Wielki system światopoglądowo-etyczny PiS-u

Posłanka Krystyna Pawłowicz nie stawiła się przed oblicze Komisji Etyki Poselskiej, w związku z wnioskiem Klubu Ruchu Palikota.

Klub poselski RP skierował wniosek o ukaranie pani posłanki za jej haniebne opinie na temat homoseksualistów i jeszcze bardziej haniebne na temat Anny Grodzkiej. Janusz Palikot przyrównał jej wypowiedzi do poglądów wyrażanych przez Heinricha Himmlera, szefa m.in. Gestapo w faszystowskie III Rzeszy Niemieckiej.

Że się nie stawiła, to pryszcz, kuriozalne jest wyjaśnienie pani posłanki, świadczące o słuszności jej poglądów na temat homoseksualistów i w związku z tym kuriozalnością zamiaru jej „ukarania”.

Otóż pani Pawłowicz uważa, że jej opinia jest słuszna ze wszech miar, dowodząc, ze jej opinia jest zgodna z wielkimi systemami światopoglądowo-etycznymi. Np., uważa pani Pawłowicz, Niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z konstytucją Niemieckiej Republiki Federalnej przepis kodeksu karnego z (UWAGA!) 1935. roku, każący homoseksualistów. Pani posłance chodziło (musiało o to chodzić) o paragraf 175 niemieckiego kodeksu karnego z roku 1935. A więc z czasów szalejącego faszyzmu. Jak wiadomo, karanie homoseksualistów w hitlerowskiej Rzeszy Niemieckiej polegało na uwięzieniu, a nawet umieszczaniu ich i mordowaniu w obozach koncentracyjnych.

Krystyna Paw³owicz

Zresztą, paragraf 175 z 1935. roku został tylko przyklepany przez władze III Rzeszy, tak naprawdę pochodzi z roku 1871!

Wychodzi więc na to, że Janusz Palikot miał rację porównując słowa Pawłowicz ze słowami Himmlera, co zresztą pani Pawłowicz oficjalnie potwierdza, powołując się na niemiecki kodeks karny z czasów faszystowskich Niemiec.

Na miejscu Żydów, Cyganów, homoseksualistów i osób psychicznie chorych, że o komunistach nie wspomnę, już zawczasu zacząłbym się bać. Pani Pawłowicz gwiazdą jest medialną, a gwiazdy Kaczyńskiemu są niezwykle potrzebne. Jako prawniczki, w przypadku rządów PiS-u, nie można wykluczyć jej ministrowania sprawiedliwością, a jak wiadomo z poprzednich rządów PiS-u, w kodeksie karnym ta partia mieszać lubi.

Pawłowicz jest kolejną osobą z Prawa i Sprawiedliwości, która za nic ma oficjalne instytucje i organy naszego państwa, np. komisję etyki poselskiej, przed którą nie zamierza się stawić, ale jest jeszcze coś gorszego. Jest po prostu tak bezczelna i tak cyniczna, że przechodzi to wszelkie wyobrażenia. Pawłowcz jest na tyle bezczelna, że zniewagę pod adresem Anny Grodzkiej o jej twarzy boksera uważa za komplement pod adresem posłanki Ruchu Palikota.

„Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że w kraju, w którym utytułowani bokserzy są od lat podziwiani za talent, sportową postawę i wspaniały charakter (np. Zbigniew Pietrzykowski, Jerzy Kulej) lub są idolami kultury masowej (np. Andrzej Gołota) określenie »twarz boksera« będzie okrzyknięte za obraźliwe”.  Chamstwo, a nawet skurwysyństwo w najczystszej postaci.

Ta kobieta nie tylko nie powinna zasiadać w sejmie, ale jej naukowi współtowarzysze powinni witać się z nią plunięciem w twarz, zamiast podaniem ręki np. Zastanawiam się tylko, który poseł czy posłanka odważy się odpłacić Pawłowicz pięknym za nadobne. Skoro homoseksualiści są szkodliwi bo jałowi – nie przyczyniając się do rozwoju populacji, to czy nie superjałowicą jest stara, bezdzietna panna? Bezdzietna, czyli niewypełniająca patriotycznego obowiązku wobec kraju i katolickiego wobec Boga.

Rzygać się chce jak się widzi te wrzeszczące patriotyczne i katolickie.. monstrum.

_____

Nie mam najmniejszej ochoty bronić ministra Arłukowicza, ale kiedy widzę zaciekle atakującego go posła Piechę, wiceministra zdrowia w rządzie PiS-u, przypomina mi się sprawa czwórki chorych na mukowiscydozę (któregoś tam typu, niezwykle rzadka) dzieci. Były one beneficjentami TVN-owskiej fundacji „Nie jesteś sam” i TVN bardzo nagłośniła sprawę tych dzieciaków. Leczenie ich było bardzo drogie i oczywiście rodziców nie stać było na leczenie. Ministerstwo Zdrowia, ustami Bolesława Piechy obiecało pomoc w finansowaniu leczenia tych dzieci. Ponieważ obiecało i nic, dziennikarze usiłowali zapytać Piechę, co z tą sprawą. Nidy nie zapomnę jak spieprzał przed tabunem dziennikarzy, jak arogancko chciał się ich pozbyć i jak uciekał!

