Policja znów spaprała robotę?

Kilkanaście godzin trwała akcja policji, w tym antyterrorystów, mająca być próbą ujęcia domniemanego mordercy. Jak dla mnie, to kolejna plama na honorze policji.

Jeśli kilkudziesięciu (ponad setka?) policjantów, w tym cała masa antyterrorystów, stoi i czeka na to, co zrobi zabójca, mający w mieszkaniu młodą dziewczynę i dwa psy, to oznacza, że to jest chore. Ile by czekali, gdyby bandziorów było trzech i piątka dzieci? Tydzień? Miesiąc? Pół roku?

Żałosne są tłumaczenia rzecznika prasowego policji tłumaczącego, że zadaniem policjantów jest dołożenie wszelkich starań, aby nikt nie zginął. Zadaniem policji, moim zdaniem było to, żeby nie zginęła ta dziewczyna, bez względu na to, czy mordercy sprzyjała, czy nie. Żeby ją ocalić można było, a być może trzeba, zabić bandytę. Przy dzisiejszych możliwościach technologicznych, technicznych służb specjalnych (antyterrorystów), to wcale nie było trudne.

Miała dopiero 17 lat i mogła albo być przez niego indoktrynowana, albo nim zafascynowana, albo była ofiarą syndromu sztokholmskiego. Tymczasem bezczynność policjantów sprawiła, że nie mamy ani mordercy, ani dziewczyny.

Ma rację (moim zdaniem) gen. Polko, który krytykuje działania policji tej sprawie. Jeden, nie najgroźniejszy przecież bandyta spowodował „zamknięcie” sparaliżowanie „połowy” miasta, podczas gdy naprzeciwko niego stanęła armia uzbrojonych po zęby antyterrorystów. Dyby to nie było takie smutne, byłoby śmieszne, że boki zrywać.

Już mi się nawet nie chce przypominać „Magdalenki”, bo to dawno, ale prze rokiem Rutkowski przed kamerami niemal, na żywo obnażył amatorszczyznę, brak koordynacji, niezdecydowanie i opieszałość naszej policji, przy okazji sprawy zabójstwa małej Madzi.

Jak widać, przez ten rok policja niczego się nie nauczyła. Nie posunęła się do przodu ani o milimetr. Ma rację Paweł Kukiz (policja to jego konik i się na tym zna – miałem kiedyś okazję się o tym przekonać na tym blogu). Za dużo biurokratów jest w naszej policji, za mało policjantów-fachowców. Przerost administracji mundurowej (ja bym to nazwał „kadrą dowódczą”) nad pozostałą kadrą jest porażający. W Komendzie Głównej Policji, za czasów Gmułki, czyli w głębokiej, represyjnej komunie pracowało ok. 500 osób. Dziś jest to kilka tysięcy ludzi. A czy to skutkuje? Papierkami, sprawozdaniami, zatorami decyzyjnymi, rozmywaniem odpowiedzialności, itd.

I wtedy mamy taki Sanok: jeden bandyta w mieszkaniu i sterroryzowane pól miasta. Ludzie, za co my płacimy podatki? Ile kosztowała ta „akcja” policji, która ograniczała się do stania armii na korytarzu i czekaniu na poddanie się trupa (być może już nie żył, kiedy tam przyszli), ilu ludzi poza policją było zaangażowane w tę akcję akcji, kto zapłaci miastu, itd., itd., itd.

To wygląda jak jakiś ponury żart. Armia „wojowników” i jeden bandyta ze wspólniczką, lub zakładniczką.

Widziałem w tivi filmiki z tej „akcji” antyterrorystów. I był tam fragment, jak jeden antyterrorysta „przełazi” przez płot. Jezu Chryste! Jak on tak przełaził przez ten płot, to ja się wcale nie dziwę, że ta cała „akcja” była taka, jaka była. Oczywiście rozumiem, że ciężkie, sztywne „ubranie”, ale na miły Bóg – to są najlepsi z najlepszych. Komandosi policyjni. Nawet z pięćdziesięcioma kilami na plecach, powinien przesadzić ten płot jak ja jakąś „metrówkę” na działce. Widziałem potem ten fragmencik w Internecie, na tvn24.pl – samą końcówkę przełażenia, resztę „wycięli”.

