Prostowanie Olejnik

Nieźle się wczoraj mogli pośmiać telewidzowie, oglądający „Kropkę nad i” w telewizji TVN24. Gościem programu Moniki Olejnik byli Stefan Niesiołowski i Artur Zawisza. Ten ostatni, były poseł z list PiS-u, w sobotę był współorganizatorem Marszu Niepodległości. Jest szefem chyba jakiegoś politycznego, narodowego czegoś tam, ale nie wiem czego, bo sporo tego narodowego „czegoś tam” u niego bywało, nawet kilka naraz.

Otóż Artur Zawisza, podczas dyskusji o sobotnich zadymach, postanowił zresocjalizować niepoprawną Monikę Olejnik, kiedy ta zarzuciła organizatorom zaproszenie kiboli na Marsz.

„Kibice to najbardziej patriotyczna grupa w Polsce. A Panią wzywam do poprawy! Niech się Pani uczy. Na naukę nigdy nie jest za późno!

Olejnik nieźle się wkurzyła, przy niej Niesiołowski okazał tylko bezradność. I w tym miejscu chce się powiedzieć: „Przecież sami się o to prosicie, państwo dziennikarze”. Albo „Jacy goście, taka rozmowa”, itp. Dziennikarstwo to jednak trudny zawód, no ale jeśli się realizuje linię Miecugowa, w myśl której społeczeństwo się tabloizuje, więc chce oglądać Zawiszę, Kempę i innych Brudzińskich, no to rzeczywiście. Tylko czy przypadkiem to Miecugow się nie tabloizuje, ale to już jest zupełnie inna historia.

Inne telewizje nie dopuszczają do takiego jazgotu, przekrzykiwania się przeciwników politycznych, jak to się dzieje u Rymanowskiego, czy Moniki Olejnik, czy o w TVN24, czy w Radio Zet. Bo inne stacje zdają sobie sprawę z tego, że telewidzowie nienawidzą jazgotu, z którego nie dość, ze nic nie wynika, to jeszcze niczego nie można usłyszeć, zrozumieć. No, ale jako się rzekło: TVN daje widzom to, co chcą zobaczyć i usłyszeć. Np. Morozowskiego i Knapika, którzy zapraszają gości tylko po to, żeby im bez przerwy niemal wciskać i tłumaczyć to, co oni myślą, a goście mają tylko słuchać, bo nawet gdyby chcieli, to i tak nie przegadają gospodarzy. Dziwię się gościom, którzy godzą się u nich na role kwiatków do kożucha. Może z wyjątkiem Terlikowskiego, który jako jedyny nawet gospodarzy przebija, niczym Kempa u Olejnik.

Telewizja TVN24 za wszelką cenę chce uchodzić za obiektywną. I nie rozumie tego, że zniechęca do siebie widzów, służy za tuby propagandowe prawicy, nawet skrajnej a jej (tej prawicy), zwolennicy i tak będą na was pluli, bo muszą pluć na kogoś, kto oprócz nich, rozmawia też z innymi opcjami politycznymi. Nie to, co „Nasz Dziennik”, „Radio Maryja”, „TV Trwam” czy inna „Fronda.pl”, albo „Nowy Ekran”. Tam się ze zdrajcami nie rozmawia.

Tefałenie, szkoda waszej energii, waszych widzów. I tak zostaniecie „reżimową telewizją”. Jednak nic z tego, TVN24 dalej będzie brnął, bo dyrektorów wydawców tej stacji Grzegorzowi Miecugowowi nie podoba się już Platforma i Tusk. Nie o widzów więc chodzi, ale o dyrektorów. I niech tak będzie, to w końcu prywatna telewizja, tylko że… nie wciskajcie widzom kitu, że się tabloizują i że chcą to oglądać! Jeszcze do niedawna przecież brzydziliście się kłamstwem i oszustwem.

andy lighter

Absurdalna eksploatacja

Nie, nie, nie będzie o eksploatacji węgla, czy gazu. Nawet nie o eksploatacji rud miedzi i o żadnych innych surowcach naturalnych. Chcę się pochylić nad eksploatacją jednego tematu, przez większość informacyjnych stacji telewizyjnych w naszym kraju. Eksploatacją przekraczającą granice absurdu.