Piecha! Jest pan ostatnim człowiekiem, który ma moralne prawo krytykować Arłukowicza!

andy lighter

Błądzenie Millera

Leszek Miller jasno zapowiedział, ze wyklucza wspólne działania wyborcze (i nie tylko) z Ruchem Palikota. A po wystąpieniu Aleksandra Kwaśniewskiego, który wręcz apeluje, namawia do jedności lewicy, ustami jakiegoś przedstawiciela SLD praktycznie zrywa współpracę, wspólne plany, z byłym prezydentem.

To wg mnie kardynalny błąd. Mógłbym oczywiście postarać się zrozumieć intencje Millera, który trochę boi się zdominowania lewej strony przez „polikotowców” kosztem SLD. Sądzę, że niesłusznie. Palikot mimo wszystko docenia rolę Leszka Millera w polskiej polityce po ’89. roku. Sądzę, że nie nie poszedłby na noże z szefem SLD o „dominację”.

Leszek Miller wysunął przeciw Januszowi Palikotowi ciężką armatę, stwierdzając, że nie będzie podejmował współpracy z „lewicą niesocjalną”. Przyznam, że kompletnie tego nie pojmuję, pamiętając doskonale, jedyne możliwe i absolutnie konieczne decyzje, które podejmował będąc premierem. Decyzje, które z socjalnością nie tylko nie miały nic wspólnego, ale były wręcz antysocjalne.

Rząd SLD skrócił urlopy macierzyńskie. Utrzymał w mocy brak systematycznej rewaloryzacji rent i emerytur. Dokonał wielu innych bardzo antysocjalnych ruchów, ale ja uznaję to za jego zasługi, a nie błędy. Podejmował niepopularne decyzje z pełną świadomością, wiedząc, że nie ma szans w kolejnych wyborach. Mało tego, mógł (musiał) się liczyć z nieprzekroczeniem progu wyborczego w kolejnych wyborach. Jednak robił swoje. Dlaczego? Dlatego, ze sytuacja gospodarczo-polityczna w Polsce tego wówczas wymagała.

Leszek Miller Fot /AKPA

Leszek Miller Fot /AKPA

Miller wyznaczył sobie cel: „zakopać dziurę budżetową Bałca”. I dokonał tego, (w raz ze swoim następcą, Markiem Belką), mimo protestów, pewności przegranych wyborów, wyśmiewania i piętnowania. Interes Polski był wtedy dla niego absolutnym priorytetem, nawet za cenę sprzeniewierzenia się własnej ideologii.

Dziś ten sam Leszek Miller „gardzi” niesocjalną opozycją. Panie Miller, czy pan ma sklerozę? Dziś sytuacja gospodarczo-polityczna jest jeszcze gorsza niż w latach 2001 – 2005. Przez globalny kryzys finansowo-gospodarczy. Krytykuje pan, np. głosowanie Palikota za wydłużeniem wieku emerytalnego. Uważam, że choć w mniejszym stopniu niż PiS, to jednak posługuje się pan demagogią i populizmem. I uważam, że doskonale pan o tym wie, nie wyskoczył pan przecież sroce spod ogona. Doskonale pan wie, ze skoro dożyje pan osiemdziesiątki, pańska wnuczka będzie żyła „lekko” do stu kilkunastu lat. I doskonale pan wie, że nie da się składkami i podatkami sfinansować jej siedemdziesięciu lat życia, przy czterdziestoletnim czasie pracy. To jest po prostu fizycznie niemożliwe. To się po prostu nie da i nic, żadna lewica tego nie zaczaruje. Nie da się, po prostu. A mówienie o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych, jak pan doskonale wie, jest bzdurą. Bo to akurat możliwe do zrobienia nie jest.

Dlatego pański szlaban dla Palikota uważam za sprawę ambicjonalną – prywatę, postrzeganie zagrożenia (zamiast szansy na współpracę), a nie jakieś naprędce wymyślane przez pana „dobro lewicy”.

I jeszcze chwilę chciałbym poświęcić palikotowemu „ku***twu w polityce” i „chęci bycia zgwałconą przez Nowicką”. Jestem człowiekiem dość emocjonalnym i kiedy się denerwowałem, albo kiedy za dużo wypiłem zdarzało mi się używać „k***y”, albo „pier****nia”, jako przerywników. Takich prostackich przecinków werbalnych. Staram się tego rzecz jasna nie robić, a politykowi tego nie wolno i to jest jasne. Ale, ja nie słyszałem Palikota, który by sobie zaklął. Ja słyszałem Palikota, który użył słowa uznawanego za wulgarne w celu „wytłuszczenia” niegodności haniebnych procederów, zachowań, osób, uznawanych przez wyborców osoby zaufania publicznego. Słowo wulgarne w bluzgu, nie zawsze jest dla mnie słowem wulgarnym w opisie jakiegoś zjawiska. Za to bywa dosadnym, celnym, kiedy trzeba dosadności.

