Niebezpieczny Kaczyński

Prezydent Lech Kaczyński był wielki. Jego wielkość napawała lękiem cały świat do tego stopnia, że postanowiono go zgładzić. I to nie tylko Rosjanie, również Amerykanie by się nie zawahali, gdyby zamach smoleński się nie udał.

Rzeczywiście, jego wielkość nie podlega dyskusji. Miał przecież tak potężnych sojuszników, jak prezydent Saakaszwili z Gruzji, czy Adamkus z Litwy. Nie to, co jakiś tam psychol z Korei Północnej, mający za sojuszników jakich tam, byle jakich Chińczyków.

Że sobie puszcza bombki nad Japonią, to tylko taka zabawa, wiadomo, że się nie odważy. Lech Kaczyński to zupełnie inna liga – polityk, który trząsł całym światem poważnie, a nie na niby, jak ten Koreańczyk. Ponieważ miał swoje zdanie i wszyscy musieli się z nim liczyć, nawet jak było im nie w smak, a zwłaszcza wtedy. Nie po drodze było z nim ani Rosjanom, ani, jak się okazuje zdradzieckim Amerykanom, że o Niemcach nie wspomnę.

Skoro już to wiemy, Jarosław Kaczyński długo to ukrywał, ale w końcu, kiedy Amerykanie przestali owijać w bawełnę, to hipoteza zamachu przestaje być już hipotezą. Staje się oczywista.

I tak się zastanawiam… Przecież Lech Kaczyński zapewne zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Byś może stąd tak obszerna lista pasażerów. Przecież cywilizowany świat nie zabija niewinnych ludzi…

Tylko jak to się stało, że Saakaszwilemu się upiekło? No bo Adamkusowi to własny naród uratował życie. Tylko ze względu na jego bezpieczeństwo podziękowali mu za prezydenturę. U nas by to nie przeszło, naród niczego się nie domyślał, więc Lech Kaczyński wygrał by w pierwszej rundzie i to przytłaczającą większością. Komorowskiego by zwyczajnie ośmieszył.

andy lighter

Akcja rodzi reakcję

„Taki młody, a już ma sklerozę” – chciało by się powiedzieć, kiedy słucha się Zbigniewa Ziobro, komentującego zatrzymanie niedoszłego zamachowca Brunona K.

Zbigniew Ziobro zastanawia się (głośno – na konferencji prasowej), czy przypadkiem Bruno K. nie był singlem o wybujałej wyobraźni, nieszkodliwym wariatem, którego do działania zainspirowali agenci pod przykryciem, którzy odgrywali role członków grupy przygotowawczej zamachu.

Jakim trzeba być cynicznym, bo udawanym, sklerotykiem, żeby nie pamiętać własnego ministrowania. Nad możliwością inspirowaniu przez służby singla, być może nieszkodliwego wariata zastanawia się Ziobro. Zbigniew Ziobro. Tak, tak, ten sam Zbigniew Ziobro, który się nie zastanawiał, kiedy agent Tomek tworzył przestępczynie z wyłowionej z partii rywala, posłanki. Ten sam Zbigniew Ziobro, który się nie zastanawiał, kiedy ludzie Mariusza Kamińskiego próbowali stworzyć łapówkarza z pewnego biznesmena, znajomego ministra rolnictwa w jego rządzie. Nie tylko się nad tym nie zastanawiał, ale bronił Mariusza Kamińskiego, agenta Tomka i całe służby, przekonując społeczeństwo o tym, że przenikanie do struktur i środowisk inwigilowanych jest absolutnie konieczne i świadczy o profesjonalizmie, o znakomitej pracy tych służb i że to właśnie decyduje o ich skuteczności.

