Lista śmierci

Solidarna Polska, partia pod przewodnictwem Zbigniewa Ziobry opublikowała na swojej stronie internetowej „Listę śmierci systemu zdrowia”. Są tam nazwiska ludzi, które zmarły na skutek błędnych decyzji, pomyłek i niedoróbek naszych lekarzy, szpitali, itd.

Solidarna Polska apeluje do Polaków, aby pisali do nich, dzielili się swoimi doświadczeniami w tym temacie i oferują pomoc, np. prawną.

Lista śmierci

Nie było by w tym nic dziwnego, sam z chęcią dopisałby się do takiej listy po tym, jak lekarze i w ogóle personel szpitalny (ale również lekarka pierwszego kontaktu), potraktowali mojego ojca.

Nie było by, ale jest. Otóż ową inicjatywę firmuje swoim nazwiskiem Zbigniew Ziobro. Ten sam Ziobro, który unicestwił praktycznie polską transplantację, który na skutek donosów niespełnionych doktorków, albo zawiedzionych rodzin zmarłych osób połamał kariery i w ogóle życie zawodowe kilku znakomitym lekarzom.

I tak się zastanawiam, jak daleko zdolni są posunąć się nasi politycy w swojej hipokryzji, bucie i zwykłym świństwie, żeby zdobyć kilka procentowych punkcików w sondażach.

Niemożliwe jest dzisiaj policzenie ilu ludzi zmarło na skutek niedokonanych transplantacji w roku np. 2007. Ilu ludzi na skutek braku takich transplantacji skazanych zostało na przedłużone cierpienia, lęk, niepewność jutra. Niemożliwe jest policzenie ilu ludzi narażonych zostało na zabiegi operacyjne przeprowadzane przez lekarzy nie najwyższej klasy, a które pomocy takich właśnie lekarzy wymagało, ponieważ najwybitniejsi zostali odsunięci od zawodu.

Zbigniew Ziobro jest ostatnią osobą, mającą moralne prawo oceniać pracę lekarzy. Ona bywa bardzo zła, bardzo nieprofesjonalna, ale na Boga, niech tym się zajmie ktoś inny, byle nie Ziobryści.  Ich bowiem wiarygodność w tym temacie jest mniej niż zerowa.

Panie Ziobro, pan się jeszcze pod ziemię nie zapadł?

andy lighter

Akcja rodzi reakcję

„Taki młody, a już ma sklerozę” – chciało by się powiedzieć, kiedy słucha się Zbigniewa Ziobro, komentującego zatrzymanie niedoszłego zamachowca Brunona K.

Zbigniew Ziobro zastanawia się (głośno – na konferencji prasowej), czy przypadkiem Bruno K. nie był singlem o wybujałej wyobraźni, nieszkodliwym wariatem, którego do działania zainspirowali agenci pod przykryciem, którzy odgrywali role członków grupy przygotowawczej zamachu.

Jakim trzeba być cynicznym, bo udawanym, sklerotykiem, żeby nie pamiętać własnego ministrowania. Nad możliwością inspirowaniu przez służby singla, być może nieszkodliwego wariata zastanawia się Ziobro. Zbigniew Ziobro. Tak, tak, ten sam Zbigniew Ziobro, który się nie zastanawiał, kiedy agent Tomek tworzył przestępczynie z wyłowionej z partii rywala, posłanki. Ten sam Zbigniew Ziobro, który się nie zastanawiał, kiedy ludzie Mariusza Kamińskiego próbowali stworzyć łapówkarza z pewnego biznesmena, znajomego ministra rolnictwa w jego rządzie. Nie tylko się nad tym nie zastanawiał, ale bronił Mariusza Kamińskiego, agenta Tomka i całe służby, przekonując społeczeństwo o tym, że przenikanie do struktur i środowisk inwigilowanych jest absolutnie konieczne i świadczy o profesjonalizmie, o znakomitej pracy tych służb i że to właśnie decyduje o ich skuteczności.