Jeśli na Sali sejmowej jakaś posłanka krzyczy do posła: „Spierdalaj!”, jest to wulgaryzm w najczystszej postaci. I choćby wykonywać nie wiadomo jakie figury intelektualne, nie da się tego wulgaryzmu przetłumaczyć na nic innego.

Jeśli Janusz Palikot zamiast słów „Nie ma naszej zgody na k***stwo w polityce”, powiedział… „Nooo, bo nie powinno być ta, żeby posłowie obiecali coś innym, a potem nie dotrzymywali słowa” i wygłosił półgodzinny wykład w tym tonie, pies z kulawą nogą by się nad tym nie pochylił. Bo zachowanie pani poseł było haniebne (niedotrzymanie obietnicy itd.) i trzeba było nadać temu złu „mocy”.

Nie mogę pojąć, dlaczego media (politykom się specjalnie nie dziwię, bo czepianie się cudzych słówek to ich specjalność), zamiast zając się merytoryczną stroną przekazu Palikota skupili się na „brzydkim słowie”. Chyba wszyscy rozumieją, że Palikot nie mówił o oddawaniu się polityczki politykowi w łóżku za pieniądze, tylko o wyjątkowo niecnym, niegodnym zachowaniu pani poseł. Chyba nikt, słuchając o ty „że pani Nowicka chciała by być zgwałcona”, nie myślał i nie myśli o tym, ze Palikot uważa, ze pani Nowicka chciała by, żeby przyszedł jakiś facet, przyłożył jej nóż do gardła i grożąc, odbył z nią stosunek płciowy.

Trzeba naprawdę wykazać kupę złej woli, żeby oskarżyć Palikota o seksizm, czy coś tam.

Achaaa, że w stosunku do kobiety, że kobiety nie wolno obrażać… Rozumiem, kiedyś już to przećwiczyliśmy. Pamięta jak pani Kempa pojechała sobie po premierze na komisji śledczej „Pan kłamie! Słyszałam! Słuch mam bardzo dobry! A kiedy premier Tusk powiedział „sprawdzam” i okazało się, że posłanka kłamała, wkładając w usta Tuska słowa, których nie powiedział, ktoś to tak określił. „Kempa kłamała”. Pamiętam jakie rozpętało się piekło, że ktoś odważył się powiedzieć „kłamała”. Że kobieta, że miała prawo, że „w stosunku do kobiet…”, itd. Stanęło więc na tym, że baba, która plunęła w twarz premierowi rządu fałszywym oskarżeniem, „minęła się z prawdą”. No bo przecież skrajną nieprzyzwoitością jest, seksizmem i w ogóle haniebnym zachowaniem mężczyzny, jeśli w stosunku do kobiety powie, że „kłamała”. To się przecież nie godzi! Ludzie! Wytłumaczcie mi, gdzie my kurwa żyjemy!? O co tu chodzi!? Poseł (mój) wyleciał z partii i parlamentu za to m.in. – miało to ogromny wpływ), że ośmielił się pośmiać z czerwonej sukienki posłanki. Posłanki, która jechała po bandzie (i do dzisiaj „jedzie”) tak, ze starczyło by za kilku Niesiołowskich. No, ale to kobieta – ćććććććććć…cho!

Może powinniśmy pogrzebać w kodeksie karnym? Kara dożywocia dla kobiety? W ogóle…, kara więzienia? Przecież to kobieta! To się nie godzi w stosunku do kobiet! To seksizm!

Wiem, że Leszek Miller, z powodów ambicjonalnych odcina się od poczynań Palikota. Jednak dziwię się. Sam znany jest z ciętego języka i sam doskonale wie, jak łatwo wielu ludziom wypaczyć jego własne słowa (nie tak znowu dawno sam był posądzony o werbalny seksizm, w stosunku do bodajże pro. Senyszyn (jeśli dobrze pamiętam).

Niech więc brnie dalej. Niech słowo „spierdalaj” skierowane przez kobietę do mężczyzny będą mijaniem się z prawdą, a „kurestwo w polityce” niech będzie prymitywnym wulgaryzmem, skierowanym przez ordynarnego buhaja do słabej płci kobiecej.

Gratuluję obiektywizmu. I, a raczej przede wszystkim, zdrowego rozsądku i zwykłej, ludzkiej uczciwości. W ocenie naszej „szarej” rzeczywistości.

_____

W kabinie pilotów Tu 154-M pod Smoleńskiem wybrzmiało ostatnie, rozpaczliwe słowo-krzyk: „Kuuuurwaaaaaaa!”. Jakimś cudem, bo cuda się przecież zdarzają, zamieniło się w inne, „prawdziwe” słowo-krzyk poległych bohaterów: ”Jeeeeezzuuuuuuuuu!”. Przecież bohaterowie nie używają brzydkich wyrazów.

