Nieszkodliwy żart

Jedna z Prokuratur Rejonowych w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie wypowiedzi reżysera-dokumentalisty Grzegorza Brauna. Słowa Grzegorza Brana wypowiedziane w warszawskim Klubie Ronina, wstrząsnęły polską opinią publiczną po upublicznieniu ich w listopadzie ubiegłego roku.

„No powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów „Gazety Wyborczej”, ze dwa tuziny pracowników (…) TVN-u, nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli, (…) jeżeli się tego nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma” – dedukuje Braun, uświadamiając zachwyconą, ultraprawicową publiczność.

Braun Braunem, ale powód i uzasadnienie umorzenia sprawy, podane przez prokuraturę, po prostu zdumiewa. Powodem bowiem umorzenia postępowania jest brak znamion czynu zabronionego. Prokuratura uzasadniła swoją decyzję stwierdzeniem, że Braun nie nawoływał do zbrodni, a tylko sobie żartował. Dalej prokuratura twierdzi, że nikt nie wziął słów Brauna poważnie a widownia reagowała śmiechem.

I tu moje zdziwienie z powodu decyzji prokuratury sięga zenitu, ponieważ słuchając wielokrotnie nagrania z owego spotkania słyszałem nie tylko śmiech, ale również oklaski i okrzyki wyrażające zachwyt. Ciekawy jestem, na jakiej podstawie prokuratura wyrokuje sposób, w jaki odebrano słowa Brauna. Ja np. pamiętam, że byłem przerażony i nie bez obaw „oczekiwałem” na wieści o jakimś psycholu z bronią, podobnym do Cyby w Łodzi. Właśnie po przypadku Cyby, nasz wymiar sprawiedliwości powinien kłaść szczególny nacisk na przejawy mowy nienawiści i, jak to nazywa prezes Kaczyński, przemysłu pogardy.

Nie sposób nie przyznać racji Tomaszowi Sekierskiemu, któremu decyzja prokuratury, podobnie jak mnie, się nie podoba i który stwierdza: Rozumiem, że odebrano by poważnie, gdyby ktoś przyszedł pod siedziby TVN i „Gazety” i zaczął strzelać”.  No bo jak to jest z tym prokuratorski wyrokowaniem, co jest żartem, a co nie jest. Co jest poważne, a co nie. Co do tego ostatniego, przypominam sobie, że skierowanej przez posła Mularczyka do sądu skargi o obrazę ducha świętego przez posła Palikota, prokuratura  nie uznała za „niepoważne”. Ciekawe czy prokuratura stosuje do „mierzenia” poważności i niepoważności jakichś algorytmów, przeliczników, mnożników…(?)

Naprawdę zadziwia mnie świetne samopoczucie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Kiedy ma monopol na określanie poważności i niepoważności działań i słów „podejrzanych o popełnienie…”, kiedy zatarcie wszystkich śladów i dowodów mających służyć wykryciu przestępstwa uznaje za nieistotne dla sprawy, kiedy rozkręca się całą machinę sądowniczą dla zajmowania się kompletnie nieistotnymi sprawami, itd., itp. Zadziwia, chociaż przecież nie powinno, przypominam sobie bowiem, że oprócz Białorusi, Polska jest jedynym krajem, gdzie sędziowie i prokuratorzy są wyposażeni w niezbywalne, praktycznie bez względu na jakość wykonywania swoich obowiązków (praktycznie bez względu na wszystko), dożywotnie przywileje.

Jednak działania prokuratury, sądów i całego wymiaru sprawiedliwości mnie zadziwiają. To dobrze, bo gdybym do tego przywykł i przechodził do porządku dziennego, oznaczałoby to moją akceptację i brak wiary. Póki co, mam jeszcze wiarę w poprawę działań przedstawicieli naszej Temidy.

To dobrze? Czy źle? Sam nie wiem.

andy lighter

_____

Ten sam wpis opublikowany jest na moim innym blogu. Tzn. takim samym, tylko gdzie indziej: Wyjście z mroku
Wkrótce opuszczę (chyba) WordPressa na rzecz tamtego bloga.
Jeśli chcesz wypromować moją notkę, zrób to pod wyżej wskazanym adresem URL.

Odpowiedzialność, czyli „to nie ja”

„Odpowiedzialność” to bardzo dziwne słowo jest. Każdy widzi konieczność odpowiedzialności i denerwuje go jej brak, wszędzie wokół. Wszędzie wokół, swoją osobę – swoją szkołę, pracę, swoje środowisko, rodzinę, itd., od odpowiedzialności zwalniając.

