Życie nie jest bezcenne

Wszyscy znamy slogany, wielu uważa(ło), że słuszne, prawdziwe: „życie nie ma ceny”, „życie jest bezcenne”, „żadne pieniądze nie zwrócą życia bliskiej osoby”. Nic z tego. Są tacy, którzy wyceniają sobie życie, swoich bliskich i swoje własne, a tym kimś są oczywiście rodziny ofiar smoleńskich.

Rusza właśnie lawina wniosków rodzin ofiar o odszkodowania. Do MON i bezpośrednio do sądów. I odszkodowania te nie mają nic wspólnego z otrzymanymi już (wynegocjowanymi) od państwa odszkodowaniami w wysokości 250 tys. zł, w ilości 270 ugód. Były to bowiem „zadośćuczynienia za krzywdy niemajątkowe”, czyli, kolokwialnie pisząc „straty moralne”. Państwo, czyli mnie i Ciebie, kosztowało to prawie 68 mln zł.

Tym razem chodzi o zadośćuczynienia za straty materialne. Czyli inaczej, za pogorszenie się sytuacji materialnej rodzin ofiar katastrofy. I w tym miejscu, przyznam, mnie ruszyło. Dochodzą słuchy, że niektóre osoby chcą odszkodowań w wysokości nawet do półtora miliona zł(!)

Nietrudno pomyśleć, że niektóre, np. żony (to tylko ewentualny przykład, nie żadna wiadomość), „policzyły” sobie ewentualny dochód męża (np. męża), aż do emerytury i później, do „przewidywanej” daty naturalnej śmierci. Świetny sposób na wyliczenie sobie wysokości emerytury – będę musiał nad tym popracować i wysłać do ZUS-u propozycję mojego dochodu, aż do ewentualnej śmierci.

„Rodziny smoleńskie”, a przynajmniej spora ich część, postanowiły ukarać państwo, czyli obywateli, za to, że zginęli ich bliscy.

A więc ja domagam się od państwa, żeby te rodziny mnie nie karały.

  • Domagam się, żeby ukarały pilotów, za ich ewidentny błąd w sztuce, a raczej serię błędów.
  • Domagam się, aby ukarały gen Błasika, który jako pierwszy, będąc przełożonym pilotów, powinien stanąć w obronie życia prezydenta i zakazać (nawet z użyciem broni – choć sam jej nie miał, mógł zażądać od młodszych oficerów BOR – ja bym tak zrobił, desperacko broniąc życia głowy państwa, to obowiązek oficera) lądowania.
  • Domagam się, aby ukarały kancelarię byłego prezydenta i samego Lecha Kaczyńskiego za to, że na pokładzie prezydenckiego samolotu znalazło się tyle niebędących związanymi z wykonywaniem przez prezydenta obowiązków, osób, które „nie miały prawa” (z punktu widzenia logicznego i odpowiedzialnego myślenia), się tam znaleźć.

Inaczej rzecz nazywając, domagam się od prokuratury r z e t e l n e g o(!!!)  i prawdziwego, a nie pozorowanego śledztwa, dziś bowiem wiadomo, że prawdziwi winni, jako, że nie żyją, nie będą wskazani jako winni (bo nie wypada winić zmarłych), o ukaraniu nie wspominając. Całe więc to śledztwo prokuratury, jest warte funta kłaków, od początku do końca.

Zapłacę, jako państwo, hienom ich odszkodowania. Pod warunkiem. Jeśli prawdziwi winni katastrofy smoleńskiej, zostaną wskazani i ukarani. Prawdziwi winni nie „dostarczą swoim bliskim zabezpieczenia do końca życia. Tak jak kierowca, świadomie i z premedytacją pchający się pod koła ciężarówki, spowodowawszy wypadek z ofiarami śmiertelnymi, nie zabezpiecza bytu swoim bliskim, jako winny śmierci innych ludzi.

A swoją drogą, ciekawy jestem dlaczego samolot rządowy nie był ubezpieczony? To chyba kolejny, typowo polski wynalazek, żeby nie ubezpieczać samolotu VIP-ów. A niech by „szarak” nie wykupił OC na samochód, dowiedziałby się jasności przy pierwszym „napotkanym” patrolu drogowym.