Czy Palikot nie mógł powiedzieć „Jezustwo…”, zamiast „Kurestwo… w polityce?

andy lighter

„Gwałt” na Wandzie Nowickiej

Telewizory wybuchają, gazety się palą a w radiach przepalają się bezpieczniki od temperatury gwałtu, dokonanego przez posła Janusza Palikota na wicemarszałkini Wandzie Nowickiej.

Mam nadzieję, że nie zostanę zlinczowany, jeśli stanę w obronie szefa Ruchu swojego imienia.

Janusz Palikot ma jedną wadę. Taką rozbudowaną, bo jest to wada jedna, z której niektórzy na siłę robią dwie. Otóż Janusz Palikot jest showmanem. Wymyślił sobie sposób na uprawianie polityki za pomocą ekscentrycznych środków wyrazu. No cóż, jeden wyraża politykę przez rozdawanie jabłek pod fabryką, drugi notorycznym kłamstwem uzasadniającym na je okrągło: „ja to mam jedną wadę – bo nigdy nie kłamię”, dlaczego więc nie „uwzględnić” w tym spektrum ekscentryzmu? Dalszy ciąg jednak tej wady jest taki, że Janusz Palikot swój ekscentryzm kieruje do ludzi inteligentnych. I to jest największy… feler „sprzedawania się” Janusza Palikota.

Janusz Palikot, według mnie raz ma rację, raz jej nie ma, jak wszyscy inni politycy bez wyjątku. Jednak jego nieszczęście polega na tym, że odbierają go nie tylko ludzie inteligentni, ale zwykli durnie, w dodatku szerząc w mediach, a więc pogłębiając durny odbiór opinii publicznej, wyrywki, szczegóły wyjęte z kontekstu, czy ekscentryczne gadżety, kompletnie pomijając cel, przeznaczenie ich użycia.

Od kiedy znamy Palikota? Od słynnego sztucznego penisa i rewolweru. I od kiedy go poznaliśmy, od wtedy „już” był skończony. „Świnia”, „Bydlak”, „Wariat”, „Zboczeniec”, to najczęściej pojawiające się określenia posła Palikota od tamtego czasu. I prawie nikt nie zadał sobie trudu, aby opisać, albo usłyszeć, poznać, po co był ten penis i ten rewolwer. To nie ma najmniejszego znaczenia, bo znaczenie ma „ch*j i pistolet”.

Gdyby jednak komuś zależało na rzetelności, z łatwością by sprawdził, że ten ch*j i rewolwer był po to, bo nie zadziałało zgłoszenie do prokuratury. Nie zrobiło na nikim wrażenia terenowe działanie w sprawie, przez  posłów z immunitetami. Że nikt się nie przejął zapytaniami i interpelacjami poselskimi w Sejmie. I dopiero penis Palikota i rewolwer wsadziły do pudła dwóch zwyrodniałych gliniarzy, gwałcicieli zatrzymanej młodej dziewczyny, frywolnie i bezkarnie nadużywających swoich stanowisk.

Ilu ludzi pamiętających Palikotowi ten gadżet o tym wie? Stawiam tezę – niewielu! A całej reszty to kompletnie nie interesuje. Dla nich jest ważny świnia Palikot machający ch***m. Stawiam wszystko, że polski patriota z Londynu, który rzucił w Palikota sztucznym penisem, podczas kampanii wyborczej w Londynie, nie miał o tym najmniejszego pojęcia. Bo tak naprawdę nie chciał mieć, tak jest bezpieczniej „pluć”.

Podobne były jego inne happeningi. Jedne udane, inne trafione kulą w płot. Ale wszystkie skierowane do ludzi inteligentnych i wszystkie, niestety, opisywane i odczytywane przez ludzi tej cechy… nie posiadających, albo bardzo ją oszczędzających. Na przykład krzyż z kiełbasą i wódką. Kto dziś wie, że chodziło Palikotowi o rozpasanie Kościoła, o kompletne stawianie się ich (i co za tym poszło – stawianie ich) ponad prawem, o istniejące, nie dające się ukryć patologie w tej instytucji istniejące, typu nadużywanie alkoholu, pedofilia, czy homoseksualizm, albo nieślubne potomstwo? Niewielu. Wszyscy za to wiedzą, że Palikot walczy z Kościołem, czyli z Polską i hańbi jego święty symbol, czyli krzyż.

Nie inaczej sprawa się ma z Nowicką. Świnia Palikot mówi, że Nowicka pewno chciałaby być zgwałcona. No to świnia, naprawdę, jak tak można… Ale, gdyby…, spróbowało by się minimalnie, naprawdę odrobinkę wysilić umysł, to może…

Wanda Nowicka mówiła o zastraszaniu, grożeniu, podczas rozmowy z Palikotem w cztery oczy. Tylko, że Palikot, zaprzeczając, uchylił się od ujawnienia reści rozmowy. Mają rację ci, którzy zarzucają Palikotowi „sporządnienie”, bo dotychczas rozmowy w cztery oczy publikował w książkach. Nikt jednak nie pomyślał, że… może wyciągnął wniosek, po słusznym wylaniu na niego wielu cystern pomyj, za brak dyskrecji. Ale zostańmy przy groźbach w cztery oczy.