„Minister powinien być odpowiedzialny za swój resort” – wołają dziennikarze, media, związki zawodowe itd. „Rodzice muszą być odpowiedzialni za swoje dzieci” – wołają ci sami, przy innej okazji. „Dziennikarze muszą być odpowiedzialni za to, co piszą i mówią”. Ile razy słyszeliśmy jednych, nakazującym innym poczucie odpowiedzialności? Ja słyszę to na okrągło. Tymczasem…

„Nie mam sobie nic do zarzucenia” – stwierdza komornik, który ściągnął kasę od kobiety w Sochaczewie, która wyszła mu w wyniku losowania (chyba) „na chybił trafił”. Ot, rzucił monetą, orzeł – pani numer jeden, reszka – pani numer dwa. Pretensje więc do orła i reszki, a nie do komornika. Bo wszystko było „nie wbrew przepisom”. To wina przepisów, a nie komornika, bo w przepisach nie było napisane, że ma sprawdzić numer pesel, imiona rodziców, czy datę urodzenia tej pani, tylko, że ma mieć nazwisko i imię „do ściągnięcia kasy”. A jak jest więcej takich imion i nazwisk? Tym gorzej dla nich (tych imion i nazwisk). Można losować. Co prawda w przepisach nie tylko nie ma nic o pesel, ale nie ma też nic o rzucie monetą. Nie bądźmy jednak drobiazgowi, przecież to się rozumie samo przez się (że ma być ten rzut monetą).

Mija właśnie rocznica któraś od „katastrofy” CASY pod Mirosławcem. Niemal całe dowództwo Pollskich Sił Powietrznych włazi do jednego samolotu, tuż po wymyślaniu procedur nad zwiększeniem bezpieczeństwa lotów. Czyli bierze w ręce chłop odbezpieczony granat, tuż po udziale w debacie na temat: „Nie wolno brać do rąk odbezpieczonego granata”. Ale… chwila, chwila. Nie było przepisów, że nie mają razem latać. Czyli wszystko było „nie wbrew przepisom”. Pewnie coś tam wymyślili i nawet zaplanowali takie procedury, ale przecież jeszcze trzeba napisać, do ministra wysłać, zatwierdzić, wdrożyć w życie od pierwszego stycznia, przyszłego roku… Więc pod Mirosławcem jeszcze niebezpiecznie nie było, bo przepisy (jeszcze) nie mówiły, że jest niebezpiecznie. A skoro było bezpiecznie, to były pośmiertne ordery, awanse i odszkodowania za straty moralne dla rodzin „wybitnych przedstawicieli polskiej armii”. I nikomu nie przyjdzie na myśl sprostowanie treści napisu na pamiątkowej tablicy. Z „… Pokonani nie w walce, lecz przez los”, na „… Pokonani nie w walce, lecz przez własną nieodpowiedzialność”. Podobnie rzecz się ma do Smoleńska, ale to już pominę, bo już internet nawet ma oznaki przepełnienia tymi oczywistościami.

Że trzynastomiesięczne dziecko zmarło w Białym Stoku to też oczywiście nie wina lekarzy. Przecież w kontrakcie szpitala z NFZ-em  nie było wyraźnie napisane, że mają ratować życie małego Bolka. A badania kosztują i kto im za to zapłaci? Może nie zapłaci i co wtedy? Przecież lekarze pewnie zarządzają podwyżki, to z czego… ?

O odpowiedzialności polityków też napisano „dziesięć Internetów”, albo więcej. „Kaczyński, Ziobro pod Trybunał Stanu? Przecież politycy ponosza odpowiedzialność polityczną! W wyborach! A oni ponieśli, bo jeden nie został ponownie premierem, a drugi ministrem! I to jest odpowiednia dotkliwa kara!”.

Dziennikarze o odpowiedzialności mówią i piszą najwięcej. Ale nie daj Bóg, zarzucić im nierzetelność kłamstwo, albo jakieś bezpodstawne oskarżenia. Wolność słowa, przekonań i prawo prasowe, natychmiast się kłania, razem z oskarżeniami krytyków o tego prawa nieznajomość. Jak ktoś ma cierpliwość i pieniądze, to wygra w sądzie „przeprosiny” gazety, na czwartej stronie od końca, między ogłoszeniami „matrymonialne” i „drobne naprawy i remonty”.

W Polsce „odpowiedzialność” jest bardzo ważną wartością. Tyle że odpowiedzialność obywateli, wobec instytucji państwowych i usługowych. Odpowiedzialność w drugą stronę, jest praktycznie incydentalna. Tak rzadka, trudna do wyegzekwowania i niezauważalna jak kometa na niebie przy pełnym zachmurzeniu. A sprzyja temu prawo.