Zioro to Ziobro, ale wkurzają mnie dziennikarze, którzy patrząc na Ziobrę, innych Macierewiczów, czy Kaczyńskich, nie zadadzą sobie trudu, żeby zadać proste pytania, które same się nasuwają. Nie zadadzą sobie trudu, żeby mu te (powyższe) fakty przypomnieć. Ale tyle już napisałem (i inni blogerzy również) o naszych dziennikarzach, że odpuśćmy już sobie. Pewnie te Ziobry, albo Kaczyńskie stosują jakąś hipnozę, coś na wzór zastosowania sztucznej mgły przez Tuska i Putina w Smoleńsku. Mają znajomości w Ameryce, to nie mogę tego wykluczyć (a dostaje się biednym „zahipnotyzowanym” dziennikarzom).

Oczywiście PiS, ustami swojego eksperta od zamachów, Antoniego Macierewicza nie ma wątpliwości, że zamach miał być skierowany przeciw nim, a ponieważ nie było innego sposobu, mieli zginać razem ze znienawidzonym przez siebie Panem (no to już jest absolutna nowość – ma się ten pozytywny stosunek do zmarłych) prezydentem. No i rzecz jasna zamachowiec nic by nie zdziałał, bez fachowej pomocy, inspiracji agentów ABW – sługusów premiera Tuska.

Pisowcy swoją pewność opierają napawaniem się faktem, że Brunon K. nie należał do PIS-u. I to kieruje podejrzenia inspiracjami agentów, dla uzyskania efektu fizycznej likwidacji posłów PiS-u. Nie może bowiem być zwolennikiem tej partii i przeciwnikiem PO ktoś, kto do nich nie należy. Co innego taki Ryszard Cyba, morderca działacza PiS z Łodzi. Ten to platformers pełną gębą, a z partii się wypisał tylko dla niepoznaki. Uległ tuskowej mowie nienawiści i zrobił to, co zrobił. I dziennikarz znów to łyknęli, nie zadając (i wtedy i dziś) nasuwającym się pytaniom, nie wysuwają nasuwającym się wnioskom. Ale miało już nie być o dziennikarzach, więc sam od siebie wyciągnę wniosek z mordu Cyby.

Zapewne wszyscy pamiętamy lincz, jakiego w pewnej wiosce dopuścili się trzej bracia na grasującym z siekierą miejscowym bandycie. Niemal całe społeczeństwo, ale także politycy z PiS-em na czele winą obarczyli tego bandytę. Dla wszystkich było oczywiste, że akcja rodzi reakcję. Że agresja rodzi agresję, w niektórych przypadkach skrajną. Jestem przekonany, że w wypadku słabego psychicznie, bo obarczonego wieloma problemami „pozapolitycznymi” Cyby, było analogicznie. To język nienawiści PiS-u spowodował jego reakcję. Przelał czarę goryczy. Spowodował, że wszyscy myślący inaczej niż on, np. jego rodzina, otoczenie, są zadymieni wszechobecnym w przestrzeni publiczne Kaczyńskim i jego żołnierzami. I wcale się nie dziwę: włączało się telewizor – plujący Kaczyński, wchodziło się do łazienki – plujący Kaczyński, otwierało się lodówkę – plujący Kaczyński. Tak było. I jest do dzisiaj, tyle, że coraz częściej Kaczyńskiego zastępują Macierewicze, Błaszczaki z Hofmanami i inne Ziobry.

Nienawiść jednego człowieka, może spowodować i powoduje dwustronne reakcje: nienawiści jego zwolenników do jego wrogów i nienawiści do niego jego przeciwników. Obnoszenie się, szczególnie w mediach, ale i na blogach, z wszechobecnym sloganem o obustronnej agresji PiS-u i PO uważam za bardzo niesprawiedliwe i nieprawdziwe. To PiS bezustannie atakuje, okazuje agresję wobec Platformy. Platforma broniąc się czasem agresywnie oddaje, ale czyni to nader rzadko, moim zdaniem (i nie tylko moim) zbyt rzadko. Samymi unikami nie wygra się żadne walki. Trzeba czasem agresora walnąć, żeby go osłabić, uszczuplić jego pewność siebie. Nie pała miłością do Platformy, ale uczciwe spostrzeżenia każą mi wysnuć taki wniosek.

