Opieprz

Po moim ostatnim tekście o emigracyjnych patriotach, przy okazji pogrzebu drugiego mojego prezydenta, którego tak naprawdę nikt nie wybrał, tylko paru gości w saloniku przy szklaneczce, poszedłem dalej. Utworzyłem na FB stronkę, trochę w temacie https://www.facebook.com/SamPosprzatamWSwoimDomu

„Jak to żółwia do wody ciągnie”, chciałoby się powiedzieć po paru reakcjach. Ten temat gnębi mnie od paru lat i od paru lat boję się go dotykać. Kiedyś o tym napisałem i zostałem wdeptany w ziemię (nie, nie, nikt mnie nie wdeptał, ale tak się poczułem) przez moją przyjaciółkę, mentorkę i nauczycielkę, która mieszkała wówczas w Wielkiej Brytanii. Do dziś nie odbudowaliśmy naszej przyjaźni, chociaż ona od dawna jest w Polsce i… często, gęsto podziela mój punkt widzenia (również na Anglię, chociaż dziś z… dystansu)Odebrała to tak, jakbym ją spoliczkował, chociaż nie jestem przecież (?) głupcem. Dziś z kolei, kiedy myślałem, że już okrzepłem, nabrałem „wyrazu” i ci co mnie znają „czują” co chcę powiedzieć w wierszach i między nimi, jeden z najbardziej wartościowych komentatorów moich wypocin napisał mi: „Ta dyskusja jest poniżej mojej godności, dlatego więcej się tu nie wypowiem”. Nie powiem, Stary Przyjacielu -wiesz jak sprowadza się człowieka do parteru. Przyznaję – bardzo boli, masz satysfakcję. Do tej pory nie mogę ochłonąć, choć nie miałem złych zamiarów. Podle się czuję. Nie dlatego, że coś myślę, ale dlatego, że ktoś myśli, że coś myślę, chociaż ja mam zupełnie co innego na myśli.

Potraktowałem sprawę jako pewien skrót – hasło. Nie jestem idiotą, aby wszystkich, których nie ma a w Polsce wrzucać do jednego worka, a tak właśnie zosłałem potraktowany przez mojego przyjaciela z sieci – dodam – żywiłem do niego i żywię ogromny szacunek. Gość jest wykształcony, oczytany i osłuchany, marzę, żeby „go doścignąć”, tyle, że brak mi cierpliwości.

Ruszyłem temat, chociaż nie jestem głupcem i wiem, że nie da się tego po prostu… przełożyć ot tak. Ale jest temat. I uważam, że trzeba się nad nim pochylić. Moim najlepszym przyjacielem jest Niemiec. Polski Niemiec, który wyjechał stąd prawie trzydzieści lat temu. Jest mi jak brat. Tyle, że on mówi otwarcie: „Andrzeju, nie głosuję. Wybieram TUTAJ Merkelową, albo kogoś innego.

Ale mam też innych znajomych. Kupę. Większość z nich to wspaniali ludzie. Większość z tej większości (o dziwo, ludzie niekoniecznie wykształceni, a może głównie nie oni) mają zdanie podobne do zdania mojego przyjaciela. Są jednak inni. (Chciałem skasować to zdanie, ale… na coś wpadłem), bo poprzednie zdanie uświadomiło mi, że im „wyższy nos”, tym bardziej warto coś powiedzieć. Nie ma ten „nos” bladego pojęcia, co to za kraj, ta Polska, co się tu dzieje, jak się tu żyje, itd. To znacz wie: Z radia Maryja przetransferowanego na rozgłośnię Chicago, albo inny Nowy Jork.

Dreptaku. Przepraszam, że nie zrozumiałeś. Jestem zbyt głupi, cóż… musze z tym żyć. W każdym razie boli, bo nie chciałem… źle Wyobrażasz sobie, żebym chciał odebrać prawa wyborcze np. Laudatemu z Irlandii. Ten człowiek jest bezcennym Polakiem! Czy myślisz, że dalej chcę „przejechać kosiarką”?.

andy lighter

Pawlak już zaczął

Pawlak już przewiduje, że będą wcześniejsze wybory. Właśnie zaczął kampanię i na wszelki wypadek wypuścił plakat.