Wanda Nowicka twierdzi, że Palikot groził, Palikot zaprzecza. Nie poznamy prawdy. Ale Wanda Nowicka w „ponad sto” oczu przyrzekła, że zrzeknie się stanowiska, jeśli klub… Gdy klub zastanawiał się, czy wystawić kandydaturę unęAnny Grodzkiej, Nowicka obiecała: „Wystawcie, skoro ja zrezygnuję, to powołają, bo tradycja sejmowa…”. Przyrzekała, że mimo odejścia ze stanowiska, dalej będzie w klubie i będzie pracować na rzecz…”.

Wanda Nowicka, połamała kilka słów honoru, danych w obecności kilkudziesięciu osób. Mam więc wybór: uwierzyć Wandzie Nowickiej, która mówi, że w cztery oczy Palikot ją zastraszał – czego nie da się potwierdzić, czy uwierzyć, że ma głęboko w poważaniu zdanie kilkudziesięciu osób, łamiąc kilkakrotnie dane im słowo – co się udowodnić da z łatwością?

Jak myślicie, co wybieram?

Trzeba więc zrewidować „powszechną” opinię, że Palikot zniszczył dwie kobiety: Wandę Nowicką i Annę Grodzką. To Wanda Nowicka wystawiła na szwank, medialny wrzask i potężny dyskomfort Annę Grodzką. Gdyby „nie przybiła pieczęci” – czyli nie obiecała tego, czego nie dotrzymała, sprawy Anny Grodzkiej by nie było. To ona sprawiła, ze zaistniała sprawa Anny Grodzkiej jako wicemarszałkini, i że Anna Grodzka przegrała.

Czy teraz dalej nie mogę uważać, że Wanda Nowicka nie chciała być zgwałcona? Uważam, że jak najbardziej chciała i „gra zgwałconą”: „Spójrzcie! Stała mi się taka wielka krzywda! Czuję się niewinna! Wykorzystana! Oni mnie krzywdzą! PiS! SLD! Platformo! I chłopi! Ratujcie biedną skrzywdzoną!”. Pojęcie „gwałtu”, podobnie jak Palikot, kieruję do ludzi, chociaż tak jak ja, średniointeligentnych.

Palikot nie jest z mojej bajki. Zgadzam się z jego poglądami w temacie antyklerykalizmu i odcięcia od Kościoła, jestem przeciw happeningom marihuanowych, chociaż nie bez… oporów. Ale sam jestem uzależniony (od czegoś zupełnie innego) i rozumiem groźbę uzależnienia wszelakiego. Miałem swoje anse, ale Missjonash ma swój udział w moim obecnym zdaniu w tym temacie. Mimo, że mam dużo zastrzeżeń do jej pewności siebie, to jedno nie podlega dyskusji – uzależnienie zabija – każde.

Proszę więc nie traktować mnie jako adwokata…, diabła, czy jak wolą prawdziwi patrioci „szkodnika”. Uważam jednak, że uczciwe spojrzenie na sprawę Nowickiej (a przy okazji innych „spraw” Palikota”, jest uczciwe właśnie.

Rzetelność. I Uczciwość. W polityce, życiu publicznym. To moje marzenie. Nawet jeśli ma się kompletnie inne zdanie, jeśli ono jest uczciwe i rzetelne, nie mamy możliwości się pozabijać. A nawet się nie znienawidzimy. Możemy tylko… wymyślić coś… lepszego.

andy lighter

Mgła, Nicniemogętusk i GPC

Straszna rzecz się stała dzisiejszej nocy, a nawet dnia po niej. Mgła owładnęła Rzeczpospolitą i samoloty nie mogły startować (i lądować) z polskich lotnisk. Większość pasażerów przyjęła to w miarę spokojnie, w końcu mgła – siła wyższa i trzeba przeczekać. Byli jednak tacy, którzy narzekali na chaos informacyjny, czyli… władze lotniska nie poinformowały pasażerów, kiedy będzie koniec mgły. Żenada! Kompletna nierzetelność! Jak można tak traktować pasażerów!? Jak można nie powiadomić ich o planowanym zakończeniu mgły!?

Ale nie brakowało też takich, którzy nie mogli wyjść ze zdziwienia, że… jest mgła! W XXI wieku, w środku Europy jest mgła i władze (czyt.: Tusk), nic z tym nie robią! Gdyby rządził prezes Kaczyński, o żadnej mgle nie mogło by być mowy. Nie mogę zrozumieć, dlaczego jeszcze (a jest już po południu) żaden rzecznik pisowski nie zabrał głosu w tej sprawie. Ale idę o zakład, że ktoś z nich się w tej sprawie wychyli.