PiS zaklina rzeczywistość, stawiając Brunona K., za plecami tuskowych służ specjalnych w roli niedoszłego unicestwiciela ich partii. Są tacy, którzy dotarli do jego postów na forach internetowych, a z nich jasno wynika czyim stronnikiem był Brunon K., a do kogo pałał nienawiścią:

 „Za PiSu przynajmniej nie bylo az tak zle jak jest teraz za POpaprancow. A ile nakradl teraz Rudy PolTusk z naszych skladek emerytalnych? Przeciez to byl „skok na kase” nasza bez naszej zgody . To jest dopiero złodziejstwo”.

„A kto ma uprawiac polityke jak nie Gazeta Polska czy Radio Maryja jesli nie ma innych wolnych medii poza nimi. Czlowieku zastanow sie. POpaprancy maja cala reszte za soba i jeszcze im biedny Rydzyk przeszkadza bo mowi prawde o totalitarnym kraju jakim jest Polska”.

„Przecierz mu rzad Tuskowy POpaprancow zabral dotacje na rozbudowe szkoly medialnej i wiercenia geotermalne. Wiec o co znowu drzesz morde?! Staral sie a nie dostal. Ile wzieli kasy POpaprancy z UE i rozkradli. O wiele wiecej”.

„Widzisz w POlsce mamy bardziej totalitarny kraj niz za komuny. Np.”Ustawa o broni i amunicji” jest zdecydowanie bardziej restrykcyjna niz za komuny. Za komuny wolno bylo miec odczynniki czy prywatne laboratorium chemiczne w domu teraz jest to juz „nielegalne”.

„O czym ty kurna mowisz ??? Jakim „zbrodniarzom watykanskim”? To, ze Pius nie wytoczyl przeciwko Hitlerowi armi za holokaust bo przeciez nie mial takiej armi nie oznacza rowniez, ze mial w tym swoj współudział”.

I wiele wiele innych takich dowodów na „pisowskość”. Pisownia jest oryginalna, a przykłady ściągnąłem z bloga http://pantarhei.salon24.pl/. Bloger Akwarysta zadał sobie wiele trudu, żeby do nich dotrzeć, mam nadzieję, że nie będzie miał mi za złe skopiowanie kilku przykładów.

andy lighter

Dajcie mi człowieka…

Było kiedyś takie powiedzenie w PRL-u, opisujące bezkarną, dowolnie manipulowaną, czy po prostu wyssaną z palca twórczość ówczesnego wymiaru sprawiedliwości: „Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”.

Dziś zapadł wyrok w sprawie Beaty Sawickiej i byłego burmistrza Helu. Zajmę się jednak samą Beatą Sawicką. Z tego co usłyszałem w uzasadnieniu (krótkiego przedstawienia historii „działalności przestępczej” Beaty Sawickiej) wyroku, znaczącego: trzech lat bezwzględnego pozbawienia wolności, włos się na głowie jeży i nie ulega wątpliwości, że Beata Sawicka dopuściła się korupcji. Nie ma co do tego wątpliwości.

Jednak męczą mnie dwie kwestie. Po pierwsze, agent Tomek, pierwszy „prezent” (markowe pióro z brylantem) wręczył jej praktycznie na siłę, usilnie czarując, oczarowując i tak już oczarowaną posłankę wzbraniającą się od przyjęcia podarunku.

Ale po drugie znacznie ważniejsze, męczy mnie ulepienie przestępcy, przez (póki co) bogu ducha winną osobę. Agent Tomek, Tomasz Kaczmarek vel Piotrowski, pokazał Beacie Sawickiej, „nauczył ją”, że dawanie i otrzymywanie „prezentów” to normalna rzecz w załatwianiu spraw z urzędnikami, nauczył ją, że wdzięczność okazuje się „prezentami”, bo to on obdarowywał ją i przekazywał innym za jej pośrednictwem.

Beata Sawicka, zasmakowawszy bezkarności i dużych możliwości, polubiła „prezenty z wdzięczności” – Kaczmarek był dobrym nauczycielem.