Wiem, wiem. Jestem świnia, bo o umarłych źle się nie mówi, a poza tym oni stracili bliskich i im się należy. A niech im się należy! A niech się nie mówi! Tylko niech to niemówienie nie oznacza zamykanie ich ust moimi, Twoimi, naszymi  pieniędzmi. Bo nie kto inni, tylko oni będą za chwilę najgłośniej krzyczeć o niedożywionych dzieciach i o tym, że to wina Tuska.

andy lighter

Rozeznanie

czyli…, niektórzy wiedzą, co jest grane.

Doskonale pamiętam jak ubawiały mnie nie tak przecież dawno, słowa Jarosława Kaczyńskiego, który coś tam wie, ale nie może powiedzieć co i skąd wie, ale wie. Jego „wiem, ale nie powiem” było/jest powszechnie znane i budziło śmiech, albo wkurzenie.

Dziś Kaczyński ma swoich znakomitych naśladowców i jak nietrudno się domyśleć, chodzi mi o śledczego Macierewicza. Ale nie tylko. Po blisko trzech latach badań, mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności, czy prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne” – zapewnia tropiciel wypełnione po brzegi sale kinowe, teatralne, świetlice i kluby. Wypełnione słuchającymi z wypiekami na twarzach, jego sensacyjno-kryminalnych opowieści, ludźmi.

Macierewicz jednak mnie nie zdziwił, wszak, jak się okazuje, katastrofa smoleńska, raport i różne wykłady, odczyty – seanse kryminalne to dla Macierewicza kura, znosząca złote jaja, czyli biznes. Zdziwiła mnie za to, chociaż właściwie, to nie wiem do końca czy aż tak mnie zdziwiła, znana aktorka, Anna Chodakowska.

W dyskusji prowadzonej w Polsat News, kiedy jeden z dyskutantów (Robert Leszczyński – od Palikota) stwierdził, że dla niego katastrofa smoleńska jest wyjaśniona, pani Anna odpowiedziała: „(…) Mam rozeznanie. Wiem, na czym polega blef śledztwa Millera i blef śledztwa MAK-u”. Oczywiście, jak mniemam, pani Chodakowska ma rozeznanie, przeczytawszy raport Macierewicza. No bo niby skąd…, od Putina?

Nikt w tym kraju nie ma rozeznania, nawet Macierewicz się gubi, zaprzeczając sam sobie co i rusz, a pani Ania ma rozeznanie.

I kiedy słyszy się takie coś, albo czyta, to nie wiadomo, śmiać się , czy płakać? Koń, to by się uśmiał z pewnością. Bo widać, że dżuma zatacza coraz szersze kręgi, na szczęście jednak tylko (chyba) w wybranych środowiskach, bo dane ogólne świadczą o czymś innym. W raport Macierewicza wierzy 22%, a w raport Millera prawie 40, wg sondażu TNS dla programu „Forum” w TVP Info.

   

Sondaż przeprowadzono 10,11 kwiecień 2013 na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

Sondaż TNS przeprowadzono 10,11 kwietnia 2013 na reprezentatywnej grupie 1000 osób.

Coś więc to rozeznanie pani Chodakowskiej, pana Macierewicza i innych profesorów Biniendów i Nowaczyków, szwankuje. Albo inaczej: większość ludzi, rozeznanie tej pani i tego pana i tych państwa, mają głęboko w poważaniu.

andy lighter

„Święto PiS-u”

Dziś już wiadomo, że 10. kwietnia każdego roku, jest kolejnym świętem państwowym: „Dniem PiS-u”. Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie zapowiedziało zajęcie Krakowskiego Przedmieścia na cały dzień i zażądało, żeby im nie przeszkadzać. Ze wstydem przyznaję, że, niestety, władze państwowe i warszawskie „przyjęły to do wiadomości”. Zupełnie jak w powiedzeniu: „Pan każe, sługa musi”.

