Pytania posłów i… ja też pytam

Posłowie zadają pytania w związku z „aferą” Amber Gold.. Różne, lepsze gorsze, mądre i (najczęściej) głupie. Jak zwykle.

Ja też mam parę pytań. Do Prokuratora Generalnego, Ministra Sprawiedliwości i premiera Tuska.

  1. Panie Prokuratorze. Czy to prawda, że jeśli prokuratorzy, którzy pozwolili na prowadzenie działalności finansowej firmie (i jej szefowi) „naznaczonymi” „wilczym biletem” przez KNF, poddani zostaną sankcjom dyscyplinarnym? Czy owe sankcje nie sprowadzają się do tego, że zostaną oni przeniesieni w stan „wiecznego” spoczynku i otrzymywać będą dożywotnie wynagrodzenia prokuratorskie (coś około 75 % ostatniej pensji czy coś koło tego (oczywiście sukcesywnie rewaloryzowane, tak jak wszystkie świadczenia)?
  2. Czy jeśli nawet jakimś cudem otrzymali by wyrok (za np. ewentualne branie łapówek od ludzi z Amber Gold), dożywotnie wynagrodzenie (jw.) jest im przypisane „z automatu”, bez względu na.., …, …, wszystko?
  3. Panie ministrze Gowin. Czy jeśli pod pytanie 1. lub 2. „podpiąć sędziów sądów rejonowych, zasada otrzymywania wynagrodzenia jest identyczna? Nawet, jeśli się ich „wyrzuci” z roboty, z powodów jw.?
  4. Panie premierze, jeżeli odpowiedzi na powyższe trzy pytania jest twierdząca, dlaczego tak jest i jak długo tak będzie?
  5. Panie premierze, pytanie 4. zadałem dlatego, żeby się dowiedzieć, czy nie przeszkadza panu, że sędzia, albo prokurator, nawet jeśli okaże się łapówkarzem, złodziejem, członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, czy po prostu bandytą, zważywszy na przychody ze skarbu państwa wpływające co miesiąc na jego konto bankowe, będzie do śmierci bogatym darmozjadem, będącym pod względem ekonomicznym ponad prawem?

Być może moje pytania od 2. do 5. są błędne i wynikają z niewiedzy, jeśli tak, to proszę mnie poprawić, a natychmiast usunę tekst, jako bezzasadny. W ostatnich latach nigdy jednak nie słyszałem o pozbawieniu jakiegoś prokuratora czy sędziego jego finansowych „przyrodzonych” przywilejów. A wyroków niesprawiedliwych, głupich i podejrzanych, była cała masa!!!

„Jedzie mi tu czołg” – chciałoby się zapytać, oczekując na odpowiedzi na zadane pytania od adresatów. Ale…, może zdarzy się cud?

 

andy lighter

Nieuleczalnie chore Państwo

Nie może dziwić głośna dyskusja na temat niesprawności naszego systemu prawnego. Jest niesprawny od dawna, właściwie od ’89. roku i w obecnym stanie rzeczy jest chory nieuleczalnie. Należałoby zapytać więc dlaczego tak późno, choć już nie pierwszy raz, mówi się o tym i zadbać o to, aby o temacie było głośno dopóty, dopóki system prawny, wymiar sprawiediwości nie wyzdrowieje.

Oczywistym, kapitalnym zresztą pretekstem do dyskusji stały się dwie sprawy: Amber Gold i Kory Jackowskiej. Skupię się na dwuch aspektach „choroby”: wymiarze kar i niezawisłości.

O wysokościach zasądzanych, albo raczej zapisanych w kodeksie karnym kar za różne przestępstwa zaczęto mówić porównując przestępstwo Kory i Marcina P., prezesa Amber Gold. Pozwolę sobie pominąć na razie fakt, w ogóle umożliwienia temu człowiekowi działalności finansowej. Otóż za oszustwo, działanie na szkodę i być może okradzenie bardzo wielu osó na kwotę wielu milionów złotych, pan prezes może być skazany na karę do 5 pięciu lat więzienia, zaledwie o dwa lata więcej niż Kora, która „działała” na ewentualną szkodę jednej, swojej własnej osoby.

