Wałęsa się odgraża

Prezydent Lech Wałęsa, w kolejnym wywiadzie telewizyjnym zapowiedział, że policzy swoje ewentualne straty i nie daruje, jeśli okaże się, że w ogóle są. Straty za utracone, wynegocjowane wcześniej zagraniczne kontrakty. Lech Wałęsa uważa, że to homoseksualna mniejszość walcząc o swoje prawa, „odebrała mu” te kontrakty. Co prawda ma następne cztery pod ręką, ale te są dopiero negocjowane. Bilans zysków i strat jest więc, póki co, sprawą otwartą.

Najdziwniejsze jest jednak to, że Pan Wałęsa chce „mścić się” na homoseksualistach za swoje własne, wypowiedziane publicznie, słowa. Na proste pytanie dziennikarza „czy homoseksualiści powinni siedzieć w ostatnich ławach w sejmie”, równie prosto z mostu odpowiedział, że „oczywiście tak, a nawet za murem”. I żadne dorabianie do tych słów filozofii, pt. „Nie chciałem ograniczać praw mniejszości. – To nieprawda. Ja powiedziałem tak, że zawsze moim marzeniem było, aby odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, szczególnie w parlamencie”, tego nie zmienią. Dla mnie bowiem i dla wielu „normalnie” myślących, jego słowa oznaczały tyle, że „skoro są mniejszością, to mają siedzieć cicho”. Co ciekawe, Pan Lech Wałęsa oświadcza, że jest za związkami partnerskimi. Dziwne, bo dwa tygodnie temu miałem dokładnie odwrotne wrażenie.

Skoro Pan Prezydent uważa, że miejsca w sejmie powinny odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, to po jaką cholerę nam wybory? Wystarczy popatrzeć w statystyki, sondaże i wyznaczyć: tylu i tylu zwolenników Kaczyńskiego, tylu Tuska, Palikota, Millera, itd. Każdy ma przecież inny program, a więc i zwolenników. Tylko, że wybory na tym nie polegają. Polegają na frekwencji. Wiadomo, że platformersi na wybory nie chodzą gremialnie, a palikotowcy i owszem. Czy Panu Prezydentowi Wałęsie marzy się wyręczanie wyborców? Aż ciśnie się na usta (na klawisze) „Nie o take Polske walczyłem, żeby statystyki wyręczały ludzi”.

Ciekawe czy artykuł w amerykańskiej edycji „Newsweeka” to też sprawka polskiej mniejszości homoseksualnej. Artykuł, w którym dziennikarz napisał, że Lech Wałęsa sam psuje własną reputację. Oczywiście autor odnosi się do wywiadu telewizyjnego Wałęsy sprzed dwóch tygodni. Wałęsa na konto mniejszości chce też dopisywać inne straty. Np. ewentualne bojkotowanie filmu „Wałęsa”, Andrzeja Wajdy, czy też zmianę nazwy ulicy Lecha Wałęsy w najbardziej kosmopolitycznym mieście Ameryki, San Francisco.

Wracając jeszcze do spraw finansowych Pana Wałęsy.., zadziwiające jest jak bez ogródek, bez wstydu mówi on o swoich pieniądzach. Wręcz rzuca się w oczy jego finansowa małostkowość. Wałęsa „cieszy się”, że dzięki książce jego żony nie musi już dokładać na utrzymanie i liczy na to, że w związku z tą książką i jemu „coś skapnie”. Panie Prezydencie Wałęsa, czy nie czuje Pan, że byłemu prezydentowi, jakby nie było, ustawionemu „do końca”, taka małostkowość nie przystoi? Wiem wiem, dzieci, itd. Ale czy nie powinien Pan uczyć dzieci „patriotyzmu poprzez pracę”?

_____

No cóż, Wałęsa nawraca się na zwolennika związków partnerskich, inni odwrotnie, zaostrzają retorykę w odniesieniu do mniejszości homoseksualnych. Np. pani Joanna Szczepkowska, znana (niegdyś) aktorka. I jak na mój nos, słowo „niegdyś” jest kluczowe w jej poglądzie na temat mniejszości homoseksualnych.