Kretyński, haniebny wyrok sądu? „Proszę się zgłosić do rzecznika prasowego! Proszę wyjść, bo wezwę ochronę!” – słyszy dziennikarz od „niesprawiedliwego” sędziego. „Nie mam ochoty z panem rozmawiać na ten temat!” – słyszy od komornika, po losowaniu „na chybił trafił” dłużnika. Itp. Dopóki durnie i nieuczciwcy będą mieli prawo nie stanąć przed społeczeństwem oko w oko, dopóty ich „odpowiedzialność” będzie pustym słowem. Nic bowiem bardziej nie działa na morale urzędnika, przedsiębiorcy, czy usługodawcy niż „spotkanie ze społeczeństwem”. Taki sędzia, będąc świadomy, że po wydaniu idiotycznego wyroku, lekarz, po nieudzieleniu pomocy, czy komornik po zabraniu pieniędzy przypadkowej osobie, będzie zdawał sobie sprawę po nienależytym wykonaniu swojej dobrze płatnej pracy, w najlepszym razie skończy zapadając się pod ziemię ze wstydu. Zapadając się z imieniem, nazwiskiem, pełnioną funkcją i majątkiem. Jestem przekonany, że to by działało  o niebo skuteczniej, niż cholernie drogie i mało efektywne CBA, np.

Nieodpowiedzialne też są wymagania pracodawców, poszukujących pracowników. I nieuczciwe, typu: „Wykształcenie wyższe”. „Pięć lat praktyki zawodowej”. Nieuczciwe, bo przecież wystarczy sprawnie czytać. Jak jest sę takim komornikiem, np., wystarczy położyć segregator na biurko i czytać w nim przepisy. Jeśli nie zrobi się niczego, co nie jest w tym segregatorze napisane, to znaczy, ze nie zrobi się niczego, co jest niezgodne z prawem. Przecież to proste. Więc te wymagania, np. wykształcenia są durne. Chyba tylko dla lepszych statystyk. Prokurator podobnie. Nie ma znaczenie jakie wysunie oskarżenie, albo sędzia, jaki wyda wyrok. Przecież rzecznik prasowy będzie się tłumaczył (a.. przeholowałem. Rzecznik musi mieć wykształcenie, przecież „się” tłumaczy).

_____

Doskonale pamiętam lata osiemdziesiąte. I doskonale pamiętam skandowane „Precz z komuną”, na różnych pochodach, demonstracjach i wiecach. Doskonale też pamiętam kto skandował najgłośniej i najskuteczniej: górnicy, kolejarze i studenci. Dziś, walczący z komuną górnicy mają ultra komunistyczne przywileje. Kolejarze bronią jak niepodległości komunistycznych dobrodziejstw branżowych, albo godzą się na ich zamianę za 720 zł. Niech pęknę, jeśli jakiś kolejarz, przejeździ „turystycznie”, bo „z” i „do” pracy jeździ za darmo, 720 złotych. Studenci z kolei nie wyobrażają sobie studenckich ulg na przejazdy i studiów za darmo nawet na pięciu kierunkach jednocześnie. Jakieś takie dziwne wychodzi u nich wszystkich „precz z komuną”. Uczciwiej by było, gdyby dziś wołali: „Ej wy! Przecz z komuną – dla Was, bo dla nas, jak najbardziej ma obowiązywać!”.

andy lighter

Wali się sprawiedliwość

Nasz system sprawiedliwości się wali.  Nie tylko wymiar, ale cały system, bo i policja i bzdurne rozporządzenia a nawet ustawy. Że co? Że uogólniam i stosuję odpowiedzialność zbiorową? Przykładów upadku systemu jest tyle, że przestają być już wyjątkami, a mozolnie, jakby, o ironio, z uporem (ich – tego systemu – uporem) stają się regułą.

Różnego rodzaju wpadek, błędnych i głupich decyzji, braku odpowiedzialności, absolutnego poczucia bezkarności funkcjonariuszy systemu sprawiedliwości jest tyle, że można odnieść wrażenie, że nikt nad tym nie panuje. Że każdy z nich robi co chce i jak chce. Kiedy chce i ile chce. I nie ma tu najmniejszego znaczenia, czy kogoś zna, czy nie, czy bierze łapówki, czy nie bierze, czy ma zły dzień, czy dobry, przeżywa depresję, czy euforię. Wreszcie, czy jest mądry, czy głupi.