Ile jeszcze razy będziemy musieli wybaczać policji takich partactw? Ile pieniędzy na policję okaże się utopionych w błocie? Bo pchanie do nich coraz to większą pieniędzy mija się z celem, skoro nie przekładają się ona na lepszą pracę.

Niewiele jeszcze wiemy, ale ja się nie zdziwię, jak policja będzie nas opornie informować. Podobnie było rok temu z Madzią. I nie mieli sobie policjanci nic do zarzucenia wtedy, więc teraz… będzie podobnie. Zapewne.

andy lighter

Stadionowy cyrk

To, co się ostatnio dzieje w związku z odwołaniem meczu o Superpuchar Polski na Stadionie Narodowym, wywołuje u mnie naprzemian odruchy wymiotne i pukanie się w czoło. Do jednego worka wrzucona została kwestia odbioru technicznego stadionu i kwestia meczu pucharowego.

W rozmowie dziennikarza z byłym już prezesem Narodowego Centrum Sportu Rafałem Kaplerem usłyszałem to, co od dobrych kilku dni chodziło mi po głowie. Jest dla mnie jasne, że media i politycy, jak to zresztą mają w zwyczaju, odwrócli kota ogonem i wylewają cysterny pomyj na budowniczych stadionu. Za to, że stadion został wadliwie zbudowany. To nieprawda! Stadion jest piękny, zbudowany (prawdopodobnie) prawidłowo, zgodnie ze sztuką.

Przy okazji meczu, nie obyło się bez kilku idiotycznych wpadek, spowodowanych jeszcze bardziej idiotycznymi decyzjami. Np. decyzją o rozegraniu meczu o Superpuchar Polski w dniu 11. lutego. Trzeba być naprawdę skończonym baranem, aby wyznaczyć taki termin meczu. Chociaż w naszych władzach piłkarskich wszelakich, to akurat nie dziwi, przecież to są mistrzowie „radosnej twórczości”. Ma oczywistą rację były minister Drzewiecki, stwierdzając, że jeśli zima oszczędziła nas w grudniu, to zaznaczy swoją obecność później. Powiem więcej, zawsze jest w Polsce tak, że bez względu na to, czy zima jest łaskawa, czy mroźna, swoje apogeum przechodzi w styczniu i lutym właśnie.

Jedyne co spowodowało owo ustalenie terminu, to niebotyczne pieniądze, jak się okazało niepotrzebnie, wyrzucono w błoto, a właściwie w murawę, która, co oczywiste, nie chciała rosnąć. Oszczędzono kibicom, na bank żałosnego widowiska, no bo jak można „normalnie” grać w piłkę w temperaturze minus kilkanaście stopni?

Wracając do stadionu jednak, jego odbioru i odwrócenia kota ogonem. Kto ma problem ze stadionem, budowniczowie, organizatorzy widowiska, czy Policja? Oczywiście, że Policja!!! Od jakiegoś czasu widzę Policję, która stara się jak może zaznaczyć swoją doskonałą pracę i nic nie umyka jej znakomitym działaniom i rzetelnie wykonywanym obowiązkom. Nie podpisali więc odbioru z powodu braku łączności na najniższym poziomie.  Tutaj przykład ze strażakami przytoczony przez Kaplera jest doskonały, cisnął się na światło dzienne od początku kłopotów policyjnych z łącznością.

Oto strażacy, wezwani do pożaru jakiegoś wieżowca stwierdzają: „Ten budynek nie nadaje się do gaszenia pożaru, bo nasze drabiny nie dosięgają tak wysoko. Został źle zbudowany”. Przecież to są jaja na pogrzebie! „To sobie kupcie kurwa dłuższe drabiny!”. Analogicznie jest z policją: „To sobie kupcie lepsze środki łączności!”. Że co? Że nie mają pieniędzy? A co to obchodzi budowlańca, że spytam? Wyszło więc na to, że nikt nie zająknie się nawet o wyposażeniu Policji, bo po co? Przecież mamy winnego!