W niedzielę dopuściłem się grzechu ciężkiego – kupiłem Gazetę Polską Codziennie. Jak zwykle idąc po (wstyd przyznać) papierosy do zaprzyjaźnionego saloniku prasowego, po otwarciu drzwi „wpadłem” na GPC i Nasz Dziennik. Codziennie, chodzę tam od lat i nigdy przedtem GPC i ND nie zauważyłem. Albo więc zmieniła się opcja salonikowa, albo opcja sprzedawczyni, dość, że sakiewiczowe periodyki krzyczały „Kup mnie! Kup!!! Mój fejsbukowy kolega, Paweł Pisaniecki codziennie odnajduje co fajniejsze „kwiatki” z GPC i ND i opisuje swoje wrażenia z lektury. Pomyślałem: „Paweł czyta i… żyje, może mnie też nic nie będzie”, i kupiłem. Jednak do Pawła mi daleko, nie mam tak mocnych nerwów. Otwieram Gazetę Codziennie i… Anita Gargas mówi mi, że „dożynają dosłownie”, wracając do szaleńca z Łodzi, który niczego Platformy nie nauczył – jeszcze nie padła PO na twarz przed prezesem, a dawno powinna.  Aż trójka autorów, z szefem Tomaszem Sakiewiczem, pokazują oczywistą prawdę o zdjęciowej zemście za ekshumacje: zachciało wam się ekshumacji, to macie zdjęcia takie, że was poprzewraca! Ot co!

Przewracam następną stronę – nudy, tylko coś o tym szaleńcu z Łodzi, mandacie za krzyż i takie tam… nudy. Kolejna strona, to samo, i kolejna. Ale potem… deser! Terlikowski!!! Już się zabierałem do czytania, już zęby naostrzyłem, ale po przeczytaniu zajawki, chwila zastanowienia, …, …, nie! Bezpieczeństwo najważniejsze jest i już. No bo co można przeczytać w tekscie, który zaczyna się tak: „Nic nowego pod słońcem chciałoby się powiedzieć, o metodach niszczenia Kościoła, czyli jedynego autorytetu, który bez (większego) szwanku wychodzi z dziejowych burz. I który jest dziś najsilniejszą instytucją, która chroni polską wspólnotę (podkreślenie moje, bo ciekawe). Jeśli tak się zaczyna artykuł, to nie mogę go przeczytać, chorowity w końcu jestem i nigdy nie wiadomo jak by się to czytanie skończyło. Bo przecież wiem od dawna, że wychodził z burz, oczywiście, ale dlatego, że trzymał ludzi za mordę i od dawna wiem, że chroni, ale nie kościół wspólnotę, tylko wspólnota kościół, a to zasadnicza różnica.

Sąsiednia strona, a tam jeszcze lepiej – profesor Krasnodębski!!! Już miałem zacząć czytać, ale żona wyrwała mi gazetę, dostrzegłszy objawy stan przedzawałowego. Zdążyła, dzięki bogu i nic mi się nie stało. Z tytułu wyglądało na to, że Polacy oczekują na zmianę (obstawiam w ciemno, że na zmianę rządu, oczywiście).

I jeszcze Tomaszewski. Chyba chłop nie zagrzeje miejsca w PiS-ie, bo pierwszy raz w pisowskiej karierze nie atakuje rządu i Muchy, a jedynie Latę. Latę, to oczywista oczywistość, ale żeby na rząd Tuska nie jechać, to się nie godzi. Szkoda mi go, pewnie znowu będzie zawieszony, i napisze podanie do prezesa z przeprosinami i zapewnieniami : ”Jestem durniem Panie Prezesie – przepraszam, będę grzeczny”.

Już zacząłem żałować wydanych złotych osiemdziesiąt, ale znalazłem wspaniałego newsa na osłodę: „Palikot się panicznie boi” (!!!) No, nareszcie coś… ekstra. Poseł Palikot jest podobno tak potwornie przestraszony, że ledwo żyje. Agenci specjalni Gazety Polskiej Codziennie, będący w ścisłym, najbliższym otoczeniu posła Janusza Palikota, informują, że Janusz Palikot jest śmiertelnie przestraszony. Jednak nie mają pojęcia co jest powodem jego lęku, ponieważ poseł Palikot nie pije alkoholu w towarzystwie i w związku z tym język mu się nie rozwiązuje. I jest problem, cholera, nie ma jak go rozpracować.

Pan poseł Palikot powinien dokładnie rozejrzeć się po swoim środowisku. W końcu powinien wykryć agentów GPC. Ja stawiam na agenta Biedronia. I agentkę Grodzką. A Wy?

_____

Przepraszam Panią Grodzką i Pana Biedronia. To żart, mam nadzieję, że się nie obrażą.

andy lighter

Zawiedzione nadzieje

… dziennikarzy i polityków.

Ten Palikot to jednak świnia jest. Miał zapalić skręta maryhy, a tylko… kadzidełko zapalił. No jak tak można, zapowiadała się nuklearna bomba medialna: poseł wyprowadzony w kajdankach z gmachu Sejmu, sąd, skazanie (po oczywistym odebraniu immunitetu), i kryminał.

A tu Palikot, cham jeden, kadzidełko sobie zapalił. Dziennikarze obecni na konferencji Janusza Palikota nie ukrywali rozczarowania. Z mega newsa, co najmniej parodniowego pewniaka na całe poranki, popołudnia i wieczory, wypełniające 90 % wiadomości nic nie wyszło. No nie poświęcił się ten cham jeden dla telewizji, dziennikarzy i nie dostarczył igrzysk widzom.