Dziś rano powstała dziura w Warszawie. Pękła rura wodociągowa i podmywała teren pod ulicą, w pobliżu miejsca, gdzie budowano stację drugiej linii metra. Wiadomość absolutnie ważna i powinno się o niej dużo mówić tego dnia. Jednak to, co działo się w stacjach informacyjnych przyjęło rozmiar kosmicznego absurdu. Ewakuowano ok. 60 osób. Podmyty został fragment fundamentu jednego z budynków. Jednak po odcięciu dopływu wody i gazu, sytuacja nie wyglądała już tak tragicznie jak na Powiślu, gdzie zalana została stacja metra. Oczywiście nieszczęście może nastąpić, ale póki co, służby pracują i opanowują sytuację.

Cały teren obstawiony został przez kamery telewizyjne. Obraz z kamer przekazywany był non-stop. Wyczuwało się napięcie: „zaraz…, zaraz…, no zaraz.. się zawali”. Odnosiłem wrażenie, że decydenci programowi w tych stacjach, jak nic czekają…, na zawalenie się budynku, jak na boskie zmiłowanie. To by było coś: pokazać na żywo przewracający się budynek – bezcenne!!! Ba, w TVN 24 nawet pokazali na żywo (!!!), jak zapada się trzymetrowy kawałek ulicy (było wiadomo, że się zapadnie, bo pod asfaltem była pusta przestrzeń. Ale jest! Pokazane na żywo! Zapadanie się ulicy!

Włączyłem telewizor jak nigdy, o 7:20, w nadziei, że dowiem się czegoś o ewentualnych skutkach potężnej wichury, która wczoraj wieczorem przeszła nad regionem, w którym mieszkam. Niestety, już ekipa tej telewizji (i innych też) była w stolicy, w okolicach nieszczęsnej dziury. Na pięć minut (i było to jedyne pięć minut w ciągu pięciu godzin), jeden z dziennikarzy rozmawiał z wcześniej umówionym gościem i chociaż był spoza Warszawy, temat zdominowała dziura, a jakże. Na „okrasę” kilka, jakieś cztery, zdania o polityce, bo to polityk był.

„Nic to”, pomyślałem, „o ósmej wiadomości”. A o ósmej, wiadomości o… dziurze. Tylko o dziurze i wyłącznie o dziurze. Świat zamarł, zastygł, czas stanął, Polska zamarła, nic się nigdzie nie dzieje, nie działo i nie będzie działo, bo jest dziura!

Z początku się nieco wkurzyłem, ale błyskawicznie mi przeszło i zacząłem się śmiać. Bo przypomniałem sobie „złotą myśl” Grzegorza Miecugowa o tabloizacji społeczeństwa. Przypomniałem sobie też dzień, w którym umarł Jan Paweł II i dzień katastrofy smoleńskiej i pomyślałem: „Spokojnie! Czekają na powód do żałoby narodowej”, bo skala dziury, rzeczywiście… „porównywalna” z wymienionymi zdarzeniami. Skakałem sobie więc po kanałach informacyjnych (TVN 24, Polsat News i TVP Info) wszędzie oglądając tę samą dziurę i te same twarze policjantów i strażaków, gadających do mikrofonów i kamer, jedno i to samo. O wpół do ósmej…, dziewiątej…, wpół do jedenastej… i w południe. W stacjach, głosy w gorących telefonach informowały o sytuacji, czyli: „Na razie nic więcej nie możemy powiedzieć, bo muszą to obejrzeć specjaliści”, wypowiadane jednobrzmiąco a to przez przedstawicielkę jakiegoś sztabu kryzysowego, a to przez przedstawicielkę policji, a to przez kogoś z wodociągów, potem gazociągów, strażaków, mieszkańców sąsiednich bloków… A w studio fachowiec, następny fachowiec, strażak, konferencja prasowa, powtórka fachowca, powtórka konferencji, powtórka strażaka, powtórka mieszkańców… i dziura.

