Pisowskie bydło nie zawiodło

Jak zwykle zresztą. Tym razem jednak PiS nie odżegna się od tego, że polityczne i obyczajowe bydło to nie kto inny, tylko zwolennicy partii Kaczyńskiego, chociaż oczywiście próbują. Błaszczak już próbuje dystansować się od buczącej i krzyczacej podczas oddawania hołdu powstańcom przez władze i kombatantów hołoty, na Powązkach i przed pomnikiem Gloria Victis.

Nie może PiS się zdystansować, bo o wybuczenie i wykrzyczenie Tuska, Bartoszewskiego, albo Gronkiewicz-Waltz można by posądzić po prostu niezadowolone społeczeństwo. Jednak nie można owego społeczeństwa posądzić o gromkie brawa dla obłąkanego śledczego Macierewicza na tej samej uroczystości, ani o zignorowanie próśb powstańca, generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego o godne zachowanie podczas uroczystości, ani o kikolskie antyrządowe przyśpiewki. Jak powszechnie przecież wiadomo, kibole to najnowszy, żelazny elektorat PiS-u.

Nekrofilia polityczna stała się już nieodłączną częścią działalności Prawa i Sprawiedliwości. Po haniebnych wiecach politycznych na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej, członkowie i zwolennicy tej partii rozszerzyli paletę grobów i pomników. Wcześniej o Katyń, teraz o miejsca spoczynku i pamięci powstańców warszawskich. Zrobili to już przed kilku laty, ale społeczeństwo, a przede wszystkim sami zainteresowani – kombatanci powstania, mieli nadzieję, że to minie. Nie mija.

Dla pisowskiego bydła nie istnieje żadna świętość, nie przepuszczą żadnej sposobności żeby wybuczeć, wygwizdać i wykrzyczeć obelgi pod adresem rządzących i nie tylko rządzących zresztą – wszystkich niekaczystów (patrz Ruch Palikota, SLD itd.).

Dla nich nie ma w Polsce demokracji. Demokracja będzie wtedy, kiedy rządzić będzie PiS! W każdym innym przypadku mamy do czynienia z oszustwem, układami, komuną, zdradą, (można by wymieniać długo).

Nasze chrześcijaństwo przy tej okazji obnaża swoje instrumentalne traktowanie wiernych i wiary w ogóle, o której to wierze i wiernych, ich równym traktowaniu, posłannictwie, naukach Chrystusa tyle gadają hierarchowie kościoła katolickiego. Nie słyszałem ani jednego słowa sprzeciwu wypowiedzianego przez hierarchów w stronę bydła na Powązkach i przed pomnikiem Powstańców. A przecież Kościół powinien grzmieć. Takie zachowanie było przecież skrajnie niechrześcijańskie, niekatolickie. Katolik, oddający hołd w uświęconym miejscu, nie buczy, nie wznosi inwektyw, nie śpiewa stadionowych przyśpiewek. Tymczasem ze strony Kościoła mamy milczenie, milczenie oznaczające przecież, co jest oczywiste, przyzwolenie.

Nie omieszkał za to Kościół ustami bpa Pieronka, sprzeciwić się koncertowi Madonny na Stadionie Narodowym. „Ona nie jest na do niczego potrzebna”, stwierdził Pieronek (czy jakoś tak podobnie to brzmiało). Inni funkcjonariusze tej organizacji odczyniali jakieś uroki, żeby prąd przerwało, czy jakiś inny kataklizm nastąpił, ale bez efektu. No rzeczywiście, na tacę od niej nie dostaną na pewno, w przeciwieństwie do pisowskiej tłuszczy, która rzucając na tacę, kupuje sobie przychylność hierarchów i  naginanie przez nich doktryn wiary, obyczajów wiary i tradycji wiary stosownie do aktualnych, politycznych potrzeb.

Kościół tapla się w poltyce, coraz bardziej brnąc w jej błotnistym mule i coraz bardziej uniemożliwiając sobie „wyjście na suchy ląd”. I nie byłoby w tym nic złego (z mojego punktu widzenia), gdyby nie to, absorbują sporo uwagi, zawłaszczają dobra i emocje społeczeństwa, skłócają, antagonizują, szantażują, itp., jednym słowem robią po drodze sporo szkody.

_____

Być może w przyszłym roku, powstańcy warszawscy i oficjele, których udział w uroczystościach jest ich obowiązkiem, bez względu na przynależność partyjną (dlatego hucpa polityczna kaczystów jest haniebna), będą czcić pamięć poległych powstańców i mieszkańców Warszawy w innym dniu niż 1. Sierpnia.

Może się Kaczyński z PiS-em, kibolami i krzyżowcami udławią swoją nową formą działalności – nekrofilią polityczną. Środowiska kombatanckie, polityczne i społeczne powinny wystosować w tej sprawie apel, niech PiS zostanie sam na cmentarzu, niech pławi się we własnym sosie.

