Obrażalski

Prezes (były) Pawlak obraził się na amen. Na Kongres partii chłopskiej, na delegatów, na Piechocińskiego. Bezczelni! Wicepremier, od gospodarki, tyle dobrego zrobił, a tu taka niewdzięczność! W najczarniejszych snach się tego nie spodziewał. Walcie się niewdzięcznicy!

To jest dowód na to, jak bardzo małostkowi są nasi politycy. Jak bardzo własny stołek jest ważniejszy od dobra wyższego.

Z tego co zrozumiałem, Piechociński nie chce zmieniać polskiej polityki. Linii, którą idzie koalicja Po – PSL. Chce zmieniać partię, jej wnętrze, standardy, oblicze. Natomiast politykę, szczególnie gospodarczą, uznaje za dobrą. Renegocjacja umowy koalicyjnej ma zapewne służyć umocnieniu PSL-u, a jeśli się nie powiedzie, to rola tej partii na pewno nie będzie słabsza niż obecnie.

Dlatego nie dziwi mnie dążenie Piechocińskiego, aby pozostawić obecne status quo. Czyli pozostawienie obecnego stanu posiadania w rządzie – również pod względem personalnym. Co by nie mówić, przedstawiciele ludowców mają niemały wpływ na decyzje premiera Tuska. Najlepszy dowód, to postawienie na swoim zmian w reformie emerytalnej i potężny wpływ Kosiniaka-Kamysza na kształt reform prorodzinnych.

Lider partii powinien znaleźć się w rządzie, to jasne. Tylko, że w tym momencie to mogłoby nieść za sobą negatywne skutki. I Piechociński zdaje się to doskonale rozumieć. Sądzę, ze nie ma zamiaru uchylać się odpowiedzialności, ale na miły bóg, nie teraz, kiedy „jedziemy przez ostre zakręty” negocjacyjne. Zresztą, dezercja Pawlaka w tym momencie nie jest niczym inny, jak umyciem rąk. Powiedzenie: „Nie mam nic wspólnego z wynikami negocjacji – kongres wyznaczył kogoś innego!” to ucieczka. Kiedy negocjacje budżetowe Unii są wpół drogi, nie powinno się niczego zmieniać, tym bardziej, że Pawlak jest skutecznym politykiem. Jeśli on nie zdoła postawić na swoim, Bo Brytyjczycy…, to nikt nie potrafi.

Ale Pawlak ma to gdzieś. Obrazili go. Świnie! Niewdzięcznicy! „Kongres postanowił, więc kongres oczekuje, żeby nowy lider wziął na siebie odpowiedzialność”. Postanowił, to prwada, ale postanowił w partii, a nie w państwie. Jak bardzo przypomina się tutaj przedrozbiorowa Rzeczpospolita. Rzeczpospolita? Mam gdzieś Rzeczpospolitą, jeśli na tym stracę (a raczej, nie zyskam)!”.

Wstyd mi za Pawlaka, bo pokazał swoje prawdziwe oblicze: własne ambicje ponad wszystko. A Polska, to tylko taki… dodatek, do tych ambicji.

andy lighter

Pawlak już zaczął

Pawlak już przewiduje, że będą wcześniejsze wybory. Właśnie zaczął kampanię i na wszelki wypadek wypuścił plakat.

Patrzcie, jak to przez dwa lata można się zestarzeć. Takie czary-mary. Już teraz wiem, dlaczego mam uczulenie na PSL. Nie ma ktoś lekarstwa, bo to wyjątkowo wredna dolegliwość. Śmierdzi i nie wiadomo gdzie jest: „w środku, czy na zewnątrz”?

andy lighter

Festiwal populiznu, czyli referendum

Nie chodzi mi bynajmniej o referendum w sprawie ACTA, ale o referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. Chociaż oba pomysły uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i niepotrzebne. Opozycja (w kwestii emerytur jest to SLD) jednak jest innego zdania i próbując stroić miny bardzo zatroskanych o los swoich wyborców, polityków, rozwodzi się nad potrzebą sięgnięcia po tę formę demokracji bezpośredniej.

