Urodzić! Sumienie (posłów) tak każe

Zgadzam się z opiniami tych, którzy spadek sondażowy Platformy Obywatelskiej, kładą na karb wyniku głosowania „aborcyjnego”, w większym stopniu niż wygłoszonego przez premiera Tuska „drugiego expose”.

Oto posłowie Platformy umówili się, że odrzucą obydwa projekty ustawy aborcyjnej, zarówno tej liberalizującej, Ruchu Palikota, jak i tej niezwykle restrykcyjne, Solidarnej Polski. Zarówno skrzydło liberalne, jak i skrzydło konserwatywne Platformy, miało wyrzec się swoich własnych chęci poparcia jednego z tych wniosków.

Na nieszczęście dla liberałów, projekt Palikota głosowany był jako pierwszy i oni dotrzymali umowy. Kiedy przyszło do głosowania nad projektem inkwizycyjnym Solidarnej Polski, konserwatyści, jak to zwykle konserwatyści – bardzo po katolicku, czyt. uczciwie, jak na katolika przystało, złamali umowę, nie głosując, wstrzymując się od głosu lub głosując za przesłaniem projektu legalizującego inkwizycję do dalszych prac w komisjach.

Rozgorzała dyskusja po tych głosowaniach, w której posłowie zasłaniali się własnym sumieniem. Dziwne to jednak sumienie, jeśli zważyć piłatowskie umycie rąk przez niegłosowanie, lub wstrzymanie się, czy chęć wprowadzenia „katolickiego szariatu” w kraju europejskim w XXI w.

Poza tym, obrońcy owego sumienia, godzącego się na bezwarunkowe skazywanie każdej kobiety na absolutny zakaz usuwania ciąży, bez względu na okoliczności, dyskutując posuwają się do kompletnego zniekształcania obrońców np. prawa obowiązującego obecnie. Twierdzą np., że kobiety będą mogły usuwać ciążę, jeśli dziecko miało by być niepełnosprawne. W projekcie Palikota rzeczywiście istnieje taka możliwość, ale w obecnym status quo jej nie ma. Przynajmniej nie ma jej w tak prostym przełożeniu, w jaki pokazują ją – straszą zwolennicy inkwizycji. Straszą do tego stopnia, że pokazują sytuację tak, jakby kobieta dowiadująca się iż dziecko będzie niepełnosprawne, na pewno usunie ciążę. Jest to oczywista nieprawda i wielkie, nieuczciwe oszustwo.Nie jestem człowiekiem, który w prosty sposób jest zwolennikiem aborcji skolko ugodno. Ale nie jestem też , jeszcze bardziej niż powyższego, za nieodpowiedzialnym nakazem rodzenia, „jeśli już się stało”, np. w wyniku gwałtu i nie tylko.

Jestem osobą niepełnosprawną od urodzenia i daję sobie o wiele większe prawo do głosu na ten temat, niż np. posłowi Godsonowi. Poseł Godson i inni jego konserwatywni koledzy nie doświadczyli po urodzeniu trafienia na durnych, niedouczonych lekarzy, ja doświadczyłem. Poseł Godson nie doświadczył sytuacji oczywistej niepełnosprawności i kompletnej ignorancji mimo tego, środowisk medycznych, społecznych, pomocowych itp. Może się to wydać nie do wiary, ale mimo, iż na skutek mojej niepełnosprawności moja matka dokonywała prawdziwych cudów, sama(!!!), aby umieścić mnie w „normalnym” żłobku, „normalnym” przedszkolu i wreszcie w „normalnej” szkole, co było dla niej największym wyzwaniem i sukcesem zarazem, lekarze bowiem, jacyś pracownicy socjalni i urzędnicy, moją edukację w takiej szkole absolutnie wykluczali.  Byłem bowiem niepełnosprawny, choć z urzędniczego punkt widzenia nikt mojej niepełnosprawności nie uznawał. Choćby w postaci renty, czy jakiejś pomocy socjalnej.

Dość powiedzieć, że grupę inwalidzką, trzecią, taką na aby aby, oczywiście żadna tam renta, po moich staraniach, przyznano mi w wieku dziewiętnastu lat. Bardziej po to, żebym znalazł zatrudnienie, niż z powodu troski o moją osobę.

I dlatego właśnie, wolałbym, żeby poseł Godson nie ograniczał swojego sumienia do momentu wywiezienia matki i niepełnosprawnego dziecka z sali porodowej, ale żeby rozciągnął swoje sumienie na okres późniejszy. Roku, pięciu lat, okresu edukacji i pracy.