To pokazuje paranoję systemu prawnego w naszym kraju, absurdalność współmierności kary w stosunku do popełnionego przestępstwa. Takich przykładów jest cała masa, a najbardziej mnie rażącym jest np. „systemowe” – praktycznie automatycznie zasądzane skazywanie na dwa lub trzy lata więzienia w zawieszeniu, ludzi popełniających „nieumyślne” zabójstwo. Moim zdaniem nieumyślne zabójstwo występuje niezwykle żadko, jeśli oczywiście słowo „nieumyślne” potraktować poważnie, a jeśli nie, to kierowca po pijau zabijaący przechodnia, zamiast dwunastu lat, powinien dostać dwa, lub trzy w zawiasach. Nikt mi przecież nie powie, że piany kierowca wsiada do auta z zamiare zabójstwa. Prawda, że głupie? Oczywiście, że głupie. Jeśli ktoś, kłócąc się i szarpiąc z innym człowiekiem na skraj chodów, albo w małym pomieszczeniu pełnym kantów i ostrych krawędzi zostaje (zawsze) skazany na zawiasy, to musi być i jest głupie. Bo ten kierowca kompletnie, w swych zamiarach się do tego „przy schodach” nie różni. Dla systemu prawnego róznica jest jednak kolosalna, co widać w wysokości kary.

Sprawą, której nie może pojąć od zawsze jest jeszcze jeden wynalazek naszego systemu prawnego. Otóż w całym spektrum wysokości zasądzanych kar, pozostających w dyspozycji naszych sędziów istnieje czarna dziura i nijak nie mogę zrozumieć skąd, dlaczego i akurat taka dziura w tym systemie się wzięła. Otóż przestępca może być u nas siedzieć od zero do dwudziestu pięciu lat, albo całe życie. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie może siedzieć dwadzieścia siedem, trzydzieści dziwwięć, albo pięcdziesiąt dwa lata. O co chodzi w tej dziurze i dlaczego jest to szlaban na dwadzieścia pięć lat, a nie trzydzieści, albo dwadzieścia jeden? Tego zrozumieć nie potrafię, przyznam ze wstydem.

Zapewne z tym wiąże się kolejny wynalazek naszegop systemu prawnego. Nie wiem dokładnie jak jest teraz, ale słysząc, albo czytając o wyrokach dla rozmaitych przestępców sądzę, że jest tak jak kiedyś: łączny wymiar kary za kilka przestępstw. A polega to na tym, że jeśli bandyta popełni pięć przestępstw naraz, to skazywany jest na wysokość kary „przysługującej” za przestępstwo karane najwyższą z tych kar. Reszta kar, jest więc niejako „anulowana” – przykrywana karą najwyższą z popełnionych przestępstw. W USA np., taki delikwent ma wszystkie kary sumowane (pierwsze przestępstwo + drugie + trzecie + …) i wyrok jest odpowiednio wysoki. Jeśli w tej ostatniej sprawie jestem w błędzie (kiedyś tak było, a dziś nie jestem pewien jak jest), to proszę mnie poprawić.

Rozumiem, rozumiem, prawa człowieka, jednak niemal zawsze prawa człowieka dotyczą kata, nie ofiary. To klejna paranoja naszego systemu: kat ma prawo wiedzieć kto jest ofiarą (jak się nazywa, gdzie mieszka), a prawo ofiary do „ochrony” dla własnego bezpieczeństwa, jest podrzędne wobec prawa kata, a więc iluzoryczne.