Powołują się przy tym na sondaże, które pokazują, że aż 85% naszego społeczeństwa jest przeciwnych podwyższeniu wieku emerytalnego i szukają „zamienników”, alternatywnych rozwiązań dla utrzymania obecnego wieku przechodzenia na emeryturę. SLD chce, aby o przejściu na emeryturę decydował nie wiek, ale staż pracy: 40 lat dla mężczyzn i 35 dla kobiet. To nia ma dzisiaj najmniejszego sensu. Dość wspomnieć, że wg statystyków, długość życia w naszym kraju, od roku 1988 do 2011 wydłużyła się o 5 lat. W związku z tym, gdzieś wyczytałem komentarz, że być może, co drugi dzisiejszy noworodek dożyje stu lat, albo bardzo niewiele mu zabraknie. Może być więc tak, że stuletnie emerytka w przyszłości, będzie musiała żyć ze składek gromadzonych jedynie przez 1/3 życia. Nie ma takiej fizycznej możliwości, żeby to się zrównoważyło, nawet przez odsetki. Oczywiście zrównoważone nie będzie nigdy, ale przepaść w wychodach i przychodach ZUS-u będzie coraz większa.

PSL ma pomysł, aby skracać wiek emerytalny kobiet o 3 lata za każde urodzone dziecko. Skracanie wieku za każde urodzenie dziecka też jest „dziwne”, bo matka trójki dzieci przechodziłaby na emeryturę wcześniej niż dziś. A wydłużenie okresu pracy ma na celu wydłużenie okresu płacenia składek, a a co za tym idzie wyższych świadczeń. Jak znam życie, kryją się pewnie za tym jakieś tajemnicze logarytmy, przeliczniki i inne „czary mary”, których nie znamy, aby to obniżenie świadczenia zniwelować. Czyli znów inni składkowicze płaciliby na rzecz jakiejś grupy. Idzie o to (a przynajmniej powinno o to chodzić), aby dopłacanie jednych na drugich ograniczać, a nie jeszcze powiększać rzeszę tych „drugich”. Jednym z powodów niedopinania się ZUS-u jest przecież właśnie ogromna rzesza niepłacących składki, lub uprzywilejowanych np. w kwestii wczesnego przechodzenia na emeryturę, którym jednak ZUS świadczenia musi wypłacać.

Spodobał mi się wpis na temat obaw przed wydłużeniem wieku emerytalnego, blogera Kominka, sprzed paru miesięcy. Było tam, m.in.: „(…) jeśli ktoś, będąc jeszcze młodym wiekiem, przejmuje się tym, ile lat będzie musiał pracować, to jest zarówno idiotą jak i nieudacznikiem (…)”. Ja się z tym akurat zgadzam. Jeśli człowiek „na starcie” martwi się o to, co będzie mógł kupić z emerytury płaconej mu przez ZUS i OFE za 50 lat, to jest… naprawdę śmieszny.

PiS-owi podoba się pomysł PSL. A dodatkowym argumentem przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego jest: „Dziadkowie muszą pomagać wychowywać wnuki, a nie pracować”. To jest haniebny argument panowie Błaszczak, Hofman i Girzyński, bo dziadkowie na emeryturze mają odpoczywać, zwiedzać, jeździć na wycieczki i zajmować się swoimi pasjami, albo zainteresowaniami, na które nie mieli czasu pracując. Albo po prostu zbijać bąki.

Propozycje referendów w sprawie ACTA i w sprawie emerytur to „Himalaje populizmu”. Wyniki bowiem takich referendów będą oczywiste, ale to nie znaczy, że władze powinny temu ulegać. „Społeczeństwo nie zawsze ma rację”. To są słowa zresztą któregoś z braci Kaczyńskich, wypowiedziane przy okazji żądania jakiegoś referendum w czasie ich rządzenia. Nie pamiętam czy chodziło wtedy o referendum w sprawie tarczy, czy wojsk w Afganistanie, czy w jeszcze innej. Czy trudno jest przewidzieć wynik referendum z pytaniem: „Czy chciałbyś zarabiać co najmniej pięć tysięcy złotych”. Albo: „Czy chciałbyś aby podatek od dochodów wynosił 10%”.

