Mówią do mnie, a ja im nie ufam

Pasterka w noc wigilijną to taki czas, kiedy księża, biskupi i arcybiskupi mówią do wiernych. Nauczają ich, co powinni, co mogą, a czego nie. A ja im nie ufam. Nie wierzę. Tak, jak nie ufam policjantowi, który wlepia kierowcy mandat za jazdę po pijanemu, po czym wypija szklankę wódki, wsiada do samochodu i odjeżdża w stronę swojego domu.

Jestem człowiekiem wierzącym, ale od Kościoła dzieli mnie przepaść. Jeśli abp Michalik grzmi, pouczając wiernych, że przemoc nie bierze się z religii, to ja się pytam, skąd się bierze przemoc? Czyż religia nie była powodem największej ilości wojen w dziejach ludzkości. Czyż najwięksi oprawcy i mordercy w dziejach Mie mieli na płaszczach, chorągwiach, pasach, czy klapach, a nawet w dłoniach kwintesencji religii: imienia Boga, krzyży, obrazów Jezusa? Jak mogę więc ufać w jego słowa, krytykujące znieważanie krzyża, jeśli sam, on i jego „bracia hierarchowie” w milczeniu przyglądali się jego znieważaniu na Krakowskim Przedmieściu?

Jeśli hierarchowie mówią i żądają obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to jak mogę słuchać poleceń abpa Kowalczyka o modlitwę za zołnierzy polskich w Afganistanie? Przecież oni tam zabijają, czyniąc to z błogosławieństwem wojskowych kapelanów – współczesnych oficerów politycznych w naszej armii. Czy w tym przypadku obrona każdego życia(!) już nie obowiązuje? A co na to pierwszy wojownik o wyznaniową Polskę, Terlikowski?

Jeśli kardynał Dziwisz apeluje do polityków, aby „w centrum odwagi było dobro wspólne, a nie dobro danej partii lub ugrupowania politycznego. Aby panowała sprawiedliwość i solidarność, ale także było uszanowanie dla inaczej myślących”, to jak ja mam mu ufać, skoro to ten sam Dziwisz, który najbardziej we współczesnej historii Polski podzielił naród, godząc się na pochówek prezydenta na królewskim Wawelu?

Wiele, wiele tych i innych pouczeń, mądrości i jedynie słusznych wskazówek dla wiernych padło podczas kazań pasterkowych. I nic mnie tak nie złości jak słowa abpa Michalika: My jesteśmy krytyczni wobec księży i biskupów, bo chcemy, żeby byli doskonali. Ja sam chcę być ciągle doskonalszy, ale mi ciągle nie wychodzi. Ale na tym polega chrześcijańska wartość, mądrość, że wiemy którędy idzie droga do doskonałości”. Podpierają się tą własną, księży i biskupów niedoskonałością zarówno hierarchowie jak i ich najzagorzalsi wyznawcy, najbardziej nawiedzeni zazwyczaj, katolicy.

Bo co oznacza „krytyczni wobec księży i biskupów”, jeśli straszy się ekskomuniką posła, czy senatora obserwując „listy głosowań”, a nie ekskomunikuje się homoseksualnego Paetza, całej masy pedofili, malwersantów finansowych, łamiących przykazanie „Nie cudzołusz”, i wszystkich innych przykazań, ludzi Kościoła, którzy mówiąc o nienaruszalności ról kobiety i mężczyzny chronią homoseksualistę i oddają mu pokłony (Paetz)? Mówiąc o uchu igielnym chronią i ukrywają malwersacje finansowe własnych funkcjonariuszy, a nawet instytucji Kościoła jako całości? Przywołując przykazania pozwalając pełnić posługę (nauczać!) ojcom dzieci z z nieprawego łoża?

Jakież to jest wszystko niewiarygodne w ich ustach. W ich naukach. Nie godzę się na to, żeby grzeszący na prawo i lewo ksiądz uczył mnie i nakazywał nie grzeszyć. I to, że „ciągle im nie wychodzi”, bo „są tylko słabymi ludźmi” – koronny argument praktykujących katolików, zupełnie mnie nie przekonuje.

