w księgarni, czy sklepie muzycznym?

andy lighter

Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.:

 

Rzecznik odleciał

Ogromne zainteresowanie wzbudził atak hakerów (m.in. grupy „Anonymous”) na strony rządowe i sejmowe. Strony zostały zablokowane, a z niektórych ukradziono prywatne dane. Oczywiście wiadomo powszechnie, że ma to ścisły związek z zamiarem podpisania przez premiera międzynarodowego porozumienia ACTA, według przeciwników zwiastującego cenzurę i inwigilację internautów.

Jednak wszelkie rekordy ignorancji, żeby nie nazwać tego dosadniej, pobił rzecznik rządu Paweł Graś, stwierdzając: Trudno mówić o ataku hakerów, bo żadna z zablokowanych stron nie została naruszona. Bardziej można to porównać do olbrzymiego zainteresowania stronami rządowymi i sejmowymi”. Rzecznik, dla uwiarygodnienia swojej tezy porównuje zablokowanie tych stron z zablokowaniem stron UEFA, podczas rozpoczęcia sprzedaży biletów na Euro 2012. Nie wierzyłem własnym uszom, kiedy tego słuchałem. Tym bardziej, że powtarzał to parokotnie, a jego tezy powtarzał Adam Szejnfeld.

Można by wysnuć trzy wnioski ze słów Pawła Grasia. Albo Paweł Graś wierzy w to, co mówi, albo Paweł Graś kompletnie nie zdaje sobie sprawy z wagi sytuacji, która miała miejsce, albo wreszcie, Paweł Graś ma mnie za idiotę (nas, za idiotów).

Pierwsza i druga możliwość raczej odpada, Paweł Gras w ciemię bity nie jest i nie wierzę w to, aby cechowała go tak kosmiczna infantylność. Tym bardziej, że z tego co mi wiadomo, 21. stycznia, ani w rządzie, ani w Sejmie nie wydarzyło się nic spektakularnego, nie podjęto żadnej ważnej uchwały, nie przegłosowano żadnej epokowej ustawy, aby nagle miało się zdarzyć zmasowane odwiedzanie przez miliony Polaków stron rządowych i sejmowych. W grę wchodzi więc tylko i wyłącznie trzecia możliwość: Paweł Graś uważa, że jestem durniem i to łyknę.

Przyzwyczaiłem się już do tego, że Kaczyński, Macierewicz i Hofman do spółki z Błaszczakiem mają mnie za posiadacza małego rozumku, wzorem posiadaczy rozumków z Krakowskiego Przedmieścia np. Jednak wyciągnięcie przeze mnie wnioku, nasuwającego się samoistnie, że podobnie uważa premier i jego ekipa trochę mnie zasmuciło. Co prawda wiem, że premier nie ma w zwyczaju dzielić się z narodem swoimi planami, motywacją takich a nie innych działań, czy wreszcie przeprowadzania konsultacji społecznych, jednak nie przypuszczałem (raczej nie chciałem tego do siebie dopuścić), że powodem braku takich zwyczajów jest… durne, w mniemaniu ekipy rządzącej, społeczeństwo.

Panie rzeczniku, panie premierze, jeśli dalej tak będziecie postępować i myśleć o społeczeństwie, czarno widzę zakończenie waszej kadencji w ustawowym terminie. Minister Boni zapowiedział konsultacje z zainteresowanymi, czyli internautami i twórcami. Tyle, że po zadymie lekarsko-aptekarsko-refundacyjnej, będą to już kolejne, wymuszone konsultacje.

_____

Nie zabieram głosu na temat słuszności czy niesłuszności ACTA. Zbyt małą mam wiedzę na ten temat, a dostęp do szczegółów jest żaden, aby zająć jednoznaczne stanowisko. „Ze słyszenia”, uważam, że obie strony mają swoje racje i dlatego właśnie, niezbędny jest dialog ze społeczeństwem.

andy lighter

PiS-owski rynsztok wyborczy

Jeden z posłów PiS i kandydat na kolejną kadencję, Zbigniew Kozak, umieścił na swojej stronie internetowej filmik, porównujący Tuska do Hitlera. Bardziej haniebnego i rynsztokowego posunięcia nie można już było wymyślić.