Począwszy (z grusza rzecz biorąc) od sprawy Olewników, poprzez zabójstwo gen. Papały, samobójstwo Barbary Blidy, system był ręcznie sterowany, a funkcjonariusze byli jedynie marionetkami pociąganymi za sznurki przez „kogoś” niewidocznego dla widowni. Nie musieli nic umieć, podejmować własnych decyzji, ot, robili co im kazano.

Potem były kuriozalne wyroki i decyzje, przede wszystkim decyzje. A to uniewinnienie funkcjonariuszy CBŚ wobec niszczenia głównych dowodów w sprawie samobójstwa Blidy, a to bezkarność szefa Amber Gold, a to zabójstwo córeczki Waśniewskich, zabójstwo dwójki dzieci przez rodziców zastępczych, po nieszczęsne zatrzymanie matki dwójki dzieci w Opolu. Wszystkie te sprawy obnażyły kompletny bezład, rozkład naszego systemu sprawiedliwości. Kuriozalne, kompletnie irracjonalne decyzje, podejmowane na skutek zwykłego niechlujstwa, bylejakości i głupoty są na to bezsprzecznym dowodem.

Systemu sprawiedliwości u nas właściwie nie ma. Jest jak wysyłanie toto lotka – na „chybił trafił”. Jednego dosięgnie, innego nie. Z tym, że z ogromnym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w pierwszej kolejności dosięgnie tych „maluczkich”, nie mających przedtem problemów z prawem, często zagubionych i nie mających świadomości złamania prawa. Tych groźniejszych dosięga się później, najczęściej po nagłośnieniu sprawy przez media, krajowe, bądź lokalne.

Tych największych, najgroźniejszych, się… „bada sprawę”. A kiedy staną przed obliczem temidy, sędzia, niewidoczny za ułożonymi przed sobą trzysta pięćdziesięcioma ośmioma opasłymi tomami akt, orzeka wyroki od uniewinnienia, poprzez trzy lata w zawieszeniu, do trzech, no…, nawet „od święta” do ośmiu lat dla herszta, więzienia. Przy czym jasne jest, że ów sędzia nie był w stanie przeczytać owych akt, a nawet jeśli, to będąc na pięćsetnej stronie nie ma (już) bladego pojęcia co było na stronie dwudziestej. A wszystko to ozdobione słowami: „Niezależność i niezawisłość”. Czyli, tłumacząc na język polski: „Bezkarność i nieomylność”, sędziów, prokuratorów, itp.

Z rzadka oglądam telewizję publiczną, ale w obliczu filmowego chłamu, serwowanego widzom przez komercyjne stacje telewizyjne, czyli po raz dziesiąty te same filmy, typu Stewen Segal, Van Damme i inne Chucki Norrise, pstryknąłem sobie ostatnio na film w publicznej.

„Czas zemsty”, dawno nie widziałem filmu, który tak bardzo byłby na czasie i choć amerykański, tak bardzo pasował do naszej rzeczywistości. Oto pewien przykładny obywatel, Clyde, został okrutnie potraktowany przez los – bandyci zabili jego rodzinę. Po latach wziął sprawy w swoje ręce i sam zaczął wyrównywać rachunki. Z bandytami, ale i z systemem sprawiedliwości, który kompletnie go ignorował, kluczył, manipulował, znajdował „złoty środek”, wybierał mniejsze zło, dawał się wodzić za nos bandytom i innej części systemu, itd., itd., itp. Żeby załatwić sprawę, jednego z bandytów „musieli” uniewinnić. Rachunki z systemem, czyli z funkcjonariuszami wymiaru sprawiedliwości.

Karał ich „ostatecznie”, okrutnie, zabijając nawet niewinnych, ale w ten sposób chciał pokazać im ból, jakiego on sam doświadczył. Jednak najbardziej istotne w tym filmie było obnażenie przez bohatera nie tyle wad systemu, ale zależności, sobiepaństwo, pokrętność i interesowność ludzi tegoż system. Im bardziej ich karał, tym bardziej mógł nimi manipulować, wodzić za nos, dyktować warunki, nawet siedząc na ławie oskarżonych. Tymczasem prawo, a przede wszystkim sprawiedliwość, jawiły się, jako kompletnie puste, mało istotne hasła.