Osobną sprawą są nagrody dla władz NCP. 570 tys. złotych dla prezesa Keplera to moim zdaniem cokolwiek za dużo, jednak ktoś taki kontrakt stworzył, ktoś podpisał i tym kimś, jak wiemy, nie była min. Mucha. A umów w końcu dotrzymywać trzeba. O pomstę do nieba woja tutaj krzyk posłów PiS-u, których guru, Lech Kaczyński przyjął na szefa swojej kancelarii człowieka, który przechodząc do niego z Orlenu wziął za to odejście coś koło 2 mln złotych.

Min. Mucha za to, że mecz na Narodowym się nie odbył, musiała przebiec stadion dookoła. Okazuje się, że przebiegła go za brak dobrego wyposażenia Policji. Może pan Komendant Główny, po ujawnieniu rzeczywistych przyczyn odwołania meczu, jako człowiek honoru powinien przebiec stadion dookoła trzy razy z min. Muchą na plecach? Zawsze później mógłby się domagać od innych ludzi honoru, czy to min. Spraw Wewnętrznych, czy to Rostowskiego, czy jeszcze kogoś innego, miejsca na plecach podczas ich pątniczych kółek dookoła stadionu.

A swoją drogą, pasjonowanie się polską piłka nożną budzi u mnie… uśmiech politowania. Jak można pasjonować się grą „zawodowych amatorów”?    

andy lighter

Aneks do „Magda, Rutkowski i służby kryminalne”

Jak już wielokrotnie przedstawiałem to w artykule, do którego jest owo cdn., Rutkowski z mojej bajki nie jest. Zdyskredytowałem jednak, za pomocą jego działań (bo one posłużyły mi jako świetne narzędzia do tej dyskredytacji) działania służb państwowych: policji, prokuratury, mediów (tu akurat niepaństwowych).

I komu tu wierzyć, w obliczu kolejnej konferencji Rutkowskiego, tym razem z bohaterami dramatu. Oczywiste jest, że chciałoby się wierzyć państwu. Ale…

Dowiadujemy się, że policjanci wykonali eksperyment i okazuje się, że matka nie mogła być w miejscach o których mówiła, logowanie komórki temu przeczy.  Parę godzin później słyszymy, że matka miała półtorej godziny na „wykonanie drogi” tam i z powrotem i mogła to zrobić spokojnie, bo czas minimalny to ok. czterdziestu paru minut. Coś się nie zgadza, nie wspólgra w dochodzeniu państwowych służb.

Prokuratura wysyła wniosek do aresztu, o złym stanie psychicznym podejrzanej i o potrzebie szczególnej uwagi, a służba więzienna (czy ja oni się tam nazywają w aresztach) umieszcza ją w celi bez monitoringu. Znów coś się nie zgadza, nie współgra w relacjach służb.

Rodzina zaprzecza słowom, zapewnieniom Komendanta Głównego Policji, jakoby funkcjonariusze chcieli być obecni w domu rodzinnym, gdzi odbywała się cała sprawa. Jestem akurat pewien, że rodzina nie kłamie, ponieważ komendant nie powiedział tego wprost, tylko wyciągnęła to od niego…, wydusiła, moja „ulubiona” Pochanke. Znów coś się nie zgadza, nie współgra.

Jasne jest dla mnie, że Rutkowski ma parcie na szkło, reklamę robi, chce „załatwić” odebranie licencji w oczach opinii publicznej. Jasne, że korzysta z plusów u rodziny Bartka, ojca Magdy i załatwia swoje sprawy, jest to obrzydliwe i godne potępienia. Absolutnie gardzę takim gwiazdorstwem. Jasne jest jednak dla mnie też, że ma rację sygnalizując „zapaść” policji, kompletnie… nie wiem czy nieuzasadnione, ale zbyt częste i zbyt jakieś… niezrozumiale roszady, przeniesienia, brak komunikacji i synchronizacji, itp., itd., w służbach państwowych pt. policja – prokuratura – pokrewne (np. służba więzienna).