Patrzcie, jak to przez dwa lata można się zestarzeć. Takie czary-mary. Już teraz wiem, dlaczego mam uczulenie na PSL. Nie ma ktoś lekarstwa, bo to wyjątkowo wredna dolegliwość. Śmierdzi i nie wiadomo gdzie jest: „w środku, czy na zewnątrz”?

andy lighter

Co to za demokracja jest…?

Wszystko już wiadomo. Platforma wygrała, PiS przegrało, ale wygrało, bo przecież „Być zwyciężonym, ale nie ulec”, wygłaszane przez prezesa już szósty raz, po szóstych przegranych wyborach, to już pisowska tradycja. Znakomity wynik Ruchu Poparcia zaskoczył wszystkich, a najbardziej chyba samych kandydatów Ruchu, SLD i oczywiście Jarosława Kaczyńskiego.

Ten ostatni już dziś zaczął wybrzydzać i kontestować polską demokrację. Nie podoba mu się osiągnięcie przez Ruch Poparcia mocnej pozycji w sejmie: Tego rodzaju formacje polityczne w parlamencie nie powinny istnieć, my nie chcemy mieć z tą formacją nic wspólnego (…) W historii różnych państw zdarzają się momenty trudne, zdarzają się błędy, to był wielki błąd części naszego społeczeństwa. Ma facet tupet, nie ma co. Nie istnieją dla niego własne błędy i własna głupota, to naród błądzi. Zresztą z Komorowskim prezydentem też naród zbłądził. Jednym słowem, do kitu z taką demokracją.

Ja bym na miejscu Palikota wytoczył mu proces. Ignorowanie jego ugrupowania jest jawnym pogwałceniem demokracji. On nie robi, nie ma prawa robić Palikotowi i jego ludziom żadnej łaski, a ignorując jego partię, ignoruje dużą cześć polskiego społeczeństwa. Premier państwa były, i tego nie wie?

Ale Palikot to jest pikuś w porównaniu do haniebnego oblicza demokracji w Rzeczpospolitej. Oto do senatu nie dostał się Zbigniew Romaszewski!!! To jest demokracja, że spytam? Ikona? Wyautowana? Przecież jemu nie tyle należy się Senat dożywotnio, ale co najmniej fotel wicemarszałka i służbowy samochód!!! To haniebne, że durny naród nie wybrał chodzące3j legendy. On w ogóle nie powinien startować w wyborach. Dla niego miejsce w senacie powinno być przynależne.

Boże, człowiek który nie splamił się od ponad dwudziestu lat żadną pożyteczną pracą, no rzecz jasna oprócz rozpowszechniania propagandy, najpierw ROP-owskiej, późnie PiS-owskiej, uważa za oczywisty i „należny” mandat. Tylko to pieprzone, polskie, durne społeczeństwo… Demokracji im się zachciało, jakieś wybory! Muszę przyznać, że nieźle się ubawiłem na wieść, że wieczny senator nie uzyskał mandatu. Żal mi go, a właściwie jego pazerności.

Innym ciekawy newsem było niewybranie superposłanki Nelly Rokity. Może dzięki temu podwyższy się, choć odrobinkę, sejmowe IQ.  A swoją drogą, w sobotę spotkałem się ze znajomą, która jak się okazuje kandydowała do sejmu z PiS-u. Ale najdziwniejsze jest to, że jest osobą zupełnie normalną, wrażliwą, ciepłą, przyjazną ludziom i mądrą.  Oczywiste z kolei jest to…, że przegrała z kretesem. Za dużo kacyków miało niższe numerki na liście.

Nie dostał się też do senatu Robert Węgrzyn. Głosowałem na niego, choć z mieszanymi uczuciami, ale nie żałuję, ze się nie dostał. Niech trochę popracuje, dobrze mu zrobi powrót do pracy, zanim przyjdzie mu ochota brać za wzór, pracy na rzecz ojczyzny, np. senatora Romaszewskiego.

No i co to za demokracja ma być? To parodia demokracji, jeśli kwiaty polskiego patriotyzmu tak się traktuje!!!

Zapowiada się więc dość ciekawie, choć blisko 30 %. wynik PiS każe mi przypuszczać, że wojna polsko-polska nie tylko nie osłabnie, ale jeszcze się zaostrzy. I to mnie naprawdę dołuje. I zniechęca.  

andy lighter

To już jest koniec możemy iść

Naszedł więc koniec kampanii wyborczej do parlamentu. Jutro będziecie siedzieć cicho (politycznie rzecz jasna), ja będę imprezował w Królewskim Mieście Krakowie. W niedzielę pójdziemy na wybory i będziemy czekać.

W jakiej Polsce obudzimy się w poniedziałek? Kto wygra? Kto z kim wejdzie w koalicję? Kto będzie rządził? Na część tych pytań będziemy mogli z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć już w poniedziałek. Na część, trochę później, snując wcześniej domysły, prognozy i przedstawiając różne możliwości.

Nie jest tajemnicą, że jeśli wygra PiS, albo jeśli rozkład sił głównych partii będzie taki jak obecnie, będziemy mieli albo gorzej, albo w najlepszym wypadku tak samo jak dziś. Wieczne kłótnie, inwektywy, telewizyjne (i radiowe) jazgoty czterech, albo pięciu jednocześnie mówiących polityków, tematy zastępcze i… kryzys, którego opozycja, z lubością nie dostrzega, żądając więcej, szybciej, hojniej.

Ostatnia konwsncja PiS-u przed ciszą wyborczą

Będę głosował na Platformę Obywatelską, ale… chciałbym żeby przegrała. To wcale, wbrew pozorom nie jest paradoks. PiS, objąwszy rządy musiałoby się zmierzyć z drugą, „mocniejszą” falą kryzysu, który z całą pewnością nadejdzie. Z radością patrzyłbym jak prezes oddaje władzę po roku, półtora rządzenia, wijąc się jak piskorz aby wytłumaczyć „zerwanie koalicji”, z poparciem dla PiS nieprzekraczającym 12, 13 %. To byłoby bardzo bolesne dla kraju, ale myślę, że warto byłoby pocierpieć dla takich wspaniałych doznań. Dla przeżycia uczucia ulgi, kiedy w kolejnej kampanii wyborczej prezes i jego partia walczy w pocie czoła już nie o zwycięstwo, ale o uzyskanie dwucyfrowego wyniku, tak jak dzisiaj walczy SLD.

Ale na razie:

To już jest koniec nie ma już nic,
jesteśmy wolni możemy iść,
to już jest koniec możemy iść,
jesteśmy wolni bo nie ma już nic

andy lighter

Cmentarz, jak zwykle

Jarosław Kaczyński, oprócz wizyt u solidarnościowców Śniadka i Guzikiewicza, najlepiej czuje się na „cmentarzach” i na cmentarzach. „Cmentarze” to wszelkiego rodzaju rocznice poniesionych klęsk, nieszczęść i tragicznej historii Polski, a cmentarze to groby rozmaite. A to kolegów, a to znajomych, a to symbolicznych, jak Krakowskie Przedmieście. Choć nie bywa na grobach często, czuje się tam jak ryba w wodzie. Powaga, nadęcie, patos, symbolika…, w to mu graj.

Dziś jechał pociągiem do Gdańska. Po zwycięstwo jechał, a jak po zwycięstwo to oczywiście na cmentarz. I tym razem odwiedził na cmentarzu grub Anny Walentynowicz, legendy Solidarności, którą niektórzy radni Gdańska chcieli nawet wyświęcić.

Zdj. PAP/Andrzej Hrechorowicz

I tak się zastanawiam, czy ten człowiek potrafi się śmiać? Ale nie do swoich zagorzałych wyznawców, klaszczących i skandujących „Jarosław! Jarosław!”. Nie z kawału, dowcipu czy dokopując komuś lub kogoś poniżając, ale tak po prostu. Z ładnej pogody, z tego że żyje, z tego, że Polska jako tak się trzyma, po prostu z tego, z czego śmieją się, zadowoleni są zwykli ludzie.

Nie jestem pewien czy potrafi.

I tym razem nie mogło zabraknąć chociaż ziarenka nekrofilii wyborczej. Oczywiście nie mam nic do odwiedzania grobów, ale wiec (wyborczy), konferencja prasowa, po wizycie delegacji na cmentarzu, pod domem zmarłej… półtora roku temu(?)

Ciekawe czy zaczniemy w poniedziałek nowe życie w „cmentarnej” Rzeczypospolitej.  

