Czy Wnukowo otrzeźwi smoleńszczyków?

Na lotnisku Wnukowo w Moskwie doszło do katastrofy. Rozbił się samolot Tu204 rosyjskich linii Red Wings. Zginęło pięć osób (cztery na miejscu i piąta w szpitalu), spośród ośmiu znajdujących się na pokładzie.

Samolot już kołował, miał niewielką prędkość, mimo to, na skutek, najprawdopodobniej awarii układu hamulcowego, przejeżdżając przez zaśnieżone pole i uderzając w skarpę obwodnicy drogowej, rozpadł się na trzy części i zamienił w kupę złomu.

Należy podkreślić, że samolot miał niewielką prędkość, inaczej nie przystąpiłby do kołowania, jeszcze ją wytracał na śniegu i uderzył tylko w skarpę, a mimo to zamienił się w złomowisko.

Tu 204. Moskwa. Fot: PAP/.EPA.

Wrak Tu 204 po katastrofie w Moskwie.

Czy nie powinno to otrzeźwić Macierewicza, Kaczyńskiego i ich amerykańskich superekspertów Biniendę, Nowaczyka i innych? A może ci ostatni przeprowadziliby obliczenia, zrobili „fachowe” ekspertyzy? Może też im wyjdzie zamach? Bo przecież kołujący, pusty samolot powinien się na skarpie zatrzymać i koniec?

To dla Rosjan bardzo przykry prezent noworoczny. Ale dla niektórych ekspertów tu w Polsce (chwilowo niektórzy w Ameryce, w obawie o życie), powinno to dać do myślenia, a właściwie do otrzeźwienia. A może olśnienia?

Życzyłbym sobie na ten Nowy Rok, aby ta rosyjska katastrofa rozwiała opary absurdu, nienawiści i podejrzeń z naszych „prawych i sprawiedliwych” polityków i z ich domorosłych, teoretycznych ekspertów.

To jest moje życzenie w dziedzinie życia politycznego w naszym kraju. Niech wrak Tupolewa 204 będzie realną, realistyczną klamrą, zamykającą smoleńskie dywagacje, konfabulacje, oskarżenia i nekropolitykę, otwartą wrakiem Tupolewa 154 M.

andy lighter

Niebezpieczny Kaczyński

Prezydent Lech Kaczyński był wielki. Jego wielkość napawała lękiem cały świat do tego stopnia, że postanowiono go zgładzić. I to nie tylko Rosjanie, również Amerykanie by się nie zawahali, gdyby zamach smoleński się nie udał.

Rzeczywiście, jego wielkość nie podlega dyskusji. Miał przecież tak potężnych sojuszników, jak prezydent Saakaszwili z Gruzji, czy Adamkus z Litwy. Nie to, co jakiś tam psychol z Korei Północnej, mający za sojuszników jakich tam, byle jakich Chińczyków.

Że sobie puszcza bombki nad Japonią, to tylko taka zabawa, wiadomo, że się nie odważy. Lech Kaczyński to zupełnie inna liga – polityk, który trząsł całym światem poważnie, a nie na niby, jak ten Koreańczyk. Ponieważ miał swoje zdanie i wszyscy musieli się z nim liczyć, nawet jak było im nie w smak, a zwłaszcza wtedy. Nie po drodze było z nim ani Rosjanom, ani, jak się okazuje zdradzieckim Amerykanom, że o Niemcach nie wspomnę.

Skoro już to wiemy, Jarosław Kaczyński długo to ukrywał, ale w końcu, kiedy Amerykanie przestali owijać w bawełnę, to hipoteza zamachu przestaje być już hipotezą. Staje się oczywista.