Obchody zaczęły się zresztą wcześniej. Oto już 8. kwietnia wdowa po generale Błasiku opowiadała, jak to zbezczeszcza się pamięć jej męża, jak on dbał o lotnictwo, jak nie ulegał żadnym politykom, wykłócając się o dobro swoich podwładnych. Pani generałowa zapewne przez zapomnienie nie dodała, że jej mąż nie zrobił nic po katastrofie w Mirosławcu, że jej mąż był ulubieńcem prezydenta, czego dowodem są jego niespotykanie szybkie awanse, że wbrew wszelkim procedurom, jej mąż, a nie kapitan samolotu meldował prezydentowi gotowość samolotu do startu.

A minister kultury na to, że wdowy, rodziny mają szczególne prawo do bólu…, itd. Państwo zresztą idzie dalej. Dużo dalej. Zarówno komisja Milera, jak i prokuratura. W cudowny sposób zniknęły promile z organizmu gen. Błasika, chociaż wiadomo, że będąc bliskim współpracownikiem innego generała, charakteryzującego się koloratką zamiast krawata abstynentem być nie mógł, a w tym feralnym locie nawet nie musiał. W ciele prezydenta promili w ogóle nie było, chociaż wiadomo, że poprzedniego wieczora, do późna, nieźle zabalował (z doświadczenia wiem, że promile nie mają zdolności ani ochoty, szybko organizm człowieka opuszczać). Państwo (prokuratura z pomocą Instytutu Ekspertyz Sądowych Sehna) zadbało o to, aby z czarnych skrzynek, w cudowny sposób zniknął głos generała Błasika, nie tylko jako nierozpoznany, ale w ogóle głos zniknął. W nagrodę Instytut dostał dofinansowanie.

Państwo (prokuratura) w ogóle pomija wątek odpowiedzialności za lot z 10. kwietnia Kancelarii Prezydenta, BBN-u, przerzucając ją (tę odpowiedzialność) na Kancelarię Premiera i UOP. W ogóle nie jest ruszana kwestia odpowiedzialności za listę pasażerów feralnego lotu. Nawet gdyby… (przepraszam, ale skoro tak miało być…), zginęła para prezydencka i kilka osób, ok. 90, 80, dalej by żyło. Nigdzie na świecie, nigdy, nie zdarzyło się, aby prezydent jakiegokolwiek kraju brał na pokład samolotu, którym ma lecieć, tylu VIP-ów. Jedynie prezydent RP, ten prezydent – Lech Kaczyński, tak potrafił. Zresztą, praktykował już z VIP-ami z innych krajów, w dodatku zabierając ich na teren objęty wojną. Wyjątkowy cynizm, wyjątkowa buta, wyjątkowa „ważność”. Te cechy były zresztą jego znakiem firmowym.

Nie mogę pojąć, dlaczego tej ostatniej kwestii nie rozumieją niektóre rodziny ofiar katastrofy, nie tylko nie artykułując pretensji do byłego prezydenta i jego ludzi, ale jeszcze bijąc mu pokłony i śpiewając mu hymny pochwalne. Przecież ich krewni zginęli przez tych ludzi!

Można by tak jeszcze długo ciągnąć, ale na koniec ograniczę się do jeszcze jednego zaniechania państwa (prokuratury). W ogóle nie mówi się o odpowiedzialności żyjących ludzi prezydenta: Dudy, Waszczykowskiego, Sasina… Ten ostatni, jak się okazuje, pojechał tam jako „turysta” i kontaktował się z Konsulem RP,  jako wysłannik posła na sejm, Jarosława. Sasin miał psi obowiązek zajmować się wszystkimi ofiarami, a w szczególności prezydentem (co „robił’ – kontaktowanie się z Konsulem, to trochę mało) i „ludźmi prezydenta”. To samo dotyczy bezczynności pozostającego w kraju zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Waszczykowskiego, który od dnia katastrofy przychodził do pracy i…, no właśnie, i co? Aż ciśnie się pod palce wystukanie: „chowa…”. Oczywiście nigdy się nie dowiemy czy moje wywody są racjonalne. Wszak państwo o to zadba.