Choć Kaczyński na cmentarzach nie bywa zbyt często, zawsze jest to „hit dnia”(czasem wielu dni), superważne dla Polski wydarzenie. Bo Jarosław Kaczyński to lubi.

andy lighter

Wybrakowany mąz stanu

Jarosław Kaczyński, przez swoich partyjnych współtowarzyszy i przez zwolenników uważany jest z męża stanu. Znakomitego polityka, najlepszego (obok swojego brata), w niemal całej historii Polski. Jedynego polityka w tym kraju obdarzonego charyzmą. Jednym słowem jest dobrem narodowym, objawieniem, „towarem luksusowym” w sklepie, gdzie wszystko inne to „byle co”.

Ostatnio jednak coraz bardziej wyraźnie widać, że ten luksusowy towar jest wyjątkowym szajsem. Bublem przebijającym wszystkie buble swoją nijakością.

Jarosław Kaczyński objawił się ostatnio jako nie tylko polski mąż stanu, ale europejski mąż stanu. Oto już nie tylko kwestionuje wybór Komorowskiego na prezydenta Polski, insynuując jakieś nieporozumienie, oskarża premiera Tuska o ulęgłość wobec innych państw, ale poddaje Niemcom pod rozwagę maczanie palców jakichś sił nieczystych (czyli służb specjalnych) w wyborze Angeli Merkel na kanclerza tego kraju. Było by to śmieszne, gdyby nie było żałosne i groźne. Prezes Kaczyński insynuuje, że skoro pani kanclerz jest z NRD, to oznacza, że musiała mieć związki ze służbami Stasi. Idąc tym tropem, stawiam tezę, że Jarosław Kaczyński, pochodzący chyba z PRL, musiał mieć związek z SB, podobnie jak jego brat, który też nie pochodził z Ameryki, tylko z PRL-u. Zresztą, śledząc historię jego rodziny, o wiele łatwiej snuć takie insynuacje (podejrzenia) niż w przypadku Angeli Merkel.

Kaczyński najwyraźniej chciał uniknąć wyciągnięcia tego tematu ze swojej książki na światło dzienne, bo jakiekolwiek pytanie na ten temat uważa za „opcję niemiecką”. Dziwię się TVN-owi, że nie zareagowała tak jak powinno się zareagować na słowa o „służenie Niemcom, a co za tym idzie o działania antypolskie”. Ja bym tego płazem nie puścił. TVN zachowuje się dziwnie od jakiegoś czasu. Prezes konsekwentnie kontestuje tę telewizję, chociaż niemal wszyscy prorządowi, proplatformerscy, a nawet cześć „obiektywnych” komentatorów zauważa sprzyjanie tej telewizji prezesowi i PiS, przynajmniej w ostatnich miesiącach.

Taka postawa prezesa świadczy o jego kompletnie irracjonalnym myśleniu i działaniu. Prezes kompletnie zatracił instynkt samozachowawczy, co w kontekście jego osoby wcale by mnie nie martwiło, jednak takie zachowanie może być zgubne dla Polski, w przypadku objęcia przez niego rządów. W oczywisty sposób tak Rosja jak i Niemcy mogą się na pisowską Polskę, zmodyfikowaną IV RP wypiąć, a wtedy aż strach się bać. Rosja już pokazała braciom Kaczyńskim gdzie ich ma, nakładając embargo na polskie mięso. Kaczyński w swojej chorej głowie oczywiście planuje walkę razem z przyjaciółmi u boku. Nie jest głupi i wie, że Polska jest za słaba. Ale co tam, w zanadrzu ma przecież Litwę. I Gruzję na drugiej flance(!!!)

Aż język swędzi, żeby palnąć mu między oczy starą odzywką kierowców: „Hamuj chłopie, bo wdupisz!”. Ale on jest tępy, a hamulcowych już dawno wyrzucił.

Jarosław Kaczyński utkwił w mentalności Polaków z czasów zaborów. Zniemczanych, rusyfikowanych, żyjących „pod butem” okupantów. W wolnym kraju Kaczyński żyć nie potrafi. W wolnym kraju Kaczyński byłby zerem, nikim. On musi mieć wrogów, żeby przewodzić wyzwoleńczej walce. Kiedy odbywała się realne walka (1980) jego niestety nie było „na barykadach”. Kiedy agresor brał odwet na bojownikach o wolność (stan wojenny), on spał smacznie, do południa pozostając w błogiej nieświadomości. Teraz potrzebuje nadrabiać zaległości, bo jego próby zafałszowania historii najnowszej spełzają na niczym i wywołują pusty śmiech.