I tak sobie myślę, co by trzeba zrobić, żeby naprawić nasz polski system sprawiedliwości. Zmiana przepisów, wiara w dobrą wolę, szkolenia (na Boga! Oni się szkolą przez kupę lat, uważając się za elitę intelektualną tego kraju), to za mało. Myślę, że każdy adwokat, sędzia i prokurator, nawet kurator i komornik, po przystąpieniu do wykonywania zawodu, powinien obejrzeć „Prawo zemsty” i przez miesiąc przerabiać jego analizę. Może wówczas, po uprzednim uchwaleniu przez parlament bezwzględnej odpowiedzialności prawników za swoje decyzje, zacznie obowiązywać zasada: Niech prawo zawsze prawo znaczy, A sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

andy lighter

Bezpodstawne i krytyczne oceny

Krajowa Rada Sądownicza wydała oświadczenie, w którym potępia i piętnuje naruszanie zasad etyki zawodowej przez sędziego z Gdańska, który uległ spreparowanym przez dziennikarzy naciskom politycznym. To dobrze, chciałoby się powiedzieć, tak trzymać. Ale już w kolejnym zdaniu owego oświadczenia, słyszymy: „Jednocześnie kierownictwo KRS nazwało zachowanie sędziego z Gdańska „incydentalnym” oraz stwierdziło, że pojawiające się przy tej okazji „głosy, zmierzające do wystawienia generalnie negatywnych ocen całemu środowisku sędziowskiemu i generalnie wymiarowi sprawiedliwości, są bezpodstawne i krzywdzące”.

I tu pozwolę się nie zgodzić z szanownym gronem Prezydium KRS. Ileż to razy ja sam pisałem, ileż razy czytałem, słuchałem i oglądałem zachowania sędziów (i ich bliźniaczych krewnych – prokuratorów), urągające zdrowemu rozsądkowi, podstawowym zasadom logiki, czy po prostu ludzkiej (prawniczej) głupoty i infantylności. Często wydawane wyroki wołają o pomstę do nieba, często brak komunikacji w jednej instytucji sądowej powoduje kompletne nieporozumienia i kompletnie idiotyczne wyroki, często obnażana jest bylejakość pracy sędziów (i prokuratorów), że o absurdalności i zasadności rozpatrywania wielu pozwów nie wspomnę. Właśnie, kilkakrotnie użyłem słowa „często”. Jednak „moje – często”, jak widać różni się znacząco od „sędziowskiego – często”.

Ja często więc, powinno być „często”, żeby nie było incydentalnym, bezpodstawnym i krzywdzącym stwierdzeniem?

Słowo „incydentalne” stało się dzisiaj bardzo często używanym słowem i słowem „korektorem”, dla jego używaczy. Przejedziesz białą kreską … i już , zamazany poprzedni zapisek. Nie ma go. I gra.

Nie tylko jednak prokuratorzy i sędziowie ukochali sobie i wprowadzili do swojego powszechnego języka, używanego w kontaktach z mediami to słowo.

„Incydentalny” to ostatnio słowo ulubione również przez Kościół Katolicki. Ilu musi być wśród księży i hierarchów tajnych agentów bezpieki, żeby nie były to wypadki incydentalne? Wielu ocenia, że było ich ok. 10 %, ale to wg KK incydentalne przypadki. Ilu musi być pedofili, homoseksualistów, czy facetów prowadzących podwójne życie?

Ostatnio internet obiegają zdjęcia ewidentnie zboczonego księdza, dyrektora salezjańskiego gimnazjum z Lubina, któremu uczennice zlizują śmietanę z odsłoniętych kolan. Ale to rzecz jasna incydent, tak jak cała masa haniebnych, czy to zboczonych, czy agresywnych zachowań księży wobec dzieci i młodzieży, czy to w szkołach, czy w parafiach, co chwilę wychodzących na światło dzienne.

Zdjęcie z oficjalnej strony gimnazjum salezjańskiego w Lubinie.

Ale nie ma co się dziwić, że pewne środowiska ukochały sobie słowa, a właściwie grę słów: „incydentalne”, a więc powodujące bezpodstawnie i krzywdzące oceny ogółu. Nie ma co się dziwić, skoro sami ‘pokrzywdzeni” stają w obronie tych środowisk.

Oto np. rodzice dzieci zlizujących bitą śmietanę z kolan zboczonego księdza, stają murem w jego obronie i gotowi są bronić jego dobrego imienia jak niepodległości. I kompletnie ich nie razi, że temu zbokowi ewidentnie stoi ch*j, co widać na zdjęciach i że ich dzieci są najzwyczajniej w świecie nie tylko wykorzystywane, ale nieludzko wręcz upokarzane. Jakim trzeba być rodzicem, żeby tego nie widzieć, albo widzieć i uznać za normalne? Pozostawiam to ocenie każdego z Was.