Osobną sprawą jest niezawisłość sądów, sędziów i prokuratorów. Tak na dobrą sprawę, sędzie może zasądzić wyrok taki, jaki mu się żewnie podoba, oczywiście z uniewinnieniem włącznie. I choćby był to wyrok najbardziej absurdalny, najbardziej niesprawiedliwy i najgłupszy, to za tę absurdalność, niesprawiedliwość, albo głuotę nie ma prawa spaść mu włos z głowy. Bo on JEST NIEZAWISŁY i wara komuś do tego jak wykonuje swój zawóód. Prokurator może dowolnie sformułować oskarzenie (np. zmienić oskarżenia z „zabójstwa” na „pobicie ze skutkiem śmiertelnym”).Gdyby taki sędzie mimo wszystko został usunięty z palestry przez swoich kolegów i tak jest zabezpieczony finansowo do końca życia, bez względu na wiek. Sędziowie bowiem i prokuratorzy, mają niezbywalne, dożywotnie prawo do wynagrodzenia, bez względu na to, czy wykonują swój zawód czy już nie. Wyjątkiem jest jedynie działalność w partiach politycznych, bo tylko to zaprzecza niezawisłości. Swoją drogą: głupota nie, nierzetelność nie, a działalnośc partyjna tak.

Oczywistym jest, że sędziowie, sądy, powinny być niezawisłe wobez ugrupowań politycznych. Jednak nie może być tak, żeby sędzia był kompletnie nienaruszalny, aby nie oznaczała absolutnie szczelnego kombinezonu, uodporniającego go na wszelkie możliwe bodźce zewnętrzne. Niezawisłość to słowo klucz, którym sędziowie otwierają  błyskawiczne zamki swoich kombinezonów i odziawszy je czuć się bezpiecznie.

Taka pojmowana i sformułowana niezawisłość, oprócz absurdalnych wysokości wymiarów kar, jest głównym źródłem nieuleczalnego zakażenia toczącego organizm naszego systemu sprawiedliwości, a co za tym idzie całego Państwa. I póki co, prawnicy bronią się jak mogą, a urzędnicy nie są w stanie tego zakażenia wyleczyć. Zakażenie więc się rozwija.

andy lighter

Niezawisłość, czy „wara ode mnie!”?

Głośnym echem odbiła się (i nadal odbija) sprawa warszawskiego podpalacza samochodów, a ściślej rzecz biorąc uchylenie wobec niego tymczasowego aresztu.

„Sąd zdecydował, że nie zachodzi obawa matactwa a podejrzany nie stanowi zagrożenia”, czy jakoś tak podobnie to szło, z ust rzecznika warszawskiego sądu. A po kilku sekundach, z tych samych ust: „Sąd stosując środek zapobiegawczy, musi powiedzieć podejrzanemu, na jakich dowodach się opiera”. A ja, dureń myślałem, że jak musi powiedzieć, to może powiedzieć: „Bo jest świadek, który cie rozpoznał”.

Nie pierwszy to już raz, kiedy sędzia bez zmrużenia oka wali oskarżonemu, czy tam podejrzanemu, dane personalne (nawet z adresem, a co) tego, co przyczynił się do uziemienia go. Prokuratura może co prawda zarządać utajnienia tych danych, ale jakoś rzadko z tego korzysta. To taki durny szczegół, a że roboty kupa, kto by sobie tam pierdołami głowę zawracał. A potem…, a potem jest dorabianie filozofii, bo każdy „szanujący się” sędzia, czy inny prokurator nie przyzna się do błędu, czy „niezwrócenia uwagi” na taki, byle jaki szczególik, czyli do niedbalstwa.

I tylko się zastanawiam, po co ten cały cyrk z weneckim lustrem i innymi pierdołami na komendzie policji. Nie lepiej i uczciwiej postawić w jednej sali świadka a naprzeciwko kilku gości wraz z oprychem i poprosić go ładnie o wskazanie tego co trzeba?   

Sędzina, która owe dane ujawniła nie chce zabierać głosu publicznie. I właśnie: Wolno sądziemu! Ma do tego prawo! Sędzia jest niezawisły!!!  Niezawisły, czyli bezstronny w stosunku do uczestników postępowania. Niezawisły, czyli wewnętrznie niezależny. To tylko dwa z pięciu elementów niezawisłości (nie wiem, bo taki aż mądry nie jestem, ale przeczytałem w Wikipedii). A ja się tak zastanawiam, czy dwa elementy nie zostały naruszone. Pierwszy w szczególności, bo drugi, jak najbardziej może być „niezależny wewnętrznie” dla sędziego. Nikt we wnętrzu sędziego nie siedzi i nie wie, jakie to wnętrze jest. Wracając jednak do pierwszego elementu, samo tylko przekazanie podejrzanemu danych personalnych świadka już jest naruszeniem bezstronności, tak mi się przynajmniej wydaje.