Kiedyś świetnych szpiegów szkoliła NRD. Kiedyś jeden z nich, rozmawiając z jakimś rosyjskim oficerem KGB w hotelu w Berlinie Zachodnim, podszedł do okna i zwrócił się do Rosjanina głową wskazując rzekę przechodniów na widocznym trotuarze: „Widzisz ten tłum? Wskaż mi kogokolwiek z tych ludzi, a zrobię z niego oddanego, skutecznego, znakomitego szpiega. Na 99,9 %.”.

Adwokat Sawickiej, moim zdaniem miał rację: przed akcją specjalną (jak akcję usidlenia Sawickiej nazwał Ziobro), posłanka nie popełniła żadnego przestępstwa. Nie było więc żadnego powodu, aby CBŚ akurat na niej się skupiło i ulepiło z niej przestępczynię.

Chociaż zaraz…, nie było? Był i to nie jeden. Sprawa doktora G i samobójczy niemal strzał w kolano Ziobry z jego oskarżeniem, afera z Kaczmarkiem i Kornatowskim, samobójstwo Blidy i oraz dziejąca się w tym samym czasie afera gruntowa. CBA, Ziobro i cały PiS potrzebował sukcesu „na gwałt”, a jak widać choćby po aferze gruntowej, nie szło im najlepiej z wykrywaniem korupcji. Postanowili więc korupcję stworzyć, bo samo stworzenie skorumpowanego Leppera mogło nie wystarczyć – jak się okazało, ich wielokierunkowe działania okazały się słuszne, Lepper okazał się „chłopem z jajami” i się nie dał.

Po co agent Tomasz Kaczmarek poszedł na kurs członków rad nadzorczych? Sawicka i inni posłowie zapisali się na niego później. Jednak zaproszenie na kurs przyszło do pewnego biura poselskiego wcześniej. Chciał się szkolić, czy „zapolować”?

Nie bronię posłanki Sawickiej, broń boże. Jednak nawet święci ulegali „wodzeniu na pokuszenie”. Zrobienie przestępcy z normalnego człowieka, to nie jest uczciwe (i trudne).  

andy lighter

Ziobro i jego szable

Rozłam w PiS najpewniej stanie się faktem. I dziennikarze, komentatorzy, w rozmaitych mediach łamią sobie głowy nad ilością szabel, które ziobryści mogą zgromadzić. Dziś już wiadomo, że szabel będzie miał więcej, niż wydawało się prezesowi i innym Błaszczakom.

W moim regionie, na Opolszczyźnie, posłowie i działacze PiS w terenie, deklarują solidarność ze Zbigniewem Ziobro. Jeden z najbardziej nietuzinkowych, oryginalnych i kontrowersyjnych, nowych posłów PiS-u, a do niedawna takiż sam samorządowiec Partyk Jaki, otwarcie zadeklarował poparcie dla Zbigniewa Ziobry. I chociaż kompletnie mi z tym człowiekiem nie po drodze, co by o tym młodym chłopaku nie mówić, jakkolwiek się z nim nie zgadzać (tak jak ja), nie sposób odmówić mu przebojowości, świetnego odnajdywania się w mediach i… odwagi, graniczącej z mierzeniem się z dużym ryzykiem – „wóz, albo przewóz”. Również nie sposób odmówić mu świetnej inteligencji i przenikliwości. Jednym słowem… przyszły celebryta, na bank.

Patryk Jaki. Choć młody, nietuzinkowy poseł w nowym sejmie. Wkrótce się o tym przekonacie.

To poseł, ale za nim idą działacze samorządowi. Zbigniew Ziobro walnie wsparł ich w wyborczej walce o samorządy lokalne i parlament.

Powinniśmy być jak zespół piłkarski, tymczasem nie ma żadnej wymiany słabych zawodników, wciąż ci sami, którzy przymilają się trenerowi (np. szef w regionie poseł Sławomir Kłosowski), a to, że przegrywają, jest bez znaczenia (…) Nie ma szansy na inne rozwiązanie. Sześć razy przegraliśmy już wybory, morale siada, nie da się tak dalej trwać – uważają – mówią opolscy działacze PiS-u.

Mierzi ich nie tylko „niereformowalność” prezesa, ale też podobne zachowania pt. „przymilanie się prezesowi”, „starych” liderów PiS-u w regionie – prezesowskiego betonu. Jestem przekonany, że w innych regionach jest (będzie) podobnie. Nie można przecież zapominać np. o świetnym wyniku Mularczyka (Boże, chroń Polskę!) na Sądecczyźnie, czy Kempy (Boże, jeszcze bardziej chroń…!) w Świętokrzyskim. Kiedy dojdą do nich głosy z regionów (Kempa już sonduje u siebie nastroje wyborców), będą chyba jeszcze pewniejsi siebie i nie będzie to pewność nieracjonalna.

Prezes jest dinozaurem, który już nie przystaje do zmieniającej się rzeczywistości. Inni są kompletnie bez twarzy, bez wyrazu, jak Błaszczak, Hofman, czy Brudziński, czy (ratunku!!!) Czarnecki i nie mają wyboru, muszą stać przy prezesie, bo u Ziobry, zwyczajnie zajęliby „ostatnie ławki”, jeśli w ogóle by zajęli.

Komentatorzy „przewidują”, że ziobryści mogą zabrać PiS-owi 2, może 3% głosów. Bzdura! Jeśli w innych „prowincjach” stanie się tak, jak na Opolszczyźnie, mogą być nawet „na remis” z prezesem, albo coś około. I porównywanie ich z PJN nie ma racji bytu. W przeciwieństwie do PJN-u, mają przed sobą dużo czasu. Na budowanie struktur, na zdobywanie wyborców (i sponsorów). Sądzę też, że ziobryści z duża większą łatwością niż prezes, zdobędą sobie przychylność ekonomistów, prawników, itp., potrzebnych do zbudowania konkurencyjnego w stosunku do PiS i rzetelniejszego programu, np. gospodarczego. Coraz więcej przyjaciół PiS-u, kontestuje decyzję Karskiego, czyli prezesa Kaczyńskiego, rzecz jasna. „Czerwony nos” jest za cienki przecież, żeby jakąkolwiek decyzję podjąć samemu. Ciągle też nie wiadomo, co na to wszystko, rządzący radiem z pięknego Torunia dyrektor.

Obecna sytuacja jest też dość komfortowa dla Platformy. Dopóki Ziobro zbuduje struktury, Tusk będzie miał trochę spokoju. Ciekawe czy zdąży ten czas wykorzystać, mam nadzieję, że tak.

Istnieje jeszcze jedna możliwość: że Czerwony nos Karski, czyli Jarosław Kaczyński, uzna odwołanie ziobrystów za zasadne i… zostawi ich w partii, zarazem dzieląc się władzą. Gdyby wyszedł ze swojego kokonu i „przejrzał”, byłoby to dla prawicy najlepsze wyjście, choć ja na nich nigdy nie zagłosuję, swoje by uzbierali i staliby się realnym zagrożeniem dla „liberałów”. To jednak dzisiaj wydaje się mało prawdopodobne.

Szable więc, na Opolszczyźnie Ziobro zbierze. Zdecydowanie zbierze je w całym kraju. Będzie ciekawie, choć…, z mojego punktu widzenia, niekoniecznie ciekawie dla Polski. Skrajna prawica to, wg mnie, zło, ale ona jest i będzie. Nic na to nie poradzimy.

andy lighter

Ziobryści – co dalej

Arkadiusz Mularczyk, kolejny ważny aparatczyk PiS podcina gałąź, na której siedzi. Dziś w Radio RMF FM pokazał, po której stronie w konflikcie wewnątrz PiS-u, stoi. Szczerze nie cierpię Mularczyka, ale muszę przyznać, że pokazuje niezwykłą lojalność wobec swojego długoletniego przyjaciele, Zbigniewa Ziobry. To niezbyt często spotykana cecha, choć ostatnio coraz częściej, szczególnie w szeregach tej partii. Lojalność wcześniej pokazali przyjaciele Joanny Kluzik-Rostkowskiej, teraz, z innych powodów, choć w sytuacji analogicznej, Tadeusz Cymański, Arkadiusz Mularczyk, Andrzej Dera. Pewnie będą inni, choć zapewne nie wszyscy, o których myślimy. Nie wyobrażam sobie jakoś Beaty Kempy np., opuszczającej prezesa w imię lojalności wobec ZZ. Tym bardziej, że Kaczyński zrobił ją liderką w krainie Łysej Góry. Ale…, może się mylę.

Ciekawy jestem, czy prezes Kaczyński spotka się ze Zbigniewem Ziobro. Prezes jest nieprzejednany i nie zwykł był, spotykać się ze zdrajcami, jednak być może pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że stoi pod ścianą. Póki co jednak, milczy jak zaklęty, nieoficjalnie tylko wiadomo, że chce szybkiego rozwiązania sprawy Zbigniewa Ziobro.

Jarosław Kaczyński, nie tak dawno jeszcze chętnie używał pojęcia „beton partyjny” w odniesieniu do części byłych członków PZPR. Paradoksalnie, dziś Jarosław Kaczyński jawi się jako beton pisowski, absolutnie nieprzejednany, absolutnie niereformowalny, choć przegrywający wszystko z kretesem. Klasyczne przeniesienie schematu betonu partyjnego, żywcem z PRL-u.

Obecne stanowisko Mularczyka jest o tyle „charakterne”, że miał ogromne szanse na stanowisko pisowskiego wicemarszałka sejmu (Boże, chroń Polskę!). Wydaje się oczywiste, że okazując lojalność wobec przyjaciela, z tym stanowiskiem się pożegnał, zanim zdążył je objąć. Ale…, być może nie do końca je stracił. Być może Kaczyński będzie chciał „kupić” jego nielojalność wobec Ziobry, nie wycofując się z tej propozycji. Co wtedy wybierze Mularczyk? To byłby prawdziwy sprawdzian lojalności Mularczyka. Nie chce mi się jednak wierzyć w tę „sprawdzającą” opcję Jarosława Kaczyńskiego.

Duet Ziobro-Mularczyk Fot. Stanisław Rozpędzik / PAP

Niemal pewne jest, że w wypadku wyrzucenia Ziobry i ziobrystów z PiS-u, powstanie nowa partia na prawicy. I to byłby chyba koniec Kaczyńskiego. Z Macierewiczem przecież i Melakiem, dołożywszy nawet Gosiewską, daleko nie zajedzie. Elektorat „miłośników Krakowskiego Przedmieścia” nie jest przecież taki duży, to skrajny element. A elektorat „pokrzywdzonych przez Tuska”, czekający na zmiany gospodarcze, poprawę bezpieczeństwa, itp., Ziobro odebrałby mu z łatwością.

Ciekawie więc, zapowiada się dalsza zabawa w pisowskiej piaskownicy.

andy lighter

Hipokryzja jest nieuleczalna

Hipokryzja jest nieuleczalna

Szczytem hipokryzji (ileż to już tych szczytów zdobyli) PiS-u jest dostrzeganie tajemniczości w samobójczej śmierci Andrzeja Leppera przez polityków PiS ze Zbigniewem Ziobro na czele. Ziobro bowiem jest ostatnim człowiekiem, który powinien się w tym momencie i w tym temacie odzywać. Jeśli już nie z powodów politycznych, to choćby ze względu na rodzinę i najbliższych zmarłego. Wszak pełne gęby mają i mieli pisowskie bydlaki, szacunku dla zmarłych w katastrofie smoleńskiej, nie tylko ze względu na tych, którzy zginęli, ale także ich najbliższych.

Jak się ma czuć rodzina Leppera, słuchając o domaganiu się sprawiedliwego śledztwa i oglądając „zatroskane” twarze tych, którzy zniszczyli jego polityczny byt i którzy jego życie uczynili biciem się o honor, sprawiedliwość, udowadnianie, że nie jest wielbłądem, którzy nadszarpnęli (jeśli tylko) jego więzi rodzinne i w ogóle, co tu dużo pisać, zniszczyli (jak się okazało?) człowieka.

Ziobro ostrzy sobie zęby przy okazji śmierci Leppera i nagrań Sakiewicza, na wznowienie sprawy gruntowej, mając najprawdopodobniej Kaczmarka na myśli. Tyle więc w mim troski o Leppera, co w dniu, kiedy „wbijał gwoździa do politycznej trumny” wicepremiera rządu.

Obiecałem sobie, ze nie będę „politykował” na temat śmierci Andrzeja Leppera, bo wydało mi się to kuriozalne i bardzo, ale to bardzo naciągane i tylko politycy mogą chcieć to upolityczniać, w celach zresztą wyborczych, bo czas doskonały. Zmieniłem jednak zdanie kiedy usłyszałem o telewizorze. Telewizor w biurze przewodniczącego Samoobrony zatrzymany był stopklatką o 13:15, a kadr przedstawiał Czumę w momencie stwierdzenia, że nacisków za czasów rządów Kaczyńskiego nie było. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślać się, że mogło go to „dobić”. Nie potrzeba być geniuszem, żeby rozumieć jak bardzo liczył na rzetelny raport. Przecież nikt tak jak on i inne ofiary rządów Kaczyńskiego, bardziej na to nie liczył. Nie Tusk, nie społeczeństwo, nie Polska, choć to wszystko też, ale oni, poszkodowani i „zniszczeni” przez IV RP. Oni doskonale wiedzieli, w przeciwieństwie(?) do posła Czumy, że naciski były, że wszystko było sterowane, układane, reżyserowane. W obliczu przewidywanego raportu komisji naciskowej ci ludzie, wśród nich Lepper, mogliby łatwiej (teraz nie wiadomo czy jest to możliwe w ogóle, nie tylko trudniej), poukładać sobie normalne życie. Czy to próbować wrócić do polityki, czego chciał szef Samoobrony, czy to do zawodu, a przede wszystkim oczyścić nazwiska zbrukane IV RP. Po słowach Czumy, świat mógł im się zawalić. I chyba się panu Lepperowi zawalił.

Dziękujemy panu, panie pośle Czuma. To tylko byle kto – Andrzej Lepper, nie ma się (pan) co przejmować.

A co do hipokryzji Ziobry…, jest nieuleczalna, ale co ze wstydem? Może jednak „zapadnie się pod ziemię” (ps. to z przysłowia panie Ziobro, żeby nie było, że panu czegoś tam życzę).

andy lighter

Ziobry kąpiel w szambie

Dawno, jeśli nie o ogóle, nie widziałem tak gorącej dyskusji w Parlamencie Europejskim. A mogliśmy ją zobaczyć z powodu wystąpienia premiera Donalda Tuska na temat polskiej prezydencji.

Byłem pewien, że dojdzie do krytycznych, pod adresem rządu wystąpień europosłów PiS-u i niestety się nie pomyliłem. Ziobro przebił wszystkich, nawet swojego kolegę Legutko i europosłów z UK i Holandii. Ale Holender Barry Madlener i Brytyjczyk Nigel Farage, to znani w Europarlamencie zadymiarze, eurosceptycy, żeby nie nazwać ich nacjonalistami. Tymczasem PiS głosi się jako partia proeuropejska.

Ziobro zeszmacił się już kompletnie, nie dlatego, że „walczy z rządem Tuska”, ale dlatego, że walczy w Brukseli, w dodatku, że łże jak pies. „Chciałbym, aby pański rząd wolności słowa, wolności mediów, praw opozycji przestrzegał w praktyce. (…)Niedawno funkcjonariusze uzbrojeni w broń ostrą wkroczyli do mieszkania internauty studenta tylko dlatego, że prowadził krytyczną wobec prezydenta stronę internetową” – krzyczał Ziobro. Po ripoście Marka Siwca o wchodzeniu do domów funkcjonariuszy spec służb o 6. rano, których skutkiem była m.in. śmierć Barbary Blidy, Ziobro odpierał zarzuty, twierdząc, że tamten rząd ścigał podejrzanych o korupcję. Aż się prosiło o przypomnienie temu sklerotykowi (taki młody a już takie luki w pamięci…), jak służby, w ogromnej sile i z ogromną determinacją, na wniosek wymiaru sprawiedliwości, którym kierował, ścigały bezdomnego, za „znieważenie” prezydenta, że o podsłuchiwaniu dziennikarzy nie wspomnę.