Dla każdego normalnego faceta oczywistym jest, jak się ta cała zabawa księdza z dziećmi skończyła. Jeśli zdjęcia te są ostateczne (czyli, jeśli nic im ten zbok złego nie zrobił), to skończył w kiblu na „pracy ręcznej”. Ale widać, dla tych ludzi ksiądz to też chłop, więc…

Ciekawy jestem, kiedy w naszym kraju bezpodstawne oceny staną się podstawne, a krzywdzące trafnymi. Ilu jeszcze sędziów i prokuratorów misi okazać się zasilającymi swoje konta bankowe z niejednego źródła, albo po prostu durniami, czy nierobami, aby okazało się, że nie są to zachowania incydentalne? Ile dzieci musi być skrzywdzonych, upokorzonych i poniżonych, żeby „nieodpowiednie zachowanie duchownego” nie było incydentem – marginesem, odosobnionym przypadkiem?

To tylko dwa „środowiska”, a jest jeszcze…

 

andy lighter

Wkalkulowany błąd ludzki

„Błąd ludzki jest wkalkulowany w działalność prokuratury” – oświadczył w czwartek z mównicy sejmowej Prokurator Generalny Andrzej Seremet, podczas debaty na temat „afery Amber Gold”.

No to mamy jasność: prokurator też człowiek i może popełniać błędy. Przecież kierowca może się pomylić i wjechać nie tą ulicę, co trzeba, listonosz wrzucić korespondencję do skrzynki pocztowej innego adresata, ba, nawet dziennikarz może wstawić „ó”, zamiast „u” w swoim felietonie.

No bo przecież „nie da się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zrobić tyle, żeby wszyscy prokuratorzy wydawali orzeczenia wyłącznie słuszne i wyłącznie zgodne z prawem” – zauważył szef prokuratorów. I słusznie zauważył: nie da się przecież za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawić, że analfabeta nagle zacznie wprawnie posługiwać się pismem, albo, że ktoś, kto nigdy nie uczył się żadnego obcego języka, nagle zacznie płynnie mówić po niemiecku. Bo tego się trzeba nauczyć, np. w szkole.

Z tego co wiem, prokuratorem nie staje się człowiek, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tylko po ukończeniu niełatwych studiów wyższych i spełnieniu jeszcze innych, wymagających sporej wiedzy i umiejętności warunków.

Prawnik, np. sędzia czy prokurator są zawodami szczególnymi i „pomyłki” powinny być tu ograniczone do minimum, tym bardziej, że służy temu wieloinstancyjność, możliwości odwoławcze, czyli możliwości, o których saper, albo elektryk pracujący pod napięciem może tylko pomarzyć.

Mało jest takich zawodów, które mają tak decydujący wpływ na życie człowieka jak zawód sędziego, czy prokuratora. Lekarz, adwokat, sędzia, prokurator, mogą to życie zniszczyć. I nie jest dla mnie do przyjęcia powód „błędu ludzkiego”.

Jeśli człowiek jest nieuleczalnie chory, jeśli popełnia przestępstwo, życie to niszczy zły los, Pan Bóg, siła wyższa, jakkolwiek by to nazwać, albo sam beneficjent tego życia. Nie ma prawa decydent czyjegoś losu, tłumaczyć się błędem ludzkim, złym dniem, niewiedzą. Tym bardziej, że w wielu sprawach (np. w sprawie Amber Gold”), przypadłość „błąd ludzki” dotknęła wyjątkowo sporą liczbę prokuratorów, sędziów i urzędników skarbowych – prawdziwa gdańska epidemia „błędu ludzkiego”.

Dobrze chociaż, że prokurator Seremet, mimo obarczenia swoich podwładnych chorobę „błąd ludzki”, chce wystąpić o dymisję jednego z szefów gdańskiej Prokuratury Rejonowej (Gdańsk-Wrzeszcz). Tyle, że jego wniosek, o dymisję prokuratora, muszą zatwierdzić… prokuratorzy (z Krajowej Rady Prokuratury).

Ciekawy jestem, co z tego wyniknie. Przecież skoro Prokurator Generalny mówi o ludzkiej przypadłości, czyli będzie ludzkim, to dlaczego ci biedni prokuratorzy mieli by wychodzić przed szereg i karać swojego kolegę za zwykły błąd, czy kilka błędów?

Zwykły, ludzki błąd…

andy lighter

Pytania posłów i… ja też pytam

Posłowie zadają pytania w związku z „aferą” Amber Gold.. Różne, lepsze gorsze, mądre i (najczęściej) głupie. Jak zwykle.

Ja też mam parę pytań. Do Prokuratora Generalnego, Ministra Sprawiedliwości i premiera Tuska.