Nie jest sztuką kazać matce urodzić dziecko. Sztuką jest je potem otoczyć opieką, leczyć, sprawić jego życie godnym. Godnym nie dlatego, że jego matka założy w internecie fundację i będzie zbierać środki na leczenie. Nie dlatego, że przypadkiem matka jest znajomą jakiegoś aktora, sportowca, dziennikarza, polityka, albo innego celebryty, którzy w znakomity sposób wspomogą matkę w ratowaniu dziecka. Albo nie dlatego, ze matka, czy ojciec takim celebry tą sama jest. Ale godnym dlatego, że taki będzie każdego urzędnika, z którym zetknie się matka z tym dzieckiem, każdego lekarza/szpitala, każdego oddziału PFRON, Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, Ośrodka Pomocy Społecznej, Kościoła, nauczyciela, pracodawcy,itd., itd. Dzisiaj tak nie jest panie pośle Godson!

Inną kwestią jest urodzenie, mimo niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia matki. Ziobrystów, PiS-owców i Godsona nie interesuje to, że urodzenie spowoduje nieodwracalne pogorszenie się zdrowia matki, czy jej śmierć. „pal licho” (z punktu widzenia tych wyżej wymienionych oczywiście), jeśli było by to „życie za życie”, a ściślej jedno życie za jedno życie. Gorzej jeśli matka ma już dzieci. I tu, ludzie tacy jak Godson, czy Cymański, zaczynaja kluczyć(!) Nigdy nie słyszałem odpowiedzi wprost, na taki problem. Nigdy nie słyszałem jakiejkolwiek odpowiedzi na taki problem.

Po drugim expose premiera Tuska (nie mam zamiaru go oceniać), opozycja nie zostawia na nim suchej nitki z jednego powodu. Otóż np. nawet w kwestii, z którą się zgadzają – wydłużenia urlopu macierzyńskiego, dyskredytują tę kwestię, ponieważ nie ma w tym temacie zmian systemowych, wspomagających dalszą pomoc państwa w procesie wychowania dziecka i zapewnieniu bezpieczeństwa. Chodzi o różne ulgi, dodatki, itp. Z logicznego punktu widzenia, można (jeśli zgodzimy się ze słusznością takich argumentów), można przyznać opozycji rację. Czyli nie tylko urodzić i pierwsze miesiące, ale też systemowe zmiany na ciąg dalszy wychowania.Ty bardziej jednak zasmuca i dziwi taka niekonsekwencja w myśleniu o aborcji. Nie ma zmian systemowych – nie szkodzi, rodzić trzeba mimo wszystko, bo tak nam nakazuje myślenie.

To nie sumienie. To głupota. To polityka – poparcie Kościoła, albo przynajmniej brak „gniewu” kościoła, a to może im ułatwić dalsze, polityczne życie. Przecież „nie drażnią lwa”.

Kilka dni temu minął rok od wygrania przez mnie konkursu na najlepszy artykuł, zorganizowany przez jeden z serwisów Dziennikarstwa Obywatelskiego. Wygrał tekst na temat pomocy niepełnosprawnym dzieciom, a właściwie jej braku:

http://interia360.pl/artykul/quot-nie-pomagam-quot,41324

andy lighter

Poza prawem, poza państwem

Osobny byt państwowy stworzony przez PiS, jest faktem od jakiegoś czasu. Od katastrofy smoleńskiej mamy też do czynienia ze stworzonym przez PiS osobnym bytem prawnym, a właściwie pozaprawnym.

I zaczynając od tego drugiego:

Politycy PiS-u nie poczuwają się do potrzeby przestrzegania prawa, które przecież nie jest ich prawem, tylko prawem Tuska. Oni mają swoje prawo, czy może bardziej listę przepisów i norm Tuska i Platformy (to nic, że w większości uchwalonych przez siebie i poprzedników przed laty), których przestrzegać nie zamierzają, bo uniemożliwia to im funkcjonowanie.

I tak, ich prawo pozwala na pozbawienie wolności posłów, rozbijanie namiotów w miejscach publicznych, przez brudnowłose fanki, niestosowanie się do zaleceń sił porządkowych, zabraniających np. przeskakiwanie przez barierki w miejscach publicznych, itd.

Dzisiaj, byliśmy świadkami kolejnej odsłony osobnego, pisowskiego bytu państwowego. To ich premier Polski, niebędący posłem, ani senatorem, w całym majestacie przysługującym szefowi rządu, a nawet parlamentu, na mównicy „zarezerwowanej” dla marszałka sejm, wygłasza opinie na temat „beznadziejnego – jak ekspercko (w końcu to premier!) wystąpienia jakiegoś polityka z poza PiS-u, który nieudolnie rządzi krajem. Na szczęście niepisowskim krajem, ale PiS stara się o to, żeby przejąć jego władzę i podbić niepisowskie państwo przez państwo PiS-u.

