PiS jest cool i jazzy

To nowa twarz wizerunkowa PiS-u. PiS jest partia młodych, modnych, wyluzowanych, zadbanych, ambitnych i kompetentnych ludzi. Twarzami tej kampanii mają być młodzi PiS-owcy, m.in. Sylwia Ługowska (zwana pisowską Angeliną Jolie) i jeszcze jakaś tam z biura prasowego pani, której nie kojarzę.

Sylwia Ługowska - Angelina Jolie PiS-u

Hofman ściemnia, że to ściema, że nie ma takiego czegoś. Ale jednocześnie mówi, że „nie może zdradzać taktyki partii”. Na bank więc, coś w trawie piszczy.

I wszystko ładnie. Tylko jak można ogłaszać cool, jazzy, coś, czego szefem jest relikt rodem ze średniowiecza: nieżonaty, niebankowy, niesamochodowy i niekomputerowy.

Zgrzyta coś.

A Poncyliusz zsyła karę Boga na ministra Rostowskiego. Bo Rostowski martwi się o przyszłość Europy. Ja jakoś, w przeciwieństwie do PJN-u też się martwię. I w przeciwieństwie do Greków, którzy ani myślą oszczędzać: „Oto jesteśmy! W Unii! I ma nam być dobrze, a reszta nas nie obchodzi!” – zdają się „mówić” Grecy.

andy lighter

Dziś przedostatni dzień głosowania.

Bandycka subkultura młodzieżowa(?)

Subkultury młodzieżowe istniały od dawna. Wszystkie one charakteryzowały się zdecydowaną niezgodą na obowiązujące normy „współżycia społecznego”, nakazy i zakazy i były objawem wybicia się na niezależność. Były i są rodzajem buntu młodzieży wobec „skostniałego” systemu wartości starszych pokoleń”. Tacy byli hipisi, „gitowcy”, punkowcy, itp.

Dzisiaj jest kibolstwo, które wielu uważa za incydentalne, marginalne zachowania niewielkiej grupy „kibiców” piłkarskich. Ja jednak śmiem twierdzić, że kibolstwo stadionowe to rzeczywiście marginalny, ale objaw szerszego zjawiska: bandyckiej subkultury młodzieżowej (jeżeli trzydziestolatków, którzy są również jej przedstawicielami, możemy nazwać młodzieżą). Bo agresja, dewastacja mienia, że o braku kultury nie będę się rozwodził, pleni się wśród młodego pokolenia w tempie epidemii.

W Opolu, w dniach 18 – 21 maja odbywało się święto studentów „Piastonalia 2011”. Ponieważ większa część imprez odbywała się na terenie kampusu Politechniki Opolskiej, zorganizowano dodatkową, bezpłatną linię autobusową, dowożącą młodzież z i do kampusa z centrum miasta. I już w pierwszym dniu imprezy doszło do…, właśnie, do incydentalnego wybryku, czy bandyckiego zdziczenia w stylu stadionowych kiboli? Po załadowaniu się do autobusu przy kampusie, ok. 3:30 rano w czwartek, kierowca nie mógł zamknąć drzwi, ponieważ zbyt blisko nich stojący pijani pasażerowie, spowodowali niezadziałanie czujników powodujących zamknięcie. Kierowca wysiadłszy i sprawdziwszy powód zwrócił uwagę młodzieży, aby odsunęła się od drzwi na tyle, żeby czujniki zadziałały. W odpowiedzi, został dotkliwie pobity.

Autobus został zdemolowany przez rozsierdzoną młodzież. Powyrywane zostały lampy, szyberdachy, lustra, zniszczona została tablica rejestracyjna a bok autobusu pomalowano. Masę puszek po piwie i innych śmieci pozostawili po sobie w autobusie imprezowicze.