Chyba nikt o rozsądnych zmysłach nie powie dzisiaj, że w tej konkretnej sprawie, Rutkowski jest „chcę być w »Pudelku«, jestem celebry tą”, a policja „Robimy wszystko ja trzeba, tylko się nie chwalimy”. Rutkowski wali prosto z mostu, mówi co ma do powiedzenia, obojętnie czy sobie to przedtem przygotował na kartce i wykuł, czy nie. Policja i prokuraturta…, mijają się, czasem zaprzeczają, czasem korzystają z podpowiedzi dziennikarzy, żeby się uwiarygodnić, czasem kłamią. Najczęściej jakiś rozmówca mówi co innego niż rozmówca z tej samej, lub współzależnej (lub współpracującej) służby dziesięć minut wcześniej – nie uzgodnili.

Rutkowski może mieć rację: nasza policja jest w zapaści. Przypadkiem tak jak wojsko (wojsko to moja własna „konfabulacja” – oczywiście). I inne służby mundurowe, które więźnia w szczególnie trudnym stanie psychicznym, jakby nigdy nic, wsadzają do zwykłej celi.

Tylko kilka „niewspółgrań” i „niezgadzań” przytoczyłem, a było ich znacznie więcej. Komu więc wierzyć: Rutkowskiemu – szui, który ma parcie na szkło, ale wali argumenty bez zająknięcia, wspierany przez rodzinę Madzi, czy służbom, którym się wszystko nie zgadza i w których każdy mówi co innego?

Oceńcie sami. Moim skromnym zdaniem coś się nie zgadza, coś nie współgra.

A już tak całkiem na marginesie: media mają pretensje do Rutkowskiego, że robi sobie show. Jestem tego samego zdania, ale…

Ten facet (z mediów przecież) za plecami matki Bartka, w ciągu kilkunastu sekund wymienił obiektyw ze zwykłego, na cztery razy większy, żeby…  dobrze, szczegółowo uchwycić profil Bartka W.

Himalaje hipokryzji, czy… to nie my, to Rutkowski.

andy lighter

Magda, Rutkowski i służby kryminalne

Miałem napisać tekst na temat możliwych scenariuszy dotyczących półrocznej Magdzi w obliczu nowych okoliczności. Dostrzegam bowiem parę możliwości: wypadek, zabójstwo, a nawet, choć Rutkowski to wyklucza, sprzedaż dziecka. Miałem, ale zmieniłem zdanie po opisaniu owych scenariuszu i zajęciu się służbami powołanymi do wykrywania i ścigania przestępstw. Wyszedł bowiem z tego całkiem spory kawałek.

Krzysztof Rutkowski

Sypią się zewsząd, tzn. z mediów, od psychologów i policjantów, gromy na głowę Krzysztofa Rutkowskiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że jego zasługą jest „nowe otwarcie”. I mimo wytykanych mu błędów, jego działanie okazało się, już na teraz, choć sprawa dopiero się zaczyna od nowa, bezcenne. Nie dziwi mnie jego euforia po odnalezieniu zwłok, które nie okazały się zwłokami, tylko kurtką. Nie dziwi, bo to miejsce wskazała kobieta i kurtka, co prawda, ale coś tam było. Skąd wiedziała? Czyja to kurtka? Tego jeszcze nie wiemy. Ale mało wiemy, choć czas leci. Kręcą też nosem na nagrywanie przez Rutkowskiego rozmowy z mamą Magdy. Zupełnie jednak nie wspominają o tym (choć wiedzą), że biuro detektywistyczne może nagrywać, podsłuchiwać, itp. Bez zgody sądu, w przeciwieństwie do policji.  

Za to, działania policji i prokuratury, wołają o pomstę do nieba:

 – Czwartek, późnym wieczorem. Rutkowski przekazuje policji informację wypadku i przyznaniu się matki do ukrycia zwłok.

 – Na miejscu odnalezienia domniemanych zwłok zjawiają się policjanci (ok. 23:30). Nie sprawdzają „pakunku”, muszą czekać na „grupę śledczych”.