Jeździ jak wiadomo państwową służbową limuzyną, zapewne niedługo będzie latał vipowskimi samolotami, jak już Tusk sobie kupi, nie ma więc powodu, żeby rozmawiał z dziennikarzami np. w korytarzu sejmowym, jak prezydent Komorowski, czy premier Rostowski.

Ponieważ, jako się rzekło, PiS jest ponad prawem, fakt, że takie występowanie w nieswoim miejscu jest wysoce niemoralne, a chyba nawet niezgodne z prawem, albo sejmowymi regulaminami, nie ma tui najmniejszego znaczenia. Bo to prawo Tuska przecież, a nie ich.

Trudno się jednak dziwić w owe PiS-owskie oddzielne byty. Skoro nikt im tego, jeśli nie zabrania, to nie wytyka, nie zmusza do podporządkowania się rygorom prawnym i moralnym, to mamy to, co mamy, czyli drugą Polskę, w dużej mierze za państwowe pieniądze.

Jeśli jakiś złodziej w oczywisty sposób kradnie, wszyscy to widzą a ich jedyną reakcją jest najwyżej smutne pokręcenie głową, albo przekonanie, że tak naprawdę, to jego złodziejstwo większej szkody nie przynosi, to dziesięciu psychologów, dwudziestu księży i trzydziestu moralistów, nie będzie w stanie go od złodziejskiego procederu odwieźć.

Właśnie tak jest z PiS-em: tworzy osobne państwo, osobne normy prawne i moralne, a że nikt nie reaguje, nie ma szans na to, żeby przestało to robić.

Ciekawy jestem, kiedy pan premier Gliński zacznie wreszcie urzędować w gmachu Prezesa Urzędu Rady Ministrów? W końcu budynek jest na tyle duży, że znajdzie się tam miejsce i dla Tuska i dla Glińskiego

 

andy lighter

Emerytalna zadyma

Sam, na własne uszy słyszałem, bo z racji tego, że polityką interesuję się od ładnych paru lat, jak prezydent Lech Kaczyński mówił o tym, że Polacy powinni pracować dłużej.

Rzeczywiście mówiąc o Hitlerze, Jarosław Kaczyński zwracał się do Ruchu Palikota, bo patrzył nie przed siebie (na posłów PO), nie na premiera, na ławy rządowe (podejrzewam, że ma prawostronne skurcze mięśni szyi, kiedy stoi na mównicy), nie na SLD, z którego liderem wyszedł do związkowych zadymiarzy, więc…

Porównując więc Palikota (jego Ruch) do Hitlera, musiał wkurzyć posłów tej partii. I żadne jazgoty Kemp, Dornów i innych, twierdzących, że Palikot nie powinien w sejmie zasiadać. W najbliższych wyborach Dorn razem z Kempą dowiedzą się kto powinien, a kto nie, w sejmie zasiadać.

Marzę o tym (chociaż wiem, ze będę płakał, ale i tak marzę), aby PiS doszedł do władzy i aby PO przez długie lata do władzy nie wróciła. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: za dziesięć, dwanaście lat, to Kaczyński, może na spółkę z „agentem 007” Kłopotkiem(bo oni w koalicji zawsze się odnajdują) będzie podnosił wiek emerytalny. Będzie musiał!!! Byłbym zdziwiony, gdyby przez najbliższe 10, 15 lat PO, czy Ruch Palikota walczyli o władzę. Niechby PiS, na spółkę z SLD (i doczepką chorągiewkowego PSL-u), przełykali tę ustrojową, jak by nie było, żabę.

Solidaruchy (nigdy bym tak nie nazwał siebie i „moich kolegów” z roku ’80, ’81), zablokują wyjście posłów z sejmu. Gdybym był posłem, wyszedłbym i szedł przed siebie („Przepraszam, chcę przejść”). Jasne jest, że zostałbym dotkliwie pobity. Ciekawe, co by wtedy było? To, co wyczynia Silidarność jest ograniczeniem wolności. Przedstawiciele niecałego miliona ludzi (członków związku), narzucają wolę wybrańcom 37 milionów. To jest numer.

Blokujący – widziałem w telewizji, to w ogromnej liczbie starcy. Już na emeryturze, albo emeryci za pół roku. Działacze tak im mieszają w głowach, ze ci, skołowani, a poza tym i tak niekoniecznie rozgarnięci (takimi najłatwiej manipulować) wołają o „pracy do śmierci”.

