Życie nie jest bezcenne

Wszyscy znamy slogany, wielu uważa(ło), że słuszne, prawdziwe: „życie nie ma ceny”, „życie jest bezcenne”, „żadne pieniądze nie zwrócą życia bliskiej osoby”. Nic z tego. Są tacy, którzy wyceniają sobie życie, swoich bliskich i swoje własne, a tym kimś są oczywiście rodziny ofiar smoleńskich.

Rusza właśnie lawina wniosków rodzin ofiar o odszkodowania. Do MON i bezpośrednio do sądów. I odszkodowania te nie mają nic wspólnego z otrzymanymi już (wynegocjowanymi) od państwa odszkodowaniami w wysokości 250 tys. zł, w ilości 270 ugód. Były to bowiem „zadośćuczynienia za krzywdy niemajątkowe”, czyli, kolokwialnie pisząc „straty moralne”. Państwo, czyli mnie i Ciebie, kosztowało to prawie 68 mln zł.

Tym razem chodzi o zadośćuczynienia za straty materialne. Czyli inaczej, za pogorszenie się sytuacji materialnej rodzin ofiar katastrofy. I w tym miejscu, przyznam, mnie ruszyło. Dochodzą słuchy, że niektóre osoby chcą odszkodowań w wysokości nawet do półtora miliona zł(!)

Nietrudno pomyśleć, że niektóre, np. żony (to tylko ewentualny przykład, nie żadna wiadomość), „policzyły” sobie ewentualny dochód męża (np. męża), aż do emerytury i później, do „przewidywanej” daty naturalnej śmierci. Świetny sposób na wyliczenie sobie wysokości emerytury – będę musiał nad tym popracować i wysłać do ZUS-u propozycję mojego dochodu, aż do ewentualnej śmierci.

„Rodziny smoleńskie”, a przynajmniej spora ich część, postanowiły ukarać państwo, czyli obywateli, za to, że zginęli ich bliscy.

A więc ja domagam się od państwa, żeby te rodziny mnie nie karały.

  • Domagam się, żeby ukarały pilotów, za ich ewidentny błąd w sztuce, a raczej serię błędów.
  • Domagam się, aby ukarały gen Błasika, który jako pierwszy, będąc przełożonym pilotów, powinien stanąć w obronie życia prezydenta i zakazać (nawet z użyciem broni – choć sam jej nie miał, mógł zażądać od młodszych oficerów BOR – ja bym tak zrobił, desperacko broniąc życia głowy państwa, to obowiązek oficera) lądowania.
  • Domagam się, aby ukarały kancelarię byłego prezydenta i samego Lecha Kaczyńskiego za to, że na pokładzie prezydenckiego samolotu znalazło się tyle niebędących związanymi z wykonywaniem przez prezydenta obowiązków, osób, które „nie miały prawa” (z punktu widzenia logicznego i odpowiedzialnego myślenia), się tam znaleźć.

Inaczej rzecz nazywając, domagam się od prokuratury r z e t e l n e g o(!!!)  i prawdziwego, a nie pozorowanego śledztwa, dziś bowiem wiadomo, że prawdziwi winni, jako, że nie żyją, nie będą wskazani jako winni (bo nie wypada winić zmarłych), o ukaraniu nie wspominając. Całe więc to śledztwo prokuratury, jest warte funta kłaków, od początku do końca.

Zapłacę, jako państwo, hienom ich odszkodowania. Pod warunkiem. Jeśli prawdziwi winni katastrofy smoleńskiej, zostaną wskazani i ukarani. Prawdziwi winni nie „dostarczą swoim bliskim zabezpieczenia do końca życia. Tak jak kierowca, świadomie i z premedytacją pchający się pod koła ciężarówki, spowodowawszy wypadek z ofiarami śmiertelnymi, nie zabezpiecza bytu swoim bliskim, jako winny śmierci innych ludzi.

A swoją drogą, ciekawy jestem dlaczego samolot rządowy nie był ubezpieczony? To chyba kolejny, typowo polski wynalazek, żeby nie ubezpieczać samolotu VIP-ów. A niech by „szarak” nie wykupił OC na samochód, dowiedziałby się jasności przy pierwszym „napotkanym” patrolu drogowym.