  1. Panie Prokuratorze. Czy to prawda, że jeśli prokuratorzy, którzy pozwolili na prowadzenie działalności finansowej firmie (i jej szefowi) „naznaczonymi” „wilczym biletem” przez KNF, poddani zostaną sankcjom dyscyplinarnym? Czy owe sankcje nie sprowadzają się do tego, że zostaną oni przeniesieni w stan „wiecznego” spoczynku i otrzymywać będą dożywotnie wynagrodzenia prokuratorskie (coś około 75 % ostatniej pensji czy coś koło tego (oczywiście sukcesywnie rewaloryzowane, tak jak wszystkie świadczenia)?
  2. Czy jeśli nawet jakimś cudem otrzymali by wyrok (za np. ewentualne branie łapówek od ludzi z Amber Gold), dożywotnie wynagrodzenie (jw.) jest im przypisane „z automatu”, bez względu na.., …, …, wszystko?
  3. Panie ministrze Gowin. Czy jeśli pod pytanie 1. lub 2. „podpiąć sędziów sądów rejonowych, zasada otrzymywania wynagrodzenia jest identyczna? Nawet, jeśli się ich „wyrzuci” z roboty, z powodów jw.?
  4. Panie premierze, jeżeli odpowiedzi na powyższe trzy pytania jest twierdząca, dlaczego tak jest i jak długo tak będzie?
  5. Panie premierze, pytanie 4. zadałem dlatego, żeby się dowiedzieć, czy nie przeszkadza panu, że sędzia, albo prokurator, nawet jeśli okaże się łapówkarzem, złodziejem, członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, czy po prostu bandytą, zważywszy na przychody ze skarbu państwa wpływające co miesiąc na jego konto bankowe, będzie do śmierci bogatym darmozjadem, będącym pod względem ekonomicznym ponad prawem?

Być może moje pytania od 2. do 5. są błędne i wynikają z niewiedzy, jeśli tak, to proszę mnie poprawić, a natychmiast usunę tekst, jako bezzasadny. W ostatnich latach nigdy jednak nie słyszałem o pozbawieniu jakiegoś prokuratora czy sędziego jego finansowych „przyrodzonych” przywilejów. A wyroków niesprawiedliwych, głupich i podejrzanych, była cała masa!!!

„Jedzie mi tu czołg” – chciałoby się zapytać, oczekując na odpowiedzi na zadane pytania od adresatów. Ale…, może zdarzy się cud?

 

andy lighter

Nieuleczalnie chore Państwo

Nie może dziwić głośna dyskusja na temat niesprawności naszego systemu prawnego. Jest niesprawny od dawna, właściwie od ’89. roku i w obecnym stanie rzeczy jest chory nieuleczalnie. Należałoby zapytać więc dlaczego tak późno, choć już nie pierwszy raz, mówi się o tym i zadbać o to, aby o temacie było głośno dopóty, dopóki system prawny, wymiar sprawiediwości nie wyzdrowieje.

Oczywistym, kapitalnym zresztą pretekstem do dyskusji stały się dwie sprawy: Amber Gold i Kory Jackowskiej. Skupię się na dwuch aspektach „choroby”: wymiarze kar i niezawisłości.

O wysokościach zasądzanych, albo raczej zapisanych w kodeksie karnym kar za różne przestępstwa zaczęto mówić porównując przestępstwo Kory i Marcina P., prezesa Amber Gold. Pozwolę sobie pominąć na razie fakt, w ogóle umożliwienia temu człowiekowi działalności finansowej. Otóż za oszustwo, działanie na szkodę i być może okradzenie bardzo wielu osó na kwotę wielu milionów złotych, pan prezes może być skazany na karę do 5 pięciu lat więzienia, zaledwie o dwa lata więcej niż Kora, która „działała” na ewentualną szkodę jednej, swojej własnej osoby.

To pokazuje paranoję systemu prawnego w naszym kraju, absurdalność współmierności kary w stosunku do popełnionego przestępstwa. Takich przykładów jest cała masa, a najbardziej mnie rażącym jest np. „systemowe” – praktycznie automatycznie zasądzane skazywanie na dwa lub trzy lata więzienia w zawieszeniu, ludzi popełniających „nieumyślne” zabójstwo. Moim zdaniem nieumyślne zabójstwo występuje niezwykle żadko, jeśli oczywiście słowo „nieumyślne” potraktować poważnie, a jeśli nie, to kierowca po pijau zabijaący przechodnia, zamiast dwunastu lat, powinien dostać dwa, lub trzy w zawiasach. Nikt mi przecież nie powie, że piany kierowca wsiada do auta z zamiare zabójstwa. Prawda, że głupie? Oczywiście, że głupie. Jeśli ktoś, kłócąc się i szarpiąc z innym człowiekiem na skraj chodów, albo w małym pomieszczeniu pełnym kantów i ostrych krawędzi zostaje (zawsze) skazany na zawiasy, to musi być i jest głupie. Bo ten kierowca kompletnie, w swych zamiarach się do tego „przy schodach” nie różni. Dla systemu prawnego róznica jest jednak kolosalna, co widać w wysokości kary.