Z tematu, który dla jednych, najbardziej zainteresowanych, kilkudziesięciu, kilkuset osób jest potężnym i trudnym przeżyciem, a innych niewiele obchodzi, nasze telewizje zrobiły „cyrk na kółkach”. Jedyna przyjemna rzecz, którą doświadczyłem w związku z tą dziurą, to fakt niemal nie do wiary: od 7:20, do 10:30, w TVN 24 nie pojawiła się ani jedna reklama! Chwała TVN-owi, ale z drugiej strony nie ma co się dziwić: od czasu śmierci JPII minęło 7,5 roku, a od katastrofy smoleńskiej 2,5. Najwyższy czas na kolejną katastrofę w telewizji.

Nie miałem pojęcia, co się w kraju i na świecie dzieje, na internet za wcześnie, a zresztą, z pewnością tylko… dziura i choć świetnie się bawiłem (nie, nie z powodu dziury, a z powodu poziomu naszych telewizji), byłem ciekawy, co, jak i gdzie. I wreszcie ok. 11:30, w Polsat News, w małym okienku, na tle oczywiście dziury, zobaczyłem głowę Rostowskiego, gadającego, dość interesujące rzeczy na temat dzisiejszej i przyszłej przewidywanej sytuacji finansowej całej Unii Europejskiej i odnajdywaniu się w tym Polski, ale po chwili go zdjęli, bo… dziura.

Po 12:00, telewizje coraz śmielej zaczęły wychylać się zza dziury i pokazywać inne wydarzenia, chociaż ani na sekundę nie opuściły Warszawy. Najpierw Polsat News, potem TVP Info, a na końcu TNN 24. Dwie pierwsze stacje roztroiły wiadomości, tzn. protest pielęgniarek, spotkanie Rostowskiego z SLD i oczywiście dziura. TVN 24 SLD ominęła, a to wydarzenie, moim zdaniem, było w tym dniu najważniejsze, albo przynajmniej równie ważne jak protest pielęgniarek.

Jest 14:00, dziury już nie ma, niestety budynek się nie zawalił. Są pielęgniarki. Tylko pielęgniarki.

Niedawno jeden z wicedyrektorów TVN, Grzegorz Miecugow był łaskaw nie zgodzić się z powszechnymi wśród opinii publicznej zarzutami, oskarżającymi stacje telewizyjne o tabloizację. „To nie telewizje się tabloizują.To społeczeństwo się tabloizuje i telewizje pokazują to, co widzowie chcą oglądać” – stwierdził.

Jako odpowiedź na tę „złotą myśl” pana Miecugowa przychodzi mi do głowy parafraza pewnej reklamy:

 – Panie Miecugow, czy słyszał pa, żeby widzowie przez pięć godzin non-stop chcieli oglądać dziurę w jezdni?

 – Nie, nie słyszałem.

 – A panie Miecugow, nie wie pan, że widzowie chcieliby zobaczyć więcej wiadomości, nie tylko z Warszawy, ale z Polski i ze świata?

 – Nie, nic mi o tym nie wiadomo

 – Panie Miecugow! Pan jesteś kompletnym kosmitą!

Wiem, wiem, co pan odpowie: – A masz z tym jakiś problem?

A tymczasem: potężna wichura przeszła wieczorem nad Opolszczyzną. Minister finansów spotkał się politykami SLD. Pielęgniarki zorganizowały protest w Warszawie. Agnieszka Radwańska przegrała walkę o półfinał z Chinką Li w turnieju w Pekinie. Premier udał się do Bratysławy. Z pewnością dzieją się wydarzenia kulturalne, dochodzi do wypadków na drogach, mieszkańcy tu i tam mają jakiś problem nie do przejścia, itd., itd., itd.

Ale co z tego, skoro jest… dziura.

Przepraszam wszystkich mieszkańców, dla których ta nieszczęsna dziura stanowi ogromne, realne zagrożenie, że nie wspomnę o koszmarnym utrudnieniu funkcjonowania. Ten budynek i nie tylko, naprawdę może się zawalić i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. wierzę, że służby staną na wysokości zadania i opanują sytuację, ratując Wasze mieszkania i Wasz dobytek. Nie wyśmiewam się z Waszego nieszczęścia, moim celem jest jedynie pokazać kompletne zejście na psy naszych „środków masowego przekazu”.

Absurdalności przekazu telewizji TVN 24 dodaje fakt, że mają oni stację TVN Warszawa, która skierowana jest do Warszawiaków, a więc bardziej niż reszta zainteresowanych sprawą, mogą więc eksploatować temat przez 24 godziny non-stop właśnie w tamtej stacji.

 

andy lighter

Euro, autostrady, Kuźniar i obietnice Tuska

Daleki jestem od chwalenia tego rządu, zważywszy na liczne fakty, które nijak nie wytrzymują próby jego obrony. Jednak zmasowana krytyka Rządu Tuska za niewybudowanie autostrad na czas, woła o pomstę do nieba.

Nie czytuję i nie oglądam jedynie słusznych mediów, czyli tych, które „oni kłamią, my mówimy prawdę”, jednak coraz więcej „polskojęzycznych” mediów również prześciga się w krytyce Tuska za niewybudowanie autostrad. W tych zaiste zawodach prym wiedzie niezawodny i niezastąpiony Jarosław Kuźniar z TVN24. To, co wyprawia ten człowiek nie mieści się w żadnej ze znanych mi oceny w skali od jeden do sześć. zasługuje co najmniej na dziewiątkę, albo jedenastkę. Całe TVN24 zasługuje na ósemkę, z Rymanowskim na czele.

„Bo przecież obiecał w swoim expose!”, krzyczy Kuźniar, kiedy ktoś próbuje sprowadzić go na ziemię. A wszystko zaczęło się po powrocie z kilkudniowej nieobecności Kuźniara. Wracając, musiał utknąć w jakimś korku, spóźnić się na jakieś spotkanie, lub coś w tym rodzaju, bo zdecydowanie gniotło go to. Błękitny 24 krążący nad budową A2, służący do obnażenia kłamstw, jakich dopuścił się Tusk w swoich obietnicach, jawił się jako balsam na rany zbolałego Kuźniara. Napawał się piaskiem na „drodze”, ten piach i perspektywa „zlinczowania” premiera zdecydowanie przywracała go do życia. Dostarczała mu energii życiowej i przywracała utraconą przez „złą podróż – to wina Tuska”, dawną znakomitą formę. I tak jest do dzisiaj – jeśli jakimś cudem autostradę A2 udałoby się „udrożnić”, Kuźniar niechybnie by umarł. Jego najnowsze źródło czerpania energii, odkryte niczym gaz łupkowy w Polsce, znikłoby w jednej chwili.

Rząd premiera Tuska „daje ciała” na tylu różnych frontach, że przebierać można „do wyboru, do koloru”. Jednak krytykowanie go za niewybudowanie autostrad jest akurat ostatnią rzeczą, na tę krytykę zasłużoną. Istnieje bowiem kilka rodzajów obietnic polityków, w tym przypadku rządów. Można obiecać, że coś się wymyśli, opracuje i wprowadzi w życie. Można obiecać, coś, czego nigdy nie spróbuje się nawet dotknąć i o czym zapomni się natychmiast po złożeniu obietnicy. Można tez obiecać, że coś się wybuduje, załatwi w polityce międzynarodowej, itp., jednak jest to obietnica warunkowa, na którą rząd bezpośredniego wpływu nie ma, a wszystko co może zrobić to czynić starania i stworzyć sprzyjające warunki.

Rząd nie wykonał wielu pierwszego rodzaju obietnic. Że wspomnę choćby „Jeden formularz, jedno okienko”, czy odchudzenie administracji. I jest to bezdyskusyjna wina rządu Tuska.

A budowa autostrad? Sam słyszałem kilka lat temu, wielokrotnie, nie gdzie indzie, jak w TVN24 właśnie i nie jestem pewien, czy nie z ust samego Jarosława Kuźniara, żeby wziąć Chińczyków do budowy autostrad, oni wybudują tanio i na pewno zdążą na czas. Wszyscy, również on, byli wówczas pod wrażeniem tempa i jakości budów wykonywanych przez Chińczyków w ich kraju. Prezes Kaczyński zresztą do dzisiaj jest chińskim postępem gospodarczym zauroczony i marzy o „Chinach w Polsce”. Co wyszło z Chińczykami na autostradzie, wiemy wszyscy. Dziś oczywiście można dorabiać filozofię, pt. „Nie trzeba było brać Chińczyków, trzeba było sprawdzić ich wiarygodność finansową, itp.”. Jednak wtedy, kiedy Chińczycy wkraczali, jakoś słów krytyki nie słyszałem. Chińczycy to tylko przykład, kłód rzucanych pod nogi „terminowi” zakończenia budów było znacznie więcej. A że obiecał? Cóż, miał prawo wierzyć, że się uda, tym bardziej, że udałoby się, gdyby tych rzucanych kłód było mniej. Dziś gołym okiem widać, że udałoby się na sto procent. Do przejezdności zabraknie dni, a nie miesięcy czy lat. Jeśli zabraknie.

Niemal zwalił mnie z nóg Rymanowski, który niemal z oburzeniem rzucił w twarz ministra Sawickiego, że kierowcy muszą czekać, przy wieździe na autostradę. Panie Rymanowski! Dziś tam jest wjazd na autostradę, a nie tak dawno temu nic tam nie było. Dziś jedzie pan o trzy godziny dłużej, ale cztery lata temu jechał pan dłużej o osiem godzin, jeśli panu koło nie odpadło na dziurach! Może by tak to docenić do cholery! Albo przynajmniej nie oblewać szambem.

Że „mają dużo pieniędzy na drogi”, że „nikt przed nimi tyle nie miał”… Ano nie miał. Ale też nikt przed nimi nie wydawał tyle pieniędzy na te cele z krajowego budżetu. Przez dwadzieścia lat, wszystkie rządy razem wzięte nie wybudowały nawet kilkunastu procent tego, co dziś jest wybudowane i będzie za chwilę, w ciągu ostatnich czterech i pół roku. A przecież pieniędzy nie mają o dziewięćdziesiąt procent więcej niż wszystkie, razem wzięte poprzednie rządy. I czas też nie jest z gumy. I ludzie, firmy niekoniecznie stały się opoką uczciwości i rzetelności w tym kraju.

A co do samego dotrzymywania obietnic… O dotrzymywaniu obietnic przez Jarosława Kuźniara chodzą już legendy. Np. o jego obietnicy odejścia z telewizji „jak tysiąc widzów tak napisze”.

„Belka w oku” panie Kuźniar, oj, potężna belka. Zna pan tę przypowieść?

andy lighter

Echa expose premiera

Czyli Palikot po Kaczyńskim i Urbański w telewizji.

Expose premiera Tuska mogło zrobić wrażenie. I zrobiło, jak dla mnie było kapitalne. Jednak zbladło nieco, po wystąpieniu Janusza Palikota. Wystąpienie Palikota było kapitalne. Główny nacisk położył bowiem na temat: Państwa zaufania publicznego.

Państwo zaufania publicznego to praktycznie bezinwestycyjna, kompletna zmiana funkcjonowania państwa. I nie tylko bezinwestycyjna, ale przynosząca wymierne, ogromne korzyści finansowe, że o korzyściach niefinansowych – stosunków międzyludzkich, wolności, rozwoju osobistego i terytorialnego nie wspomnę.

Senat, Powiaty, Sejmiki wojewódzkie, Agencje (Rolne i jakieś tam), czyli dublowanie administracji, kompetencji i przerost biurokracji, oraz posadki dla polityków, ich rodzin i „znajomych”, to tylko niektóre kule u nogi, oprócz marnotrawienia pieniędzy, które spełniają bardzo skutecznie rolę zaciągniętego hamulca ręcznego w pojeździe zwanym: „rozwój Polski”.

Byłem pod ogromnym wrażeniem wystąpienia Palikota. I niech mi jeszcze ktoś powie, że Palikot to tylko krzyż i inne pierdoły, a o gospodarce to zielonego pojęcia. Palikot udowodnił w swoim krótkim przemówieniu, że wie więcej, niż wszystkim wokół się wydawało.

A potem była telewizja, a w telewizji Andrzej Urbański, znany przyboczny Lecha Kaczyńskiego, propisowiec w każdym calu. To ostatnie stwierdzenie to oczywiście moje subiektywne zdanie, bo pan Andrzej obnosi się swoją „neutralnością” i bezstronnością…, koń by się uśmiał, że tak powiem.

Otóż doświadczenie dziennikarskie i w ogóle medialne Urbańskiego pokazało się wczoraj jak w soczewce. Jak wytrawny manipulant komentował expose premiera w rozmowie z innym skądinąd manipulantem, dziennikarzem TVN24.

Wg niego wydłużenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost (drastyczny) bezrobocia wśród ludzi młodych. Manipulacja. Rynek pracy to nie jest jakieś pole o stałych rozmiarach, które może się jedynie zmniejszać (jeśli np. powstaną kałuże), ograniczając miejsce do poruszania się po nim ludzi. Rynek pracy, jeśli gospodarka ma się normalnie, rozrasta się panie Urbański. A ludzie będą dłużej pracować po kryzysie panie Urbański.

Andrzej Urbański Zdj. fakt.pl

Kwotowa waloryzacja może być niekorzystna dla emerytów, twierdzi Urbański, bo kwotę ustala minister i zależy ona od stanu budżetu. Kolejna manipulacja. Pan Urbański pewnie nie wie, że procentowa waloryzacja też może być niekorzystna dla emerytów (zawsze jest niekorzystna – nigdy korzystna!) i też zależy od budżetu, bo… ustala ją minister a nie dzielnicowy, albo inny ksiądz proboszcz. Kwotowa waloryzacja może jest o tyle… „korzystniejsza”, że ci którzy mają niższe świadczenie mogą dostać wyższą waloryzację kwotową, niż ci, którzy mają świadczenia wyższe. W waloryzacji procentowej, różnica w wysokości świadczeń się powiększała.

Najbardziej zawiedziony był pan Urbański brakiem… obietnic premiera. Chciałby usłyszeć np.: „Tniemy po to, oszczędzamy po to, aby uzyskać sześcioprocentowy wzrost gospodarczy za dwa (trzy…) lata”. Boże drogi!!! Europa tonie, a pan Urbański chce obietnic i konkretnego celu obietnic. A może za tydzień okaże się panie Urbański, że usłyszy pan: „Tniemy po to, żeby nie mieć minus pięciu procent spadku, tylko minus dwa”. Nikt nie może tego dziś przewidzieć i tylko rasowy manipulant może „wysuwać” tak idiotyczne „oczekiwania”.

Pan Urbański zarzucił też Tuskowi, ze te wszystkie oszczędności są winą Tuska, bo to on zrobił ten nasz dług, który teraz trzeba zmniejszać i który możemy zobaczyć na tablicy Balcerowicza w Warszawie. Pan Urbański zapomniał, jak to manipulant, że ten dług pomogła Tuskowi zrobić Zyta Gilowska, która tak naprawdę zaczęła go robić, że ten pomagały Tuskowi robić niekorzystne kursy walut, niekorzystne sytuacje na giełdach, no i kryzys. Ale pan Urbański pokazuje, ze Tusk nie musiał wcale zrobić długu. Bo Luksemburg nie zrobił. I Holandia i Wielka Brytanie też nie zrobiła. Qr…, panie Urbański Emiraty Arabskie też nie zrobiły! Przywołanie przykładu Luksemburga czy Holandi jest haniebne, jest haniebną manipulacją, Luksemburg to najbogatsze państwo w Europie.

Tacy ludzie jak Urbański wiedzą o tym, że są wodą na młyn pisowskiego, w dużej części kompletnie ciemnego (w sensie znajomości ekonomii, gospodarki, itp.) elektoratu. I sprytnie, haniebnie to wykorzystują.

Zresztą oni muszą to robić. Manipulowanie, wyrośniętych z mediów – kuźni manipulacji) osobników to ich… druga natura. To odruch bezwarunkowy, tak jak przymus napicia się u alkoholika. Oni inaczej nie umieją. Ten człowiek kładzie się spać w poczuciu znakomicie wykonanej pracy – dobrze zrobionej manipulacji. I poczytuje ją sobie za wielką zasługę, w przyszłej drodze do nieba – zapewne Jezus przyjmie go u bram, z otwartymi ramionami, jako prawego, uczciwego, manipulującego ze szlachetnych, szczytnych pobudek, człowieka.

andy lighter

Będzie ministrem, bo nie krytykuje

O tym, że opozycja jest od tego, żeby krytykować rząd, wiedzą nawet dzieci w przedszkolu. Jednak również dzieci w przedszkolu wiedzą, że krytyka powinna być uzasadniona. Ale to, że wiedzą o tym nawet dzieci w przedszkolu wcale nie oznacza, o dziwo, że jest to wiedza powszechna i dla wszystkich oczywista. Nie wiedzą o tym jakże często np. dziennikarze, przynajmniej niektórzy. A właśnie w mediach wylewane są krokodyle łzy nad bezsensowną krytyką rządzących. Właśnie media piętnują niekonstruktywną krytykę, „krytykę dla samej krytyki”, często uprawianą przez opozycję.

Do rządu można mieć i trzeba, mnóstwo cierpkich słów. Jednak kiedy czy to rząd, czy premier na to zasługuje, nie ma powodu aby go nie pochwalić. Tak też uczynił Ryszard Kalisz, uznając wystąpienie premiera Tuska w Parlamencie Europejskim (to samo wystąpienie, na którym suchej nitki nie zostawił Ziobro), za znakomite.

„I to są słowa przyszłego ministra sprawiedliwości w przyszłym rządzie” – krótko podsumowała słowa posła, superekspertka w każdej możliwej dziedzinie, największa gwiazda uniwersalnej wiedzy w polskim środowisku dziennikarskim, Justyna Pochanke. Przyznam, że doznałem szoku, podobnie zaskoczony wydawał się być Ryszard Kalisz. Ale pani redaktor natychmiast pospieszyła z wyjaśnieniem: skoro jakiś polityk opozycyjny nie krytykuje premiera, a nawet go chwali (nieważne w jakiej sprawie), musi to oznaczać, że szykuje się na objęcie ważnego stanowiska po wyborach. Naprawdę kapitalny wniosek, ale to nie może dziwić, znajomość (wszech)rzeczy przez panią Pochanke jest ogólnie znana. W końcu Napieralski niedawno wyraził opinię, że SLD powinno mieć kogoś w rządzie (dla dobra Polski rzecz jasna). A skoro Napieralski mówi… to nie ma zmiłuj się.

Ileż to już razy pisałem o hipokryzji mediów, manipulacji i kreowaniu rzeczywistości przez dziennikarzy. I nic się nie zmienia. Media, ostatnio głównie TVN24 (bo nie mam tui na myśli skrajnie „pokręconych”, typu Nasz Dziennik), dalej manipuluje faktami, insynuuje i kreuje wizerunki poszczególnych partii i poszczególnych polityków w coraz bardzoiej bezczelny, kłamliwy i prymitywny sposób, nie próbując nawet sprawiać pozorów obiektywizmu, o etyce nie wspominając.

andy lighter

List otwarty do TVN24 (TVN zresztą też)

Dlaczego uważacie swoich widzów za idiotów? Nie sądzę, żeby ktoś dał wam do tego prawo. Zapraszając do swoich programów „kulturalne” bydło, uwłaczacie godności polskiego społeczeństwa.

„Kawa na ławę” – 5/o6/2011. Kalisz zachowuje się jak małpa, w dodatku kompletnie pijana, wydająca małpie skrzeczenie, przez kilka minut uniemożliwiając prowadzenie jakiejkolwiek rozmowy. Zresztą rechocząc później, podskakując na swoim krzesełku, jak rzeczona małpa wygląda. To w tym programie norma. Zawsze jest podobnie. Już pal licho oglądanie tego gościa, choć do tego jest telewizja, ale od słuchania też jest. Jak widz będzie chciał posłuchać jazgotu to włączy sobie coś innego i na pewno nie będzie to telewizja.