Wiem, wiem. Jestem świnia, bo o umarłych źle się nie mówi, a poza tym oni stracili bliskich i im się należy. A niech im się należy! A niech się nie mówi! Tylko niech to niemówienie nie oznacza zamykanie ich ust moimi, Twoimi, naszymi  pieniędzmi. Bo nie kto inni, tylko oni będą za chwilę najgłośniej krzyczeć o niedożywionych dzieciach i o tym, że to wina Tuska.

andy lighter

O (moich) pieniądzach i BBN

Będzie o odszkodowaniach, BBN-ie i RBN-ie, kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Skarbie Państwa premiera Tuska, ale przede wszystkim o zasadach moralnych.

Raport Millera, zgodnie z przewidywaniami wielu komentatorów, ogromną częścią winy za katastrofę smoleńską obarczył Dowództwo Sił Powietrznych Wojska Polskiego, oraz załogę samolotu prezydenckiego. To dla wielu było oczywiste, Miller z komisją zrobił mi o tyle przysługę, ze nie muszę się już w niczym grzebać, bo podał mi na tacy zarzuty pod ich adresem. Słuszne zarzuty.

Ja się więc „nieśmiało zapytowywuję” za co każdy członek rodziny Błasika, zwierzchnika Sił Powietrznych i np. dowódcy Tupolewa dostali 250 tys. odszkodowania ze Skarbu Państwa, czyli z moich podatków? Niedawno dostałem odpowiedź, że za straty moralne i utratę więzi rodzinnych ze zmarłymi. Pytam się więc dalej, dlaczego po 250 tys. nie dostał każdy członek rodziny kierowcy, który niedługo po katastrofie zabił 18 osób wiezionych w niewielkim busie do pracy? Że co? Że powinno być 8 osób, że był winny? Co z tego? Błasik też był winny i dowódca też. Pytam dalej. Dlaczego każdy członek rodziny kierowcy, który zabił czterdzieści parę osób pod Grenoble, nie dostał po 250 tys.? To co, że zignorował znak drogowy? Załoga zignorowała tyle „znaków”, że uniesposób ich w dziesięciu zdaniach wymienić.

Tak się zastanawiam, czy odszkodowania dla pasażerów (przynajmniej części z nich) powinien płacić Skarb Państwa, czy np. kancelaria prezydenta. To kancelaria prezydenta ułożyła listę pasażerów. Nie tylko nie płaci odszkodowań, ale jeszcze członkowie ich rodzin dostali moje pieniądze, za to, że spowodowali niebezpieczeństwo paraliżu Polskiej Armii i najważniejszych Polskich Urzędów Państwowych (np. NBP), poprzez umożliwienie im podróży w jednym samolocie. Że co? Że nie było procedur? A głowy, że zapytam, od czego są, oprócz noszenia beretów? Czy przypadkiem nie od myślenia? Czy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, z definicji wynikającej już chociażby z nazwy tego urzędu, nie powinno taki lot absolutnie zastopować? Czy Rada Bezpieczeństwa Narodowego, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, nie powinna takiego składu pasażerów absolutnie zanegować i absolutnie zakazać? To jest zasrany obowiązek BBN i RBN!!! Czy żyjący pracownicy BBN (np. Błaszczykowski) nie powinni stanąć przed sądem, za niewykonywanie swoich obowiązków – umożliwienia powstania niebezpieczeństwa narodowego. Urzędnicy tego urzędu nie mają prawa NIE MYŚLEĆ, że stanie się coś złego! ONI ZA TO BIORĄ PIENIĄDZE!!! Czy pracownicy kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z obecnie wołomińskim spadochroniarzem na czele, nie powinni prezydenta „otrzeźwić” zwracając mu uwagę, że to niebezpieczne? Czy prezydent nie powinien dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli i bezpieczeństwo państwa? Tym bardziej prezydent pomny złych samolotowych doświadczeń, choćby z Mongolii?