Jeśli to miałby być argument, dlaczego zżymać się na policjanta, który wlepia mandaty i odbiera prawa jazdy za jazdę po pijanemu, po czym wypija szklankę wódki, wsiada w samochód i odjeżdża do domu? To dlaczego nie godzić się na prokuratora, który żąda dla złodziei długoletniego więzienia, po czym wychodzi z sądu i kradnie samochód z pobliskiego parkingu?

Pełniony zawód, czy służba zobowiązują. Nie może być prokuratorem, sędzią złodziej, czy morderca, nie może być policjantem łamiący kodeksy drogowe. Nie może być księdzem, żyjący wbrew nakazom i naukom przez siebie głoszonym. Nie może być historykiem, nieznający historii a matematykiem, matematyki. Bo są niewiarygodni.  

I dlatego, jeśli zechcę uczyć się boskiego prawa, norm i wyborów, sam, bez pomocy homoseksualisty, pedofila, malwersanta, czy „walczącego krzyżem”, przeczytam Biblię, albo Koran, Talmud, Wedy, albo oddam się medytacjom, poszukując buddyjskiego przebudzenia.

Nie toleruję też tłumaczenia, że wielu księży to prawi ludzie, oddani wierze i znakomicie pełniących swoją posługę. Bo tak postrzegam dane środowisko, jak jego część.

Ludzie nie ufają sądom i prokuratorom, choć nie wszystkie działały tak, jak te instytucje w sprawie Amber Gold. Nie ufają CBA, choć nie sami agenci Tomki tam urzędowali. Nie ufają sejmowi, choć nie wszyscy posłowie to walczący Kaczyńscy, Brudzińscy, Hofmani, czy Niesiołowscy. I mają do tego święte prawo. Nie chcą bowiem ufać, że tym razem, w jego sprawie, sędzia, prokurator może będzie uczciwy, że tym razem wybrany poseł może będzie głosował tak, jak chcą jego wyborcy, a nie polityczny interes jego szefa, że tym razem może lekarz, który go leczy ma na względzie jego zdrowie, a nie walkę o własny zysk, itd. Nie stać nas (mnie) na wiarę w ludzi, na chybił trafił.

andy lighter

Gigantopomnikolandia

Dziwne sposoby wyznawania wiary mają polscy katolicy. O żarliwości ich wiary i jej szczerości mają świadczyć… pomniki. Nie ma lepszego, szczerszego i prawdziwszego katolika nad Polaka. Ile jest w tym kraju miast i miasteczek, w których nie ma obrazu,  pomnika, czy choćby tablicy z popiersiem Jana Pawła II, czy innej Matki Boskiej? Śmiem twierdzić, że niewiele, a te, w których takowych nie ma, niegodne są miana „polskich miast”.

Ale ilość ilością, to jedna rzecz, w której nikt nas nie wyprzedzi. Istnieją jednak kraje, gdzie pomników, choć jest mniej, są… większe. Nie ma dla Polskiego katolika większego upokorzenia, niż większy pomnik, od pomnika naszego. Polskiego. Największego tak, jak nasza wiara jest największa. Tak powstał Chrystus Świebodziński, który po wielu latach upokorzenia polskich katolików, w końcu postawił sprawy z głowy na nogi, czyli jest normalnie: nasz Chrystus jest o 3 metry wyższy niż największy dotąd Chrystus z Rio.

Jednak nie wszystkie rachunki zostały załatwione. Jakieś Indianie z Południowej Ameryki postawili sobie pomnik papieża Jana Pawła II. Dwunastometrowego. Naszego papieża!!! Nie do pomyślenia jest, żeby gdzieś na końcu świata stał największy pomnik największego Polaka. Ale już wkrótce sprawiedliwości dziejowej stanie się zadość i Polak, będzie największy w Polsce właśnie.