Zioro to Ziobro, ale wkurzają mnie dziennikarze, którzy patrząc na Ziobrę, innych Macierewiczów, czy Kaczyńskich, nie zadadzą sobie trudu, żeby zadać proste pytania, które same się nasuwają. Nie zadadzą sobie trudu, żeby mu te (powyższe) fakty przypomnieć. Ale tyle już napisałem (i inni blogerzy również) o naszych dziennikarzach, że odpuśćmy już sobie. Pewnie te Ziobry, albo Kaczyńskie stosują jakąś hipnozę, coś na wzór zastosowania sztucznej mgły przez Tuska i Putina w Smoleńsku. Mają znajomości w Ameryce, to nie mogę tego wykluczyć (a dostaje się biednym „zahipnotyzowanym” dziennikarzom).

Oczywiście PiS, ustami swojego eksperta od zamachów, Antoniego Macierewicza nie ma wątpliwości, że zamach miał być skierowany przeciw nim, a ponieważ nie było innego sposobu, mieli zginać razem ze znienawidzonym przez siebie Panem (no to już jest absolutna nowość – ma się ten pozytywny stosunek do zmarłych) prezydentem. No i rzecz jasna zamachowiec nic by nie zdziałał, bez fachowej pomocy, inspiracji agentów ABW – sługusów premiera Tuska.

Pisowcy swoją pewność opierają napawaniem się faktem, że Brunon K. nie należał do PIS-u. I to kieruje podejrzenia inspiracjami agentów, dla uzyskania efektu fizycznej likwidacji posłów PiS-u. Nie może bowiem być zwolennikiem tej partii i przeciwnikiem PO ktoś, kto do nich nie należy. Co innego taki Ryszard Cyba, morderca działacza PiS z Łodzi. Ten to platformers pełną gębą, a z partii się wypisał tylko dla niepoznaki. Uległ tuskowej mowie nienawiści i zrobił to, co zrobił. I dziennikarz znów to łyknęli, nie zadając (i wtedy i dziś) nasuwającym się pytaniom, nie wysuwają nasuwającym się wnioskom. Ale miało już nie być o dziennikarzach, więc sam od siebie wyciągnę wniosek z mordu Cyby.

Zapewne wszyscy pamiętamy lincz, jakiego w pewnej wiosce dopuścili się trzej bracia na grasującym z siekierą miejscowym bandycie. Niemal całe społeczeństwo, ale także politycy z PiS-em na czele winą obarczyli tego bandytę. Dla wszystkich było oczywiste, że akcja rodzi reakcję. Że agresja rodzi agresję, w niektórych przypadkach skrajną. Jestem przekonany, że w wypadku słabego psychicznie, bo obarczonego wieloma problemami „pozapolitycznymi” Cyby, było analogicznie. To język nienawiści PiS-u spowodował jego reakcję. Przelał czarę goryczy. Spowodował, że wszyscy myślący inaczej niż on, np. jego rodzina, otoczenie, są zadymieni wszechobecnym w przestrzeni publiczne Kaczyńskim i jego żołnierzami. I wcale się nie dziwę: włączało się telewizor – plujący Kaczyński, wchodziło się do łazienki – plujący Kaczyński, otwierało się lodówkę – plujący Kaczyński. Tak było. I jest do dzisiaj, tyle, że coraz częściej Kaczyńskiego zastępują Macierewicze, Błaszczaki z Hofmanami i inne Ziobry.

Nienawiść jednego człowieka, może spowodować i powoduje dwustronne reakcje: nienawiści jego zwolenników do jego wrogów i nienawiści do niego jego przeciwników. Obnoszenie się, szczególnie w mediach, ale i na blogach, z wszechobecnym sloganem o obustronnej agresji PiS-u i PO uważam za bardzo niesprawiedliwe i nieprawdziwe. To PiS bezustannie atakuje, okazuje agresję wobec Platformy. Platforma broniąc się czasem agresywnie oddaje, ale czyni to nader rzadko, moim zdaniem (i nie tylko moim) zbyt rzadko. Samymi unikami nie wygra się żadne walki. Trzeba czasem agresora walnąć, żeby go osłabić, uszczuplić jego pewność siebie. Nie pała miłością do Platformy, ale uczciwe spostrzeżenia każą mi wysnuć taki wniosek.