Swojego zawodu nie ukrywali też politycy. Już mieli przygotowane wnioski do sądu przeciwko posłowi/posłom Ruchu Palikota, już się cieszyli, że nie będą musieli demonstracyjnie wychodzić, kiedy Palikot wchodzi na mównicę, a tu nic, klapa. Pozostały im pozwy rezerwowe, takie o podżeganiu, naciągane i w ogóle niepewne za bardzo. Poza tym, najwyżej będzie musiał zapłacić co najwyżej parę złotych, a to nie to samo co pucha. I nie to samo co uwolnienie sejmu przez tego bezbożnika.

No niedobry jest ten Palikot, naprawdę. Obiecał i nie zrobił. Nie dał się wpuści ć w… kryminał.

Swoją drogą „żądza krwi” dziennikarzy jest powalająca. Ciekawy jestem, czy znalazł się chociaż jeden dziennikarz, który wcześniej porozmawiał z Palikotem: „Panie pośle, daj pan spokój. Po co ten cyrk, wiadomo, że wszyscy w sejmie czekają tylko na to, żeby się pana pozbyć i marzą nocami, żeby powinęła się panu noga. A wtedy żaden z nich się nie zawaha, żeby pociągnąć za dźwignię zapadni”.  Jestem przekonany, że nie.

andy lighter

Echa expose premiera

Czyli Palikot po Kaczyńskim i Urbański w telewizji.

Expose premiera Tuska mogło zrobić wrażenie. I zrobiło, jak dla mnie było kapitalne. Jednak zbladło nieco, po wystąpieniu Janusza Palikota. Wystąpienie Palikota było kapitalne. Główny nacisk położył bowiem na temat: Państwa zaufania publicznego.

Państwo zaufania publicznego to praktycznie bezinwestycyjna, kompletna zmiana funkcjonowania państwa. I nie tylko bezinwestycyjna, ale przynosząca wymierne, ogromne korzyści finansowe, że o korzyściach niefinansowych – stosunków międzyludzkich, wolności, rozwoju osobistego i terytorialnego nie wspomnę.

Senat, Powiaty, Sejmiki wojewódzkie, Agencje (Rolne i jakieś tam), czyli dublowanie administracji, kompetencji i przerost biurokracji, oraz posadki dla polityków, ich rodzin i „znajomych”, to tylko niektóre kule u nogi, oprócz marnotrawienia pieniędzy, które spełniają bardzo skutecznie rolę zaciągniętego hamulca ręcznego w pojeździe zwanym: „rozwój Polski”.

Byłem pod ogromnym wrażeniem wystąpienia Palikota. I niech mi jeszcze ktoś powie, że Palikot to tylko krzyż i inne pierdoły, a o gospodarce to zielonego pojęcia. Palikot udowodnił w swoim krótkim przemówieniu, że wie więcej, niż wszystkim wokół się wydawało.

A potem była telewizja, a w telewizji Andrzej Urbański, znany przyboczny Lecha Kaczyńskiego, propisowiec w każdym calu. To ostatnie stwierdzenie to oczywiście moje subiektywne zdanie, bo pan Andrzej obnosi się swoją „neutralnością” i bezstronnością…, koń by się uśmiał, że tak powiem.

Otóż doświadczenie dziennikarskie i w ogóle medialne Urbańskiego pokazało się wczoraj jak w soczewce. Jak wytrawny manipulant komentował expose premiera w rozmowie z innym skądinąd manipulantem, dziennikarzem TVN24.

Wg niego wydłużenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost (drastyczny) bezrobocia wśród ludzi młodych. Manipulacja. Rynek pracy to nie jest jakieś pole o stałych rozmiarach, które może się jedynie zmniejszać (jeśli np. powstaną kałuże), ograniczając miejsce do poruszania się po nim ludzi. Rynek pracy, jeśli gospodarka ma się normalnie, rozrasta się panie Urbański. A ludzie będą dłużej pracować po kryzysie panie Urbański.

Andrzej Urbański Zdj. fakt.pl

Kwotowa waloryzacja może być niekorzystna dla emerytów, twierdzi Urbański, bo kwotę ustala minister i zależy ona od stanu budżetu. Kolejna manipulacja. Pan Urbański pewnie nie wie, że procentowa waloryzacja też może być niekorzystna dla emerytów (zawsze jest niekorzystna – nigdy korzystna!) i też zależy od budżetu, bo… ustala ją minister a nie dzielnicowy, albo inny ksiądz proboszcz. Kwotowa waloryzacja może jest o tyle… „korzystniejsza”, że ci którzy mają niższe świadczenie mogą dostać wyższą waloryzację kwotową, niż ci, którzy mają świadczenia wyższe. W waloryzacji procentowej, różnica w wysokości świadczeń się powiększała.