Samorząd studencki umywa ręce, bo przecież „Nie można mówić, że zrobili to studenci.  Na Piastonaliach bawi się całe Opole, oraz ludzie spoza niego. Poza tym nie mamy możliwości pilnowania porządku w autobusach” – stwierdza przedstawicielka samorządu. Niby nie można mówić, ze to studenci, ale czy można mówić, ze studenci na pewno nie? Śmiem wątpić, studenci to „zgrane – swoje” towarzystwo. Czy to nie dziwne, że organizatorzy meczów nie mają możliwości pilnowania porządku „przed i po” stadionach, a organizatorzy imprez po imprezie? Dziwne tym bardziej, że i jedni i drudzy ochoczo wyciągają ręce po: a to zorganizowanie eskorty z dworca na stadion, a to darmowy autobus miejski, itp. Oczywiście wyciągają ręce po te „fanty” ale wraz z odpowiedzialnością za nie, ofiarodawców. Czyli: „Udostępcie nam autobus za darmo, ale zarazem zapewnijcie bezpieczeństwo, np. kierowcy”.

Nie wierzycie? Otóż po tym incydencie MZK w Opolu postanowił nie wstrzymywać kursowania dodatkowej, bezpłatnej linii w czasie Piastonaliów:Dzięki policji, która poszła nam na rękę i zapewniła eskortę autobusów” – twierdzi rzecznik prasowy MZK. A kto zapłaci za zniszczony autobus i za dodatkową ochronę policji? Oczywiście Urząd Miasta Opola. Czyli… podatnicy. Czyli my!

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że autobus zdemolowali m.in. studenci. Zresztą wielu studentów też jest tego zdania. Ale z czego to wynika? Bandycka subkultura szerzy się jak zaraza zakażając już nie tylko grupy młodzieży z biednych czy patologicznych rodzin, albo młodzieży mniej inteligentnej. I to jest przerażające. Kilka lat temu jakiś student z Łodzi bestialsko zamordował taksówkarza i wszyscy się dziwili, bo to student przecież. Parę lat później, również w Łodzi, studencka młodzież „beztrosko bawiła się na Juwenaliach”, wredna policja potraktowała ich jak bandytów, a to przecież grzeczni i mądrzy ludzie byli – studenci, a nie byle jaka tam młodzież.

Coś mi tu nie gra. Albo „wykształcenie” zdobywa coraz większy prymityw, co świadczy o jakości naszej edukacji (jakość zastąpiono ilością), albo bandytyzm staje się kulturalno-obyczajową normą młodego pokolenia. Albo jedno i drugie. Skąd więc wylewanie krokodylich łez nad zamykanymi stadionami, faszyzującymi żałobnikami, czy plan zniesienia przepisu zakazującego obrażanie konstytucyjnych organów państwa? Ano, skoro coś jest normą, obowiązującą coraz szersze kręgi społeczeństwa, to warto puścić do nich oko, przecież to wyborcy. Zamiast więc zwalczać, lepiej opłaca się popierać.   

andy lighter

„Chopin. New Romantic”, czy debili jazda bez trzymanki?

Sporo szumu zrobiło się wokół komiksu o Chopinie, którego dystrybucję zupełnie przypadkowo udało się wstrzymać. Komiksu firmowanego przez polskie MSZ, opatrzonego godłem Rzeczpospolitej i mającego na celu promowanie muzyki Chopina w Niemczech. A ściśle rzecz biorąc wśród niemieckich dzieci i niemieckiej młodzieży. Z tego jednak, co udało mi się wychwycić z doniesień medialnych na temat tego „dzieła” wynika, że twórcy komiksu są kompletnie niezdolni do wyczucia proporcji między formą a treścią, a właściwie formą a celem publikowanych treści.

Nie jestem żadnym znawcą kultury, ani sztuki, chociaż kocham muzykę (również Chopina), jednak zupełnie nie rozumiem pewnego przyzwolenia na dowolność formy w każdej właściwie dziedzinie. Zupełnie nie rozumiem jak można przekazać szlachetną, wrażliwą zawartość, za pomocą prymitywnej, wulgarnej treści. Twórcy sprawiają wrażenie jakby pracowali na ekstremalnym haju, naćpani o milimetry od „złotego strzału”. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zapewne naćpani nie byli, ale ich mentalność jest naćpana kompletnie.