I tak się zastanawiam… Przecież Lech Kaczyński zapewne zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Byś może stąd tak obszerna lista pasażerów. Przecież cywilizowany świat nie zabija niewinnych ludzi…

Tylko jak to się stało, że Saakaszwilemu się upiekło? No bo Adamkusowi to własny naród uratował życie. Tylko ze względu na jego bezpieczeństwo podziękowali mu za prezydenturę. U nas by to nie przeszło, naród niczego się nie domyślał, więc Lech Kaczyński wygrał by w pierwszej rundzie i to przytłaczającą większością. Komorowskiego by zwyczajnie ośmieszył.

andy lighter

Wrak w Rosji

Przed chwilą słyszałem wypowiedź prof. Zbigniewa Brzezińskiego o wojnie polsko-polskiej. Wypowiedział opinię, która dla mnie jest oczywista, od co najmniej dwóch lat. O wraku. Wraku, którym „grają” Rosjanie.

Moim zdaniem wrak Tupolewa 101 dawno powinien być w Polsce. Co więcej, dawno byłby w Polsce.  Gdyby nie Macierewicz, Kaczyński i ich paranoiczne teorie. One ich bawią, śmieszą, nie przeszkadzają im w niczym, a często pomagają. W postrzeganiu statecznej Rosji, wobec unijnej, wojującej samej ze sobą, niepoważnej Polski.

Rosja tym trzymaniem tupolowego wraka robi jednak znakomitą robotę nie tylko dla siebie. Dla własnej wygody, wizerunku klasy przy świrującym sąsiedzie, itp. Robi też znakomitą robotę dla Polski. Mimo obecnych czerwieniących się ze wstydu policzków, Ten wrak sprawi, że Kaczyński psychicznie pęknie, nie wytrzyma, tym bardziej, ze jest jak złapany schizofrenik: Raz jest na nie, ale drugi raz też jest na nie (a nie na tak), bo mu „ruski psychiatra” zamknął pudełeczko z „tak”. Schizofrenicy, czy inni paranoicy funkcjonują dlatego, że raz są „dobrzy”, a raz „żli”. Gdyby cały czas byli „źli”, albo „dobrzy”, jako schizofrenicy by nie dali rady. Musi być rzeczywistość i jej „krzywe” – odwrotne odbicie w lustrze. Dwie, te same strony lustra…, nie przejdą. Jestem pewien, że Kaczyński prędzej, niż później pokaże autentyczne objawy szaleństwa, niepodlegające żadnemu wytłumaczeniu i że jego właśni przyboczni żołnierze, będą tym tak samo zaskoczeni i zszokowani, jak reszta Polaków.

Macierewicz, moim zdaniem od dawna prezentuje objawy obłędu, jednak trwa, dzięki kurateli Jarosława Kaczyńskiego. Ten człowiek nie powinien mieć możliwości nawet prowadzenia samochodu. Pozwolenie na to człowiekowi absolutnie nieprzewidywalnemu, jest działaniem na szkodę reszty społeczeństwa. Jeśli opuści go chory Jarosław, stanie się to dla wszystkich jasne.

Boję się jednak czegoś innego. Jeśli już Jarosław Kaczyński zniknie otoczony opieką pielęgniarek i lekarzy w swoim domu, jeśli Macierewicz zacznie małpie występy w stylu posła Janowskiego, pokazując swoje szaleństwo, będziemy zadawać sobie pytanie, a właściwie różne telewizje, gazet i radia, będą je zadawały (innym), dlaczego tak długo na to (inni) pozwolili. Bo nie będą (chciały) pamiętać, że chodziły za nim krok w krok, wpatrywały się jak w święty obrazek, łykały jak obietnicę podwojenia cen za reklamy, w tego biednego człowieka.

I winnych nie będzie. Niech tam stoi ten wrak. Im dłużej, tym dla przyszłości Polski lepiej. Bo nieobecność Kaczyńskiego w Polskie polityce, nie ma ceny niewartej zapłacenia. Nawet ceny wraka.

andy lighter

Wuj Sam wiedział, nie powiedział…

a to było tak:

Amerykanie już w 43. roku mieli ogromną wiedzę o mordzie katyńskim. O tym wiedzieliśmy. Natomiast po otwarciu amerykańskich archiwów nabraliśmy pewności, że prezydent Roosevelt ukrywał tę wiedzę z powodu… lojalności wobec generalissimusa Stalina.

