Słuchaj głupcze! Profesor mówi!

Dawno nie słyszałem takiego durnia na mównicy sejmowej, jakiego usłyszałem dzisiaj.

Człowiek, który bełkotał coś o stoczni szczecińskiej, o tym, że Tusk ją zniszczył, że lepiej było dotować przez państwo i mieć gdzieś zalecenia, wyroki i postanowienia Unii, który, Jezu Chryste!, jest profesorem, przemówił po krytyce jego słów przez premiera:

„Panie premierze! Pan nie powinien dyskutować z profesorami! Pan powinien słuchać profesorów!”. Po czym uzasadnił: „Jest tak, że stocznia szczecińska, tu przytoczę doniesienia prasowe na ten temat…”.

Człowieku! Darmozjadzie! Od przytaczania prasy jest Józek, albo Franek przy flaszce za sklepem. Ty jesteś profesorem żyjącym na mój koszt i zarabiającym kilka…(?) razy więcej niż ja! Wypraszam sobie, żeby moje pieniądze szły na czytanie przez ciebie gazet!

Wysil się profesorze, na coś ponad „przytaczam za prasą…”. Wyjdź mądralo nie tylko z krytyką, to potrafi każdy nie tylko nieprofesor, ale nawet analfabeta, ale z jakimś pomysłem.

Nie? To won z profesorskiego stołka! Do łopaty prymitywie! Jeśli profesor, jako swoją mądrość, w dodatku pouczając innych, że mają go słuchać, przytacza prasę (pewnie artykuł jakiegoś magistra, albo i niemagistra), to dla mnie jest durniem.

Od dłuższego czasu mnie to nosi, ale ten dureń autentycznie wyprowadził mnie z równowagi i przyspieszył zadanie przeze mnie bardzo, jak sądzę zasadnego pytania:

„Może by się tak najwyższy czas zająć profesorskością naszych profesorów?”. Oszczędności gwarantowane, dzięki degradacjom palantów. Przykład: proszę bardzo, przykład z przyszłości – Rydzyk jest doktorem czegoś tam, chociaż wszyscy wiemy, że nie potrafi poprawnie, składnie sklecić nawet jednego zdania. Założymy się, że prędzej czy później będzie profesorem?

Jestem pewien, że pewna część z nich, nie wiem, czy duża czy nie, to „szympansy”, jeśli odnieś szympańskie IQ  do jakiegoś tam testu IQ internautów, czy menedżerów np.

„Murarze do murów,

Pisarze do piór”

Jak śpiewał klasyk, ale profesorowie do myślenia!!!, a nie streszczenia prasy. „Prasówki” to ja profesorze Żyżyński w szkole robiłem i nie musiałem do tego zajęcia być profesorem!

andy lighter

Obama, ACTA i Zespół…

Nie podoba mi się podpisanie przez Polskę umowy ACTA. I niekoniecznie z powodów, które forsują przeciwnicy, wychodzący na ulicę. Niewiele zresztą cała ta ACTA by mnie obchodziła, bo nie handluję podrobionymi butami, czy innymi jeansami, nie sprzedaję skopiowanych płyt, filmów (zresztą ich nie kopiuję), czy utworów muzycznych, te akurat kopiuję, żeby za każdym razem , gdy najdzie mnie ochota, nie buszować po internecie. Ba, więcej nawet: to mnie okradziono z mojej genialnej (przecież) własności intelektualnej w postaci publikacji bez mojej zgody, moich znakomitych (o czym powszechnie wiadomo!) tekstów, w różnych miejscach, bez mojej zgody (i żyję!). Nie podoba mi się, bo, z tego, co zdołałem zrozumieć, oprócz ochrony praw autorskich naszych twórców, którą to ochronę (absolutnie uprawnioną), umożliwia istniejące już w naszym kraju prawo, służy głównie ochronie interesów amerykańskich i japońskich firm, twórców i własności intelektualnej.

Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Amerykanie nic nie zrobili w zamian, aby w analogiczny sposób Ameryka chroniła firmy, twórców i własność twórców europejskich, np. Kiedy władze amerykańskie zamierzały się tym zająć, podniósł się raban i prace (nad SOPA i PIPA – odpowiadającymi ACTA dokumentami) zostały wstrzymane. Czyli jawnie zezwala się w USA na funkcjonowanie prawa Kalego: „Nam kraść, to źle! My kraść, to dobrze”.

Rozbawił mnie głos w tej sprawie posła Szejnfelda, stwierdzającego, że umowę ACTA trzeba podpisać, a następnie zwracać się do „tych krajów” (w domyśle jak rozumiem USA, np.), żeby również je podpisały. Przypomina mi się umowa w sprawie ograniczenia emisji CO2, którą podpisały kraje Unii Europejskiej i pół świata, w tym wiele najbiedniejszych w nim państw, a USA na to…, jak na lato. Nie podpisały, bo to nie leży w ich interesie. I „świat” panie pośle Szejnfeld zwraca się do USA, aby tę umowę podpisały i będzie się zwracał do us***ej śmierci. Dlaczegóż by z ACTA miało być inaczej?

Ciekawy jestem, kiedy nasi politycy, ale i politycy Unii zrozumieją, że Stany Zjednoczone Ameryki nie kiwną palcem w żadnej, absolutnie żadnej sprawie, jeśli nie będzie to służyć interesom tego kraju. Globalizacja, którą tak bardzo przejmują się światowi politycy, nad którą się pochylają i którą z wdzięcznością przyjmują, jako objaw cywilizacyjnego rozwoju ludzkości, w rozumieniu polityków amerykańskich i Amerykanów zresztą też, jest dla tego kraju narzędziem. W rozumieniu Amerykanów, globalizacja = amerykańska kuratela. Globalizacja = Ameryka rządzi i dzieli.

_____

Barack Obama grzmiąc kadzi Amerykanom, że nie będzie pomagać tym, którzy swoją produkcję uskuteczniają poza granicami USA. Zapewne miał na myśli głównie „Apple”, które wykazało się gigantycznym zyskiem w ostatnim kwartale zeszłego roku (rzecz jasna również w całym roku), a które większość produkcji uskutecznia poza USA, głównie w Chinach. Pan Obama zapomniał, że takie grzmoty nazywają się „protekcjonizm”. Resztą nie do końca wiem, jak Obama miałby pomagać np. Apple, bo firma ta akurat łaski Obamy nie potrzebuje.

IPad. Fot/Forrestal_PL

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, kiedy słyszę z ust prezydenta USA słowa (cyt. z pamięci): „Nie ustrzegliśmy się nawet błędów takich, jakie popełniła Unia Europejska”. To, ze Unia popełniała i popełnia błędy widzimy wszyscy, ale jeśli grzmi o tym prezydent kraju, przez który w ogóle jakieś błędy można było popełniać, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Gdyby nie pazerność amerykańskich finansistów i ich wpływ na finansistów europejskich, żadnego kryzysu by nie było i nie trzeba by popełniać żadnych błędów, przynajmniej w tym temacie.

Wkurza mnie hipokryzja Obamy w sprawie kryzysu i przerzucanie piłeczki o nazwie „odpowiedzialność”, jak najdalej od siebie. Najlepiej celując przy okazji w cudzy łeb. A takie właśnie pozbywanie się odpowiedzialności za światowy kryzys, Obama kreuje od dawna.

_____

Jeszcze jeden zamach, Tuska z Putinem nie został rozwikłany, mimo usilnych starań Antoniego Macierewicza, a już mamy drugi. Tym razem to sabotaż. Ktoś (wiadomo kto) znacząco utrudnił prawidłową prezentację epokowych, wywracających do góry nogami wszystkie dotychczasowe wyniki prac, badań dotyczących kłamstwa smoleńskiego i pokazujących zamach i kłamstwo, jak na dłoni. Amerykańscy naukowcy polskiego pochodzenia, wybitni i pracujący w znakomitych amerykańskich uniwersytetach, starali się jak mogli relacjonując obrazy (pokaz slajdów) jak sprawozdawcy radiowi, z powodu braku synchronizacji wizji z fonią.