Sędzia jest też nieusuwalny z urzędu. To znaczy, teoretycznie jest usuwalny, ale tylko przez orzeczenie sądu. Ale przyznam, nie słyszałem, żeby ktoś usunął sędziego z urzędu za idiotyczne a nawet podejrzane orzeczenia. Praktycznie rzecz biorąc, jest nietykalny.

Właściwie wszystko to ma ręce i nogi, ale tylko teoretycznie. Niezawisłość i nieusuwalność sędziego sprawiają, że ten czuje się kompletnie bezkarny. Ileż to razy słyszeliśmy o gwałcicielach, których nie zatrzymano do rozprawy i… gwałcili, czy niewinnych siedzących w aresztach po dwa lata, bo sąd tak postanowił… prewencyjnie. Jeśli wsadza się prewencyjnie (tymczasowo) potencjalnego recydywistę (np. na trzy miesiące), nie ma w tym nic złego, oczyści się go w wyniku dochodzenia i już, ale jeśli człowieka, który nigdy nie siedział zamyka się prewencyjnie, bo wskazał go jakiś bandyta, o coś tu nie gra. Żadnemu sędziemu jednak włos z głowy, z powodu podjęcia takich haniebnych, nierzetelnie przemyślanych decyzji, nie spadł.

W żadnym innym zawodzie nie ma tak nieograniczonej, bezkarnej wolności w podejmowaniu decyzji. A takie właśnie decyzje sędziów idą w setki, jeśli nie w tysiące, bo jest ich coraz więcej.

Oczywiście nikt (chodzi o opinię publiczną) jeszcze nie wie, czy ten kibol podpalił te samochody, czy nie podpalił, wiadomo jednak, że podpalił wcześniej i to już samo w sobie powinno usunąć z głowy sędziego wszelkie dylematy. Bo wcześniej podpalił, więc i tak teraz powinien siedzieć. Musi zostać skazany w przyszłości (przyznał się), więc jeśli jest niewinny, odliczy mu się odsiadkę tymczasową od przyszłego wyroku. Tym bardziej, że dziennikarze dotarli do kilku podobnych przypadków, w których sędziowie nie mieli najmniejszych wątpliwości – podejrzani siedzą (nie recydywiści w dodatku). Co ja mam myśleć, kiedy w jednym przypadku podejrzany gwałciciel poszedł siedzieć, a w innym przypadku odpowiada z wolnej stopy? „Ten to ma szczęście”, czy „Tamten to ma pecha”?

Dlaczego ja jestem przekonany, że nie bez znaczenia dla takiej a nie innej decyzji pani sędzi jest fakt, iż ojcem podejrzanego jest znany adwokat? I dlaczego w związku z tym niezawisłość i bezstronność sędziego w obecnym kształcie uważam za marzenie ściętej głowy? A nieusuwalność, za bezkarność niemal absolutną?

Póki co, sędzia może wszystko i wara Wam (czyli nam) od tego, jakie orzeczenia wydaje!

andy lighter

Niesprawiedliwa sprawiedliwość

Szokujące dane dotyczące przegranych przez Polskę spraw w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, podaje dr Ireneusz Kamiński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W dniu, w którym Polska przegrała w sprawie doktora G. 8 tyś. €, przegrała też inne procesy, mniej medialne, na łączną kwotę ok. 30 tyś. €.

W 2010. Polska przegrała w Strassburgu procesy i zapłaciła odszkodowania na kwotę 1 mln 650 tyś. € i 1mln 130 tyś €. I powstał problem, bo kwoty odszkodowań zaczęły się kumulować i trzeba było zwiększyć „nieprzewidziane wydatki”. Będziemy przegrywać dalsze procesy np. wczoraj (15.06.2011.) przegraliśmy 20 tyś. €. Będziemy przegrywać z pewnością i więcej i coraz wyższe kwoty. No  należy pamiętać, ze są jeszcze inne Trybunały, w którym nasi obywatele i nie tylko zresztą nasi, walczą z państwem polskim.

