Niebezpieczny Kaczyński

Prezydent Lech Kaczyński był wielki. Jego wielkość napawała lękiem cały świat do tego stopnia, że postanowiono go zgładzić. I to nie tylko Rosjanie, również Amerykanie by się nie zawahali, gdyby zamach smoleński się nie udał.

Rzeczywiście, jego wielkość nie podlega dyskusji. Miał przecież tak potężnych sojuszników, jak prezydent Saakaszwili z Gruzji, czy Adamkus z Litwy. Nie to, co jakiś tam psychol z Korei Północnej, mający za sojuszników jakich tam, byle jakich Chińczyków.

Że sobie puszcza bombki nad Japonią, to tylko taka zabawa, wiadomo, że się nie odważy. Lech Kaczyński to zupełnie inna liga – polityk, który trząsł całym światem poważnie, a nie na niby, jak ten Koreańczyk. Ponieważ miał swoje zdanie i wszyscy musieli się z nim liczyć, nawet jak było im nie w smak, a zwłaszcza wtedy. Nie po drodze było z nim ani Rosjanom, ani, jak się okazuje zdradzieckim Amerykanom, że o Niemcach nie wspomnę.

Skoro już to wiemy, Jarosław Kaczyński długo to ukrywał, ale w końcu, kiedy Amerykanie przestali owijać w bawełnę, to hipoteza zamachu przestaje być już hipotezą. Staje się oczywista.

I tak się zastanawiam… Przecież Lech Kaczyński zapewne zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Byś może stąd tak obszerna lista pasażerów. Przecież cywilizowany świat nie zabija niewinnych ludzi…

Tylko jak to się stało, że Saakaszwilemu się upiekło? No bo Adamkusowi to własny naród uratował życie. Tylko ze względu na jego bezpieczeństwo podziękowali mu za prezydenturę. U nas by to nie przeszło, naród niczego się nie domyślał, więc Lech Kaczyński wygrał by w pierwszej rundzie i to przytłaczającą większością. Komorowskiego by zwyczajnie ośmieszył.

andy lighter

Wuj Sam wiedział, nie powiedział…

a to było tak:

Amerykanie już w 43. roku mieli ogromną wiedzę o mordzie katyńskim. O tym wiedzieliśmy. Natomiast po otwarciu amerykańskich archiwów nabraliśmy pewności, że prezydent Roosevelt ukrywał tę wiedzę z powodu… lojalności wobec generalissimusa Stalina.

Zauważają to i o tym mówią niemal wszystkie media rosyjskie i sporo amerykańskich. I ta lojalność okazana w tamtym czasie mnie specjalne nie dziwi, Amerykanom zależało na dobrej współpracy z Rosją, aby po prostu rozprawić się z Hitlerem. O wiele bardziej dziwi mnie co innego. Mianowicie „zrozumienie” i przejście do porządku, uznanie za usprawiedliwioną taką postawę prezydenta USA przez dziennikarzy i polityków (póki co, amerykańskich). Chodziło przecież o wyższy cel – zapewnienie bezpieczeństwa, zniszczenie faszyzmu, a bez Rosjan by się to mogło nie udać. Cel więc, uświęca(ł) środki.

Ci sami dziennikarze i ci sami politycy, którzy jak przysłowiowe psy gończe, jeszcze tak niedawno i w Stanach i w Polsce wściekle szukały winnych za tajne więzienia CIA w Europie i w Polsce. I nie istnieje dla nich żaden wyższy cel: walka z terroryzmem, czy bezpieczeństwo USA, Polski i innych krajów? Co to ma do rzeczy? Tam torturowano łudź! Wołali jednym chórem niektórzy politycy i dziennikarze, ścigając złoczyńców, morderców, dręczycieli bandytów. „bandyci, nie bandyci, ma być rzecznie, kulturalnie i spokojnie!” zdawali się wtedy krzyczeć nieprzyjmujący argumentów, że bezpieczeństwo kraju jest najważniejsze.