W przeszłości pojawiały się w sieci filmiki porównujące Jarosława Kaczyńskiego do Hitlera. Jest jednak kolosalna różnica między tymi dwoma, podobnymi zjawiskami. Takich filmików, z tego co wiem, nie umieszczali na swoich stronach posłowie Platformy, ani też, z tego co wiem, ich nie tworzyli. Poza tym, ja jako internauta miałem i bez tych filmików skojarzenia podawane na tacy z mroczną historią Europy. Od poparcia PiS-u dla marszów ugrupowań narodowościowych, aż po marsze z pochodniami.

Czy sprawa zakończy się w sądzie? Moim zdaniem powinna.

 


Kozak! Jesteś… nieodpowiedzialnym, nieuczciwym…człowiekiem(?)

 

andy lighter

Olewać prawo? Mówią żeby olewać

Nie mogę pojąć postawy polityków, ze wszystkich praktycznie stron sceny politycznej, na temat akcji ABW wobec autora strony „AntyKomor.pl”. „No tak, jest taki przepis, ale po co od razu go stosować(!!!), przecież mamy wolność słowa, o którą walczyliśmy tyle lat…”, zgodnie twierdzą politycy wszystkich politycznych opcji. Nigdy jeszcze, w wolnym i „praworządnym” kraju nie słyszałem zachęty twórców prawa, do nieegzekwowania go.

Platforma Obywatelska to partia „słupkopatrzów” i „conamsięopłacaczy”, więc nic mnie już nie zdziwi. Lewica to rzecz jasna mędrcy, którzy platformerskie „słupkopatrzenie” i „conamsięopłaca” widzą i analizują, a kiedyś to nawet zrobili tak, żeby było dobrze, ale PiS i PO to zepsuły, trzeba więc wrócić do tego co robiła i mówiła lewica. Przywykliśmy. Prezydent, a jakże będzie bronił twórcę antyprezydenckiej strony. Wszak wolność słowa to rzecz święta. Najbardziej jednak zdumiewa mnie (jak zwykle) głos PiS-u w tej spawie.

„To jest przejaw atakowania wolności obywatelskich” – określa akcję ABW prezes Jarosław Kaczyński. Tymczasem w październiku ubiegłego roku, posłanka prawniczka Beata Kempa, na posiedzeniu połączonych sejmowych komisji, sprawiedliwości i praw człowieka, oraz służb specjalnych wołała: Internetowe wpisy powinny zostać poddane szczegółowym badaniom. Trzeba przeanalizować wpisy przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu, a także pozostałym politykom PiS. Zadaniem ABW jest ścigać tych, którzy takie opinie, oceny formułują. Skleroza, czy co???

Co do samego twórcy strony „AntyKomor.pl”, okazuje się, ze nie jest on aż takim niewinnym, humorystycznym internautą, jakby mogło się nam wydawać. Cztery lata temu, odkrył lukę w systemie firmy dostarczającej Internet i nielegalnie zwiększył sobie parametry Internetu. Określa to jako „błąd młodości”. I tu można zrozumieć wyrozumiałość prezesa Kaczyńskiego. Wszak znani są z tego, że błędy młodości wybaczają. Kilka lat temu, wybaczając błąd młodości pewnemu neofaszyście, umożliwili mu stanięcie na czele telewizji publicznej. To się nazywa wyrozumiałość.

Zbigniew Ziobro również uważa, że ABW powołane jest do ścigania naprawdę poważnych przestępstw i przestępców. Zapewne chodziło panu prokuratorowi generalnemu o ściąganie świadka przy pomocy uzbrojonych funkcjonariuszy ABW, wyposażonych w (niedziałającą) kamerę i w towarzystwo telewizji, świadka w sprawie afery węglowej, pani Blidy i późniejsze pozacieranie wszelkich śladów. Hipokryzja tych ludzi, których celem jest utworzenie państwa policyjnego, jest porażająca.

Autor głośnej, antyprezydenckiej strony nie ma sobie kompletnie nic do zarzucenia.

To była tylko strona satyryczna, nie miała na celu obrażania kogokolwiek. Tam tylko niewinne, „śmieszne” fotki były. Na zasadzie trochę przejaskrawionej rzeczywistości. Np. takie.