Leszek Miller ma rację przestrzegając ostatnio przed Kaczyńskim. Ten człowiek jest niebezpieczny dla Polski! Prowadzi nas na skraj przepaści! Do izolacji politycznej i katastrofy ekonomicznej!

Oto przykład zachowania wybrakowanego męża stanu. To jedyny polityk w Polsce z charyzmą.

 

_____

Dziwi mnie też cisza przedstawicieli partii politycznych w związku z obecnością Korpusu Ochrony Wyborów w lokalach wyborczych. W instrukcji  „obsługi” członków korpusu dopuszcza się nawet „użycie przemocy fizycznej”, w przypadku podejrzanych zachowań członków komisji, czy wyborców. Może się zdarzyć, że działacze korpusu będą chcieli uniemożliwić wyciągnięcie z kieszeni chusteczki do nosa przez jakiegoś członka komisji. Bardzo prawdopodobne też jest fałszowanie wyników wyborów przez przedstawicieli korpusu. Przecież członkowie komisji muszą wyjść do ubikacji, albo na papierosa od czasu do czasu. Co może się zdarzyć, gdy pisowców zostanie większość w lokalu? Kompletnie nie rozumiem takiego pozostawienia sprawy, tak przez partie polityczne, jak i przez PKW. Na mnie na przykład, taki ktoś, ze znaczkiem PiS-u w klapie podziała jak płachta na byka. To nie będzie lokal Obwodowej Komisji Wyborczej, tylko PiS-owskiej Komisji Wyborczej! Co to kurwa jest! ?

andy lighter

Palikot w natarciu

Niemal wszyscy daliśmy się zwieść (aż wstyd przyznać) wieszczeniu plajty inicjatywy „Ruch Poparcia Palikota”. I jeśli nam, komentatorom – amatorom, blogerom, można to „wybaczyć”, o tyle dziwić musi stawianie krzyżyka na uczestnictwie Janusza Palikota i jego zwolenników w „wielkiej polityce”. A Janusz Palikot, konsekwentnie robił swoje. I wszystko wskazuje na to, że „się dorobi”. I politolodzy, i socjolodzy i specjaliści od PR-u i marketingu politycznego najwyższych lotów dali plamę. Panowie i panie, jesteście do… niczego.

Podczas dyskredytowania wszyscy jednak uznawaliśmy Janusza Palikota jako osobę wyjątkowo inteligentną, choć ekstrawagancką, ale bez wyczucia politycznego. I wydaje się, że ową inteligencję i polityczne wyczucie dziś nam Janusz Palikot udowadnia. Wszystko wydaje się być albo bardzo przemyślane, od początku do końca, łącznie z „wielkim dołem” w sondażach jeszcze nie tak dawno, albo ten polityk kapitalnie i szybko wyciąga wnioski ze swoich błędnych działań i ucząc się na błędach, działa coraz skuteczniej.

Jednym z głównych powodów jego początkowych niepowodzeń upatrywaliśmy w zbytnim antyklerykalizmie i oparciu swojej bytności w polityce wyłącznie na tym temacie. Dziś można śmiało powiedzieć, że Palikot wiedział co robi. Antyklerykalizm jest w Polsce dość powszechny, ale jednocześnie jest (a właściwie był) tematem tabu. Napisałem „był”, bo dzięki Palikotowi właśnie, przestaje być czasem przeszłym i coraz bardziej „jest”. To wyłącznie zasługa Palikota, bo lewica w swoim antyklerykalizmie zawsze była niewiarygodna. Antyklerykalizm Palikota ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również finansowe, bo nieopodatkowanie Kościoła Katolickiego w Polsce „boli” wielu Polaków, np. mnie. Kościół Katolicki, oprócz prania mózgów swoim wiernym i wtrącania się do polityki, nie mają wobec tego kraju żadnych obowiązków. Są wyłącznie biorcami, opływając jednocześnie w materialne dobra doczesne. Zwrócenie na to uwagi Palikota było strzałem w dziesiątkę. Po co więc robił happeningi z biblia, kiełbasą i wódką? Po to, żeby być w mediach. A mógł być tylko dzięki szokowaniu, ekstrawagancji, bezczelności, mówieniu o tym. Powoli, stopniowo, coraz częściej, oprócz tematu „antyklerykalizm i odsunięcie duchownych od życia politycznego”, pokazywał też inne tematy, program polityczny, gospodarczy i społeczny. Cały czas, z różnym skutkiem, ale im dalej tym skuteczniej, dbał o to, aby media o nim nie zapomniały. I nie zapomniały.