W Częstochowie stanąć ma już w przyszłym roku czternastometrowy pomnik Jana Pawła II. I papież, podobnie jak Chrystus Świebodziński wpisany zostanie do Księgi Guinnessa.

Szkic pomnika, który ma stanąć w Częstochowie.

Nie bez sensu będzie wspomnieć o tym, ze pomnik papieża wykona firma zapisana już złotymi zgłoskami w guinnesowej księdze. Zapisana jako twórca największego na świecie krasnala. Bo to bzdura, że krasnale są małe. Nasz krasnal jest naj… większy. Na świecie. Krasnal Soluś z Nowej Soli, siedziby firmy wykonującej pomniki, ma dobrze ponad 5 metrów.

Mamy kryzys i wiele polskich form z niepewnością patrzy w przyszłość. Nie grozi jednak nic złego firmom wykonującym pomniki w Polsce. Na pomniki JP II popyt nie skończy się nigdy, rywalizacja wciąż trwa między miastami, miasteczkami, gminami i wioskami zabitymi dechami. A w bliskiej perspektywie otwiera się nowy dla Tyc firm rozdział: pomniki prezydenta tysiąclecia Lecha Kaczyńskiego. Jest pewne, że „firmy pomnikowe”, prawdziwy bum mają jeszcze przed sobą i już zacierają ręce, podliczając potencjalne zyski.

_____

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań”.

                       Księga Wyjścia

_____

Niedawno moja internetowa przyjaciółka oddała się rozważaniom na temat, co by było, gdyby Jezus zstąpił na ziemię.

  1. Porozbijałby wszystkie pomniki. Swoje, JPII i innych świętych.
  2. Trafił by do więzienia za niszczenie mienia publicznego.
  3. Ścigali by go wszyscy katolicy z ojcem Rydzykiem na czele i hierarchami kościelnymi na czele z papieżem, za obrazę ich uczuć religijnych, sprzeciwiając się dyskredytacji przez niego nauki Kościoła.

andy lighter

Dyspensa

„Jedzcie i pijcie z tego wszyscy” – mówi ksiądz w kościele.

Dziś pozwolił. Hura!!! Probosz pozwolił!!! A co na to Jezus z Nazaretu?

Nieważne – ksiądz pozwolił, a nawet biskup, Jezus niech spada – frajer.

No, to smacznego! A potem – do Kościoła – biegiem marsz!

Ile razy jeszcze razy zaskoczy nas „Kościół”? Dwie żony Gosiewskiego, uświęcone przez Rydzyka „superkatoliczki” w parlamencie, dyspensy… w rytm długich łikendów, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, i samolot wylądował dzięki błogosławionemu Janowi Pawłowi II.

Właśnie!!!

andy lighter

Krzyżowe wariactwo

 Jeszcze o tym krzyżu, chociaż podobnie jak większość społeczeństwa, już tym rzygam.

Jakiś tam biskup ważny, już nie wiem który, bo wszyscy oni są tak do siebie podobni i niewiele się różnią, powiedział, że „Ten, kto chce usunąć krzyż z przestrzeni publicznej, ten chce wprowadzić język nienawiści do tej przestrzeni”. I coś mi tu nie gra, a nawet mnie wk***ia. Moim bowiem, skromnym zdaniem, jest dokładnie odwrotnie: „Kto zmusza mnie do oglądania krzyża w przestrzeni publicznej, wprowadza w moje myślenie język nienawiści”. Nie mam nic przeciwko krzyżowi. Na wieży kościelnej, na cmentarzu, w przydrożnych kapliczkach, albo „czarnych punktach”, w mieszkaniu.

Wiele razy leżałem w szpitalu i wiem, jakie zakłopotanie wprowadza… wizyta księdza o siódmej rano w sali chorych. Kiedyś odważyłem się na stwierdzenia, że „nie chce mi się słuchać księdza bełkotu, więc idę zapalić, skoro zostałem obudzony”. Wierzcie mi, albo nie, ale do końca pobytu w tym szpitalu (jeszcze kilkanaście dni), miałem przeje***e. U wszystkich. U pacjentów, u pielęgniarek, u niektórych lekarzy. Podczas kolejnych pobytów w szpitalach, musiałem prosić pielęgniarki o wcześniejsza pobudkę i wychodzić z sali, żeby nie ogladać tej farsy. To jest właśnie „krzyż” w przestrzeni publicznej i… zdaniem pewnego biskupa (chyba Kowalczyk mu było, ale nie wiem), wprowadzam język nienawiści. Wprowadzam język nienawiści, bo muszę wyjść z sali chorych. No bydle ze mnie. Powinienem zostać. I słuchać. Kiedyś zresztą zostałem, bo nie mogłem się dobudzić i ksiądz zaproponował mi komunię. Moje tłumaczenie o braku spowiedzi skwitował jedynie (młody chłopak) „Nie szkodzi synu (48 lat wtedy), rozgrzeszam Cię”. I w ten oto sposób zeżarłem opłatka, co zresztą uniemożliwiło mi przez pół godziny zapalenia papierosa, bo musiałem to przyklejone zdrapywać z podniebienia.

Musicie wiedzieć drodzy rodacy, że mówienie czegokolwiek i gdziekolwiek o „krzyżu” w świetle… wątpliwości, jest językiem nienawiści.

A wiem co piszę, bo poruszając temat „krzyża” już zdążyłem się narazić moim serdecznym przyjaciołom, bo poruszam „mało ważne tematy”.

No i nagrabiłem sobie. Nie idźcie tą drogą! Nie piszcie o „krzyżu”. Zostawcie. Jak wisi w urzędzie, gdzie wchodzą muzułmanie, niech wisi – to problem muzułmanów, a nie urzędu. Cicho sza!!!

andy lighter

Zasłużony PiS

Często zwracałem uwagę na jeszcze częstsze słowa prezesa i jego podopiecznych, dotyczące zasług jego rządu i jego partii, oraz „planowanych” zasług i sukcesów tychże. Dziwi mnie tylko to, że prezes wciąż rozszerza listę tych zasług i planowanych, pewnych, „gdybyśmy dziś rządzili” zasług, jakby nie mógł od razu wywalić pełnej listy na stół. Oto wczoraj dowiedzieliśmy się, że dzisiejszy sukces Polski w zakresie uniknięcia losu innych krajów Europy i świata, świetny wzrost gospodarczy, w obliczu kryzysu światowego, to zasługa Zyty Gilowskiej!!!, wicepremier i minister finansów w rządzie PiS.

„Bo to pani premier, w czasie naszych rządów, dała impuls (jakiś tam)!!!”. Według prezesa procesy ekonomiczne rozpatruje się w dłuższej perspektywie. I tu się z prezesem zgadzam. Zawsze powtarzałem, że prezes rządził w warunkach komfortowych, przygotowanych mu i pozostawionych przez rządy SLD, które straciły władzę przez podjęcie się ogrzania, zamrożonej na kość przez Balcerowicza polskiej gospodarki i oddanie Kaczyńskiemu już gorącej i jeszcze podgrzewanej. Tak więc „impuls”(?) dany przez Gilowską Rostowskiemu jest impulsem SLD danym Gilowskiej… (?) Pokręcone jakieś to jest, no ale prezes swoje wie. A jak prezes wie, to wyborcy PiS wiedzieć nie muszą. Wystarczy, że wiedzą, że jak prezes mówi to wie, a jak wie, to jest tak jak mówi.

A tak na marginesie tej „informacji”, widać tu jak na dłoni manipulację mediów poprzez kompletnie zaniechanie wyprowadzania z błędu Kaczyńskiego, a co za tym idzie i wyborców. Kiedy bowiem Jarosław Kaczyński powtarza jak mantrę, że Rostowski to żaden fachowiec, bo zwiększył zadłużenie Polski o 300 mid, nikt z otaczającego go tabunu dziennikarzy nie zwróci mu wagi na powszechnie znany fakt, że Zyta Gilowska, w czasie najlepszej od ’89. koniunktury gospodarczej, w ciągu dwóch lat zwiększyła zadłużenie o 100 mld. To prawdziwy ewenement. Z łatwością można by sprowadzić na ziemię prezesa i Gilowską i to wcale nie złośliwie, a w zgodzie z faktami.

Jedną wszak zasługę PiS-owi zapisać trzeba. I to wcale PiS-owi w czasie rządów, ale w czasie funkcjonowania jako opozycja. Otóż nasz kraj stał się powszechnie rozmodlony. Nareszcie nastał okres wolności słowa i swobody modlitwy. Oto wierni (kilkanaście osób), przy skrzyżowaniu przed Galerią Mokotów, odprawiali koronkę do miłosierdzia bożego. No cóż, Konkordat daje im takie chore prawo, ale tuż przy skrzyżowaniu? Chyba nawet sam Pan Bóg by takiego numeru nie wymyślił. Ale nie ma co się dziwić, nasi wierni już dawno zdystansowali Pana Boga w inicjatywach, pomysłach i działaniach. Oczywiście nie ma mowy o użyciu jakichś tam sił porządkowych, czy policji. Przecież oni tylko się modlili…. przy tym skrzyżowaniu. I to jest niewątpliwa zasługa pozostającego w opozycji PiS.

Dziś jeden z posłów PiS powiadomił opinię publiczną, że PiS utworzy nowe ministerstwo. Ministerstwo ma się zajmować energetyką, albo bezpieczeństwem energetycznym, czy jakoś tak. To oczywiste i wynika z jasnej deklaracji partii Kaczyńskiego, naprawy, reformy finansów publicznych. Tę wiadomość dedykuję wszystkim tym, którzy (tak jak ja zresztą i prezes Kaczyński też) dostrzegają przerost administracji państwowej za rządów PO. Jak widać, za rządów PiS „będzie lepiej”.

_____

Ja bym wcale nie był taki pewien tych „obiecanych 300. mld z unijnego budżetu na kolejne lata. Sytuacja jaka jest w strefie euro każdy widzi, ratować Grecję trzeba, i inne kraje zaraz przyjdą po pomoc, a kasa Unii studnią bez dna nie jest. Może się okazać, że „dla wyższych celów”, budżet dla poszczególnych państw musi być mocno… zweryfikowany.

Tym bardziej, że Obama krzyczy o jakieś biliony. Swoją drogą ma tupet ten facet. Obywatele jego kraju rozpier***Ili światowe finanse, powodują tonięcie milionów obywateli z powodu chciwości (która sięgnęła zenitu), kilku panów, amerykanów, a ten, zamiast się kajać przed światem i ogołocić, w imię sprawiedliwości, własne rezerwy finansowe (istniejące albo nie, to nie sprawa reszty świata), na rzecz ofiar wywołanego przez nich kryzysu, ma czelność rugać Europę i pouczać, poganiać i… dyscyplinować. Dziwię się, że żaden z europejskich przywódców się nie wkurwił.

andy lighter

O Czarneckim, bogu, dolarach i innych paranojach

Kiedy dziennikarz w sejmie zapytał Czarneckiego (Ryszarda, rzecz jasna) o to, czy pierwszy dzień roku szkolnego rozpoczynający się od mszy świętych nie narusza świeckości państwa, ten, oburzony odpowiedział mu starym polskim przysłowiem: „Bez Boga ani do proga”. A swoją odpowiedź uzupełnił stwierdzeniem: „jak się komuś nie podoba, to niech w ramach protestu przeciwko wchodzeniu sfery sacrum przez sferę profanum uda się do kantoru, nabędzie dużą ilość dolarów USA i w ramach protestu przeciwko klerykalizacji życia publicznego, w tym finansowego, publicznie je spali… Przecież na owych zielonych banknotach jest odwołanie do Boga!”.

Eeech, blogerze Czarnecki. Gdybyś Ty chłopie jeszcze wiedział o czym gadasz. Odwołanie do boga znajduje się rzeczywiście na banknotach… jednodolarowych. Jeśli ktoś idzie do kantoru nabyć dużą ilość dolarów, to musi za te dolary zapłacić polskimi złotymi. Poza tym, nie sądzę, żeby ktoś chciał iść do kantoru nabyć „dużą ilość” jednodolarówek, tylko wyjść z kantoru z „duża kasą”. Czy bloger Czarnecki nie będzie palił jednodolarówek, choć jest tam przedstawiona jedna ze stron pieczęci Stanów Zjednoczonych, będąca jednak symbolem masonów? Świadczy o tym nie tylko wizerunek „oka opatrzności” nad niedokończoną piramidą, ale i napis „Nowy Porządek Wieków”, oraz rok 1776. będący rokiem założenia zakonu masonów. Owa strona pieczęci jest kopią pieczęci zakonu iluminatów, blogerze Czarnecki. Tak więc, „Do palenia, marsz, blogerze Czarnecki!”.

A nawiązując do jego wpisu na blogu, dołożę jeszcze „prawie jego słowami”: Nie wymagam, aby oszaleli osobiści przyjaciele pana Boga umierali za swoje (antymasońskie) poglądy. Ale jeśli rzeczywiście ich przekonania są tak ugruntowane niech to pokażą: kurs na kantor, a potem kanistrem po USD. Fajnie by się hajcowało! Co? Nie widzę chętnych?”.

A to przysłowie trzeba by było trochę przełożyć na dzień dzisiejszy: „Bez Boga, ani do proga… kościoła!!!”

_____

Nie jestem specjalnym entuzjastą dziennikarzy, o czym często wspominam, ale uważam, że Kamil Durczok słusznie określił dziś motywy działania Jarosława Kaczyńskiego. Otóż tworzy on coś w rodzaju alternatywnego ośrodka władzy. Uważa się bowiem za alternatywę wobec prezydenta, premiera, rządu i chce być równorzędnie z nimi traktowany, mimo niesprzyjania mu przez przygniatającą część opinii publicznej, ogromną część społeczeństwa. Prawo do przewodzenia opozycji pomieszało się prezesowi z prawem do władzy, pomimo istnienia legalnej, demokratycznej władzy. Zresztą dzielnie go wspierają, wg mnie znakomicie przez niego wmanipulowani, a przede wszystkim w jakiś sposób od niego zależni (nie mam pojęcia w jaki, może obietnicami, może „hakami”)…, i lojalni, za przeszłe profity(?), może za obietnice przyszłych(?), nie wiem, oprócz pisarchaniołów, „wolni strzelcy” (tacy oni wolni, jak ja święty). Ostatnio np. Andrzej Urbański. Jego brednie na temat Tuska albo na przykład Rostowskiego są tak żałosne, że aż trudno je komentować.

Tusk miał bezustannie obrażać Jarosława Kaczyńskiego, więc nie ma o czym z nim rozmawiać, bo Tusk mówił cztery lata. Panie Urbański, Kaczyński przez te ostatnie cztery lata mówił więcej o całe lata świetlne. I mówił o wszystkim, tylko nie o tym, o czym społeczeństwo chciałoby usłyszeć, poza katastrofą smoleńską. Mówił więc prezes wyłącznie o katastrofie i wyłącznie obrażał władze (oczywiście jakiś promil, zupełnie niezauważalny, dotyczyło finansów, np. dodatku drożyźnianego). A Rostowski „strzelił sobie w łeb”, bo w 2008 roku przewidywał, że kryzys będzie za osiem miesięcy, a był za sześć. Urbański, otrzeźwiej chłopie! Kiedy Rostowski przewidywał kryzys, posłanka Natali-Świat nawoływała Rostowskiego, aby znowelizował budżet o 38 miliardów(!!!) debetu! Rostowski pomylił się o dwa miesiące (z początku, bo szybko reagował na zmiany), inni kompletnie go nie zauważyli. I dziś dzięki nim mamy kolejną falę tsunami.