Chciał zaprotestować przeciwko obrażaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tylko, że ja sobie nie przypominam, aby ktoś zabijał Lecha Kaczyńskiego. Przypominam sobie natomiast śledztwo prokuratury w sprawie niemieckiego kartofla, czy bezdomnego Huberta, złapanego po uprzednim uruchomieniu całej machiny „poszukiwania podejrzanego”. Poza tym przypominam sobie drwiny z Lecha Kaczyńskiego po jego ewidentnych wpadkach, w kraju i za granicą. Nikt dziś nie protestuje przeciwko nabijaniu się z wpadek prezydenta Komorowskiego, a wręcz przeciwnie – nawet jego zwolennicy mu to wypominają i się z nich śmieją.

O grze w zabicie prezydenta, umieszczonej na swojej stronie, do dzisiaj nawet się nie zająknął. A dziś tłumaczy się, że są też inne gry, „skierowane w drogą stronę”. Tylko, że te gry nie łamią Art. 135 KK o znieważaniu prezydenta RP, bo póki co (dzięki Bogu), ta druga strona prezydentem nie jest!!! Student – inteligent powinien to wiedzieć!!!

Wszystko znaki na niebie i ziemi pokazują, że przepis ten zostanie zmieniony. Co prawda przed dwoma laty próbowano ten przepis złagodzić, ale przecież wtedy żył jeszcze prezydent Kaczyński. Złagodzenie wtedy tego artykułu byłoby przecież haniebne. Bo nie tobie smrodzie (Komorowski), co jemu wojewodzie (Lechowi Kaczyńskiemu). Komorowski zdaje się przychylać do tej opinii, bo jest jak najbardziej za usunięciem artykułu.

Czego możemy się spodziewać po jego usunięciu? Moim zdaniem niepohamowanej eskalacji jawnej już, dozwolonej prawem nienawiści, np. na Krakowskim Przedmieściu. Wystarczy tylko, że z transparentów zniknie nazwisko Tuska lub Komorowskiego i wszystko będzie w zgodzie z prawem. Ale skoro rządzący tak chcą…, to ich problem. Gorzej jak spostrzegą, że do „słupkopatrzenia” zacznie im być potrzebna lupa, ale wtedy będzie za późno. Ale…, to ich problem.

Szkoda mi tylko ABW. Zrobili to, co do nich należało.

Powiedzenie „Twarde prawo, ale prawo”, chyba właśnie przestało być obowiązującym zwyczajem. 

andy lighter

Zabrać chamowi komputer

Gdzieś obiło mi się o uszy zasłyszane w tivi stwierdzenie jakiejś komentatorki: „Prawo do wypowiedzi, nie może oznaczać bezprawia”. A bezprawia właśnie, chciałaby zapewne większość (niestety) polskich internautów. I bynajmniej nie mam tu na myśli blgerów (no, może większości blogerów).

Niewielka ilość blogerów czuje się na tyle bezkarna, w ich mniemaniu wolna, że w swojej twórczości posuwa się do kuriozalnych, prymitywnych kroków. Nawołuje do morderstw, prezentuje groźby (karalne?), rozpowszechnia kłamstwa. Ale to margines. Choć wiele blogów bazuje na prymitywnym, czarno-białym przekazie, to znakomita większość „trzyma poziom”, przynajmniej prawny poziom. Największą plagą polskiego Internetu są komentatorzy. Prymitywna masa sfrustrowanych, tchórzliwych i bezmózgich istot, z (z niepojętych przyczyn) przyswojoną umiejętnością posługiwania się klawiatura komputerową. Powinno im się ten komputer zabrać, albo aresztować, do czasu odchamienia. Albo… chamstwa oduczyć.

Bardzo podoba mi się w tej kwestii pogląd prof. Wiktora Osiatyńskiego:  „Czy chamstwo jest prawem, czy wulgarność jest prawem? I anonimowość? Wręcz przeciwnie, prawa człowieka służą człowiekowi określonemu z imienia i nazwiska, nie służą tłumowi”. I bynajmniej nie o to tu chodzi, żeby komentatorzy, czy blogerzy w sieci nie mogli posługiwać się nickami. Mówił o tym niedawno Azrael. Nick to pewnego rodzaju znak rozpoznawczy, inny niż nazwisko, ale równie „własny”. Umówmy się jednak, że blogera, czy zalogowanego komentatora posługującego się nickiem namierzyć jest łatwo. Ja nie obawiam się namierzenia bo, póki co, nie łamię prawa, a przynajmniej tak mi się wydaje. Taki jest w każdym razie mój zamiar: dokopać kiedy trzeba, nie łamiąc prawa. To dość proste. Wystarczy trzymać się faktów, doniesień dużych, uznanych mediów, a wtedy nawet wyciągane własne wnioski, często przykre dla adresata tekstu, nie wychodzą poza ramy prawa.