Pani Szczepkowska od jakiegoś czasu walczy z wiatrakami na polskich scenach teatralnych. Najpierw kłóciła się z jakimś reżyserem, który nie robi regularnych prób, potem pokazuje pośladki na scenie, choć w takim wieku już nie wypada, nawet w proteście, potem jakieś kłótnie z Jandą, a teraz jest wśród uciśnionych przez lobby homoseksualne, które rządzi w teatrze. Jednym słowem, same nieszczęścia spadają na panią Joannę. A może to nie nieszczęścia, tylko o doskonale znaną w środowisku konfliktowość wygasłej gwiazdy chodzi? A może niewypełniona misja? Przecież wiadomo, że ma misję, to ona wypowiedziała słynne: Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. A potem jakoś nic… „głośno” nie powiedziała. A misja wzywa! Bo inni aktorzy jakoś nie dostrzegają w teatrze rządów homoseksualnego lobby.

andy lighter

Panie Wałęsa! Wstydzę się swojego szacunku dla Pana

Słowa Pana Prezydenta Lecha Wałęsy o mniejszościach, w tym przypadku gejach, wprawiły mnie w osłupienie i niedowierzanie. Nie mogłem uwierzyć, że człowiek-symbol walki o godność człowieka, wysyła mniejszości do ostatniego rzędu w sejmie, a nawet za jego mury.

„Doprowadziliśmy do tego, że ta mniejszość wchodzi na głowę większości” – stwierdza Pan Prezydent. Stwierdza to człowiek, który w kilkadziesiąt osób, zaczął zmieniać kraj. Panie Wałęsa, czy przeskakując przez płot był Pan większością? Stwierdza to człowiek, który niemal w pojedynkę sprzeciwił się całemu, wielkiemu systemowi w tym kraju. Związek Zawodowy nie istniał, więc PZPR była większością. Bo większość obywateli Polski w tamtym czasie, czy się to Panu podoba, czy nie, była pogodzona z losem – życiem w PRL-u, przywykła do systemu i do realiów ówczesnej, polskiej rzeczywistości.

Panie Prezydencie Wałęsa, każda, podkreślam każda zmiana obyczajowości, światopoglądów, rewolucji kulturalnych i postępu wyznaczającego rozwój ludzkości, rozpoczyna się od niezadowolenia i rozpoczęcia działań mniejszości!!! Nawet chrześcijaństwo kiedyś, że o religii katolickiej nie wspomnę, była mniejszością.

Boi się Pan, Panie Prezydencie, że pańskie wnuki będą bałamucić jakieś mniejszości? To mniejszości są ważniejsze od Pana, dla Pańskich wnuków? A od czego są rodzice? I dziadkowie? Jacy z nich opiekunowie, jeśli ich dzieci i wnuki, ponad autorytet rodziców i dziadków, przekładać będą autorytety bałamucących ich mniejszości? Coś słabo Pan chyba „ufa” swoim wnukom. I chyba siebie niezbyt ceni w temacie wychowania, skoro obawia się Pan słabości własnego autorytetu, w oczach własnych wnuków.

Pan Prezydent Wałęsa demokrację przelicza na procenty. I wyłącznie procenty są dla niego wyznacznikiem demokracji. Kompletnie zapomniał, a może nie wie, że demokracja jest nakazem dla większości dbania o wolność, równe prawa i godne życie wszystkich obywateli. Również tych słabszych, wykluczanych, innych, których jest mniejszość!!! Jeśli zaś mamy zostać przy procentach, zabierzmy prawa Mniejszości Niemieckiej w tym kraju. Zgódźmy się na odebranie praw Mniejszości Polskiej na Litwie. Zlikwidujmy kodeks drogowy – kto mi pokaże kierowcę, który prędkości nie przekracza, tacy dziwacy to zapewne promil jakiś, więc prawo napisane „pod nich”, to włażenie na głowę większości przez mniejszość. Albo znakomicie rozwijającą się od lat akcję usuwania barier architektonicznych. No po cholerę w jakimś urzędzie winda dla niepełnosprawnych? Ilu tam petentów na wózku inwalidzkim przyjedzie? Pięciu? Ośmiu w tygodniu? Toż to włażenie niepełnosprawnej mniejszości na głowy zdrowej większości. I jeszcze całą masę innych bzdur, wymyślonych dla jakich mniejszości powinniśmy zlikwidować.

Panie Wałęsa, kto wykrzykiwał w różnych audycjach telewizyjnych, na różnych spotkaniach hasła: „Świat idzie naprzód! W obliczu nieuniknionej globalizacji musimy iść do przodu! Musimy być bardziej otwarci! Bardziej otwarci!…”, itp. Wołał, apelował o to pewien polski Prezydent. Laureat pokojowej nagrody Nobla… Pamięta Pan?

Pan Prezydent Lech Wałęsa słusznie, moim zdaniem, zauważył, że poseł Biedroń np., pewnie nie zostałby posłem, gdyby nie był homoseksualistą. Jednak analogiczne jest dla mnie również, ze Pan Lech Wałęsa nigdy nie zostałby przywódcą Solidarności, laureatem nagrody Nobla i Prezydentem Rzeczpospolitej, gdyby nie był zwykłym, szeregowym elektrykiem! „Intelektualnym przywódcom” strajku w Stoczni im. Lenina, Mazowieckiemu, Geremkowi, itd. był potrzebny „robotniczy symbol”. I dlatego Lech Wałęsa został „pierwszym”. To była jedyna droga do „przemówienia intelektualistów” do ludzi pracy – „przemówienie prostym robotnikiem” do robotników. Wałęsa był wyłącznie „twarzą”. Mózgiem byli inni.

Mój niekłamany i nieskrywany ogromny szacunek, czemu niejednokrotnie dawałem wyraz, do Pana Prezydenta Lecha Wałęsy, prysł jak bańka mydlana. Przez jedną, nieprzemyślaną, ale jakże nieprzemyślaną, niegodną Wielkiego Człowieka wypowiedź.

Jakby parafrazując legendarną już wypowiedź Joanny Szczepkowskiej z 28. października 1989. roku śmiem wysnuć tezę:

„Proszę Państwa. W dniu 1. Marca 2013. roku skończył się w Polsce Lech Wałęsa”.

Demokracja, to dbałość większości o zapewnienie równych praw i godności dla wszystkich obywateli i grup społecznych.

andy lighter

Pan Prezydent się myli

Tzn. Pan Prezydent Wałęsa. Darzę Pana Wałęsę należnym, najwyższym szacunkiem. Niezwykle go cenię i bardzo lubię, chylę czoła przed jego niezwykłym „instynktem politycznym”, którego pozazdrościć mu powinni niemal wszyscy politycy w tym kraju. Z reguły też zgadzam się z jego poglądami i wygłaszanymi tezami, opiniami i analizą naszej (i nie tylko naszej) rzeczywistości. Jednak w kwestii wydłużenia wieku emerytalnego mam pogląd odmienny niż Pan Prezydent. Uważam, że w swojej argumentacji poszedł On trochę (sporo „trochę”) na skróty.

Otóż Pan Prezydent nie jest zwolennikiem wydłużania wieku emerytalnego, jeśli dobrze rozumiem. I ma dla poparcia swojego zdania prostą argumentację. Oto przytacza przykład koparki, której zastosowanie, spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi, których to ludzi wysłaliśmy na renty (emerytury) i wystarczyło. Otóż, to nie całkiem tak, Panie Prezydencie.

Zastosowanie koparki, rzeczywiście spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi. Ale wcale nie wysłaliśmy ich na renty (emerytury), tylko daliśmy im inną pracę. Kaparka nie tylko zastąpiła tych pięćdziesięciu ludzi, ale też znacznie przyspieszyła pracę. I polepszyła, stwarzając nowe możliwości. Koparki zaczęły kopać, aby tych pięćdziesięciu ludzi, zamiast kopać, budowało na tych wykopanych dziurach drogi, fabryki i domy. Koparka pracowała tak szybko, że tych pięćdziesięciu ludzi musiało „budować” równie ciężko, jak przy kopaniu. Koparka więc przesunęła tych ludzi na inne „fronty robót”.

Pan Prezydent Wałęsa stawia na automatyzację, robotyzację, które to nowoczesne technologie będą pracować na nasze emerytury. Ma rację Pan Wałęsa, tyle tylko, że w przeciwieństwie do jego oczekiwać, moim zdaniem nie stanie się to w najbliższych dwudziestu, czy nawet czterdziestu latach. To jeszcze dość daleka przyszłość, chociaż oczywiście rozumiem, że postęp technologiczny dokonuje się w zawrotnym tempie.

Można by pomyśleć, że „kombinacje” Pana Prezydenta mają sens. Jednak ja uważam, że roboty nie powinny pracować na nasze emerytury jako takie, ale powinny stanowić możliwość podwyższania niskich, ale w miarę przyzwoitych, wypracowanych emerytur.

Wbrew pozorom informatyzacja, automatyzacja i robotyzacja wcale nie będzie domeną ludzi specjalnie wykształconych i ludzie wykształceni zupełnie przeciętnie (mniemam, ze wyższe wykształcenie będzie zdecydowanie powszechne) będą mogli się tym zajmować. Już dziś ludzie niewykształceni ale pasjonaci robią na komputerach takie rzeczy, że przeciętny zjadacz chleba dostałby od tego zawrotu głowy. Są hakerami, „nie znają” żadnych barier w przestrzeni Internetu i tajnikach możliwości komputera, czy najbardziej nawet skomplikowanych programów. Przewiduję więc, że zarobki w tych branżach będą nie najwyższe, również dlatego, że chętnych do tej pracy będzie bardzo wielu (choć pracy brakować nie będzie. O wiele wyższe będą zarobki tzw. pracowników fizycznych, z jednego, bardzo prostego powodu: nie będzie chętnych do wykonywania tych prac. Jeśli każdy (zdecydowana większość) będzie mogła pracować przy komputerze, automacie, itp., to komu będzie się chciało pracować fizycznie. Np. w sklepie, czy w magazynie. A przecież ci ludzie już dzisiaj też muszą znać się na nowoczesnych wagach, kasach, komputerach, i innych sprzętach pomagających w pracy. Już dziś praca sprzątaczek np. coraz częściej wymaga niezłej umiejętności rozumienia i obsługi sprzętów tzw. AGD

Pracy dla ludzi naprawdę „nieczytanych, niepisanych z różnych powodów” będzie naprawdę niewiele. I dlatego istnienie ośrodków pomocy społecznej jest niezagrożone, niezagrożone więc musi być ich finansowanie. Nie może to jednak stanowić normalnego zastąpienia emerytury, bo to po prostu nie fair.

Jestem więc zwolennikiem podwyższenia wieku emerytalnego. Wszelkie dane i prognozy, będące raczej pewnym, oczywistym i logicznym spojrzeniem w przyszłość, pokazują jasno, że rąk do pracy będzie ubywać, ludzie będą coraz starsi i będą żyć coraz dłużej. Prędzej czy później trzeba będzie to zrobić a im później, tym „drastyczniej”, czyli boleśniej.

I nie ma tu co dyskutować, spierać się, słuchać tych, którzy albo chcą ten system maksymalnie podziurawić, albo pozostawić obecne status quo, bo ich argumenty są absurdalne, tylko tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć, że inaczej się nie da.  

andy lighter

Śmieci śmiecą śmieciami

Jan Pospieszalski, ten sam, co zatrudniał aktorów w dokumencie „Solidarni 2010”, pokazującym „aktorską” spontaniczną miłość do Lecha Kaczyńskiego, pokazał w publicznej telewizji fragment filmu Grzegorza Brauna, tego samego, który na KUL-u zbezcześcił pamięć kardynała Życińskiego, na którym to filmie pokazany został świstek-depesza, szkalująca pamięć Bronisława Geremka.

Ambasador NRD miał napisać depeszę do specłużb swojego kraju, jakoby Geremek miał potajemnie układać się z Cioskiem. Ten filmik, ale bardziej ten program Pospieszalskiego w publicznej telewizji, wywołał burzę.

Działacze „Solidarności” (tej prawdziwej, nie mylić z dzisiejszym kalectwem) wyrażają swoje oburzenie. M.in. Andrzej Celiński, wybitny opozycjonista, w telewizji na „szokujący dokument” w oczach Wildsteina, Brauna i Pospieszalskiego odpowiedział: „Tego typu materiały są szokujące »tylko dla idiotów, którzy mają z góry ustaloną tezę«”. Ja się ze słowami Andrzeja Celińskiego zgadzam w stu procentach.

Zgadzam się tez z innymi osobami, oceniającymi ten filmik i ten dokument. Stanisław Ciosek określił ten dokument jako śmieć i zaprzeczył treści rozmowy (układania się) z Geremkiem. Jak stwierdził: „Gdyby tak mówił, to przekazałbym jego stanowisko gen. Jaruzelskiemu i nie byłoby stanu wojennego, bo znaczyłoby to, że jest możliwość porozumienia się”.

Do szefa KRRiT (Juliusza Brauna – nie jestem pewien, ale zbieżność nazwisk być może nie jest przypadkowa) i prezesa TVP Fundacja im Prof. Geremka wystosowała list, z zarzutem o nierzetelności dziennikarskiej i wyjątkowej perfidii autorów programu.

