Emerytalna zadyma

Sam, na własne uszy słyszałem, bo z racji tego, że polityką interesuję się od ładnych paru lat, jak prezydent Lech Kaczyński mówił o tym, że Polacy powinni pracować dłużej.

Rzeczywiście mówiąc o Hitlerze, Jarosław Kaczyński zwracał się do Ruchu Palikota, bo patrzył nie przed siebie (na posłów PO), nie na premiera, na ławy rządowe (podejrzewam, że ma prawostronne skurcze mięśni szyi, kiedy stoi na mównicy), nie na SLD, z którego liderem wyszedł do związkowych zadymiarzy, więc…

Porównując więc Palikota (jego Ruch) do Hitlera, musiał wkurzyć posłów tej partii. I żadne jazgoty Kemp, Dornów i innych, twierdzących, że Palikot nie powinien w sejmie zasiadać. W najbliższych wyborach Dorn razem z Kempą dowiedzą się kto powinien, a kto nie, w sejmie zasiadać.

Marzę o tym (chociaż wiem, ze będę płakał, ale i tak marzę), aby PiS doszedł do władzy i aby PO przez długie lata do władzy nie wróciła. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: za dziesięć, dwanaście lat, to Kaczyński, może na spółkę z „agentem 007” Kłopotkiem(bo oni w koalicji zawsze się odnajdują) będzie podnosił wiek emerytalny. Będzie musiał!!! Byłbym zdziwiony, gdyby przez najbliższe 10, 15 lat PO, czy Ruch Palikota walczyli o władzę. Niechby PiS, na spółkę z SLD (i doczepką chorągiewkowego PSL-u), przełykali tę ustrojową, jak by nie było, żabę.

Solidaruchy (nigdy bym tak nie nazwał siebie i „moich kolegów” z roku ’80, ’81), zablokują wyjście posłów z sejmu. Gdybym był posłem, wyszedłbym i szedł przed siebie („Przepraszam, chcę przejść”). Jasne jest, że zostałbym dotkliwie pobity. Ciekawe, co by wtedy było? To, co wyczynia Silidarność jest ograniczeniem wolności. Przedstawiciele niecałego miliona ludzi (członków związku), narzucają wolę wybrańcom 37 milionów. To jest numer.

Blokujący – widziałem w telewizji, to w ogromnej liczbie starcy. Już na emeryturze, albo emeryci za pół roku. Działacze tak im mieszają w głowach, ze ci, skołowani, a poza tym i tak niekoniecznie rozgarnięci (takimi najłatwiej manipulować) wołają o „pracy do śmierci”.

Wczoraj na własne uszy słyszałem 55-latkę, oczywiście solidarnościowę przed sejmem, która z troską i pisowską zapalczywością zapewniała, że do 67. roku życia nie da rady pracować. Nie ma zielonego pojęcia, że będzie pracować o kilka miesięcy dłużej ponad sześćdziesiątkę, reforma bowiem jest rozciągnięta, bo związkowcy zadbali o to, aby ludzie się o tym nie dowiedzieli. Kobiety (szczególnie należące do związków) 59-letnie, SA przekonane, że będą pracować do 67.

Potężną w tym zasługa rządu, ale to już inny temat.

A Palikot? Palikot ma rację. Wszystko co powiedział, a potem powtórzył i rozwinął na konferencji prasowej, się zgadza. Lech Kaczyński, prezydent Polski, bez Jarosława, Lech był kompletnie bezradny. Każdy, kto obserwował w latach 2005 – 2010 scenę polityczną, musi to wiedzieć. No, chyba, że jest prawdziwym Polakiem . Znamienne są słowa w związku z telefonem prezydenta ze Smoleńska: „Lech Kaczyński nie rozstawał się ze swoim telefonem”. Ja w to wierzę, nie mógł, bo musiał słuchać instrukcji, w każdej sprawie. Instrukcji Jarosława rzecz jasna. On był liderem tego duetu. Zauważyliście, Że zawsze Lech był wysyłany „do pracy”? Jarosław pozostawał… w cieniu.