Panie Macierewicz, a może by tak się zwrócić do Anonymous, albo zmienić informatyka? Że o naukowcach już nie wspomnę. Panowie profesorowie pracują dla komisji zaocznie, bo dostali cynk, że w Polsce zostaną zabici. Ciekawe, czy żaden student medycyny nie pochyli się nad tym przypadkiem? Przecież aż się prosi, żeby napisać jakąś pracę doktorską z psychiatrii.

Z drugiej strony… rozumiem. Wiosna za pasem, trzeba zaktywizować Naród, żeby Krakowskie Przedmieście ożyło przed kwietniem. 

andy lighter

_____

Ps.Zdj.:

 

Rzecznik odleciał

Ogromne zainteresowanie wzbudził atak hakerów (m.in. grupy „Anonymous”) na strony rządowe i sejmowe. Strony zostały zablokowane, a z niektórych ukradziono prywatne dane. Oczywiście wiadomo powszechnie, że ma to ścisły związek z zamiarem podpisania przez premiera międzynarodowego porozumienia ACTA, według przeciwników zwiastującego cenzurę i inwigilację internautów.

Jednak wszelkie rekordy ignorancji, żeby nie nazwać tego dosadniej, pobił rzecznik rządu Paweł Graś, stwierdzając: Trudno mówić o ataku hakerów, bo żadna z zablokowanych stron nie została naruszona. Bardziej można to porównać do olbrzymiego zainteresowania stronami rządowymi i sejmowymi”. Rzecznik, dla uwiarygodnienia swojej tezy porównuje zablokowanie tych stron z zablokowaniem stron UEFA, podczas rozpoczęcia sprzedaży biletów na Euro 2012. Nie wierzyłem własnym uszom, kiedy tego słuchałem. Tym bardziej, że powtarzał to parokotnie, a jego tezy powtarzał Adam Szejnfeld.

Można by wysnuć trzy wnioski ze słów Pawła Grasia. Albo Paweł Graś wierzy w to, co mówi, albo Paweł Graś kompletnie nie zdaje sobie sprawy z wagi sytuacji, która miała miejsce, albo wreszcie, Paweł Graś ma mnie za idiotę (nas, za idiotów).

Pierwsza i druga możliwość raczej odpada, Paweł Gras w ciemię bity nie jest i nie wierzę w to, aby cechowała go tak kosmiczna infantylność. Tym bardziej, że z tego co mi wiadomo, 21. stycznia, ani w rządzie, ani w Sejmie nie wydarzyło się nic spektakularnego, nie podjęto żadnej ważnej uchwały, nie przegłosowano żadnej epokowej ustawy, aby nagle miało się zdarzyć zmasowane odwiedzanie przez miliony Polaków stron rządowych i sejmowych. W grę wchodzi więc tylko i wyłącznie trzecia możliwość: Paweł Graś uważa, że jestem durniem i to łyknę.

Przyzwyczaiłem się już do tego, że Kaczyński, Macierewicz i Hofman do spółki z Błaszczakiem mają mnie za posiadacza małego rozumku, wzorem posiadaczy rozumków z Krakowskiego Przedmieścia np. Jednak wyciągnięcie przeze mnie wnioku, nasuwającego się samoistnie, że podobnie uważa premier i jego ekipa trochę mnie zasmuciło. Co prawda wiem, że premier nie ma w zwyczaju dzielić się z narodem swoimi planami, motywacją takich a nie innych działań, czy wreszcie przeprowadzania konsultacji społecznych, jednak nie przypuszczałem (raczej nie chciałem tego do siebie dopuścić), że powodem braku takich zwyczajów jest… durne, w mniemaniu ekipy rządzącej, społeczeństwo.