Najbardziej zawiedziony był pan Urbański brakiem… obietnic premiera. Chciałby usłyszeć np.: „Tniemy po to, oszczędzamy po to, aby uzyskać sześcioprocentowy wzrost gospodarczy za dwa (trzy…) lata”. Boże drogi!!! Europa tonie, a pan Urbański chce obietnic i konkretnego celu obietnic. A może za tydzień okaże się panie Urbański, że usłyszy pan: „Tniemy po to, żeby nie mieć minus pięciu procent spadku, tylko minus dwa”. Nikt nie może tego dziś przewidzieć i tylko rasowy manipulant może „wysuwać” tak idiotyczne „oczekiwania”.

Pan Urbański zarzucił też Tuskowi, ze te wszystkie oszczędności są winą Tuska, bo to on zrobił ten nasz dług, który teraz trzeba zmniejszać i który możemy zobaczyć na tablicy Balcerowicza w Warszawie. Pan Urbański zapomniał, jak to manipulant, że ten dług pomogła Tuskowi zrobić Zyta Gilowska, która tak naprawdę zaczęła go robić, że ten pomagały Tuskowi robić niekorzystne kursy walut, niekorzystne sytuacje na giełdach, no i kryzys. Ale pan Urbański pokazuje, ze Tusk nie musiał wcale zrobić długu. Bo Luksemburg nie zrobił. I Holandia i Wielka Brytanie też nie zrobiła. Qr…, panie Urbański Emiraty Arabskie też nie zrobiły! Przywołanie przykładu Luksemburga czy Holandi jest haniebne, jest haniebną manipulacją, Luksemburg to najbogatsze państwo w Europie.

Tacy ludzie jak Urbański wiedzą o tym, że są wodą na młyn pisowskiego, w dużej części kompletnie ciemnego (w sensie znajomości ekonomii, gospodarki, itp.) elektoratu. I sprytnie, haniebnie to wykorzystują.

Zresztą oni muszą to robić. Manipulowanie, wyrośniętych z mediów – kuźni manipulacji) osobników to ich… druga natura. To odruch bezwarunkowy, tak jak przymus napicia się u alkoholika. Oni inaczej nie umieją. Ten człowiek kładzie się spać w poczuciu znakomicie wykonanej pracy – dobrze zrobionej manipulacji. I poczytuje ją sobie za wielką zasługę, w przyszłej drodze do nieba – zapewne Jezus przyjmie go u bram, z otwartymi ramionami, jako prawego, uczciwego, manipulującego ze szlachetnych, szczytnych pobudek, człowieka.

andy lighter

Konkurs „Ważniejsze sprawy”

Ogłaszam konkurs na temat „Ważniejsze sprawy”. Rzecz dotyczy: „Są ważniejsze tematy niż zajmowanie się krzyżem przez Palikota”.

Krzyż na sali obrad. Zdj. suchy.klasae.com

Nie głosowałem na Ruch Palikota i dziś częściowo żałuję. „Moja” posłanka z PO, dostała się (z szóstego miejsca), senator nie. Zrobił się medialny jazgot w związku z tematem „usunięcia krzyża” z sali obrad sejmu przez ugrupowanie Janusza Palikota. Moja internetowa przyjaciółka poddała w wątpliwość sens tego działania, „bo są ważniejsze sprawy”. Fakt, ważne sprawy są. Ale chciałbym zapytać Was, jakie to są ważne sprawy i kiedy te ważne sprawy się skończą, żeby można się było zająć „mniej ważnymi sprawami”, np. krzyżem, finansowaniem Kościoła, in vitro, tolerancją, społeczeństwem obywatelskim, itd., itd., itd., i jeszcze mnie ważnymi sprawami, np. odpowiedzią na pytanie „Jak żyć”, ale nie paprykarzowi, tylko sześćsetzłotowej emerytce.

Czekam więc na wyliczanie przez Was tematów ważniejszych niż „krzyż”. Rozwiązaniem konkursu i wskazaniem zwycięzcy zajmie się jury, pod przewodnictwem mojej (nie)skromnej osoby. Członkami jury są: sunia, kotka, i dyrektor mojej instytucji – moja żona, u której pracuję. Jestem tu tylko maszynist(k)ą i wypełniam (niestety) dyrektywy i wytyczne „z góry”. Psa i kota proszę nie lekceważyć, bo wbrew pozorom znakomicie odgadują  mój nastrój (zadowolenie bądź nie) umiejętnie umożliwiając mi, bądź uniemożliwiając wyrażenie opinii.

Jeszcze nagroda: Zwycięzca zostanie „uznany” przez moją (nie)skromną osobę.

_____

Napisałem to jako pewnego rodzaju żarcik, ale Waszych opinii jestem jak najpoważniej ciekaw. Ciekaw też jestem zdania na temat: co jest ważniejsze, a co mniej ważne i dlaczego tak jest. Skróty myślowe ogromnej części społeczeństwa sprowadzają „ważność tematów” do cyferek z końcówką €, lub zł, jako tych tematów rezultat. Ci sami ludzie często miotają niby młotem na stadionie, hasłem: „nie samym chlebem człowiek żyje”.

Proszę więc ten żarcik, potraktować jak najbardziej serio. I podyskutować.

andy lighter