PiS zaklina rzeczywistość, stawiając Brunona K., za plecami tuskowych służ specjalnych w roli niedoszłego unicestwiciela ich partii. Są tacy, którzy dotarli do jego postów na forach internetowych, a z nich jasno wynika czyim stronnikiem był Brunon K., a do kogo pałał nienawiścią:

 „Za PiSu przynajmniej nie bylo az tak zle jak jest teraz za POpaprancow. A ile nakradl teraz Rudy PolTusk z naszych skladek emerytalnych? Przeciez to byl „skok na kase” nasza bez naszej zgody . To jest dopiero złodziejstwo”.

„A kto ma uprawiac polityke jak nie Gazeta Polska czy Radio Maryja jesli nie ma innych wolnych medii poza nimi. Czlowieku zastanow sie. POpaprancy maja cala reszte za soba i jeszcze im biedny Rydzyk przeszkadza bo mowi prawde o totalitarnym kraju jakim jest Polska”.

„Przecierz mu rzad Tuskowy POpaprancow zabral dotacje na rozbudowe szkoly medialnej i wiercenia geotermalne. Wiec o co znowu drzesz morde?! Staral sie a nie dostal. Ile wzieli kasy POpaprancy z UE i rozkradli. O wiele wiecej”.

„Widzisz w POlsce mamy bardziej totalitarny kraj niz za komuny. Np.”Ustawa o broni i amunicji” jest zdecydowanie bardziej restrykcyjna niz za komuny. Za komuny wolno bylo miec odczynniki czy prywatne laboratorium chemiczne w domu teraz jest to juz „nielegalne”.

„O czym ty kurna mowisz ??? Jakim „zbrodniarzom watykanskim”? To, ze Pius nie wytoczyl przeciwko Hitlerowi armi za holokaust bo przeciez nie mial takiej armi nie oznacza rowniez, ze mial w tym swoj współudział”.

I wiele wiele innych takich dowodów na „pisowskość”. Pisownia jest oryginalna, a przykłady ściągnąłem z bloga http://pantarhei.salon24.pl/. Bloger Akwarysta zadał sobie wiele trudu, żeby do nich dotrzeć, mam nadzieję, że nie będzie miał mi za złe skopiowanie kilku przykładów.

andy lighter

Zabierzcie Macierewicza!!!

Sam już nie wiem, czy się śmiać, czy płakać…, a może jedno i drugie na zmianę. Jedno jest pewne – jesteśmy (większość społeczeństwa) kompletnie bezradni wobec szaleństwa, wyraźnych oznak obłędu i paranoi politycznej niektórych polskich polityków.

Jakim trzeba być ostatnim bydlakiem, żeby wymyślić teorię: „(…) Loża pana prezydenta znajduje się bezpośrednio nad klubem parlamentarnym PiS. Rozumiem, że zamach byłby wymierzony w klub PiS i pana prezydenta. (…)”.

Rzecz dotyczy oczywiście ujawnienie planowanego zamachu na Sejm i najwyższe władze państwa. I oczywiście przedszkolak zgadnie, że taka myśl mogła zrodzić się w pierwszej kolejności w głowie Antoniego Macierewicza. I nie jest ważne, ze pisząc o Polsce i polityce, zamachowiec posługiwał się wykreowanym przez zwolenników PiS-u specyficznym „POlska”, „POlityka”, oznaczającym pogardę dla określonej (oczywistej) opcji politycznej.

Już rok, półtora, a nawet dwa lata temu wielu dziennikarzy, publicystów i blogerów wygłaszało opinię, że przekroczona została przez tego posła granica przyzwoitości, dobrego smaku, prawa, itd. Tych granic od ponad dwóch lat było bez liku, ale widać Macierewicz polubił przekraczanie kolejnych granic. Dodajmy, nielegalne przekraczanie, co łatwo mu przychodziło bo „służby graniczne” były i są w stosunku do niego bardzo pobłażliwe.