Domaganie się referendów w sprawach, w których oczywisty jest opór społeczny bez względu na koszty, jakich by załatwienie ich po myśli pytanych wymagały, jest zwyczajnie haniebne.

Racją jest, że aby w pełni wprowadzić reformę potrzeba spełnić szereg warunków: powszechny dostęp do żłobków i przedszkoli, ale i do domu starców i domów opieki, to tylko przykład. Ale też reforma rozciągnięta jest w czasie.

W Szwecji wiek emerytalny wynosi 70 lat.  

andy lighter

PiS-owskie aksjomaty

„Gdyby odbyła się debata Gilowska – Rostowski, to pani profesor, by pana ministra rozjechała”. To ostatni z całej masy pewników, którymi przez ostatnie cztery lata, nie inaczej w obecnej kampanii PiS z prezesem Kaczyńskim na czele , raczy polskie społeczeństwo.

„Większość posłów PSL poparło legalizację miękkich narkotyków”, to co prawda niewielka pomyłka, bo prezes miał na myśli to, że ustawa ta może stanowić otwartą drogę do legalizacji miękkich narkotyków. Nie inaczej było jeszcze nie tak dawno ze służą zdrowia. Słowa o prywatyzowaniu służby zdrowia przez PO zostały zastąpione „komercjalizacją, która może być w istocie otwartą drogą do prywatyzacji szpitali”. „Legalizacja związków homoseksualnych to prosta droga do adopcji dzieci przez homoseksualistów”.

To co „może stanowić”, może się stać”, „może mieć miejsce” to w istocie dla prezesa Kaczyńskiego pewnik, że tak właśnie się stanie. I tym karmi, a w praktyce straszy, zupełnie zmanipulowane tymi aksjomatami społeczeństwo. Ciągle też powraca, powtarzane jak mantra „Gdyby rządził PiS, to…”, oznaczające ni mniej ni więcej, tylko: „Polacy byliby bogaci i szczęśliwi, a Polska byłaby silnym, mlekiem  miodem płynącym krajem”.

To dość prymitywna, ale i skuteczna socjotechnika. Przypomina mi do złudzenia „The Trouth Seeker”, czyli „Ruch Poszukiwaczy Prawdy”, którzy gdziekolwiek nie zaglądną, czymkolwiek się nie zainteresują, wszędzie widzą spisek, układ, chęć zniszczenia społeczeństw a nawet ludzkości, itp. Szczególnie ten ruch rozwinął się w Internecie w krajach zachodnich, choć i w Polsce zwolenników tego trendu nie brakuje. A jaką zdobywa sobie popularność, wystarczy zerknąć na blog „kefir2010” i jego rankingi. Oszołomstwo i zagrożenia dla świata jakie z niego wyzierają, mogą naprawdę zjeżyć włos na głowie niespecjalnie interesującemu się poszczególnymi zagadnieniami zjadaczowi chleba. Prezes Kaczyński wydaje się posługiwać podobnym schematem: wystraszyć i zapewniać, że tylko on zna (pozna) całą prawdę i że tylko on „uratuje świat”, tylko jemu na tym zależy. Oczywiście tak jak w przypadku Ruchu i ruchopodobnych internautów, większość z tych prawd okazuje się kretyńskimi „strachami, mającymi wielkie oczy”, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się tu i teraz – efekt bieżący, czyli… głosy wyborców, poparcie.

Fragment z bloga "kefir2010". Aż strach się bać.

_____

Nie oglądałem debaty o gospodarce w TVP, ale czytałem opinie. Komentatorzy – ekonomiści są przerażeni „morzem” populizmu jakimi obsypują wyborców przedstawiciele kandydujących partii, głównie opozycyjnych. Nie mają oni żadnych hamulców w przerzucaniu się obietnicami nie do spełnienia.

Myślę, że zbyt mało uwagi społeczeństwo – wyborcy, poświęcają na rozliczenia polityków ze składanych obietnic, których niedotrzymanie (z przyczyn obiektywnych rzecz jasna) niczym nie skutkuje. Nie ma więc sposobu, aby chociaż „przymknąć nieco jadaczkę” jednego, czy drugiego oszołoma.