A w związku z takim obrotem sprawy powinna odżyć kwestia przeniesienia Dnia Niepodległości, na 4. czerwca np. Niech się moczą i marzną samotni kaczyści 11. Listopada. My będziemy się bawić, radować i chodzić na uroczyste akademie u progu lata.

andy lighter

Polscy najemnicy, czyli „żołnierze fortuny”

Od 1. lipca niemiecka Bundeswehra zacznie przyjmować w swoje szeregi obcokrajowców. I mogą liczyć Niemcy na sporą liczbę młodych Polaków. Jestem ostatnim człowiekiem, który obnosiłby się jakimś idiotycznym, na wzór PiS-owski, patriotyzmem, ale taką postawę młodych ludzi uważam za haniebną. Jeszcze żyje ogromna ilość Polaków, którzy doświadczyli niemieckiego okrucieństwa w czasie wojny. To sąsiedzi, dziadkowie i dalsi krewni tych młodych ludzi. Ci, którzy siedzieli w obozach koncentracyjnych, byli niewolnikami przymusowymi, spalono im domy, wywożono. Wiem, wiem, inne czasy, przyjaźń, itp. Jednak w bardzo wielkiej ilości, wojenne rany wciąż trwają

Młodzi ludzie nie mają żadnych oporów przed służbą w niemieckim wojsku, bo chodzi o pieniądze. Tylko tyle, że choć przeliczając Euro na PLN, zarobki są niezłe, to jak na warunki niemieckie, wynagrodzenie „polskich”-niemieckich żołnierzy będzie jałmużną. Szeregowiec będzie zarabiał tam ok.1100€, podoficer ok.1500€. Tymczasem średnia płaca robotnika w Niemczech wynosi ok. 2000€, a najniższa płaca, choć taka nie jest wyznaczona, nie jest niższa niż 900 €. Nietrudno więc się domyśleć, że sytuacja materialna polskich żołnierzy Bundeswehry, będzie analogiczna do sytuacji polskich gastarbeiterów w latach 8o. i wcześniej.

Winę za to, że młode pokolenie nie rozumie co to jest godność i patriotyzm, w dobrym, nieprzesadzonym tego słowa znaczeniu, ponoszą nasze rządy. Wszystkie rządy po 89. roku, ale nieoceniona była tutaj rola PiS-u i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To on z ogromnym naciskiem forsował politykę głównie antysowiecką. Polityka zaś antyniemiecka polegała głównie na wojnie z organizacjami roszczeniowców niemieckich, np. „Wypędzonych”. Rocznice upamiętniające okrucieństwo Niemiec praktycznie przestał być obchodzone. 1. września nie był już upamiętniany jako napaść Niemiec na Polskę w taki sposób, jak na to zasługiwał, wobec historii i doświadczeń ciągle żyjących przecież ludzi. Główne świętowanie naszego wojennego męczeństwa, odbywało się niezwykle pompatycznie 17 dni później. Jeśli chodzi o Niemców, świętowano rocznice związane z „jedynym słusznym wojskiem”, pod Monte Cassino, gdzieś w Londynie i innej Holandii. Nawet obchody powstania warszawskiego odbywały się nie tyle pod kontem okrucieństwa Niemiec, wymordowania przez Niemców 200 000 ludzi, zrównania Warszawy przez Niemców z ziemią, ale w kontekście nie udzielenia powstańcom pomocy przez Sowietów. Nasze władze od 22. lat marginalizują rolę i wagę zniszczenia kraju przez Niemców, wyolbrzymiając, według mnie ponad miarę, wagę przewin sowieckich. Ci sami ludzie (władze), szczególnie „Prawdziwi Polacy”, oburzają się na Grossa, który śmie wypominać Polakom niepomaganie Żydom. „Niepomaganie to nie zabijanie” – argumentują tę kwestię, i szykują się do obchodów niepomagania powstańcom przez sowietów.

Cały więc ten patriotyzm, sprzedawany jak widać skutecznie młodzieży, polega na „Nie oddamy piędzi ziemi Niemcom i Żydom” i „Rosja to potwór”. Nie miałbym nic przeciwko jednemu i drugiemu, gdyby nie marginalizowano jeszcze hańby faszyzmu.

I chociaż młodzież to kupuje, nam też sprzedawano w młodości skrzywione idee. Jednak nie kupowaliśmy tego tak ławo jak dzisiejsza młodzież. Mieliśmy i słuchaliśmy rodziców, kombatantów, odwiedzaliśmy groby pomordowanych przez Niemców, obóz w Oświęcimiu był dla nas namacalnym, widomym objawem wojny (dziś jest nim Katyń). Dziś młodzież też słucha kombatantów. Ale tych „słusznych” kombatantów. Nie słucha o tysiącach poległych na szlaki od Lenino do Berlina, bo to przecież „komuniści” byli. Zapewne z dumą będą przyjeżdżać do domu na urlop, pokazując dumnie rodzinie i kolegom logo Bundeswehry. Logo obrazujące żelazny krzyż, westchnienie marzeń niemieckiego żołnierza w czasie II wojny. Aby go zdobyć, niemieccy żołnierze wykazywali się niezwykłym okrucieństwem. Polacy bali się tego krzyża jak diabła.