_____

Dziś „debata” prezesa. To znaczy jednoosobowy słowotok (jeszcze jeden…) w Polsacie. Polsat pozazdrościł innej stacji debaty i zaprosił prezesa na debatę. Wstyd, że dziennikarze (przede wszystkim zarządzający) nie uszanują świętego prawa demokracji do debaty i w imię konkurencji za wszelką cenę, (znamy, znamy – „cel uświęca środki”) niemalże o tej samej porze prezes będzie u nich otwierał polakom wizję kraju mlekiem, miodem… i wiadomymi pomnikami płynącego.  

andy lighter

Prezydencie, opamiętaj się!

Kiedy podczas uroczystości trzeciomajowych, prezydent Komorowski nie przywitał na Placu Zamkowym żadnego eminencji, arcybiskupa, księdza itp., pomyślałem sobie: „No! Idzie ku normalności!” Niestety nic głupszego nie mogłem sobie wymyśleć. Oto prezydent Rzeczypospolitej gościł dziś w Krakowie, aby wziąć udział w procesji ku czci św. Stanisława Kazimierczyka. Procesja ta i msza była przy okazji wyrażeniem dziękczynienia za beatyfikację Jana Pawła II.

Oto prezydent świeckiego państwa oficjalnie (państwowo) wyraża dziękczynienie. To już naprawdę przestaje być zabawne, a staje się chore. Komorowski, na miły bóg, nie jesteś klechą, ani innym kapłanem! Jesteś „cywilnym” urzędnikiem państwowym, i tym, co powinno Ci być wolno, to iść sobie z żoną prywatnie(!!!) do kościoła! Walczysz prezydencie razem ze swoją byłą partią z ciemnogrodem a sam ten ciemnogród czynisz!. Na kogo w tym kraju można liczyć, jeśli ludzie mieniący się postępowymi, nowoczesnymi, europejskimi i liberalnymi, uczestniczą, firmują swoimi nazwiskami i stanowiskami, kompletnie religijne (wyłącznie religijne), starodawne, prymitywne praktyki, w dodatku tylko jednego z wyznań.

Jeśli prezydent naszego kraju, bierze udział w uroczystościach upamiętniających św. Stanisława Kazimierczyka, to czy nie powinien sprawiedliwie brać udział w uroczystościach ku czci innych polskich świętych i błogosławionych. A jest tego więcej niż psów w moim mieście:  http://pl.wikipedia.org/wiki/Polscy_%C5%9Bwi%C4%99ci_i_b%C5%82ogos%C5%82awieni

Jak mają się czuć wyborcy, czczący np. św. Hilarego (tak,  tak, jest taki), wobec nieobecności prezydenta na uroczystościach ku czci, a obecności na uroczystościach ku czci innych? Że co, że Stanisław ważniejszy od Hilarego?

Komorowski, jest pan moim rezydentem, nie życzę sobie, żeby głowa mojego, świeckiego jak na razie państwa, robił z siebie cyrk i sługę Watykanu!!! Komorowski, nie robi pan mi łaski! Ja więc nie proszę, ja żądam: OPAMIĘTAJ SIĘ CZŁOWIEKU!

______________

A w Oleśnie na Opolszczyźnie, gminni radni zawiesili na ścianie sali obrad witraż Matki Boskiej Oleskiej, uchwałę o zawierzeniu Olesna Trójjedynemu Bogu i macierzyńskiej opiece Bogarodzicy Maryi, podpisaną przez gminnych radnych i akt zawierzenia Olesna Matce Boskiej Oleskiej. To kontynuacja. Oto bowiem 25 marca 2009 olescy radni jednogłośnie przegłosowali uchwałę, która zawierzyła „dalsze dzieje Olesna Trójjedynemu Bogu i macierzyńskiej trosce Bogarodzicy Maryi”.

Proszę, niech mnie ktoś uszczypnie, bo to się chyba nie dzieje naprawdę!

andy lighter