Oczywiście na orzeczenie winy (współwiny) za katastrofę, np. Błasika trzeba poczekać do zakończenia prac prokuratury. Ale jestem przekonany, że kancelaria prezydenta, BBN, nie są w ogóle objęte prokuratorskim śledztwem pod kontem listy pasażerów, nie ma to bowiem bezpośredniego związku z przyczyną wypadku. Czy jednak BBN-em Kaczyńskiego nie powinna się prokuratura zająć? Przecież wynik tej katastrofy, czyli lista ofiar, to jest absolutnie doskonały przykład nieróbstwa, dyletanctwa, bylejakości i brania pieniędzy „za nic” przez urzędników Biura Bezpieczeństwa Narodowego!!!

Mam pytanie do premiera Rzeczpospolitej Donalda Tuska. Czy pan premier, nie ma moralnego dylematu, wypłacając rodzinom osób współwinnym katastrofy potężne pieniądze z kieszeni m.in. rencistów i emerytów, żyjących w skrajnym ubóstwie?

andy lighter

Brawo Panie Wałęsa!

Prezydent Lech Wałęsa odmówił spotkania z Barackiem Obamą w Warszawie. Na pytanie dziennikarza o powód, stwierdził jedynie: „Nie, nie spotkam się. Nie pasuje mi, nic więcej nie mam w tej sprawie do powiedzenia”. Możemy się więc jedynie domyślać decyzji pana Wałęsy. Mnie ta decyzja jak najbardziej pasuje. Wałęsa co prawda wyjeżdża do Włoch w tym czasie, ale ja uważam, że powód odmowy jest inny. Wizytę we Włoszech z łatwością można było przesunąć o kilka godzin. Pan Wałęsa lubi mówić i „nic więcej nie mam w tej sprawie do powiedzenia”, mówi aż nadto dużo.  

Domyślam się powodów rezygnacji Wałęsy ze spotkania z Obamą. Może ich być oczywiście więcej, Lech Wałęsa ma sporą wiedzę na temat polityki zagranicznej USA i w ogóle stosunków międzynarodowych. Dla mnie prawdopodobne są dwa, może trzy powody.

Po pierwsze, łaskawa zgoda pana Jarosława Kaczyńskiego na obecność w Pałacu Prezydenckim. Bardzo się pan prezes ociągał, zapewne nasze władze użyły sporej dawki perswazji i próśb do szanownego pana prezesa, żeby się jednak łaskawie zgodził. I… odetchnęli z ulgą, bo łaskawie się zgodził. Taki sposób traktowania szeregowego posła, mimo iż jest szefem partii opozycyjnej to jest szeregowym posłem, obchodzenie się z nim jak z jajkiem, lub jak kto woli, z rozkapryszonym, manipulującym otoczeniem dzieciakiem, jest nie do zaakceptowania, nie tylko dla Wałęsy (dla mnie, dajmy na to, również). Zresztą Kaczyński ma się spotkać z Obamą podobno dwukrotnie, ponieważ ma być obecny na spotkaniu prezydenta USA z rodzinami ofiar (wojskowych) smoleńskich. Wyjątkowa, kompletnie nieuprawniona nobilitacja Kaczyńskiego. Kim on jest do cholery, żeby wynosić się ponad najważniejsze osoby w państwie? Mozolnie i skutecznie realizuje swoja politykę „własnej Polski”, przy akceptacji, a nawet walnej pomocy najwyższych władz Rzeczypospolitej. To może być dla Lecha Wałęsy potwarz, jak najbardziej uprawniona. Żaden polityk w tym kraju, poza rządzącymi, nie ma prawa stawiać się wyżej od tego człowieka, laureata Nagrody Nobla, tym bardziej pozorowany opozycjonista.