Czy nie jest już najwyższa pora, żeby coś z tym zrobić? Czy naprawdę nie ma sposobu, aby zmusić go do poddania się psychiatrycznej obserwacji i (na bank) leczeniu. Bo jeśli Kaczyńskiego można łatwo posądzić o manipulację, granie trumnami na ludzkich emocjach, nawet jeśli obarczony jest polityczną paranoją, to Macierewicz jest moim zdaniem ewidentnie chory. Zresztą od lat, sądzę, ze od ’89 roku. Ten człowiek jest kompletnie niepoczytalny.

Świadczyć o tym może choćby praca w zespole smoleńskim. Jego szef jest autorem, głosicielem ok. dziesięciu dowodów na popełnienie zbrodni i chociaż każdą kolejną hipotezę porzucał, z żadnej się nie wycofał. To powinno oznaczać, że zbrodnia była przeprowadzona w sposób doskonały i niezawodny. Plan A (sztuczna mgła), plan B (bomba termo baryczna), plan C, plan D, plan E, plan F, plan G, plan H i pozostałe, aż do trotylu, zastosowano nie kolejny, jeśli poprzedni zawiódł, ale wszystkie jednocześnie! Więc nie udać się nie mogło.

Wykładowca z Krakowa przygotowywał się do zamachu przez parę lat i go nie wykonał. Macierewicz jest w trakcie wykonywania zamachu stanu ciągle – od dwóch i pół roku. I nikt mu w tym nie przeszkadza! Żadne służby się nim nie zajmują, żadni lekarze nie badają, prokuratura nie ściga…

Nie wierzę, powtarzam, nie wierzę, żeby nie było możliwe odsunięcie szaleńca od możliwości współtworzenia prawa w tym kraju. Nie wierzę, żeby nie było możliwe uniemożliwienie szaleńcowi współkreowania opinii publicznej, światopoglądu sporej części polskiego społeczeństwa.

Nie wierzę, musi być jakiś sposób. Musi być jakaś reakcja. Władzy, klubów poselskich innych niż PiS partii, prokuratury, bóg wie kogo jeszcze. Jeśli takiej możliwości nie ma, to… Polska to dziki kraj! Tylko błagam, nie piszcie mi, że demokracja… Bo demokracja nie oznacza, nie może oznaczać „rzymskiego konia w senacie”, albo innego Kaliguli.

andy lighter

Szokująca hipoteza

W obliczu niedawno powstałej hipotezy o obecności trotylu i nitrogliceryny we wraku prezydenckiego tupolewa, niewiele już może nas zdziwić. Zdaje się obowiązywać zasada: żadnej hipotezy, nawet najbardziej absurdalnej, nie można wykluczyć.

Tym bardziej, że po oskarżeniach (między wierszami oczywiście) polskiego rządu o zamordowanie lub współudział w zamordowaniu 96. sześciu osób, sformułowanych przez prezesa Kaczyńskiego, prokurator generalny zamiast wszcząć z urzędu postępowanie przeciwko prezesowi PiS o znieważenie i bezpodstawne oskarżenie najwyższych przedstawicieli Rzeczpospolitej, ten, prywatnie się z nim spotyka i pozwala besztać i znieważać przedstawiciela prokuratury wojskowej, prowadzącej śledztwo smoleńskie. Zresztą besztanie i stawianie na baczność niższych i wyższych rangą przedstawicieli wojska (i nie tylko), jest cechą charakterystyczną obu braci Kaczyńskich. I była nią za czasów ich rządów, a potem za ‘panowania” Lecha Kaczyńskiego.

Zważywszy na wiele kuriozalnych okoliczności, w Internecie pojawiła się kolejna hipoteza: „A może to brat zabił brata, żeby zająć jego miejsce?, pyta reżyser filmowy Andrzej Saramonowicz. „Wszak nawet Biblia zna takie przypadki. To co, badamy to jakoś panie Jarku?…”, stwierdza i pyta reżyser niejako w odpowiedzi na słowa prezesa PiS, który niedawno raczył był stwierdzić: „Prawdziwe poważne śledztwo powinno zbadać wszystkie, nawet bardzo mało prawdopodobne hipotezy’”. Nie może, więc dziwić wysuwanie hipotez nawet tak nieprawdopodobnych. Oczywiste jednak dla mnie jest, że pewne hipotezy rozważane nigdy nie będą, nawet jeśli są o wiele bardziej prawdopodobne niż ta, wysunięta przez pana Saramonowicza. W myśl idiotycznej i skrajnie niesprawiedliwej zasady: „Niektórych pokrzywdzonych się nie sądzi”. Piszę „niektórych”, bo oczywiście chodzi o rangę. Niektórych wystawia się na żer, np. pilotów, zresztą moim zdaniem współwinnych.