Ciekawy jestem, co robili jeszcze przez miesiąc w pracy, pracownicy kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oprócz „sprzątania” oczywiście.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy rano rozpoczęto Dzień PiS-u słowami hymnu:

„Marsz, marsz Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem”.

Przecież jasne jest, że powinno być: „Marsz, marsz Kaczyński, z ziemi polskiej do Wolski…”. Że co, że się nie zgadza? Przecież oni mają wprawę w „unowocześnianiu” tekstów najważniejszych pieśni.

Święto PiS-u jest świętem smutnym, ale oni takie właśnie lubią najbardziej.

andy lighter

Czy Wnukowo otrzeźwi smoleńszczyków?

Na lotnisku Wnukowo w Moskwie doszło do katastrofy. Rozbił się samolot Tu204 rosyjskich linii Red Wings. Zginęło pięć osób (cztery na miejscu i piąta w szpitalu), spośród ośmiu znajdujących się na pokładzie.

Samolot już kołował, miał niewielką prędkość, mimo to, na skutek, najprawdopodobniej awarii układu hamulcowego, przejeżdżając przez zaśnieżone pole i uderzając w skarpę obwodnicy drogowej, rozpadł się na trzy części i zamienił w kupę złomu.

Należy podkreślić, że samolot miał niewielką prędkość, inaczej nie przystąpiłby do kołowania, jeszcze ją wytracał na śniegu i uderzył tylko w skarpę, a mimo to zamienił się w złomowisko.

Tu 204. Moskwa. Fot: PAP/.EPA.

Wrak Tu 204 po katastrofie w Moskwie.

Czy nie powinno to otrzeźwić Macierewicza, Kaczyńskiego i ich amerykańskich superekspertów Biniendę, Nowaczyka i innych? A może ci ostatni przeprowadziliby obliczenia, zrobili „fachowe” ekspertyzy? Może też im wyjdzie zamach? Bo przecież kołujący, pusty samolot powinien się na skarpie zatrzymać i koniec?

To dla Rosjan bardzo przykry prezent noworoczny. Ale dla niektórych ekspertów tu w Polsce (chwilowo niektórzy w Ameryce, w obawie o życie), powinno to dać do myślenia, a właściwie do otrzeźwienia. A może olśnienia?

Życzyłbym sobie na ten Nowy Rok, aby ta rosyjska katastrofa rozwiała opary absurdu, nienawiści i podejrzeń z naszych „prawych i sprawiedliwych” polityków i z ich domorosłych, teoretycznych ekspertów.

To jest moje życzenie w dziedzinie życia politycznego w naszym kraju. Niech wrak Tupolewa 204 będzie realną, realistyczną klamrą, zamykającą smoleńskie dywagacje, konfabulacje, oskarżenia i nekropolitykę, otwartą wrakiem Tupolewa 154 M.

andy lighter

Zabierzcie Macierewicza!!!

Sam już nie wiem, czy się śmiać, czy płakać…, a może jedno i drugie na zmianę. Jedno jest pewne – jesteśmy (większość społeczeństwa) kompletnie bezradni wobec szaleństwa, wyraźnych oznak obłędu i paranoi politycznej niektórych polskich polityków.

Jakim trzeba być ostatnim bydlakiem, żeby wymyślić teorię: „(…) Loża pana prezydenta znajduje się bezpośrednio nad klubem parlamentarnym PiS. Rozumiem, że zamach byłby wymierzony w klub PiS i pana prezydenta. (…)”.

Rzecz dotyczy oczywiście ujawnienie planowanego zamachu na Sejm i najwyższe władze państwa. I oczywiście przedszkolak zgadnie, że taka myśl mogła zrodzić się w pierwszej kolejności w głowie Antoniego Macierewicza. I nie jest ważne, ze pisząc o Polsce i polityce, zamachowiec posługiwał się wykreowanym przez zwolenników PiS-u specyficznym „POlska”, „POlityka”, oznaczającym pogardę dla określonej (oczywistej) opcji politycznej.

Już rok, półtora, a nawet dwa lata temu wielu dziennikarzy, publicystów i blogerów wygłaszało opinię, że przekroczona została przez tego posła granica przyzwoitości, dobrego smaku, prawa, itd. Tych granic od ponad dwóch lat było bez liku, ale widać Macierewicz polubił przekraczanie kolejnych granic. Dodajmy, nielegalne przekraczanie, co łatwo mu przychodziło bo „służby graniczne” były i są w stosunku do niego bardzo pobłażliwe.

Czy nie jest już najwyższa pora, żeby coś z tym zrobić? Czy naprawdę nie ma sposobu, aby zmusić go do poddania się psychiatrycznej obserwacji i (na bank) leczeniu. Bo jeśli Kaczyńskiego można łatwo posądzić o manipulację, granie trumnami na ludzkich emocjach, nawet jeśli obarczony jest polityczną paranoją, to Macierewicz jest moim zdaniem ewidentnie chory. Zresztą od lat, sądzę, ze od ’89 roku. Ten człowiek jest kompletnie niepoczytalny.

Świadczyć o tym może choćby praca w zespole smoleńskim. Jego szef jest autorem, głosicielem ok. dziesięciu dowodów na popełnienie zbrodni i chociaż każdą kolejną hipotezę porzucał, z żadnej się nie wycofał. To powinno oznaczać, że zbrodnia była przeprowadzona w sposób doskonały i niezawodny. Plan A (sztuczna mgła), plan B (bomba termo baryczna), plan C, plan D, plan E, plan F, plan G, plan H i pozostałe, aż do trotylu, zastosowano nie kolejny, jeśli poprzedni zawiódł, ale wszystkie jednocześnie! Więc nie udać się nie mogło.

Wykładowca z Krakowa przygotowywał się do zamachu przez parę lat i go nie wykonał. Macierewicz jest w trakcie wykonywania zamachu stanu ciągle – od dwóch i pół roku. I nikt mu w tym nie przeszkadza! Żadne służby się nim nie zajmują, żadni lekarze nie badają, prokuratura nie ściga…

Nie wierzę, powtarzam, nie wierzę, żeby nie było możliwe odsunięcie szaleńca od możliwości współtworzenia prawa w tym kraju. Nie wierzę, żeby nie było możliwe uniemożliwienie szaleńcowi współkreowania opinii publicznej, światopoglądu sporej części polskiego społeczeństwa.

Nie wierzę, musi być jakiś sposób. Musi być jakaś reakcja. Władzy, klubów poselskich innych niż PiS partii, prokuratury, bóg wie kogo jeszcze. Jeśli takiej możliwości nie ma, to… Polska to dziki kraj! Tylko błagam, nie piszcie mi, że demokracja… Bo demokracja nie oznacza, nie może oznaczać „rzymskiego konia w senacie”, albo innego Kaliguli.

andy lighter

Szokująca hipoteza

W obliczu niedawno powstałej hipotezy o obecności trotylu i nitrogliceryny we wraku prezydenckiego tupolewa, niewiele już może nas zdziwić. Zdaje się obowiązywać zasada: żadnej hipotezy, nawet najbardziej absurdalnej, nie można wykluczyć.

Tym bardziej, że po oskarżeniach (między wierszami oczywiście) polskiego rządu o zamordowanie lub współudział w zamordowaniu 96. sześciu osób, sformułowanych przez prezesa Kaczyńskiego, prokurator generalny zamiast wszcząć z urzędu postępowanie przeciwko prezesowi PiS o znieważenie i bezpodstawne oskarżenie najwyższych przedstawicieli Rzeczpospolitej, ten, prywatnie się z nim spotyka i pozwala besztać i znieważać przedstawiciela prokuratury wojskowej, prowadzącej śledztwo smoleńskie. Zresztą besztanie i stawianie na baczność niższych i wyższych rangą przedstawicieli wojska (i nie tylko), jest cechą charakterystyczną obu braci Kaczyńskich. I była nią za czasów ich rządów, a potem za ‘panowania” Lecha Kaczyńskiego.

Zważywszy na wiele kuriozalnych okoliczności, w Internecie pojawiła się kolejna hipoteza: „A może to brat zabił brata, żeby zająć jego miejsce?, pyta reżyser filmowy Andrzej Saramonowicz. „Wszak nawet Biblia zna takie przypadki. To co, badamy to jakoś panie Jarku?…”, stwierdza i pyta reżyser niejako w odpowiedzi na słowa prezesa PiS, który niedawno raczył był stwierdzić: „Prawdziwe poważne śledztwo powinno zbadać wszystkie, nawet bardzo mało prawdopodobne hipotezy’”. Nie może, więc dziwić wysuwanie hipotez nawet tak nieprawdopodobnych. Oczywiste jednak dla mnie jest, że pewne hipotezy rozważane nigdy nie będą, nawet jeśli są o wiele bardziej prawdopodobne niż ta, wysunięta przez pana Saramonowicza. W myśl idiotycznej i skrajnie niesprawiedliwej zasady: „Niektórych pokrzywdzonych się nie sądzi”. Piszę „niektórych”, bo oczywiście chodzi o rangę. Niektórych wystawia się na żer, np. pilotów, zresztą moim zdaniem współwinnych.

Ja, w swoich tekstach, choć nigdy nie posunąłem się aż tak daleko jak pan reżyser, również zadawałem pytania, które, o czym jestem absolutnie przekonany, pozostaną bez odpowiedzi, nawet jeśli odpowiedzi „wyszłyby same” – narzucałyby się, zostaną starannie rozmyte lub ukryte, a najpewniej w ogóle nie dotknięte.

Są to pytania o absolutnie nadrzędną rolę kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego w organizację lotu. Kto o tym decydował? Jaka rolę w tym pomyśle odgrywał Jarosław Kaczyński? Jaką Aleksander Szczygło, znany z nieukrywanej nienawiści do Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i w ogóle do zjawiska „straciliśmy władzę”? Przypomnijmy sobie jego bezprecedensowe ignorowanie jakiegokolwiek obowiązku współpracy kancelarii, w ogóle urzędników prezydenta Lecha Kaczyńskiego z rządem i urzędnikami rządowymi. Jestem przekonany, że rola tego człowieka w tym, że śmierć poniosło poza nim 95 osób jest przeogromna i absolutnie niedoceniana.

Kto jest odpowiedzialny za listę pasażerów samolotu i dlaczego nikt nie wskaże tych osób rodzinom ofiar smoleńskich? Dlaczego nikt nie zasugeruje rodzinom ofiar, że ich bliskich nie powinno być na pokładzie tego samolotu i że odpowiedzialność za ich tam obecność ponoszą ludzie prezydenta (w szerokim tego słowa znaczeniu – nie wykluczam również brata)?

Dlaczego wybiela się obecnych na pokładzie za współodpowiedzialność w presji na pilotów? Głos gen Błasika w cudowny sposób, w Instytucie Sehna zniknął z zapisów rejestratorów kabiny pilotów., a słowa dyr. Kazany o niezadowoleniu prezydenta, oraz „decyzja „Będziemy próbować do skutku”, są kompletnie bez znaczenia. Zresztą, okazuje się, że „… bez skutku”, w ogóle nie było (choć wcześniej były i że ten głos w ogóle nie należał do Kazany.

Te pytania są pytaniami pomocniczymi do tezy: „Do katastrofy i jej rozmiaru doprowadził prezydent, jego decyzje i jego kancelaria”. Jest jasne, że nie zostanie ona wzięta pod uwagę przez prokuraturę. Tak jak nie zostaną zbadane inne hipotezy, o wiele bardziej zasadne niż ta o zamachu, albo przynajmniej zasadne tak samo.