Innym powodem może być wspomniane już spotkanie Obamy z rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej. Zauważmy, że Wałęsa ogłosił swoją rezygnację ze spotkania po tym, kiedy spotkanie Obamy z rodzinami stało się już oficjalnie pewne, dotychczas słyszeliśmy tylko o prawdopodobnym spotkaniu. Obama w ten sposób upolitycznia tragedię smoleńską, upolitycznia sprawę, najpewniej wypadku lotniczego. Upolitycznia, bo jest to wizyta oficjalna, a więc polityczna. Rozmienił się Obama na drobne, najwidoczniej ma kiepskich doradców, czego zresztą dowody już nieraz dawał. Sądzę (przy tej okazji), że podniecamy się, zachwycamy, tą całą amerykańską doskonałością ichnich służb, od ochrony poczynając na doradcach kończąc, zdecydowanie niezasłużenie. Jest absolutnie pewne, dla PiS-u, z którego list wystartują ludzie po uszy zaangażowani „w Smoleńsk”, oraz rodziny, że fakt spotkania się z rodzinami oraz wyjątkowa, jednorazowa i jak to określił prezes „dla dobra Polski” obecność Kaczyńskiego w pałacu, oraz spotkanie Obamy z rodzinami (głównie chodzi o Błasikową i Kaczyńskiego), stanie się potężnym argumentem wyborczym, wciskanym zwolennikom PiS-u i niezdecydowanym. Nie na darmo Kaczyński odbył spotkanie z ambasadore USA w Polsce. „Ma facet wpływy”, ocenili doradcy prezydenta Obamy, a z wpływowymi ludźmi spotkać się wypada.

Byćmoże nie bez znaczenia jest jeszcze inny powód. Prezydent Obama przyjeżdża do Polski bez małżonki. I choć mówi się, że to zemsta za nietrafiony dowcip prezydenta Komorowskiego na temat żony myśliwego, jest to oczywisty afront, przynajmniej w mojej ocenie. Takie „wpadki” głów państw, premierów, ministrów, itp., są na świecie rzeczą normalną i nagminną, wręcz chlebem powszednim, chociaż nam się wydaje, że nasz prezydent jest wyjątkowy. To absolutnie nieprawda i nie ma to najmniejszego znaczenia w stosunkach międzypaństwowych, nie ma najmniejszego powodu do obrażania się na wpadki, lapsusy czy jakieś popełnione niezręczności.

Pan prezydent Obama myśli chyba, że w Polsce mieszkają sami idioci. Wczoraj odbyło się przyjacielskie spotkanie Obama – Miedwiediew, a jutro ten przyjaciel Rosji spotka się z rodzinami i zapewne powie im coś miłego. Coś, co chcieliby usłyszeć. Co? Może, że Rosja jest zła, że dobrze, że z taką determinacją dążą do wyjaśnienia sprawy, może pochwali superśledczego Macierewicza… Jednym słowem schizofrenia dla idiotów.

Otóż nie panie Obama. W Polsce nie mieszkają sami idioci. Idioci to tylko 27 do 30 % Polaków. Dobrze by było, żeby jacyś pańscy superdoradcy panu to powiedzieli.

Brawo Panie Prezydencie Wałęsa! Popieram pańską decyzję w całej rozciągłości. Własnej godności trzeba bronić i żadna święta krowa, nawet prezydent USA tego nie zmieni w człowieku, który swą godność ceni.

To wszystko to oczywiście moje domysły. Uważam jednak, że coś w trawie piszczy a ja próbuję dojść przyczyny piszczenia.

andy lighter

Obamo ratuj!

Niektóre, a raczej powinienem napisać: „Niewielka część, wiadomo kto” rodziny ofiar tragedii smoleńskiej, wiążą ogromne nadzieje z przyjazdem prezydenta Baracka Obamy w Polsce. Jeden z najzajadlejszych liderów tych „wiadomo które”, Andrzej Melak chciałby zadać prezydentowi Obamie dwa, trzy pytania i apeluje do organizatorów spotkania o poszerzenie listy rodzin.

Melak, zdecydowany prokaczysta nie omieszkał przy okazji obrazić publicznie, żeby nie nazwać tego oskarżeniem, żony generałów, które na spotkaniu z prezydentem Obamą w Katedrze Polowej Wojska Polskiego prawdopodobnie będą. Gdy ktoś zapytał go, czy to oznacza, że spotkają się z Obamą tylko te rodziny, które zgadzają się ze śledztwem i nie zadają pytań, odpowiedział:Jeżeli mówię, że będą tam w większości panie generałowe, to tak, bo takich pytań te panie nie zadają publicznie. Oprócz jednej pani gen. Błasikowej, która staje w obronie honoru męża i polskiego wojska. Pozostałe jakby się wyciszyły, są strasznie wstrzemięźliwe”. Dziwi mnie to o tyle, że jeśli co prawda Melak jest znanym krzykaczem, zwolennikiem teorii spisku i zdrady, to mówił on też w imieniu córki posła Wassermanna, która „najbardziej ceniła sobie spokój i nieupolitycznienie katastrofy”. Chociaż…, dziś już chodzą słuchy, że pani Wassermann wystartuje z list krakowskich PiS-u w nadchodzących wyborach (czekamy jeszcze na wieści, o miejscu na liście pani Beaty Gosiewskiej).