Oczywiście rozumiem potrzebę używania nowych, współczesnych form wyrazu z zamiarem trafienia do młodego pokolenia. Jednakże taka potrzeba nie oznacza, nie może oznaczać, kompletnej wolnej amerykanki co do treści tych przekazów. Nie można tłumaczyć wulgarnego języka tym, że takiego języka używa młode pokolenie. Tak przynajmniej starał się „usprawiedliwić” w pewnym sensie twórców, Jan Wróbel, dziennikarz i wychowawca młodzieży, które to „tłumaczenie” wprawiło mnie w kompletne zdumienie. Idąc bowiem tym tropem, tępienie dopalaczy, a nawet narkomanii, czy picia alkoholu, to przeżytek. Wszak młodzież tego używa. Forma przekazu, oprócz dopasowania się do współczesnego języka i wrażliwości młodzieży, ma ją również kształtować. A przynajmniej próbować kształtować.

Same zresztą dopasowanie się twórców komiksu „Chopin. New Romantic” do języka współczesnej młodzieży jest daleko idącym, naciągniętym jak guma od majtek, argumentem. „J***ny cweloholokaust”, „efekt koniowalenia”, czy inne „ch*je” to raczej język spod celi więziennej, zakładu poprawczego, czy slangu miejskiej dzielnicy zamieszkałej przez margines społeczny, niż język dzieci ze szkół podstawowych, do których komiks miał trafić. Zresztą akcja jednego z opowiadań toczy się w więzieniu, gdzie ma wystąpić artysta podobny do Chopina. Czyżby więc autor przyzwyczajał dzieciaków do „przyszłego życia”? To, że dzieciaki „kurwują”, zresztą tak jak ja w ich wieku, to nie znaczy, że treści do nich adresowane mają zawierać wulgaryzmy. Wkrótce bowiem, ktoś „pójdzie po rozum do głowy” i zacznie „kurwić” na stronach podręcznika do historii.

 „To nieortodoksyjne, a czasami idące wręcz pod prąd i prowokacyjne podejście do postaci Fryderyka Chopina kreuje nie tylko zupełnie inny obraz słynnego Polaka, ale pokazuje także swobodę i siłę komiksowego medium”. – opisuje „dzieło” wydawca, „Kultura gniewu”. Swobodę i się komiksu, to to dzieło rzeczywiście zapewne pokazuje, ale czy w kulturze ma chodzić o „zupełnie inny obraz słynnego…”? Ciekawe.

Już widzę oczami wyobraźni komiks propagujący wiarę katolicką wśród młodzieży z tekstami typu: „ Jezus jest cool! J***ny, potrafi nas porwać, pierd***ć wszystko inne, bo Jezus, ten k***a gość nas kręci!” itd., itp. Prawda, że coś tu nie gra?

Inną sprawą jest „wstępna akceptacja” komiksu przez MSZ i zapłata po „wstępnej akceptacji” prawie trzydziestu tysięcy Euro. Ciekawe na czym ta akceptacja polegała? Na przedstawieniu projektu tytułu? Na ocenie szkicu okładki? Ciekawy jestem ile takich gniotów sponsorowanych przez MSZ już ujrzało światło dzienne, bo to, że MSZ nie czyta tego, na co wydaje pieniądze, nie ulega wątpliwości, skoro urzędnicy sami przyznają, że wstrzymanie publikacji komiksu o Chopinie to czysty przypadek.

Fajnie. Promujmy się dalej. W końcu kulturę więzienną (np.) tez można (trzeba?) promować. Szkoda tylko, że za moje pieniądze, z nie za pieniądze złodziei, morderców i gwałcicieli.   

andy lighter