Wczoraj na własne uszy słyszałem 55-latkę, oczywiście solidarnościowę przed sejmem, która z troską i pisowską zapalczywością zapewniała, że do 67. roku życia nie da rady pracować. Nie ma zielonego pojęcia, że będzie pracować o kilka miesięcy dłużej ponad sześćdziesiątkę, reforma bowiem jest rozciągnięta, bo związkowcy zadbali o to, aby ludzie się o tym nie dowiedzieli. Kobiety (szczególnie należące do związków) 59-letnie, SA przekonane, że będą pracować do 67.

Potężną w tym zasługa rządu, ale to już inny temat.

A Palikot? Palikot ma rację. Wszystko co powiedział, a potem powtórzył i rozwinął na konferencji prasowej, się zgadza. Lech Kaczyński, prezydent Polski, bez Jarosława, Lech był kompletnie bezradny. Każdy, kto obserwował w latach 2005 – 2010 scenę polityczną, musi to wiedzieć. No, chyba, że jest prawdziwym Polakiem . Znamienne są słowa w związku z telefonem prezydenta ze Smoleńska: „Lech Kaczyński nie rozstawał się ze swoim telefonem”. Ja w to wierzę, nie mógł, bo musiał słuchać instrukcji, w każdej sprawie. Instrukcji Jarosława rzecz jasna. On był liderem tego duetu. Zauważyliście, Że zawsze Lech był wysyłany „do pracy”? Jarosław pozostawał… w cieniu.

andy lighter

Znów „kościół” ponad prawem

O Polskiem wymiarze sprawiedliwości pisałem już tyle razy, że nie potrafię nawet w przybliżeniu podać liczby swoich tekstów na ten temat. Oczywiście wszystkie teksty pokazywały nierzetelność, bądź nieprofesjonalność, głupotę, tumiwisizm, rażące błędy wołające o pomstę do nieba, hipokryzję „funkcjonariuszy”, itp. wymiaru sprawiedliwości. Tym razem też nie może być inaczej.

Rzecz dotyczy zakonnicy, znęcającej się nad niepełnosprawną dziewiętnastoletnią pensjonariuszką Domu Pomocy Społecznej pod Augustowem. Nagrane przez postronną osobę zdarzenie pokazuje, jak owa Siostra Franciszkanka Rodziny Maryja, znęca się fizycznie nad mocno niepełnosprawną intelektualnie i fizycznie pensjonariuszką.

Zrzut ekranu z TVN24. Zatarte w celu „ochrony dóbr osobistych…”

Za swój czyn (z 2009. roku), już w drugiej instancji sąd uznał co prawda winę zakonnicy, ale ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu umorzył sprawę. Jeśli bicie dziecka, bo niepełnosprawną dziewiętnastolatkę można uznać za dziecko (w dodatku oddanego pod opiekę) polski wymiar sprawiedliwości uznaje za niską szkodliwość społeczną, to co jest wyższą szkodliwością? Może wyrok za obrazę ducha świętego? Albo przypalanie papierosem w postaci „ataku” komara?

Nie jestem zagorzałym przeciwnikiem orzekania niskiej szkodliwości społecznej czynu, jednak dziesiątki razy zetknąłem się z przykładami, pokazywanymi zresztą przez media, bezpardonowego, natychmiastowego odbierania dzieci rodzicom tylko i wyłącznie na podstawie donosów nieprzychylnego sąsiada. I to bez sądu (tzn. przed rozpoczęciem jakichkolwiek procedur sądowych). Czy przypadkiem znów nie mamy do czynienia z dowodem na nierówność wobec prawa. Co by było, gdyby owa kobieta nie nosiła habitu? Gniłaby w pierdlu jak dwa racy dwa, albo w najlepszym przypadku do końca życia nie zbliżyła by się do żadnego dziecka.

Tymczasem bogobojna siostra Rodziny Maryja, dostała „okres próby” jednego roku. Kuriozalne jest uzasadnienie wyroku: otóż siostrzyczka została usprawiedliwiona, czyli nasz cudowny wymiar sprawiedliwości wziął pod uwagę okoliczności łagodzące, które…, powinny „dobić, czyli na zawsze pozbawić tę kobietę możliwości pracy z niepełnosprawnymi (i nie tylko) ludźmi. Czyli uznano, że praca z takimi ludźmi jest trudna, siostra się zdenerwowała i jest w podeszłym wieku (67 lat).

Jeśli sześćdziesięciosiedmioletniej kobiecie ze względu na takie postępowanie nie odbiera się prawa pracy z ludźmi, to komu ma się te prawa odbierać, oprócz pedofili? Przecież osoba w wieku lat 30 lub 40 może się jeszcze czegoś nauczyć. Śmiem twierdzić, że osoba w wieku lat 67, która wypracowała sobie określone metody pracy zmienić już nic nie jest w stanie. To tak jakby 67-letniego alkoholika, za skatowanie żony, usprawiedliwić umarzając sprawę, rokiem próby w celu niepicia i dozgonnej małżeńskiej miłości.

Oczywiście sąd uznał też, że to był jednorazowy incydent, wszak jedna osoba i jeden raz nagrała nieszczęśliwe zdarzenia. Siostrzyczka miała pecha: raz w życiu się zdenerwowała i  podniosła rękę na inną osobę i tak się złożyło, że akurat jakiś „filmowiec” się napatoczył (sąd pierwszej instancji w ogóle nie dopuścił dowodu w postaci nagrania. To dopiero jest profesjonalizm naszych prawników. Pewno chodziło (chociaż nie jestem pewien) o nielegalność nagrania. „Filmowiec” przecież powinien zawołać: „Uwaga siostro! W czasie bicia proszę się obrócić w prawo, bo będę nagrywał!”.

Czy dożyjemy czasów, kiedy nasz wymiar sprawiedliwości naprawdę zejdzie na ziemię? Dzisiaj wydaje się, że sędziami, prokuratorami, czasem adwokatami, że komornikach, kuratorach itp. nie wspomnę, żyją w jakimś kompletnie innym, równoległym świecie. Gdzie indziej mieszkają, co innego jedzą, przemieszczają się innymi niż my ulicami, chodnikami, oglądają inne telewizje, czytają inne gazety, odwiedzają inne sklepy, leczą ich inni lerzarze…

 

andy lighter

Niezawisłość, czy „wara ode mnie!”?

Głośnym echem odbiła się (i nadal odbija) sprawa warszawskiego podpalacza samochodów, a ściślej rzecz biorąc uchylenie wobec niego tymczasowego aresztu.

„Sąd zdecydował, że nie zachodzi obawa matactwa a podejrzany nie stanowi zagrożenia”, czy jakoś tak podobnie to szło, z ust rzecznika warszawskiego sądu. A po kilku sekundach, z tych samych ust: „Sąd stosując środek zapobiegawczy, musi powiedzieć podejrzanemu, na jakich dowodach się opiera”. A ja, dureń myślałem, że jak musi powiedzieć, to może powiedzieć: „Bo jest świadek, który cie rozpoznał”.

Nie pierwszy to już raz, kiedy sędzia bez zmrużenia oka wali oskarżonemu, czy tam podejrzanemu, dane personalne (nawet z adresem, a co) tego, co przyczynił się do uziemienia go. Prokuratura może co prawda zarządać utajnienia tych danych, ale jakoś rzadko z tego korzysta. To taki durny szczegół, a że roboty kupa, kto by sobie tam pierdołami głowę zawracał. A potem…, a potem jest dorabianie filozofii, bo każdy „szanujący się” sędzia, czy inny prokurator nie przyzna się do błędu, czy „niezwrócenia uwagi” na taki, byle jaki szczególik, czyli do niedbalstwa.

I tylko się zastanawiam, po co ten cały cyrk z weneckim lustrem i innymi pierdołami na komendzie policji. Nie lepiej i uczciwiej postawić w jednej sali świadka a naprzeciwko kilku gości wraz z oprychem i poprosić go ładnie o wskazanie tego co trzeba?   

Sędzina, która owe dane ujawniła nie chce zabierać głosu publicznie. I właśnie: Wolno sądziemu! Ma do tego prawo! Sędzia jest niezawisły!!!  Niezawisły, czyli bezstronny w stosunku do uczestników postępowania. Niezawisły, czyli wewnętrznie niezależny. To tylko dwa z pięciu elementów niezawisłości (nie wiem, bo taki aż mądry nie jestem, ale przeczytałem w Wikipedii). A ja się tak zastanawiam, czy dwa elementy nie zostały naruszone. Pierwszy w szczególności, bo drugi, jak najbardziej może być „niezależny wewnętrznie” dla sędziego. Nikt we wnętrzu sędziego nie siedzi i nie wie, jakie to wnętrze jest. Wracając jednak do pierwszego elementu, samo tylko przekazanie podejrzanemu danych personalnych świadka już jest naruszeniem bezstronności, tak mi się przynajmniej wydaje.

Sędzia jest też nieusuwalny z urzędu. To znaczy, teoretycznie jest usuwalny, ale tylko przez orzeczenie sądu. Ale przyznam, nie słyszałem, żeby ktoś usunął sędziego z urzędu za idiotyczne a nawet podejrzane orzeczenia. Praktycznie rzecz biorąc, jest nietykalny.

Właściwie wszystko to ma ręce i nogi, ale tylko teoretycznie. Niezawisłość i nieusuwalność sędziego sprawiają, że ten czuje się kompletnie bezkarny. Ileż to razy słyszeliśmy o gwałcicielach, których nie zatrzymano do rozprawy i… gwałcili, czy niewinnych siedzących w aresztach po dwa lata, bo sąd tak postanowił… prewencyjnie. Jeśli wsadza się prewencyjnie (tymczasowo) potencjalnego recydywistę (np. na trzy miesiące), nie ma w tym nic złego, oczyści się go w wyniku dochodzenia i już, ale jeśli człowieka, który nigdy nie siedział zamyka się prewencyjnie, bo wskazał go jakiś bandyta, o coś tu nie gra. Żadnemu sędziemu jednak włos z głowy, z powodu podjęcia takich haniebnych, nierzetelnie przemyślanych decyzji, nie spadł.

W żadnym innym zawodzie nie ma tak nieograniczonej, bezkarnej wolności w podejmowaniu decyzji. A takie właśnie decyzje sędziów idą w setki, jeśli nie w tysiące, bo jest ich coraz więcej.

Oczywiście nikt (chodzi o opinię publiczną) jeszcze nie wie, czy ten kibol podpalił te samochody, czy nie podpalił, wiadomo jednak, że podpalił wcześniej i to już samo w sobie powinno usunąć z głowy sędziego wszelkie dylematy. Bo wcześniej podpalił, więc i tak teraz powinien siedzieć. Musi zostać skazany w przyszłości (przyznał się), więc jeśli jest niewinny, odliczy mu się odsiadkę tymczasową od przyszłego wyroku. Tym bardziej, że dziennikarze dotarli do kilku podobnych przypadków, w których sędziowie nie mieli najmniejszych wątpliwości – podejrzani siedzą (nie recydywiści w dodatku). Co ja mam myśleć, kiedy w jednym przypadku podejrzany gwałciciel poszedł siedzieć, a w innym przypadku odpowiada z wolnej stopy? „Ten to ma szczęście”, czy „Tamten to ma pecha”?

Dlaczego ja jestem przekonany, że nie bez znaczenia dla takiej a nie innej decyzji pani sędzi jest fakt, iż ojcem podejrzanego jest znany adwokat? I dlaczego w związku z tym niezawisłość i bezstronność sędziego w obecnym kształcie uważam za marzenie ściętej głowy? A nieusuwalność, za bezkarność niemal absolutną?

Póki co, sędzia może wszystko i wara Wam (czyli nam) od tego, jakie orzeczenia wydaje!

andy lighter

Tradycji stało się zadość, czyli Kurski znów przegrał

Jacek Kurski, jak zwykle, bo wyjątków jest niewiele, a wyjątki jak wiadomo potwierdzają regułę, przegrał proces. Tym razem z Gazetą Wyborczą. Poszło o znaną leśniczówkę, kupioną niegdyś przez wicemarszałka województwa Pomorskiego, Jacka Kurskiego właśnie. A ściślej o żądanie przez Kurskiego przeprosin GW za opisanie zakupu leśniczówki po mocno zaniżonej cenie.

Sędzia, w uzasadnieniu wyroku stwierdziła, że Kurski kreuje się na polityka kontrowersyjnego i kto jak kto, ale on szczególnie, choć dotyczy to wszystkich polityków to jego w szczególności, powinien być odporny na krytykę. To jest odpowiedź na słowa Kurskiego, który uzurpuje sobie praw do „wybierania” tematów dozwolonych do krytyki jego osoby. I tak Jacek Kurski uznaje za dozwolona krytykę słynnego dziadka z Wehrmachtu”, ale zakup leśniczówki jest już jego zdaniem krytyką niedozwoloną. Kuriozalne? A jednak prawdziwe, nie do wiary.

Nie dziwę się zresztą Kurskiemu, że sprawę leśniczówki, byłej własności PZPR-u, chciałby ukryć przed światem, a raczej sprawić, aby wszyscy wścibscy o niej zapomnieli. Kurski najpierw wynajął tę piękną leśniczówkę, aby później, w świetle prawa się na niej uwłaszczyć (tak, tak, uwłaszczenie to nie tylko domena „postkomunistów”) za… 20 tys. złotych. Smaczku sprawie dodaje fakt, że wicemarszałek Kurski kupił „posiadłość” jako ziemię rolną, która w cudowny sposób, post fatum transakcji stała się „gruntem pod zabudowę letniskową”. W późniejszym poselskim oświadczeniu majątkowym Jacka Kurskiego, nieruchomość ta była warta wielokrotnie więcej.

Oczywiście Kurski będzie się odwoływał. Jego zdaniem dzieje się tak, że za mówienie prawdy o Agorze, czy Platformie trzeba przepraszać, a za kłamstwa o PiS-ie nie. Ja jakoś, przy całym swoim sceptycyzmie wobec „prawdomówności” polityków wszystkich opcji, nie dostrzegłem zbyt wielu kłamstw o tej partii i jej politykach. To oczywiste, że ludzie mają prawo wiedzieć o takich „wątpliwych” sprawach jak najwięcej. I nie powinni, a raczej nie mogą politycy robić nam – wyborcom żadnej łaski wyjaśniając wszelkie niejasności i wątpliwości.

Sąd przyznał jednak Rację Kurskiemu w dwóch innych wątkach tego procesu. Otóż uznał za nadużycie stwierdzenie, że Kurski sfałszował listy rekomendowanych do rady nadzorczej jednej w wielkich firm. Kurski, jak sam stwierdził, nie sfałszował listy, tylko zamienił kandydatów. W miejsce rekomendowanego profesora wstawił… kolegę. No, ale przecież „podmianka”,za pewne wzajemne przysługi (przyp. mój), to nie jest fałszerstwo. GAZETA SKŁAMAŁA!!! (jak byk).

I jeszcze jeden wątek sprawy przegrała GW. Napisała, że Kurski był wygwizdywany na wiecach „Solidarności”. Tyle tylko, że Gazeta przytoczyła słowa Romana Gałęzowskiego, szefa stoczniowej „S”.

Gazeta Wyborcza też będzie się odwoływać.

Ciekawy jestem ile jeszcze politycy PiS muszą przegrać rozmaitych procesów, aby zmienili swój język? Ciekawy jestem, czy ilość tych przegranych procesów nie powinno skutkować jakąś inicjatywą ustawodawczą, bo sprawy „zwykłych ludzi” leżą w sądach kosmicznie długo. W sądach zawalonych sprawami o kłamstwo, pomówienie, obrazę uczuć religijnych i innych duchów świętych. Inicjatywą zmierzającą do ukrócenia kłamliwego języka i chorych, idiotycznych, urojonych niesprawiedliwości wobec uciśnionych i skrzywdzonych (w swoim mniemaniu) polityków.

andy lighter

Kibole, PiS i kampania wyborcza

Mówi się ostatnio sporo na temat podpuszczania kiboli przez PiS, a nawet sterowania nimi. Od początku jestem przekonany, że tak właśnie jest i na dowody nie musiałem długo czekać.

Oto na telebimie przy jednym z kieleckich hipermarketów, wyświetlany jest minutowy filmik. A w nim informacja m.in. o tym, że frekwencja na meczach Korony Kielce znacznie spadła, mimo dobrej gry kieleckiej drużyny. Oczywiście w spocie znajduje się odpowiedź na pytanie: „Kto jest temu winny?” i jak łatwo się domyślić, winny jest Tusk!

 „Obywatele mają dość prześladowania przypadkowych ludzi. Niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice” – głosi napis kończący ów filmik. W spocie też zamieszczony jest apel o zbieranie podpisów pod „obywatelskim projektem zmiany ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych”. Za chwile o tym , co zawiera ów projekt, ale ważne jest to, kto ten projekt wymyślił. Autorami pomysłu są Fundacja Republikańska, oraz Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców. I tak się dziwnie składa, że szefem Fundacji Republikańskiej, oraz szefem zespołu „Rzecznika praw Kibica”, tworu stworzonego przez Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców jest kandydat do sejmu z ramienia PiS-u, niejaki Przemysław Wipler.

Przemysław Wipler - walczy o prawa kibica

A ten „obywatelski projekt ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych”, zawiera elementy, od których może zakręcić się w głowie. Oto np. planuje się zniesienie klubowego zakazu stadionowego, skrócenie zakazu o 2/3 okresu jego trwania, jeśli „skazany” podejmie się pracy społecznej. Ale najlepsze są zapowiedzi wskazania przypadków łamania praw kibica, np. Piotra Staruchowicza zwanego „Staruchem”. Przypomnę, że zarzuca mu się rozbój (pobicie i okradzenie) człowieka, oplucie a nawet uderzenie piłkarza.

I ta hołota ma czelność krzyczeć o prześladowaniu przypadkowych ludzi. I że społeczeństwo ma dość. Tymczasem w społeczeństwie zbieranie podpisów idzie im jak krew z nosa, czyli cieniutko. O czym to świadczy? O tym, że społeczeństwo nie chce mieć z tą tłuszczą nic wspólnego. Mów się, że kibice mają w „swoich szeregach” ludzi wykształconych, inteligentnych. Jeśli chodzi o kiboli piłkarskich to bzdura. Ci „wykształceni i inteligentni” sterują bezmózgowi, bezrobotną, sfrustrowaną rzeszą chuliganów, a nawet bandytów w celach politycznych, albo innych, służących do „wypłynięcia” na szersze wody. Sterują nimi i kierują do ataku już nie tylko premiera, ale i pozostałych uczestników rządowej kampanii, np. Sikorskiego. Jest wśród tych niezadowolonych kibiców jakiś platformers. No cóż, wszędzie są barany, a w PO jak widać ich nie brakuje. Dał się facet zmanipulowac jak kompletny idiota.

Zamykanie stadionów za zniszczenie stadionów, krzywdzenie piłkarzy czy chuligańskie (bandyckie) zachowania nie jest niczym nowym i miało miejsce również za poprzednich rządów. Jednak nie było tam żadnych haseł, wrzasków czy innych ekscesów antyrządowych. Kibole na stadionie interesują się polityką tak, jak ja fizyką nuklearną. Chyba, że ktoś ich poprowadzi, obieca „poluzowanie smyczy”, czy pomoże uniknąć kary, np. poręczeniem przez byłą wiceminister sprawiedliwości.

Haniebne posłużenie się PiS-u kibolami w celach politycznych już wkrótce się na nich zemści. Jestem o tym przekonany.

I jeszcze jedno: mam nadzieję, że ten cały Związek Stowarzyszeń Kibiców jest reprezentantem kibiców i kiboli piłkarskich. Jestem kibicem siatkówki i nie życzę sobie, żeby jakiś palant chcący zrobić karierę polityczną, broniący oczywistych bandytów, choćby w osobie „Starucha”, reprezentował mnie gdziekolwiek i kiedykolwiek.

Kompletnie mnie nie obchodzi o czym tam sobie premier z tymi ludźmi pogada. Ci ludzie nie reprezentują społeczeństwa. Są bojówką PiS-u, mającą na celu kompletne wypaczenie kampanii wyborczej Platformy, prowadzonej przez premiera i ministrów. A ci dają się nabrać, jak dzieci.

_____

Okazuje się, że najprawdopodobniej miałem rację w ocenie motywów ogniowego frustrata. Okazuje się, że mimo wysokiej emerytury (był w kierownictwie CBŚ), ten facet miał długi, zapewne jego „rozstanie” z rodziną nie było przypadkowe, a domniemane potężne przekręty, urojone, ponieważ dziewięć przeprowadzonych kontroli ukazało niewielkie uchybienia. Pani Gronkiewicz-Waltz, postanowiła jednak, nie pytając zapewne rodziny, uszczęśliwić ją na siłę, załatwiając jej mieszkanie na siłę, by byli bliżej „głowy rodziny”. Słusznie zauważa na swoim blogu Missjonash, że ten akt desperacji mógł być zwykłym szantażem skierowanym w stronę żony: „Będziesz ze mną, bo jak nie, to się zabiję”. Dziękuję pani prezydent, w imieniu żony.

_____

Tusk pochylił się w Giżycku nad losem niepełnosprawnych.  I jego słowa, ze współpraca z PFRON „ma obciążenia biurokratyczne” kompletnie mnie nie przekonuje. Bo u nas np. „ma obciążenia samorządowe”. Czyli rząd PO systematycznie zmniejszał finansową pomoc wpływającą do Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie, w ogromnej mierze zajmującej się niepełnosprawnymi i dofinansowywaniem wszelkiego rodzaju ułatwień dla nich: refundacją (częściową) sprzętu rehabilitacyjnego, budowy podjazdów, turnusów rehabilitacyjnych, itp. Jednocześnie jednak ciężar pomocy niepełnosprawnym przerzucił na samorządy. Nasz samorząd nie potrafi sprostać tym obciążeniom i niepełnosprawni pozostają bez pomocy, ze znacznie zmniejszoną (wartościowo) pomocą, i znacznymi opóźnieniami w realizacji tej znacznie zmniejszonej pomocy.

Stąd też moja, dość często powtarzana „prawda”, ze najlepiej, najskuteczniej i najłatwiej oszczędza się na emerytach i rencistach (czyli niepełnosprawnych).

andy lighter

Ps.

Polecam tekst Missjonash, a właściwie jedną z odpowiedzi na komentarz pod swoim wpisem, a dotyczącą możliwego motywu, podpalającego się frustrata.