andy lighter

Zaświećcie wreszcie światło

Nie, nie o elektryczność mi chodzi, ale o deptanie w miejscu wszystkich „wiedzących” o potrzebie wprowadzenia reformy emerytalnej” i kompletnej nieumiejętności odpowiedzenia na najprostsze pytania. Boże drogi, jak ja żałuję, że nie jestem Romskeyem, innym blogerem, który ostatnio pochwalił się, że został przeczytany przez jakąś ważną personę (mam nadzieję, że wybaczy mi, że nie pamiętam, ale czytam wiele blogów), że o Azraelu nie wspomnę. Oni (politycy) błądzą w ciemności, chociaż „wiedzą, że „tu” jest światło”.

Do wściekłości doprowadzają mnie pytania podstarzałych pań, które z wyrzutem zadają pytania premierowi (i wszystkim, którzy mogą coś zmienić), jak one mogą pracować o siedem lat dłużej tak ciężko tyrając. Rozumiem trochę te kobiety, ale bynajmniej nie dlatego, że mają rację, ale dlatego, że częściowo mają klapki na oczach (a przede wszystkim uszach), bo nie słysza spraw oczywistych (o coraz lepszej, dłuzszej kondycji zdrowotnej), ale dlatego, ze nikt nie wytłumaczy im rzeczy podstawowych. Przy tym najprostszych. Jestem pewien, ze panie by to „złapały”. Trudno jest, a znam to doskonale z własnego doświadczenia, zrozumieć coś, co ktoś tłumaczy „niewytłumaczalnie”, chociaż ma szczere intencje.

Ale do białej gorączki doprowadzają mnie pytania dziennikarzy, skierowane do „fachowców”, a właściwie powinienem napisać, do fachowców (bo przecież nimi są), o te najprostsze sprawy. Dlaczego? Dlatego, że i jedni i drudzy sprawiają wrażenie chodzenia we mgle, chociaż i jedni i drudzy chcą dojść w to samo miejsce. Mam rację, bo od kilu programów widzę panią Pochankę wznoszącą oczy i mówiącą: „…I tak sobie pomyślałam”, albo „I tak myślałam o tym i doszłam do wmniosku…”. Od razu wtedy wiem (tym bardziej, kiedy usłyszę co ci dziennikarze sobie wymyślają), że oni nie mają bladego pojęcia. Błądzą, jak te biedne niedoinformowane, albo indoktrynowane przez opozycję kobiety. Tyle, ze od dziennikarzy powinno wymagać się więcej.

Podstawowe pytanie i przestraszonych kobiet i dziennikarzy brzmi: „Jak te biedne, pięćdziesięcioletnie kobiety zgięte w pałąk od ciężkiej pracy, mają wytrzymać w pracy do 67. roku życia?”. Najbardziej durne pytanie jakie można zadać, ale nie ma co się dziwić, skoro odpowiedź jest… równie durna – chodzi mi o to, że kompletnie nieprecyzyjna, nietrafiona i w zasadzie nie na temat.

Przykład? Balcerowicz, na tak zadane pytanie odpowiada, że trzeba być przygotowanym do zmiany zawodów, że w Europie tak jest…, itp. bzdury. Boże! Zmieniać zawód to może menadżer z budowy stadionu na menadżera budowy dróg, albo emerytowany oficer wojskowy na szefa ochrony. Nie trzeba zmieniać zawodów, bo ZAWODY SIĘ ZMIENIAJĄ!

Ile trzeba było sprzątaczek, żeby umyły 20 okien w budynku na 1. maja, 20 lat temu? W jeden dzień rzecz jasna, bo zawsze jest na ostatnią chwilę. Załóżmy, że 10. Trzeba było 10 wiaderek, 10 płynów do mycia okien, kilkadziesiąt szmatek, na mokro, na płyn, na sucho i jeszcze kupa gazet, bo po gazetach najlepiej błyszczały. A 10 pań po robocie niekoniecznie wiedziały jak się nazywają, ze zmęczenia.

A ile trzeba było pań, do tych samych okien na 3. maja 10 lat temu? Myślę, że pięc wystarczyło, o połowę szmatek mniej, wiaderek też, o gazetach już nikt nie pamiętał. A dzisiaj? Dwie panie, i dwa wiaderka spokojnie wystarczą. Żaednej szmatki tylko dwie „myjki” i dobry pryskacz. Jest oczywiste, że panie od okien spokojnie znajdą czas jeszcze na kawę i papieroska.  Że co? Że nie wszędzie? Ale czy to, ze przedsiębiorca jest sknerą, ma zawalać reformę emerytalną? Dinozaury zginą, albo… ewoluują.

A pamiętacie ile i jak ich koleżanki salowe śmigaly szmatami przez 12 godzin? A dziś? Salowych jest połowa mniej, a szmaty zastąpiła… maszyna z kierowcą, prawie jak traktorek.

Inny przykład, z mojej ulubionej Biedronki. Pięć (chyba sześć dokładnie) lat temu, panie z Biedronki pracowały ponad siły. Zdecydowanie i bezdyskusyjnie były traktowane jak niewolnice. Wiele z nich przypłaciło to zdrowiem , a nawet życiem… swoich niedoszłych pociech. To było porażające i wszyscy chyba to pamiętamy. Panie ciągnęły na takich niskich podnośnikach-wózkach pneumatycznych góry towarów.

Dziś ma Biedronkę pod oknem. Nie tylko, ze widzę z okna magazyn i za/rozładunki, ale jestem gościem w sklepie kilka razy dziennie, bo najbliżej, a kolejek w pewnych porach nie ma. Widzę, że panie ciągną już na takich samych co prawda podnośnikach, chociaż nowszych i „naoliwionych”, o połowę mniejsze górki. Widze też, ze mają czas wyjśc przed magazyn zapalić papierosa (nie mam nic przeciwko, sam jestem palaczem i w pracy paliłem). Jestem jednak pewien, ze za pięć lat, wózki-podnośniki będą miały „miększe” kółka, a za dziesięć, pani trzymająca dyszel, po naciśnięciu guzika będzie musiala tylko uważać w którym momencie wziąć zakręt, bo wózek będzie jechał sam. To pewne, musi tak być, więc po pierwsze te dziisjesze pracownice nie muszą się obawiać, bo nie będą dłużej pracować, a panie młodsze, wyobrażające sobie długą pracę na podstawie pracy dzisiejszej, po prostu nie mają racji.

Tylko żaden dziennikarz nie może żadnego fachowca o to zapytać, a żaden fachowiec nie wpadnie na to, żeby w tak prosty (a jednocześnie prawdziwy przecież) sposób, to wyjaśnić.

Innym pytaniem jest kuriozalne pytanie ludzi, obawiających się o pracę po pięćdziesiątce, kiedy zostaną zwolnieni.  Nie zostaną. Nie tylko nie zostaną zwolnieni…

Kiedy ja byłem młody, każdy miał (mógł mieć) pracę. Kiedy ktoś nie pracował, a trochę takich było, nazywani byli „niebieskimi ptakami”, co oznaczało „darmozjad’, „szkodnik”, „lump”. Jestem pewien, że za kilkanaście, dwadzieścia lat, sześćdziesięciolatek, zdrowy, który mógłby pracować, a nie będzie, będzie „niebieskim ptakiem” – „darmozjadem”, bo mimo, że praca czeka, inni muszą będą na niego pracować. Na jego „zasiłek” z opieki („niebieskie ptaki”, kiedy byłem młody, też brały zasiłki z opieki).

Będzie pracy pomimo maszyny zamiast połowy salowych, dwóch sprzątaczek, zamiast dziesięciu, ponieważ zamiast dwóch milionów emigrantów, wpuścimy (jeśli zechcą przyjechać – jeśli Bóg da, żeby na nas pracowali) milion. Bo rzeczywistości nie zaczaruje żaden Ziobro prosząc o rodzenie dzieci, a tym bardziej bezdzietny (a raczej spółka bezdzietnych żoliborsko-toruńskich zbawicieli)… Ludzie (a najważniejsze w tym są panie), chcą żyć inaczej. Mają czas, mają chęć wykorzystać szansę, wykształcenie, wolność… I mają rację. Nie dlatego, że nie rodzą dzieci, ale dlatego, że same decydują. Czy, kiedy i ile.

Dlaczego nikt z polityków nie potrafi mówić prostym, zwięzłym językiem? Dlaczego tak proste wytłumaczenia spotyka się z takimi… idiotycznymi „naokoło” tłumaczeniami? Ludzie! Skserujcie sobie te przykłady, które podałem i jak nie potraficie sami, to je kobietom przeczytajcie! Wyjdźcie z tego pieprzonego mroku!

Kiedyś Prezydent Wałęsa rzucił słowo „robotyzacja”, ale użył je w kompletnie irracjonalnym wyjaśnieniu. Natychmiast zamieniając słowo „robotyzacja” na „postęp technologiczny”, kompletnie odwrotne wnioski NASUWAJĄ SIĘ SAME!!!

andy lighter

Pan Prezydent się myli

Tzn. Pan Prezydent Wałęsa. Darzę Pana Wałęsę należnym, najwyższym szacunkiem. Niezwykle go cenię i bardzo lubię, chylę czoła przed jego niezwykłym „instynktem politycznym”, którego pozazdrościć mu powinni niemal wszyscy politycy w tym kraju. Z reguły też zgadzam się z jego poglądami i wygłaszanymi tezami, opiniami i analizą naszej (i nie tylko naszej) rzeczywistości. Jednak w kwestii wydłużenia wieku emerytalnego mam pogląd odmienny niż Pan Prezydent. Uważam, że w swojej argumentacji poszedł On trochę (sporo „trochę”) na skróty.

Otóż Pan Prezydent nie jest zwolennikiem wydłużania wieku emerytalnego, jeśli dobrze rozumiem. I ma dla poparcia swojego zdania prostą argumentację. Oto przytacza przykład koparki, której zastosowanie, spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi, których to ludzi wysłaliśmy na renty (emerytury) i wystarczyło. Otóż, to nie całkiem tak, Panie Prezydencie.

Zastosowanie koparki, rzeczywiście spowodowało zastąpienie pracy pięćdziesięciu ludzi. Ale wcale nie wysłaliśmy ich na renty (emerytury), tylko daliśmy im inną pracę. Kaparka nie tylko zastąpiła tych pięćdziesięciu ludzi, ale też znacznie przyspieszyła pracę. I polepszyła, stwarzając nowe możliwości. Koparki zaczęły kopać, aby tych pięćdziesięciu ludzi, zamiast kopać, budowało na tych wykopanych dziurach drogi, fabryki i domy. Koparka pracowała tak szybko, że tych pięćdziesięciu ludzi musiało „budować” równie ciężko, jak przy kopaniu. Koparka więc przesunęła tych ludzi na inne „fronty robót”.

Pan Prezydent Wałęsa stawia na automatyzację, robotyzację, które to nowoczesne technologie będą pracować na nasze emerytury. Ma rację Pan Wałęsa, tyle tylko, że w przeciwieństwie do jego oczekiwać, moim zdaniem nie stanie się to w najbliższych dwudziestu, czy nawet czterdziestu latach. To jeszcze dość daleka przyszłość, chociaż oczywiście rozumiem, że postęp technologiczny dokonuje się w zawrotnym tempie.

Można by pomyśleć, że „kombinacje” Pana Prezydenta mają sens. Jednak ja uważam, że roboty nie powinny pracować na nasze emerytury jako takie, ale powinny stanowić możliwość podwyższania niskich, ale w miarę przyzwoitych, wypracowanych emerytur.

Wbrew pozorom informatyzacja, automatyzacja i robotyzacja wcale nie będzie domeną ludzi specjalnie wykształconych i ludzie wykształceni zupełnie przeciętnie (mniemam, ze wyższe wykształcenie będzie zdecydowanie powszechne) będą mogli się tym zajmować. Już dziś ludzie niewykształceni ale pasjonaci robią na komputerach takie rzeczy, że przeciętny zjadacz chleba dostałby od tego zawrotu głowy. Są hakerami, „nie znają” żadnych barier w przestrzeni Internetu i tajnikach możliwości komputera, czy najbardziej nawet skomplikowanych programów. Przewiduję więc, że zarobki w tych branżach będą nie najwyższe, również dlatego, że chętnych do tej pracy będzie bardzo wielu (choć pracy brakować nie będzie. O wiele wyższe będą zarobki tzw. pracowników fizycznych, z jednego, bardzo prostego powodu: nie będzie chętnych do wykonywania tych prac. Jeśli każdy (zdecydowana większość) będzie mogła pracować przy komputerze, automacie, itp., to komu będzie się chciało pracować fizycznie. Np. w sklepie, czy w magazynie. A przecież ci ludzie już dzisiaj też muszą znać się na nowoczesnych wagach, kasach, komputerach, i innych sprzętach pomagających w pracy. Już dziś praca sprzątaczek np. coraz częściej wymaga niezłej umiejętności rozumienia i obsługi sprzętów tzw. AGD

Pracy dla ludzi naprawdę „nieczytanych, niepisanych z różnych powodów” będzie naprawdę niewiele. I dlatego istnienie ośrodków pomocy społecznej jest niezagrożone, niezagrożone więc musi być ich finansowanie. Nie może to jednak stanowić normalnego zastąpienia emerytury, bo to po prostu nie fair.

Jestem więc zwolennikiem podwyższenia wieku emerytalnego. Wszelkie dane i prognozy, będące raczej pewnym, oczywistym i logicznym spojrzeniem w przyszłość, pokazują jasno, że rąk do pracy będzie ubywać, ludzie będą coraz starsi i będą żyć coraz dłużej. Prędzej czy później trzeba będzie to zrobić a im później, tym „drastyczniej”, czyli boleśniej.

I nie ma tu co dyskutować, spierać się, słuchać tych, którzy albo chcą ten system maksymalnie podziurawić, albo pozostawić obecne status quo, bo ich argumenty są absurdalne, tylko tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć, że inaczej się nie da.  

andy lighter

Festiwal populiznu, czyli referendum

Nie chodzi mi bynajmniej o referendum w sprawie ACTA, ale o referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. Chociaż oba pomysły uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i niepotrzebne. Opozycja (w kwestii emerytur jest to SLD) jednak jest innego zdania i próbując stroić miny bardzo zatroskanych o los swoich wyborców, polityków, rozwodzi się nad potrzebą sięgnięcia po tę formę demokracji bezpośredniej.

Powołują się przy tym na sondaże, które pokazują, że aż 85% naszego społeczeństwa jest przeciwnych podwyższeniu wieku emerytalnego i szukają „zamienników”, alternatywnych rozwiązań dla utrzymania obecnego wieku przechodzenia na emeryturę. SLD chce, aby o przejściu na emeryturę decydował nie wiek, ale staż pracy: 40 lat dla mężczyzn i 35 dla kobiet. To nia ma dzisiaj najmniejszego sensu. Dość wspomnieć, że wg statystyków, długość życia w naszym kraju, od roku 1988 do 2011 wydłużyła się o 5 lat. W związku z tym, gdzieś wyczytałem komentarz, że być może, co drugi dzisiejszy noworodek dożyje stu lat, albo bardzo niewiele mu zabraknie. Może być więc tak, że stuletnie emerytka w przyszłości, będzie musiała żyć ze składek gromadzonych jedynie przez 1/3 życia. Nie ma takiej fizycznej możliwości, żeby to się zrównoważyło, nawet przez odsetki. Oczywiście zrównoważone nie będzie nigdy, ale przepaść w wychodach i przychodach ZUS-u będzie coraz większa.

PSL ma pomysł, aby skracać wiek emerytalny kobiet o 3 lata za każde urodzone dziecko. Skracanie wieku za każde urodzenie dziecka też jest „dziwne”, bo matka trójki dzieci przechodziłaby na emeryturę wcześniej niż dziś. A wydłużenie okresu pracy ma na celu wydłużenie okresu płacenia składek, a a co za tym idzie wyższych świadczeń. Jak znam życie, kryją się pewnie za tym jakieś tajemnicze logarytmy, przeliczniki i inne „czary mary”, których nie znamy, aby to obniżenie świadczenia zniwelować. Czyli znów inni składkowicze płaciliby na rzecz jakiejś grupy. Idzie o to (a przynajmniej powinno o to chodzić), aby dopłacanie jednych na drugich ograniczać, a nie jeszcze powiększać rzeszę tych „drugich”. Jednym z powodów niedopinania się ZUS-u jest przecież właśnie ogromna rzesza niepłacących składki, lub uprzywilejowanych np. w kwestii wczesnego przechodzenia na emeryturę, którym jednak ZUS świadczenia musi wypłacać.

Spodobał mi się wpis na temat obaw przed wydłużeniem wieku emerytalnego, blogera Kominka, sprzed paru miesięcy. Było tam, m.in.: „(…) jeśli ktoś, będąc jeszcze młodym wiekiem, przejmuje się tym, ile lat będzie musiał pracować, to jest zarówno idiotą jak i nieudacznikiem (…)”. Ja się z tym akurat zgadzam. Jeśli człowiek „na starcie” martwi się o to, co będzie mógł kupić z emerytury płaconej mu przez ZUS i OFE za 50 lat, to jest… naprawdę śmieszny.

PiS-owi podoba się pomysł PSL. A dodatkowym argumentem przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego jest: „Dziadkowie muszą pomagać wychowywać wnuki, a nie pracować”. To jest haniebny argument panowie Błaszczak, Hofman i Girzyński, bo dziadkowie na emeryturze mają odpoczywać, zwiedzać, jeździć na wycieczki i zajmować się swoimi pasjami, albo zainteresowaniami, na które nie mieli czasu pracując. Albo po prostu zbijać bąki.

Propozycje referendów w sprawie ACTA i w sprawie emerytur to „Himalaje populizmu”. Wyniki bowiem takich referendów będą oczywiste, ale to nie znaczy, że władze powinny temu ulegać. „Społeczeństwo nie zawsze ma rację”. To są słowa zresztą któregoś z braci Kaczyńskich, wypowiedziane przy okazji żądania jakiegoś referendum w czasie ich rządzenia. Nie pamiętam czy chodziło wtedy o referendum w sprawie tarczy, czy wojsk w Afganistanie, czy w jeszcze innej. Czy trudno jest przewidzieć wynik referendum z pytaniem: „Czy chciałbyś zarabiać co najmniej pięć tysięcy złotych”. Albo: „Czy chciałbyś aby podatek od dochodów wynosił 10%”.

Domaganie się referendów w sprawach, w których oczywisty jest opór społeczny bez względu na koszty, jakich by załatwienie ich po myśli pytanych wymagały, jest zwyczajnie haniebne.

Racją jest, że aby w pełni wprowadzić reformę potrzeba spełnić szereg warunków: powszechny dostęp do żłobków i przedszkoli, ale i do domu starców i domów opieki, to tylko przykład. Ale też reforma rozciągnięta jest w czasie.

W Szwecji wiek emerytalny wynosi 70 lat.  

andy lighter