Czy dla jałmużny od niemieckich oficerów, warto wyzbyć się i tak nadwątlonej godności tych, którzy pokonali niemieckich złoczyńców? Czym innym jest przecież partnerstwo wojskowe w ramach NATO, a czym innym podległość polskiego szeregowca niemieckiemu kapralowi.

Godność młodzieży! Godność! Godności na pieniądze nie przeliczycie. I nie mówcie mi tylko, w tej akurat sytuacji, że godnością się nie najecie, bo ja nie zeszmaciłbym się za żadne pieniądze.

andy lighter

Dzień zwycięstwa

Pies z kulawą nogą nie pamięta, że dziś (albo wczoraj, jak kto woli), jest rocznica zwycięstwa nad faszyzmem. Spadliśmy co prawda z deszczu pod rynnę, ale sądzę, że w stosunku do kościuszkowców, idących „od Lenino do Berlina” jest to niesprawiedliwe. Zakopuje się pamięć ich ofiar, ofiar z krwi i ofiar najwyższych, w imię poprawności poltycznej.

Kościuszkowcy nie byli komunistami. W przytłaczającej większości nie byli. Poszliby z Andersem, albo z każdym innym kto by ich poprowadził, gdyby…, albo wiedzieli, albo zdążyli. Oni szli do Polski, do domu, w większości nie mając pojęcia co to jest komunizm a co kapitalizm. Tęsknota i miłość do ojczyzny sprawiły, że przyszli do Sielec nad Oką.

Kościuszkowcy, to w ostatnich latach plama na honorze polskiego patriotyzmu. Komuniści, zdrajcy, sługusy Sowieckiej Rosji…, tak się dziś określa tych, którzy wyzwalali Warszawę, Kołobrzeg, itd. Prezydent Kaczyński, w ciągu ponad trzech lat urzędowania, może dwa, może cztery razy „bąknął” o kościuszkowcach,najczęściej fetując patriotyzm i poświęcenie żołnierzy Andersa i akowców. Wspomniał, ale bardzo, bardzo na siłę. Jestem przekonany, że jeszcze dwa, trzy lata urzędowania braci bliźniaków, a słowa „Kościuszkowcy Beringa” byłyby zakazane. Dzisiejsze władze z godną podziwu konsekwencją kultywują linię braci Kaczyńskich. „Dzień Zwycięstwa”? Cicho i głucho. Za to siedemnastego września, w rocznicę napaści sowietów na Polskę, będzie feta. Na sto cztery fajerki. Może prezydent nie zrobi, może premier też, bo „poprawne stosunki z Rosją”, ale poza nimi (jednak z nimi) będzie się działo!

Co by nie mówić, nie przyniosła nam „wyzwolenia” Ameryka, albo inna Anglia. Co by nie mówić, „wyzwolenie” bierzemy w cudzysłów, słusznie. Jednak w czasie tej umownej wolności, odbudowaliśmy Warszawę, jakiś tam przemysł, jaki by on nie był. Jakoś tam… rozwijaliśmy się, przy całym obciążeniu sowiecką dominacją.

Najbardziej drażni mnie bohaterstwo dzisiejszych żołnierzy Andersa: Monte Cassino, inne tam rozmaite. Pomijając już fakt, że służyliśmy aliantom za mięso armatnie (tysiące ofiar, dla zdobycia pustego klasztoru), andersowcy mienią się „słusznymi patriotami. Politycy uważają ich za „słusznych patriotów”. Tymczasem prawda jest taka, że gdyby Berling był przez Andersem, wszyscy andersowcy byliby berlingowcami. To, kim się okazali, spowodował czysty przypadek. Z ich punktu widzenia przypadek, z punktu widzenia Rosji, błąd w ocenie sytuacji. Psim swędem stali się „prawdziwymi patriotami”, przynajmniej większośc z nich.

Przypomina mi to prezesa Kaczyńskiego: gdyby był przesłuchiwany przez UB, to by nie pękał. Tylko przez przypadek nie był (raz tam go zaprosili na kilka godzin rozmowy i to wszystko w całej jego karierze). W żołnierzami Andersa jest tak samo. Mieli szczęście, a potem „gnoili” swoich byłych towarzyszy niedoli ze zsyłek, którzy bądź to nie zdążyli do Andersa, bądź to nie wiedzieli.

Zagadka: kto się bardziej przysłużył mnie – rocznik 59. Zdobywcy Monte Cassino, czy zabici w Kołobrzegu?

Mówi się, że w 45. wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Ja uważam, że było odwrotnie: wpadliśmy, ale spod rynny w deszcz. Mimo wszystko jednak, dla mnie dominacja sowiecka, to nie to samo co III Rzesza i Generalna Gubernia.

Oddaję więc, niepoprawnie, hołd tym, którzy polegli idąc do domu. Z Lenino do Berlina. Większość z nich nie doszła. To oni zasługują dziś na miano „żołnierzy wyklętych”.   

andy lighter