– Między 2:00, a 3:00 (a więc około trzech godzin po powzięciu absolutnie najważniejszej informacji), zjawia się ekipa śledczych. Okazuje się, że to kurtka i że trzeba będzie przeszukać cały teren, m.in. przy użyciu psa od wyszukiwania zwłok i geooradaru. Rozpoczęcie poszukiwań ma rozpocząć się rano, kiedy tylko będzie dostatecznie jasno. Wstępne przeszukanie przez psa nie przynosi oczekiwanego efektu.

– 8:30, policjanci są już na miejscu i rozpoczynają przeszukiwanie terenu. Zupełnie jasno jest już od godziny (!!!), pewnie czekali na jakiegoś dowódcę. Policjantów przeszukujących jest dwudziestu.

– Puszczono psa, wyszkolonego do odnajdywania zwłok o 11:30. Policjanci nic nie znaleźli. Geooradaru jeszcze nie ma (ok. siedmiu godzin wcześniej można było podjąć decyzję i działania, w celu jego sprowadzenia do sprawdzenia wskazanego miejsca w parku w Sosnowcu).

– Jest georadar (!!!) O 12:30 (!!!), a więc po ok. dziesięciu godzinach, po (możliwej) decyzji o potrzebie użycia tego urządzenia.

Za ok. trzy i pół godziny zapadnie zmierzch, prawdopodobnie nic w tym miejscu znalezione nie będzie i trzeba będzie szukać w innym miejscu. Ale nie dzisiaj! Pięć godzin georadar… nie zadziałał, z powodu nieobecności oczywiście. Ciekawe, czy na fajrant wywiozą go do Warszawy i sprowadza jutro na 12:30? Przypadkiem by mnie to nie zdziwiło.

Żenujące jest to, co oglądamy od wielu dni w telewizji, niemal na okrągło, na żywo. Żenujące jeśli chodzi o pracę służb państwowych, zaangażowanych w sprawę.

Kojarzy mi się to z taką reklamą, która chodzi ostatnio w telewizji, jak to topielec mówi do ratownika, który przerywa jedzenie „Gorącego kubka”, czy czegoś takiego, żeby go ratować, a topielec:

– Pan je! Pan spokojnie je! Ja poczekam. Ja mam czas!  

Pointa tej reklamy chyba spodobałaby się policji i prokuratorze, znaczy się instytucjom państwowym: „Śwat kocha, świat poczeka!”. No…, może trochę zmodyfikowana pointa: „Świat potrzebuje, świat poczeka – łaski nie robi!”.

To co, kochane służby od przestępczości? Kiedy jakiś proteście o podwyżki? Bo przecież się wam należy, tak ciężko i rzetelnie pracujecie. I w dodatku tyle lat, całe 15!

Cokolwiek by nie mówić, jakkolwiek oceniać pracę Krzysztofa Rutkowskiego, nie ulega wątpliwości, że jego firma pracuje metodycznie, logicznie, i co najważniejsze, praca jego ludzi przynosi rezultaty, szybkie rezultaty. Wykonali badania DNA, badania wariograficzne, wraz z wyciągnięciem wniosków z tych badań (albo z braku zgody na ich wykonanie) wynikającymi.  

Nie sposób też nie podzielać, przynajmniej w części, oceny pracy policji przez Rutkowskiego. Kuriozalnym jest fakt, że po poinformowaniu policji wojewódzkiej o podjęciu podejrzenia matki, jako sprawcy przestępstwa, nie został przez tę policję przesłuchany. Absolutnie też słuszne jest zwrócenie uwagi Rutkowskiego na koszty pracy policji, dodajmy, mało owocnej pracy. Im dłużej trwa praca policji, tym wyższe są te koszty, nasze koszty.

andy lighter

Co dalej z kibolami

Dziś w nocy zginął kibic żużlowy. W czasie „świętowania” zdobycia tytułu mistrza Polski przez Falubaz, pod koniec imprezy jeden z kibiców biegnąc i rozmawiając przez komórkę, wpadł wprost pod koła samochodu. Był to nieoznakowany radiowóz.