A o czym to świadczy, że spytam?

Ano, moim zdaniem świadczy to o… „lichości” naszego wymiaru sprawiedliwości. Bylejakości. Nasi „pożal się boże” sędziowie, w swojej radosnej twórczości tworzą kuriozalne wyroki, a podatnicy za to płacą. Nigdy chyba nie zapomnę sprawy sprzed paru lat, dotyczącej celniczek w (bodajże) Bartoszycach. Nie pamiętam szczegółów (choć pisałem o tym na swoim poprzednim blogu), ale sprawa dotyczyła sześciu celniczek, czy tam strażniczek granicznych, oskarżonych chyba o korupcję czy coś tym rodzaju przez jakieś rosyjskie „mrówki”. Okazało się, że oskarżenia były celowo sfabrykowane. Ale kuriozalność te sprawy i obnażenie debilizmu i dowolności orzekania i osądzania sprawy przez sędziów wyszła na jaw dzięki przypadkowi. Polegało to tym, że sprawę podzielono na dwie części (nie pamiętam z jakiego powodu). Osądzaniem części celniczek (czy strażniczek granicznych) zajmował się jeden sędzia i częścią inny, choć rzecz działa się w tym samym sądzie i w tym samym czasie. Te same oskarżenia, ci sami świadkowie, te same zdarzenia. Efekt finalny był taki, ze jeden sędzia „swoje” oskarżone uniewinnił, oczyścił z zarzutów, a drugi skazał na dotkliwe kary, w tym zakaz wykonywania zawodu. Powtarzam: ta sama sprawa, te same wydarzenia, ci sami świadkowie, ten sam sąd…, dwa skrajnie odmienne wyroki. Takich schizofrenicznych odmienności sędziów, patrzących na „ten sam przedmiot sprawy, w widzący coś kompletnie innego”, jest w skali kraju z pewnością cała masa. W jednym wszyscy niemal sędziowie są zgodni: w orzekaniu „obrazy sądu”, lub „naruszenia powagi sądu”. Wszak jakiś dupek nie będzie tu pani sędzi, czy pana sędziego obrażać.

Ale czemu się tu dziwić? Sędziowie w tym kraju to Bogowie są. Bo i jak Bogowie żyją. Może ich wynagrodzenia nie są takie jak ich kolegów na zachodzie Europy, ale za to nie opłacają ZUS i nie przechodzą na emerytury. Tak więc po przejściu „w stan spoczynku”, do końca życia pobierają wynagrodzenie, w wysokości 75 % ostatniego wynagrodzenia, niemałego jak mniemam plus wysługę lat (kiedyś oglądałem jakiś program w tivi, dotyczący przywłaszczana przez jakiegoś przekręta „emerytury” pani sędzi w wieku osiemdziesięciu kilku lat, która to „emerytura” wynosiła 3,5 tyś zł). Nie ma w tym kraju z sędziami dyskusji najmniejszej. Wszelka dyskusja z sędzią, prezesem sądu czy prokuratorem kończy się stwierdzeniem: „Bo sąd tak postanowił!”. Koniec, kropka.

Sędziowie co prawda głośno i hałaśliwie zaprzeczają, ale jest tajemnicą poliszynela, że przewlekłość postępowań w tym kraju to w części wina systemu, ale i sami sędziowie nie są tu bez winy. Organizacja pracy się kłania. Sama praca sądów też woła o pomstę do nieba: choćby przepływ dokumentów, itp. Masę tego możemy oglądać we wszelkich programach interwencyjnych wszelkich stacji tivi, czy przeczytać w prasie.

Może najwyższy czas, aby ktoś się problemem polskich sądów zajął. Niefrasobliwe wyroki, zła organizacja pracy… A gdyby tak skopiować odpowiedzialność sędziów i prezesów sądów (prokuratorów pewnie też), z utworzonej niedawno ustawy o odpowiedzialności… materialnej urzędników? Coś mi się wydaje, że… mogłoby zadziałać. 

andy lighter