Schizofrenia jest o tyle dziwną przypadłością, że takie same powody, przypadki i sprawy, mogą być kompletnie odmiennie prezentowane, interpretowane i tłumaczone przez dotkniętych tą przypadłością. W zależności od aktualnego „wcielenia” schizofrenika. U tych „dotkniętych” osób wypowiadających się na ten temat owa przypadłość nazywa się „Jesteśmy lojalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”.

I nie ma żadnej kwestii, w której nie dałoby się wytłumaczyć nielojalności Ameryki. Oto, nie wyczytałem i nie usłyszałem ani jednej krytyki rządów Stanów Zjednoczonych, za zlokalizowane (ewentualne) w naszym kraju tajnych więzień, ze strony znanych dziennikarzy, czy polityków. Bo u nas na czarownice poluje się w domu. To, że USA postawiło polskie władze (ewentualnie postawiło) pod ścianą nie ma najmniejszego znaczenia dla dziennikarzy śledczych i polityków np. z Ruchu Palikota. Znaczenie ma to, ze nasze władze się zgodziły, a jak już się zgodziły to nie napisały listu do Bin Ladena informującego go o tym fakcie.

Zrobiłem tę wrzutę o tajnych więzieniach, bo jest to sprawa analogiczna do amerykańskiej wiedzy o Katyniu. Reakcja zaś dziennikarzy jest zaś do analogicznej przeciwna.

Porażające jest to, do czego mogą posunąć się inteligentni ludzie, aby wpisac się w „naszą” lojalność wobec amerykańskiego sojusznika. Wielu naszych dziennikarzy, niemal cała scena polityczna na jednym z czołowych miejsc w polskim systemie wartości stawia historię, ku przestrodze dla nas i przyszłych pokoleń Polaków. PiS wręcz „historią sto” na przykład, ciągle powtarzając, najczęściej wbrew logice i zaistniałym faktom, że Rosjanom nie można wierzyć, bo oni przecież kłamali, oszukiwali nas, dlaczego teraz miałoby być inaczej.

Ten sam PiS (zresztą nie tylko PiS), jak niedopieszczony kotek mizga się amerykanom i to na wszelkie możliwe sposoby, aby tylko zostać „pogłaskanym” i chociaż „powąchać” jakiegoś kociego smakołyka. A nuż dostanie się jakiś smakowity okruszek. A przecież historia uczy nas, że Amerykanie zawsze traktowali nas instrumentalnie, zawsze robili nas „w balona”, zawsze karmili nadziejami i obiecankami. A nasze władze, jeśli pozostać już przy tej kociej metaforyce, zawsze oblizują się smakiem i czasem, jeśli uda się uszczknąć jakiś kruszek smakołyka, jak kot wierzy, że następnym razem kotek zostanie i wygłaskany i smakowicie nakarmiony. Mruczy więc miłosne serenady do ucha swojego pana, nieustannie, aby nareszcie zostać usłyszanym i zadośćuczynionym.

Stany Zjednoczone Ameryki nie zrobiły w stronę Polski ani jednego gestu, który nie służyłby ich własnemu interesowi. Oddali na efy szesnaste zamiast przeznaczyć je na złom, a to przecież kosztuje. Na dodatek umieścili u nas swoje technologię uzależniając od nich sporą część naszego przemysłu zbrojeniowego. Kompletnie zignorowali nasz wkład w wojnę iracką nie realizując zobowiązań partycypacji w odbudowywaniu gospodarki Iraku. No chyba, że za taką uznać zatrudnianie polskich komandosów (po ich przejściu do cywila), pracujących jako ochroniarze w amerykańskich przedsiębiorstwach na tamtym terenie. Tarczy antyrakietowa nie ma i najprawdopodobniej nie będzie, itd., itd., itd…

A wizy? A co tam wizy, coraz większa rzesza obywateli już w ich zniesienie nie wierzy i na nie nie czeka, coraz więcej polityków stwierdza, że ich nie potrzebujemy, bo i tak nie pojedziemy tam za pracą. Tymczasem Rosjanie już wiz do Stanów nie potrzebują, mimo, że jeszcze w zeszłym tygodniu obowiązywały obywateli obydwu stron. Co prawda nie śledzę rosyjskich mediów, ale nie słyszałem, żeby była to dla Rosja tak ważna sprawa jak dla naszych elit.