Kibice twierdzą, że policjanci nie udzielili poszkodowanemu pierwszej pomocy, a policjanci, ze nie mogli, bo kibice odciągali ich od rannego. Wściekłość pijanego tłumu narastała i policjanci bali się o własne życie. Dlaczego wierzę policjantom, a nie kibicom? Jak ktoś chce, niech zgaduje. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i kibice zranili dwie policjantki. To były zamieszki, w ruch poszły brukowe kostki, płyty, kamienie i co tam jeszcze. Dwie policjantki zostały ciężko ranne, w tym jedna po skopaniu jej twarzy przez pijane bydło. Straty materialne są ogromne. Kilkanaście zniszczonych radiowozów, zniszczone prywatne samochody, chodniki, ulice, powybijanych mnóstwo szyb. Bójcie się Zielonogórzanie. Bandyci, złodzieje i sprawcy awantur domowych, przeżywają swoje pięć minut, bo policja jest niewydolna, przynajmniej „przez chwilę”, dzięki kibicom.

Nie może nie powrócić wspomnienie o zamieszkach w Słupsku, po meczu koszykarskim. Policjant machając pałą, aby unieszkodliwić wściekły tłum zabił trzynastolatka, który w szale ucieczki nadział się na słupek. Świetny glina, „sprawca”, czyli (moim zdaniem) kozioł ofiarny, trafił do kryminału (tych którzy chociaż trochę znają temat, nie muszę uświadamiać, jak wygląda życie gliniarza w pierdlu, i ma zrujnowane życie. Nie podniesie się już nigdy, to oczywiste, a on po prostu robił swoje i tyle. Albo aż tyle. Tymczasem włos z głowy nie spadł rodzicom tego dzieciaka, którzy są (byli), a raczej powinni być odpowiedzialni za to co robi, gdzie jest i z kim, ich pociecha. Nic też, z tego co pamiętam, a przynajmniej nic znaczącego, nie spotkało dziennikarzy miejscowego radia, którzy skrupulatnie relacjonowali przebieg zamieszek, napędzając, rozkręcając, i zachęcając, oczywiście między wierszami, miejscową młodzież (i nie tylko), do przyłączenia się „do walki”. Skrupulatne opisywanie miejsca, przebiegu akcji, itp. można było tak właśnie odczytać.

Prezes Kaczyński, co mnie przyznaję zdziwiło, nie chce komentować sprawy, uznając, że był to nieszczęśliwy wypadek. Ale ciekawy jestem reakcji kandydata na posła PiS, „Obrońcy Praw Kibica”, a także reakcji kiboli, którzy ustawiają właściwie całą kampanię wyborczą premiera Tuska. Czy nie zechcą z determinacją zamienić hasło: „Tusk matole, twój rząd obalą kibole”, w czyn? Jest to bardzo możliwe, chyba żeby rzeczywiście zaczęli myśleć. A powinni, bo pomimo ruchów Kempy, czy Wiplera, prezes Kaczyński coraz bardziej zdecydowanie się od nich odcina. Ten wypadek to nie pierwsze ostre słowa dezaprobaty i zapowiedź niecackania się z kibolami, wypowiedziane przez Kaczyńskiego. Nie mają przyjaciół w politykach, choć tak bardzo chcieli zaprzyjaźnić się z Kaczystami. A może kibice pójdą po rozum do głowy i zajarzą, że nie po drodze im z kibolami? Że inaczej się nie da, tylko drastycznie i boleśnie?

Swoją drogą, jak niewiele trzeba, żeby z kibica przeistoczyć się w kibola. Jak „chętnia”, łatwo kibic staje się kibolem.

Zobaczymy, jaka będzie reakcja kibiców.

andy lighter

Psy! Możecie mi skoczyć… !

 W mieście „K” gliniarze „zatrzymali” pewnego dupka. Dokonał rozboju, zadymiał, bił, krzyczał, ale przede wszystkim bali się go na dzielnicy, bo „dokopał psom”. Palant jest skończony, bandyta, a przede wszystkim szkodnik kompletny. Zna go pół miasta, bo drugie pół go nie zna, nie mając niż wspólnego z tamtymi „terenami”.