Ja, w swoich tekstach, choć nigdy nie posunąłem się aż tak daleko jak pan reżyser, również zadawałem pytania, które, o czym jestem absolutnie przekonany, pozostaną bez odpowiedzi, nawet jeśli odpowiedzi „wyszłyby same” – narzucałyby się, zostaną starannie rozmyte lub ukryte, a najpewniej w ogóle nie dotknięte.

Są to pytania o absolutnie nadrzędną rolę kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego w organizację lotu. Kto o tym decydował? Jaka rolę w tym pomyśle odgrywał Jarosław Kaczyński? Jaką Aleksander Szczygło, znany z nieukrywanej nienawiści do Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i w ogóle do zjawiska „straciliśmy władzę”? Przypomnijmy sobie jego bezprecedensowe ignorowanie jakiegokolwiek obowiązku współpracy kancelarii, w ogóle urzędników prezydenta Lecha Kaczyńskiego z rządem i urzędnikami rządowymi. Jestem przekonany, że rola tego człowieka w tym, że śmierć poniosło poza nim 95 osób jest przeogromna i absolutnie niedoceniana.

Kto jest odpowiedzialny za listę pasażerów samolotu i dlaczego nikt nie wskaże tych osób rodzinom ofiar smoleńskich? Dlaczego nikt nie zasugeruje rodzinom ofiar, że ich bliskich nie powinno być na pokładzie tego samolotu i że odpowiedzialność za ich tam obecność ponoszą ludzie prezydenta (w szerokim tego słowa znaczeniu – nie wykluczam również brata)?

Dlaczego wybiela się obecnych na pokładzie za współodpowiedzialność w presji na pilotów? Głos gen Błasika w cudowny sposób, w Instytucie Sehna zniknął z zapisów rejestratorów kabiny pilotów., a słowa dyr. Kazany o niezadowoleniu prezydenta, oraz „decyzja „Będziemy próbować do skutku”, są kompletnie bez znaczenia. Zresztą, okazuje się, że „… bez skutku”, w ogóle nie było (choć wcześniej były i że ten głos w ogóle nie należał do Kazany.

Te pytania są pytaniami pomocniczymi do tezy: „Do katastrofy i jej rozmiaru doprowadził prezydent, jego decyzje i jego kancelaria”. Jest jasne, że nie zostanie ona wzięta pod uwagę przez prokuraturę. Tak jak nie zostaną zbadane inne hipotezy, o wiele bardziej zasadne niż ta o zamachu, albo przynajmniej zasadne tak samo.

Instytut Sehna oddał w śledztwie nieocenione usługi: niewygodne głosy zniknęły, albo nie należą do przypisanych osób, pewnie krasnoludki tam gadały z pilotami, a w ogóle nie gadały, bo tych głosów nie było – naród się schlał i miał omamy słuchowe. To pierwszy znak, że smoleńskie śledztwo jest po pierwsze nierzetelne, a po drugie jego wynik oszczędzi (moim zdanie słusznie) rząd Tuska, ale i (moim zdaniem niesłusznie, bo niesprawiedliwie) sprawców. Być może, dla usatysfakcjonowania bliskich ofiar, winnymi okażą się Rosjanie, być może nawet jako zamachowcy. To by już było mistrzostwo świata, ale niczego już nie wykluczam.

Szkoda mi tylko tych ludzi, którzy otumanieni i oszukiwani chodzą po ulicach i krzyczą: „Jarosław, Polskę zbaw”.

andy lighter

Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.: