Pan Prezydent się myli

Tzn. Pan Prezydent Wałęsa. Darzę Pana Wałęsę należnym, najwyższym szacunkiem. Niezwykle go cenię i bardzo lubię, chylę czoła przed jego niezwykłym „instynktem politycznym”, którego pozazdrościć mu powinni niemal wszyscy politycy w tym kraju. Z reguły też zgadzam się z jego poglądami i wygłaszanymi tezami, opiniami i analizą naszej (i nie tylko naszej) rzeczywistości. Jednak w kwestii wydłużenia wieku emerytalnego mam pogląd odmienny niż Pan Prezydent. Uważam, że w swojej argumentacji poszedł On trochę (sporo „trochę”) na skróty.

Otóż Pan Prezydent nie jest zwolennikiem wydłużania wieku emerytalnego, jeśli dobrze rozumiem. I ma dla poparcia swojego zdania prostą argumentację. Oto przytacza przykład koparki, której zastosowanie, spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi, których to ludzi wysłaliśmy na renty (emerytury) i wystarczyło. Otóż, to nie całkiem tak, Panie Prezydencie.

Zastosowanie koparki, rzeczywiście spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi. Ale wcale nie wysłaliśmy ich na renty (emerytury), tylko daliśmy im inną pracę. Kaparka nie tylko zastąpiła tych pięćdziesięciu ludzi, ale też znacznie przyspieszyła pracę. I polepszyła, stwarzając nowe możliwości. Koparki zaczęły kopać, aby tych pięćdziesięciu ludzi, zamiast kopać, budowało na tych wykopanych dziurach drogi, fabryki i domy. Koparka pracowała tak szybko, że tych pięćdziesięciu ludzi musiało „budować” równie ciężko, jak przy kopaniu. Koparka więc przesunęła tych ludzi na inne „fronty robót”.

Pan Prezydent Wałęsa stawia na automatyzację, robotyzację, które to nowoczesne technologie będą pracować na nasze emerytury. Ma rację Pan Wałęsa, tyle tylko, że w przeciwieństwie do jego oczekiwać, moim zdaniem nie stanie się to w najbliższych dwudziestu, czy nawet czterdziestu latach. To jeszcze dość daleka przyszłość, chociaż oczywiście rozumiem, że postęp technologiczny dokonuje się w zawrotnym tempie.

Można by pomyśleć, że „kombinacje” Pana Prezydenta mają sens. Jednak ja uważam, że roboty nie powinny pracować na nasze emerytury jako takie, ale powinny stanowić możliwość podwyższania niskich, ale w miarę przyzwoitych, wypracowanych emerytur.

Wbrew pozorom informatyzacja, automatyzacja i robotyzacja wcale nie będzie domeną ludzi specjalnie wykształconych i ludzie wykształceni zupełnie przeciętnie (mniemam, ze wyższe wykształcenie będzie zdecydowanie powszechne) będą mogli się tym zajmować. Już dziś ludzie niewykształceni ale pasjonaci robią na komputerach takie rzeczy, że przeciętny zjadacz chleba dostałby od tego zawrotu głowy. Są hakerami, „nie znają” żadnych barier w przestrzeni Internetu i tajnikach możliwości komputera, czy najbardziej nawet skomplikowanych programów. Przewiduję więc, że zarobki w tych branżach będą nie najwyższe, również dlatego, że chętnych do tej pracy będzie bardzo wielu (choć pracy brakować nie będzie. O wiele wyższe będą zarobki tzw. pracowników fizycznych, z jednego, bardzo prostego powodu: nie będzie chętnych do wykonywania tych prac. Jeśli każdy (zdecydowana większość) będzie mogła pracować przy komputerze, automacie, itp., to komu będzie się chciało pracować fizycznie. Np. w sklepie, czy w magazynie. A przecież ci ludzie już dzisiaj też muszą znać się na nowoczesnych wagach, kasach, komputerach, i innych sprzętach pomagających w pracy. Już dziś praca sprzątaczek np. coraz częściej wymaga niezłej umiejętności rozumienia i obsługi sprzętów tzw. AGD

Pracy dla ludzi naprawdę „nieczytanych, niepisanych z różnych powodów” będzie naprawdę niewiele. I dlatego istnienie ośrodków pomocy społecznej jest niezagrożone, niezagrożone więc musi być ich finansowanie. Nie może to jednak stanowić normalnego zastąpienia emerytury, bo to po prostu nie fair.

Jestem więc zwolennikiem podwyższenia wieku emerytalnego. Wszelkie dane i prognozy, będące raczej pewnym, oczywistym i logicznym spojrzeniem w przyszłość, pokazują jasno, że rąk do pracy będzie ubywać, ludzie będą coraz starsi i będą żyć coraz dłużej. Prędzej czy później trzeba będzie to zrobić a im później, tym „drastyczniej”, czyli boleśniej.

I nie ma tu co dyskutować, spierać się, słuchać tych, którzy albo chcą ten system maksymalnie podziurawić, albo pozostawić obecne status quo, bo ich argumenty są absurdalne, tylko tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć, że inaczej się nie da.  

andy lighter

To już jest koniec możemy iść

Naszedł więc koniec kampanii wyborczej do parlamentu. Jutro będziecie siedzieć cicho (politycznie rzecz jasna), ja będę imprezował w Królewskim Mieście Krakowie. W niedzielę pójdziemy na wybory i będziemy czekać.

W jakiej Polsce obudzimy się w poniedziałek? Kto wygra? Kto z kim wejdzie w koalicję? Kto będzie rządził? Na część tych pytań będziemy mogli z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć już w poniedziałek. Na część, trochę później, snując wcześniej domysły, prognozy i przedstawiając różne możliwości.

Nie jest tajemnicą, że jeśli wygra PiS, albo jeśli rozkład sił głównych partii będzie taki jak obecnie, będziemy mieli albo gorzej, albo w najlepszym wypadku tak samo jak dziś. Wieczne kłótnie, inwektywy, telewizyjne (i radiowe) jazgoty czterech, albo pięciu jednocześnie mówiących polityków, tematy zastępcze i… kryzys, którego opozycja, z lubością nie dostrzega, żądając więcej, szybciej, hojniej.

Ostatnia konwsncja PiS-u przed ciszą wyborczą

Będę głosował na Platformę Obywatelską, ale… chciałbym żeby przegrała. To wcale, wbrew pozorom nie jest paradoks. PiS, objąwszy rządy musiałoby się zmierzyć z drugą, „mocniejszą” falą kryzysu, który z całą pewnością nadejdzie. Z radością patrzyłbym jak prezes oddaje władzę po roku, półtora rządzenia, wijąc się jak piskorz aby wytłumaczyć „zerwanie koalicji”, z poparciem dla PiS nieprzekraczającym 12, 13 %. To byłoby bardzo bolesne dla kraju, ale myślę, że warto byłoby pocierpieć dla takich wspaniałych doznań. Dla przeżycia uczucia ulgi, kiedy w kolejnej kampanii wyborczej prezes i jego partia walczy w pocie czoła już nie o zwycięstwo, ale o uzyskanie dwucyfrowego wyniku, tak jak dzisiaj walczy SLD.

Ale na razie:

To już jest koniec nie ma już nic,
jesteśmy wolni możemy iść,
to już jest koniec możemy iść,
jesteśmy wolni bo nie ma już nic

andy lighter

Wybrakowany mąz stanu

Jarosław Kaczyński, przez swoich partyjnych współtowarzyszy i przez zwolenników uważany jest z męża stanu. Znakomitego polityka, najlepszego (obok swojego brata), w niemal całej historii Polski. Jedynego polityka w tym kraju obdarzonego charyzmą. Jednym słowem jest dobrem narodowym, objawieniem, „towarem luksusowym” w sklepie, gdzie wszystko inne to „byle co”.

Ostatnio jednak coraz bardziej wyraźnie widać, że ten luksusowy towar jest wyjątkowym szajsem. Bublem przebijającym wszystkie buble swoją nijakością.

Jarosław Kaczyński objawił się ostatnio jako nie tylko polski mąż stanu, ale europejski mąż stanu. Oto już nie tylko kwestionuje wybór Komorowskiego na prezydenta Polski, insynuując jakieś nieporozumienie, oskarża premiera Tuska o ulęgłość wobec innych państw, ale poddaje Niemcom pod rozwagę maczanie palców jakichś sił nieczystych (czyli służb specjalnych) w wyborze Angeli Merkel na kanclerza tego kraju. Było by to śmieszne, gdyby nie było żałosne i groźne. Prezes Kaczyński insynuuje, że skoro pani kanclerz jest z NRD, to oznacza, że musiała mieć związki ze służbami Stasi. Idąc tym tropem, stawiam tezę, że Jarosław Kaczyński, pochodzący chyba z PRL, musiał mieć związek z SB, podobnie jak jego brat, który też nie pochodził z Ameryki, tylko z PRL-u. Zresztą, śledząc historię jego rodziny, o wiele łatwiej snuć takie insynuacje (podejrzenia) niż w przypadku Angeli Merkel.

Kaczyński najwyraźniej chciał uniknąć wyciągnięcia tego tematu ze swojej książki na światło dzienne, bo jakiekolwiek pytanie na ten temat uważa za „opcję niemiecką”. Dziwię się TVN-owi, że nie zareagowała tak jak powinno się zareagować na słowa o „służenie Niemcom, a co za tym idzie o działania antypolskie”. Ja bym tego płazem nie puścił. TVN zachowuje się dziwnie od jakiegoś czasu. Prezes konsekwentnie kontestuje tę telewizję, chociaż niemal wszyscy prorządowi, proplatformerscy, a nawet cześć „obiektywnych” komentatorów zauważa sprzyjanie tej telewizji prezesowi i PiS, przynajmniej w ostatnich miesiącach.

Taka postawa prezesa świadczy o jego kompletnie irracjonalnym myśleniu i działaniu. Prezes kompletnie zatracił instynkt samozachowawczy, co w kontekście jego osoby wcale by mnie nie martwiło, jednak takie zachowanie może być zgubne dla Polski, w przypadku objęcia przez niego rządów. W oczywisty sposób tak Rosja jak i Niemcy mogą się na pisowską Polskę, zmodyfikowaną IV RP wypiąć, a wtedy aż strach się bać. Rosja już pokazała braciom Kaczyńskim gdzie ich ma, nakładając embargo na polskie mięso. Kaczyński w swojej chorej głowie oczywiście planuje walkę razem z przyjaciółmi u boku. Nie jest głupi i wie, że Polska jest za słaba. Ale co tam, w zanadrzu ma przecież Litwę. I Gruzję na drugiej flance(!!!)

Aż język swędzi, żeby palnąć mu między oczy starą odzywką kierowców: „Hamuj chłopie, bo wdupisz!”. Ale on jest tępy, a hamulcowych już dawno wyrzucił.

Jarosław Kaczyński utkwił w mentalności Polaków z czasów zaborów. Zniemczanych, rusyfikowanych, żyjących „pod butem” okupantów. W wolnym kraju Kaczyński żyć nie potrafi. W wolnym kraju Kaczyński byłby zerem, nikim. On musi mieć wrogów, żeby przewodzić wyzwoleńczej walce. Kiedy odbywała się realne walka (1980) jego niestety nie było „na barykadach”. Kiedy agresor brał odwet na bojownikach o wolność (stan wojenny), on spał smacznie, do południa pozostając w błogiej nieświadomości. Teraz potrzebuje nadrabiać zaległości, bo jego próby zafałszowania historii najnowszej spełzają na niczym i wywołują pusty śmiech.

Leszek Miller ma rację przestrzegając ostatnio przed Kaczyńskim. Ten człowiek jest niebezpieczny dla Polski! Prowadzi nas na skraj przepaści! Do izolacji politycznej i katastrofy ekonomicznej!

Oto przykład zachowania wybrakowanego męża stanu. To jedyny polityk w Polsce z charyzmą.

 

_____

Dziwi mnie też cisza przedstawicieli partii politycznych w związku z obecnością Korpusu Ochrony Wyborów w lokalach wyborczych. W instrukcji  „obsługi” członków korpusu dopuszcza się nawet „użycie przemocy fizycznej”, w przypadku podejrzanych zachowań członków komisji, czy wyborców. Może się zdarzyć, że działacze korpusu będą chcieli uniemożliwić wyciągnięcie z kieszeni chusteczki do nosa przez jakiegoś członka komisji. Bardzo prawdopodobne też jest fałszowanie wyników wyborów przez przedstawicieli korpusu. Przecież członkowie komisji muszą wyjść do ubikacji, albo na papierosa od czasu do czasu. Co może się zdarzyć, gdy pisowców zostanie większość w lokalu? Kompletnie nie rozumiem takiego pozostawienia sprawy, tak przez partie polityczne, jak i przez PKW. Na mnie na przykład, taki ktoś, ze znaczkiem PiS-u w klapie podziała jak płachta na byka. To nie będzie lokal Obwodowej Komisji Wyborczej, tylko PiS-owskiej Komisji Wyborczej! Co to kurwa jest! ?

andy lighter

Przyszła polityczna Polska, czyli „Smutno mi Boże”

Bez względu na to, która z największych partii wygra te wybory, możemy niemal z pewnością wskazać nowe tabliczki z nazwiskami, przykręconymi do poselskich ław. I po tych, pewnych przecież nazwiskach, możemy z łatwością przewidzieć główne kierunki polityki PiS, czy to jako partii rządzącej, czy opozycyjnej.

Oto pewna jest obecność w przyszłych ławach poselskich Mariusza Kamińskiego (trochę starszego), byłego szefa CBA, zdeklarowanego wroga, nie konkurenta, nie przeciwnika, ale wroga właśnie, Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Radka Sikorskiego i innych członków obecnego rządu. Będzie też posłem Bogdan Święczkowski, były szef ABW, prokurator w stanie spoczynku, który mydli oczy wyborcom, zapewniając o swojej przyszłej, poselskiej niezależności. Już teraz walczy z Tuskiem, wysyłając do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnieniu przestępstwa, w sprawie inwigilacji przez służby specjalne niektórych kandydatów na posłów. Będzie agent Tomek, który pewnie przygotowuje się do „służbowego” uwodzenia posłanek Platformy. Będzie wreszcie Anna Fotyga, poraniona tym, co obecnie wyrabia się w polityce zagranicznej i w ogóle w polityce i brzydząca się wręcz premierem Tuskiem i Radkiem Sikorskim.

Będą różni inni dziwni ludzie, którzy musza się dostać do sejmu z powodu wysokich miejsc na listach, lub ostatnich, które są nie mniej warte niż „jedynki”.

W połączeniu z dotychczasowymi pewniakami, zasiadającymi już w sejmie, jak choćby oderwany od realiów Jarosław Kaczyński, obłąkany Antoni Macierewicz, czy genialnie inteligentna Nelly Rokita, o poziom kultury politycznej, merytoryczność sejmowych debat, a w razie wygranej PiS-u, polowaniu na czarownice, represjach wobec dziś rządzących, kompromitacji na arenie międzynarodowej i utopieniu Rzeczpospolitej w gospodarczym niebycie, możemy być „spokojni”. To pewne, bo nie wyobrażam sobie innego powodu, a przede wszystkim „pożytku”, jaki miałby wyniknąć z obecności tych ludzi w sejmie i w ewentualnej władzy.

Ci ludzie idą do sejmu wyłącznie po to, aby kontynuować swoje w przeszłości wykonywane zadania. Albo w rządzie, albo w ławach opozycji.

Czy przypadkiem nie będziemy tęsknić za krajem, będąc tutaj, w Polsce, ale czując się jak na obczyźnie? Będziemy. Bez względu na wynik tych wyborów? I choć zagłosujemy na PO (bo przecież zagłosujemy, przeważnie), nie polepszy się nasze polityczne reality show, a się pogorszy.

„(…) Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
Ostatnie błyski…
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi, Boże! (…)”
     

andy lighter