Prawda

„Tylko prawda nas wyzwoli! Trzeba mówić prawdę!…”, takie słowa padały z ust prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, kiedy przemawiał do demonstrantów w Warszawie. Walił tym słowem na prawo i lewo.

Prezes Kaczyński jawi się dzisiaj, jako prawdziwy, szlachetny obrońca prawdy, „prawdy przede wszystkim”, „prawdy mimo wszystko”, prawdy, która dzięki Bogu jest mu dana i którą krzewi i propaguje całym swoim politycznym życiem.

I nie było by w tym nic dziwnego, nic złego, gdyby…

Jeśli największy, moim zdaniem, polityczny kłamca w polskiej polityce, są więksi, ale on jest najadzie z nich znaczący, mówi o prawdzie, żąda prawdy wygłaszanej przez (innych) polityków, to odbieram to, jako wyraz degeneracji politycznej. Jako wyraz moralnego upadku.

„Jeśli mój brat zostanie prezydentem, ja na pewno nie będę premierem” – mówił prezes, a po niespełna roku został premierem.

„PiS nigdy nie wejdzie w koalicję z Samoobroną” – zapewniał, a po wygranych wyborach powołał do życia koalicję PiS, Samoobrona RP, LPR.

„Jeżeli PiS przegra wybory w 2011. roku, to przekażę władzę w partii komuś młodszemu” – mówił Jarosław Kaczyński, a rządzi i dzieli w PiS-ie, po dzis dzień i na wieki wieków.

To tylko sztandarowe, najbardziej znane kłamstwa prezesa.

A pointą niech będą słowa, jakie skierował Jarosław Kaczyński do jakiejś dziennikarki podczas kampanii prezydenckiej:

„Ja mam taką jedną cechę, niekoniecznie najbardziej cenioną w polityce – OTÓŻ JA NIGDY NIE KŁAMIĘ pani redaktor”.

Czy można poważnie traktować słowo „prawda” w ustach człowieka, który nad swoimi własnymi kłamstwami przechodzi do porządku dziennego? I to nad kłamstwami, takimi z najwyższej półki?  

 

andy lighter

PiS-owskie aksjomaty

„Gdyby odbyła się debata Gilowska – Rostowski, to pani profesor, by pana ministra rozjechała”. To ostatni z całej masy pewników, którymi przez ostatnie cztery lata, nie inaczej w obecnej kampanii PiS z prezesem Kaczyńskim na czele , raczy polskie społeczeństwo.

„Większość posłów PSL poparło legalizację miękkich narkotyków”, to co prawda niewielka pomyłka, bo prezes miał na myśli to, że ustawa ta może stanowić otwartą drogę do legalizacji miękkich narkotyków. Nie inaczej było jeszcze nie tak dawno ze służą zdrowia. Słowa o prywatyzowaniu służby zdrowia przez PO zostały zastąpione „komercjalizacją, która może być w istocie otwartą drogą do prywatyzacji szpitali”. „Legalizacja związków homoseksualnych to prosta droga do adopcji dzieci przez homoseksualistów”.

To co „może stanowić”, może się stać”, „może mieć miejsce” to w istocie dla prezesa Kaczyńskiego pewnik, że tak właśnie się stanie. I tym karmi, a w praktyce straszy, zupełnie zmanipulowane tymi aksjomatami społeczeństwo. Ciągle też powraca, powtarzane jak mantra „Gdyby rządził PiS, to…”, oznaczające ni mniej ni więcej, tylko: „Polacy byliby bogaci i szczęśliwi, a Polska byłaby silnym, mlekiem  miodem płynącym krajem”.

To dość prymitywna, ale i skuteczna socjotechnika. Przypomina mi do złudzenia „The Trouth Seeker”, czyli „Ruch Poszukiwaczy Prawdy”, którzy gdziekolwiek nie zaglądną, czymkolwiek się nie zainteresują, wszędzie widzą spisek, układ, chęć zniszczenia społeczeństw a nawet ludzkości, itp. Szczególnie ten ruch rozwinął się w Internecie w krajach zachodnich, choć i w Polsce zwolenników tego trendu nie brakuje. A jaką zdobywa sobie popularność, wystarczy zerknąć na blog „kefir2010” i jego rankingi. Oszołomstwo i zagrożenia dla świata jakie z niego wyzierają, mogą naprawdę zjeżyć włos na głowie niespecjalnie interesującemu się poszczególnymi zagadnieniami zjadaczowi chleba. Prezes Kaczyński wydaje się posługiwać podobnym schematem: wystraszyć i zapewniać, że tylko on zna (pozna) całą prawdę i że tylko on „uratuje świat”, tylko jemu na tym zależy. Oczywiście tak jak w przypadku Ruchu i ruchopodobnych internautów, większość z tych prawd okazuje się kretyńskimi „strachami, mającymi wielkie oczy”, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się tu i teraz – efekt bieżący, czyli… głosy wyborców, poparcie.

Fragment z bloga "kefir2010". Aż strach się bać.

_____

Nie oglądałem debaty o gospodarce w TVP, ale czytałem opinie. Komentatorzy – ekonomiści są przerażeni „morzem” populizmu jakimi obsypują wyborców przedstawiciele kandydujących partii, głównie opozycyjnych. Nie mają oni żadnych hamulców w przerzucaniu się obietnicami nie do spełnienia.

Myślę, że zbyt mało uwagi społeczeństwo – wyborcy, poświęcają na rozliczenia polityków ze składanych obietnic, których niedotrzymanie (z przyczyn obiektywnych rzecz jasna) niczym nie skutkuje. Nie ma więc sposobu, aby chociaż „przymknąć nieco jadaczkę” jednego, czy drugiego oszołoma.

_____

Podczas konferencji prasowej prezesa Jarosława Kaczyńskiego w otoczeniu dzieci, moderujący ją poseł Hofman bardzo starał się, aby pytania zadawane prezesowi były „poprawne”. Bardzo się zżymał, kiedy dziennikarze prosili prezesa o odniesienie się do oskarżeń PSL-u pod swoim adresem, albo o odniesienie się do oświadczenia prof. Gilowskiej.

Zresztą, PiS nie ma z tym najmniejszego problemu. W sprawie Gilowskiej prezes „myślał o debacie akademickiej”, a w sprawie PSL-u, ucina sprawę tak, jak opisałem na początku: „W istocie ta ustawa może prowadzić do legalizacji…”. A poza tym „(…) do sądu idzie się wtedy, kiedy padają słowa obraźliwe np., a nie z jakiegoś błahego powodu”. Kłamstwo, wierutne zresztą, to według prezesa błahy powód, powód zupełnie bez znaczenia. Jakoś kompletnie mnie to nie dziwi. Człowiek, który z kłamstwa uczynił swój atut wyborczy, musi uważać kłamstwo za nieistotny (dla przeciwnika oczywiście) szczegół.

To samo trochę wcześniej stwierdził zresztą poseł Błaszczak, zarzucając Ludowcom, chęć prowadzenia kampanii, wzorem PO, na sali sądowej

Panowie, a może po prostu wystarczy przestać kłamać? Nikomu wówczas do głowy nie przyjdzie jakaś sala sądowa.

andy lighter

Obelgi i zarzuty – „kaczyński” chleb powszedni

Obrzucanie przeciwników politycznych i osób działających wbrew życzeniom czy zamiarom Jarosława Kaczyńskiego, jego brata – byłego prezydenta RP, czy w ogóle środowiska PiS-u, było i jest normą. Co chwilę więc słyszymy z ich ust, lub czytamy o zdrajcach, kłamcach, tchórzach, sprzedawczykach, czy innych złodziejach. Ostatnio przypomniał nam się „kłamca Giertych”, w związku z oskarżeniem prezesa przez byłego wicepremiera.

Jedną z najbardziej ulubionych obelg wypowiadanych przez Kaczyńskich jest „tchórz”. Pamiętamy chociażby określenie to skierowane do „pękających”, znakomitych opozycjonistów, którzy w przeciwieństwie do trzynastoletnich dziewczynek męczonych przez GESTAPO, byli zwykłymi tchórzami, czy też nazwanie „tchórzem” przez posła Karskiego i „lękliwym pilotem” przez Lecha Kaczyńskiego, Grzegorza Pietruczuka, dowódcy samolotu, który nie wylądował w Tbilisi w 2008. roku.

Mjr Grzegorz Pietruczuk wspomina okoliczności tamtego lotu i podjętej wtedy przez niego decyzji. Z jego wywiadu możemy się dowiedzieć, iż prezydent Kaczyński upierał się na lądowanie w Tbilisi nie tylko wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew instynktowi samozachowawczemu, ale też mimo sprzeciwu szefów ochrony prezydentów Polski i Ukrainy. Upór prezydenta był tym bardziej najdurniejszy, jaki można było sobie wyobrazić i tym bardziej groźny, że na pokładzie byli przywódcy pięciu państw. W obliczu takiego faktu zapewnienia Jarosława Kaczyńskiego: „Mój brat nie miał skłonności samobójczych”, może być co najmniej… dyskusyjne. Warto o tym pamiętać przy okazji uświęcania osoby prezydenta Kaczyńskiego, również z punktu widzenia przestrzegania procedur,  przy jednoczesnym oskarżaniu wszystkich dookoła (oprócz załogi i Błasika, prezydenta i jego otoczenia) o nieprzestrzeganie procedur. Kaczyńscy byli mistrzami świata w łamaniu procedur i zwyczajów wszelakich wszelakich, o czym może świadczyć nie tylko wsadzenie pięciu głów państw albo sześciu generałów do „jednej puszki”, ale np. walka o krzesło, z połamaniem zwyczaju obecności kompetentnych osób na szczytach unijnych. Ze szczególną lubością prezydent łamał ten zwyczaj w imię zadośćuczynienia swojej pysze.

Ci ludzie, którzy, szczególnie po 10. kwietnia 2010 nie zajmują się praktycznie niczym innym oprócz obrzucania innych obelgami, co wcześniej czynili lecz, mimo wszystko obok innych działań, których dziś zupełnie brak (jeśli są inne działania to tak głupie jak zakupy prezesa), jednocześnie najostrzej i najczęściej krytykują rzucanie obelg przez innych, nieporównywalnie rzadsze rzucanie. Głośno i żarliwie domagają się ukarania obrażających, wyrzucania ich z macierzystych partii, „odstrzelenia”, napiętnowania przez media. Na zasadzie „belki i drzazgi w oku” oczywiście.

Nie można przy tej okazji nie zauważyć, że środowisko PiS należy do zdominowanych przez notorycznych kłamców osobników, jak Jarosław Kaczyński, ze swoim niezwykłym zwierzeniem „ja nigdy nie kłamię, co nawet w polityce uznawane jest za pewną wadę”, Kurskiego kłamiącego z mównicy sejmowej, co natychmiast, na gorąco udowodnił mu na oczach całej polski Roman Giertych, posłanki Kempy, kłamiącej, że premier skłamał podczas zeznań w komisji śledczej, również złapanej na gorącym uczynku, itd., itd., itd. O odwadze tych ludzi już nie wspomnę, wszak mają Macierewicza, najodważniejszego ze wszystkich posłów, czego dowód mieliśmy w Smoleńsku.

 

andy lighter