Ot, czepią się Amerykanów ci Polacy jak rzep psiego ogona o jakieś pierdoły, zamiast być zadowoleni, że mogą przynosić rzucanego patyka panu, który ma ważniejsze sprawy na głowie.

Cóż jest warta walka części polskich polityków o więcej nauczania historii, mieniących się jej znawcami i krzewicielami, jeśli właśnie oni są kompletnymi dyletantami w tej dziedzinie.

 

andy lighter

Płacić za Afganistan?

Wobec wcześniejszych ustaleń państw należących do NATO, o wyjściu z Afganistanu do końca 2014. roku, Amerykanie wymyślili nowy plan. Oto państwa NATO i ich sojusznicy (można się domyśleć, że kraje, z których żołnierze biorą udział w tej wojnie, czyli ok. 40. państw) będą płacić daninę na siły bezpieczeństwa Afganistanu po wyjściu „agresorów”.

Miały by te państwa płacić ok. półtora miliarda dolarów rocznie na utrzymanie afgańskich sił bezpieczeństwa i wojska. Na Polskę ma przypadać ok. 20 mln dolarów. Powinniśmy się cieszyć, jak wynika z wyliczeń, bo jest to kwota o 10 razy mniejsza niż wynoszą obecne koszty naszego udziału w tej wojnie – namawia nas min. Sikorski. A ja się jakoś nie cieszę.

11 lat temu Amerykanie nie pytali (przynajmniej Polski), czy mają rozpocząć tę wojnę, czy nie. Postawili państwa NATO w pewnym sensie przed faktem dokonanym, podobnie zresztą jak w przypadku wojny w Iraku, z tym, że w tamtym przypadku posłużono się oszustwem – kłamstwem po prostu. Państwa NATO „musiały” wesprzeć USA, jako sojusznicy, a nie trzeba wielkiego bystrzaka, żeby zrozumieć przystąpienie do sojuszu przeciw Talibom (a w zasadzie dołączenie do Amerykanów), krajów spoza NATO.

Można więc używając pewnego skrótu myślowego stwierdzić, że USA na siłę wciągnęło świat w tę wojnę. A teraz jeszcze żądają współfinansowania?

Amerykańskie zarozumialstwo nie ma sobie równych na świecie (Rosjanie np. do pięt im nie dorastają). Wspominałem o tym kilkakrotnie, m.in. przy okazji „obsztorcowania” Europy za nieudolne zwalczanie kryzysu, przez prezydenta Obamę. Kryzysu, którego twórcami byli Amerykanie, jakby ktoś zapomniał.

20 mln dolarów to niby niedużo w skali budżetu. To fakt. Jednak zastanawia mnie pewna prawidłowość. Jeśli człowiek ma niewiele pieniędzy, zewsząd słyszy rady: „Oszczędzaj! Zastanów się dwa razy, zanim coś kupisz! Zanim wydasz złotówkę, obejrzyj ją z każdej strony!”, itd., itp. Jednak jeśli rząd chce wydać jakieś pieniądze, albo rząda się jakich pieniędzy od rządu, zaczyna rozbrzmiewać prawdziwa hiperkakofonia, chór na tysiące gardeł rozmaitych potrzeb, zobowiązań, pomysłów, roszczeń itp.: „To tylko kilka (…naście, …dzissiąt, … set milionów! Żaden wydatek w budżecie! itp.).

A więc trzeba ciąć wydatki. Jakie…, pozostawiam bez komentarza.

Osobną sprawą jest to, że prezydent Komorowski obiecał wyjście z Afganistanu z końcem tego roku, a jeszcze inną, niemoralny według wielu Polaków, charakter udziału Polaków w tej wojnie, od samego początku.

A na wizy możemy poczekać. Nam się nigdzie nie spieszy, my przyzwyczajeni jesteśmy przecież do dymania. Litwa, Ukraina, Gruzja, Rosja, to tylko przykłady. Dlaczego USA mają być gorsze?

andy lighter

Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.:

 

„Oburzeni” mają rację

Jeszcze niedawno miałem bardzo sceptyczny (żeby nie nazwać tego „negatywnym”) stosunek do protestujących ludzi w krajach Europy, np. w Hiszpanii. I nie ma co udawać, swój pogląd opierałem głównie na wiadomościach z Grecji. Protesty, strajki i demonstracje Greków uważałem za swojego rodzaju… wygodnictwo tych ludzi. Dzisiaj zresztą też tak uważam, ale uważam tak tylko w odniesieniu do Greków i Grecji. To, co się dzieje w ich kraju, jest wynikiem i kryzysu, i… socjalistycznej pazerności tych ludzi.

Swój punkt widzenia na temat niezadowolenia społeczeństw na całym właściwie świecie (poza Grecją), zmieniłem obserwując demonstracje na Wall Street. Jeden z demonstrujących wypowiedział słowa, które „gnębiły mnie” wcześniej, napisałem nawet o tym artykuł „Templariusz i Doktorzy No”, oczywiście będący wrażeniami kompletnego laika, niesiedzącego w najmniejszym nawet stopniu w temacie pieniędzy, finansów, itp. Jednak ludzie na Wall Street też nie siedzą w temacie. Są zwykłymi ludźmi, którzy tak jak ja, czują, że ich życiem, bytem, samopoczuciem związanym z problemami egzystencjalnymi, steruje, bawi się, gra, ktoś na górze. I bynajmniej nie jest to Bóg.

Kompletnie powaliły mnie słowa prezydenta Obamy sprzed kilkunastu dni. Oto prezydent Stanów Zjednoczonych miał czelność „zwrócić się” do przywódców europejskich, pouczyć ich, napomnieć i… „pogrozić palcem”, że ci ostatni powinni podjąć bardziej zdecydowane działania, w celu zakończenia, a przynajmniej złagodzenia skutków, globalnego kryzysu. Człowiek, który jako przywódca kraju, od którego wszystko się zaczęło, pod którego „skrzydłami” oszuści i nudzący się finansowi bonzowie tego świata, zamiast kajać się przed światem i prosić o wybaczenie wszystkich ludzi, od Portugalczyków, Hiszpanów, poprzez Polaków, Estończyków, na Chińczykach kończąc, bo okazuje się, ze i Chiny nie oparły się światowemu kryzysowi, ma czelność „pouczać” i próbować dyktować jakieś tam warunki.

Jest dla mnie absolutnie jasne, że służby specjalne Stanów, z łatwością zlokalizowałyby i zneutralizowały owych graczy osami świata. Gdyby chciały, albo gdyby mogły, albo gdyby ktoś ich do tego… „przymusił”. Nadzieją na te właśnie „chciały”, „mogłyby”, albo „przymusił”, są właśnie demonstracje „Oburzonych” na całym świecie.

Gdybym miał jakiś wpływ na „dzieje świata”, zresetowałbym światowe finanse. Po prostu, zamiast ludzie spod Wall Street, kraje które straciłyby kupę kasy na zresetowaniu światowych (międzypaństwowych) długów, same stanęłyby na uszach, żeby tych ludzi, których zatracenie się w grze, zachłanności i próżności, zlokalizować i zneutralizować. Zneutralizowanie ich finansów (czyli przejęcie przez… organizację, np. ONZ czy coś w tym stylu) spowodowałoby zresztą spore „zwroty” wierzycielom w postaci państw. Ich „majątki” z całą pewnością, są bowiem, niewyobrażalne dla przeciętnego zjadacza chleba, a nawet dla „najbogatszego człowieka na świecie”, Bill’a Gatesa (jego „najbogatszość” jest śmiechem na sali i igrzyskami dla ubogich).

Oczywiście nie mam żadnego wpływu na losy świata, ale kto wie? Może „Oburzeni”, dzięki swej determinacji, taki wpływ wypracują. Trzymam kciuki.   

andy lighter