Nie wiem, jaki dać tytuł

Jeżeli człowiek, który najbardziej ze wszystkich w tym kraju polityków po roku 89., po 80, a nawet po 70, pogardza ludźmi myślącymi inaczej niż brzmi jego obłąkana smoleńska ideologia i tych pogardzanych oskarża o przemysł pogard, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Jeżeli polityk, który otwarcie przyznaje, że wierzy w zamach a ci, którzy nie wierzą, żyją jak w sekcie, to znaczy, że… No, właśnie nie wiem, co to znaczy.

Ten pierwszy to Kaczyński, a drugi Hofman. Najciekawsze jest to, że już po kilkunastu, kilkudziesięciu dniach po katastrofie, wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS, takich jak Brudziński, Hofman właśnie, Kurski, Kamiński (tak, tak, ten wywalony Kamiński, zresztą, obydwaj), opinia publiczna zaczęła „oskarżać”, to może za duże słowo, ale dostrzegać u nich język nienawiści. Po wyborach prezydenckich w 2010. dla wszystkich rozsądnie myślących w tym kraju stało się jasne, że PiS posługuje się językiem nienawiści. A kiedy Macierewicz rozpoczął swoją obłąkańczą misę wyjaśnienia przyczyn zamordowania prezydenta Kaczyńskiego, przemysł pogard PiS-u rozwijał się w oszałamiającym tempie. I dziś osiągnął swoje apogeum, chociaż to nie jest jeszcze ostatnie słowo.

Już podczas walki w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, normalnie, rozsądnie myśląca część opinii publicznej, zaczęła nazywać tych ludzi wyznawcami. Najpierw Lecha Kaczyńskiego. Później, kiedy zaczęły się marsze z pochodniami, takie same jak w latach trzydziestych w Niemczech, kiedy zaczęto śpiewać zmienioną pieśń religijną i wołać „Jarosław, Polskę zbaw”, Jarosława Kaczyńskiego. Stało się jasne dla społeczeństwa (tak pozwolę sobie nazywać rozsądną część obywateli), że ci ludzie wyznają religię smoleńską i są członkami tej sekty.

A było to ponad dwa i pół roku temu.

Prezes Kaczyński niemal od razu połapał się w tym, że najskuteczniejszą obroną jest atak i bardzo szybko zaczął odwzajemniać oskarżenia o mowę nienawiści, później o przemysł pogardy. Zadziałało – media natychmiast o kupiły i zaczęła się historia ”O dwóch takich, co używają wobec siebie mowy nienawiści”. Kompletnie fałszywa historia, kompletnie niesprawiedliwa, bo absolutna większość polityków wszystkich opcji (w tym partii rządzącej i samego Tuska) obchodziła się i obchodzi z Kaczyńskim, jak z przysłowiowym jajkiem. Pojedynczy politycy, jak Palikot, Niesiołowski, czasem Halicki i sporadycznie jacyś inni, powiedzieli coś ostrego, czy bardzo ostrego na jego temat. Tymczasem PiS, całą niemal ławą atakował rząd, prezydenta, polityków PO i media i to wytaczając działa potężnego kalibru. Do dziś pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego media wymyśliły historię „O dwóch takich, co…” i z uporem maniaka opowiadają ją do dziś.

Ponieważ numer z mową nienawiści i przemysłem pogardy zadziałał, nie tylko w mediach, ale również w głowach Polaków, zresztą, właśnie dlatego w ich głowach, że w mediach, Hofman wyskoczył ostatnio z sektą. Media jakie są, każdy widzi i jest dla mnie jasne, że już wkrótce powstanie w nic nowa historia. Historia ”O dwóch sektach, co posługują się wobec siebie mową nienawiści”. I znów będzie kompletnie fałszywie i kompletnie niesprawiedliwie.

Ale ja powiedział pewien, samozwańczy zresztą, klasyk gatunku „Media pokazują to, co widzowie chcą oglądać”, zakłamując indoktrynowanie przez siebie (te media) owych telewidzów, według przewidywanych zysków z reklam, uzależnionych od programowego menu.

Bezwstydnie więc PiS kradł, kradnie i będzie kradł oskarżenia pod swoich adresem, przekierowując je na przeciwników. Co tam przeciwników, nazwijmy rzecz po imieniu: śmiertelnych wrogów.

Swoją drogą, nazywanie „wiedzą”, opieranie się się na dowodach „uczonych najwyższej, światowej klasy” i nazywanie „wiarą – sekciarstwem”, opieranie się na raporcie stworzonym przez specjalistów od katastrof lotniczych, to dla mnie jakiś matrix, jakieś… sen, czy coś…

Media odgrywają w naszej dzisiejsze rzeczywistości pierwszoplanową role. Nie dlatego że pokazują te obłąkańcze rocznice i inne pisowskie konferencje. Nie dlatego, ze zapraszają do swoich stacji, gazet i rozgłośni tych ludzi i pozwalają im mówić. Ale dlatego, że nierzetelnie, nieuczciwie pokazują, przekazują, relacjonują i komentują rzeczywistość. Idzie mi oczywiście o relacje PiS – „reszta świata”.

andy lighter

Papieżowy obłęd

Od chwili rozpoczęcia konklawe, innym niż ono informacjom, poświęca się w mediach (mam tu na myśli głównie tivi), minimalną ilość miejsca. Oczywiście mówiło się o innych sprawach, typu śmierć pacjentki w szpitalu, bo wezwano karetkę z oddalonej o 70 km Łodzi, o aresztowaniach, odpowiedzi Tuska Kaczyńskiemu, powrocie zimy, itp. Ale przejeżdżano po nich szybko i wracano do Rzymu.