Sprawą, której nie może pojąć od zawsze jest jeszcze jeden wynalazek naszego systemu prawnego. Otóż w całym spektrum wysokości zasądzanych kar, pozostających w dyspozycji naszych sędziów istnieje czarna dziura i nijak nie mogę zrozumieć skąd, dlaczego i akurat taka dziura w tym systemie się wzięła. Otóż przestępca może być u nas siedzieć od zero do dwudziestu pięciu lat, albo całe życie. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie może siedzieć dwadzieścia siedem, trzydzieści dziwwięć, albo pięcdziesiąt dwa lata. O co chodzi w tej dziurze i dlaczego jest to szlaban na dwadzieścia pięć lat, a nie trzydzieści, albo dwadzieścia jeden? Tego zrozumieć nie potrafię, przyznam ze wstydem.

Zapewne z tym wiąże się kolejny wynalazek naszegop systemu prawnego. Nie wiem dokładnie jak jest teraz, ale słysząc, albo czytając o wyrokach dla rozmaitych przestępców sądzę, że jest tak jak kiedyś: łączny wymiar kary za kilka przestępstw. A polega to na tym, że jeśli bandyta popełni pięć przestępstw naraz, to skazywany jest na wysokość kary „przysługującej” za przestępstwo karane najwyższą z tych kar. Reszta kar, jest więc niejako „anulowana” – przykrywana karą najwyższą z popełnionych przestępstw. W USA np., taki delikwent ma wszystkie kary sumowane (pierwsze przestępstwo + drugie + trzecie + …) i wyrok jest odpowiednio wysoki. Jeśli w tej ostatniej sprawie jestem w błędzie (kiedyś tak było, a dziś nie jestem pewien jak jest), to proszę mnie poprawić.

Rozumiem, rozumiem, prawa człowieka, jednak niemal zawsze prawa człowieka dotyczą kata, nie ofiary. To klejna paranoja naszego systemu: kat ma prawo wiedzieć kto jest ofiarą (jak się nazywa, gdzie mieszka), a prawo ofiary do „ochrony” dla własnego bezpieczeństwa, jest podrzędne wobec prawa kata, a więc iluzoryczne.

Osobną sprawą jest niezawisłość sądów, sędziów i prokuratorów. Tak na dobrą sprawę, sędzie może zasądzić wyrok taki, jaki mu się żewnie podoba, oczywiście z uniewinnieniem włącznie. I choćby był to wyrok najbardziej absurdalny, najbardziej niesprawiedliwy i najgłupszy, to za tę absurdalność, niesprawiedliwość, albo głuotę nie ma prawa spaść mu włos z głowy. Bo on JEST NIEZAWISŁY i wara komuś do tego jak wykonuje swój zawóód. Prokurator może dowolnie sformułować oskarzenie (np. zmienić oskarżenia z „zabójstwa” na „pobicie ze skutkiem śmiertelnym”).Gdyby taki sędzie mimo wszystko został usunięty z palestry przez swoich kolegów i tak jest zabezpieczony finansowo do końca życia, bez względu na wiek. Sędziowie bowiem i prokuratorzy, mają niezbywalne, dożywotnie prawo do wynagrodzenia, bez względu na to, czy wykonują swój zawód czy już nie. Wyjątkiem jest jedynie działalność w partiach politycznych, bo tylko to zaprzecza niezawisłości. Swoją drogą: głupota nie, nierzetelność nie, a działalnośc partyjna tak.

Oczywistym jest, że sędziowie, sądy, powinny być niezawisłe wobez ugrupowań politycznych. Jednak nie może być tak, żeby sędzia był kompletnie nienaruszalny, aby nie oznaczała absolutnie szczelnego kombinezonu, uodporniającego go na wszelkie możliwe bodźce zewnętrzne. Niezawisłość to słowo klucz, którym sędziowie otwierają  błyskawiczne zamki swoich kombinezonów i odziawszy je czuć się bezpiecznie.

Taka pojmowana i sformułowana niezawisłość, oprócz absurdalnych wysokości wymiarów kar, jest głównym źródłem nieuleczalnego zakażenia toczącego organizm naszego systemu sprawiedliwości, a co za tym idzie całego Państwa. I póki co, prawnicy bronią się jak mogą, a urzędnicy nie są w stanie tego zakażenia wyleczyć. Zakażenie więc się rozwija.

andy lighter