Osobną kwestią było wystąpienie Michała Kamińskiego z PJN, który również nie szczędził pochwał polskiemu premierowi: „(…) Zabrzmiał głos nie ideologiczny, ale ideowy. Takiego głosu Europa potrzebuje (…)”. Ne omieszkał też zaatakować haniebnego wystąpienia Ziobry. Kiedy ten ostatni zarzucił Kamińskiemu iż zgadza się na nierówno prawne traktowanie polskich rolników, Kamińskie odpowiedział: Przede wszystkich chcę powiedzieć, że ja popieram polski eksport, ale nie eksport obciachu.  A co do rolników, to od prawie roku nie jestem w partii, której lider postulował zniesienie dopłat dla polskich rolników”. Stanął również w obronie Polaków i wystąpienia premiera po haniebnym, nacjonalistycznym wystąpieniu Barry’ego Madlener’a. To wystąpienie, ale i wystąpienie innych „normalnych” polskich europosłów pokazuje, jak bardzo populistyczne, nijakie i…, wstyd przyznać, zdecydowanie dla „ciemnego ludu” są argumenty Prawa i Sprawiedliwości. Oni zresztą doskonale o tym wiedzą, po znieważ po wygłoszeniu swoich „prawd”, najszybciej jak to tylko możliwe opuszczają salę obrad. I Ziobro i Legutko i inni PiS-owcy. Pewnie szybko musieli dzwonić do prezesa pochwalić się, jak to dowalili Tuskowi.

Wracając jednak do Kamińskiego, jest on żywym dowodem na to, jak zachowuje się człowiek pod wpływem i władzą Jarosława Kaczyńskiego, a jak zachowuje się wyzwoliwszy się spod niej. Michał Kamiński jak wiadomo był jednym z najważniejszych działaczy PiS-u. Sądzę, ze bez reszty wierzył w PiS-owską ideologię, a nawet ją współtworzył. Dziś ogląd rzeczywistości jest zupełnie inny. I ponieważ obserwuję Michała Kamińskiego w mediach, słucham jego słów i komentarzy, postrzegam jego przemianę analogicznie, jak przemianę ludzi wyzwolonych spod oddziaływania sekt religijnych. Ludzie tacy, po uwolnieniu się z sekty, zachowują się tak samo jak Michał Kamiński po opuszczeniu PiS-u. Oczywiste jest dla mnie, że tak jak wtedy, w PiS-ie Kamiński wierzył w to, co mówi i robi, tak wierzy w to co robi i mówi dzisiaj. Tyle tylko, że jego dzisiejsza wiara jest o wiele bardziej racjonalna niż w przeszłości. Nie wiadomo zresztą, czy w przeszłości wierzył, czy sprzeniewierzył się możliwości samodzielnego wyrażania myśli w imię wyższego celu – kariery politycznej. Dowodem na niebezpieczne oddziaływanie PiS-u na wolność myśli są też Kluzik-Rostkowska i członkowie PJN. Nie da się tak bardzo manipulować swoim światopoglądem, żeby opuszczając jedną partię, „udawać” inną. Najlepszym przykładem na to jest Bielan. Dusił się w PiS-ie, ale dla próby kontynuowania kariery postanowił zrezygnować z wolności i dusić się dalej. Sam, dobrowolnie, skazuje się na masochizm psychiczny. Szkoda mi go, bo to pokazuje, ze jest człowiekiem pustym w środku. Nie dziwi mnie trwanie w sekcie. Ale jeśli ktoś ją opuszcza, dostrzega iluzję i świadomie do niej wraca, jest niepełnosprawny. Duchowo.

Okazało się też, że część naszych europosłów, np. Legutko czy Migalski, nie znają polskiej konstytucji. Obydwaj mają pretensję do premiera, że ten nie rozpisał wyborów do parlamentu przed 1. lipca. Europoseł Jan Olbrych przypomniał im (e tam przypomniał. Oznajmił nie przypomniał), że wybory ogłasza prezydent a nie premier.

andy lighter