_____

Podczas konferencji prasowej prezesa Jarosława Kaczyńskiego w otoczeniu dzieci, moderujący ją poseł Hofman bardzo starał się, aby pytania zadawane prezesowi były „poprawne”. Bardzo się zżymał, kiedy dziennikarze prosili prezesa o odniesienie się do oskarżeń PSL-u pod swoim adresem, albo o odniesienie się do oświadczenia prof. Gilowskiej.

Zresztą, PiS nie ma z tym najmniejszego problemu. W sprawie Gilowskiej prezes „myślał o debacie akademickiej”, a w sprawie PSL-u, ucina sprawę tak, jak opisałem na początku: „W istocie ta ustawa może prowadzić do legalizacji…”. A poza tym „(…) do sądu idzie się wtedy, kiedy padają słowa obraźliwe np., a nie z jakiegoś błahego powodu”. Kłamstwo, wierutne zresztą, to według prezesa błahy powód, powód zupełnie bez znaczenia. Jakoś kompletnie mnie to nie dziwi. Człowiek, który z kłamstwa uczynił swój atut wyborczy, musi uważać kłamstwo za nieistotny (dla przeciwnika oczywiście) szczegół.

To samo trochę wcześniej stwierdził zresztą poseł Błaszczak, zarzucając Ludowcom, chęć prowadzenia kampanii, wzorem PO, na sali sądowej

Panowie, a może po prostu wystarczy przestać kłamać? Nikomu wówczas do głowy nie przyjdzie jakaś sala sądowa.

andy lighter

I co dalej?

Miałem plan. Wyborczy. Platforma Obywatelska mnie nie zadawalała, głosowanie na inne partie nie wchodziło w grę, nieuczestniczenie w wybrach też. Dawałem wyraz swojemu zawiedzeniu co do Platformy w swoich tekstach, malkontenciłem i wymyśliłem sobie, ze w wyborach oddam głos nieważny, jeden wielki „X” na cała kartkę, żeby nie było, ze pusta kartka i jakieś manipulacje.

Moi sieciowi przyjaciele próbowali mnie przekonać, że jednak PO, bo zagrożenie PiS-em…, niekiedy, że… „trzeba wybrać lepsze zło”, itd. A ja z uporem maniaka powtarzałem: „obawa przed PiS-em, to za mało, już to przerabialiśmy”. I byłem pewien, że „jak powiedziałem, tak zrobię”. Dziś kompletnie wywróciło się wszystko (również w mojej głowie) do góry nogami. Żyję już dość sporo lat na tym świecie i sporo przeżyłem. I niemały kawał kmuny, i sierpień 80., i stan wojenny i transformację. Przeżyłem też wiele „jazd po bandzie” i nawet do „jazdy bez trzymanki” przywykłem. Jednak nigdy nie wyobrażałem sobie (a wyobraźnię mam niczego sobie – całkiem, całkiem odlotową), takiej prymitywnej kampanii. Trudno przecież nie spodziewać się odlotowej (ale jednak przemyślanej na swój sposób) kampanii od inteligentnych bądź co bądź ludzi. Jarosław Kaczyński, Ziobro czy inny Zieliński, cokolwiek o nich myślę i jakkolwiek ich oceniam, są, nawet w moim pojęciu, inteligentnymi ludźmi (nie myśleć o Brudzińskim, to zdecydowany wyjątek).

Taka jazda, jaką fundują Polakom Kaczyński i reszta, przechodzi moje najbardziej nawet kosmiczne wyobrażenia. „Nie ma biednych społeczeństw. Nie ma biednych krajów. Są tylko źle zarządzane i my to zmienimy!”, albo chłopy wyjechały ze wsi i kompletnie im odbiło”, wypowiadane przez działaczy PiS-u, od prezesa po Hofmana, to absolutne mistrzostwo świata.

I dziś nie wiem. Jestem jeszcze bardziej skołowany, niż w chwili, kiedy postanowiłem oddać głos nieważny. W obliczu kompletnego zidiocenia naszej sceny politycznej, i chociaż nie chcę tego robić, muszę k woli uczciwości wymienić tu (oprócz PiS-u rzecz jasna) SLD, nie jestem pewien nieważnego głosu. To znaczy, mój plan uważam za dobry, ale gdyby to miało przynieść skutek… jak wolę nie myśleć, to…

I co dalej? 

andy lighter

Ludowe gwiazdy

Skoro wszystkie partie, to również PSL kształtuje już swoje listy wyborcze. I od razu walą z grubej rury. Gwiazdy, aż w oczy razi. Ale nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.

Kiedy zrobiło się głośno o top-modelce na liście SLD, różni politycy łapani na korytarzach sejmowych przez dziennikarzy, komentowali ten numer. Komentował również ktoś z PSL-u (jeśli się nie mylę to Kłopotek, ale nie jestem pewien) i komentatorzy nie kryli swojego zdziwienia. Ktoś nawet powiedział, że trafiają na listy ludzie o znanych twarzach lub nazwiskach, którzy nadają się do polityki jak pieść do nosa. A tu ludowcy wykręcili numer. Absolutnie nie do przebicia w tegorocznym układaniu list.

Numerem jeden na warszawskiej liście ma być Władysław Kozakiewicz. Ten od „gestu Kozakiewicza”, którzy ludzie w moim wieku pamiętają z relacji na żywo z Moskwy ’80. To był niezły numer z tym gestem dla moskiewskich kibiców, a Siergiej Bubka musiał jeszcze chwilę ze swoją wielką karierą poczekać.

Pawlak, w swoim przemówieniu pod pomnikiem Witosa, mówiąc o kandydacie Kozakiewiczu dorabiał jakąś filozofię o przeskakiwaniu granic, swoich marzeń i takie tam ble, ble. Są jeszcze inni kandydaci, też gwiazdy, żeby nie powiedzieć „symbole”. To „Bobo” Bobowski, król kibiców i Urszula Górska-Kafyri, córka Kazimierza Górskiego.

„Bobo” jest Polakiem, Kozakiewicz polskim Niemcem, a Górska-Kafyri polską Greczynką, ale PSL na tym nie poprzestaje i chce ściągnąć polskich Amerykanów, może polskich Brazylijczyków, albo innych Urugwajczyków (Kobylański się załapie?) i w ogóle polskich światowców. Jak mówi szef mazowieckiego PSL: „Część z nich wyjechała za chlebem, część z powodów politycznych. Dzisiaj musimy dać im szansę i ofertę, aby nie tylko deklarować: „wracajcie do kraju”, ale żeby mieli wpływ na rozwiązywanie fundamentalnych problemów.  Listy PSL dla naszych rodaków i ze Stanów Zjednoczonych i z Kanady i z Ameryki Południowej, Europy, Wielkiej Brytanii, Grecji są otwarte. Zapraszamy was dzisiaj nasi rodacy. Przyjeżdżajcie! Na naszych listach jest dla was miejsce”. Nic nie mam do Polsków rozsianych po świecie i tym bardziej nic nie mam do ich powrotu do kraju. Ale żeby od razu z emigracji do sejmu..? Nie pytając o kompetencje?

Od jakiegoś czasu nasz sejm jest bardzo ciekawy. Mieliśmy (i mamy) już chłopów w sejmie, robotników, „polityków od zawsze”, sportowców i dziennikarzy. Także cele brytów, np. z Big Brothera. Dziwnie mało było i jest prawników, a jeśli już to nie brakuje a’la Mularczyków, politologów a’la Brudziński i innych „przydatnych” w procesie legislacyjnym posłów. Ciekawy jestem jakie prawo będą uchwalać nam posłowie z panem Kozakiewiczem i „Bobo”, razem z Blanikiem i posłanką Guzowską (PO). A PSL-owcy na tych posłów liczą, apetyty im bowiem wzrosły po wynikach w wyborach samorządowych, np. w Wielkopolsce. Pożyjemy, zobaczymy. Czy pan Kozakiewicz wejdzie do sejmu, czy jemu, a co za tym idzie PSL-owi, wyborcy w stolicy pokażą „gest Kozakiewicza”?  

andy lighter