Było tak: w dzielnicy, gdzie właściwie żaden „normalny” człowiek nie zagląda, był sobie jeden facecik. Palant był, że szkoda słów, a w dodatku jeszcze lepszy świr. Kartotekę miał taką, jak stara sąsiadka obwód w udzie – przepastną. Oto kilka dni temu ostro zadymił, przyjechała policja na interwencję. I się zaczęło. Okazało się, że ten sam oprych kilka miesięcy temu „dokopał dwóm gliniarzom”. Owi gliniarze, parę miesięcy temu oskarżeni byli o przekroczenie uprawnień i skazani za „ niewłaściwe zatrzymanie podejrzanego” – tego właśnie bandyckiego dupka.  Po telefonie przyjechali na interwencję, do „dzielnicowej mordowni”, facet się rzucał, nie pokazał dokumentów, więc wsadzili go do suki i przewieźli kilkaset metrów dalej, żeby wylegitymować „z dala od kolegów”, i byćmoże (tego nikt nie wie oprócz „poszkodowanego”), przekroczyli nswoje uprawnienia.

Sąd, na wniosek „poszkodowanego” skazał policjantów na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Drugi sąd podobnie. I ten, którego zatrzymali w mieście „K” dupek, to ten sam facet, który zrujnował życie dwóch gliniarzy, dobrych gliniarzy z miasta „K” sprzed kilku miesięcy: Załatwię was jak Dziubę i Zająca!”, (to są nazwiska ludzi, którzy stracili wszystko – tych dwóch gliniarzy). Facet najzwyczajniej w świecie gra policji (i nam – bo to skończony palant), na nosie. I nic go nie rusza.

I poczytałem sobie parę komentarzy pod tekstem, który tego dotyczył. Jeden mnie zastanowił. Miasto „K” nie jest takie znowu duże, ale na tyle, ze są dwie instancje. I jest tam sąd, i nawet drugiej instancji skazał policjantów. I podobnie jak niektórzy komentatorzy, zastanawiam się co będzie, jak sędzia, który skazał policjantów za „przekroczenie uprawnień” teraz będzie… sądził znów, tego samego „chłopczyka”. Co będze jak prokuratorowi, który niedawno oskarżał policjantów, przyjdzie teraz oskarżać to ścierwo? Co będzie, kiedy adwokat będzie bronił dziś tych, których „wczoraj” oskarżał”? broniąc szmaciarza? Wiem co będzie – nic! Oni składają litery w kartkach papieru i robią zawody, który „ładniej mówi”.

Teraz prywata: przeczytałem komentarz, pod którym zdecydowanie się chciałbym podpisać: Kiedyś chodziła w mieście taka taka fama: „Prokurator dostał »liścia« od oskarżonego w swoim gabinecie, sam na sam. Oskarżony wyszedł na wolność nazajutrz.

Nie wiadomo czy to prawda, ale „fam chodziła”, może…

I tak się zastanawiam: po co ci policjanci dwoją się i troją? A „sąd” i tak ich wypuści. Tak jak katów Jerzego Rybińskiego, bo przecież nie mogą mataczyć, a zabić… no… sąd ma nadzieję, że nie… zabiją. Pojechałbym autobusem i „puścił liścia” temu dupkowi, bo to świr jest, a miasto „K” to moje miasto. Ale tylu jest „prawych i sprawiedliwych” w moim mieście, dlaczego oni (one – moherowe) tego nie zrobią. To jest śmieszne. Przyszedłbym, warknął… Nie chce mi się, bo mnie to śmieszy. Policjanci w moim mieście są zbulwersowani, bo stracili dwóch dobrych gliniarzy, a teraz facet krzyczy na pól miasta, że skopał psy i skopie następnych.

Gdybym był gliniarzem, to pod jednym warunkiem: „byłbym Brudnym Harym”. Zabijałbym jak wściekłe lisy.

andy lighter