Co chwila chwalicie się nagrodami dla swoich dziennikarzy, zapominając przy tym, że te nagrody są przydzielane sobie nawzajem przez towarzystwo wzajemnej adoracji, kąpiące się w tym samym szambie. Albo przez czytelników gazetek telewizyjnych o których poziomie inteligencji wypowiadać się nie zamierzam., w każdym razie są to czytelnicy ściśle określeni.

Jak już wspomniałem, Rymanowski świetnie się bawi z savoirvivre’owym prymitywem w swoim programie. Tylko czy studio telewizyjne jest do tego dobrym miejscem? Może wyślijcie ich na 45 minut do knajpy, koniecznie z gorzałą, mogą być nawet kamery, ale po co puszczać to na antenie? Puszczanie 45 minutowego programu, w którym 35 minut to kompletnie nieartykułowany jazgot, a 10 minut albo mniej, jako takiego werbalnego przekazu, to plucie w twarz telewidzowi.

Zapraszanie do programu M. Olejnik Kempy, która przejmuje prowadzenie programu, a pani Olejnik jej tylko nieśmiało usiłuje przeszkadzać, to plucie w twarz telewidzowi. Zapraszanie gościa do „Faktów po Faktach”, podczas kiedy prowadzącą jest Justyna Pochanke to plucie twarz telewidzowi, przecież ona jest superekspertem absolutnie od wszystkiego i gość , często jakiś „nieudolny” ekspert (bo przy pani Pochanke tylko tacy mogą być eksperci), t tylko niepotrzebny dodatek, o niepotrzebnie wydanych waszych pieniądzach nie wspomnę. Zapraszanie kilku pań do programu „Babilon”, kiedy jedną z zaproszonych jest Janina Jankowska, to plucie w twarz telewidzowi i pozostałym obecnym paniom, bo przecież ona sama zagada „Babilonów” dziesięć i to emitowanych jednocześnie. Zresztą prowadzący P.Marciniak też baaardzo lubi brać baaaaardzo czynny udział w dyskusji. Nie lepiej więc zrobić program Jankowska – Marciniak?

Często zastanawiam się, po co istnieją wasze publicystyczne programy telewizyjne. Normalnie rzecz biorąc, w normalnej telewizji istnieją po to, aby dać widzom przekaz, pokazać co myślą i mówią zaproszeni goście. Poza tym, dla zwiększania oglądalności, co się wiąże z ceną reklam. Czyli wreszcie dla kasy. To normalnie, a u was? U was wyłącznie dla kasy, bo nie sądzę, żebyście byli idiotami i nie wiedzieli, że tych programów oglądać, a przede wszystkim słuchać się nie da, nie mogą więc być dla widzów.

Jeśli jednak zależałoby wam na telewidzach, mogę wam podsunąć kilka rad. Jeśli wasi dziennikarze (jakich macie, to już wasza sprawa) nie mogą poradzić sobie z zaproszonymi gośćmi, czyli nie potrafią do chama, czy chamów stanowczo wrzasnąć: „Cisza!!!”, to może powinni być wyposażeni w wyłączniki mikrofonów i w ten sposób prowadzić dyskusję. A jeśli i to nie pomoże, bo jak mniemam, Kempa czy Kalisz spokojnie mogą przekrzyczeć wyłączone mikrofony, to trzeba pozamykać ich w oddzielnych kabinach, wyposażyć w słuchawki i przełączniki dla prowadzącego. Tak kiedyś, ze czterdzieści lat temu prowadziło się „Wielką grę”. Służyło to co prawda temu, żeby zawodnicy się nie podsłuchiwali, ale równie dobrze może służyć temu, żeby się nie przekrzykiwali. Ale Wasza młoda telewizja pewnie tego nie wie.

Nie wiem czy w swoim samozadowoleniu, w końcu kosicie nagrody jak kosiarka elektryczna trawę, zauważacie, że wasza popularność wśród telewidzów spada. Np. na korzyść Superstacji. Ja również od dziś nie mam najmniejszego zamiaru oglądać więcej wielu waszych żałosnych programów i rozejrzę się u konkurencji. Jeśli zmieni się wasze nastawienie do widza, możecie spróbować dać mi znać.

andy lighter