Instytut Sehna oddał w śledztwie nieocenione usługi: niewygodne głosy zniknęły, albo nie należą do przypisanych osób, pewnie krasnoludki tam gadały z pilotami, a w ogóle nie gadały, bo tych głosów nie było – naród się schlał i miał omamy słuchowe. To pierwszy znak, że smoleńskie śledztwo jest po pierwsze nierzetelne, a po drugie jego wynik oszczędzi (moim zdanie słusznie) rząd Tuska, ale i (moim zdaniem niesłusznie, bo niesprawiedliwie) sprawców. Być może, dla usatysfakcjonowania bliskich ofiar, winnymi okażą się Rosjanie, być może nawet jako zamachowcy. To by już było mistrzostwo świata, ale niczego już nie wykluczam.

Szkoda mi tylko tych ludzi, którzy otumanieni i oszukiwani chodzą po ulicach i krzyczą: „Jarosław, Polskę zbaw”.

andy lighter

Wrak w Rosji

Przed chwilą słyszałem wypowiedź prof. Zbigniewa Brzezińskiego o wojnie polsko-polskiej. Wypowiedział opinię, która dla mnie jest oczywista, od co najmniej dwóch lat. O wraku. Wraku, którym „grają” Rosjanie.

Moim zdaniem wrak Tupolewa 101 dawno powinien być w Polsce. Co więcej, dawno byłby w Polsce.  Gdyby nie Macierewicz, Kaczyński i ich paranoiczne teorie. One ich bawią, śmieszą, nie przeszkadzają im w niczym, a często pomagają. W postrzeganiu statecznej Rosji, wobec unijnej, wojującej samej ze sobą, niepoważnej Polski.

Rosja tym trzymaniem tupolowego wraka robi jednak znakomitą robotę nie tylko dla siebie. Dla własnej wygody, wizerunku klasy przy świrującym sąsiedzie, itp. Robi też znakomitą robotę dla Polski. Mimo obecnych czerwieniących się ze wstydu policzków, Ten wrak sprawi, że Kaczyński psychicznie pęknie, nie wytrzyma, tym bardziej, ze jest jak złapany schizofrenik: Raz jest na nie, ale drugi raz też jest na nie (a nie na tak), bo mu „ruski psychiatra” zamknął pudełeczko z „tak”. Schizofrenicy, czy inni paranoicy funkcjonują dlatego, że raz są „dobrzy”, a raz „żli”. Gdyby cały czas byli „źli”, albo „dobrzy”, jako schizofrenicy by nie dali rady. Musi być rzeczywistość i jej „krzywe” – odwrotne odbicie w lustrze. Dwie, te same strony lustra…, nie przejdą. Jestem pewien, że Kaczyński prędzej, niż później pokaże autentyczne objawy szaleństwa, niepodlegające żadnemu wytłumaczeniu i że jego właśni przyboczni żołnierze, będą tym tak samo zaskoczeni i zszokowani, jak reszta Polaków.

Macierewicz, moim zdaniem od dawna prezentuje objawy obłędu, jednak trwa, dzięki kurateli Jarosława Kaczyńskiego. Ten człowiek nie powinien mieć możliwości nawet prowadzenia samochodu. Pozwolenie na to człowiekowi absolutnie nieprzewidywalnemu, jest działaniem na szkodę reszty społeczeństwa. Jeśli opuści go chory Jarosław, stanie się to dla wszystkich jasne.

Boję się jednak czegoś innego. Jeśli już Jarosław Kaczyński zniknie otoczony opieką pielęgniarek i lekarzy w swoim domu, jeśli Macierewicz zacznie małpie występy w stylu posła Janowskiego, pokazując swoje szaleństwo, będziemy zadawać sobie pytanie, a właściwie różne telewizje, gazet i radia, będą je zadawały (innym), dlaczego tak długo na to (inni) pozwolili. Bo nie będą (chciały) pamiętać, że chodziły za nim krok w krok, wpatrywały się jak w święty obrazek, łykały jak obietnicę podwojenia cen za reklamy, w tego biednego człowieka.

I winnych nie będzie. Niech tam stoi ten wrak. Im dłużej, tym dla przyszłości Polski lepiej. Bo nieobecność Kaczyńskiego w Polskie polityce, nie ma ceny niewartej zapłacenia. Nawet ceny wraka.

andy lighter