List podpisali m.in. Tadeusz Mazowiecki, Aleksander Smolar, Jacek Dubois, Adam Michnik, itd., osoby będące członkami rady fundacji, a dołączył do nich prezydent Lech Wałęsa.

Wałęsa zresztą, absolutnie słusznie stwierdził, że taki list i jakieś tam reakcje szefów telewizji to za mało, bo to jest kryminał. I ja się z nim absolutnie zgadzam. Dla mnie ludzie, którzy w tak perfidny i prostacki sposób oskarżają osoby, które już nie mogą się bronić, to zwykłe śmieci. Dawno nie użyłem takiego „okreslenia”, ale w stosunku do Wildsteina, czy Pospieszalskiego, nie mam najmniejszych oporów. Pamiętam, jak próbowano artykułowac zarzuty pod adresem kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, za katastrofę. Jakie wtedy padały epitety pod adresem oskarzycieli tych, którzy juz nie mogą się bronić… Prostackie sklerotyki.

Ciekawe co na to pan Juliusz Braun, szef KRRiT (?)

 

_____

Zdewastowano pomnik bohaterskiego pułkownika Kuklińskiego. Czarną farbą namalowano „zdrajca” a lewy bok oblano czerwoną farbą.

Jestem absolutnie przeciwny niszczeniu pomników, grobów, tablic, czyichkolwiek i jakichkolwiek (chociaż jestem za usuwaniem tych, które kiedyś powstaną ku czci wiadomego jegomościa). Ciekawy jednak jestem, co czuli dzisiaj ci, którzy dwukrotnie zdewastowali pomnik Czterech śpiących, czy zamalowali grób czerwonoarmistów ‘1920.

Każdy kij ma dwa końce, panie Słomka i inni „malarze pomników” – prawdziwi patrioci

Kibolobus i rozchorowana kampania

Kampania wyborcza pokazuje ostatnio chore oblicze Przy czym „chore” to delikatne stwierdzenie.

Oto prezes Kaczyński spotkał się z członkinią Rady Polityki Pieniężnej, które zarobek za, umówmy się, niewielką przecież pracę, niemal równa się zarobkowi euro posła. Bardziej płaci się za nazwisko i za zachowanie niezależności właśnie. Ale przecież on się z nią spotkał, czego nie omieszkał zauważyć Brudziński, „na gruncie akademickim”. Baran nie wie, bo skąd barany mogą wiedzieć, że szkoła, uczelnia która to zorganizowała, czyli Akademia Samorządności, jest związana z PiS-em. Inni, PiS-owcy też idą w zaparte, ze to żadna tam kampania wyborcza, tylko akademickie coś tam… A niezależna Gilowska wyjeżdża: „Suwerenność gospodarcza Polski powinna czerpać z atrybutów, które zawsze mocno ją wzmacniały: wiary w Boga, w prawo do ojczyzny i do egzekwowania praw w ojczyźnie”. Co ma wiara w boga do kryzysu i… kursu złotówki, to ja nie wiem. Ty idź lepiej babo się tą złotówką zajmuj, bo na wartości traci i bóg tego za ciebie nie zrobi.

Zyta Gilowska, fot.PAP/ Andrzej Grygiel

Ciekawy jestem co z tym zrobi Belka i prezydent. Rzeczywistości się nie zaczaruje i wiadomo, że było to spotkanie wyborcze, o czym świadczą chociażby inne „wystąpienia”. Mariusz Orion-Jędrysek, były naczelny geolog kraju twierdzi, że gaz łupkowy to dzieło PiS i to dzięki PiS-owi będziemy bogaci. Poza tym wie jak z Polski zrobić potęgę gospodarczą: PiS musi wygrać wybory! I apelował o mobilizację. A Kaczyński znów pokochał Ślązaków. I jak tu nie wierzyć w zakładanie i zdejmowanie akurat potrzebnych masek przez prezesa. Jak zwykle.

Różne partie wykorzystują w kampanii samopodpalenie się frustrata do ataków na rząd, same deklarując się iż nie wykorzystują tej tragedii w kampanii. To co to jest, że spytam, jeśli nie wykorzystywanie w kampanii, do atakowania rządu?

W tej kampanii okazało się też, że największym problemem w naszym kraju obecnie jest stosunek Tuska do „kibiców”. Ku**a, gdzie nie pojedzie, natychmiast otaczają go kibole. Ja ostatnio w Korycinie na Podlasiu. Ja rozumiem, że to ważny temat jest ci kibole i że premier nie reżyseruje tych spotkań i nie ma wpływa na to, kogo spotka, ale czy nie powinien ktoś zareagować? Np. miejscowa policja, jakaś ochrona, czy coś takiego. Ile można w kółko mielić ten sam temat do cholery? Są naprawdę ważniejsze sprawy, niż zajmowanie się podczas całej kampanii kibolami i ich kolesiami, którzy czują się obrażeni bo (przecież) nie są swoimi kolegami – kibolami. Kurwa mać. Nie chce mi się już tej wrzeszczącej bandy oglądać. Ludzie mają rzeczywiste problemy, a nie jakieś transparenty na stadionie, czy skopanie dziennikarki (to nie my, to oni!), i wypuszczenie bandyty przez Kempę, który został dziennikarzem, mają zdominować ludzkie tragedie, potrzeby obywateli, regionów, miast, wsi i grup zawodowych czy społecznych. Panie premierze! Niech pan przechrzci swój autokar z „Tuskobus” na „Kibolobus”, przynajmniej będziemy mieli jasność co to za kampania i dla kogo

_____

Przynajmniej Lech Wałęsa zachowuje się z klasą. Odwiedzając syna w szpitalu przy Szaserów, zaglądnął też do leżącego tam gen. Jaruzelskiego, którego dopadły powikłania w związku z przebytą chemioterapią. Tylko wielkich ludzi stać na takie czysto ludzkie, bezinteresowne gesty. Szacunek Panie Prezydencie!

Lech Wałęsa na swoim blogu w Blip’ie zamieścił zdjęcie z tej wizyty z podpisem „Panie Generale zdrowia”.

Zrzut z bloga Lecha Wałęsy w serwisie Blip

andy lighter

Wałęsa i litewska „marchewka”

Były prezydent Lech Wałęsa odmówił odebrania przyznanego mu przez władze Litwy Krzyża Wielkiego Orderu Witolda Wielkiego, jednego z najważniejszych odznaczeń litewskich.

Lec h Wałęsa Zdj. gadu-gadu.pl

W liście skierowanym do ambasador Litwy w Polsce Lorety Zacharewicz (a co! – to polski blog) Wałęsa wyraził podziękowanie za przyznanie mu orderu władzom Litwy, w tym pani prezydent Dalii Grzybowskiej (nawias: jak wyżej). Prezydent wyraził zaniepokojenie obecną sytuacją mniejszości polskiej na Litwie. „(…) Jestem przekonany, iż ramy współpracy naszych państw w ramach Unii Europejskiej powinny ten respekt dla praw mniejszości polskiej w Republice Litewskiej wzmacniać, a nie ograniczać”. Najważniejszy jest jednak fragment listu, w żaden sposób nie do podważenia: „Mam głęboką nadzieję, że władze Republiki Litewskiej doprowadzą do sytuacji, kiedy będę mógł przyznane mi odznaczenie odebrać, ale w warunkach respektowania prawa, moich rodaków i mojego własnego, do używania – tak jak na całym świecie – własnego imienia i nazwiska.

Odnoszę wrażenie, że wielu komentatorów wyrażających zrozumienie dla dążenia Litwy do poszanowania litewskiego języka i Litwy, jako własnego kraju również przez mniejszości, niekoniecznie „łapie” problem całej tej sytuacji i „tłumacząc Litwę” spłyca sprawę. Dążenia władz Litwy są jak najbardziej słuszne i nikt o zdrowych zmysłach nie powinien tych dążeń kwestionować. Jednak, mój sprzeciw co do np.  ustawy o oświacie nie polega na tym, abym chciał zachować i kontynuować naukę języka litewskiego przez mniejszości, po macoszemu. Chodzi jedynie o to, żeby zmianę wprowadzać stopniowo. Nie można przecież od ucznia, uczonego przez dziesięć lat przedmiotu na „aby-aby”, po następnym roku nauki wymagać, aby zdał egzamin z przedmiotu tak, jak będą go zdawać uczący się go „do bólu”. I nie idzie tu o litewskie literki czy ortografię, ale o literaturę, której przez rok się nie nadgoni, nie ma takiej możliwości. Zmiany więc – tak, ale stopniowo, rozpoczynając „normalną” naukę od wcześniejszych klas. Jeśli takiej zmiany nie będzie, można sobie jedynie wyobrazić odsetek oblanych egzaminów maturalnych z języka litewskiego przez uczniów polskich szkół (klas).

Zastanawiam się, czy taki kształt ustawy powodowany jest niedbałością ustawodawców i ich brakiem wyobraźni, czy ma „głębszy sens”. Sens pt. „marginalizacja” – zepchnięcie do roli „gorszej części społeczeństwa”, mniejszości narodowych. Obawiam się, że to drugie.

Nie kupuję też hasła, że oto polska mniejszość miała ogromne, nieporównywalne z mniejszościami w innych krajach, prawa na Litwie. To jest prawdą, ale nie jest prawdą, ze Polacy wyrwali te prawa Litwinom z gardła. Taka była polityka ZSRR, a była taka dlatego, że Rosjan na Litwie było (i jest) niemal tylu ilu Polaków. Dbając więc o komfort życia Rosjan na Litwie, Sowieci nie mogli nie uwzględnić komfortu jeszcze większej liczby Polaków. Rozumiem dążenia Litwinów, ale nie da się w tych sprawach przeprowadzać rewolucji, nie narażając się przy tym na „oskarżenie” o jakieś niecne, ukryte zamiary.

O nazwiskach nie ma się nawet co rozwodzić, bo to jest kuriozalne. Wszędzie na świecie Georg Bush jest Georgiem Bushem, albo Dżordżem Buszem, albo podobnie. Wszędzie na świecie Lech Wałęsa to jest Lech Wałęsa, albo Lek Walesa, albo Lech Valesa… Niech się sami Litwini nazywają jak chcą, ale kompletna zmiana cudzego nazwiska, albo przymusowe zmienianie nazwiska na inne, niż mieli rodzice, to już jest…, nawet nie wiem jak to nazwać… niezrozumiałe.

Nie wierzę Litwinom, dlatego właśnie, że za pomocą „narodowych ustaw” chcą za wszelką cenę iść na skróty. Dlatego sprawę orderu dla Lecha Wałęsy uważam za próbę zastosowania wobec Polski starego, wypróbowanego przez Litwinów numeru. Litwini dadzą Polsce „marchewkę”, pochwalą, obiecają i Polsce będzie głupio „podnieść głos”. Ten fortel znakomicie i bez pudla sprawdzał się w przypadku Lecha Kaczyńskiego. Obwieszali go orderami, traktowali z honorami, hołubili i… obiecywali. To samo zresztą z jego ludźmi (np. z kancelarii), żeby któremuś nie przyszło do głowy „zauważyć” prawdziwe intencje.

andy lighter

Brawo Panie Wałęsa!

Prezydent Lech Wałęsa odmówił spotkania z Barackiem Obamą w Warszawie. Na pytanie dziennikarza o powód, stwierdził jedynie: „Nie, nie spotkam się. Nie pasuje mi, nic więcej nie mam w tej sprawie do powiedzenia”. Możemy się więc jedynie domyślać decyzji pana Wałęsy. Mnie ta decyzja jak najbardziej pasuje. Wałęsa co prawda wyjeżdża do Włoch w tym czasie, ale ja uważam, że powód odmowy jest inny. Wizytę we Włoszech z łatwością można było przesunąć o kilka godzin. Pan Wałęsa lubi mówić i „nic więcej nie mam w tej sprawie do powiedzenia”, mówi aż nadto dużo.  

Domyślam się powodów rezygnacji Wałęsy ze spotkania z Obamą. Może ich być oczywiście więcej, Lech Wałęsa ma sporą wiedzę na temat polityki zagranicznej USA i w ogóle stosunków międzynarodowych. Dla mnie prawdopodobne są dwa, może trzy powody.

Po pierwsze, łaskawa zgoda pana Jarosława Kaczyńskiego na obecność w Pałacu Prezydenckim. Bardzo się pan prezes ociągał, zapewne nasze władze użyły sporej dawki perswazji i próśb do szanownego pana prezesa, żeby się jednak łaskawie zgodził. I… odetchnęli z ulgą, bo łaskawie się zgodził. Taki sposób traktowania szeregowego posła, mimo iż jest szefem partii opozycyjnej to jest szeregowym posłem, obchodzenie się z nim jak z jajkiem, lub jak kto woli, z rozkapryszonym, manipulującym otoczeniem dzieciakiem, jest nie do zaakceptowania, nie tylko dla Wałęsy (dla mnie, dajmy na to, również). Zresztą Kaczyński ma się spotkać z Obamą podobno dwukrotnie, ponieważ ma być obecny na spotkaniu prezydenta USA z rodzinami ofiar (wojskowych) smoleńskich. Wyjątkowa, kompletnie nieuprawniona nobilitacja Kaczyńskiego. Kim on jest do cholery, żeby wynosić się ponad najważniejsze osoby w państwie? Mozolnie i skutecznie realizuje swoja politykę „własnej Polski”, przy akceptacji, a nawet walnej pomocy najwyższych władz Rzeczypospolitej. To może być dla Lecha Wałęsy potwarz, jak najbardziej uprawniona. Żaden polityk w tym kraju, poza rządzącymi, nie ma prawa stawiać się wyżej od tego człowieka, laureata Nagrody Nobla, tym bardziej pozorowany opozycjonista.

Innym powodem może być wspomniane już spotkanie Obamy z rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej. Zauważmy, że Wałęsa ogłosił swoją rezygnację ze spotkania po tym, kiedy spotkanie Obamy z rodzinami stało się już oficjalnie pewne, dotychczas słyszeliśmy tylko o prawdopodobnym spotkaniu. Obama w ten sposób upolitycznia tragedię smoleńską, upolitycznia sprawę, najpewniej wypadku lotniczego. Upolitycznia, bo jest to wizyta oficjalna, a więc polityczna. Rozmienił się Obama na drobne, najwidoczniej ma kiepskich doradców, czego zresztą dowody już nieraz dawał. Sądzę (przy tej okazji), że podniecamy się, zachwycamy, tą całą amerykańską doskonałością ichnich służb, od ochrony poczynając na doradcach kończąc, zdecydowanie niezasłużenie. Jest absolutnie pewne, dla PiS-u, z którego list wystartują ludzie po uszy zaangażowani „w Smoleńsk”, oraz rodziny, że fakt spotkania się z rodzinami oraz wyjątkowa, jednorazowa i jak to określił prezes „dla dobra Polski” obecność Kaczyńskiego w pałacu, oraz spotkanie Obamy z rodzinami (głównie chodzi o Błasikową i Kaczyńskiego), stanie się potężnym argumentem wyborczym, wciskanym zwolennikom PiS-u i niezdecydowanym. Nie na darmo Kaczyński odbył spotkanie z ambasadore USA w Polsce. „Ma facet wpływy”, ocenili doradcy prezydenta Obamy, a z wpływowymi ludźmi spotkać się wypada.

Byćmoże nie bez znaczenia jest jeszcze inny powód. Prezydent Obama przyjeżdża do Polski bez małżonki. I choć mówi się, że to zemsta za nietrafiony dowcip prezydenta Komorowskiego na temat żony myśliwego, jest to oczywisty afront, przynajmniej w mojej ocenie. Takie „wpadki” głów państw, premierów, ministrów, itp., są na świecie rzeczą normalną i nagminną, wręcz chlebem powszednim, chociaż nam się wydaje, że nasz prezydent jest wyjątkowy. To absolutnie nieprawda i nie ma to najmniejszego znaczenia w stosunkach międzypaństwowych, nie ma najmniejszego powodu do obrażania się na wpadki, lapsusy czy jakieś popełnione niezręczności.

Pan prezydent Obama myśli chyba, że w Polsce mieszkają sami idioci. Wczoraj odbyło się przyjacielskie spotkanie Obama – Miedwiediew, a jutro ten przyjaciel Rosji spotka się z rodzinami i zapewne powie im coś miłego. Coś, co chcieliby usłyszeć. Co? Może, że Rosja jest zła, że dobrze, że z taką determinacją dążą do wyjaśnienia sprawy, może pochwali superśledczego Macierewicza… Jednym słowem schizofrenia dla idiotów.

Otóż nie panie Obama. W Polsce nie mieszkają sami idioci. Idioci to tylko 27 do 30 % Polaków. Dobrze by było, żeby jacyś pańscy superdoradcy panu to powiedzieli.

Brawo Panie Prezydencie Wałęsa! Popieram pańską decyzję w całej rozciągłości. Własnej godności trzeba bronić i żadna święta krowa, nawet prezydent USA tego nie zmieni w człowieku, który swą godność ceni.

To wszystko to oczywiście moje domysły. Uważam jednak, że coś w trawie piszczy a ja próbuję dojść przyczyny piszczenia.

andy lighter