Jednak po ukazaniu się białego dymu, wydobywającego się z sykstyńskiej rury, media oszalały. Jasne jest dla mnie, że wiadomość o wyborze papieża jest wiadomością absolutnie pierwszorzędną i że poświęca się jej najwięcej miejsca w serwisach wiadomości i w programach publicystycznych. Ale żeby od razu dostać małpiego rozumu? Popaść w obłęd?

Wyobrażam sobie, że przedstawi się opinii publicznej sylwetkę nowego papieża, wysnuje się jakąś hipotezę na temat przebiegu jego pontyfikatu i od czasu do czasu pokazana będzie chwila „Habemus Papam”. Oto przecież historia dzieje się na naszych oczach, więc takie działania nie powinny nikogo dziwić.

Franciszek - papież.

Tymczasem…

Od rozpoczęcia konklawe, do chwili ukazania się białego dymu, w roli komentatorów i wróżbitów wystąpiło w stacjach telewizyjnych, jak na moje oko, jakichś dwustu pięćdziesięciu ośmiu księży, dziennikarzy katolickich i innych specjalistów. Od chwili białego dymu, kolejnych chyba z trzystu osiemdziesięciu czterech duchownych, siedemdziesięciu jeden dziennikarzy z Gości Niedzielnych, Tygodników Powszechnych i innych Znaków. Szacuję, że do końca tygodnia wystąpi jeszcze w telewizji może z sześćset czterdziestu trzech duchowych i osiemdziesięciu dwóch (czyli będzie już komplet) katolickich dziennikarzy.

Tak się zastanawiam, dziennikarze, tych, których nie mogą zaprosić (księży i zakonników), jeżdżą, wyszukują, ustawiają na dworze (a zimno jak jasny pieron), a to są koszty przecież. I niewygody. Nie łatwiej byłoby zwrócić się do Kancelarii Episkopatu Polski, żeby zwróciła się do wszystkich duchownych w tym kraju, żeby przyjeżdżali, albo zgłaszali się do stacji telewizyjnych, w celu eksperckiego wypowiedzenia się na temat papieża? Taniej, sprawniej, pewniej i sprawiedliwiej, bo jak zaproszą proboszcza od Świętego Jacka, to powinni też
„sąsiada” od Świętego Jakuba. Bo jak…? Równi i równiejsi księża są?

Niby nie moja broszka, niby im więcej, tym lepiej…, tylko, że wszyscy komentatorzy, w dziewięćdziesięciu pięciu procentach mówią dokładnie to samo. Różnią się w szczególikach i w sposobie „ubierania” zdań. Jaki więc ma sens, przez wiele godzin i dni puszczać w eter tę samą mantrę? To zakrawa na hinduizm, a nie na chrześcijaństwo.

Skoro więc tylu speców się wypowiedziało i wypowie, ja, też sobie nie odmówię. Zacznę do imienia przybranego przez wybranego papieżem Jorge Mario Bergolgio – Franciszek. Wszyscy natychmiast kojarzą, wiążą wybór imienia z Franciszkiem z Asyżu. Niby słusznie, bo skromność, niechęć do przepychu i niestronienie od wiernych na co dzień, kardynała z Buenos Aires jest powszechnie (wśród watykanistów) znana.

Jednak równie dobrze imię może być kojarzone z Franciszkiem z Xavier. Dlaczego? Franciszek z Xavier (Franciszek Ksawery) był współzałożycielem zakonu Jezuitów, zakonu, do którego należy Jorge Bergoglio. Franciszek z Xavier uznawany jest za ojca misjonarzy, jest patronem misji katolickich. I tu nie sposób nie kojarzyć imienia nowego papieża z chęcią ekspansji Kościoła, szczególnie w kierunku Azji. Ale i umacnianie Kościoła w Ameryce Łacińskiej, gdzie coraz więcej ludzi przenosi swoją wiarę na rozmaite sekty i grupy okultystyczne. W Afryce też katolicyzm ściera się z islamem, a sekularyzacja Europy…, szkoda gadać. Więc imię może być zapowiedzią pracy misyjnej na rzecz rozszerzania i umacniania Kościoła. Mnie jednak pasuje połączenie przez papieża dwóch znaczeń jednego imienia: skromności i ewangelizacji.

Na rozpropagowanie skromności i ubóstwa wśród duchownych, papież Franciszek nie ma najmniejszych szans, więc pewnie skupi się na ekspansji i odnowieniu wiary. No i na propagowaniu skromności i ubóstwa wśród wiernych, jak sądzę.

Robi Franciszek dobre wrażenie. Ale taki maraton medialnego wróżenia z fusów (jakim będzie papieżem, co będzie robił, kogo weźmie do współpracy, itd., itd., itd.), może zmęczyć nawet najbardziej zatwardziałych telewizjomanów. Nie wspominając o przeciętnych oglądaczach szklanego ekranu. Ciekawy jestem ile jeszcze potrwa ten papieżowy obłęd.

andy lighter

Odpowiedzialność, czyli „to nie ja”

„Odpowiedzialność” to bardzo dziwne słowo jest. Każdy widzi konieczność odpowiedzialności i denerwuje go jej brak, wszędzie wokół. Wszędzie wokół, swoją osobę – swoją szkołę, pracę, swoje środowisko, rodzinę, itd., od odpowiedzialności zwalniając.

„Minister powinien być odpowiedzialny za swój resort” – wołają dziennikarze, media, związki zawodowe itd. „Rodzice muszą być odpowiedzialni za swoje dzieci” – wołają ci sami, przy innej okazji. „Dziennikarze muszą być odpowiedzialni za to, co piszą i mówią”. Ile razy słyszeliśmy jednych, nakazującym innym poczucie odpowiedzialności? Ja słyszę to na okrągło. Tymczasem…

„Nie mam sobie nic do zarzucenia” – stwierdza komornik, który ściągnął kasę od kobiety w Sochaczewie, która wyszła mu w wyniku losowania (chyba) „na chybił trafił”. Ot, rzucił monetą, orzeł – pani numer jeden, reszka – pani numer dwa. Pretensje więc do orła i reszki, a nie do komornika. Bo wszystko było „nie wbrew przepisom”. To wina przepisów, a nie komornika, bo w przepisach nie było napisane, że ma sprawdzić numer pesel, imiona rodziców, czy datę urodzenia tej pani, tylko, że ma mieć nazwisko i imię „do ściągnięcia kasy”. A jak jest więcej takich imion i nazwisk? Tym gorzej dla nich (tych imion i nazwisk). Można losować. Co prawda w przepisach nie tylko nie ma nic o pesel, ale nie ma też nic o rzucie monetą. Nie bądźmy jednak drobiazgowi, przecież to się rozumie samo przez się (że ma być ten rzut monetą).

Mija właśnie rocznica któraś od „katastrofy” CASY pod Mirosławcem. Niemal całe dowództwo Pollskich Sił Powietrznych włazi do jednego samolotu, tuż po wymyślaniu procedur nad zwiększeniem bezpieczeństwa lotów. Czyli bierze w ręce chłop odbezpieczony granat, tuż po udziale w debacie na temat: „Nie wolno brać do rąk odbezpieczonego granata”. Ale… chwila, chwila. Nie było przepisów, że nie mają razem latać. Czyli wszystko było „nie wbrew przepisom”. Pewnie coś tam wymyślili i nawet zaplanowali takie procedury, ale przecież jeszcze trzeba napisać, do ministra wysłać, zatwierdzić, wdrożyć w życie od pierwszego stycznia, przyszłego roku… Więc pod Mirosławcem jeszcze niebezpiecznie nie było, bo przepisy (jeszcze) nie mówiły, że jest niebezpiecznie. A skoro było bezpiecznie, to były pośmiertne ordery, awanse i odszkodowania za straty moralne dla rodzin „wybitnych przedstawicieli polskiej armii”. I nikomu nie przyjdzie na myśl sprostowanie treści napisu na pamiątkowej tablicy. Z „… Pokonani nie w walce, lecz przez los”, na „… Pokonani nie w walce, lecz przez własną nieodpowiedzialność”. Podobnie rzecz się ma do Smoleńska, ale to już pominę, bo już internet nawet ma oznaki przepełnienia tymi oczywistościami.

Że trzynastomiesięczne dziecko zmarło w Białym Stoku to też oczywiście nie wina lekarzy. Przecież w kontrakcie szpitala z NFZ-em  nie było wyraźnie napisane, że mają ratować życie małego Bolka. A badania kosztują i kto im za to zapłaci? Może nie zapłaci i co wtedy? Przecież lekarze pewnie zarządzają podwyżki, to z czego… ?

O odpowiedzialności polityków też napisano „dziesięć Internetów”, albo więcej. „Kaczyński, Ziobro pod Trybunał Stanu? Przecież politycy ponosza odpowiedzialność polityczną! W wyborach! A oni ponieśli, bo jeden nie został ponownie premierem, a drugi ministrem! I to jest odpowiednia dotkliwa kara!”.

Dziennikarze o odpowiedzialności mówią i piszą najwięcej. Ale nie daj Bóg, zarzucić im nierzetelność kłamstwo, albo jakieś bezpodstawne oskarżenia. Wolność słowa, przekonań i prawo prasowe, natychmiast się kłania, razem z oskarżeniami krytyków o tego prawa nieznajomość. Jak ktoś ma cierpliwość i pieniądze, to wygra w sądzie „przeprosiny” gazety, na czwartej stronie od końca, między ogłoszeniami „matrymonialne” i „drobne naprawy i remonty”.

W Polsce „odpowiedzialność” jest bardzo ważną wartością. Tyle że odpowiedzialność obywateli, wobec instytucji państwowych i usługowych. Odpowiedzialność w drugą stronę, jest praktycznie incydentalna. Tak rzadka, trudna do wyegzekwowania i niezauważalna jak kometa na niebie przy pełnym zachmurzeniu. A sprzyja temu prawo.

Kretyński, haniebny wyrok sądu? „Proszę się zgłosić do rzecznika prasowego! Proszę wyjść, bo wezwę ochronę!” – słyszy dziennikarz od „niesprawiedliwego” sędziego. „Nie mam ochoty z panem rozmawiać na ten temat!” – słyszy od komornika, po losowaniu „na chybił trafił” dłużnika. Itp. Dopóki durnie i nieuczciwcy będą mieli prawo nie stanąć przed społeczeństwem oko w oko, dopóty ich „odpowiedzialność” będzie pustym słowem. Nic bowiem bardziej nie działa na morale urzędnika, przedsiębiorcy, czy usługodawcy niż „spotkanie ze społeczeństwem”. Taki sędzia, będąc świadomy, że po wydaniu idiotycznego wyroku, lekarz, po nieudzieleniu pomocy, czy komornik po zabraniu pieniędzy przypadkowej osobie, będzie zdawał sobie sprawę po nienależytym wykonaniu swojej dobrze płatnej pracy, w najlepszym razie skończy zapadając się pod ziemię ze wstydu. Zapadając się z imieniem, nazwiskiem, pełnioną funkcją i majątkiem. Jestem przekonany, że to by działało  o niebo skuteczniej, niż cholernie drogie i mało efektywne CBA, np.

Nieodpowiedzialne też są wymagania pracodawców, poszukujących pracowników. I nieuczciwe, typu: „Wykształcenie wyższe”. „Pięć lat praktyki zawodowej”. Nieuczciwe, bo przecież wystarczy sprawnie czytać. Jak jest sę takim komornikiem, np., wystarczy położyć segregator na biurko i czytać w nim przepisy. Jeśli nie zrobi się niczego, co nie jest w tym segregatorze napisane, to znaczy, ze nie zrobi się niczego, co jest niezgodne z prawem. Przecież to proste. Więc te wymagania, np. wykształcenia są durne. Chyba tylko dla lepszych statystyk. Prokurator podobnie. Nie ma znaczenie jakie wysunie oskarżenie, albo sędzia, jaki wyda wyrok. Przecież rzecznik prasowy będzie się tłumaczył (a.. przeholowałem. Rzecznik musi mieć wykształcenie, przecież „się” tłumaczy).

_____

Doskonale pamiętam lata osiemdziesiąte. I doskonale pamiętam skandowane „Precz z komuną”, na różnych pochodach, demonstracjach i wiecach. Doskonale też pamiętam kto skandował najgłośniej i najskuteczniej: górnicy, kolejarze i studenci. Dziś, walczący z komuną górnicy mają ultra komunistyczne przywileje. Kolejarze bronią jak niepodległości komunistycznych dobrodziejstw branżowych, albo godzą się na ich zamianę za 720 zł. Niech pęknę, jeśli jakiś kolejarz, przejeździ „turystycznie”, bo „z” i „do” pracy jeździ za darmo, 720 złotych. Studenci z kolei nie wyobrażają sobie studenckich ulg na przejazdy i studiów za darmo nawet na pięciu kierunkach jednocześnie. Jakieś takie dziwne wychodzi u nich wszystkich „precz z komuną”. Uczciwiej by było, gdyby dziś wołali: „Ej wy! Przecz z komuną – dla Was, bo dla nas, jak najbardziej ma obowiązywać!”.

andy lighter

Zagrożona niezależność się odrodzi

Mijający rok w temacie mediów, podsumował znany dziennikarz Jerzy Jachowicz. Uczynił to na internetowej stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Na moje oko, sporo w tej analizie nieprawd i półprawd. Zanim jednak przejdę do pana Jachowicza, parę słów o słowie „niezależny”.

SDP jest „niezależnym” zrzeszeniem polskich dziennikarzy. Tak się jakoś składa, że wszystko, co nosi w swojej nazwie, statucie lub opisie – podtytule słowo „niezależne” jest propagandową tubą Prawa I Sprawiedliwości i Tadeusza Rydzyka (co w sumie na jedno wychodzi), zawsze sterowaną przez członków, ludzi związanych lub sympatyków tej partii i tego zakonnika.

Mamy więc wPolityce.pl – uczciwy punkt widzenia Jacka Karnowskiego, Nowy Ekran. pl – niezależny serwis społeczności blogerów Łażącego Łazarza, znanego również z Salonu24.pl, i papierowe, Gazeta Polska (wraz z niezależna.pl) – niezależnego dziennikarza Tomasza Sakiewicza, podobnie jak niezależnej Katarzyny Gójskiej-Hejke Nowe Państwo. Jest jeszcze Nasz Dziennik, czyli  prawda + splendor Ewy Nowiny-Konopki, W sieci wspomnianego Jacka Karnowskiego i szykującej się „niezależnej telewizji” i nowego „niezależnego tygodnika” niezależnego rzecz jasna Pawła Lisickiego.

Dziś mamy taką oto sytuację w polskich mediach, i internetowych, i papierowych, i telewizyjnych, że wszystko, co jest niezależne, jest zależne od Prawa i Sprawiedliwości i Rydzyka. Niezależność więc, równa się zależność (podległość) od Kaczyńskiego i Rydzyka (Niezależność = Kaczyński + Rydzyk).

Jerzy Jachowicz mija się z prawdą stwierdzając, że polskim wynalazkiem na skalę światową, w 2012. roku jest ciągnięcie za sobą „swoich” dziennikarzy przez nowego naczelnego na nowym miejscu. Otóż to nieprawda. Ten wynalazek może jest i polski, ale wynaleziony znacznie wcześniej. Wystarczy przypomnieć sobie, kiedy telewizja publiczna przestała być publiczną, a stała partyjną. Stało się to po zwolnieniu z TVP Roberta Kwiatkowskiego, który z nieliczącej się, zacofanej telewizji europejskiej zrobił jedną z najnowocześniejszych pod względem technicznym, a także niezwykle pluralistyczną telewizję. Wystarczy przypomnieć programy publicystyczne np. „Forum”, gdzie był absolutnie, niespotykany nigdy później, równy dostęp do głosu wszystkich sił politycznych. Zniósł go nie kto inny tylko „niezależny” Andrzej Urbański – prawa ręka Kaczyńskich, tylko za to, że zjawił się tam polityk, który mu nie pasował. Po Urbańskim telewizja publiczna zaczęła się upartyjniać, podobnie zresztą jak państwowe radio, ale nigdy w takim stopniu jak po 2005. roku. I teraz mamy to co mamy: telewizję polityczną. Co prawda PO próbuje ją odpolitycznić, np. zatrudniając „niezależnego” Pospieszalskiego, ale tym gorzej dla telewizji, bo mamy zespół tub partyjnych.

Tak więc z pamięcią u pana Jachowicza coś nie najlepiej. Zresztą analiza tego „najnowszego wynalazku”, jak błędnie ocenia zjawisko przyciągania „swoich” dziennikarzy Jerzy Jachowicz to główny temat jego felietonu. I jedyny, oprócz świetlanej przyszłości „niezależnych”.

Jerzy Jachowicz ubolewa nad niesprawiedliwym zwolnieniem Cezarego Gmyza przez właściciela Rzeczpospolitej. I wyciąga wniosek, który mnie… zmroził. I to z dwóch powodów.

„Już kilka tygodni później okazało się, że to dziennikarz miał rację, a nie prokuratura. Dziennikarz w takiej sytuacji powinien mieć prawo wyrzucić właściciela, jak również sam wyznaczyć wysokość należnej mu odprawy. Tęgie głowy dopiero zamierzają wprowadzić taki przepis do prawa prasowego”.

Otóż po pierwsze, dziennikarz nie miał racji, bo TNT nie oznacza trotylu w sensie materiału wybuchowego, a poza tym…, co nitrogliceryną? Największy jednak grzech Gmyza stanowił tytuł artykułu. Wielkimi bykami „Trotyl we wraku tupolewa” był nieadekwatny do treści i do stanu faktycznego. Wreszcie po drugie i to podniosło mi ciśnienie: dziennikarz ma mieć prawo wywalić właściciele na zbity pysk (oczywiście zmuszając go do dalszego utrzymywania miejsca pracy dziennikarza, jak mniemam – łaski robił nie będzie) i zażądać od niego dowolnego odszkodowania. Jeśli ktoś rzeczywiście nad tym pracuje, to tym gorzej dla faktów. Może pracują nad tym „niezależni” dziennikarze z SDP.

Podniosło mi się ciśnienie, bo dziennikarze, przynajmniej ci niezależni”, po raz kolejny, chcą się usadowić ponad prawem. Obecne prawo prasowe daje im niemal nieskrępowane możliwości. Mogą pisać i mówić, co im się rzewnie podoba i jeśli właściciel ich nie wywali, praktycznie nie ponoszą za nic odpowiedzialności. Czasem, jak ktoś się mocno uprze, tu wydrukują w swojej gazecie jakieś małe sprostowanie na szesnastej stronie, ale to należy do rzadkości. Jeszcze chcieliby wymyślać sobie odszkodowania. To by była kosmiczna afera.

Kiedy lekarz spowoduje śmierć, lub kalectwo chorego i jego zdrowie (lub życie) adwokat „wyceni” np. na 100 tys. zł, sąd przyzna może… dwadzieścia, czasem trzydzieści. Jeśli ktoś pójdzie niesłusznie do więzienia na dwa lata i zaradza odszkodowania pół miliona zł, sąd przyzna mu „dniówki” paki po najniższej stawce obliczeniowej i dołoży parę groszy za „utracone zarobki”. Jak wyjdzie z tego 20 % to będzie miał szczęście. Podobnie ze zrujnowanym niesłusznie przez urząd skarbowy przedsiębiorcą. Z reguły odszkodowanie, po spłaceniu długów (bankowych głównie) wystarcza na stworzenie kiosku z warzywami, albo jakiegoś rodzinnego mikrobiznesu.

A dziennikarze, mieliby sami ustalać swoje „odszkodowania”. Panie Jachowicz, pan się dobrze czuje? Bo mam pewne wątpliwości.

Co do przyszłości jednak, oprócz podyktowanych przez siebie odszkodowań dla „poszkodowanych” dziennikarzy, pan Jachowicz nie traci optymizmu: Przełomem może okazać się inicjatywa powstania niezależnej telewizji o zasięgu ogólnopolskim, której szefem ma być Bronisław Wildstein. Nazwiska pozostałych ludzi zaangażowanych w jej tworzenie gwarantują rzetelność i wysoki poziom”. I to jest jasne, bo ci pozostali to „niezależni” i „obiektywni” dziennikarze wywaleni z Rzepy i Uważam Rze, „niezależnych” przecież, aż do wywalenia Gmyza z Wróblewskim, tytułów. „I powoli zacznie wracać względna równowaga w możliwościach dostępu do wszechstronnej, bliskiej prawdzie prezentacji rzeczywistości. Opisu świata (o Boże, znowu ten PiS), bez prymitywnej manipulacji,  opartej na kłamstwach i zafałszowaniach”.

O Boże! Ileż to razy na blogach wytykaliśmy, udowadniając prymitywne manipulacje, oparte na kłamstwach i zafałszowaniach, zawarte w wyżej wymienionych „niezależnych” tytułach.

Jednym słowem, pan Jachowicz dał popis prymitywnej manipulacji opartej na zafałszowaniach (wspomniany wynalazek 2012. roku, np.). Ale co się dziwić, „niezależny” pan Jachowicz jest ściśle związany z „niezależnymi” mediami. Do niedawna z Uważam Rze, a obecnie z Radiem Wnet, Gazetą Polską Codziennie, czy W sieci i innymi „niezależnymi” mediami.

andy lighter

Zakłamane media i głupota polityków

Oczywistą prawdą dla wielu Polaków jest fakt, maksymalnej manipulacji mediów opinią publiczną. Podobnie myślimy o politykach. I o ile, codziennie niemal utwierdzam się w przekonaniu, dziennikarskiego zakłamania, o tyle coraz bardziej jestem przekonany, że politycy w większej mierze niż manipulację, pokazują swoją głupotę.

Weźmy chociażby sprawę ACTA. Minister Zdrojewski wysłał w sprawie ACTA zapytania, czy tam prośby o opinie rozmaite środowiska przedstawicieli kultury, traktując to, jako konsultacje. W tych para konsultacjach wzięły udział m.in. telewizje Polsat, TVP i TVN. „Wzięły udział” to właściwie za dużo powiedziane, raczej powinno być: „nie wniosły do projektu umowy żadnych zastrzeżeń”. I to mnie akurat nie dziwi, w końcu ów projekt miał na celu m.in., albo głównie, ochronę praw autorskich również tych telewizji.

Nie jest moim zamiarem wypowiadać się na temat słuszności, czy niesłuszności ACTA, ale zachowań mediów w czasie „konsultacji”, w czasie protestów internautów i po przyznaniu się Tuska do błędu.

Otóż jeżeli media nie wniosły żadnych zastrzeżeń do umowy na etapie zapytania ministra, to czym, jeśli nie manipulacją jest głośny krzyk wszystkich wymienionych mediów (dziennikarzy je reprezentujących) w obronie protestujących internautów? Dlaczegóż to owe media nie napisały do ministra: „Panie ministrze, umowa jest zła, bo w żaden sposób nie chroni wolności internautów”? Nie przeszkadzał owym telewizjom brak konsultacji ze społeczeństwem, w czasie „konsultacji” z nimi. Jaką w takim razie legitymację owe media mają do krytyki (gremialnej) rządu w sprawie nie tylko braku konsultacji społecznych, ale i rażących błędów w samej umowie? Przecież kiedy można było te błędy zauważyć, z punktu widzenia TVN, czy Polsatu, wszystko było w porządku. Dziś rozmaici Rymanowscy, czy inne panie dziennikarki nie zostawiają suchej nitki na ACTA, braku konsultacji, a jakby tego było mało, drwią z wycofania się Tuska z umowy. Znaczy to, że honorowo by było brnąć dalej w tę chorą umowę, bo przyznanie się do błędu, szanującemu się politykowi nie uchodzi.

Owe telewizjie i inni przedstawiciele twórców, którzy nie zareagowały, kiedy był na to czas, a dzisiaj biją pianę, nakręcając opinię publiczną i podsuwają jej rząd do zlinczowania, powinny na pasku ekranu telewizyjnego, video clipu albo w headlin, tuż pod tytułem gazety, ustawić na długi czas napis: „Przepraszamy za ACTA”. Bo wina rządu jest oczywista, ale owe media, środowiska, itd., są ostatnimi, które powinny teraz kamienować rząd, o swojej „roli” nie wspominając słówkiem, jakby mówili o badaniach kosmosu, o których usłyszeli w agencjach prasowych, bo przecież mają się do kosmosu, jak pięść do nosa. O ACTA mogły i powinny były mówić. Wtedy, kiedy powinny!

Pamiętacie Krakowiaka, znanego dawno temu bandytę, który przychodził na salę sądową z kartką, na której wypisane było: „Telewizja kłamie!”? To było jeszcze za komuny. Otóż od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Może oprócz ilości tych zakłamanych telewizji. Pisząc „kłamie”, mam dziś na myśli również przemilczanie ważnych kwestii i własnego w nich udziału.

Kończąc już ten temat i wchodząc zarazem w drugi, warto przypomnieć sobie, peany na temat umowy wygłaszane przez pisowca, przewodniczącego komisji sejmowej jakiejś tam. I żadne głupie „Poseł się pomylił”, wygłaszane przez zbawcę narodu, tych peanów nie przekreślą. Pochylanie się więc z troską nad skrzywdzonymi internautami jest mega manipulacją. Zwykłym, prostackim szwindlem.

Głupota jednak polityków (rządzących) polega na tym, że nie wykorzystują tych peanów dostatecznie. Coś tam bąkną, coś powiedzą, ale w obliczu zagłuszenia przez PiS na spółkę z Ziobrystami, odpuszczają i „jadą dalej”. I wcale mi ich nie szkoda, bo tak gra przeciwnik, jak drużyna pozwala.

A pozwala tyle, że „O ho ho!”, albo jeszcze więcej. Chociażby w sprawie emerytur. Jaki jest zamiar rządu w tej sprawie wszyscy wiemy. Wiemy tez jakie jest zdanie w tej sprawie opozycji. I aż się prosi, żeby najzwyczajniej w świecie wyłuszczyć w kilku prostych zdaniach, argumenty za i argumenty przeciw propozycjom opozycji. Tyle, że powinna to zrobić jedna osoba, jasno wykładając (pięć, siedem minut w zupełności wystaczy), dlaczego zdanie rządu jest właśnie takie. Odnoszę wrażenie, że politycy PO zwyczajnie nie umieją tego zrobić. Są za głupi na ułożenie jednej kartki A4 i przeczytanie jej.

Pomijając już moje prywatne zdanie na ten temat, doskonale rozumiem powody, którymi kieruje się Tusk, tzn. z łatwością mógłbym je wytłumaczyć. A co dopiero człowiek siedzący w temacie.

Głównym nieporozumieniem, jakim szafuje, karmi opinię publiczną opozycja jest to, że przyszły wiek przechodzenia na emeryturę kobiet, przykłada się do teraźniejszych warunków, w jakich kobiety pracują. To jest nieuprawnione i opinia publiczna, co nie może dziwić, tego nie pojmuje. Nie może dziwić, bo nikt nie jest w stanie im tego prosto wytłumaczyć. Nasi politycy są za głupi. To mocne słowa, ale innych nie znajduję w obliczu nie podjęcia tak oczywistego działania. Łatwo przecież wytłumaczyć ludziom, że z roku na rok, a już na pewno z dekady na dekadę, warunki pracy są/powinny być (trzeba to po prostu egzekwować) coraz lepsze, praca coraz mniej uciążliwa. Wystarczy przytoczyć przykład Biedronki, gdzie jedna zadyma wystarczyła, aby warunki pracy w tej firmie diametralnie się poprawiły.

To tylko jeden przykład argumentów i jeden przykład łatwości jego przytoczenia. Ten argument zresztą jest nie do obalenia, podobnie jak pozostałe. O ile łatwiej później spierać się o szczegóły i niektóre z nich uwzględniać, a inne obalać.

Ale rządzący tego nie robią. Skoro nie manipulują (w tej sprawie na manipulację pozwolić sobie nie można, najwyżej odłożyć temat ad acta), to jakie jest inne wytłumaczenie jeśli nie głupota? Ja nie znajduję. Tłumaczą coś „naokoło”, kluczą, jąkają się przeskakują z punktu do punktu… Opozycja więc atakuje radośnie rządzących, bo dlaczego by miała nie atakować? Tym bardziej, że duża część polityków opozycji nie manipuluje, ale też nie ogarnia umysłem „przyszłości” wieku i „przyszłości”, a nie „teraźniejszości” warunków pracy (np.). Bo też są za głupi.

A wystarczyłaby kartka papieru, wypisanie Kiku punktów i krótkich, celnych i zwięzłych wyjaśnień przy każdym z nich.

andy lighter

Zawiedzione nadzieje

… dziennikarzy i polityków.

Ten Palikot to jednak świnia jest. Miał zapalić skręta maryhy, a tylko… kadzidełko zapalił. No jak tak można, zapowiadała się nuklearna bomba medialna: poseł wyprowadzony w kajdankach z gmachu Sejmu, sąd, skazanie (po oczywistym odebraniu immunitetu), i kryminał.

A tu Palikot, cham jeden, kadzidełko sobie zapalił. Dziennikarze obecni na konferencji Janusza Palikota nie ukrywali rozczarowania. Z mega newsa, co najmniej parodniowego pewniaka na całe poranki, popołudnia i wieczory, wypełniające 90 % wiadomości nic nie wyszło. No nie poświęcił się ten cham jeden dla telewizji, dziennikarzy i nie dostarczył igrzysk widzom.

Swojego zawodu nie ukrywali też politycy. Już mieli przygotowane wnioski do sądu przeciwko posłowi/posłom Ruchu Palikota, już się cieszyli, że nie będą musieli demonstracyjnie wychodzić, kiedy Palikot wchodzi na mównicę, a tu nic, klapa. Pozostały im pozwy rezerwowe, takie o podżeganiu, naciągane i w ogóle niepewne za bardzo. Poza tym, najwyżej będzie musiał zapłacić co najwyżej parę złotych, a to nie to samo co pucha. I nie to samo co uwolnienie sejmu przez tego bezbożnika.

No niedobry jest ten Palikot, naprawdę. Obiecał i nie zrobił. Nie dał się wpuści ć w… kryminał.

Swoją drogą „żądza krwi” dziennikarzy jest powalająca. Ciekawy jestem, czy znalazł się chociaż jeden dziennikarz, który wcześniej porozmawiał z Palikotem: „Panie pośle, daj pan spokój. Po co ten cyrk, wiadomo, że wszyscy w sejmie czekają tylko na to, żeby się pana pozbyć i marzą nocami, żeby powinęła się panu noga. A wtedy żaden z nich się nie zawaha, żeby pociągnąć za dźwignię zapadni”.  Jestem przekonany, że nie.

andy lighter

Echa expose premiera

Czyli Palikot po Kaczyńskim i Urbański w telewizji.

Expose premiera Tuska mogło zrobić wrażenie. I zrobiło, jak dla mnie było kapitalne. Jednak zbladło nieco, po wystąpieniu Janusza Palikota. Wystąpienie Palikota było kapitalne. Główny nacisk położył bowiem na temat: Państwa zaufania publicznego.

Państwo zaufania publicznego to praktycznie bezinwestycyjna, kompletna zmiana funkcjonowania państwa. I nie tylko bezinwestycyjna, ale przynosząca wymierne, ogromne korzyści finansowe, że o korzyściach niefinansowych – stosunków międzyludzkich, wolności, rozwoju osobistego i terytorialnego nie wspomnę.

Senat, Powiaty, Sejmiki wojewódzkie, Agencje (Rolne i jakieś tam), czyli dublowanie administracji, kompetencji i przerost biurokracji, oraz posadki dla polityków, ich rodzin i „znajomych”, to tylko niektóre kule u nogi, oprócz marnotrawienia pieniędzy, które spełniają bardzo skutecznie rolę zaciągniętego hamulca ręcznego w pojeździe zwanym: „rozwój Polski”.

Byłem pod ogromnym wrażeniem wystąpienia Palikota. I niech mi jeszcze ktoś powie, że Palikot to tylko krzyż i inne pierdoły, a o gospodarce to zielonego pojęcia. Palikot udowodnił w swoim krótkim przemówieniu, że wie więcej, niż wszystkim wokół się wydawało.

A potem była telewizja, a w telewizji Andrzej Urbański, znany przyboczny Lecha Kaczyńskiego, propisowiec w każdym calu. To ostatnie stwierdzenie to oczywiście moje subiektywne zdanie, bo pan Andrzej obnosi się swoją „neutralnością” i bezstronnością…, koń by się uśmiał, że tak powiem.

Otóż doświadczenie dziennikarskie i w ogóle medialne Urbańskiego pokazało się wczoraj jak w soczewce. Jak wytrawny manipulant komentował expose premiera w rozmowie z innym skądinąd manipulantem, dziennikarzem TVN24.

Wg niego wydłużenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost (drastyczny) bezrobocia wśród ludzi młodych. Manipulacja. Rynek pracy to nie jest jakieś pole o stałych rozmiarach, które może się jedynie zmniejszać (jeśli np. powstaną kałuże), ograniczając miejsce do poruszania się po nim ludzi. Rynek pracy, jeśli gospodarka ma się normalnie, rozrasta się panie Urbański. A ludzie będą dłużej pracować po kryzysie panie Urbański.

Andrzej Urbański Zdj. fakt.pl

Kwotowa waloryzacja może być niekorzystna dla emerytów, twierdzi Urbański, bo kwotę ustala minister i zależy ona od stanu budżetu. Kolejna manipulacja. Pan Urbański pewnie nie wie, że procentowa waloryzacja też może być niekorzystna dla emerytów (zawsze jest niekorzystna – nigdy korzystna!) i też zależy od budżetu, bo… ustala ją minister a nie dzielnicowy, albo inny ksiądz proboszcz. Kwotowa waloryzacja może jest o tyle… „korzystniejsza”, że ci którzy mają niższe świadczenie mogą dostać wyższą waloryzację kwotową, niż ci, którzy mają świadczenia wyższe. W waloryzacji procentowej, różnica w wysokości świadczeń się powiększała.

Najbardziej zawiedziony był pan Urbański brakiem… obietnic premiera. Chciałby usłyszeć np.: „Tniemy po to, oszczędzamy po to, aby uzyskać sześcioprocentowy wzrost gospodarczy za dwa (trzy…) lata”. Boże drogi!!! Europa tonie, a pan Urbański chce obietnic i konkretnego celu obietnic. A może za tydzień okaże się panie Urbański, że usłyszy pan: „Tniemy po to, żeby nie mieć minus pięciu procent spadku, tylko minus dwa”. Nikt nie może tego dziś przewidzieć i tylko rasowy manipulant może „wysuwać” tak idiotyczne „oczekiwania”.

Pan Urbański zarzucił też Tuskowi, ze te wszystkie oszczędności są winą Tuska, bo to on zrobił ten nasz dług, który teraz trzeba zmniejszać i który możemy zobaczyć na tablicy Balcerowicza w Warszawie. Pan Urbański zapomniał, jak to manipulant, że ten dług pomogła Tuskowi zrobić Zyta Gilowska, która tak naprawdę zaczęła go robić, że ten pomagały Tuskowi robić niekorzystne kursy walut, niekorzystne sytuacje na giełdach, no i kryzys. Ale pan Urbański pokazuje, ze Tusk nie musiał wcale zrobić długu. Bo Luksemburg nie zrobił. I Holandia i Wielka Brytanie też nie zrobiła. Qr…, panie Urbański Emiraty Arabskie też nie zrobiły! Przywołanie przykładu Luksemburga czy Holandi jest haniebne, jest haniebną manipulacją, Luksemburg to najbogatsze państwo w Europie.

Tacy ludzie jak Urbański wiedzą o tym, że są wodą na młyn pisowskiego, w dużej części kompletnie ciemnego (w sensie znajomości ekonomii, gospodarki, itp.) elektoratu. I sprytnie, haniebnie to wykorzystują.

Zresztą oni muszą to robić. Manipulowanie, wyrośniętych z mediów – kuźni manipulacji) osobników to ich… druga natura. To odruch bezwarunkowy, tak jak przymus napicia się u alkoholika. Oni inaczej nie umieją. Ten człowiek kładzie się spać w poczuciu znakomicie wykonanej pracy – dobrze zrobionej manipulacji. I poczytuje ją sobie za wielką zasługę, w przyszłej drodze do nieba – zapewne Jezus przyjmie go u bram, z otwartymi ramionami, jako prawego, uczciwego, manipulującego ze szlachetnych, szczytnych pobudek, człowieka.

andy lighter