Zauważają to i o tym mówią niemal wszystkie media rosyjskie i sporo amerykańskich. I ta lojalność okazana w tamtym czasie mnie specjalne nie dziwi, Amerykanom zależało na dobrej współpracy z Rosją, aby po prostu rozprawić się z Hitlerem. O wiele bardziej dziwi mnie co innego. Mianowicie „zrozumienie” i przejście do porządku, uznanie za usprawiedliwioną taką postawę prezydenta USA przez dziennikarzy i polityków (póki co, amerykańskich). Chodziło przecież o wyższy cel – zapewnienie bezpieczeństwa, zniszczenie faszyzmu, a bez Rosjan by się to mogło nie udać. Cel więc, uświęca(ł) środki.

Ci sami dziennikarze i ci sami politycy, którzy jak przysłowiowe psy gończe, jeszcze tak niedawno i w Stanach i w Polsce wściekle szukały winnych za tajne więzienia CIA w Europie i w Polsce. I nie istnieje dla nich żaden wyższy cel: walka z terroryzmem, czy bezpieczeństwo USA, Polski i innych krajów? Co to ma do rzeczy? Tam torturowano łudź! Wołali jednym chórem niektórzy politycy i dziennikarze, ścigając złoczyńców, morderców, dręczycieli bandytów. „bandyci, nie bandyci, ma być rzecznie, kulturalnie i spokojnie!” zdawali się wtedy krzyczeć nieprzyjmujący argumentów, że bezpieczeństwo kraju jest najważniejsze.

Schizofrenia jest o tyle dziwną przypadłością, że takie same powody, przypadki i sprawy, mogą być kompletnie odmiennie prezentowane, interpretowane i tłumaczone przez dotkniętych tą przypadłością. W zależności od aktualnego „wcielenia” schizofrenika. U tych „dotkniętych” osób wypowiadających się na ten temat owa przypadłość nazywa się „Jesteśmy lojalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”.

I nie ma żadnej kwestii, w której nie dałoby się wytłumaczyć nielojalności Ameryki. Oto, nie wyczytałem i nie usłyszałem ani jednej krytyki rządów Stanów Zjednoczonych, za zlokalizowane (ewentualne) w naszym kraju tajnych więzień, ze strony znanych dziennikarzy, czy polityków. Bo u nas na czarownice poluje się w domu. To, że USA postawiło polskie władze (ewentualnie postawiło) pod ścianą nie ma najmniejszego znaczenia dla dziennikarzy śledczych i polityków np. z Ruchu Palikota. Znaczenie ma to, ze nasze władze się zgodziły, a jak już się zgodziły to nie napisały listu do Bin Ladena informującego go o tym fakcie.

Zrobiłem tę wrzutę o tajnych więzieniach, bo jest to sprawa analogiczna do amerykańskiej wiedzy o Katyniu. Reakcja zaś dziennikarzy jest zaś do analogicznej przeciwna.

Porażające jest to, do czego mogą posunąć się inteligentni ludzie, aby wpisac się w „naszą” lojalność wobec amerykańskiego sojusznika. Wielu naszych dziennikarzy, niemal cała scena polityczna na jednym z czołowych miejsc w polskim systemie wartości stawia historię, ku przestrodze dla nas i przyszłych pokoleń Polaków. PiS wręcz „historią sto” na przykład, ciągle powtarzając, najczęściej wbrew logice i zaistniałym faktom, że Rosjanom nie można wierzyć, bo oni przecież kłamali, oszukiwali nas, dlaczego teraz miałoby być inaczej.