Anonimowi komentatorzy, jak już wspomniałem ludzie „zamknięci”, sfrustrowani, prymitywni i przede wszystkim tchórzliwi, wylewają za to do sieci wszelkie swoje żale. Jak na tchórza przystało, nie powie komuś, rzucającemu peta pod nogi co o nim myśli. Nie powie sąsiadowi, żeby nie przeklinał głośno na klatce schodowej, nie spróbuje nawet poszukać pracy, której żaden „z tej bandy” nie przyniósł mu do domu, itd., itp. Wyżywa się więc w sieci.

Oczywiście mało by mnie to obchodziło, mało by obchodziło kogokolwiek, gdyby nie jeden bardzo drobny szczegół: oni wylewają te frustracje pod adresem konkretnych ludzi, autorów tekstów, pod którymi te śmieci umieszczają. I nie można bez końca zgadzać się na to, aby czyjąś nieporadność, głupotę i chamstwo, zgadzać się zamieniać na kubły pomyj wylewane na głowy bogu ducha winnych ludzi.

Wiem coś o tym, bo mam sporo doświadczeń jako dziennikarz obywatelski. Czytałem o sobie takie rzeczy, że dziesięciu Belzebubów by tego nie wymyśliło. Jestem więc pedałem, męską kurwą, Żydem, żydokomuną, ubekiem, synem ubeka, Frankensztajnem, ruskim agentem i volksdoutchem, durniem i prymitywem, Polaczkiem i polactwem, analfabetą i wykształciuchem. Nie ma chyba obraźliwego epitetu, którym przez kilka lat swojego pisania nie zostałbym „obdarowany”. Jedne po mnie spływają, inne niestety nie. I nie ma takiej siły, możecie mi wierzyć, albo nie, która umożliwiłaby przejście nad tym chamstwem do porządku dziennego. Znam wielu dziennikarzy obywatelskich, niezwykle wartościowych, którzy zrezygnowali z uczestniczenia w tego rodzaju swoje działalności właśnie z powodu komentarzy. Najważniejsze bowiem w tym wszystkim jest to, że prymitywy i chamy nie mają pojęcia o możliwości (o potrzebie nie wspominając) merytorycznej dyskusji na temat. Nie znaczy to, ze częśc z nich nie ma poglądów. Ma, ale ich poglądy ograniczają się do, np. „Jarek! Jarek!”, bez względu na to, co to ma oznaczać.

Bardzo podoba mi się ruch Sikorskiego z oskarżeniem o pomówienie w sieci. Mogę tylko zapytać: „Dlaczego tak późno?”, choć lepiej późno niż wcale. W naszym kraju zawsze dzieje się tak, ze przy byle okazji wylewa się dziecko z kąpielą. Przy okazji próby ograniczenia hazardu, premier chciał się zamachnąć na internautów. Idiotycznie zamachnąć. Być może dlatego, na wszelki wypadek wolał się więc go więcej nie tykać, za wyjątkiem pewnych unijnych przymusów. A to błąd. I niestety grzech główny tego rządu. A wystarczy wyjąć dziecko i wylać kąpiel. Kąpiel będzie wylana, a dziecko całe i zdrowe. Jednym słowem, wystarczy zwyczajna staranność i roztropność.

Jestem absolutnie za ukróceniem prymitywnych i chamskich praktyk internetowej swołoczy. To, że kolejne portale zamykają swoje fora dla tej tłuszczy uważam za jak najbardziej na miejscu i mam nadzieję, że nie będzie to działanie „na chwilę”.

Również z doświadczenia wiem, że anonimowy cham i prymityw, przestaje nim być, albo znika po… zalogowaniu.   

andy lighter