Zdj. PAP/Tomasz Wojtasik

Ludziom cholernie się to podoba: przełamanie tematu tabu i uczynienie z kwestii miejsca Kościoła w Polsce ogólnonarodowej dyskusji, i „nowi ludzie”(!!!). Ludzie Janusza Palikota są kompletnie nowi. To są „nasi sąsiedzi”, zwyczajni „przechodnie” mijani przez nas na ulicach naszych miast. I podobnie jak my, często są to ludzie bardzo doświadczeni życiem, z wieloma problemami, „schodami nie do przejścia”, które jednak „przeszli”. Dyskredytowanie tych ludzi przez innych polityków jest zaprzeczeniem, głoszonej przez nich właśnie i hołubionej wizji społeczeństwa obywatelskiego. Oni marzą o tym, aby politykę zostawić im, a obywatelom zostawić co najwyżej organizacje pozarządowe. I prawie m się udało, gdyby nie… sondaże. Sondaże spowodowały zachęcenie zwolenników RP do „ujawnienia” swoich preferencji. Już nie myślą o zmarnowanym głosie, już nie muszą wybierać mniejszego zła.

Janusz Palikot i wejście jego ugrupowania do sejmu może okazać się impulsem dla innych, realnym, a nie pozornym początkiem społeczeństwa obywatelskiego. Palikot może okazać się prekursorem wprowadzania tej idei w życie.

Nie mogę się nadziwić niechęci polityków Platformy Obywatelskiej do Ruchu Palikota. Straszeniu ludzi, porównaniem głosu na RP z głosem na PiS. Wypieraniu się możliwości koalicji z RP. To jest najgłupsze działanie polityków, którzy chcą wygrać wybory. Jasne jest, że Palikot odbiera głosy nie tylko SLD, ale też Platformie. Jasne jest też, ze Platforma, jeśli wygra (a nawet jeśli minimalnie przegra), będzie musiała wejść w koalicję. Bardzo prawdopodobne jest, że koalicja z PSL-em może nie wystarczyć. Dyskredytacja więc RP, obrażanie kandydatów na posłów z tej partii jest durne. Bo kiedy będą musieli „poprosić” Janusza Palikota o współpracę, będzie zwyczajnie głupio.

Politycy i media zarzucają Palikotowi plotkarstwo, opisywanie w swojej książce prywatnych rozmów i niepublicznych, „nieeleganckich” zachowań dawnych kolegów. Nie jest to rzeczywiście zbyt dobrze widziane. Ale wiadomo od zawsze, że celebry ci pisząc książki, oprócz własnych przeżyć, doświadczeń, myśli i wizji, piszą głównie o innych. Najczęściej o ludziach „ze swojego podwórka”. Politycy o innych politykach, piosenkarze o innych piosenkarzach, aktorzy o innych aktorach, itd. To jest zresztą główny powód popularności ich dzieł. Jeśli się nie mylę, Donald Tusk też wydał książkę przed którymiś tam wyborami i też tam (chyba, bo nie czytałem) opisywał kuluary życia politycznego w szerokim tego słowa znaczeniu.

Koalicja, w której mieściłby się Ruch Palikota byłaby z punktu widzenia społeczeństwa niezwykle cenna. Jego „upierdliwość” jest powszechnie znana i jest pewne, że nawet jeśli nie załatwi się szybko kwestii realnego oddzielenia Kościoła Katolickiego od państwa (bo przewiduję, ze nie załatw się szybko), to pewne jest, że temat nie zniknie, nie zostanie zapomniany, a to jest, moim zdaniem bezcenne. Tak samo jak bezcenne są inne kwestie, opodatkowanie KK, in vitro, ułatwienia dla przedsiębiorców, itd., itd. Jest też znany jako liberał, nie ma więc powodu, aby w koalicji z PO nie był.

Osobiście nie będę głosował na Ruch Palikota, bo ju ż wczesniej dokonałem wyboru. Jestem jednak winien temu politykowi szacunek. Dokonał rzeczy wielkiej, przez większość opinii publicznej uznawanej za niemożliwą. Skruszył beton!

Ps. Postanowiłem dokleić spot Palikota. Moim zdaniem najlepszy spot spośród wszystkich spotów, wszystkich partii w tej kampanii.

andy lighter