Ten sam PiS (zresztą nie tylko PiS), jak niedopieszczony kotek mizga się amerykanom i to na wszelkie możliwe sposoby, aby tylko zostać „pogłaskanym” i chociaż „powąchać” jakiegoś kociego smakołyka. A nuż dostanie się jakiś smakowity okruszek. A przecież historia uczy nas, że Amerykanie zawsze traktowali nas instrumentalnie, zawsze robili nas „w balona”, zawsze karmili nadziejami i obiecankami. A nasze władze, jeśli pozostać już przy tej kociej metaforyce, zawsze oblizują się smakiem i czasem, jeśli uda się uszczknąć jakiś kruszek smakołyka, jak kot wierzy, że następnym razem kotek zostanie i wygłaskany i smakowicie nakarmiony. Mruczy więc miłosne serenady do ucha swojego pana, nieustannie, aby nareszcie zostać usłyszanym i zadośćuczynionym.

Stany Zjednoczone Ameryki nie zrobiły w stronę Polski ani jednego gestu, który nie służyłby ich własnemu interesowi. Oddali na efy szesnaste zamiast przeznaczyć je na złom, a to przecież kosztuje. Na dodatek umieścili u nas swoje technologię uzależniając od nich sporą część naszego przemysłu zbrojeniowego. Kompletnie zignorowali nasz wkład w wojnę iracką nie realizując zobowiązań partycypacji w odbudowywaniu gospodarki Iraku. No chyba, że za taką uznać zatrudnianie polskich komandosów (po ich przejściu do cywila), pracujących jako ochroniarze w amerykańskich przedsiębiorstwach na tamtym terenie. Tarczy antyrakietowa nie ma i najprawdopodobniej nie będzie, itd., itd., itd…

A wizy? A co tam wizy, coraz większa rzesza obywateli już w ich zniesienie nie wierzy i na nie nie czeka, coraz więcej polityków stwierdza, że ich nie potrzebujemy, bo i tak nie pojedziemy tam za pracą. Tymczasem Rosjanie już wiz do Stanów nie potrzebują, mimo, że jeszcze w zeszłym tygodniu obowiązywały obywateli obydwu stron. Co prawda nie śledzę rosyjskich mediów, ale nie słyszałem, żeby była to dla Rosja tak ważna sprawa jak dla naszych elit.

Ot, czepią się Amerykanów ci Polacy jak rzep psiego ogona o jakieś pierdoły, zamiast być zadowoleni, że mogą przynosić rzucanego patyka panu, który ma ważniejsze sprawy na głowie.

Cóż jest warta walka części polskich polityków o więcej nauczania historii, mieniących się jej znawcami i krzewicielami, jeśli właśnie oni są kompletnymi dyletantami w tej dziedzinie.

 

andy lighter

Pojednanie narodów? To jakiś żart?

O dokumencie podpisanym przez zwierzchnika rosyjskiej cerkwi prawosławnej Cyryla I i abp Michalika powiedziano i napisano już tyle, że nie ma sensu niczego dodawać. Inną kwestią jest natomiast temat: „co dalej”. I to, nie „co dalej” z dwoma narodami, ale co dalej z polską, katolicką… ksenofobią – wrogością do Rosji.

Owa wrogość była przecież celem samym w sobie oratorskich popisów polskich katolickich duchownych wszystkich szczebli. Niewyczerpalnym tematem poruszanym na kazaniach podczas mszy i w katolickich mediach.

Oba kościoły wyszły, moim zdaniem, przed szereg. Nie widzę potrzeby pojednywania się Polaków i Rosjan. Ludzie: Polacy i Rosjanie, w ogromnej większości się po prostu lubią. Polacy generalnie lubią Rosjan, a Rosjanie, może nieco mniej, ale generalnie też nic do Polaków nie mają i dażą nas sympatią.

Apel, zamiast kierować do narodów, hierarchowie obydwu kościołów powinny skierować do swoich funkcjonariuszy: księży, biskupów oraz do polityków, ludzi mediów, celebrytów, którzy reprezentują, demonstrują wiarę katolicką w mediach.

Obejrzałem w telewizji program Wojciecha Cejrowskiego, jednego z ekstremalnie katolickich – katolskich – jak sam siebie kiedyś nazwał, o ziemi świętej. Jego opowieść, kwiecista, oryginalna, interesująca, została w końcu okraszona taką ohydną, prymitywną dawką ksenofobii, wrogości wobec Rosjan (tfu! Co ja piszę – ruskich!) że przyćmiła, uczyniła niesmaczną, całą opowieść. A przecież opowiada Cejrowski ciekawie (trzeba to przyznać nawet, jeśli – tak jak ja, np. – się go nie lubi).

Prowadząc widzów do wejścia do „stajenki”, nagle zaczął Cejrowski kontestować „ruskich turystów”. Że w krótkich spodenkach klapkach, że nie szanują, że powinno się… „Złapał” jeszcze jakiegoś młodego turystę na próbie wzięcia świecy, i też nie omieszkał go „wybrzydzić”, a w końcu wyśmiać, gdy tamten przypalił sobie brwi próbując zapalić świecę. Ależ miał Cejrowski prostacką przyjemność pointując ów incydent brednią o karze za popełniony grzech. Sam zresztą odziany w koszulę w kwiatki, bosy, choć Jezus chodził w sandałach… Jak zawsze w takich razach nie można nie przypomniec sobie belki, oka i drzazgi, wspominanych nie przez kogo innego, jak przez Jezusa właśnie.

Cejrowski dziwakiem jest, ekscentrykiem a nawet świrem, z czego robi nawet sobie niezłą reklamę, ale to właśnie do niego i jemu podobnych, hierarchowie kościoła powinni kierować przesłanie o pojednaniu, a nie do polskiego narodu.

To on i jemu podobni głoszą wrogość do Rosjan, czynią z tego część swojego image, a nie polski naród.

Znów (kolejna) demonstracja kościoła, tym razem w postaci apelu o pojednanie, jawi się jako głupawy chichot na pogrzebie. Od dawna kościół mówi o braciach w wierze, potrzebie tolerancji wobec innych (bratnich) religii monoteistycznych. Głównie hasła te kierował do wiernych Jan Paweł II. Właśnie – do wiernych. Tymczasem funkcjonariusze kościoła zioną nienawiścią nie tylko do Żydów np., ale również do innych religii chrześcijańskich. Że wspomnę Adwentystów Dnia Siódmego np., albo Świadków Jehowy. Tych ostatnich wręcz „zwalczają”. Nie tak dawno temu, inny katolski celebryta, Tomasz Terlikowski, stanowczo stwierdził, że inne religie są kłamstwem, nie głoszą prawdy i tylko wiara katolicka jest prawdziwa. To, że Terlikowski tak myśli, akurat mnie nie dziwi, ale to, że mówi o tym publicznie, głośno i stanowczo już tak. Jako katolik ma obowiązek tak myśleć. Publicznie, obraża uczucia religijne innych ludzi.

Dziwił bym się, że nikt nie pozwał go do sądu za obrazę uczuć religijnych. Ale się nie dziwię, bo nikt, poza katolikami (raczej katolami) w tym kraju, tak małostkowy, nietolerancyjny, pamiętliwy (w jedną stronę) i zachłanny nie jest.

Hierarchowie kościelni, dziennikarze, komentatorzy i politycy! Idźcie z tym apelem do swoich własnych środowisk! My: naród polski i rosyjski, nie potrzebujemy waszego apelu! Między nami nie jest źle, a wy moglibyście się od nas uczyć.

andy lighter

Smuda czyni cuda, a badyci…

Chociaż ja nie o tym, to nie można nie dostrzec cudu Franciszka Smudy. Dokonała się metamorfoza polskiego zespołu, fantastyczna przemiana.

Ale nie zabrakło prymitywów, głównie polskich, chociaż nie tylko. Nasi durnie jednak, jak to mają w zwyczaju, dominowali nad Rosjanami. I przynajmniej ci, mogą ogłosić swoje zwycięstwo. Bo oni cudów nie uznają, robią po prostu swoje, jak maszyny (jak to maszyny – nie myślą).

 Już przed meczem amatorskie kamery zarejestrowały polskich kiboli, wszczynających zadymy. Aż nie chciałoby się napisać „A nie mówiłem”: https://slizewski.wordpress.com/2012/06/09/polscy-kibole-zaczeli-swoja-gre/

Rosjanie zrezygnowali z marszu na rzecz „przejścia na mecz”, ale nasi bandyci nigdy nie rezygnują. Z niczego – w końcu Polak nigdy się nie cofa. Bardzo żal mi tych ludzi. Młodzi chłopcy, kompletnie prymitywni, bez wyobraźni, planów, marzeń, wykształcenia, którym ktoś podszepnął, że są polskimi partiotami (większość z nich zapewne nie wie, co oznacza to słowo i traktuje je, jako hasło do swojego rodzaju „powstania” – jakiego, to już dla nich za trudne). Co będzie z nimi za jakiś czas? Skoro myślenie jest dla nich czarną magią, wstąpią na drogę przestępczą, zasilając kryminały w  Białołęce, Strzelcach Opolskich, albo innych Wronkach. Albo założą rodziny (kobiety, które się z nimi zwiążą, też nie będą grzeszyły inteligencją), pójdą do jakiejś fizycznej, najprostszej roboty i będą palić opony w solidarnościowych demonstracjach „pokrzywdzonych przez rządzących”.

Przy wspaniałym meczu, około meczowy bilans to 184. zatrzymanych, w tym ponad 150. Polaków, kilkudziesięciu poszkodowanych w szpitalach i relacje z bandyckich ekscesów w zagranicznych mediach. Potrzebny był gaz pieprzowy a nawet broń gładko lufowa.

Denerwuje mnie uparte nazywanie tych ludzi „chuliganami”. Chuligan to jest chłopak, który przestawia sąsiadce rower pod klatką schodową, żeby zrobić jej na złość, albo puka do drzwi i ucieka, czy trafia śnieżką w czyjeś okno. Ci przed, na i po meczach to najzwyczajniejsi w świecie bandyci. Dlaczego nie nazywać rzeczy po imieniu?

A nie lepiej być dumnym z naszych graczy? Tak jak ja jestem? 

  

andy lighter

Sierp i młot na Euro 2012

Zrobiła się ostra zadyma na temat koszulek z sierpem i młotem, w których paradować mają rosyjscy kibice po Warszawie.

I choć wszelkie ruchy polskich prominentów w tej sprawie uważam za przesadne, a nawet nieprawdziwe, zadyma, a nawet zadymy, jaka się szykują z tego powodu w naszej stolicy, moim skromnym zdaniem będą winą Rosjan.

Oczywiste są dla mnie histeryczne zachowania naszych władz, a to w sprawie hotelu, gdzie najpierw spanikowali, po usłyszeniu o nieodstąpieniu przez PiS od świętowania kolejnej miesięcznicy na Krakowskim, pomimo zapewnień prezesa o „zawieszeniu broni”. Czy wysłanie ostrzeżenia do rządu rosyjskiego w sprawie aresztowań „koszulkowców”, bo to w żaden sposób do aresztowania się nie kwalifikuje. Jednak równie oczywista jest dla mnie zasada: „Przychodzisz w gości, zachowuj się przyzwoicie. Nie urażaj gospodarza”.

I ta właśnie zasada jest dla mnie absolutnie nadrzędna, bez względu na okoliczności. Będą więc, owe koszulki, dla mnie absolutną prowokacją Rosjan, celowaniem w konfrontację. Tym bardziej, że minister sportu w Rosji nie widzi nic zdrożnego w tej prowokacji, obarczając winą stronę Polską.  Jeśli Rosja uważa, poniekąd słusznie, nasze ostatnie sygnały, wysyłane w stronę Rosjan za prowokowanie kibiców, to zwyczajnie powinni nie przyjeżdżać „do gospodarza, który ich nie chce”.

Czy wyobraża sobie ktoś sytuację, opluwa jakąś osobę, znieważa, prowokuje, a potem zaprasza na wielką, świąteczną uroczystość i „musi” być grzeczny, że ta osoba na tę uroczystość przybędzie? Albo jeżeli przybędzie, to z rozwiniętym z transparentem z napisem „Gospodarzu, Ty bydlaku, gnoju, chamie”, nad głową? I zostanie godnie przyjęty? Ja sobie nie wyobrażam. A dla ogromnej liczby Polaków, te koszulki będą takim właśnie transparentem.

Dochodzi do tego jeszcze zapowiedź przemarszu rosyjskich kibiców w Dniu Rosji. Wiadomo, że ten dzień jest związany z „pożegnaniem się” z sierpem i młotem, a nie z zamiarem ich propagowania, popularyzowania, plakatyzacji. Rosjanie najzwyczajniej w świecie oznajmili nam, ze taki marsz się odbędzie, nie pytając o zgodę. Czy wyobraża sobie ktoś, że podczasu jakiejś uroczystości w cudzym domu, bez pytania gospodarza o zgodę, gość hucznie będzie obchodził swoje urodziny? Ja sobie nie wyobrażam.

Rosjanie w większości, jakby na to nie patrzeć, mimo głosów o sfałszowanych wyborach, uważają się za kraj demokratyczny. Oczywiście inaczej postrzegają demokrację niż my, uważając rządy mocnej ręki za tej demokracji gwarancję. W związku z tym, Rosjanie, szczególnie młode pokolenie, a przecież tacy kibice do nas przyjadą, za sierpem i młotem nie tęsknią. To kolejny dowód, pewność, ze ów sierp i młot ma być płachtą na byka dla polskiej niechęci do pięćdziesięcioletniej okupacji Polski przez sowiecką komunę. Niechęci, z której Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę i o której doskonale wiedzą. Będą mieli zresztą doskonałe „alibi” w postaci miesięcznicy, pod nosem.

Nie jestem specjalnym entuzjastą Euro2012, chociaż jestem kibicem światowej i europejskiej piłki. Nie lubię polskiej ligi i polskich kiboli. Dobrze pamiętam Wilno, czy Kowno. np. Jest to zresztą jeden z powodów moich obaw, jednak Rosjanie nie uderzają w kiboli, ale w Polaków. W nas. We mnie.

Oczami wyobraźni już słyszę jeden wielki jazgot złożony z gwizdów podczas odgrywania hymnu Federacji Rosyjskiej, przed meczem Polska – Rosja. Ta obawa graniczy z pewnością. Już widzę zadymy na ulicy (być może przedtem zdewastowanie stadionu narodowego, po meczu i nie poradzenie sobie z tą sytuacją sił porządkowych. A nawet gdyby sobie Policja i służby poradziły, rząd Rosyjski miałby ostre używanie, bo przecież „ofiary” w takich sytuacjach są zawsze. I nie wiadomo, co „lepsze”. Już widzę prowokacyjne transparenty (jak zwykle) podczas miesięcznicy. Już widzę uliczne zadymy podczas obchodów „Dnia Rosji”. Już widzę rozgłos jaki zagraniczni dziennikarze i władze Rosji zapewnią tym wydarzeniom.

Oczywiście z całego serca chciałbym, jak wszyscy rozsądni ludzie, aby Euro2012 było europejskim i polskim (głównie polskim) wielkim świętem. Sam mam koszulkę z orzełkiem, szalik i zamierzam „uczestniczyć” w tym święcie. Ale obaw nigdy za wiele. Mam głęboką nadzieję, że owe, nakreślone przeze mnie czarne scenariusze, się nie spełnią. Najwięcej jednak zależy od polskich kibiców i polskiego społeczeństwa, głównie tam, w Warszawie 12. czerwca. Podczas przemarszu, podczas meczu i po meczu.

Dlaczego się obawiam, że Polacy, a szczególnie „Polacy” się nie sprawdzą? Pytanie „retoryczne”.

andy lighter