Panie rzeczniku, panie premierze, jeśli dalej tak będziecie postępować i myśleć o społeczeństwie, czarno widzę zakończenie waszej kadencji w ustawowym terminie. Minister Boni zapowiedział konsultacje z zainteresowanymi, czyli internautami i twórcami. Tyle, że po zadymie lekarsko-aptekarsko-refundacyjnej, będą to już kolejne, wymuszone konsultacje.

_____

Nie zabieram głosu na temat słuszności czy niesłuszności ACTA. Zbyt małą mam wiedzę na ten temat, a dostęp do szczegółów jest żaden, aby zająć jednoznaczne stanowisko. „Ze słyszenia”, uważam, że obie strony mają swoje racje i dlatego właśnie, niezbędny jest dialog ze społeczeństwem.

andy lighter

Zawiedzione nadzieje

… dziennikarzy i polityków.

Ten Palikot to jednak świnia jest. Miał zapalić skręta maryhy, a tylko… kadzidełko zapalił. No jak tak można, zapowiadała się nuklearna bomba medialna: poseł wyprowadzony w kajdankach z gmachu Sejmu, sąd, skazanie (po oczywistym odebraniu immunitetu), i kryminał.

A tu Palikot, cham jeden, kadzidełko sobie zapalił. Dziennikarze obecni na konferencji Janusza Palikota nie ukrywali rozczarowania. Z mega newsa, co najmniej parodniowego pewniaka na całe poranki, popołudnia i wieczory, wypełniające 90 % wiadomości nic nie wyszło. No nie poświęcił się ten cham jeden dla telewizji, dziennikarzy i nie dostarczył igrzysk widzom.

Swojego zawodu nie ukrywali też politycy. Już mieli przygotowane wnioski do sądu przeciwko posłowi/posłom Ruchu Palikota, już się cieszyli, że nie będą musieli demonstracyjnie wychodzić, kiedy Palikot wchodzi na mównicę, a tu nic, klapa. Pozostały im pozwy rezerwowe, takie o podżeganiu, naciągane i w ogóle niepewne za bardzo. Poza tym, najwyżej będzie musiał zapłacić co najwyżej parę złotych, a to nie to samo co pucha. I nie to samo co uwolnienie sejmu przez tego bezbożnika.

No niedobry jest ten Palikot, naprawdę. Obiecał i nie zrobił. Nie dał się wpuści ć w… kryminał.

Swoją drogą „żądza krwi” dziennikarzy jest powalająca. Ciekawy jestem, czy znalazł się chociaż jeden dziennikarz, który wcześniej porozmawiał z Palikotem: „Panie pośle, daj pan spokój. Po co ten cyrk, wiadomo, że wszyscy w sejmie czekają tylko na to, żeby się pana pozbyć i marzą nocami, żeby powinęła się panu noga. A wtedy żaden z nich się nie zawaha, żeby pociągnąć za dźwignię zapadni”.  Jestem przekonany, że nie.

andy lighter

Złodzieje przestrzeni publicznej

Zamówione przez panią marszałek sejmu opinie ekspertów w sprawie krzyża w sejmie, jasno pokazują, że może on tam wisieć. Trudno się dziwić, skoro dwóch spośród tych specjalistów to „uczeni” z uniwersytetu katolickiego. Stwierdzenie pani marszałek, że zasięgnęła opinii u osób o różnych poglądach jest zwykłym kłamstwem. Ciekawe, dlaczego nie zasięgnęła opinii u dwóch ateistów, albo agnostyków.

PiS natychmiast wykorzystało tę sytuację i porozwieszało krzyże gdzie popadnie, w całym gmachu sejmu. Trudno się temu dziwić, skoro jawnie pozwala im się na niezgodne z prawem zawłaszczanie przestrzeni publicznej, robią to, pokazując swoją skuteczną siłę przebicia. Trzeba by być głupcem, żeby z takiego przyzwolenia nie korzystać. Zupełnie tak samo było z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i nielegalnymi tam zgromadzeniami. Niezgodne z prawem, ale skuteczne działanie, bo „klasa panująca”, pozostawała bierna wobec drażliwości tematów. W końcu zawsze można w razie czego, rządzących oskarżyć jeszcze o wywoływanie tematu zastępczego, co PiS robi przy gorliwym sekundowaniu mediów.

Również media i to nie pisolubne, dzielnie wspierają PiS w zawłaszczaniu polskiej rzeczywistości. PiS jest wszędzie numerem jeden. Więcej jest PiS-u we wszystkich możliwych telewizjach i gazetach niż kogokolwiek innego. Normą jest przerwanie transmisji z konferencji prasowej jakiegoś ministra, kiedy dziennikarze zadają pytania, nie do pomyślenia natomiast przerwanie konferencji prasowej PiS-u. A prezesa to już w ogóle – to byłoby absolutne świętokradztwo.

Śmiem twierdzić, że dzisiaj mediów antypisowskich nie ma, albo prawie nie ma. Nawet tych „polskojęzycznych”. Jeśli są, to jacyś poszczególni dziennikarze w tych mediach. Owe media widocznie bardzo biorą sobie do serca wyrazy niezadowolenia i oskarżenia polityków PiS.

A PiS idzie dalej, na całego, coraz śmielej. Oto, śmierć pracownika europosła Wojciechowskiego to wynik języka nienawiści partii rządzącej (PO) wobec PiS-u i byłego prezydenta. Tak Twierdzi m.in. Hofman. Swój własny język zaś, tłumaczy wolnością słowa i prawem do wyrażania własnych przekonań. Jednym słowem, wg polityków PiS-u, atakowanie ich partii to uprawianie języka nienawiści, zaś ich atakowanie rządu, PO, Palikota, itd., to prawo wyrażania własnych, odmiennych poglądów. A media to kupują, pokazują i w milczeniu, czyli bez komentarza, akceptują. Ja obserwuję od sześciu lat niemal wyłącznie obronę, bronienie się Platformy wobec agresywnych ataków PiS-u, czase3m agresywną obronę wobec agresywnych ataków, ale co ja tam wiem, dziennikarze wiedzą lepiej. Kompletnie się więc nie dziwię PiS-owi, każdy mając takie warunki, jakie stwarza im koalicja rządowa, samorządy (nawet niepisowskie) i media, robiłby dokładnie to samo.

Ale wracając do krzyża, coś mi się wydaje, że będziemy teraz mieli wysyp krzyży. Nie zdziwię się, jeśli pojawiać się zaczną w autobusach komunikacji miejskiej, pociągach, na poczcie, itp. Zawsze przecież znajdzie się ktoś, kto taki krzyż zechce powiesić. A precedens się stał, więc droga jakby wolna.

 

_____

Pięciu żołnierzy zginęło w Afganistanie. Ta nie nasza wojna, oprócz dziesiątek ofiar w postaci naszych żołnierzy (dokładnie, w samym Afganistanie 35 osób), kosztowała nas, podatników, do końca 2010 r.  grubo ponad 3,6 mld zł. Dodając rok bieżący, będzie z pewnością ponad 5 mld. Polacy nie chcą tej wojny, bo to nie nasza wojna. Nasza lojalność wobec Amerykanów jest po prostu głupia, bo oni mają nas totalnie w dupie.

Okazao się, że ubeckie papiery na Wałęsę to fałszywki. Ciekawe co na to wszystko krzewiciele „Bolka”: Cenckiewicze, Kaczyńscy i inni Romaszewscy.

andy lighter

„Tolerancja” oczami tolerancyjnej Pitery

Oglądałem (tak, tak, niesłowny jestem i nie wytrzymałem w bojkocie tvn24) występ Pitera vs. Biedroń. I włos mi się jeży na głowie. Jeży mi się od dawna, ale co na moment opadnie (i da nadzieję, że wszystko się uspokoi), to znów staje dęba. Wczoraj Julia Pitera w wymianie zdań z żółtodziobem, ja by nie było, medialnym – sejmowym, Biedroniem, dała pokaz udowadniania – wkładania łopatą do pedalskiej głowy zboczeńca, definicji i oczywistego pojmowania tolerancji – chrześcijańskiej oczywiście, jak najbardziej.

„Ja jestem tolerancyjna, ale nie zgadzam się z wypowiedziami pani Nowickiej…”, to cytat z pamięci, ale takich było kilka… naście (dziesiąt?), podczas tej kilkunastominutowej audycji. Kobito, nie zgadzaj się, ale bądź tolerancyjna na to, z czym się nie zgadzasz!!! Tolerancja jest tak idiotycznie pojmowana w naszym kraju, że sens tolerancji został kompletnie zatracony, zgubiony. Jest u nas tak, że jestem tolerancyjny, „rozumiem – ma inne zdanie, ale niech spada, bo ja tego nie kupuję”.

Porażką życia jest to, że wczoraj nie zrobiłem zrzutu ekranu szczekościsku, w monecie wypowiadania formułki: "Jestem tolerancyjna".

Jest takie powiedzenie: „Głodnemu chleb na myśli”. Jakie figury inteligentny człowiek musi robić, żeby osobę, bez względu na to co mówi, kojarzyć seksualnie? Jeśli mówi o seksualności, albo wykonuje „posuwiste” gesty, to oczywiste, ale kojarzenie seksualne geja, który kupuje np. gazetę, albo wyprowadza psa, albo mówi na mównicy sejmowej o sprwach wyjątkowo nieseksualnych, śmierdzi mi jakimś zboczeniem. Albo idiotycznym tłumaczeniem, nieprzemyślanym kompletnie, bo Platforma uznała, że myśleć nie musi: frajerzy zagłosowali, frajerzy – nie wpierdalać się!

Bywa że los zadrwi z człowieka, ale dzieje się tak z reguły po czasie, po doświadczeniach jakichś wynikłych źle podjętej decyzji. Tym razem los zadrwił z nas natychmiast post fatum.

Jestem w ogóle kompletnie zdziwiony wypuszczeniem pani Pitery do mediów. Ciekawy jestem, czy pani minister dostanie znowu, jakiś wyjątkowo pożyteczny, a nade wszystko potrzebny resort, gdzie w ciszy gabinetu będzie naprawiać przeżartą korupcją Rzeczpospolitą. Bój się jakiś minister ku, jak kupisz oranżadę za służbowe pieniądze, że o dwóch bułkach z piętnasto dekowym salcesonem nie wspomnę – to już jest kryminał – jak w banku.

Krew mnie zalewa, jak Tuski i Pitery przez kupę czasu rozprawiały, jaką to pożyteczną robotę pani minister robi, ale nie można jej pokazać, bo o efekty chodzi, a nie o… medialność. A dorsz za 8 złotych to efekty były czy medialność, że spytam?

Żądam, żeby pani minister rozliczyła się ze swojej czteroletniej ministerialnej posadki – zgodnie z obiecaną (eee, pewnie zapomniał, ale niniejszym mu przypominam) transparentnością działań swojego rządu!

Przyznaję, że piszę w… emocjach, ale nie sposób, interesując się sprawami bieżącymi, przejść obojętnie nad skrajnie „rasistowską – absolutnie słuszną” postawą minister tego rządu, której za kilka sekund, w zajadłości udowadniania swojej tolerancji pociekłaby piana z ust. Długo nie zapomnę ściśniętych zębów, niemal szczękościsku Julii Pitery w momencie wypowiadania słów: „Ja jestem tolerancyjna panie pośle (Biedroń – mój przypis) i… jej „tolerancyjnej” bezradności. Wszystko idzie w w górę od nowego roku, proponuję więc, aby telewizje poszczególne podniosły ceny za reklamy, ale w zamian za to, dla zaproszonych polityków „na odległość”, wyposażyli ich w jakieś odważniki, żelazne kule, albo inne hantle. Żeby prezentując swoją tolerancję…, ulżyli sobie. Jak jajkiem w prezydenta, tak odważnikiem w monitor studyjny – Biedronia np. Koszty wzrosną w oczywisty sposób, stąd podwyżka cen reklam będzie uzasadniona.

Innemu posłowi, do niedawna bardzo ważnemu, nie podoba się uśmiech Biedronia. Ta się jakoś dziwnie składa, że mnie jego uśmiech tez się nie podoba, kiedy widzę go np. u Rymanowskiego. I gdybym nie wiedział kto zacz, i gdybym nie wiedział, ze ma przed nazwiskiem cztery literki z kropką, miałbym pełne prawo myśleć o „głupowatym uśmiechu”. Może by warto czasem panie pośle i pani posłanko, uśmiechając się, albo szczękościskiem wypowiadając słowo „tolerancja” spojrzeć w lustro – tak dla… sprawdzenia, samokontroli.

Że co? Że buta? Buta. Ze swoją fizjonomią i zupełnie przeciętną inteligencją, daję sobie prawo, do dyskredytowania „tajemniczo – pożytecznej”, szczękościskowo wysławiającej wartości chrześcijańskie posłanki i głupkowato śmiejącego się posła, któremu nie podoba się uśmiech, zupełnie bez wyrazu, innego posła.

Znam kilka osób homo… Często „mam skojarzenia”, to oczywiste. Ale kiedy rozmawiamy o rzeczach poważnych, bo rozmawiamy, to „przypadkiem” ludzie wyjątkowo usytuowani i ukrywający swoją… opcję, nigdy takie skojarzenie mi do głowy nie przyszło. W przeciwieństwie do rechoczącego (chyba mu nawet łzy ze śmiechu poleciały) Tuska i reszty hołoty.

Ps. Podobno są jakieś zarzuty w stosunku do Nowickiej. Nie wnikam, nie opowiadam się za, ani przeciw, ale… wczoraj ich nie było. I niczego „z wczoraj” to nie zmienia, nie może zmieniac. Choć jak znam życie, Niesiołowski wyskoczy: „A nie mówiłem! Wiedziałem!”, bo on to po uśmiechu… posła poznaje.

Sejmowy prymityw

Podczas rekomendowania na wicemarszałek sejmu posłanki Wandy Nowickiej z Ruchu Palikota, przeciwko tej kandydaturze padło wiele argumentów. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jedno „ale”. Ale m.in. obciąża się ją słowami, myśleniem, poglądami jej syna.

I to też w ostateczności można by przełknąć. Nastąpiła jednak sytuacja, która nie mieści mi się w głowie. Poseł Biedroń, znany homoseksualista, rekomendujący, który wyraził oburzeniami takimi właśnie, przytoczonymi wyżej argumentami, po ripoście: stwierdzenia, które padły przeciw Nowickiej, były poniżej pasa”, został wyśmiany. W oczywisty sposób wybrańcy narodu „skojarzyli’ znany skądinąd kolokwializm.

I wyszło całe prymitywne, bogactwo duchowe, moralne, katolickie – a jakże, prostactwo, nic, kompletna pustka we wnętrzach krzyżem natchnionych pustych głów i czarnych, śmierdzących stęchlizną i brudem dusz. I dotyczy to wszystkich stron izby, z których dochodził prostacki, bydlęcy śmiech.

Panie posłanki, panowie posłowie, wysoka izbo,

rzygać mi się chce jak na was patrzę, a jak was słucham to wiem, od wczoraj jestem tego pewien, że kłamiecie, używając wyuczonych kolokwializmów, banałów, wyuczonych poprawnych formułek i okrągłych zdań, które z waszymi przekonaniami nie mają nic wspólnego. No może mają o tyle, że wy takich przekonań nie macie, jeśli macie, to je najzwyczajniej w świecie, prymitywnie łamiecie. Macie je w ustach, a w głowach pusto. Nic.

W normalnych okolicznościach byłoby mi was żal, ale wy jesteście niebezpieczni, bo stanowicie prawo. Trzeba się was bać, bo jak każdy prymityw, możecie być nieobliczalni.

andy lighter