Matka pana Gosiewskiego napisała rozpaczliwy list do Baracka Obamy z prośbą o spotkanie. I niechby sobie pisała, guzik mnie to obchodzi, gdyby nie to, że znowu deptane są uczucia innych ludzi: „(…) Wiem, że Pan, Panie Prezydencie jest bardzo związany ze swoją rodziną, zatem rozumie Pan mój ogromny ból, ale również chęć poznania prawdy. Dlatego jestem przekonana, że Pan osobiście pomoże mi i innym rodzinom, które straciły swych ukochanych i spowoduje, że zostanie przeprowadzone niezależne międzynarodowe śledztwo (…)”. Ta baba najwyraźniej myśli, że tylko ona, inni (niektórzy) członkowie rodzin ofiar smoleńskich i Obama są bardzo związani ze swoją rodziną, inni nie. I mówi (raczej pisze) to lekarz, która na co dzień widziała ludzkie cierpienie, cierpienie innych ludzi, cierpienie o którym do zeszłego roku nie miała pojęcia, bo żyła jak pączek w maśle. Ta kobieta nie ma bladego pojęcia o tym, co znaczy stracić swoich ukochanych i zostać bez środków do życia. Ta kobieta ubliża wszystkim, którzy to pojęcie mają (zresztą jie tylko ona im ubliża, ale również rząd, ale to już zupełnie osobna, opisywana wiele razy historia).

Wpadłem na zdjęcie pani Beaty Gosiewskiej, drugiej żony posła Gosiewskiego (że też Rydzykowi to nie przeszkadzało, że jego pupil nie po chrześcijańsku żył), przy grobie męża. I kiedy przeczytałem napis na nagrobku (chyba autorstwa samego posła) natychmiast skojarzyłem to z dorobkiem wicepremiera. „Wdzięczność ważniejsza jest od pieniędzy”. I rzeczywiście, w karierze wicepremiera wdzięczność Włoszczowian za peron kolejowy była ważniejsza, niż waloryzacja rent i emerytur dla ludzi, którzy dostali od pana ministra po 180 zł jednorazowego dodatku (szkoda, że słuchaczki radia maryja mają taką krótką pamięć). Dostali te grosze w czasie najlepszej dla tego kraju po 89. roku koniunktury i przy najwyższym wzrośce gospodarczym.

Matka pana Gosiewskiego chciałaby poruszyć sumienie prezydenta Obamy i namówić go na wszczęcie międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zapomina tylko, że przyjaciele jej syna, pani Fotyga, dyplomatka światowej klasy i pan Macierewicz, mistrz świata w niszczeniu służb wywiadu i kontrwywiadu własnego kraju, a więc ludzie z najwyższej „polskiej” półki, załatwiali już sprawę w Ameryce.

Ponieważ na międzynarodowe śledztwo szans nijakich nie ma, bo jest to sprawa między Polską a Rosją, oczywiście pani Gosiewska, pan Melak i inne „wiadomo które” rodziny liczą na to, że USA zagrożą Rosji użyciem broni nuklearnej, albo po wysłuchaniu zawiedzionych rodzin, wiedziony współczuciem, skieruje na Bałtyk siły NATO, aby w razie nie przyznania się Rosji do zamachu wespół z Tuskiem i Komorowskim, zaatakować z morza cele rosyjskie tak jak to ma miejsce w Libii.

Tylko, ze panie Melak, pani Gosiewska, prezydent Obama spotyka się dziś w cztery oczy z prezydentem Miedwiediewem, a obaj podkreślają wyjątkowo znakomite wzajemne stosunki i potrzebę tych wzajemnych doskonałych stosunków utrzymywania, a nawet pogłębiania.

Eeech, szkoda, że Jarosław Kaczyński nie jest premierem.

(obrazek chyba z tygodnika „Angora”, ale nie jestem pewien – zrobiłem komórką kiedyś) 

andy lighter